kaaka123
06.04.07, 21:33
Poznalismy sie rok temu w kwietniu, poczatki byly bardzo dobre ale potem
zaczelo sie psuc. Pierwsze rozstanie we wrzesniu, nie umialam mu wybaczyc tego
co zrobil i powiedzialam ze to koniec. Po jakichs 3 tygodniach zlosc minela,
on dzwonil, przepraszal i wrocilismy do siebie. Nastepne rozstanie w
listopadzie, trwalo miesiac, potem wrocilismy do siebie. Te 2 razy ja
konczylam bo nie moglam wybaczyc tego co zrobil. Dochodzilam jednak do wniosku
ze go kocham i chce z nim byc. Znowu bylismy razem. Przed Bozym Narodzeniem
znow sie psulo, on byl coraz gorszy, chyba doszedl do wniosku ze ja i tak co
by nie zrobil to z nim bede. W styczniu znowu klotnia i z zlosci
wykrzyczelismy sobie ze to koniec, tym razem on tez to potwierdzal i ze ma
dosyc. Ja tez powiedzialam ze nie pasujemy do siebie, ze ciagle ie klocimy i
to nie ma sensu. Przez miesiac milczalam chociaz serce mi rozrywalo, tak
bardzo tesknilam.
Odezwal sie dokladnie miesiac po zerwaniu, napisal smsa,ja odpisalam. To
jeszcze trwalo ze 2 tygodnie zanim do siebie wrocilismy. Zaczelismy ustalac co
zrobic zeby bylo lepiej, zeby sie nie rozstawac. Powiedzialismy sobie ze
bedziemy dbac o to uczucie.
Na poczatku marca znowu klotnia i pozegnanie. Minal juz miesiac , ja sie nie
odzywam on tez nie. Sama nie wiem gdzie tu jest sens. Kocham go bardzo ale
boje sie tych hustawek, nie chce rozstan i powrotow.
Nie wiem sama czy to juz koniec tej historii i cisza miedzy nami bedzie juz na
zawsze czy jest jeszcze jakas szansa ze nauczymy sie byc ze soba.
Kto z Was kial podobne przejscia lub moze mi poradzic?