gondra
27.03.07, 16:42
Studiujemy razem, a że są to studia zaoczne to widzimy się rzadko. Na codzień
mieszkamy w róznych miastach (odległość około 60 km). Jesteśmy na cześć -
cześć, czasami trochę bardziej pogadamy, ale kontaktów poza studiami nie ma.
Mam nieśmiałe przypuszczenie, że on być może ma na mnie oko, aczkolwiek nie
dam sobie głowy uciąć. On jest nieco zdystansowany, trochę bezczelny, pewny
siebie, ale nie rzucający się w oczy, sympatyczny.
No i mam problem - nie należę do dziewczyn, ktore powiedzą "słuchaj, podobasz
mi się", chociaż nie jestem nieśmiała. Wolę dawać sygnały, delikatnie
prowokować żeby facet wykonał pierwszy ruch. Na razie stosuje tę metodę razem
z olewaniem, ale to chyba kiepskie połączenie.:) Jesli dodać do tego, że nie
wiem czy chciałabym żeby z tego wyszła jakaś poważniejsza historia (bo trochę
nie odpowiada mi jego sposób bycia w stylu "ale jestem zaje..sty"), czy raczej
tylko przygoda (bo on jest bardzo sexy i ma boskie ciało, a ja od 8 miesięcy
nie mam faceta - zarówno w sensie seks, jak i w sensie randka) to juz w ogóle
mam dylemat.
Nie wiem czy to co napisałam jest chociaż trochę logiczne i zrozumiałe. Wiem,
że to ja znam sytuację, to moja sprawa i sama powinnam wiedzieć najlepiej. Ale
miło by było gdyby ktoś podzielił się jakąś refleksją, może mnie natchnie.
Pozdrawiam.