Dodaj do ulubionych

Moje smutki

02.08.07, 12:17
Jestem mężatką od kilkunastu lat. Kilkakrotnie słyszałam, że mąż mnie nie
kocha. Mówił mi to, chociaż zachowuje się w stosunku do mnie lepiej niż nie
jeden codziennie zapewniający żonę o swojej miłości. Uważam, że czyny nie
słowa, ale...
Niedawno dowiedziałam się że miał romans z podwładną. Moja decyzja była
prosta - odchodzę. Ale wtedy wpadł w panikę, obiecał że z nią skończy, nie
rozwalajmy świata dzieciom, będzie mnie szanował itd. Uwierzyłam, może nie,
ale to nieistotne. Po prostu przy najbliższej okazji, gdy dowiem się o
zdradzie, nie zawaham się przez moment.
Emocje opadły. Uwierzyłam w jego jako człowieka, z prawem do wad, słabości,
itd. Może gdybym miała okazję też bym się wpakowała w podobną sytuację?
Ale teraz jest tak, że mam wrażenie że on stracił sens życia. To że został ze
mną jest wymuszone. Ona, mężatka bała się obciachu, plotek, rodziny. Chyba
wcale nie kochała go tak mocno jak on ją, bo byliby dalej razem. A tak myślę,
że on się czuje porzucony przez nią pod moją presją.
Nie mam mu nic do zarzucenia: punktualny, uczynny, nie pije, nie biję tylko...
No właśnie taki sztuczny. Jak będzie dalej nie wiem, czy jest jakiś sens tego
małżeństwa. Myślę że nie ja jedna zabrnęłam w coś takiego. Nie wiem czy to
jest już obojętność, bo jeszcze jakieś emocje w nas są.
Mam kilka teori na ten temat:
- mam lepsze stanowisko i wyższe zarobki niż mój mąż, więc to go wkurza i m.
in. dlatego dowartościowywał (ale słowo) się z laską z pracy. Ale zazrdość w
małżeństwie?!
- jest DDA, bez zdolności okazuwania uczuć komukowiek, własne dzieci go
drażnią,
- zatrzymał się w rozwoju na ok. 18 roku życia, nawet muzyka z tamtych czasów
najbardziej go interesuje. Jakby nie chciał dorosnąć, spojrzeć w oczy
dorosłemu życiu.
I jak tu dalej żyć? Zainteresowania zawsze mieliśmy różne. Podróżowałam sama,
albo z dziećmi, to on to wykorzystywał na randki. Teraz to mi się nawet nie
chce z domu wychodzić. Jesteśmy razem, tylko nie wiem po co. Dzieci są
szczęśliwe że nieco się między nami uspokoiło, on pewnie myśli że jest ok.
ALE JA ZWARIUJĘ Czy za dużo oczekuję, życie to nie bajka. Może być gorzej,
wiem. Nie wiem tylko czy tak już ma być. W tej chwili nawet nie wiem czy ja
go jeszcze kocham. Jesteśmy razem, bo tak wyszło, mogłam trafić gorzej.
Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • pandory.cipuszka Re: Moje smutki 02.08.07, 12:35
      ja uważam, ze życie masz jedno, i nie nalezy go marnować na kogoś, z kim nie do
      końca chgce się żyć... ale to moja teoria, i tą teorią zraniłam kiedyś jednego
      kolegę , co prawda po 5 latach zwiazku, ale nadal mnie sumienie dręczy... z
      drugiej strony spotkałam kogoś, z kim na pewno chcę być...
      trzeba być trochę egoistą, przecież każdy dzień z Twojego życia jest ważny, po
      co okłamywac siebie i męża, że małżeństwo to dopbro dzieci... dzieciom będzie
      lepiej jak będziecie oboje wolni ale szczęśliwi, a myślę, ze te dzieci nie są
      już malutkie i zrozumieją sytuację.
      • jaguska15 Re: Moje smutki 02.08.07, 12:41
        Dzięki, ale jak z nim zerwę i będzie jeszcze gorzej? Teraz to przynajmniej raz
        na jakiś czas jest się do kogo odezwać. Sprzedać mieszkanie, dzielić samochód i
        kredyty, ale to są tylko rzeczy....
        Dzieci nie małe, ale małe jednocześnie. Mama, tata to cały świat. Nic się nie
        dzieje tylko mamie zrobiło się duszno.
        • pandory.cipuszka Re: Moje smutki 02.08.07, 12:47
          widzisz, bo nam na forum jest łatwo mówić, my tego nie przeżywamy, nie
          czujemy... tylko obserwujemy i móimy na trzeźwo co lepsze, według nas
          oczywiscie...
          tak na prawdę Ty musisz być gotowa aby odejść, póki co,m chyba nie jesteś... A
          dlaczego miałoby być gorzej jak odejdziesz? Gorzej będzie tylko przez parę
          tygodni, miesięcy, bo zawsze jest smutno :( ale z czasem bedzie coraz lepiej
    • butterflymk Re: Moje smutki 02.08.07, 12:38
      uważam że i tak za długo czekałaś
      gratuluję, podziwiam, trzymam kciuki i pamiętaj,
      jesteś super odważną kobietą i całe życie przezd Tobą, więc
      po co się męczyć z kims kto nie umie Cie traktować dobrze ?
    • aserath Re: Moje smutki 02.08.07, 12:46
      nic nie jest takie proste jak być powinno, a to dlatego ze sami to sobie
      komplikujemy. Moim zdaniem powinnaś nie tyle rzucić męża, co zmienic
      nastawienie. Nie myśl: on, my. Myśl: ja. Przekieruj swoją energię na realizację
      marzeń, na hobby itd. Sytuacji w jakiej się znalazłaś nie da sie rozwiązać ot
      tak - zwlaszcza ze i tobą nie targają konkretne emocje tylko jakaś dziwna
      mieszanka współczucia, zależności (nie finansowej, bardziej wsparcie w sprawach
      codziennych), przyzwyczajenia, moze jakies resztki utraconej milości.
      Powinnaś zając się sobą, Nie patrz na męża, nie zastanwiaj się co on czuje, nie
      analizuj. Po prostu zajmij sie sobą, Dbaj o poprawne stosunki, ale sie nie
      narzucaj. Nie myśl"moze być gorzej", myśl "jest coraz lepiej".
      Czy mąż chodził kiedyś na jakąś terapię dla DDA? To by sie na pewno przydało. W
      stanach są nawet zrzeszenia rodzin DDA - dla żon, czy mężów, ale czy coś takiego
      jest w polsce to nie wiem.
      • jaguska15 Re: Moje smutki 02.08.07, 13:03
        Wiem, że dla mnie JA jestem najważniejsza. Myślę co będzie za ileś lat jak
        usamodzielnią się dzieci i co wtedy. Zostaniemy we dwójkę???????
        Miałam hobby, ale jak nie poświęcałam jemu wystarczająco dużo czasu to poczuł
        się odstawiony na boczny tor i znalazł sobie kochankę. Nieprzypadkowo kobietę
        rozumiejącą jego problemy zawodowe, zapatrzoną w jego bezkrytycznie - bo szef.
        Dla mnie to było upokorzenie, nie chcę się godzić z tym że on kogoś ma. Bo jak
        jesteśmy razem to nie powinien mieć. Normalne. Ale to może właściwość DDA, że
        potrzebują uwagi, zainteresowania, pochwał. Tak mi to pasuje, ale oczywiście
        nigdy nie było kowy o żadnej terapii.
    • ingeborg Zastanawiam się czy któraś z was była w sytuacji 02.08.07, 13:39
      dziecka rozwodzących się rodziców. Tak, to prawda że mama i tata to cały świat,
      i zniszczenie tego sprawi że stracą życiową równowagę. Skoro nawet na rodzicach
      którzy zawsze byli razem nie można polegać to na czym można? Nic nie jest pewne
      do wszystkiego trzeba podchodzić nieufnie i z rezerwą, żadne wartości nie są
      twałe.
      Własnie to wyniosą z tej historii Twoje dzieci.
      • butterflymk Re: Zastanawiam się czy któraś z was była w sytua 02.08.07, 13:45
        zalezy od rodziców czy dzieci stracą równowagę zyciową.
        co z tego ze się rozwiodą jak mogą podwójnie wykazywać że im zalezy na
        dzieciach..
        to lepiej niech dzieci widzą jak rodzice się traktują i wyczuwaja puste uczucia
        żeby sobie je kodować i powielac nie daj boże.
      • jaguska15 Re: Zastanawiam się czy któraś z was była w sytua 02.08.07, 13:48
        Właśnie.
        Więc chyba podduszona, co chwilkę łapiąc odrobinę tlenu żeby żyć, będę czekać
        na dalsze wydarzenia. W między czasie coś szperam o DDA. Może gdzieś było coś
        ciekawego. Podrzućcie jakiś link.
    • rasgeea Re: Moje smutki 02.08.07, 13:46
      nie zgodzę się. mam znajomych ktrych rodzice rozwiedli sie gdy byli mali i co?
      wcale nie wyniesli tego o czym piszesz. wiec nie wsadzaj wszystkich do jednego
      worka. poza tym, troche bez sensu byc z kims neszczesliwym tylklo dla dzieci.
      predzej czy pozniej one i tak wyczują że coś jest nie tak..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka