mgla_jedwabna
24.07.07, 20:11
Czuję się zagrożona- mam sąsiadkę, która jest prawdopodobnie chora (demencja albo coś podobnego) i mi grozi oraz utrudnia życie na inne sposoby. Nie wiem, co mam robić.
Mieszkam z chłopakiem w bloku od kilku miesięcy. Sąsiadka przez ścianę, oba mieszkania na parterze. Wcześniej mieszkanie zajmowali dziadkowie mojego R. i im też dokuczała (wyzywała), wydzierała się na mojego chłopaka bez powodu gdy jako dziecko przychodził pobawić się do dziadków. Jest skłócona z większością lokatorów tego niewielkiego bloku.
Do mnie miała pretensje właściwie od początku- pewnego dnia zrobiła awanturę pod drzwiami (przeciągłe dzwonienie do drzwi, krzyki), że za późno się kąpiemy i ona przez mnie nie może spać. Nastąpiło to godzinę po tym, jak poszłam spać, więc odbieram to jako czystą złośliwość. Wezwaliśmy straż miejską, która m.in. pouczyła tę panią, że odgłosy domowe nie stanowią wykroczenia ("a we własnym mieszkaniu każdy może się kąpać o której zechce"), natomiast awantura, którą zrobiła- już tak. Ponieważ był to pierwszy tego rodzaju "wyskok", skończyło się na pouczeniu. Powiedziała przy tym strażnikom wiele kłamstw (że- kłopoty zaczęły się wraz z moim wprowadzeniem się- jak było naprawdę- patrz wyżej; że musi wstawać o 6 rano- nie musi, jest na emeryturze, że hałasuję SPECJALNIE jej na złość, zapytała jakim prawem ja tam mieszkam?- co odbieram jako naruszenie swojej prywatności). Do dzisiaj zdarza jej się stukać różnymi przedmiotami w scianę lub koło niej akurat wtedy, gdy biorę prysznic.
Napisała skargę do zarządu spółdzielni, że hałasujemy w nocy (pomimo pouczenia straży miejskiej) wraz z lokatorką z drugiego piętra. Ciekawe jak mielibyśmy dokuczać hałasem lokatorce z drugiego piętra? Nie urządzamy imprez, nie puszczamy muzyki po 22 ( a wcześniej cicho- słuchamy głównie klasyki). Napisała, że zalaliśmy komuś piwnicę- spółdzielnia wysłała hydraulików, którzy stwierdzili, że żadnego zalania nie było.
Kopnęła naszego kota, któremu udało się wymknąć przed drzwi wejściowe i wrzasnęła "proszę stąd zabrać tego kota!". Jej pies to co innego oczywiście. Świadkiem tego ostatniego była mam mojego chłopaka.
Dzisiaj wydarła (tak, to jest to słowo) się na mnie, że chodzę po trawniku po jej oknem! Odpowiedziałam, ze trawnik ani chodnik nie są jej prywatną własnością. Za chwilę przechodziłam tamtędy znowu razem z mamą mojego chłopaka- wydarła się na mnie znowu, na co znowu usłyszała to samo ( że mieszkam tak samo jak ona i mam takie same prawa). Na co usłyszałam, że jestem dla niej nikim więc nie bedzie ze mną dyskutować, nie będę JEJ chodzić po trawniku (chyba wyobraża sobie, że wszystko, co robię, robię ze względu na nią),wszyscy żyli zgodnie, póki mnie tam nie było (kobieta skłócona z większością bloku!- ciekawą miała minę, jak jej przypomniałam dziadków mojego R.), że chcę niby wszystkimi rządzić (ona chce i jest wściekła, że się nie udaje), że jak nie odejdę natychmiast, to poleje mnie wrzątkiem z okna! Na co odpowiedziałam, że w takim wypadku będzie policja i sąd. I poszłam, bo nie warto było ciągnąć tej "rozmowy". Matka chłopaka została.
Za chwilę przyszła i powtórzyła mi resztę, a ja dopiero wtedy zaczęłam się bać. Pomijam bzdury typu, że niby opiekowała się umierającą babcią R. i spać nie mogła po nocach z jej powodu... (jak było naprawdę, pamięta cała rodzina R.). Ale porządnie wystraszył mnie tekst, że niby jestem czarownicą i wysmarowałam jej drzwi aerozolem, żeby ją otruć!
I teraz to ja się naprawdę boję, ponieważ żyję drzwi w drzwi z chorą psychicznie kobietą, która mi grozi (ten wrzątek). Nie wiem, co będzie, jak ją spotkam na klatce schodowej. Może jutro do moich drzwi zawita policja, bo podobno biegałam za starszą panią z nożem? Może w spóldzielni się dowiedzą, że kradnę? A może ktoś przebije opony mojemu R.?
Ta kobieta potrafi być agresywna. Opiekuje się swoimi wnuczkami- kiedyś wypchnęła ośmioletnią (na oko) wnuczkę na klatkę schodową z mieszkania, do dziecka w wózku potrafi się odezwać "zamknij się, bo dostaniesz w papę". Jestem przekonana, że ona bije te dzieci, ale nie zawiadamiam policji, bo nie mam dowodów, a domysły w tej sytuacji (konflikt) mogłyby być uznane wyłącznie za nękanie z mojej strony.
Dziękuję za cierpliwość wszystkim, którzy dotarli do końca. A ekspertów pytam- co można robić w takiej sytuacji?