Dodaj do ulubionych

Miraż. Udar.

09.06.03, 16:39

Gorące popołudnie parzące stopy rozgrzanym podłożem. Chciałbym, by
moje stopy zostały poparzone piaskiem, by małe drobiny ziemi instant
przeciskały się między palcami stóp. Muszę zadowolić się gorącym miastem,
gorącym asfaltem, po którym przeskakuję szybko, nie pozwalając się sobie
zapaść w głąb.
Przeskakuję szybko, nie pozwalając się sobie zapaść w głąb, ślizgam
się po własnych myślach. To zbyt niebezpieczne. Gdzieś jest napisane, że dla
ludzi czujących (asfalt pod stopami na przykład, próbujący udawać, ze jest
miałkim piaskiem) świat nie jest najlepszym miejscem. Być może jest padołem
łez właśnie; być może ludzie za dużo czujący powinni ograniczyć się do
przeżywania kolejnych dni, nie próbując objąć umysłem zbyt wiele.
Nie próbując objąć umysłem zbyt wiele mam za złe budowniczym miasta,
ze nie pomyśleli o tych nielicznych (może dlatego nie pomyśleli?)
jednostkach, które będą chciały wędrować boso. Od czasu do czasu powinny być
trawniki do chodzenia, zielonością (w końcu zielony to zimny kolor) dające
zmęczonym stopom ochłodę. Być może sadzawki z czystą wodą, jak to ponoć ma
miejsce we Francji, by strudzeni wędrowcy (jakże to starożytnie brzmi!) mogli
się obmyć, opłukać, zmyć z siebie pył podróży. Gorący chodnik spalenie mnie
od stóp (do głów?) postawił sobie za punkt honoru.
Za punkt honoru poczytują sobie mijani przeze mnie ludzie nie patrzeć
innym w oczy. Starają się w ogóle nie patrzeć. Wbijają w chodnik zaszklone na
czarno oczy w oprawkach, przypatrują się wystawom, martwo wgapiają w
wyrastające z asfaltu słupy przystanków. Zlewają się w końcu w jednego
człowieka, otępiałego z gorąca, po pas zanurzonego w asfalcie, ospałego,
spoconego. A przede mną, przed duszami moich oczu, wyrasta w końcu upragniony
miraż.
Myśli tracą ciągłość. Wiem, że jest piękny. Wiem, że jest chłodny.
Wiem, że jest nieprawdziwy, bo jest zbyt piękny i zbyt chłodny. Docieram i
dotykam rozgrzaną stopą zimnego kamienia. Ulga przepływa z dołu do góry, ból
przemieszcza się w drugą stronę. I jeszcze tylko z tryumfem obracam się za
siebie, by ujrzeć, że Eurydyka zamieniła się w słup soli.

m,
.y.
----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.
Obserwuj wątek
    • aise_ hmmm... yd. 09.06.03, 17:42
      ładne
      :-)

      ale to znaczy, ze u Was tam chyba gorąco, co nie?
      :-)
      • ydorius hmmm... aise... 09.06.03, 18:09

        transcedentalnie to się wszystko zgaaaadza :-)
        ale upał panuje raczej gdzie przed oczami mózgu mego, niż na zewnątrz. Choć na
        zewnątrz też. :-P

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • aise_ aj si:-) 09.06.03, 18:13

          > ale upał panuje raczej gdzie przed oczami mózgu mego, niż na zewnątrz. Choć
          na
          > zewnątrz też. :-P

          a czy na oczy mózgu Twego można założyć ciemne okulary?:-P
          tak btw - widzialam tu lennonki, ale nie wiem czy szkła nie były za male.
          możesz mi podać wymiary, spidermanie?
          :-)))
    • v.venus Re: Wysoko nad miejską dżunglą 11.06.03, 16:44

      Pamiętaj tylko nie wychodź przez obrotowe drzwi! Pozostawaj zawsze w przyjemnym
      chodzie drapaczy chmur, choćby sięgały one zaledwie ułamka odległości do
      nieruchomego nieboskłonu. Na zewnątrz panuje skwar. Nawet jeśli przebijesz się
      przez pierwszą zasłonę upału, to potem będzie tylko goręcej. Duszne powietrze
      spowolni twoje ruchy, zatka uszy i nozdrza, zaknebluje usta, osiądzie ciężko na
      powiekach. Wszystkie myśli z sykiem wyparują spod czaszki. Będziesz wyglądał
      jak pijany w samo południe. Każdy z nich tak wygląda. Każdy, kogo obserwuję zza
      bezpiecznej tafli szaroniebieskiego szkła. Przybliżam twarz do szyby. Nie widzę
      swojego odbicia; widzę przesuwające się jak w zwolnionym tempie maszyny
      przypadkowo podobne do ludzi. Klima szumi uspokajająco. Spoglądam ku niebu.
      Paradoksalnie z tego miejsca wydaje jeszcze bardziej odległe. Wstaję. Wychodzę
      na korytarz. Marmurowa, zimna posadzka wzmaga stukot moich obcasów. Skręcam w
      prawo, mijam grupę znajomych nieznajomych. Uśmiechają się do mnie bezwiednie, a
      nad każdym z nich unosi się cienka wstążka niebieskawego dymu wciągana szybko
      przez cicho mruczący wentylator. Znowu skręcam i jestem już przy windach.
      Naciskam srebrny przycisk i jedna z wind otwiera przede mną swe przepastne
      wnętrze. Wkraczam w nie bez lęku. Drzwi zamykają się bezszelestnie. Krótki szum
      w uszach i cichy gong informuje mnie, że jestem na miejscu. Wychodzę. Sztuczna
      zieleń koi oczy. Niewielka sadzawka pluszcze na środku „oazy”. Przechodząc obok
      zanurzam od niechcenia w wodzie końce palców. Oaza kończy się drzwiami. Dwie
      olbrzymie tafle, które nie reagują automatycznie, gdy podchodzę do nich. Ujmuję
      stalowe, solidne uchwyty i zadziwiająco bez wysiłku rozsuwam szklane
      powierzchnie. Zakładam okulary i wstępuję na odkrytą przestrzeń. Robię kilka
      kroków i przechodzę schodami na najwyżej położoną część tarasu. Lot już tutaj
      jest; siedzi niebezpiecznie blisko granicy "światów". Jego lekko odchylona
      sylwetka zakłóca horyzontalną równowagę. Siadam obok i przez polaroidowe szkła
      próbuję znaleźć punkt na nieboskłonie, w który Lot prawdopodobnie się wpatruje.
      - „Jak żona?” – pytam.
      - „Wciąż słona” – odpowiada – „i łatwo się wzrusza podczas deszczu. Wcześniej
      nie była taka czuła, A ty?”.
      - „Ja właśnie tylko podczas deszczu.” – mówię z uśmiechem.
      - „Kamuflujesz się.”
      - „Nie, to dlatego, że czuję się wtedy tak...”
      - „...pomnożona przez każdą kroplę.” – kończy za mnie Lot.
      Milczymy. Patrzymy na niebieską pustynię i myślimy - o czymś równie odległym a
      zdawałoby się, że na wyciągnięcie ręki. Niebo powoli zaciąga się kłębiastymi
      cumulusami.
      - „Dziś już nie będzie padać.” – zauważam.
      - „Masz rację.” – wzdycha Lot – „Pora wracać. Wiesz? Czasem zazdroszczę
      Odysowi...”
      - „Bo zawsze się dochodzi, gdzie indziej niż się chciało.”

      __
      VVenus

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka