Dodaj do ulubionych

Budująca rola cierpienia.

09.12.06, 21:57
Odpisując na pewien bardzo szczśliwy wątek doszłam do wniosku, że przecież
cierpienie od zawsze było procesem twórczym. To w cierpieniu rodzą się
największe dzieła, najwspanialsze pomysły. Co więcej skłonni do takich stanów
emocjonalnch są ludzie tylko niezwykle wrażliwi, ci którzy widzą więcej niż
inni.
Do wszystich nieszczesliwych dziewczyn:
Może trzeba wiec polubić ten stan. Znaczy to, że jesteśmy wyjątkowe i że
widocznie zanim osiagniemy to przyziemne szczęście mamy szanse do realizacji
na innych płaszczyznach.
Bądźmy Gustawami Konradami naszych czasów.:)
Obserwuj wątek
    • bzyk100 Optymistyczna alternatywa. 09.12.06, 21:59
      Zwroce niesmialo uwage, ze stan szczesliwosci jest rowniez
      procesem tworczym. I na nim sie jest przyjemniej skupic.
      Niech zyje szczescie!
      • avital84 Re: Optymistyczna alternatywa. 09.12.06, 22:04
        Nie wydaje mi sie. Kiedy jestem szczśliwa tak jak zdecydowana większość osób
        byujam w obłokach i jestem skoncentrowana tylko na tym szczęściu. Ciężko jest
        wtedy coś stworzyć.
        Zwróćmy uwagę chociaż na sztukę. Większość najsłynniejszych artysów tworzy w
        stanie cierpienia, często wręcz wyzwala w sobie taki stan. Posłuchajmy
        najpopulrniejszych utowrów muzycznych. Co ambitniejsze teksty odbiegają od słow
        typu "więc nei martw sie, uśmiechnij sie':)
        Chopin też miewał humory. O dziełach malarzy i literazturze nie wspomnę.
        • bzyk100 Re: Optymistyczna alternatywa. 09.12.06, 22:10
          Chopin mial bardzo smutne zycie :(. Mamy rozne poglady. Ja szczesliwy
          potrafie leciec z duzym obciazeniem. Czasy mlodopolskie minely bezpowrotnie
          zostawiajac jednak pietno na umysle mlodych Polek :). One lubia byc
          nieszczesliwe. Tylko czlowiek szczesliwy moze dac szczescie innym.
          Nurzanie sie w smutku, melancholi i nieszczesciu nie warte jest nagrody
          literackiej Nobla. Carpe diem, dziewczyno :). Szczescie nie musi byc glupie
          i plytkie.
          • avital84 Re: Optymistyczna alternatywa. 09.12.06, 22:14
            Szczęście nie musi być głupie i płytkie ale cierpienie musi mieć też swój sens.
            Ja mimo pozorów jestem dość optymistyczną osoba, ale mam chwilę zadumy nad
            życiem,momenty zatrzymania i refleksji...i przynaje rzadko bywa tak, że
            towarzyszą one momentą euforii i szczęścia...czasem by dostrzec coś bardzo
            ważnego, by zrozumieć sprawy kluczowe i otworzyć się na innego człowieka
            potrzebne są chwile cierpienia.
    • avital84 "Każde cierpienie ma sens, prowadzi do pełni życi 09.12.06, 22:10
      a może tak:)

      www.zsi1.neostrada.pl/o_szkole/kadra_pedag/publikacje/religia/hiob.htm
      • bzyk100 Hiobowe szczescie :). 09.12.06, 22:13
        Dlaczego Pan B. zabral Hiobowi wszystko a zostawil mu zone?
        Poniewaz zona tez bywa nieszczesciem. Prosze nie zasypuj mnie
        cytatami i linkami :). Pisz sama.
    • qw994 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:15
      Ja uważam, że cierpienie niszczy.
      • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:19
        Gdy jest go zbyt wiele to zapewne tak. Ale bez niego nie można zrozumieć
        dostrzec szczęścia. Poza tym ponoć najciemniej zawsze jest przed wschidem
        słońca. Ja zazwyczaj mam tak, że kiedy nagle wszystko wali mi się na głowę i
        sytuacja wydaje sie być beznadziejna nagle okazuje się, ze bez tego coś
        wspanialszego nie miało by sznas na zaistnienie. Myślę, że to jest coś
        naturalnego i z pewnością nie jest obce kazdemu człowiekowi. Może po porstu w
        chwili sinusoidyw - 1 trzeba otrzeźwieć i zaczac dopatrywać się pozywtywów w
        tym stanie rzeczy.
      • bzyk100 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:19
        Cierpienie tez postarza :). I kreuje smutne zmarszczki.
        Na pohybel gloryfikacji cierpienia.
        • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:23
          Heh...ja zaczynam mieć zmarszki mimiczne, ale te od śmiechu:)
          Ostatnio nawet zaczęłam robić takei ćwiczonka anty:P
          Bo śmiać się przestać nie potrafię...choćby wewnątrz było naprawdę źle.
          Wiecie co mnie zawsze podtrzymuje na duchu. Szczęście moich przyjaciół,
          błękitne niebo, zielona tawka, gorąca czekoalada, śmiech dzieci i takei tam
          pierdoły. Chyba właśnei o to chodzi by mimo wszystko spostrzegać takei
          drobnostki.
        • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:26
          Wg mnie czlowiek powinien byc zawsze sklonny by akceptowac rzeczywistosc
          jaka go otacza, wtedy mozemy mowic o tworczosci jakiejkolwiek. Tak wiec
          zgadzam sie z autorka watku ze cierpienie buduje i nawet nas uszlachetnia
          jesli je zaakceptujemy i znajdziemy w nim swoj sens. Bez akceptacji cierpienie
          nas niszczy i jakze mocna jest rozterka. Obstaje przy tym, ze ogolnie jednak
          nasze szczescie jest budujaca sila bo nadaje nam energi, checi i jest chyba
          zawsze drogowskazem dokad zmierzamy.
          • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:38
            jakis czas temu watek o cierpieniu przewijal sie w audycjach radiowych ( klub
            Trojki , Wieczory Radia Tok Fm ) i pamietam jedno zdanie ... zreszta posluze
            sie cytatem :"- Jarosław Gowin mówi dziś w Gazecie Wyborczej, że cierpienie nie
            uszlachetnia. Że intencją cierpienia jest zniszczenie człowieka - takie
            fizyczne i moralne. I wiedzą to wszyscy ci , którzy cierpią. Wiedział to ksiądz
            Tischner, który krótko przed śmiercią gdy nie mógł juz mówić napisał na kartce -
            nie uszlachetnia. " ... i mysle ze to na tyle ...
            • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:45
              >Że intencją cierpienia jest zniszczenie człowieka - takie
              > fizyczne i moralne. I wiedzą to wszyscy ci , którzy cierpią.

              Samo cierpienie może mieć na celu zniszczenie człowieka. Jednak wydaje mi się,
              że człowiek w momencie podjęcia walki z nim już staje się zwycięzcą. Walka z
              cierpieniem może uszlachetniać. Wydaje mi sie, że jesteśmy poddawani próbą.
              Jeśli przejdziemy je pomyślnie osiągamy wyższy stan świadomości.
              Wiem,że takie to wydumane...ale późna godzina już i to winko;)
              • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:47
                to jest dobre myslenie by pokazac jak czlowiek jest ach i och :-) ale prawda
                jest taka ze nikt cierpienia nie chce doswiadczac a cierpienie INNYCH wywoluje
                w nas pozytywne reakcje takie jak wspolczucie , dopingowanie by cierpienie sie
                skonczylo itp ...
                • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:53
                  warsawvoice napisał:

                  ale prawda
                  > jest taka ze nikt cierpienia nie chce doswiadczac
                  Nie zawsze tak jest. W Iraku np pokazuja mezczyzn ktorzy biczuja sami
                  siebie az do krwi by cierpiec -aspekt religijny. W innych religiach jest
                  cos podobnego. Na Filipinach np niektrzy na Wielkanoc chca byc ukrzyzowani
                  jak Chrystus, Zakonnicy np. poszcza i mozna powiedziec ze w pewnym sensie
                  tez z wyboru cierpia, ale tylko po to by sie tym uszlachetnic.Wlasnie jesli
                  jest cel jest tez i szlachetnosc w cierpieniu.
                  • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:57
                    przyklad samobojstwa nie jest jedynym przykladem zaburzenia emocjonalnego
                  • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:00
                    Dokładnie ZYCIE jest wartością w kulturze zachodniej. To o czym piszesz nie
                    jest charakterystyczne dla ogółu ludzkości.
                    • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:03
                      avital84 napisała:

                      > Dokładnie ZYCIE jest wartością w kulturze zachodniej. To o czym piszesz nie
                      > jest charakterystyczne dla ogółu ludzkości.
                      ZYCIE jest wartoscia wszedzie niezaleznie czy to wschod, zachod, polnoc, czy
                      poludnie ... to ze jakies jednostki przedstawiaja to inaczej to nie oznacza ze
                      tak mysli ogol ... mozesz podac przyklad gdzie zycie NIE jest wartoscia ?
                      • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:08
                        Ja mogę. Dla bardzo wielu Palestyńczyków życie nie jest wartością. Czytałam
                        kiedyś artykuł, w którym opisywano jak niesamowitą presję wywiera się tam na
                        ludzi, żeby umierali w świętej wojnie. Uderzający był przykład matki, której
                        jeden syn chciał umrzeć za wiarę, a drugi nie. Matka powiedziała, że ma
                        nadzieję, że syn, który nie chce umierać, jeszcze zmądrzeje.
                        • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:14
                          anulex napisała:

                          > Ja mogę. Dla bardzo wielu Palestyńczyków życie nie jest wartością. Czytałam
                          > kiedyś artykuł, w którym opisywano jak niesamowitą presję wywiera się tam na
                          > ludzi, żeby umierali w świętej wojnie. Uderzający był przykład matki, której
                          > jeden syn chciał umrzeć za wiarę, a drugi nie. Matka powiedziała, że ma
                          > nadzieję, że syn, który nie chce umierać, jeszcze zmądrzeje.
                          o nie przekresla faktu ze zycie nie jest wartoscia. Zycie polega na celu
                          zycia. Ich cel jest taki, kogos innego inny.
                          • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 09:57
                            Życie nie jest dla tych ludzi wartością samą w sobie a tylko środkiem do
                            osiągnięcia innego, wyższego celu.
                            • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 21:32
                              anulex napisała:

                              > Życie nie jest dla tych ludzi wartością samą w sobie a tylko środkiem do
                              > osiągnięcia innego, wyższego celu.
                              W zupelnosci sie zgadzam. Ale czyz u nas nie jest dolkadnie taksamo?
                              Przeciez nie zyjemy dla samego zycia (czy wartosci samego zycia). Takie
                              zycie mijaloby sie z celem, byloby puste, prozniackie, wlasnie bezsensowne,
                              wyzbyte celu. Zyjemy wlasnie z celem i doskonale wiesz ze dazymy do celu.
                              Juz sam fakt ze nasze zycie jest smiertelne (konczy sie smiercia) nie moze
                              wiec byc wartoscia nadajaca sens naszej egzystencji, czyli zyc tylko i
                              wylacznie dla zycia. Zycie w koncu jest darem dla nas, wiec nie mozemy go
                              sobie bezpodstawnie przywlaszczyc i mowic jako o swojej wartosci -tak
                              przynajmniej ja uwazam. Wartosc ogolnie jest scisle zwiazana z naszym
                              wyczynem, osiagnieciami itd. Jesli kto ma sie chlubic tym ze zyje ( no bo to
                              ma byc wartosc jak piszesz) to wtedy nie mozna tej "wartosci" rozdzielac na
                              kultury, wschody i zachody.
                              • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:36
                                Zabraniamy eutanazji i potępiamy samobójców. Jakość jest ważna, ale w naszej
                                kulturze niezależnie od tej jakości, staramy się utrzymywać człowieka przy
                                życiu - nawet wbrew jego woli. To mam na myśli, kiedy mówię o traktowaniu życia
                                jako wartości samej w sobie.
                                • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:49
                                  anulex napisała:

                                  > Zabraniamy eutanazji i potępiamy samobójców. Jakość jest ważna, ale w naszej
                                  > kulturze niezależnie od tej jakości, staramy się utrzymywać człowieka przy
                                  > życiu - nawet wbrew jego woli. To mam na myśli, kiedy mówię o traktowaniu
                                  życia
                                  >
                                  > jako wartości samej w sobie.
                                  Rozumiem. Mowisz tu o stronie prawnej raczej. U nich tez prawo nie nawoluje
                                  do eutanazji czy samobojstw (nie znam ich prawa dokladnie, ale ma tyle ile
                                  wiem tak to raczej wyglada.
                                  • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:54
                                    Nie mówię o stronie prawnej. Mówię o oczekiwaniach społecznych. Dziś niewielu z
                                    nas mieści się w głowie idea poświęcenia życia dla narodu. W Palestynie jest to
                                    dość powszechne. U nas eutanazja jest bardzo kontrowersyjnym tematem. Eskimosi
                                    wysyłali (nie wiem, czy wciąż to robią) starszych ludzi na krze w morze.
                        • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:41
                          anulex napisała:

                          > Ja mogę. Dla bardzo wielu Palestyńczyków życie nie jest wartością. Czytałam
                          > kiedyś artykuł, w którym opisywano jak niesamowitą presję wywiera się tam na
                          > ludzi, żeby umierali w świętej wojnie. Uderzający był przykład matki, której
                          > jeden syn chciał umrzeć za wiarę, a drugi nie. Matka powiedziała, że ma
                          > nadzieję, że syn, który nie chce umierać, jeszcze zmądrzeje.
                          Jezeli poddaje sie czlowieka praniu mozgu , to efekt moze byc dowolnie
                          ksztaltowany, jezeli u nas w tv oglada sie materialy dotyczace Rosji i
                          przedstawia sie ja w negatywnym swietle, to czy to oznacza ze cala Rosja z
                          Rosjanami jest be , czy tez poddawani jestemy jednemu z wielu pran mozgu ? Czy
                          jezeli sluchacze radia Maryja wierza we wszystko co tam jest mowione to oznacza
                          ze maja otwarty umysl i ich swiat jest projekcja rzeczywistosci ? Jakis czas
                          temu ogladalem na niemieckiej tv reportaz o technikach manipulacyjnych,
                          znacznie latwiej jest sterowac tlumem niz pojedynczym czlowiekiem, w tlumie
                          jednostka zachowuje sie tak jak wiekszosc bo boi sie wylamac z szeregu, a
                          zachowujac sie bardziej poprawnie lub gloryfikujac dzialania tlumu zyskuje jego
                          uznanie. Religia jest tez bardzo dobrym przykladem na ukazywanie co potrafi
                          zrobic z czlowiekiem histeria, czy u nas w Polsce nie znajda sie ludzie ktorzy
                          w jej imieniu mogliby oddac zycie ? ....
                          • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 09:55
                            Po co wartościować? Czy masz pewność, że racja leży po Twojej a nie po ich
                            stronie? Na ogół wydaje nam się, że nasz styl życia, to co wynika z naszej
                            kultury, jest najkorzystniejsze. Tak naprawdę nie możemy obiektywnie ocenić
                            sytuacji.
                      • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:12
                        Właśnie w świecie arabskim większą wartością od życia jest honor. Ciężko jest
                        nam zrozumieć to, że gdzieś ludzie postrzegają świat przez inny pryzmat niż my
                        ale tak jest. Czytałeś "Jadąc do Babadag"?
                        Nie krytyjuje cywilizacji środkowego wschodu, ale ona jest po prostu inna.
                    • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:33
                      avital84 napisała:

                      > Dokładnie ZYCIE jest wartością w kulturze zachodniej. To o czym piszesz nie
                      > jest charakterystyczne dla ogółu ludzkości.
                      a mozesz mi powiedziec skoro sie juz do tej kultury odwolujemy czym sie rozni
                      pojmowanie zycia w kulturze zachodniej w ktorej w zeszlym wieku zginely miliony
                      ludzi w wyniku konfliktow od kultury innej , dajmy na to arabskiej ? Ja caly
                      czas mowie o tym ze niezaleznie czy to bedzie dom w Teheranie , w Ohio , w
                      Warszawie to problemy beda takie same i potrzeby takie same ... to ze gdzies
                      ludzie wysadzaja sie w powietrze wcale nie stawia ich gorzej niz nas bo u nas
                      tez dochodzilo do zabijania tyle ze w mniej widowiskowy sposob . Ci ludzie
                      cierpia tak samo, kochaja tak samo, jedza, spia, jezeli czytasz ksiazki
                      podroznicze lub najlepiej sama jezdzisz po swiecie to okazuje sie ze w
                      kontakcie z innymi cywilizacjami roznice sa minimalne wlasnie tylko dzieki
                      kulturze i zwyczajom - sztucznym formom narzuconym od poczecia az po smierc
              • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:48
                avital84 napisała:


                ale późna godzina już i to winko;)
                Nie wiem jak godzinka, ale to winko z pewnoscia ci sluzy i pomaga.
            • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:46
              Zalezy jaki jest cel cierpienia. Jesli odrzucimy teze ze cierpienie nas nie
              uszlachetnia to wtedy pasowaloby mowic ze rozpusta nas uszlachetnia.
              • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:51
                Rozpusta z samego założenia nie może uszlachetniać...jest według niektórych
                receptą na szczęście, ale chyba na takie krótkotrwałe. No i jest dobra dla mało
                wymagających.
                • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:55
                  avital84 napisała:

                  > Rozpusta z samego założenia nie może uszlachetniać...jest według niektórych
                  > receptą na szczęście, ale chyba na takie krótkotrwałe. No i jest dobra dla
                  mało
                  >
                  > wymagających.
                  Zgadzam sie w zupelnosci. Dopisze do malowymagajacych jeszcze -malomyslacych
                  lub plytkomyslacych.
              • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:50
                wielo-kropek napisał:

                > Zalezy jaki jest cel cierpienia. Jesli odrzucimy teze ze cierpienie nas nie
                > uszlachetnia to wtedy pasowaloby mowic ze rozpusta nas uszlachetnia.
                najpierw tzreba by uzgodnic definicje uszlachetniania
                • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 21:19
                  warsawvoice napisał:


                  > najpierw tzreba by uzgodnic definicje uszlachetniania
                  Mysle ze jest to niemozliwe do zrobienia. Szlachetnosc scisle jest
                  zwiazana z naszymi wartosciami a jak sama wiesz one sie mocno roznia w
                  zaleznosci od jednostki ludzkiej. Zlodziej ktory jest przekonany ze dobrze
                  robi kiedy okrada bogatszego od siebie uwaza ze postepuje sluszniei taki
                  wlasnie czyn wg. niego jest szlachetny. Bolszewikow np. uszlachetnialo to,
                  kiedy mordowali inteligencje o bialych raczkach. Tak wiec wynika stad wg
                  mnie, ze nasza szlachetnosc jest scisle zwiazana z naszymi wartosciami, jak
                  napisalem, glownie tymi moralnymi.
                  • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:35
                    wielo-kropek napisał:

                    > warsawvoice napisał:
                    >
                    >
                    > > najpierw tzreba by uzgodnic definicje uszlachetniania
                    >
                    > Mysle ze jest to niemozliwe do zrobienia. Szlachetnosc scisle jest
                    > zwiazana z naszymi wartosciami a jak sama wiesz one sie mocno roznia w
                    > zaleznosci od jednostki ludzkiej.

                    jak sam wiesz .. jestem facetem :-)

                    Zlodziej ktory jest przekonany ze dobrze
                    > robi kiedy okrada bogatszego od siebie uwaza ze postepuje sluszniei taki
                    > wlasnie czyn wg. niego jest szlachetny. Bolszewikow np. uszlachetnialo to,
                    > kiedy mordowali inteligencje o bialych raczkach. Tak wiec wynika stad wg
                    > mnie, ze nasza szlachetnosc jest scisle zwiazana z naszymi wartosciami, jak
                    >
                    > napisalem, glownie tymi moralnymi.
                    tak wiec kolejny raz mamy do czynienia ze slowem ktore dla kazdego moze
                    oznaczac cos innego , jak w takich warunkach mozna dojsc do zrozumienia skoro
                    nasz "eksport" szczescia cywilizacyjnego oznacza konflikt z inna cywilizacja ???
                    • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:54
                      warsawvoice napisał:




                      > tak wiec kolejny raz mamy do czynienia ze slowem ktore dla kazdego moze
                      > oznaczac cos innego , jak w takich warunkach mozna dojsc do zrozumienia skoro
                      > nasz "eksport" szczescia cywilizacyjnego oznacza konflikt z inna
                      cywilizacja ??
                      > ?
                      Nalezaloby inna cywilizacje zostawic wlasnie dla tych "innych", ktorrym ona
                      stanowi szczescie i zamknac sie szczesliwie w swojej wlasnej. Musze
                      zniknac stad na dzisiaj.
              • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 09:59
                Może to umiar uszlachetnia?
          • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:41
            Ciekawe, bo ja zinterpretowałabym to zupełnie inaczej :) Według mnie to właśnie
            niezgoda ze stanem aktualnie istniejącym (i to bardzo silna; taka, która jest w
            stanie skłonić człowieka do przeciwstawienia się "systemowi") pozwala ludziom
            tworzyć rzeczy wielkie i pcha ludzkość do przodu.
            • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:46
              glownym motorem pchajacym ludzkosc sa strach , milosc , pozadanie , chciwosc ,
              ciekawosc pewnie jeszcze kilka by sie znalazlo natomiast przeciwstawianie sie
              systemowi to tylko domena silnych jednostek . Masa , ogol ludzi przyzwyczaja
              sie do niedogodnosci i pomstujac do nieba wola spokoj niz walke z czymkolwiek
              • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:48
                Właśnie może Ci cierpiący to Ci, którzy nie chcą się poddac
                systemowi...analogia głupia ale jednak...jak w Mtrixie...
                Innym wydaje się tylko, że są szczęśliwi, wolą żyć w takim stanie świadomości.
                • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:52
                  nie chca sie poddac bo nagroda na tym swiecie jest ZYCIE ... nie wazne jak
                  kiepskie ale zycie ... kazdy organizm broni sie przed smiercia i nie ma tu
                  zadnej mistyki , zwykly instynkt samozachowawczy , niekiedy cierpienie
                  psychiczne lub fizyczne jest tak dolegliwe ze nastepuje zachwianie w
                  proporcjach i ktos mysli np o samobojstwie ... ale w tej grze zwyciezcy sa
                  tylko ci ktorzy zyja najdluzej ( stad miedzy innymi tesknota do
                  dlugowiecznosci )
                  • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:57
                    Ja jednak wierzę w to, że coś nas odróżnia od innych zwierząt i naszymi czynami
                    kieruje nie tylko biologia. Są chociażby przypadki tych, którzy poświęcili
                    wartość, którą jest życie w imię innych wartości lub w imię ratowania innego
                    życia, poświęcając swoje.
                    • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:59
                      avital84 napisała:

                      > Ja jednak wierzę w to, że coś nas odróżnia od innych zwierząt i naszymi
                      czynami
                      >
                      > kieruje nie tylko biologia. Są chociażby przypadki tych, którzy poświęcili
                      > wartość, którą jest życie w imię innych wartości lub w imię ratowania innego
                      > życia, poświęcając swoje.
                      to o czym piszesz WYSTEPUJE w swiecie zwierzat , niczym sie nie roznimy poza
                      stopniem rozwoju technicznego
                • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:59
                  A nie można odnaleźć swojego osobistego szczęścia i jednocześnie walczyć z
                  systemem? Pytam, bo nie wiem. Może ktoś naprawdę wielki nie będzie potrafił
                  pogodzić się z niesprawiedliwościami tego świata na tyle, żeby nie
                  unieszczęśliwiały go one również w sferze prywatnej. Trudno powiedzieć.

                  I tak trochę nie apropos. Uważam, że nie należy mówić, że komuś tylko wydaje
                  się, że jest szczęśliwy. On jest największym autorytetem, jeśli o tę kwestię
                  chodzi i jeśli mówi, że czuje się szczęśliwy, to tak właśnie jest.
                  • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:01
                    > I tak trochę nie apropos. Uważam, że nie należy mówić, że komuś tylko wydaje
                    > się, że jest szczęśliwy. On jest największym autorytetem, jeśli o tę kwestię
                    > chodzi i jeśli mówi, że czuje się szczęśliwy, to tak właśnie jest.
                    hmmmm ci w Iraku byli nieszczesliwi wedlug naszych kanonow cywilizacyjnych ..
                    po naszym odejsciu nie wyglada by sie mialo im poprawic ...
                  • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:08
                    No ale rozróżniając w ogóle szczęście osobiste od innego dochodzimy do tego, że
                    szczęśliwym można być tylko w niektórych płaszczyznach. Jeśli ktoś dostrzega
                    problemy współczesnego świata i zło jakie nas otacza to nawet w stanie
                    zakochania przemknie mu prze myśl czasem jakaś smutna refleksja.
                    Czasem rozwiązaniem może być zobojętnienie, ale do czego miało by to prowadzic
                    gdyby wszyscy zobojętnieli.
                    Z tą interpretacją cudzego szczęścia to rzeczywiście przesadziłam. Ale szczerze
                    mówiąc mało znam ludzi tak naprawde szczęśliwych, wiecej tych, którzy udają, że
                    tak jest, bo boja się prawdy. Wiem to od nich:)
                    • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:30
                      Zgadzam się. Jeśli widzi się ogrom niesprawiedliwości i okrucieństwa tego
                      świata, szczęśliwym można być tylko na niektórych płaszczyznach. I niewątpliwie
                      różnych aspektów swojego życia nie da się zupełnie od siebie oddzielić - zawsze
                      będą w pewnym stopniu się przenikać.

                      Chociaż może do cierpienia i niesprawiedliwości można podejść inaczej? Bo znam
                      osoby, które aktywnie z nimi walczą, niewątpliwie zdają sobie prawę z ich
                      istnienia i dodatkowo stykają się z nimi częściej niż inni, a mimo to zachowują
                      olbrzymie pokłady optymizmu. Tu wróciłabym do tego, jak każdy z nas jest
                      indywidualny.
                  • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:43
                    anulex napisała:

                    > A nie można odnaleźć swojego osobistego szczęścia i jednocześnie walczyć z
                    > systemem? Pytam, bo nie wiem. Może ktoś naprawdę wielki nie będzie potrafił
                    > pogodzić się z niesprawiedliwościami tego świata na tyle, żeby nie
                    > unieszczęśliwiały go one również w sferze prywatnej. Trudno powiedzieć.
                    jezeli zaczynasz walczyc z systemem to i musisz sie liczyc z tym ze system a
                    wlasciwie ludzie ktorych interesom zaczniesz zagrazac beda walczyc z toba i
                    automatycznie beda starali sie zniszczyc twoje poczucie szczescia
          • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:53
            wielo-kropek napisał:

            > Wg mnie czlowiek powinien byc zawsze sklonny by akceptowac rzeczywistosc
            > jaka go otacza, wtedy mozemy mowic o tworczosci jakiejkolwiek. Tak wiec
            > zgadzam sie z autorka watku ze cierpienie buduje i nawet nas uszlachetnia
            > jesli je zaakceptujemy i znajdziemy w nim swoj sens. Bez akceptacji
            cierpienie
            > nas niszczy i jakze mocna jest rozterka. Obstaje przy tym, ze ogolnie jednak
            > nasze szczescie jest budujaca sila bo nadaje nam energi, checi i jest chyba
            > zawsze drogowskazem dokad zmierzamy.
            szczescie daje nadzieje :-)
            • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 21:38
              warsawvoice napisał:



              > szczescie daje nadzieje :-)
              Z pewnoscia tak, ale trzeba tez powiedziec ze nadzieja tez jest naszym
              szczesciem. Bez niej nie mozemy czuc sie szczesliwi.
    • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:22
      jakis czas temu zastanawialem sie nad zyciem pewnej mojej znajomej malarki ,
      jako autorka obrazow jest znana na calym swiecie , mowi sie o niej ze jest
      jedna z najbardziej obiecujacych malarek mlodego pokolenia , jednym slowem
      pelnia szczescia zawodowego , tyle ze jej zycie osobiste to pasmo klesk i
      niepowodzen ( oczywiscie przez facetow :-) ) i tak sobie pomyslalem .. kim by
      byla ta malarka gdyby wszystko w zyciu jej sie ukladalo .. czy bedac szczesliwa
      ktos mialaby wene by tworzyc swoje prace pelne emocji i uniesienia ? ...
      • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:29
        Może to również kwestia wykonywanego zawodu? Być może właśnie ludzie sztuki są
        bardziej twórczy pod wpływem nieszczęść. Natomiast na przykład na pedagoga
        nieszczęścia raczej nie wpłyną pomyślnie. Tak mi się zdaje.
        • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:32
          Trudno tu cos powiedziec. Nie wszyscy przeciez ludzie sztuki sa
          nieszczesliwi . Szczesliwi tez tworza sztuke.
          • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:36
            Tworzą. Czy równie wartościową? Nie wiem. Jestem wyjątkowo prymitywnym odbiorcą
            sztuki.

            Intuicyjnie (może stereotypowo?) wydaje mi się, że smutek sprzyja sztuce, ale
            masz rację, że to wcale nie musi być prawda.
        • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:47
          anulex napisała:

          > Może to również kwestia wykonywanego zawodu? Być może właśnie ludzie sztuki

          > bardziej twórczy pod wpływem nieszczęść. Natomiast na przykład na pedagoga
          > nieszczęścia raczej nie wpłyną pomyślnie. Tak mi się zdaje.
          zarowno szczescie jak i nieszczescie maja jedna ceche wspolna .. skladaja sie
          na caloksztalt naszego DOSWIADCZENIA ktore moze procentowac w przyszlosci
          a co do zawodow tworczych i nieszczescia .. byc moze niektorzy artysci
          potrzebuja wlasnie takiego nieszczesliwego dopingu i szukaja ludzi z ktorymi
          nigdy szczesliwi nie beda bo przestaliby sie realizowac jako tworcy...
      • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:31
        właśnie o to chodzi, że chyba niekoniecznie...
        Może po prostu nie można mieć wszystkiego. To czym się zachwycamy w sztuce
        innych ludzi to emocje, która ona ze sobą niesie, emocje związane ze smutkiem i
        cierpieniem. Ktoś kto jest szczęśliwy i czuje się spełniony po prostu nawet się
        nad tym nie zastanawia.
        Szczęście i cerpienie nie muszą być wartościami, które ze sobą walczą. Nie
        rzucam się tu na ludzi szczęśliwych. Po prostu chcę zwrócić uwagę na fakt, że
        te dwie siły chyba muszą sie równoważyć zarówno w zyciu każdej jednoski jak i
        społeczenstwa w ogóle.
        • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:35
          Wydaje mi sie ze w zyciu kazdego z nas sa wazne sprawy i wazniejsze. Dla
          artystow bycmoze artyzm jest wlasnie wazniejszy i tworczosc artystyczna niz
          zycie prywatne i pelnia szczescia w nim.
    • yagiennka Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:23
      No bez przesadyzmu :) Życie jest po części cierpieniem ale i radością i o to
      chodzi aby szala nie przechylała się na rzecz tego pierwszego.
    • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:25
      Wydaje mi się, że jest to kwestia bardzo indywidualna. Jedni są bardziej
      twórczy w cierpieniu, inni kiedy są szczęśliwi. Najbardziej życiu zawodowemu
      szkodzi chyba nadmiar emocji - obojętnie, czy są one pozytywne, czy negatywne.
      Przynajmniej ja, kiedy jestem hiperszczęśliwa lub bardzo nieszczęśliwa,
      znacząco obniżam swoją wydajność.
      • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:37
        Nie chodzi mi jednak chyba o stan totalnego doła...wtedy wiadomo
        depresja...leki i raczej proces twórczy jest zablokowany.
        Chodzi o stan takiego niepełnego nasycenia...poszukiwania. Człowiek, kóremu
        wydaje się, że osiągnął wszustko i jest zrealizowany nie skupia się nad
        rzeczami, na kótrych skupia się ktoś kto poszukuje wciąż sensu, a to cięki tym
        poszukiwaczom ludzkośc idzie do przodu.
        Jednym słowem szczęście jest pozywtyne dla jednoski.
        Nieszczęście indywidualne pomaga ludzkości.
        • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:42
          Poruszylas znowu kolejny ciekawy punkt. Wydaje mi sie ze poszukiwacze w
          pewnym sensie sa zawsze nieszczesliwi (na pozor byc moze nieszczesliwi) bo
          ich stan obecny ich odkryc czy wynalazkow nigdy ich nie zadawala. Ciagle
          szukaja czegos nowego, czegos nieznanego dla nich i raczej tez dla nas. My
          (szeraki) ogolnie jestesmy obojetni na takie odkrycia, a dla nich (naukowcow
          i tworcow) jest to pasja zycia, czyli mozna powiedziec -ich szczescie.
        • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 22:50
          Prywatnie jestem niezmiernie szczęśliwa. Tak szczęśliwa jak nigdy wcześniej.
          Wydaje mi się, że nie zmniejszyło to mojego głodu wiedzy. Nie szukam już swojej
          drogi życia, bo ją znalazłam, ale to nie znaczy, że straciłam zapał do rozważań
          filozoficznych, czy też poszukiwania nowych rozwiązań związanych z moją
          dziedziną wiedzy (pedagogika). Może nawet zostanie dla nich teraz więcej
          energii?
          • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:08
            No wlasnie, nikt chyba nie moze powiedziec ze komus sie tylko wydaje ze
            jest szczesliwy.Jesli ktos czuje i mowi ze jest szczesliwy to my musimy to
            przyjac jako fakt, pomimo iz my w jego roli nie czullibysmy sie szczesliwi.
            Warsawvoice poruszyla sprawe zdwowia. Ciekawe co o tym myslicie. Wiadomo ze ci
            ludzie cierpia, ale czy napewno wszyscy z nich sa nieszczesliwi, jak uwazacie?
            • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:09
              Przepraszam zle napisalem. Powinno byc ze wszyscy chorzy cierpia.
              • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:17
                Właśnie gdyby nie wierzyć w sens cierpienia trzeba by było zwątpić w sens
                śmierci i wszystkeigo co ku niej prowadzi, także chorobie. Tymczasem właśnei
                wśród chorych i umierających jest najwięcej optymistów i tych, kótrzy pojęli
                sens życia.
                Ostatnio oglądałam niestety końcówkę filmu dokumentalnego na Discovery o
                mężczyźnie, kótry cierpiał od urodzenia na poważną przypadłość. Mimo to nie
                poddał się i realizował swoje plany i marzenia i pomagał dychowo wszystkim,
                kórych spotkał na swojej drodze.
                Przed smiercia napisał, że ma nadzieje, że jego życie dało wskazówkę jak żyć
                innym ludziom...
                • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:21
                  Znowu poruszylas ciekawa sprawe, wlasnie tych, ktorzy sie urodzili kalekami.
                  Wydawaloby sie ze ich cale zycie jest cierpieniem i szczescie wclae jest im
                  nieznane. Czy jest tak naprawde?
                  • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:26
                    Nie chciałabym odpowiadać za te osoby, ale idąc chicażby za przykładem
                    materiału, który oglądałam albo ludzi, z kótrymi się spotkałam wydaje mi sie,
                    że oni bardziej doceniają wartość życia i tego szczęścia ukrytego w
                    codzienności niż zdrowi ludzie.
                    Przecież zdrowe, często w sile wieku, piękne osoby często są własnie
                    najbardziej nieszczęśliwe.
                    szczęście nie zależy chyba bowiem od stanu naszego ciała, ale naszego ducha.
                    A dla ludzi zdrowych sytuacja ludzi kalekich powinna być wskazaniem do
                    refleksj, zatrymania się i zauważenia jak szczęsliwi tak naprawdę są.
                    • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 09.12.06, 23:35
                      Ja mysle ze w tym temacie duch i cialo graja swoja role, ma swoja
                      wypelniajaca sie spojnie, choc "magazynem" szczescia jest wlasnie nasz duch
                      czy rozum tak jak mowisz(sam nie wiem dokladnie). W przypadku pokrzywdzonych
                      od urodzenia i ich szczescia czy cierpienia wroce chyba do pierwszych swoich
                      wpisow. Otoz wydaje mi sie ze wlasnie akceptacja stanu w jakim sie jest
                      jest tu najwazniejsza. Jesli sie zaakceptuje siebie i swoj stan, wtedy mozna
                      wg mnie czuc sie szczesliwym, choc wiadomo inne uszczesliwiajace
                      nas "dodatki" musza nam towarzyszyc w zyciu. Sama akceptacja jest zamalo
                      by czuc sie szczesliwym.
                • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:46
                  Bez wątpienia łatwiej jest żyć, jeśli wierzy się w sens cierpienia. Tylko że
                  łatwiej nie musi znaczyć lepiej.

                  Czy wśród chorych i umierających jest najwięcej optymistów i tych, którzy
                  pojęli sens życia? To bardzo śmiała teza. Wydaje mi się, że właśnie tych
                  radzących sobie z nieszczęściem pokazuje się w mediach, o nich się mówi. Ale
                  nie stanowią oni większości.

            • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:57
              wielo-kropek napisał:

              > Warsawvoice poruszyla sprawe zdwowia. Ciekawe co o tym myslicie. Wiadomo ze
              ci
              > ludzie cierpia, ale czy napewno wszyscy z nich sa nieszczesliwi, jak uwazacie
              > ?
              poruszyl :-)
              sa szczesliwi na tyle na ile chca byc
              • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 21:44
                warsawvoice napisał:



                > sa szczesliwi na tyle na ile chca byc
                Tu masz ciekawe spojrzenie z ktorym ja osobiscie bym polemizowal. Czyli mozna
                uwazac ze wystarczy tylko chciec zeby byc szczesliwym? Czy uwazasz wiec ze
                wszyscy ktorzy nie sa szczesliwi nie cha byc szczesliwi?
                • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:12
                  wielo-kropek napisał:

                  > warsawvoice napisał:
                  >
                  >
                  >
                  > > sa szczesliwi na tyle na ile chca byc
                  >
                  > Tu masz ciekawe spojrzenie z ktorym ja osobiscie bym polemizowal. Czyli mozna
                  >
                  > uwazac ze wystarczy tylko chciec zeby byc szczesliwym? Czy uwazasz wiec ze
                  > wszyscy ktorzy nie sa szczesliwi nie cha byc szczesliwi?
                  dokladnie tak , zobacz ze sa ludzie ktorzy mimo kalectwa potrafia sie smiac a
                  sa tez tacy ktorzy mysla o samobojtwie ... szczescie to stan umyslu , inna
                  sprawa ze mozna je wywolywac tez farmakologicznie
                  • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:24
                    warsawvoice napisał:






                    > dokladnie tak , zobacz ze sa ludzie ktorzy mimo kalectwa potrafia sie smiac a
                    > sa tez tacy ktorzy mysla o samobojtwie ... szczescie to stan umyslu , inna
                    > sprawa ze mozna je wywolywac tez farmakologicznie
                    Zgadzam sie z tym ze szczescie to stan umyslu. Jednak na nasz umysl wplywa
                    czasami wiele niezaleznych od nas okolicznosci zwiazanych z zyciem. Wroce moze
                    znowu do Iraku dla przykladu. Z pewnoscia oni tez chca (bo ty uwazasz ze
                    wlasnie wystarczy chciec)by byc szczesliwym i to nawet wg ciebie mozna
                    samemu niezaleznie decydowac na ile sie chce byc szczesliwym. Badz wiec tam
                    madry i badz szczesliwy kiedy nie czujesz sie bezpiecznie, lub twoje
                    dziecko zostalo wczoraj porwane. Tak wiec ja uwazam ze "chciec" jest tu
                    zamalo do szczescia.
                    • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:30
                      > Zgadzam sie z tym ze szczescie to stan umyslu. Jednak na nasz umysl wplywa
                      > czasami wiele niezaleznych od nas okolicznosci zwiazanych z zyciem. Wroce moze
                      >
                      > znowu do Iraku dla przykladu. Z pewnoscia oni tez chca (bo ty uwazasz ze
                      > wlasnie wystarczy chciec)by byc szczesliwym i to nawet wg ciebie mozna
                      > samemu niezaleznie decydowac na ile sie chce byc szczesliwym. Badz wiec tam
                      >
                      > madry i badz szczesliwy kiedy nie czujesz sie bezpiecznie, lub twoje
                      > dziecko zostalo wczoraj porwane. Tak wiec ja uwazam ze "chciec" jest tu
                      > zamalo do szczescia.
                      a wlasnie ze nie .. ty nie chcesz pogodzic sie z tym co by sie stalo i dlatego
                      twoj poziom szczescia zawsze bedzie wymagal dzialania ktore pozwoli ci je
                      odzyskac , natomiast sa ludzie ktorzy wyzbywaja sie doslownie wszystkiego gdyz
                      dla nich posiadanie czegokolwiek to przeszkoda do osiagniecia szczescia (
                      INDIE )
    • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:48
      A co jest budujacego w tym, ze czlowiek sie stara cale zycie i nic z tego nie
      ma?
      • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 02:52
        mahadeva napisała:

        > A co jest budujacego w tym, ze czlowiek sie stara cale zycie i nic z tego nie
        > ma?
        to ze jest twardy psychicznie ... to dopinguje bo nic nie dziala tak
        demoralizujaco jak poddawanie sie
        • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 03:41
          moze ta twardosc sie przyda jak juz zacznie byc dobrze :)
        • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 03:45
          ja sie nigdy nie poddalam :)
          licze teraz na zniwa ;)
    • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 03:47
      Każdy piszący lub wygłaszający kazania o pozytecznej roli cierpienia, powinien
      go sobie przedtem troche sprokurować. Albo nie tylko trochę, ale tyle, żeby cię
      przygięło do ziemi. Nie wiesz co przezywa inny człowiek, to nie mędrkuj bo
      możesz znaleźć się w jego sytuacji i będziesz krzyczał na całe gardło o pomoc,
      o ile będziesz w ogóle mógł krzyczeć.
      • kamyk-zielony Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 07:53
        Są różne cierpienia. Mało twórcza będzie twórcza matka, której dziecko umiera na
        raka. Co innego umieranie z miłości-cierpienie do przeżycia, nawet nie wiem czy
        cierpienie to nie za duże słowo. Podobno Mickiewicz specjalnie zakochiwał się w
        kobietach nie do zdobycia by mieć wenę...
        • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 09:42
          Kto umiera z miłości i czy to się jeszcze zdarza? Chyba tylko jakimś
          egzaltowanym panienkom, ale te siłą rzeczy nie są jeszcze za bardzo twórcze.
          Miłośc to wartość sama w sobie, dobrze, jeśli jest, jak sie rozmywa w czyichś
          wadach to trudno i szkoda, ale żeby zaraz umierac? Trzeba było na poczatku
          sprecyzować że chodzi o cierpienie z miłości, bo takie pouczenia jak w
          pierwszym liscie są niezwykle denerwujące. Na swiecie jest taki ogrom
          niezasluzonego cierpienia a tu wyskakuje jakas madralinska i prawi nam, jak
          mamy je przyjmowac.
          • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 09:55
            Nie prawie i nie narzucam zdania...a poza tym nie chodzi o cierpienie w miłości
            tylko i wyłącznie.
            Ten ogrom niezasłużonego cierpienia przynajmniej dla mnie musi miec swój sens.
            Nie karze Ci wierzyć, że i dla Ciebie musi go mieć. To jak podchodzimy do tych
            kwestii to sprawa indywidualna.
            Brak sensu w cierpieniu byłby jednak bardzo smutny, chyba gorszy od samego
            cierpienia. Dlatego niektórzy próbują wytłumaczyć przyczynę jego występowania.
            Moim zdaniem cierpienie jest konieczne do rozwoju. Wiele szczęścia w świecie
            zewnętrznym czyni ociężałym, egoistycznym i nieczułym. Cierpienie natomiast
            otwiera serce i uczy cię pokory oraz głębokiego szacunku.
            Cierpienie samo w sobie nie ma sensu, jest destrukcyjne, ale życie w cierpieniu
            pozbawionym sensu wydaje się niewarte przeżycia. Bardzo trudny do odkrycia sens
            jest często w tym, że człowiek zmiażdżony cierpieniem „przebija się” do
            głębszej duchowo formy własnego istnienia. Cierpienie mija, ale to, co się
            przecierpiało, pozostawia ślad. Coś się w człowieku wskutek cierpienia może
            zmienić i wykrystalizować. Staje się on wówczas mniej egoistyczny, bardziej
            wrażliwy na drugich. Potem, z perspektywy czasu, może powiedzieć: to przyjęte i
            duchowo rozświetlone cierpienie miało sens.
            To jest tylko moja opinia...wydaje mi się, że na tyle optymistyczna, że pozwala
            mi w trudnych chwilach podnieść się i walczyć dalej.
            Wszystko ma sens...my tego nie potrafimy pojąć, bo przekracza to możliwości
            naszej świadomości.
            • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:24
              Masz dobrze wyuczone te frazesy, ja też je znam, zweryfikują ci się w miare
              upływu czasu. Być może czeka cie jeszcze wiele cierpienia i to nie z miłosci.
              Ja dostałam cierpienie zupełnie bezsensowne, które mnie pozbawiło możliwości
              spełnienia dobra, do którego wiem że jestem powołana. Bez tego cierpienia byłam
              całkowicie altruistyczna, wyczulona na potrzeby innych i w każdej chwili gotowa
              im pomagać. Wystarczy rozejrzec sie dookoła, żeby znaleźć mnóstwo tak samo
              bezsensownego cierpienia i wtedy pozostaje już tylko szukanie sensu
              metafizycznego, którego można się najwyżej domyślać i przyjąć na wiarę, chociaż
              sprawdzic na tej ziemi i tak nie sposób. Człowiek musi być szczęśliwy żeby być
              dobrym. Szczęście nie jest złem. Ci co cie tak nauczyli nie mieli racji.
              Przeciwnie, mieli powody żeby cię utrzymywac w przekonaniu, że powinnaś
              cierpieć. I schowaj sobie łaskawie tą dydaktyke do keiszeni, bo nie jestes
              uprawniona zeby mnie pouczac. Koniec.
              • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:32
                Nie mam zamiaru nikogo pouczać. To jest wymiana myśli, a nie wykład.
              • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:40
                Avital84 nikogo nie pouczała. Starała się tylko zracjonalizować to, jaki jest
                świat. I myślę, że robiła to bardziej dla siebie - nie żeby pokazać innym jakąś
                objawioną prawdę. Szukała sensu. W dużej mierze właśnie w metafizyce.
      • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:19
        Nie gloryfikujmy cierpienia. Nie stawiajmy go na piedestale. Podejście wedle
        którego ludzie, którzy nie cierpieli katuszy, nie mogą mieć swojego poglądu na
        cierpienie, jest szkodliwe. Czasem, kiedy spotykam się z człowiekiem, który
        przeżył coś potwornego, nie wiem, co powiedzieć. Głupio mi. Myślę sobie, że nie
        mam prawa mu radzić, rozmawiać z nim o jego problemach, bo właśnie g* wiem o
        takich sprawach. Ale z tym walczę. Bo oni potrzebują wsparcia. Potrzebują, żeby
        chociaż próbować ich zrozumieć. Skarżą się nieraz, że ludzie wystraszyli się
        ich cierpienia i odsunęli się od nich, kiedy właśnie byli najbardziej
        potrzebni. Dlatego uważam, że takie rozważania, choćby bardzo teoretyczne i
        oderwane od rzeczywistości, robią więcej dobrego niż złego. Oswajają nas z
        problemem i przygotowują na pewne sytuacje.

        I można cierpieć katusze z miłości. Ja w każdym razie jestem w stanie sobie coś
        takiego wyobrazić. Jesteś z kimś od lat. Kochasz go ponad wszystko. Jest Twoim
        szczęściem. I nagle odchodzi albo umiera. To musi boleć. Boleć tak, że
        przygniata do ziemi...
        • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:37
          Właśnie dlatego należy się oswoić z cierpieniem. Nie chodzi o gloryfikację
          cierpienia, ale trzeba chociaż trochę spróbować go zrozumieć by wyjść na
          przeciw tym, kótrzy cierpią i by samemu móc z nim walczyć. Samo cierpienie nic
          dobrego nie przynosi. Dobrem jest reakcja na nie.
          Nie można jednak osądzać innych w cierpieniu, bo każdy przechodzi w ten stan w
          inny sposób i może mieć inny pogląd na ten temat.
    • jestem_nieszczesliwa Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:28
      A ja jestem szczęśliwa w swoim nieszczęściu :P
      • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:31
        A co nas to obchodzi...
        • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:42
          właśnie chodzi o to, że powinno obchodzić:)
          napisałam wczoraj ten wątek upijając się winem i miał on początkowo zupełnie
          inne znaczenie, przerodził się jdnak w dość poważną dyskusję i moim zdaniem
          bardzo dobrze bo rozmawiając i otwierając się na poglądy i stany emocjonalne
          drugiego człowieka można nie tylko pomóc jemu ale i sobie.
          Ja np. podążając tokiem tych myśli sama siebie wyleczyłam i wyszłam z dołka.
          Nie musisz tego czytać, ale nie możesz zabraniać innym wyrażania swoich
          myśli...zwłaszcza na Forum.
          • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:48
            Rozterki sercowe tej osoby nie musza mnie obchodzić. Tobie radziłabym zacząć od
            nieupajania się czymkolwiek, potem dopiero można roztrząsać poważne tematy.
            • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:53
              Nie muszą Cię obchodzić co nie oznacza, ze nie ma prawa ona pisać o tym.
              Tematyka jej rozterek nie jest nam poza tym do końca znana.
              A skoro ja nie mam prawa by pouczać ciebie to ty chyba nie masz prawa do
              pouczania mnie. Trzeba być konsekwekwentnym czyż nie?
              • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:57
                > Nie muszą Cię obchodzić co nie oznacza, ze nie ma prawa ona pisać o tym.
                > Tematyka jej rozterek nie jest nam poza tym do końca znana.

                Jak nie jest, a 20 wątków, które już zdążyła założyc bodajże od przewdwczoraj?

                > A skoro ja nie mam prawa by pouczać ciebie to ty chyba nie masz prawa do
                > pouczania mnie. Trzeba być konsekwekwentnym czyż nie?

                Ok, ale ja mam bardziej wymierne argumenty niz ty.
                • jestem_nieszczesliwa Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:00
                  To zabrania się też zakładania wątków?
                  Których jest 5?!
                • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:05
                  Waga argumentacji może być kwstią sporną. Poza tym nie zalałam się w trupa i
                  pisałam w pełni świadomie.
                  Twoją bronią jest atak, ale nikt Cię przecież nie atakuje to czemu jest w Tobie
                  tyle agresji i niezrozumienia dla inności poglądów i postaw?
                  • avital84 Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:07
                    Jedyną racjonalną odpwiedzią było by właśnie cierpienie...ale pozwól je
                    rozumieć i interpretować innym według ich woli.
                    To nie cierpienie a poddanie się mu prowadzi do upadku.
                  • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:09
                    Wpływ alkoholu na organizm i umysł został chyba dokładnie opisany więc kwestią
                    sporną nie jest.
                    Jakiej agresji?
        • jestem_nieszczesliwa Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 10:59
          Zacznij od mówienia za siebie, a nie ogół.
          • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:01
            W takim razie dlaczego jestes nieszczęśliwa?
            • jestem_nieszczesliwa Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:07
              Bo wolę być pesymistycznego nastawienia i się zbytnio nie przejąć czymś, niż
              potem miesiąc płakać.
              Jakbym ciągle chodziła w skowronkach, to by mi ktoś wylał w końcu kubeł zimnej
              wody i oświecił, że np. MÓJ facet mnie nie kocha, a dodatkowo jeszcze ZDRADZA.
              • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:15
                > Jakbym ciągle chodziła w skowronkach, to by mi ktoś wylał w końcu kubeł zimnej
                > wody i oświecił, że np. MÓJ facet mnie nie kocha, a dodatkowo jeszcze ZDRADZA.

                A nie mówiłam że chodzi o sprawy sercowe :)
                • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 12:14
                  Ja jestem doskonalym przykladem negatywnego wplywu cierpienia na czlowieka.
                  Kiedys bylam lagodna jak owieczka.

                  PS. Nie rezygnuj z tych skowronkow ale miej na wszelki wypadek kogos w rezerwie
                  i tez go zdradz, tego faceta, a co.
    • minasz Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:08
      cierpienie rujnuje - a tworcza rola cierpienia to wymysł katolicyzmu
      • qui_pro_quo Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 11:31
        > cierpienie rujnuje

        Własnie. Zresztą ilu ludzi, tyle reakcji na cierpienie. Być może jednych
        zmienia na lepsze (zapewne tych, którzy są mają osobowość bardziej skierowana w
        strone psychopatii i potrzebują czegoś w rodzaju lania, żeby się im rozwinęły
        uczucia wyższe), a innych niszczy i pozbawia potencjalnego dobra, które było w
        nich złożone. Rzadko się zdarza, żeby cierpienie działało jak skalpel,
        wycinając jakieś zło i pozostawiając człowieka doskonałym. To mrzonki. Zwykle
        prowadzi albo do odreagowania albo ruinuje.
        • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 21:21
          mnie rujnuje :/
    • mnb5 Cierpienie niszczy. 10.12.06, 13:25
      Nie bede wypisywac ocen dotyczacych cynizmu, plytkosci rozumowania, bo moze to
      byly prowokacyjne wypowiedzi.
      Hiob realizowal sie we wlasnym upodleniu i zniszczeniu. To postawa, na ktora
      nie nalezy sie powolywac.
      • wielo-kropek Re: Cierpienie niszczy. 10.12.06, 21:52
        Czym np. wytlumaczyc cierpienie niezalezne od nas? Rozumiem ze nasze osobiste
        pomylki w zyciu, nasze nietrafne wolne wybory itd dosc czesto odbijana sie
        negatywnie i stad cierpimy ale one sa raczej scisle zwiazane z nami, z
        naszymi decyzjami. Co powiedziec o sprawach takich jak np. obecny Irak? Wojne
        ludzion zrobili i wiadomo z tego powodu zupelnie niewinni cierpia, do stopnia
        tego ze zycie nawet sie im zabiera. Kogo za to winic i czy?
        • warsawvoice Re: Cierpienie niszczy. 10.12.06, 22:23
          wielo-kropek napisał:

          > Czym np. wytlumaczyc cierpienie niezalezne od nas? Rozumiem ze nasze osobiste
          >
          > pomylki w zyciu, nasze nietrafne wolne wybory itd dosc czesto odbijana sie
          >
          > negatywnie i stad cierpimy ale one sa raczej scisle zwiazane z nami, z
          > naszymi decyzjami. Co powiedziec o sprawach takich jak np. obecny Irak? Wojne
          >
          > ludzion zrobili i wiadomo z tego powodu zupelnie niewinni cierpia, do stopnia
          > tego ze zycie nawet sie im zabiera. Kogo za to winic i czy?
          mozesz winic nasza biologie , wojny byly sa i beda bo to po 1 regulator naszej
          ilosci na ziemi , po 2 sa odbiciem naszego agresywnego charakteru dzieki
          ktoremu jestesmy na szczycie piramidy pokarmowej , po 3 nic nie zmusza do
          rozwoju jak strach przed unicestwieniem , to ze nastepuje po wojnie gwaltowny
          rozwoj cywilizacyjny nie musze chyba pisac , per saldo wojny sa korzystniejsze
          bo inaczej ich by nie bylo
          • wielo-kropek Re: Cierpienie niszczy. 10.12.06, 22:36
            Czyli jesli przyjac ze destrukcja wnosi rozwoj i poprawe ludzkiego bytu,
            to wraz z nia automatycznie trzeba przyjac za fakt, ze cierpienie
            rowniez jest sila budujaca (wojna jest cierpieniem)
            • warsawvoice Re: Cierpienie niszczy. 10.12.06, 22:48
              wielo-kropek napisał:

              > Czyli jesli przyjac ze destrukcja wnosi rozwoj i poprawe ludzkiego bytu,
              > to wraz z nia automatycznie trzeba przyjac za fakt, ze cierpienie
              > rowniez jest sila budujaca (wojna jest cierpieniem)
              mieszasz ... to co jest dobre dla wiekszosci nie musi byc dla jednostki .. tak
              jak ze szczurami ... jeden je na wabia, jezeli zje trucizne ( cierpienie )
              wtedy umiera ale jego grupa przezyje
              • wielo-kropek Re: Cierpienie niszczy. 11.12.06, 02:48
                warsawvoice napisał:

                >
                > mieszasz ... to co jest dobre dla wiekszosci nie musi byc dla jednostki ..
                tak
                > jak ze szczurami ... jeden je na wabia, jezeli zje trucizne ( cierpienie )
                > wtedy umiera ale jego grupa przezyje
                A co jesli na wojnie zginie wiekszosc? Pewnie wtedy tylko jednostki zostana
                szczesliwe, co? Jest tez i odwrotnosc tego co napisales -to co jest dobre
                dla jednostki nie musi byc dla wiekszosci. W koncu stanowimy kazdy soba
                jednostke i to wlasnie nasze szczescie jako jednostki jest wazne. Jesli kazda
                jednostka spoleczna jest szczesliwa, wtedy tez mozna powiedziec ze wszyscy
                sa szczesliwi. Wiesz co bylo kiedy sie myslalo i chcialo (dyktowalo nawet)
                dobroci dla wiekszosci, omijajac wlasnie najmniejsze jednostki spoleczne,
                ktore wszedzie stanowia wiekszosc spoleczna (mowie tu np. o stalinizmie i
                podobnych temu).
        • mnb5 Re: Cierpienie niszczy. 10.12.06, 23:03
          Cierpienie raczej zawsze pojawia sie wbrew naszej woli. Wojna w Iraku to sprawa
          polityczna i cierpieniami jednostek wywolujacy te wojne specjalnie sie nie
          przejmuja.

          Pytasz o szukanie winnych zadawanego cierpienia. Budowniczych, znaczy? Bo jesli
          cierpienie buduje, to rozdajacy je powinni pomniki dostawac.
    • asiulka81 Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:02
      Cierpienie oslabia moja droga. Nieprawda jest ze wzmocni nas, to co nie zabije.
      Przyjrzyj sie biografiom ludzi wybitnie oslabionych przez bol istnienia -
      wiekszosc z nich popelnila samobojstwa.
      • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:10
        Polemizowalbym z tym. Ranni na wojnie np. ktorzy wiadomo mocno cierpia nie
        popelniaja samobojstw (przypadki sie napewno zdarzaja). Mysle ze do
        samobojstwa sklania czlowieka cos innego, jak zupelne zwatpienie w
        osiagniecie celu ktory sie zalozylo. Samobojstwa popelniaja nie biedacy
        zazwyczaj, zebracy np. tylko ludzie ktorym cos nie wyszlo, np. w karierze.
        • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:26
          wielo-kropek napisał:

          > Polemizowalbym z tym. Ranni na wojnie np. ktorzy wiadomo mocno cierpia nie
          > popelniaja samobojstw (przypadki sie napewno zdarzaja). Mysle ze do
          > samobojstwa sklania czlowieka cos innego, jak zupelne zwatpienie w
          > osiagniecie celu ktory sie zalozylo. Samobojstwa popelniaja nie biedacy
          > zazwyczaj, zebracy np. tylko ludzie ktorym cos nie wyszlo, np. w karierze.
          jak juz wczesniej napisalem samobojstwo popelnia sie bedac pod wplywem silnych
          emocji ktore zagluszaja instynkt samozachowawczy
          • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:39
            Myślisz, że samobójstwo nie może być świadomą i w pełni przemyślaną decyzją?
            • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:41
              pewnie, gdy sie juz strasznie cierpi i nie widzi sensu zycia

              jaki sens ma na przyklad moje? zadnego nie ma
              • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:43
                Zacznie mieć sens, jak uda Ci się go znaleźć :)
              • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:51
                mahadeva napisała:

                > pewnie, gdy sie juz strasznie cierpi i nie widzi sensu zycia
                >
                > jaki sens ma na przyklad moje? zadnego nie ma
                o tym bedzie mozna pisac po twojej smierci , na razie jest szansa ze cos dla
                ludzkoci zostawisz :-)
                • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:52
                  ze powieksze ludzkosc np? :)
                  • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:58
                    mahadeva napisała:

                    > ze powieksze ludzkosc np? :)

                    w ostatecznosci :-)
                    • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:59
                      oj tak, to juz bedzie kleska zupelnie :) rzecz, ktora nie przystoi
                      filozofowi :) co ja poradze, ze co chwila ktos chce mnie zaplodnic :/
            • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:50
              anulex napisała:

              > Myślisz, że samobójstwo nie może być świadomą i w pełni przemyślaną decyzją?
              nie moze bo jest bledem logicznym , czlowiek nie zna swojej przyszlosci wiec
              nie wie czy nadal bedzie miec pecha czy tez zaswieci dla niego slonce ,
              samobojstwo to zachwianie ktore mu mowi ze slonca juz nie zobaczy ...
              • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:53
                ekstrapolacja doswiadczenia :)
              • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:58
                Ktoś może uznać, że nie chce czekać na to szczęście. Szczególnie, jeśli na
                podstawie różnych przesłanek uznaje, że pojawienie się go jest wysoce mało
                prawopodobne.
                • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 23:00
                  albo, ze w ogole nie ma czegos takiego jak szczescie :)
                • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 23:00
                  anulex napisała:

                  > Ktoś może uznać, że nie chce czekać na to szczęście. Szczególnie, jeśli na
                  > podstawie różnych przesłanek uznaje, że pojawienie się go jest wysoce mało
                  > prawopodobne.
                  zgoda ale jak juz wczesniej napisalem to stan umyslu , mozna zmienic zamiary
                  przez chemie wiec dlaczego powierzac smierci swoj los ?
                  • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 23:02
                    Chyba jednak przeceniasz to na ile człowiek może regulować swój nastrój.
                    • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 23:08
                      anulex napisała:

                      > Chyba jednak przeceniasz to na ile człowiek może regulować swój nastrój.
                      alkohol , narkotyki , antydepresanty , od ilus lat mozna kupic juz prozac i
                      jego pochodne ...
              • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 11.12.06, 02:55
                warsawvoice napisał:


                > samobojstwo to zachwianie ktore mu mowi ze slonca juz nie zobaczy ...
                Tak, ale przeciez samobojca doskonale o tym wie i zdaje z tego sprawe.
                Jednak decyduje sie na samobojstwo, swiadomie, czyli wie co robi. Innymi
                slowy nie chce juz ogladac slonca.
          • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:42
            Czyli jak silne musza byc te emocje by popelnic samobojstwo? I dlaczego
            niektorzy skacza z tychce samych emocji (z radosci np.) a inni sa zupelnie
            obojetni? Czy "emocje" tu w sprawie samobojstwa nie sa przypadkiem zupelna
            utrata nadziei w zyciu i jednoczesnie utrata celu w nim?
            • mahadeva Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:56
              chec samobojstwa jest racjonalna :)
              kto jak kto, ale ja wiem, co mowie :P
              • anulex Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:59
                Wydaje mi się, że będziesz wiedziała, co mówisz, dopiero kiedy ocenisz tę chęć
                z perspektywy czasu :)
            • warsawvoice Re: Budująca rola cierpienia. 10.12.06, 22:58
              wielo-kropek napisał:

              > Czyli jak silne musza byc te emocje by popelnic samobojstwo? I dlaczego
              > niektorzy skacza z tychce samych emocji (z radosci np.) a inni sa zupelnie
              > obojetni? Czy "emocje" tu w sprawie samobojstwa nie sa przypadkiem zupelna
              > utrata nadziei w zyciu i jednoczesnie utrata celu w nim?
              kazdy czlowiek ma swoja wlasna granice odpornosci , jedni maja na tyle nisko by
              nie przyjac krytyki pod swoim adresem i sie zabic , inni sa nie do zdarcia bo
              ich odpornosc a wlasciwie instynkt jest na tyle silny ze nie da sie ich w latwy
              sposob zlamac . O tym czym jest samobojstwo juz pisalem
              • wielo-kropek Re: Budująca rola cierpienia. 11.12.06, 03:09
                No dobra, wezmy Hitlera np. Byl slaby czy silny? Jezeli uznamy ze
                slaby,dlaczego wiec narod niemiecki i niektore inne narody go popieraly i
                jakze cenily? Slaby (nie chodzi tu by wyszczegolniac slabosci) nie wzruszy
                soba narodu tak jak zrobil to Hitler. Nie powiesz chyba ze narod niemiecki
                byl glupi, wszak rozwoj i postep nastepowal tam wielki. Jezeli powiemy ze
                byl silny, dlaczego wiec popelnil samobojstwo? Chyba jednak jest cos inaczej.
                To wlasnie utrata celu (inni, jego wrogowie odebrali mu ten cel) w zyciu i
                utrata nadziei na osiagniecie tego celu doprowadzila go do tego.
    • mnb5 Do autorki watku 11.12.06, 10:05
      avital84 napisała:

      > Do wszystich nieszczesliwych dziewczyn:
      > Może trzeba wiec polubić ten stan.

      To, co napisalas to pocieszenie dla rozhisteryzowanej panny, ktorej z
      chlopakiem nie wyszlo. I rzeczywiscie, kiedy placze przejda, zacznie widziec
      swiat od nowa. Wyrazniej, dokladniej. I budujace bedzie wyciagniecie wnioskow z
      kolejnego doswiadczenia. Ale nie z cierpienia!
      Dotkliwe jego odczuwanie, zapisane w pamieci, jedyne, co moze zbudowac, to mur
      obronny przed nastepnym.
      • asiulka81 Re: Do autorki watku 11.12.06, 11:27
        mnb5 napisała:


        > To, co napisalas to pocieszenie dla rozhisteryzowanej panny, ktorej z
        > chlopakiem nie wyszlo. I rzeczywiscie, kiedy placze przejda, zacznie widziec
        > swiat od nowa. Wyrazniej, dokladniej. I budujace bedzie wyciagniecie wnioskow
        z kolejnego doswiadczenia. Ale nie z cierpienia!
        > Dotkliwe jego odczuwanie, zapisane w pamieci, jedyne, co moze zbudowac, to
        mur obronny przed nastepnym.


        dodalabym jeszcze ze z kazda kolejna dawka cierpienia pancerz bedzie stawal sie
        coraz potezniejszy az niemozliwym stanie sie jego zrzucenie.

        znam kobiete, ktora jako mloda dziewczyna zakochala sie w mezczyznie. jej
        milosc byla tak silna, iz zdecydowala sie pojsc z nim do lozka (ta historia
        wydarzyla sie wiele lat temu-wtedy przed slubem porzadne panny z jej otoczenia
        nie robily takich rzeczy), a ze mu ufala jak nikomu innemu na swiecie nie
        przeczuwala krzywdy jaka jej wyrzadzi. mezczyna ten na godzine przed planowanym
        slubem oswiadczyl jej, iz zakochal sie w innej i odszedl. ona po tym co ja
        spotkalo probowala kilka razy odebrac sobie zycie, pozniej JAKOS pogodzila sie
        z tym co ja spotkalo... ale wlasnie... jakos... Nigdy nie wyszla za maz.
        Odsunela sie od ludzi. Cale zycie mieszkala z kotami. W pracy uwazano ja za
        wariatke. Teraz gdy jest na emeryturze co jakis czas wzywa do domu ksiedza by
        wygnal z jej domu duchy nieszczescia...

        Tak koncza ludzie wybitnie wrazliwi...
        • mnb5 Re: Do autorki watku 11.12.06, 12:24
          Ludzie wrazliwi nie sa niepelnosprawni. A cos takigo opisalas. Babka pewnie
          zostala odrzucona przez otoczenie, bo nie wierze, ze nie szukala oparcia.
          Kilka prob samobojczych - to po pierwszej jej nie przeszlo? Nikt sie nia nie
          zajal? W okresie miedzywojennym chodzenie do lozka przed slubem, moze nie bylo
          norma, ale tez i nie jakims ewenementem.
          Wrazliwi wpadaja w pulapke. Jesli znaja swoja innosc, nabieraja dystansu do
          swoich odczuc. I pozornie robia sie zimni.
          Tak czy inaczej: Precz z cierpieniem! Zycie jest na nie za krotkie :)
      • wielo-kropek Re: Do autorki watku 11.12.06, 18:55
        I budujace bedzie wyciagniecie wnioskow z
        >
        > kolejnego doswiadczenia. Ale nie z cierpienia!
        Alez wydaje mi sie ze autorka dokladnie to samo ma na mysli. Chodzi jej
        wlasnie o wyciagniecie wlasciwych wniokow z tego. No bo jak inaczej mozna
        mowic o budowaniu tutaj? Ciagle tkwienie w cierpieniu jest niestety
        tragedia czlowieka, jego rozterka, bolem itd, a w takim stanie czlowiek nie
        jest zdolny cokolwiek budowac. Nawet ci wspominani tutaj ludzie sztuki
        (ktorzy ponoc cierpia) maja tez swoje " przerwy" w cierpieniu podczas ktorych
        cos tworza. W swoim jajglebszym cierpieniu dosc czesto np. pija. Zreszta ja nie
        wiem dokladnie jesli chodzi o nich. Moze nam sie tylko tak wydaje ze oni
        mocno cierpia. Wg mnie ich cierpienie polega na tym, ze oni nie sa zadowoleni
        sami z siebie do konca. Cokolwiek nie stworza, ciagle jest zamalo, nie
        usatysfakcjonowuje to ich, ciagle szukaja czegos nowego,podobnie jak
        naukowiec nowego wynalazku, i tu pewnie lezy sedno ich "cierpienia" To tak
        jak materialista wielki ciagle nie jest zadowolony z pieniedzy ktore ma,
        ciagle jest mu malo, ciagle "cierpi" z tego powodu.
        • mnb5 Re: Do autorki watku 11.12.06, 19:27
          Wiesz, moze byc rozne pojmowanie cierpienia. Moj maz nieboszczyk zapalke sobie
          pod paznokiec duzego palca u nogi wkladal, zeby miec zastrzal i troche
          cierpiec. Brak cierpien duchowych tak nadrabial.
          • wielo-kropek Re: Do autorki watku 11.12.06, 20:07
            Pojmowane jest raczej wszedzie jednakowo i nikt raczej z nas nie chce cierpiec,
            ale wiadomo ze czasem nawet niezaleznie od nas musimy cierpiec (huragan dom
            rozwali, powodz, wojna, nieszczesliwy wypadek). Jedynie rozne wnioski
            wyciagamy z niego. I tak np. jeden ktory mial nisko nad woda dom, ktory woda
            zalala czy zmyla, juz nigdy nie wybuduje go tak nisko nad woda -taki wyciagnal
            wniosek. Inny postawi go dokladnie w tym samym miejscu.
    • e.kobietka Polubic cierpienie to jest masochizm. 11.12.06, 10:22
      A, dlugotrwale cierpienie zaczyna niszczyc.
      Po prostu trzeba umiec wyciagnac jakas nauke z tego, a nie umartwiac sie i topic
      sie w cierpieniu.
      Ale, np. takie matki polki lubia byc ofiarami:)))
      Ciekawe, ze akurat niektorym polkom, a nie jakims matkom holenderkom, czy
      francuzkom?
      • mnb5 Re: Polubic cierpienie to jest masochizm. 11.12.06, 11:56
        > Ciekawe, ze akurat niektorym polkom, a nie jakims matkom holenderkom, czy
        > francuzkom?
        >
        Piszesz to, jakbys nie znala pochodzenia okreslenia Matka Polka. To krzywda
        wyrzadzona narodowi, ktorego synowie gineli w kolejnych powstaniach. Kobiety
        musialy dawac sobie rade. I stad dzielna Matka Polka. W czarnej sukience.
        Teraz juz nie ma takiej potrzeby. Ale One wlasnie wychowaly pokolenia
        nieudolnych facetow, bo chronily tych slabszych, co to do broni sie nie
        nadawali, przed wszystkimi trudnosciami. I teraz panowie w tym kraju tacy sa,
        jacy sa. Rodzaj meski podlegal negatywnej selekcji. A panie.. psuja tych, co
        sie jeszcze do czegos nadaja. Bo Matka Polka im tez spadek zostawila.
        • wielo-kropek Re: Polubic cierpienie to jest masochizm. 11.12.06, 18:57
          Francuzki i Holenderki tez cierpia. Z jednej gliny jestescie.
    • isabelle7 Re: Budująca rola cierpienia. 10.02.07, 15:50
      zostawił ją czyli raz zranił
      choc ja wiem, że zanim się ludzie rozwiodą to juz związku nie ma.
      On osobno, ona też. Nie ma pocałunków, czułych słów itp
      I potem jets koniec.
      Zatem koniec nie spada na kogoś jak grom jets bardzo widoczny
      A potem :on mnie zostawił !!
      to boli duma, ego, a nie serce.


      W rebece tez pisze o cierpieniu

      "przeżyte cierpienie udoskonala zarówno k i m, aby mogli potem przejść próbę
      ognia"
      Oboje poznaliśmy co to jest strach, samotność i wielkie nieszczęście.
      Dla każdego człowieka prędzej czy pozniej przyjdzie taka chwila próby
      ------

      tyle książka

      I ma racje. Cierpienie to składnik zycia
      A baba mowiaca a jak bym cierpiała wczesniej to bym teraz nie cierpiała.
      Nieprawda to swiadczy o jej niedojrzałosci.
    • pantarejka Re: Budująca rola cierpienia. 10.02.07, 16:37
      Dla mnie cierpienie wiąże się z utratą iluzji - kiedy to nagle okazuje się, że
      mój bezpieczny, stabilny świat, który z takim trudem tworzyłam jest w
      rzeczywistości bańką mydlaną, która lada chwila może pęknąć.

      Pamiętam wiele zdarzeń, które wywoływały u mnie fale bólu, rozpaczy oraz lęku.
      Z perspektywy mogę stwierdzić, że każde zdarzenie, które wiązało się u mnie z
      cierpieniem, było błogosławieństwem, okazją do nauki, wyciągnięcia wniosków.
      Główny wniosek, który mi się nasunął jest taki: nie można zbudować czegoś
      nowego, jeśli się nie zburzy starego. A burzenie starego to zwykle bolesny
      proces.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka