Dodaj do ulubionych

Gdzie kobiety...

29.05.07, 14:02
Jest takie chińskie przysłowie:

"Gdzie kobiety są czczone, tam radują się bogowie; tam gdzie nie są czczone,
wszystkie praktyki religijne pozostają bez skutku."

Zauważcie, że kobiety, a nie jakaś jedna kobieta wyniesiona (jak Matka Boska)
czy kobieta abstrakcja (Matka Polka).




Astrologia Alchemia Ezoteryka
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 10:31
      Ja bym sie dziwnie czula, bedac czczona li i jedynie z powodu plci.
      • iokepine Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:14
        A ja bym się cieszyła, gdyby kobiety były traktowane z wiekszym szacunkiem, niż
        dziś.

        Ile jest powiedzeń, oceniających jako męskie cecvhy pożądane, a ile kobiecych?
        I odwrotnie?
        • dori7 Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:51
          iokepine napisała:
          > Ile jest powiedzeń, oceniających jako męskie cecvhy pożądane, a ile kobiecych?
          > I odwrotnie?

          Tiaa... W kolko slysze od kobiet: "podjelam meska decyzje i zalozylam firme",
          "postapilam po mesku i wywalczylam swoje", "ona jest swietna babka z jajami"
          itd. Smutne jest to, ze w otoczeniu tych kobiet bardzo czesto nie ma wcale
          facetow, ktorzy by dali rade zrobic to, co one, wiec tak naprawde porownuja
          siebie i swoje postepowanie z jakims fantazmatem. Zbiorowa paranoja.
          • malila Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:52
            To zacznijmy mówić: baba z jajnikami:))
            • iokepine Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:56
              Ja tak mówię:) Trzeba sobie kiedyś zrobić spotkanie biegnących i powymyślać
              dobre kobiece hasła, takie powiedzenia do chwalenia:)
              • beata2802 słowniczek biegnącej z wilkami 04.06.07, 18:19
                zamiast "baba z jajami" mówić: baba z jajnikami

                zamiast "matko boska" mówić: matko i córko

                zamiast "podjęła męską decyzję" mówić: podjęłam damską decyzję, albo kobiecą

                zamiast "porozmawiajmy jak meżczyzna z meżczyzną": jak kobieta z kobietą
                (uwaga, używać tylko dla określenia rozmówi konkretnych, treściwych,
                pozytywnych, przyjaznych).
                • jagandra Re: słowniczek biegnącej z wilkami 04.06.07, 21:39
                  I jeszcze: tak na zdrowy, babski rozum :)
                  • iokepine Re: słowniczek biegnącej z wilkami 13.06.07, 12:18
                    Bardzo dobre:)))
          • anahella Re: Gdzie kobiety... 09.06.07, 08:38
            dori7 napisała:

            > Tiaa... W kolko slysze od kobiet: "podjelam meska decyzje i zalozylam firme",
            > "postapilam po mesku i wywalczylam swoje", "ona jest swietna babka z jajami"

            A ja pare razy powiedzialam kilku panom: "pogadalabym z toba jak mezczyzna z
            mezczyzna, ale brakuje do tej rozmowy jednego mezczyzny" :PPPPPPP

            Brak szacunku dla kobiet mozna wykorzystac w slownych potyczkach.
        • bene_gesserit Re: Gdzie kobiety... 01.06.07, 00:18
          iokepine napisała:

          > A ja bym się cieszyła, gdyby kobiety były traktowane z wiekszym szacunkiem,
          niż
          >
          > dziś.

          A ja bym sie czula przeswietnie, gdyby ludzie traktowali sie nawzajem z
          miloscia, szacunkiem i uwagą. Bez wzgledu na plec. Traktowanie kogos 'jakos' -
          gorzej lub lepiej od innych ze wzgledu na plec to seksizm.

          > Ile jest powiedzeń, oceniających jako męskie cecvhy pożądane, a ile
          kobiecych?
          > I odwrotnie?

          Ile jest dowcipow o tym, czym tak naprawde faceci myślą? Ile osob uzywa
          czasownika 'cyganić' i nie widzi w tym nic niestosownego? Ile osob uwaza,
          ze 'gej' to obelga najgorsza z najgorszych?

          Jezyk kazego z nas moze obrazic, neizaleznie od plci. Jesli jestesmy ofiarami,
          to wszyscy. Pozostaje poszukac winnego.
    • dori7 Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:14
      iokepine napisała:

      > Jest takie chińskie przysłowie:
      >
      > "Gdzie kobiety są czczone, tam radują się bogowie; tam gdzie nie są czczone,
      > wszystkie praktyki religijne pozostają bez skutku."
      >
      > Zauważcie, że kobiety, a nie jakaś jedna kobieta wyniesiona (jak Matka Boska)
      > czy kobieta abstrakcja (Matka Polka).

      Zauwaze nieco zgryzliwie, ze akurat Chinczycy w temacie czczenia kobiet nie sa
      najbardziej kompetentni :>

      Uwazam, ze akurat w dawnej Polsce kobiety wcale nie mialy tak zlej sytuacji.
      Mialy nawet wiecej wladzy i swobody, niz gdzie indziej w tym samym czasie, bo
      wieczne wojny sprawily, ze kobiety po prostu musialy czesto przejmowac ster. Ale
      mysle tez, ze idea Matki-Polki w dzisiejszych czasach i w formie, w jakiej
      przetrwala, jest nie do przyjecia. W XIX wieku byla potrzebna, a i oznaczala cos
      innego. Inna sprawa, ze dla wielu kobiet presja grania roli Matki-Polki stawala
      sie wtedy kamieniem u szyi, vide Orzeszkowa i skandal, ktory wywolala, nie
      udajac sie z niekochanym mezem na zeslanie, a potem sie znim rozwodzac, zamiast
      - jak bylo przyjete w zwyczaju nei tylko dla zon, ale nawet dla narzeczonych -
      jechac i cierpiec u jego boku.
      • iokepine Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:25
        dori7 napisała:

        > Zauwaze nieco zgryzliwie, ze akurat Chinczycy w temacie czczenia kobiet nie sa
        > najbardziej kompetentni :>

        To prawda:>
        Ale nie zawsze tak było i gdzieniegdzie w Chinach do tejpory funkcjonuja
        plemiona niepatriachalne.


        >
        > Uwazam, ze akurat w dawnej Polsce kobiety wcale nie mialy tak zlej sytuacji.
        > Mialy nawet wiecej wladzy i swobody, niz gdzie indziej w tym samym czasie, bo
        > wieczne wojny sprawily, ze kobiety po prostu musialy czesto przejmowac ster.

        Jak prawie wszędzie w trakcie wojen:>
        Zresztą to była wolność tylko do obowoązków.

        > Ale mysle tez, ze idea Matki-Polki w dzisiejszych czasach i w formie, w jakiej
        > przetrwala, jest nie do przyjecia.

        No i gdzie jest Ojciec Polak? O Matce Polce słychać prawie bez przerwy z ust
        parwicowych polityków,a o Ojcu Polaku jakos nie bardzo.

        Jakiś czas temu słuchałam wywiady z Krzyszttofem Vargą, którego pisania
        skądinąd nie lubię, ale wywiad byuł ciekawy, o jego najnowszej książce. Coś w
        rodzaju wizji Polski roku 2070 - konsekwencji braku Ojca Polaka. Ktoś tam cały
        czas maniakalnie ogląda na vidach pogrzeb OJCA NARODU - JP2, a prawdziwy ojciec
        ucieka w świat wirtualnuch gier. To ciekawa wizja, spodobała mi się, bo gdzieś
        tam opisuje to, co dzieje się dziś.

        A może do rodziny, jak to chyba Kinga Dunin pisała chyba, wystarcza jedna osoba
        dorosła + dziecko? Są takie opisy matriarchalnych kultur, gdzie kobiety z
        dziećmi to rodziny, a faceci biegają gdzies z łukami na zewnątrz i mieszkają
        gdzie indziej. Ale niezbyt by mi się taka koncepcja "powrotu do natury"
        podobała.
        • dori7 Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:34
          iokepine napisała:

          > Jak prawie wszędzie w trakcie wojen:>

          Tylko ze u nas bylo ich wyjatkowo duzo. Wojny, potem powstania. W kolko i na
          okraglo.

          > Zresztą to była wolność tylko do obowoązków.

          Nie tylko. Np. w polskiej mialy chyba dosc duzo wolnosci - koronny przyklad,
          Jagna z "Chlopow", ktora zostaje przez wies potepiona dopiero wtedy, gdy
          przekracza pewna granice. Do czasu moze szalec i szumiec. Na poczatku XIX wieku
          w Polsce dwudziestoparoletnia Klementyna Tanska jezdzila samotnie po kraju, w
          mysl romantycznej idei podrozy po swojszczyznie. A przed Matka-Polka w polskim
          dworku byla Polka-Gospodyni, rownie wazna jak Polak-Gospodarz.
        • malila Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:34
          iokepine napisała:
          > Jakiś czas temu słuchałam wywiady z Krzyszttofem Vargą, którego pisania
          > skądinąd nie lubię, ale wywiad byuł ciekawy, o jego najnowszej książce. Coś w
          > rodzaju wizji Polski roku 2070 - konsekwencji braku Ojca Polaka. Ktoś tam
          cały
          > czas maniakalnie ogląda na vidach pogrzeb OJCA NARODU - JP2, a prawdziwy
          ojciec
          >
          > ucieka w świat wirtualnuch gier. To ciekawa wizja, spodobała mi się, bo
          gdzieś
          > tam opisuje to, co dzieje się dziś.

          Też to czytałam albo słyszałam. I do mnie także trafiła ta wizja, chociaż
          skupiałam się głównie na postaci JPII. Uderza mnie szczególnie ta tkwiąca w
          dorosłych ludziach potrzeba posiadania takiego ojca, który poprowadzi, pokaże,
          który weźmie na siebie odpowiedzialność - i wszystko będzie dobrze.

          >
          > A może do rodziny, jak to chyba Kinga Dunin pisała chyba, wystarcza jedna
          osoba
          >
          > dorosła + dziecko? Są takie opisy matriarchalnych kultur, gdzie kobiety z
          > dziećmi to rodziny, a faceci biegają gdzies z łukami na zewnątrz i mieszkają
          > gdzie indziej. Ale niezbyt by mi się taka koncepcja "powrotu do natury"
          > podobała.

          Nie, nie, jedna osoba to jak dla mnie za mało. Doszłam do wniosku, że dwie
          osoby dobrze się ubezpieczają: kiedy jednej palma odbije albo spadnie odporność
          na dziecięce ekscesy, druga osoba działa jak bezpiecznik. Przynajmniej u nas;)
          • dori7 Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:42
            malila napisała:

            > Też to czytałam albo słyszałam. I do mnie także trafiła ta wizja, chociaż
            > skupiałam się głównie na postaci JPII. Uderza mnie szczególnie ta tkwiąca w
            > dorosłych ludziach potrzeba posiadania takiego ojca, który poprowadzi, pokaże,
            > który weźmie na siebie odpowiedzialność - i wszystko będzie dobrze.

            To wlasnie przeraza mnie najbardziej - ze tyle osob chce widziec w JPII ojca,
            ktory poprowadzi za reke i zwolni od myslenia, bo powie, co jest dobre, a co
            zle. Ten etap powinno sie przechodzic w dziecinstwie, a nie potem szukac go w
            doroslym zyciu...
            • iokepine Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:50
              dori7 napisała:

              > To wlasnie przeraza mnie najbardziej - ze tyle osob chce widziec w JPII ojca,
              > ktory poprowadzi za reke i zwolni od myslenia, bo powie, co jest dobre, a co
              > zle. Ten etap powinno sie przechodzic w dziecinstwie, a nie potem szukac go w
              > doroslym zyciu...

              Najwyraźniej masa osób nie doświadczyła tego etapu w dzieciństwie:]
              I dlatego to tak wygląda, jak wygląda:]
              • dori7 Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:57
                Przeciez wlasnie o tym pisze :] Jakis wielki powszechny brak.

                Znam jednego swietnego ojca. Facet sam jest takim chodzacym wzorem dojrzalej,
                pewnej siebie meskosci i tak wychowuje swoich dwoch synow, ze ich zony beda
                kiedys bardzo szczesliwymi kobietami. Powinni go nagrywac i w szkole pokazywac,
                a moze jakies prelekcje urzadzac?

                O wlasnie, szkola - w szkole tez nie ma dobrych nauczycieli, tzn. facetow,
                ktorzy mogliby stanowic substytut ojca. Szkola to w ogole osobny temat :]
                • skrzydlate Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 15:40
                  no wlasnie znam takiego wspanialego ojca, nawet ja skorzystałam kiedy bylam
                  dzieckiem, jego ojcostwo roztaczało sie naokoło jak blask słońca, dzięki niemu
                  nauczyłam sie pływać i jeździć na łyżwach.. ale jego synowie maja wyjątkowo
                  dziwne małżonki - psujki, (takie fikuśne i konfliktowe blondynki) musi być
                  równowaga w przyrodzie ;-)
                  • akacjax napisz 10.06.07, 18:10
                    Na czym polega jego wspaniałość?
                    I jaka była matka tych synów?
                    Bo tylko kombinacja dobrych rodziców, daje dzieciom dobre wybory w życiu (zwłaszcza młodym, potem moga posłużyć się swoimi doświadczeniami).
            • malila Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:51
              A pamiętacie, jak ludzie chcieli na Kwaśniewską głosować? Bazując na
              skojarzeniu z Matką Boską: ona nas uzdrowi, ona nas uszczęśliwi.
              • iokepine Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:55
                Naprawdę? Nieźle, nie słyszałam tych tekstów.
                • skrzydlate Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 15:41

                  nikt nie jest doskonały

                  to o tych co chcieli glosować na panią K. :-)
          • iokepine Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 12:54
            malila napisała:

            > Nie, nie, jedna osoba to jak dla mnie za mało. Doszłam do wniosku, że dwie
            > osoby dobrze się ubezpieczają: kiedy jednej palma odbije albo spadnie
            > odporność na dziecięce ekscesy, druga osoba działa jak bezpiecznik.
            >: Przynajmniej u nas;)

            :)

            No właśnie, jak jest tylko jedna osoba o wychowania, to jest to malo stabilne.
            A jeśli zachoruje? Mam wrazenie, ze to tak jak z nerkami: mamy dwie po to, zeby
            organizm barzdiej skutecznie mógł odfiltrowywać rzeczy szkodliwe, niebezpieczne
            albo zwyczajnie niepotrzebne. Oczywiście tak jest w przypadku zdrowych nerek,
            bo jeśli jedna jest chora, lepiej mieć jedną sprawną:]

            Mam wrazenie, że i tak do wyhowania dziecka tak naprawdę potrzeba wiecej osoób,
            niż dwóch - kiedyś to była rodzina, dziś coraz częściej opiekunki do dziecka.
    • skrzydlate Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 15:36
      no, cos w tym jest, wystarczy popatrzeć jak ktoś traktuje wlasna matkę i juz
      wszystko wiadomo o takim czlowieku
      • iokepine Re: Gdzie kobiety... 30.05.07, 20:23
        Dokładnie!
      • bene_gesserit Re: Gdzie kobiety... 01.06.07, 00:21
        Wystarczy popatrzec, jak traktuje slabszych i silniejszych od siebie. Jak
        zwraca sie do dziecka, kiedy mysli, ze nikt nie widzi. Itd

        Dla mnie matka to zaden papierek lakmusowy. Dlaczego niby akurat matka?
        • dori7 Re: Gdzie kobiety... 01.06.07, 01:06
          Bene_gesserit napisała:

          > Dla mnie matka to zaden papierek lakmusowy. Dlaczego niby akurat matka?

          Ta zlota regula naszych babc sprawdza sie w 99,99% :>
        • skrzydlate Re: Gdzie kobiety... 04.06.07, 08:58
          Bo matka Cie urodzila i wychowala, nawet jesli zrobila to źle i nieudolnie, to
          ona byla tą osoba ktora dala Ci zycie i jej winnas okazywac szacunek,
          bez-dyskusyjnie, bez-terminowo, bez-zahamowan, nawet jesli masz inne poglady,
          inne zadania na to zycie, inne wszystko, matka to świętość, koniec, amen,
          kropka.. matka to ziemia, powietrze, woda i wszystko co Cie zbudowalo i
          stworzylo, to Twoje korzenie, zycie i źródło.

          Generalnie - myśle że dotyczy to RODZICóW.


          jesteś matką?
          bo ja jestem matką, i byłam córką :-)
          • bene_gesserit Re: Gdzie kobiety... 06.06.07, 08:54
            skrzydlate napisała:

            > Bo matka Cie urodzila i wychowala, nawet jesli zrobila to źle i nieudolnie, to
            > ona byla tą osoba ktora dala Ci zycie i jej winnas okazywac szacunek,
            > bez-dyskusyjnie, bez-terminowo, bez-zahamowan, nawet jesli masz inne poglady,
            > inne zadania na to zycie, inne wszystko, matka to świętość, koniec, amen,
            > kropka..

            Matka - nielecząca się pijaczka, narkomanka, matka, ktora kolejne rodzace sie
            dzieci oddaje do domu dziecka, w ktorym ich nigdy nie odwiedza, matka -
            gwalcicielka, matka - psychotyczka, miazdzaca swoje dziecko psychicznie, matka -
            kat, bijaca sznurem od zelazka za kazde krzywe spojrzenie, matka - nieobecna
            duchem lub/i cialem, matka - dziecko, wymagajaca od swojego nieleteniego
            potomstwa opieki i zajecia sie nia, itd itd itd.

            Co za cholerne bzdury, ze matce nalezy sie szacunek z definicji.
            • akacjax matka 10.06.07, 18:06
              Jakakolwiek by nie byla, ale mnie urodziła. I jest wiele jej we mnie.
              Szacunek do matki to też szacunek do siebie. Mimo wszystko.
              • iokepine Re: matka 13.06.07, 12:16
                Dokładnie.I tu nie chodzi o jakąś "sprawiedliwośc" - tak to funkcjonuje, ze
                dorosły, niezależny syn okazujący szacunek matce-pijaczce lepiej traktuje
                kobiety wokół siebie i swoją partnerkę, niż niezależny dorosły syn, ktory
                swojej matki alkoholiczki nienawidzi.
                • bene_gesserit Re: matka 14.06.07, 06:33
                  To chyba raczej na odwrot?
                  Jesli sie szanuje siebie (a to nie dzieki toksycznym rodzicom, tylko _wlasnej_
                  ze soba pracy), to ma sie szacunek dla innych.

                  Nadal nei rozumiem, skad przekonanie o obowiazkowym szacunku dla matki.
                  Urodzila i co? To nie jest akt heroizmu, kobietom to sie zdarza. A jesli
                  urodzila i oddala - jak pozostale osmioro rodzenstwa - do placowki? A jesli
                  urodzila, zeby miec kogos do znecania sie i tresury?
                  • kocia_noga Re: matka 19.06.07, 18:28
                    też nie uważam że szacunek się należy za fakt wydania na świat.Tekst skrzydlate
                    przypomniał mi najgorsze teksty których musiałam wysłuchiwać kiedy chciałam się
                    komukolwiek zwierzyć z tego co mnie spotykało.To odrażające przeżycie, które
                    zamknęło mnie na wiele lat.
                    • kocia_noga Re: matka 19.06.07, 18:30
                      Przypomniałam sobie te osoby, które nagle wbijały oczy w niebo i zmienionym,
                      nieco piskliwym i usztywnionym tonem deklamowały o szacunku do matki.Kiedy
                      nabrałam do nich zaufania, żeby powiedzieć.
                      • jagandra Re: matka 19.06.07, 19:43
                        Wydaje mi się, że każdy chce i mocno potrzebuje, by szanować rodziców, a
                        zwłaszcza matkę, i że zadaniem rodziców jest żyć tak, by zasłużyć na szacunek
                        dzieci, nie zawieść ich zaufania.
                        Ale przy tym uważam też, że należy szanować matkę za to, że urodziła, nawet
                        jeśli nie można szanować za nic więcej.
                        • iokepine Re: matka 20.06.07, 12:14
                          jagandra napisała:

                          > Ale przy tym uważam też, że należy szanować matkę za to, że urodziła, nawet
                          > jeśli nie można szanować za nic więcej.


                          W sumie mogła ni urodzić, prawda? Te 9 miesiecy z siebie i ze swojego zdrowia
                          dała, nawet jeśli nic więcej potem nie.
                          • dori7 Re: matka 20.06.07, 13:06
                            iokepine napisała:

                            > W sumie mogła ni urodzić, prawda? Te 9 miesiecy z siebie i ze swojego zdrowia
                            > dała, nawet jeśli nic więcej potem nie.

                            No wlasnie. Dala 9 miesiecy swojego zycia. Nawet jesli *tylko* tyle - to *az* tyle.
                        • bene_gesserit Re: matka 20.06.07, 22:19
                          jagandra napisała:

                          > Wydaje mi się, że każdy chce i mocno potrzebuje, by szanować rodziców, a
                          > zwłaszcza matkę, i że zadaniem rodziców jest żyć tak, by zasłużyć na szacunek
                          > dzieci, nie zawieść ich zaufania.
                          > Ale przy tym uważam też, że należy szanować matkę za to, że urodziła, nawet
                          > jeśli nie można szanować za nic więcej.

                          Tak, a jesli to, co bylo potem, kompletnie znioslo jej zaslugi za urodzenie?
                          Albo wrecz okazalo sie, ze urodzila _tylko_ dla siebie? Znam historie paru
                          matek-psychopatek, ktore niszczyly swoje dzieci z determinacja i
                          zaangazowaniem. Urodzily po to, zeby miec kogos do znecania sie, kazdego dnia,
                          bo dziecko nie odejdzie. Wiec jednak nie, nie kazdemu nalezy sie szacunek za
                          to, ze urodzil.
                          • iokepine Re: matka 21.06.07, 12:35
                            Moim zdaniem gdyby życie okazało się mniejszą wartością, niż znęcanie, to t
                            dzieci by się zabiły.

                            Skoro wola życia była tak silna, ze przeżyły, to najwyrażniej bilans zysków z
                            okazji życia był wiekszy, niż straty. Ergo, jest za co być wdzięcznym,
                            niezależnie od wszelkich strasznych historii, jakie nastapiły potem.

                            Moim zdaniem o ile w takich wypadkach ktoś jako dorosły i niezależny człowiek,
                            po przeżyciu gehenny pluje na matkę, to przede wszystkim szkodzi sobie i warto,
                            żeby odreagował iodpuścił sobie, bo jego negatywne uczucia bbędą w pierwszym
                            rzędzie ranić jego i bliskie mu osoby, niezależnie od podmiotu nienawiści, w
                            tym wypadku matki.
                            • kocia_noga Re: matka 21.06.07, 13:06
                              iokepine napisała:

                              > Moim zdaniem gdyby życie okazało się mniejszą wartością, niż znęcanie, to t
                              > dzieci by się zabiły.

                              Są i takie, przecież wiesz.


                              > Moim zdaniem o ile w takich wypadkach ktoś jako dorosły i niezależny
                              człowiek,
                              > po przeżyciu gehenny pluje na matkę, to przede wszystkim szkodzi sobie i
                              warto,
                              >
                              > żeby odreagował iodpuścił sobie, bo jego negatywne uczucia bbędą w pierwszym
                              > rzędzie ranić jego i bliskie mu osoby, niezależnie od podmiotu nienawiści, w
                              > tym wypadku matki.


                              Bardzo mądre i pouczające, zwłaszcza pouczające to co napisałaś.Czy pomiędzy
                              szacunkiem+morda w kubeł a pluciem nie ma nic innego?

                              Pewien znajomy nauczyciel chwalił się, jak mądrze gada gdy któreś z
                              nastolatków przyjdzie do niego na zwierzenia.Opowiada mu buddyjską wersje o
                              duszy która szuka sobie odpowiednich rodziców żeby móc doświadczyć tego, co
                              umozliwi jej wzniesienie się na wyższy poziom.
                              To bardzo mądra opowieść oraz bezmyślnie okrutna w takiej sytuacji.
                              • iokepine Re: matka 22.06.07, 12:12
                                kocia_noga napisała:

                                > Pewien znajomy nauczyciel chwalił się, jak mądrze gada gdy któreś z
                                > nastolatków przyjdzie do niego na zwierzenia.Opowiada mu buddyjską wersje o
                                > duszy która szuka sobie odpowiednich rodziców żeby móc doświadczyć tego, co
                                > umozliwi jej wzniesienie się na wyższy poziom.
                                > To bardzo mądra opowieść oraz bezmyślnie okrutna w takiej sytuacji.

                                Nauczyciel kretyn:|
                            • bene_gesserit Re: matka 21.06.07, 20:52
                              Znalam taka rodzine, w ktorej dziecko sie zabilo. Kiepsko mu szlo, bo dopiero
                              za trzecim razem, ale w koncu sie udalo. Czy to dziecko jest zwolnine z
                              szacunku do mamusi?

                              Ale zalozmy, ze by to trzecie samobojstwo przezyl, zostal przez opiekunow
                              spolecznych zgarniety do placowki i tam, z dala od matki-kata dozyl doroslosci.
                              Czy gdybys spotkala takiego czlowieka, pouczala bys go o tym, zeby 'puscil
                              negatywne emocje'? A gdyby je puscil, czy automatycznie by do swojej
                              psychopatycznej rodzicielki nabral szacunku? Litosc z szacunkiem nie ma nic
                              wspolnego.
                          • jagandra Bene, 21.06.07, 16:49
                            Kiedyś miałam poczucie, że nie mam prawa istnieć. Ktoś mi na to mądrze
                            odpowiedział, że po po prostu istnieję i że we mnie istnieją geny wielu, wielu
                            pokoleń.
                            I za to należy się szacunek matce.
                            Za to należy się też szacunek ojcu.
                            Matce większy o te 9 miesięcy ciąży i o godziny porodu.
                            Słuchaj, jeśli ktoś mówi: "moja mata jest (była) suką", to jest to człowiek
                            głęboko zraniony. Jeśli powiesz mu: "masz rację, twoja matka jest (była) suką"
                            dodatkowo go zranisz.
                            Co innego uznać, że czyny i uczucia matki były złe, a co innego odrzucić dar
                            życia, który od niej otrzymałyśmy.
                            • bene_gesserit Re: Bene, 21.06.07, 20:54
                              Jesli ktos kogos cale zycie ranil, jesli go sprowadzil na ten swiat tylko po
                              to, zeby go ranic, to nikt nie ma _prawa_ domagac sie dla tej osoby szacunku. I
                              _kazdy_ powinien uszanowac prawo skrzywdzonego dziecka do takich uczuc, jakie
                              mu sie zywnie podobaja. I nawet nie probowac osadzac, sprzedawac dobre rady i
                              ciotkoklotkowac, bo pieklo z zewnatrz wyglada zupelnie inaczej niz w srodku.
                              • iokepine Re: Bene, 22.06.07, 11:22
                                bene_gesserit napisała:

                                > _kazdy_ powinien uszanowac prawo skrzywdzonego dziecka do takich uczuc, jakie
                                > mu sie zywnie podobaja. I nawet nie probowac osadzac, sprzedawac dobre rady i
                                > ciotkoklotkowac, bo pieklo z zewnatrz wyglada zupelnie inaczej niz w srodku.
                                >

                                Alez ja szanuję prawo takiej osoby do jej niezgody na to, jakich ma rodziców i
                                matkę, natomiast nie widzę życia z kimś, kto własnej matki nienawidzi.

                                Można żywić jednocześnie szacunek za te 9 miesięcy i dystans do toksycznej
                                osoby, jaką może być matka - wg mnie te dwie sprawy się nie wykluczają.

                                Natomiast jeśli zieje nienawiścią, to ma problm, i to duży, przede wszystkim ze
                                sobą. Nie chciałabym, żeby mój facet jeżdził jak po łysej kobyle po swojej
                                matce, jaka by nie była, ponieważ to była pierwsza i najbliższa kobieta w jego
                                życiu i istnieje duże prawdopodobieństwo, że im większa będzie bliskosc, tym
                                batzdiej stare przyzwyczajenia wyjdą. Doświadczenie matki to pierwotne
                                doświadczenie bliskosci i jeśli komuś bliskosc powiązana jest z szarganiem, to
                                bez świadomej pracy nad sobą przy stresachj, jakie się pojawiają w każdym
                                wspólnym życiu prędzej czy później ta pierwotna reakcja wylezie.

                                Nie życzę sobie życia z kimś tego rodzaju, to wszystko.


                                unicor,blox.pl
                                • bene_gesserit Re: Bene, 23.06.07, 08:39
                                  Ja, jesli juz mowimy o sobie, nie widze swojego zycia z kimkolwiek, kto
                                  nienawidzi kogokolwiek. Nienawidzenie kogos - stale, niezmienne i zajadle - to
                                  jak noszenie ze soba trupa. Trupa matki, ojca, wuja Heńka, sasiadki z trzeciego
                                  itd - jesli by mi zalezalo na tym kims w jakimkolwiek sensie, wspomagalabym
                                  go/ja w kierunku terapii i trzymala sie na pewien dystans. Dlaczego jednak
                                  mamusia uprzywilejowana, tego nadal, uparcie i tępo nie pojmuje.
                                  • kocia_noga Re: Bene, 23.06.07, 12:03
                                    bene_gesserit napisała:

                                    Dlaczego jednak
                                    > mamusia uprzywilejowana, tego nadal, uparcie i tępo nie pojmuje.
                                    >

                                    Napisałam o tym, jak spotkałam się z recytacją tej mantry i jak to na mnie
                                    wpłynęło gdy byłam dZieckiem.Potem gdy się letko zahartowałam, próbowałam znów
                                    i spotykałam się z tą samą reakcją, nawet od psychologów, ha ha.Całkowity odlot
                                    i recytowanie mantry.Ja to pojęłam jako lęk.Taki dziecinny, dodatkowo wsparty
                                    społecznie.Oprócz dziecięcych potrzeb jest tu i przykazanie z dekalogu,
                                    obiecujące za ten "szacunek" długie zycie i powodzenie w nim, i trening.
                                    Nikogo to nie posuwa naprzód, ani recytatorki/ów, ani te osoby, które się
                                    odważają chocby poruszyć temat.
                                    • jagandra Re: Bene, 23.06.07, 14:57
                                      Pamiętam podobną tantrę z mojego dzieciństwa: każda matka kocha swoje dziecko;
                                      nienawidziłam tego tekstu.
                                      Ale już na własnej terapii żadnych tantr nie słyszałam, może miałam szczęście.
                                    • bene_gesserit Re: Bene, 23.06.07, 22:46
                                      Mimo, ze mialam dobra sytuacje w domu, bylo pare rzeczy, o ktore mam wielki zal
                                      do rodzicow, min. o bicie. Tzw. 'bicie na zimno', w formie mini-egzekucji,
                                      obudowanej nieduzym rytuałem. Pamietam, jak przez pol roku terapii bronilam sie
                                      ze wszystkich sil, zeby o rodzicach nie powiedziec niczego zlego. 'Tak, tato
                                      mnie bil, a mama sie temu przygladala, ale robili to dla mojego dobra/sami byli
                                      bici/nie rozumieli/nie chcieli/itd.

                                      Kazde dziecko chce kochac swoich rodzicow i kazde dziecko chce, zeby ich obraz
                                      byl nieskalany i idealny. Dzieci juz tak maja.

                                      Problem w tym, ze podczas calkiem nieidealnych zachowan rodzicow powstaja w
                                      dziecku straszne uczucia. Z jednej strony dzika i bezwarunkowa milosc dziecka
                                      do rodzicow (idealnych, najlepszych na swiecie, kochajacych przeciez
                                      bezgranicznie), z drugiej agresja, zlosc, wscieklosc, nienawisc i caly ten
                                      olbrzymi bagaz, zupelnie nie do udzwigniecia dla malucha czy nawet nastolatka.
                                      To dziecko sobie odklada, chowa w sobie, tlamsi. Bo chce byc dobre i godne
                                      milosci tych idealnych istot, ktore je wydaly na swiat. A dobre dzieci sie nie
                                      zloszcza i nie nienawidza rodzicow przeciez.

                                      Zmierzam do sedna: jesli ktos, kto doswiadczyl ze strony rodzicw jakiegos
                                      przekroczenia granic (a nie znam nikogo, kto nie doswiadczyl) nie pozwoli sobie
                                      na bezpieczne uwolnienie tych zakopanych 'zlych' (cudzyslow konieczny) emocji,
                                      to sie od nich nie uwolni. Cala ta dyskusja tu powyzej, to cale bronienie
                                      mamusi, wg mnie obrazuje lęk przed tym 'strasznym' uczuciem, przed uwolnieniem
                                      siebie samej i daniem sobie prawa do nienawisci za to, co zrobiono bezbronnej,
                                      swietej istocie, czyli dziecku. Wydobywanie z siebie tego robactwa jest bolesne
                                      i rozdzierajace, ale konieczne, zeby sie od niego uwolnic. Inaczej cale zycie
                                      bedzie sie to zywic i sprzeda swoim albo cudzym dzieciom.
                                      • jagandra Re: Bene, 24.06.07, 10:42
                                        Ja nie bronię mamusi, nigdzie tego nie napisałam. Nie pisałam też, że nie wolno
                                        uwalniać negatywnych uczuć wobec niej. Pozwoliłam już sobie przeżyć wiele
                                        strasznych uczuć, choć domyślam się, że nie wszystkie.
                                        Lęk przez uwolnieniem tych złych uczuć wynika chyba często z przekonania, że
                                        jak je uwolnimy, to nie zostanie nic dobrego. Głęboko zranieni możemy chcieć
                                        zniszczyć w sobie wszystkie dobre uczucia. Ale w ten sposób ranimy przede
                                        wszystkim siebie.
                                        Szacunku wobec rodziców nie ma sensu traktować jako nakazu, wtedy rzeczywiście
                                        wpycha złe uczucia do gardła. Ale nie dając sobie prawa do szacunku, bo
                                        przecież rana jest tak głęboka, nie pozwalamy jej się zabliźnić.
                                        Chyba wiem, o co Wam chodzi. O taki zewnętrzny nakaz szacunku będący
                                        jednocześnie zakazem ujawniania prawdy (pierz brudy w czterech ścianach, nie
                                        kalaj własnego gniazda, szanuj rodziców). Dla mnie szacunek nie oznacza
                                        kłamania ani pielęgnowania przed sobą i światem idealnego wizerunku rodziców i
                                        rodziny. To że kogoś szanujemy, nie oznacza, że nie krytykujemy jego
                                        postępowania.
                                        • bene_gesserit Re: Bene, 24.06.07, 18:45
                                          O takim zewnetrznym nakazie szacunku pisala u gory kocia. Ze nawet jesli sie
                                          czlowiek sam z siebie przemoze, i bedzie chcial z siebie wypluc to, to
                                          mu 'zyczliwi' (w tym, o jezu, tez pozal sie boze terapeuci niektorzy) nie
                                          dadza. Tak chyba bywa czesto.

                                          Taka rana sie moze zrosnac, moze sie nawet przestac slimaczyc i babrac.
                                          Zamknieta energia krazy jednak po ciele i w koncu sie gdzies zagniezdzi -
                                          rozwinie w jakas chorobe, w jakas wade postawy, w cokolwiek. Jesli sie w kogos
                                          wlozylo nienawisc i nie dalo sie jej ujsc, to jak ona ma zniknac? Jesli komus,
                                          kto ma wszelkie podstawy, aby nienawidzic, bedzie sie mowilo 'nie masz do tego
                                          prawa' albo 'to czyni cie zlym czlowiekiem', to bedzie sie przekazywalo 'inni
                                          sa wazniejsi od ciebie'. Jakim prawem?

                                          Jedynym znanym mi sposobem pozbycia sie nienawisci, agresji, zlosci i innych
                                          tego typu rzeczy, na przezywanie ktorych doswiadczajace ich dziecko lub mala
                                          osoba byly za slabe, to przezycie ich w ciagu zycia doroslego. A te
                                          swietojebliwe teksty 'mamusie kochac trzeba' i cale tabu szacunku do rodzicow
                                          niektorych skutecznie blokuje. Nie trzeba, bo, do cholery, w zyciu w ogole nic
                                          nie trzeba. Jedni przezyja te nienawisc i beda mogli pokochac swoich rodzicow
                                          od nowa - juz dojrzalej, na innych zasadach, bo poniekad z wyboru. Inni
                                          przezyja i po prostu przestana sie ogladac za siebie, pojda wlasna droga i nie
                                          beda mieli ochoty dzwonic na swieta albo dac babci poznac wnuki, bo ta starsza
                                          pani bedzie dla nich obca osoba. I ich prawo, a niczyje - osadzac, czy z nimi
                                          jest cos nie tak.

                                          __
                                          -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
                                          -It is to be hoped for, dear.
                                          • jagandra Szacunek 24.06.07, 21:06
                                            Tak w ogóle to mi się wydaje, że my się zgadzamy ze sobą.
                                            Narzucony, zewnętrzny szacunek i związane z tym tłumienie negatywnych uczuć nie
                                            jest niczym dobrym.
                                            Czym jest w takim razie ten dobry szacunek?
                                            Dla mnie osobiście oznacza wdzięczność za życie, które otrzymałam, za geny
                                            (rozwodnione tatarskie ze strony mamy i rozwodnione żydowskie ze strony ojca, a
                                            co ;))... i jeszcze za parę fajnych spraw (przy tym tę wdzięczność poczułam
                                            dopiero, gdy pozwoliłam sobie upuścić i żal i wściekłość). Oznacza to też
                                            zainteresowanie rodzicami i zadawanie sobie pytania, dlaczego postępowali wobec
                                            mnie tak źle. To że zrozumiem wcale nie znaczy, że zaaprobuję, ale łatwiej jest
                                            żyć rozumiejąc, przynajmniej częściowo. Oznacza też wchodzenie w takie kontakty
                                            z rodzicami, które umożliwiają traktowanie ich z szacunkiem i bycie traktowaną
                                            z szacunkiem przez nich. Jeżeli takie kontakty w ogóle nie są możliwe, mam
                                            pełne prawo po prostu ich nie utrzymywać! Jeśli są możliwe tylko telefonicznie,
                                            a osobiście raz w roku, niech i tak będzie. Jeżeli czuję, że bliskość matki czy
                                            ojca powoduje, że jestem nieszczęśliwa, mam prawo jej odmówić.
                                            To wszystko dotyczy dorosłej osoby. Od dziecka nie można tu nic wymagać, bo ono
                                            jest za bardzo zależne od rodziców.
                                            • bene_gesserit Re: Szacunek 25.06.07, 08:52
                                              jagandra napisała:

                                              > Tak w ogóle to mi się wydaje, że my się zgadzamy ze sobą.
                                              > Narzucony, zewnętrzny szacunek i związane z tym tłumienie negatywnych uczuć
                                              nie
                                              >
                                              > jest niczym dobrym.

                                              Alez tak i owszem - zgadzamy sie:)
                                              Tylko uscisle: narzucony szacunek to zaden szacunek nei jest. Widac to zreszta -
                                              tadam - po stosunku do figury Matki Polki w naszym pieknym kraju. Niby cacy,
                                              Matka Polka to, Matka Polka siamto, a tak naprawde wiele w tym pogardy i
                                              agresji. Narzygam i Matka Polka posprzata, a potem polozy kompres, a potem
                                              znowu narzygam... Neverending ballada o Januszku. Nie ma szacunku dla wiecznej
                                              cierpietnicy, ktora nie szanuje sama siebie.

                                              Tez: ja tego calego szacunku nie rozumiem. Dla mnie to jest takie troche
                                              wymyslone uczucie. Tzn. taki szacunek-wdziecznosc, o ktorym piszesz - dla mnie
                                              to po prostu wdziecznosc jest. Gdzies tam mi sie szacunek laczy z miloscia czy
                                              tez milosnym i empatycznym podejsciem do ludzi w ogole i pewnie dlatego tak
                                              ostro podskakiwalam za kazdym razem, kiedy w tej dyskusji padalo 'matke
                                              szanowac'. Bo matka/ojciec zbrodniarz, zasluguje tylko na to, zeby dziecko od
                                              tej swojej wrodzonej milosci do niej/jego sie wyzwolilo i pozwolilo sie
                                              kierowac emocjom, a nie kierowac emocjami (mam na mysli obciecie calego
                                              tego 'powinno sie').

                                              > To wszystko dotyczy dorosłej osoby. Od dziecka nie można tu nic wymagać, bo
                                              ono
                                              >
                                              > jest za bardzo zależne od rodziców.

                                              Ani od doroslego, ani od dziecka.
                                              Tzn w doroslym tez przeciez cierpi - caly czas - dziecko. Pewne emocje zostaly
                                              zamrozone na poziomie trzylatka, inne - na poziomie pieciolatka i jesli zostana
                                              dopuszczone do glosu (spontanicznie, przy jakiejs przykrej okazji albo
                                              poproszone o ujawnienie sie na terapii), to bedzie je przezywalo dziecko.

                                              Wiec od dziecka nic nie mozna wymagac, ale moze mu - zamrozonemu dziecku -
                                              wspolczuc ono-dorosle i gdzies tam, po jakims czasie, zaopiekowac sie nim. Dla
                                              mnie to jest prawdziwy szacunek.
                                              • queenmaya Re: Szacunek 25.06.07, 14:36
                                                bene_gesserit napisała:

                                                > Gdzies tam mi sie szacunek laczy z miloscia czy
                                                > tez milosnym i empatycznym podejsciem do ludzi w ogole i pewnie dlatego tak
                                                > ostro podskakiwalam za kazdym razem, kiedy w tej dyskusji padalo 'matke
                                                > szanowac'. Bo matka/ojciec zbrodniarz, zasluguje tylko na to, zeby dziecko od
                                                > tej swojej wrodzonej milosci do niej/jego sie wyzwolilo i pozwolilo sie
                                                > kierowac emocjom, a nie kierowac emocjami (mam na mysli obciecie calego
                                                > tego 'powinno sie').

                                                Rodzica zbrodniarza kochać i szanować, to jak stawiać pomniki Stalinowi lub
                                                Hitlerowi. To gloryfikowanie i uświęcania zła oraz patologii. Tak nie można!

                                                Rodzicowi należy wybaczyć (dla swojego własnego dobra) i dalej iść swoją własną
                                                drogą. W przeciwnym wypadku dajemy mu prawo do nieustającego niszczenia życia
                                                nie tylko naszego, ale i kolejnych pokoleń.

                                                Są dwa rodzaje toksycznych rodziców: pierwszy to ci, którzy sami zostali w
                                                dzieciństwie sponiewierani, więc noszą w sobie zły wzorzec rodzica i tych można
                                                uleczyć (oczywiście jeśli sami zechcą) i drugi rodzaj: psychopaci, czyli ludzie
                                                nieuleczalni. Psychopata nie poddaje się resocjalizacji, bo jest niezdolny do
                                                ludzkich uczuć takich jak miłość i współczucie. W tym drugim przypadku nie ma
                                                innego wyjścia, jak po prostu odejść i zapomnieć.

                                                Jeśli kurczowo trzymamy się dogmatu o konieczności szanowania rodziców, pociąga
                                                to za sobą przymus nieustającego podporządkowywania się ich żądaniom i
                                                terrorowi, a to niestety wali w kolejne pokolenia. W ten sposób świat nigdy nie
                                                zostanie uwolniony od toksyczności, a nawet rozleje się ona jak ocean, w
                                                zupełnie niekontrolowany sposób.

                                                Uleczając siebie (psychoterapia!!!), leczymy całą swoją rodzinę i pracujemy na
                                                rzecz lepszej przyszłości całego świata.
                                                • bene_gesserit Re: Szacunek 25.06.07, 19:00
                                                  queenmaya napisała:

                                                  > Rodzica zbrodniarza kochać i szanować, to jak stawiać pomniki Stalinowi lub
                                                  > Hitlerowi. To gloryfikowanie i uświęcania zła oraz patologii. Tak nie można!

                                                  Dokladnie. To jak esbecki wymog calowania w but i dziekowania za bicie esbekowi
                                                  po przesluchaniu. Okrucienstwo do szescianu.

                                                  > Rodzicowi należy wybaczyć (dla swojego własnego dobra) i dalej iść swoją
                                                  własną
                                                  > drogą. W przeciwnym wypadku dajemy mu prawo do nieustającego niszczenia życia
                                                  > nie tylko naszego, ale i kolejnych pokoleń.

                                                  To jest sytuacja optymalna i prowadzaca do uzdrowienia - zgadzam sie.
                                                  Ale mam szacunek do cierpienia osob, ktore sie w tej chorej relacji nie
                                                  posuwaja w tym kierunku, gdzies w tej drodze utknely albo brna w podsycanie
                                                  spalającej nienawisci i odwetową krucjatę, czy zemstę. Z zewnatrz moze sie
                                                  wydawac, ze dla takiego kogos najlepiej byloby, gdyby costam (poszedl na
                                                  terapie np), ale znowu: pieklo z zewnatrz wyglada zupelnie inaczej, niz w
                                                  srodku, wiec sie staram gryzc w język.

                                                  > Są dwa rodzaje toksycznych rodziców: pierwszy to ci, którzy sami zostali w
                                                  > dzieciństwie sponiewierani, więc noszą w sobie zły wzorzec rodzica i tych
                                                  można
                                                  > uleczyć (oczywiście jeśli sami zechcą)

                                                  Nawet, jesli tego nie zechca :)
                                                  Jesli terapii poddaje sie choc jeden czlonek systemu-rodziny, to inni - czy
                                                  tego chca, czy nie, beda musieli sie zmienic. Widzialam to na wlasne oczy pare
                                                  razy.

                                                  i drugi rodzaj: psychopaci, czyli ludzie
                                                  > nieuleczalni. Psychopata nie poddaje się resocjalizacji, bo jest niezdolny do
                                                  > ludzkich uczuć takich jak miłość i współczucie. W tym drugim przypadku nie ma
                                                  > innego wyjścia, jak po prostu odejść i zapomnieć.

                                                  W dyskusji 'mamusie szanowac' bardzo czesto zapomina sie jakos o tym, ze nikt
                                                  nie robi egzaminow przyszlym rodzicom. Rodzicami zostaja i niedojrzali, i
                                                  patologiczni egoisci, i emocjonalne kaleki i zwykle swiry. Niektorzy maja
                                                  szczescie i w sytuacji rodzicielstwa szybko dojrzewaja, ale inni sa zbyt mocno
                                                  uwiklani.

                                                  > Jeśli kurczowo trzymamy się dogmatu o konieczności szanowania rodziców,
                                                  pociąga
                                                  > to za sobą przymus nieustającego podporządkowywania się ich żądaniom i
                                                  > terrorowi, a to niestety wali w kolejne pokolenia. W ten sposób świat nigdy
                                                  nie
                                                  > zostanie uwolniony od toksyczności, a nawet rozleje się ona jak ocean, w
                                                  > zupełnie niekontrolowany sposób.
                                                  >
                                                  > Uleczając siebie (psychoterapia!!!), leczymy całą swoją rodzinę i pracujemy na
                                                  > rzecz lepszej przyszłości całego świata.

                                                  Ja tam chrzanie lepsza przyszlosc calego swiata, wazna jest moja przyszlosc ;),
                                                  ale pamietam to niesamowite uczucie, kiedy dotarlo do mnie, ze dzieki terapii
                                                  bede miala szanse przerwac pare rzeczy, ktore w mojej rodzinie byly
                                                  przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wlasnie ja. Nie chodzilo o to, ze ta
                                                  swiadomosc łechtała moje ego, ale o taka atmosfere święta.
                                                  • queenmaya Re: Szacunek 25.06.07, 21:22
                                                    bene_gesserit napisała:


                                                    > Ale mam szacunek do cierpienia osob, ktore sie w tej chorej relacji nie
                                                    > posuwaja w tym kierunku, gdzies w tej drodze utknely albo brna w podsycanie
                                                    > spalającej nienawisci i odwetową krucjatę, czy zemstę. Z zewnatrz moze sie
                                                    > wydawac, ze dla takiego kogos najlepiej byloby, gdyby costam (poszedl na
                                                    > terapie np), ale znowu: pieklo z zewnatrz wyglada zupelnie inaczej, niz w
                                                    > srodku, wiec sie staram gryzc w język.

                                                    Rzeczywiście, są osoby, dla których większym piekłem byłoby "opluć" rodzica, np.
                                                    w trakcie psychoterapii (a bez tego psychoterapii nie ma!) niż cierpieć z powodu
                                                    poniżania przez tegoż rodzica.

                                                    Inna sytuacja: w mojej grupie terapeutycznej była dziewczyna, która przez cały
                                                    pobyt nic nie mówiła, tylko ciągle płakała. Psycholog nie mógł nic z niej
                                                    wyciągnąć aż do ostatniego dnia pobytu. Co się okazało? Jej ojciec zmarł, gdy
                                                    ona miała kilka lat i matka została zupełnie sama z gromadką chyba 8 dzieciaków.
                                                    Sama musiała zapracować na wszystkie i jeszcze poprowadzić dom. To było ponad
                                                    jej siły, fizyczne i psychiczne. Starała się jak mogła, ale nerwy jej puszczały,
                                                    więc stale darła się na swoje dzieciaki i tłukła je po głowach i po czym
                                                    popadło. Oczywiście, kiedy ta dziewczyna podrosła, zrozumiała, że matka była po
                                                    prostu wykończona i że to naprawdę było ponad jej siły. I znalazła się w takiej
                                                    sytuacji, że nie była w stanie publicznie oskarżyć matki, nie potrafiła
                                                    powiedzieć, że matka jest winna, a jednocześnie nie umiała jej wybaczyć.
                                                    Sytuacja patowa... Mam nadzieję, że mimo to nie zaprzestała terapii, ale nie
                                                    wiem, co z nią było dalej...


                                                    > > Uleczając siebie (psychoterapia!!!), leczymy całą swoją rodzinę i pracuje
                                                    > my na
                                                    > > rzecz lepszej przyszłości całego świata.
                                                    >
                                                    > Ja tam chrzanie lepsza przyszlosc calego swiata, wazna jest moja przyszlosc ;),

                                                    Jeśli nie interesuje cię świat, to pomyśl o swoich dzieciach i wnukach. Może im
                                                    będzie w życiu lepiej dzięki tobie i będą ci wdzięczne (ale pewnie nie będą
                                                    świadome, komu to zawdzięczają) :)
                                                  • jagandra Re: Szacunek 26.06.07, 18:01
                                                    "Rodzica zbrodniarza kochać i szanować, to jak stawiać pomniki Stalinowi lub
                                                    Hitlerowi. To gloryfikowanie i uświęcania zła oraz patologii. Tak nie można!"

                                                    Nie, to nie to samo! Szanować rodzica za to, że dał nam życie, to nie to samo
                                                    co stawiać pomniki za czyny czy za to, jakim człowiekiem był!
                                                    Właśnie o to mi chodzi, że to można rodzielić. To warto rozdzielić.

                                                    Oczywiście, kiedy ta dziewczyna podrosła, zrozumiała, że matka była po
                                                    > prostu wykończona i że to naprawdę było ponad jej siły. I znalazła się w
                                                    takiej
                                                    > sytuacji, że nie była w stanie publicznie oskarżyć matki, nie potrafiła
                                                    > powiedzieć, że matka jest winna, a jednocześnie nie umiała jej wybaczyć.
                                                    > Sytuacja patowa... Mam nadzieję, że mimo to nie zaprzestała terapii, ale nie
                                                    > wiem, co z nią było dalej...

                                                    To nie jest sytuacja patowa, choć można ją tak odczuwać. To jest sytuacja,
                                                    kiedy faktycznie jest potrzebna terapia. Trzeba próbować rozdzielić osąd
                                                    dorosłego, który wie i rozumie, że matka była wykończona, od emocji dziecka,
                                                    które było źle traktowane i miało o to żal. Każdy ma tu swoje prawa - owszem,
                                                    matka miała prawo nie mieć siły, nie umieć, ale dziecko miało prawo czuć się
                                                    odrzucone, niekochane.

                                                    To że się zrozumie rodzica, nie oznacza, że trzeba zamknąć emocje. To że się go
                                                    szanuje, też tego nie znaczy.
                                              • jagandra Re: Szacunek 26.06.07, 17:50
                                                > Alez tak i owszem - zgadzamy sie:)
                                                > Tylko uscisle: narzucony szacunek to zaden szacunek nei jest.

                                                No, to jest taki szacunek z nazwy, bez znaczenia. Ale wydaje mi się, że
                                                przeciwko temu szacunkowi z nazwy tak się buntujecie, nie przeciwko temu
                                                prawdziwemu.

                                                > Tez: ja tego calego szacunku nie rozumiem. Dla mnie to jest takie troche
                                                > wymyslone uczucie. Tzn. taki szacunek-wdziecznosc, o ktorym piszesz - dla
                                                mnie
                                                > to po prostu wdziecznosc jest.

                                                Zastanawiałam się nad tym. Dla mnie to jednak jest taka wdzięczność z lekkim
                                                pokłonem :) Ja tego kiedyś w ogóle nie czułam, jeszcze dwa czy trzy lata temu w
                                                dyskusji na podobny temat pisałam, że na szacunek rodzice muszą sobie zasłużyć.
                                                A teraz powoli zaczynam odczuwać tę wdzięczność (z lekkim pokłonem) - obok
                                                żalu, złości, nierozwikłanych wciąż uraz.

                                                > Ani od doroslego, ani od dziecka.
                                                > Tzn w doroslym tez przeciez cierpi - caly czas - dziecko.

                                                W dorosłym jest dziecko, ale jest w nim też dorosły :) A w dziecku tego
                                                dorosłego nie ma. Od dorosłych wymagam jednak więcej niż od dzieci, przede
                                                wszystkim wymagam od nich, żeby próbowali się rozwijać, starali się zmieniać.
                                      • queenmaya Re: Bene, 24.06.07, 14:38
                                        Taka ukrywana przed sobą samą i przed światem prawda, maskowanie jej fałszywym
                                        uśmiechem, okazywanie rodzicom szacunku na pokaz to nie tylko straszliwe
                                        zakłamanie. To zatrzymywanie w sobie trucizny, która wcześniej czy później
                                        zabije. Ale zanim zabije, zatruje następne pokolenia.

                                        Osobom, które panicznie boją się przyznać do tego, że w głębi duszy żywią
                                        negatywne uczucia do swoich rodziców za to, co oni im naprawdę zrobili, polecam
                                        książki austriackiej psychoanalityczki, Alice Miller, np. "Dramat udanego
                                        dziecka" czy "Zniewolone dzieciństwo". Kocham tę autorkę, to wspaniała, pełna
                                        miłości osoba, która pomaga skopanym i sponiewieranym istotom odzyskać ludzką
                                        godność i szacunek dla siebie samych.

                                        Pisze ona o przyczynach tej rodzinnej toksyczności i ją wyjaśnia historycznie.
                                        Trafiła kiedyś na książkę "Czarna pedagogika", której autorka (nie pamiętam
                                        teraz nazwiska) przekopała XVIII i XIX-wieczne podręczniki dla rodziców. Ta
                                        lektura do głębi nią wstrząsnęła, ponieważ były to nie tyle poradniki dla
                                        rodziców, co raczej instrukcje dla psychopatycznych, faszystowskich oprawców,
                                        pragnących niszczyć psychikę bezbronnych dzieci.

                                        W ten sposób powstała "Antypedagogika" - nurt w psychologii, negujący wartość
                                        wychowania polegającego na tresurze.

                                        Naprawdę, każdej osobie, która boi się powiedzieć złe słowo o matce czy
                                        rodzicach polecam gorąco te książki i nurty.

                                        Jeśli chcemy wyleczyć siebie same i nie infekować tą trucizną następnych pokoleń
                                        nie mamy innego wyjścia, jak powiedzieć sobie uczciwie: "Tak, zadano mi gwałt w
                                        dzieciństwie, tak, cierpię z tego powodu do dziś i coś z tym zrobić muszę".

                                        To "coś" to psychoterapia. Bez tego jesteśmy chodzącymi toksynami.
                                        • queenmaya Re: Bene, 24.06.07, 14:41
                                          PS. popatrzcie sobie same, co na ten temat można znaleźć Googlem:
                                          www.google.com/search?q=Czarna+pedagogika&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a
                                          • queenmaya Re: Bene, 24.06.07, 14:54
                                            PS. 2
                                            Bardzo proszę nie brać mnie za mianiaczkę, ale jeśli twierdzicie, że matce
                                            należy się szacunek i nie ma dyskusji, to ten tekst musicie naprawdę koniecznie
                                            przeczytać:
                                            www.przyjaciele.org/pomoc/czytelnia.php?id=15
                                            W tekście jest mowa o wszystkim, co próbowałam wam tu napisać.

                                            Strona ma podtytuł "razem przeciwko samobójstwom"

                                            A na zachętę - spis zasad czarnej pedagogiki wg. Alice Miller:

                                            1. Dorośli są władcami uzależnionego od nich dziecka.
                                            2. To oni, jak bogowie, decydują o tym, co dobre, a co złe.
                                            3. Rodziców trzeba zawsze chronić.
                                            4. Spontaniczne uczucia dziecka stanowią największe zagrożenie dla jego władców.
                                            5. Dziecku należy jak najwcześniej odebrać własną wolę.
                                            Czarna pedagogika dążyła do zaszczepienia dziecku specyficznego spojrzenia na
                                            relacje z innymi ludźmi:
                                            1. Miłość rodzi się z poczucia obowiązku.
                                            2. Można skutecznie zabronić nienawiści.
                                            3. Rodzice z tej właśnie racji, że są rodzicami, zasługują na szacunek.
                                            4. Dzieci z tej właśnie racji, że są dziećmi, na szacunek nie zasługują.
                                            5. Posłuszeństwo wzmacnia charakter dziecka.
                                            6. Poczucie szacunku dla samego siebie jest szkodliwe.
                                            7. Surowość i chłód stanowią dobre przygotowanie do życia.
                                            8. Udawana wdzięczność jest lepsza, niż szczere okazywanie niewdzięczności.
                                            9. Rodzice nie mogą ścierpieć żadnej obrazy.
                                            10. Rodzice zawsze mają rację.

                                            Lektura obowiązkowa!!!
                                        • dynamitee Re: Bene, 24.06.07, 15:29
                                          queenmaya napisała:

                                          > Taka ukrywana przed sobą samą i przed światem prawda, maskowanie jej fałszywym
                                          > uśmiechem, okazywanie rodzicom szacunku na pokaz to nie tylko straszliwe
                                          > zakłamanie. To zatrzymywanie w sobie trucizny, która wcześniej czy później
                                          > zabije. Ale zanim zabije, zatruje następne pokolenia.

                                          tu chyba nie chodzi o to, żeby ukrywać prawdę o rodzicach przed samym sobą i
                                          światem i tłumić w sobie negatywne uczucia. trzeba prawdę wyciągać na światło
                                          dzienne i wyrażać uczucia żalu czy złości w stosunku do rodziców. ważne żeby
                                          tego w sobie nie podsycać i nie pielęgnować w sobie tej nienawiści, bo wtedy
                                          zaczynasz niszczyć samego siebie. w końcu po części jesteśmy naszymi rodzicami,
                                          mamy ich w sobie, czy tego chcemy czy nie. i wydaje mi się, że trzeba
                                          przynajmniej próbować wybaczyć. może nie od razu, ale jak się do tego dojrzeje.
                                          i chcę tu podkreślić: to, że wybaczasz nie oznacza, że akceptujesz i godzisz
                                          się na złe traktowanie ze strony rodziców.
                                          • jagandra Re: Bene, 24.06.07, 18:05
                                            > i chcę tu podkreślić: to, że wybaczasz nie oznacza, że akceptujesz i godzisz
                                            > się na złe traktowanie ze strony rodziców.

                                            Dokładnie.

                                            Te zalecenia czarnej pedagogiki są wewnętrznie sprzeczne:
                                            "3. Rodzice z tej właśnie racji, że są rodzicami, zasługują na szacunek.
                                            4. Dzieci z tej właśnie racji, że są dziećmi, na szacunek nie zasługują.
                                            6. Poczucie szacunku dla samego siebie jest szkodliwe."
                                            Jeżeli ktoś szanuje swoich rodziców, szanuje też siebie i swoje dzieci. A to
                                            tutaj, to jest taki zewnętrzny, narzucony szacunek. Zasada, której się nie
                                            uwewnętrzniło, nie przyjęło w głębi duszy jako własną, którą się przestrzega
                                            tylko i wyłącznie z obawy przed karą.
                                            Czarna pedagogika to wepchnięta do gardła nienawiść do rodziców, którą
                                            przenosimy na dzieci. Nie możemy uderzyć rodzica, bo się go boimy, więc bijemy
                                            dzieci zamiast tego. Tu szacunek jest tylko z nazwy.
                                  • iokepine Re: Bene, 26.06.07, 21:14
                                    bene_gesserit napisała:

                                    > Dlaczego jednak
                                    > mamusia uprzywilejowana, tego nadal, uparcie i tępo nie pojmuje.
                                    >


                                    Za te 9 miesięcy własnego zdrowia i czasu, jakie poświęca dla przyszłego
                                    dziecka, choć nie musi. To naprawdę duży wysiłek, a lista zdrtowotnych zmian
                                    pojawiajacych się przy ciąży - i już pozosających - jest długa.
                                    • queenmaya Re: Bene, 27.06.07, 01:42
                                      iokepine napisała:

                                      > Za te 9 miesięcy własnego zdrowia i czasu, jakie poświęca dla przyszłego
                                      > dziecka, choć nie musi.

                                      Nie idealizujesz przypadkiem macierzyństwa? Naprawdę wierzysz, że "nie musi"?

                                      Nie każda kobieta pragnie mieć dzieci, nie każda (a nawet mało która) zachodzi w
                                      ciążę dlatego, że tego z całego serca pragnie. Może to brzmi paskudnie, ale tak
                                      jest. Świadome macierzyństwo nie jest wcale rzeczą powszechną.

                                      Dawniej nie było żadnych środków antykoncepcyjnych, dzisiaj (od lat 50.tych)
                                      niby są, ale niewiele kobiet w Polsce ich używa, bo podlegają wiadomej
                                      propagandzie. A więc ciąża bardzo często jest dziełem przypadku. I co w razie
                                      wpadki? Która poleci usuwać? Praktycznie - żadna. A więc jak już się w tę ciążę
                                      zaszło, to nie ma wyjścia i trzeba urodzić.

                                      Taka matka z przymusu - jaką ona może być matką? Kochającą? Na pewno nie. Jeśli
                                      maltretuje dziecko, to za co ono ma być wdzięczne? Za to, że w życiu nic mu nie
                                      wychodzi? Że tkwi w szponach nałogów, z których nie potrafi się wyrwać? Że
                                      walczy stale z myślami samobójczymi? Że w końcu próbuje zrobić sobie krzywdę? Że
                                      nie potrafi kochać i być kochane?

                                      Za to wszystko należy się wdzięczność?

                                      Życie w cierpieniu nie ma żadnej wartości.

                                      W końcu nie każdego stać na wysiłek poddania się psychoterapii. Większość ludzi,
                                      których znam nie chce nawet słyszeć o psychoterapii. Bo po pierwsze wydaje im
                                      się, że to jest niezgodne z zasadami ich religii (szacunek dla rodziców nie
                                      idzie w parze z tym co się na takiej terapii odbywa), a po drugie terapia wiąże
                                      się z wielkim bólem, z którym trzeba się odważnie skonfrontować. I ten powód
                                      właśnie sprawia, że ludzie nawet słyszeć o tym nie chcą. Bo to boli, bo wymaga
                                      rozrywania starych, (pozornie) zagojonych ran. A więc nie, bo nie! I żyją dalej
                                      w takim beznadziejnym położeniu, bo lepsze jest znajome piekło, niż nieznane niebo.

                                      Sama jestem matką. Urodziłam i wychowałam na ludzi 3 synów, ale nawet do głowy
                                      by mi nie przyszło żądać od nich szacunku tylko dlatego, że poświęciłam na to 27
                                      miesięcy swojego życia i trzykrotną męczarnię w porodówce. To nie jest
                                      wystarczający powód na szacunku. Mam nadzieję, że szanują mnie za to, że w domu
                                      nie było awantur, toksycznych zachowań ani znęcania psychicznego. A przede
                                      wszystkim za to, że nie bacząc na towarzyszący temu ból poddałam się terapii i
                                      że medytuję po to, żeby nie infekować toksycznością następnych pokoleń.
                                      • jagandra Re: Bene, 28.06.07, 19:39
                                        Jeśli
                                        > maltretuje dziecko, to za co ono ma być wdzięczne? Za to, że w życiu nic mu
                                        nie
                                        > wychodzi? Że tkwi w szponach nałogów, z których nie potrafi się wyrwać? Że
                                        > walczy stale z myślami samobójczymi? Że w końcu próbuje zrobić sobie krzywdę?
                                        Że
                                        > nie potrafi kochać i być kochane?
                                        >> Za to wszystko należy się wdzięczność?

                                        Nie, nie za to. Za to, że żyje i ma szansę.
                                        Piszecie, jak może być wdzięczny ktoś, kto się zabija - widocznie było mu tak
                                        źle z tą matką, że nawet nie chce żyć. Patrząc z drugiej strony - czy ktoś kto
                                        zupełnie tej wdzięczności nie odczuwa może mieć poczucie, że ma prawo żyć?
                                        Serio pytam.

                                        Mam nadzieję, że szanują mnie za to, że w domu
                                        > nie było awantur, toksycznych zachowań ani znęcania psychicznego. A przede
                                        > wszystkim za to, że nie bacząc na towarzyszący temu ból poddałam się terapii i
                                        > że medytuję po to, żeby nie infekować toksycznością następnych pokoleń.

                                        Nie da się nie infekować toksycznoscią następnych pokoleń. Warto i trzeba
                                        pracować nad sobą, by infekować jak najmniej, ale wszyscy mają problemy i nasze
                                        dzieci też je mają i będą miały w przyszłości.
                                    • bene_gesserit Re: Bene, 27.06.07, 09:53
                                      Jestem swiadoma tego, ze ciaza to koszt.
                                      Tyle, ze wiem, iz istnieja matki, ktore rodza wylacznie dla siebie. To jest
                                      wlasne zdrowie i czas, ktorych nie poswieca nikomu innemu, tylko sobie. To
                                      oczywiscie patologia i nie zdarza sie czesto, ale sie zdarza: urodzic sobie
                                      dziecko po to, zeby na rozne sposoby sie nad nim znecac. Wiec zgodzic sie nie
                                      moge.
                                      • iokepine Re: Bene, 27.06.07, 22:03
                                        bene_gesserit napisała:

                                        > Jestem swiadoma tego, ze ciaza to koszt.
                                        > Tyle, ze wiem, iz istnieja matki, ktore rodza wylacznie dla siebie. To jest
                                        > wlasne zdrowie i czas, ktorych nie poswieca nikomu innemu, tylko sobie. To
                                        > oczywiscie patologia i nie zdarza sie czesto, ale sie zdarza: urodzic sobie
                                        > dziecko po to, zeby na rozne sposoby sie nad nim znecac. Wiec zgodzic sie nie
                                        > moge.
                                        >


                                        Hmm, nawet jeśli zachodzą w ciążę dla siebie, to płód, potem dziecko z tego
                                        korzysta.
                                        • bene_gesserit Re: Bene, 27.06.07, 22:25
                                          Chyba, ze uda mu sie zabic.
                                          Chyba, ze spedzi reszte zycia cierpiac, bo zabic sie nie bedzie mialo odwagi.
                                          Itd.
                                        • queenmaya Re: Bene, 28.06.07, 00:04
                                          iokepine napisała:
                                          > Hmm, nawet jeśli zachodzą w ciążę dla siebie, to płód, potem dziecko z tego
                                          > korzysta.

                                          Chyba tylko czysto fizycznie, tworząc materialne ciało. Na pewno nie duchowo ani
                                          psychicznie.
                                          Ja skorzystałam z dobrodziejstwa bolesnej początkowo psychoterapii i żyję nawet
                                          nie najgorzej. Ale moja siostra, która uznała, że nie podda się terapii, bo
                                          powinna być do końca lojalna wobec matki (z którą nota bene do końca życia
                                          toczyła dziką i pełną nienawiści wojnę) jest ofiarą, której już nikt nie zdoła
                                          pomóc. Jest stałą pensjonariuszką szpitala psychiatrycznego, cierpi na
                                          nawracające ciężkie depresje, nawet ma za sobą próbę samobójczą... Tak więc nie
                                          wiem, w jaki sposób płód "korzysta".
                              • jagandra Re: Bene, 22.06.07, 16:00
                                > Jesli ktos kogos cale zycie ranil, jesli go sprowadzil na ten swiat tylko po
                                > to, zeby go ranic, to nikt nie ma _prawa_ domagac sie dla tej osoby szacunku.
                                I
                                > _kazdy_ powinien uszanowac prawo skrzywdzonego dziecka do takich uczuc, jakie
                                > mu sie zywnie podobaja. I nawet nie probowac osadzac, sprzedawac dobre rady i
                                > ciotkoklotkowac, bo pieklo z zewnatrz wyglada zupelnie inaczej niz w srodku.

                                Zgadzam się z tym. Wcale mi nie chodzi o to, by odbierać prawa do uczuć - żalu,
                                złości, nienawiści, rozpaczy. Chodzi mi o to, by nie odbierać _prawa_ do
                                szacunku. Szacunek dla własnej matki nie jest obowiązkiem, jest prawem. Nie
                                wolno ciotkować, osądzać, bo do wybaczenia, chociażby częściowego, człowiek
                                może dojść tylko sam, własną drogą, nie z nakazu. Ale nie wolno też osądzać w
                                drugą stronę, nie możesz komuś powiedzieć "twoja matka jest suką". Możesz
                                powiedzieć "twoja matka bardzo cię zraniła, źle traktowała", to już inny
                                przekaz.
                                Szacunek dla matki to wdzięczność za to, że dała nam życie. Jeśli ktoś tej
                                wdzięczności nie jest w stanie poczuć, może iść przez życie z przekonaniem, że
                                należy mu się tyle, ile wyszarpie, nic za darmo. Albo że nie należy mu się nic,
                                po prostu. A przecież wspaniale jest być obdarzaną, ale żeby się tego
                                dowiedzieć, trzeba umieć brać.
                                To wcale nie znaczy, że mamy powiedzieć: matka postępowała słusznie.
                  • iokepine Re: matka 20.06.07, 12:13
                    Wiesz, takie jest moje doświadczenie. Jak spotkam kiedyś faceta, który nie
                    szanuje włąsnej matki i jest dobry dla swojej partnerki, nie omieszkam się
                    założyc taki wątek. Jak na razie takiego nie spotkałam.


                    www.uni-garden.com
                    • bene_gesserit Re: matka 20.06.07, 22:17
                      Jak spotkam kiedys faceta, ktory szanuje siebie i kazdego innego czlowieka
                      oprocz wlasnej matki, tez nie omieszkam zalozyc o tym watek :P
        • queenmaya Re: Gdzie kobiety... 23.06.07, 18:31
          skrzydlate napisała:

          > no, cos w tym jest, wystarczy popatrzeć jak ktoś traktuje wlasna matkę i juz
          > wszystko wiadomo o takim czlowieku

          Nie ma ani jednego pojedynczego kryterium, na podstawie którego można powiedzieć
          *wszystko* o kimkolwiek. Od każdej reguły są wyjątki, a to nawet nie jest
          reguła. W każdym razie - nie jest to reguła psychologiczna.


          bene_gesserit napisała:

          > Wystarczy popatrzec, jak traktuje slabszych i silniejszych od siebie. Jak
          > zwraca sie do dziecka, kiedy mysli, ze nikt nie widzi. Itd
          >
          > Dla mnie matka to zaden papierek lakmusowy. Dlaczego niby akurat matka?

          Zgadzam się z bene_gesserit totalnie (bo przeczytałam całą tę dyskusję od
          początku do końca).

          Jestem nie tylko córką, ale i matką 3 synów, pewnie niezadługo mogę też zostać
          babcią, więc nie piszę tu żadnych teorii, lecz to, czego sama doświadczyłam.

          Obowiązek szanowania matki jest takim samym dogmatem, jak niepokalane poczęcie i
          fakt, że nie ma zbawienia poza KRK. Tę zasadę wbija się w młode umysły wraz z
          religijnymi dogmatami, co wyłącza u nich zdolność krytycznej jej analizy. Jak
          dla mnie to żadna prawda i żadna mądrość. Z dogmatami się nie dyskutuje, to jest
          tabu, którego łamanie wywołuje irracjonalny lęk przed karą bożą lub społecznym
          odrzuceniem.

          Utrzymywanie w sercu żalu, pretensji, a zwłaszcza nienawiści do wrednej matki
          (czy kogokolwiek innego) jest głupotą, która niszczy nie tego, kogo
          nienawidzimy, lecz samego nienawidzącego. Dlatego matce trzeba przebaczyć. Ale
          nie oznacza to wcale, że się ją automatycznie szanuje, kocha czy sadza na
          piedestale. Uleczyć może tylko prawda, a więc uczciwe powiedzenie sobie, co tak
          naprawdę ta matka zrobiła, przyjęcie tego do wiadomości i podjęcie
          postanowienia, że się jej naśladować nie będzie.

          Matka nosi dziecko 9 miesięcy pod sercem, ale niby gdzie ma nosić, jak nie tam?
          Taka jest biologia. Każdej kobiecie może się zdarzyć ciąża - nierzadko przez
          czysty przypadek. To, że ciąża jest, nie znaczy automatycznie, że jest
          upragniona, a dziecko kochane. Kobiety rodzą, bo boją się skrobaki, grzechu,
          potępienia społecznego lub po prostu nie mają innej możliwości. Zdarza się, że
          kobiety nienawidzą tego, co w sobie noszą, ale nie mają innego wyjścia. Kiedy
          już się w ciążę zaszło i się jej nie usunęło, to nie ma innego wyjścia, jak
          urodzić. Żadna zasługa, raczej normalna kolej rzeczy.

          Nie widzę powodu, żeby szanować osobę, która znęca się nad własnymi dziećmi.

          Nie ma gorszej traumy, niż ta, której przyczyną mogą być źli rodzice, a
          zwłaszcza matka. Taka trauma (a traumą jest już życie płodowe, bo dziecko ma
          świadomość, że matka czuje do niego nienawiść) może zupełnie zniszczyć psychikę
          i doprowadzić dziecko do późniejszych nałogów, wchodzenia w złe, toksyczne
          związki, samobójstwa lub innej autodestrukcji. Nie każdy ma dość mądrości i nie
          każdego stać na to, żeby poddać się psychoterapii. W takim przypadku jego życie
          jest jedną wielką katastrofą.

          Wiem, co piszę, bo się z tym jako astrolog spotykam na co dzień.

          Polecam książkę "Toksyczni rodzice" Susan Forward, Wydawnictwo Jacka
          Santorskiego, to bardzo pouczająca lektura.

          Zwalanie winy na karmę jest wybiegiem łatwym, ale niewłaściwym, bo zwalnia z
          odpowiedzialności za siebie i innych.

          Tego typu toksyczność trzeba leczyć, bo jak pisał Jung: spada ona na następne
          pokolenia niczym klątwa Atrydów.
    • bene_gesserit PS 07.07.07, 23:05
      PS do dyskusji o matkach:
      strasznasztuka.blox.pl/2007/05/Panny-mlode-matki-corki.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka