Dodaj do ulubionych

mam smutny problem :(((

01.08.03, 20:26
Przede wszystkim witam, bo nie jestem tu częstym gościem i raczej czytam niz
piszę.
Mam smutne zycie. :(((((
To znaczy, nie jest źle ogólnie. Mąż jest bez zarzutu,a nawet wybija sie
ponad przeciętność, dzieci fajne, perspektywy optymistyczne itd.
Tylko brak mi seksu, a raczej ochoty na seks. Czytam sobie jak tu piszecie o
ty, że nie możecie zyc bez seksu, że tesknicie, cieszycie sie. A ja wam
zazdroszczę. Bardzo zazdroszczę
Kiedyś było lepiej - tzn. przed ślubem, dziećmi itp. Choć wtedy moje ciało
nie zawsze doznawało orgazmów. Teraz jest łatwiej, ale nie ma we
mnie ...ochoty na to.Nie byłam dziewicą zanim poznałam męża. Przeżyłam kilka
goracych miłości w życiu. Za mąż wychodziłam w wieku 26 lat (z miłości)
Czy któras z Was przezywała to podobnie? Chodzi mi o to, że jak juz ulegnę
(żal mi mojego męża, wiecie) i łaskawie zgodze się na zbliżenie, to sprawia
mi to przyjemność. Prawie zawsze kończy się to szczytowaniem. Problem w tym,
że zawsze czuję irytację przed. Nie cierpie zalotów, starań itd. Chyba seks
kojarzy mi sie z czyms złym.
Skończyłam juz 40 lat. Myślałam,że to się zmieni,naprawi ale nic z tego.
Coraz częściej żal mi, że coś mnie (nas) omija. Bardzo żal mi męża, mam
poczucie winy, ale nie umiemsie przemóc, choc on się tak wytrwale stara -
jest b. pomysłowy, bez zahamowań, cierpliwy, itd.
Czasem dopada mnie lęk, że mnie zostawi - jest przystojny, podoba sie
kobietom, czesto dużo młodszym.
Nie wiem, co mam robic. Czy któras z was korzystała juz z porad seksuologa?
Bo myslę, że w końcu udam się po pomoc do specjalisty
Obserwuj wątek
    • linkamocwiatru Re: mam smutny problem :((( 01.08.03, 20:40
      Jakbym widziała siebie. Mam 30 lat, zaczeło sie po urodzeniu dziecka, zero
      sexu w czasie ciazy (zakaz medyczny) a potem to juz brak potrzeb. Jest jak
      mówisz, w trakcie sie podoba, ale zeby zaczac trzeba chciec. U mnie tym gorzej
      ze mąz czeka na moją inicjatywe, wiec jest to wrecz smieszne. Licze dni, kiedy
      było ostatni raz, sucho stwierdzam ze przydałoby sie znowu(facetowi nie mnie),
      wiec ruszam do boju i udaje jaka jestem napalona. Brrr...Pomaga lampka
      koniaku, czasem jakis filmik, ale ile tak mozna.
      Z tym ze ja mam raczej jakies negatywne podejscie do sexu, kojarzy mi sie z
      jakims takim odruchem zwierzecym czy co, wcale nie martwi mnie jego brak.
      Zaznaczam ze kiedys było inaczej. Nie krecą mnie inni faceci wcale. Poza tym
      mam jednak pewne zale do mojego faceta i byc moze jak to sie wszystko
      nałozyło, to jest jak jest. Oczywiscie tez mnie straszy ze poszuka innej, ale
      on jest duzo starszy, wiec jakos nie wierze.
      U sexuologa nie byłam, nie meczy mnie to na tyle, by szukac porady. Mysle ze
      bardzo wiele kobiet przechodzi to samo, a posty pochodza zapewne od par
      krótkotrwałych, gdzie przede wszystkim zmysły żądzą. Teraz wiem ze miłosc to
      chemia, która z biegiem lat sie ulatnia, takie zycie.
      • polllinka Re: mam smutny problem :((( 01.08.03, 20:49
        ojej, jak Ci wspólczuję - i podziwiam za te spektakle namiętności
      • Gość: muniek Re: mam smutny problem :((( IP: *.com.pl 04.08.03, 16:00
        Jakbym słyszał moją byłą już nażyczoną a obecnie żonę.
        Nie wiem czy to było jedyna przyczyna ale wszystko przeszło
        po odstawieniu pigułek.
        m.
    • Gość: hania Re: mam smutny problem :((( IP: *.virnxx1.adsl.tele.dk 01.08.03, 20:42
      nie uwazam ze rozmowa z seksuologiem jest czyms niedobrym. Jest dowoem na to ze
      chcesz cos z tym zrobic - ulepszyc. ale zanim udacie sie na porade porozmawiaj
      szczeze z mezem..
      powodzenia
      • polllinka Re: mam smutny problem :((( 01.08.03, 20:47
        alez my mamy wszystko obgadane, zanalizowane, pro.by, zmiany, eksperymenty,
        mnóstwo literatury itd.
        pomaga na moment
        a w rezultacie coraz mniej sie chce
        • moniorek1 Re: mam smutny problem :((( 01.08.03, 20:50
          Zagladnij w swoja skrzynke meilowa.
          • polllinka Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 13:19
            dzięki moniorku :-)
    • polllinka Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 13:24
      w nocy połaziłam sobie po róznych czatach - oczywiście na tych z seksem w
      tytule po kilkaset osób, a na innych mniej towarzyskich a bardziej
      tematycznych - pusto
      i tak sobie pomyslałam, dlaczego tyle ludzi (rozpiętość wieku od lat kilku po
      kilkadziesią) zamiast spać albo rzeczywiście realizowac swoje marzenia -
      świntuszy pezez net?
      jedno wielkie udawanie
      jedna wielka gra
      jedno wielkie chwalipięctwo
      seks to mit - jak Św. Mikołaj jak polska tolerancja jak Atlantyda i jak mądra
      starość :(((
      niestety
      • Gość: jendza Polllinko, mysli mi sie IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 02.08.03, 13:51
        ze Twoj problem jest znacznie glebszy, niz tylko problem
        z 'seksem'.
        Moge sie oczywiscie mylic, jak i w przekonaniu, ze
        seksualny aspekt egzystencji to tylko JEDEN Z WYMIAROW
        naszego zycia, na ktory to wymiar w znakomitej wiekszosci
        naszych klinicznych przypadkow maja wplyw zupelnie fundamentalny
        wszystkie inne wymiary tegoz zycia....

        Innymi slowy - raczej nie moze byc radosci z seksu, gdy
        nie gra gdzie indziej..., w jakichs podstawach zupelnych...
        Z Twego ostatniego postu przebija taki gleboki, nieprzebrany
        smutek... I nie zamierzam wcale polemizowac z tym, co napisalas,
        bo NA PEWNO masz racje... To znaczy TAKA WLASNIE jest TWOJA
        optyka.... w tym momencie.
        Warto sobie samej zadac pytanie: DLACZEGO???

        Moze byc wiele odpowiedzi, od tej najbardziej trywialnej,
        ze na przyklad brak Twemu organizmowi magnezu chocby,
        stad nastroje depresyjne (wszak niechec do seksu -upraszczajac
        oczywiscie - to wyraz niecheci do ZYCIA w ogole...), a chemia ma
        wplyw niebagatelny na nasze nastroje...
        Moze sie tez okazac, jak dobrze poszukasz, ze... no nie wiem...
        Zdarzylo sie cos bardzo dramatycznego w przeszlosci Twej,
        co teraz Cie wiezi..., albo szczesliwe podobno zycie
        z mezem wcale takie szczesliwe nie jest...
        ALbo masz mu do zarzucenia cos naprawde powaznego...
        Albo masz to do zarzucenia... sobie...

        NIE WIEM.
        Jedyna osoba, ktora WIE, jestes TY.
        Tylko pytanie: czy naprawde CHCESZ wiedziec???

        POZDRAWIAM SERDECZNIE,
        i kciuki trzymam za poszukiwania i ich efekty:)))!
        jendza
        • polllinka jendza :))) 02.08.03, 16:04
          dzięki za magnez - rzeczywiście warto sprawdzić
          przyznam Ci się, że cos niepokojącego było dla mnie w Twoim poście - boje sie
          tego, co kiedyś mogło byc, a ja nie pamiętam - jakoś uciekam od tych myśli, a
          juz kiedyś ktoś czy cos wskazywało na źródła przyczyn własnie w dawnej
          przeszłości - ale boje się
          • Gość: jendza Lek IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 02.08.03, 22:09
            moze byc wskazowka:(.
            Wiesz Polllinko, nie jestem ani psychologiem,
            ani psychiatra tym bardziej.
            ALe tak na wyczucie rzeklabym, ze Twoj strach
            przed tym, co MOGLO sie wydarzyc w przeszlosci,
            moze swiadczyc o tym, ze rzeczywiscie tam
            nalezy szukac...:(
            Rozne rzeczy nam sie przydarzaja w zyciu,
            bardziej lub mniej straszne. Moje wlasne
            doswiadczenie nauczylo mnie, ze TRZEBA
            ze WSZYSTKIM stanac twarza w twarz,
            zrozumiec, zaakceptowac - nie to, ze
            ktos/cos nas skrzywdzilo, ani tez
            niekoniecznie tego, kto to zrobil...
            Trzeba ZAAKCEPTOWAC WLASNA HISTORIE.
            Przed pewnymi sprawami nie da sie uciec.
            Im bardziej sie czlowiek stara, tym
            bolesniej go dopadaja...:(( i to do tego -
            w najmniej pozadanych momentach...
            Papiez powiada stale, bysmy sie nie lekali...
            Mysle, ze te slowa sa skierowane do nas
            wszystkich, i do wszystkich lekow...
            Zeby jednak okielznac lek, trzeba
            przestac uciekac. Zatrzymac sie...
            odwrocic... i spojrzec w twarz temu,
            co goni...
            I naprawde moze sie okazac,
            ze nie taki diabel straszny...:))

            Czego Ci zycze:))
            pozdrawiam
            j.
    • anahella Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 14:01
      Mysle, ze seks rodzi sie w glowie. Jezeli nie ma na niego ochoty, to
      prawdopodobnie twoja glowa zajeta jest jakimis problemami, kotre pozornie nie
      maja zwiazku z seksem. MOze bys przemyslala co jest w tej chwili Twoim
      najwiekszym problemem? To moze byc problem bardzo delikatny, taki troche
      nieuchwytny.

      Brak seksu nie musi byc przyczyna sama w sobie, tylko skutkiem czegos innego.
      • chlebia Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 14:36
        Ja mam chyba jeszcze gorzej, bo mam dopiero 26 lat i już nie mam ochoty na
        seks, nudzi mnie, pieszczoty wkurzają. Nic nie działa. A za kilka miesięcy mamy
        załatwiony ślub. Czuję się potwornie, bo też cały czas gram, a jak odmawiam, to
        on ma zły humor i jest dla mnie obojętny. Mam mu to za złe, bo nie wierzę, że
        każdym facetem żądzi fizjologia. Przecież seks nie jest najważniejszy. Nie
        wiem, czasem mam ochotę nie wychodzić za niego...
        • chlebia Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 14:38
          chlebia napisała:


          > każdym facetem żądzi fizjologia.

          Rządzi oczywiście, to z tych nerw ;)
          • polllinka Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 16:11
            to straszne, co piszesz
            wiesz, potem, po slubie nie będzie lepiej - będzie gorzej - tak mi sie wydaje
            kiedy miałam 26 lat to seks był dla mnie ważniejszą częscią życia - ja to
            naprawde lubiłam, byłam dumna ze swojego ciała, dumna z umiejętności, dumna z
            odwagi i stylu i dumna z partnerów (nigdy nie miałam pecha, nie trafiałam na
            byle kogo - zawsze byli fajni i przed i po)
            nie wyszłabym za mąz za człowieka, z którym nie lubię sie kochać
            bo pomyśl, jacy będziecie dla siebie np. za 5, 10 czy 20 lat?
        • olek_m Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 20:05
          chlebia napisała:
          > każdym facetem żądzi fizjologia. Przecież seks nie jest najważniejszy.

          Seks jest najwazniejszy!
          > wiem, czasem mam ochotę nie wychodzić za niego...

          NIE WYCHODZ ZA NIEGO! To bedzie malzenstwo katastrofa, poczekaj na takiego,
          przy ktorym bedziesz mokra, jak tylko wezmie cie za reke.
        • summa Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 21:02
          Chlebia - Olek ma rację. Nie wychodź za niego! Twoje ciało samo daje Ci znak,
          że to nie jest TEN facet.
          Wychodząc z takiego punktu startowego - może byc tylko gorzej.
        • an_ni Re: mam smutny problem :((( 04.08.03, 12:20
          nie wychodz za niego ! ludzie musza byc dopasowani seksualnie rowniez! a moze i
          przede wszystkim
          ja mam duzy temperament a moj facet na mnie coraz mniej dziala i sie mecze,
          czuje ze nie umiem sie juz z nim podniecic a jednoczesnie mam ogromna ochote na
          seks, pomysl co bedzie za pare lat - masz jeszcze te szanse ja juz tylko
          ostateczne wyjscia ...
        • matrek Fakt 06.08.03, 04:50
          Nie kazdym facetem rządzi fizjologia i nie seks jest najwazniejszy w życiu, ale
          seks jest integralna i bardzo wazna czescia zycia. Twoj problem polega jednak
          na tym, ze masz negatywny stosunek do seksu jako takiego. Czytajac Twoj post,
          mam wrazenie, ze dla Ciebie seks jest czyms podlym, czymś ponizej ludzkiej
          godnosci - czymś, czym ludzie na wysokim poziomie się nie plamią, jesli zas
          ktos lubi seks, jest ludzkim prymitywem, ktoremu zalezy na wyżyciu się jedynie.

          Tymczasem, seks pomiędzy dwojgiem kochajacych się ludzi, oprocz mniej lub
          bardziej zwykłej rozkoszy, jest czymś pięknym, wręcz wzniosłym. Jedną z tych
          niewielu rzeczy, ktore zblizaja do siebie ludzi jak nic innego. Wydaje mi sie,
          ze udany seks jest sine qua non udanego i szczęśliwego związku, choć z całą
          pewnością, sam jedynie udany seks, nie wystarczy aby zbudować szczęśliwy
          związek.

          Twoje życie, to - rzecz jasna - Twoja sprawa, ale sadze za Ty osobiście
          masz troche do przemyślenia, jeszcze przed swoim ślubem.
          • takie_zycie Re: Fakt 08.08.03, 11:40
            Wiesz, ja sądzę, ze w ogóle nie rozumiesz na czym polega ten problem...

            matrek napisał:

            > Nie kazdym facetem rządzi fizjologia i nie seks jest najwazniejszy w życiu,
            ale

            oczywiście, ze nie każdym , np. impotentem pewnie nie... Seks nie jest
            najważniejszy, ale jest wpisany w naszą naturę i każdy, nawet impotent (czy w
            wydaniu żenskim to impotentka?) ma zakodowany przymus prokreacji...cóż, nie ma
            się co oszukiwać- jesteśmy zwierzętami, na nieco wyższym stopniu rozwoju (choc
            od małp różni nas ponoc tylko ułamek procenta genotypu), ale zawsze. Jesli
            Chlebia pisze:"kazdym", to sądzę, ze jest po prostu zdesperowana, rozdrazniona
            i bezradna. Nie wydaje Ci się?

            > seks jest integralna i bardzo wazna czescia zycia.
            tak, muszę się z Tobą zgodzić. Jak myslisz, dlaczego tak wiele kobiet uważa to
            za SWÓJ problem, swoj znaczy nie tylko faceta, który nie dostaje, tego co mu
            się słusznie nalezy, ale po prostu nasz kobieco-odpowiedzialny. Dlaczego
            wszystkie z nas zamęczają się wyrzutami sumienia? Dla mnie nie jest problemem
            brak seksu jako taki, jest natomiast problemem ewentualny rozpad związku, nad
            którym pracowałam razem z moim facetem kilka lat.Boję się, ale czy uda mi się
            tego uniknąć bez wypełniania "obowiązków małżenskich" ? Jesli nie, nie będę
            miała zalu do mojego faceta, męczymy się oboje. Jesli tak...będziemy się męczyc
            nadal, bo ja nie widzę wyjscia z tej sytuacji (o seksuologach juz trochę
            pisałam). Nie doskwiera mi brak seksu, powtórzę to raz jeszcze, ale mały
            szantaz emocjonalny jaki przy tej okazji faceci uprawiaja, juz tak.Dochodzi
            jeszcze kwestia dotrzymania wiernosci..Wiesz, czasem to nawet wolałabym , zeby
            poszedł na panienki. Jednak nie zniosłabym zdrady z zaangazowaniem, a przeciez
            nie moge tego wykluczyc. Nie nadaję się z pewnością na cierpiącą, anegdotyczną
            wręcz, żonę...
            to zbyt skomplikowane sprawy, by załatwic je mogły Twoje estetyzujące wywody w
            stylu:
            >Twoj problem polega jednak
            > na tym, ze masz negatywny stosunek do seksu jako takiego. Czytajac Twoj post,
            > mam wrazenie, ze dla Ciebie seks jest czyms podlym, czymś ponizej ludzkiej
            > godnosci - czymś, czym ludzie na wysokim poziomie się nie plamią, jesli zas
            > ktos lubi seks, jest ludzkim prymitywem, ktoremu zalezy na wyżyciu się
            jedynie.
            >
            > Tymczasem, seks pomiędzy dwojgiem kochajacych się ludzi, oprocz mniej lub
            > bardziej zwykłej rozkoszy, jest czymś pięknym, wręcz wzniosłym. Jedną z tych
            > niewielu rzeczy, ktore zblizaja do siebie ludzi jak nic innego. Wydaje mi
            sie,
            > ze udany seks jest sine qua non udanego i szczęśliwego związku, choć z całą
            > pewnością, sam jedynie udany seks, nie wystarczy aby zbudować szczęśliwy
            > związek.

            My to wiemy, matrek, wytłumacz to proszę mojemu ciału, bo umysłowi sama tez
            potrafię...I nie chcę juz słyszec o zmianie faceta, na takiego, który
            sprawi "samym trzymaniem za rękę, ze będę mokra"- obrzydliwe okreslenie, tak
            przy okazji (wiem, nie Twoje).To jest najprostsze wyjscie, a czy ktoś moze mi
            zagwarantowac, ze nawet jesli juz go znajde, będę "chciała" jeszcze kilka lat?

            > Twoje życie, to - rzecz jasna - Twoja sprawa, ale sadze za Ty osobiście
            > masz troche do przemyślenia, jeszcze przed swoim ślubem.

            A co ona innego robi?

            pozdrawiam aseksualnie :)

            p.s.darujcie, jesli kogos uraziłam zbyt dosadnym językiem
      • polllinka Re: mam smutny problem :((( 02.08.03, 16:12
        ale to trwa juz wiele lat - inne problemy pojawiały się, znikały, a tylko to
        jest takie wierne
    • Gość: mag Re: mam smutny problem :((( IP: *.ynet.pl 02.08.03, 16:26
      strasznie tu smutno... :( ja mam 25 lat i muszę napisać, że też miałam takie
      momenty, że te wszystkie zaloty mnie wkurzały, ale myślę, że to jest związane z
      tym, że "coś" jest "gdzieś" nie tak, jak być powinno i dlatego nie cieszy Cię
      sex, nie chce Ci się nawet myśleć o tym...zastanów się czego Ci brakuje w
      związku, co jest nie w porządku (oprócz sexu),czy jesteś szczęśliwa, bo to o to
      chodzi - szczęście!!! Popracujcie nad tym z mężem i rozmawiajcie, rozmawiajcie,
      a wizyta u sexuologa jest pewnie nawet wskazana, skoro to już tak długo trwa...
      Wydaje mi się, że sex jest bardzo ważny w związku, jest jakimś dopełnieniem
      uczuć...
      pozdrawiam i trzymam kciuki!
    • Gość: miłka Re: mam smutny problem :((( IP: *.chello.pl 02.08.03, 17:00
      polllinka napisała:

      > Tylko brak mi seksu, a raczej ochoty na seks.

      Koniecznie do seksuologa i zbadaj sobie poziom hormonów. To może być czysto
      fizjologiczna sprawa. Coś mi się nie podoba, że w tym wieku nie masz ochoty.
      Nawet "abstrakcyjnej", że się tak wyrażę?
    • Gość: dziki Re: mam smutny problem :((( IP: *.dyn.optonline.net 04.08.03, 05:00
      polllinka napisała:

      > Przede wszystkim witam, bo nie jestem tu częstym gościem i raczej czytam niz
      > piszę.
      > Mam smutne zycie. :(((((
      > To znaczy, nie jest źle ogólnie. Mąż jest bez zarzutu,a nawet wybija sie
      > ponad przeciętność, dzieci fajne, perspektywy optymistyczne itd.
      > Tylko brak mi seksu, a raczej ochoty na seks. Czytam sobie jak tu piszecie o
      > ty, że nie możecie zyc bez seksu, że tesknicie, cieszycie sie. A ja wam
      > zazdroszczę. Bardzo zazdroszczę
      > Kiedyś było lepiej - tzn. przed ślubem, dziećmi itp. Choć wtedy moje ciało
      > nie zawsze doznawało orgazmów. Teraz jest łatwiej, ale nie ma we
      > mnie ...ochoty na to.Nie byłam dziewicą zanim poznałam męża. Przeżyłam kilka
      > goracych miłości w życiu. Za mąż wychodziłam w wieku 26 lat (z miłości)
      > Czy któras z Was przezywała to podobnie? Chodzi mi o to, że jak juz ulegnę
      > (żal mi mojego męża, wiecie) i łaskawie zgodze się na zbliżenie, to sprawia
      > mi to przyjemność. Prawie zawsze kończy się to szczytowaniem. Problem w tym,
      > że zawsze czuję irytację przed. Nie cierpie zalotów, starań itd. Chyba seks
      > kojarzy mi sie z czyms złym.
      > Skończyłam juz 40 lat. Myślałam,że to się zmieni,naprawi ale nic z tego.
      > Coraz częściej żal mi, że coś mnie (nas) omija. Bardzo żal mi męża, mam
      > poczucie winy, ale nie umiemsie przemóc, choc on się tak wytrwale stara -
      > jest b. pomysłowy, bez zahamowań, cierpliwy, itd.
      > Czasem dopada mnie lęk, że mnie zostawi - jest przystojny, podoba sie
      > kobietom, czesto dużo młodszym.
      > Nie wiem, co mam robic. Czy któras z was korzystała juz z porad seksuologa?
      > Bo myslę, że w końcu udam się po pomoc do specjalisty

      Bardzo mi przykro,ale z Twojej wypowiedzi wynika,ze potrzebujesz i to dosc
      szybko pomocy nie seksuologa,ale psychiatry.
      Zatem,dbajac o Twoje zdrowie radze sie tam udac jak najszybciej, i nie
      zawracac glowy na tym forum takimi "bzdurami"!
      Z Twojej wypowiedzi widac,ze kpisz sobie z forumowiczow!Oj,nieladnie,tak
      robic.Jak juz przestalo Cie swedziec to idz na ulice,tam dostaniesz dobra
      podniete do tego aby znowu byc "mloda".
      Zycze powodzenia,

      dziki,:)


      • zdesperowana2 Re: mam smutny problem :((( 04.08.03, 06:14
        nie wyglada to na cos z dziecinstwa bo przeciez przedtem bylo dobrze.
        Ja mialam cos w dziecinstwie i po wielu psychoterapeutach nic sie nie wykrylo.
        Zycie mam zlamane, brak poczucia wartosci.

        Mysle ze moze Twoj maz nie wywoluje w Tobie poczucia atrakcyjnosci, kobiecosci?
        • Gość: dziki Re: mam smutny problem :((( IP: *.dyn.optonline.net 04.08.03, 06:23
          zdesperowana2 napisała:

          > nie wyglada to na cos z dziecinstwa bo przeciez przedtem bylo dobrze.
          > Ja mialam cos w dziecinstwie i po wielu psychoterapeutach nic sie nie wykrylo.
          > Zycie mam zlamane, brak poczucia wartosci.
          >
          > Mysle ze moze Twoj maz nie wywoluje w Tobie poczucia atrakcyjnosci,
          kobiecosci?

          Gdyby jej maz wywolywal w niej poczucie kobiecosci,to pewnie bylby
          jednym z tych co teraz zasiadaja na tronach biskupich?

          :(

          dziki,:)

    • luiza-w-ogrodzie Re: mam smutny problem :((( 04.08.03, 06:23
      Moze jestes zmeczona zyciem, jakie prowadzisz? Wiekszosc zaburzen seksualnych
      rodzi sie w glowie... pod wplywem stresu albo nieustajacego niezadowolenia z
      tego, co robisz. Moze nie podoba sie Tobie co robi Twoj maz? Moze masz klopoty
      z dziecmi? Gdy traci sie radosc zycia, widac to nie tylko we dnie ale i w nocy.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
      • Gość: dziki Re: mam smutny problem :((( IP: *.dyn.optonline.net 04.08.03, 06:29
        luiza-w-ogrodzie napisała:

        > Moze jestes zmeczona zyciem, jakie prowadzisz? Wiekszosc zaburzen seksualnych
        > rodzi sie w glowie... pod wplywem stresu albo nieustajacego niezadowolenia z
        > tego, co robisz. Moze nie podoba sie Tobie co robi Twoj maz? Moze masz
        klopoty
        > z dziecmi? Gdy traci sie radosc zycia, widac to nie tylko we dnie ale i w
        nocy.
        >
        > Pozdrawiam
        > Luiza-w-Ogrodzie
        > > ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((&ord

        A po jaka ze sie tak wyraze cholere robi ona (majac 40 lat) z tego
        zasranego seksu taki problem?
        To niezla musiala byc kiedys sztuka,i teraz zal jej tego zycia.
        Niestety,juz nie wroci,takie jest niestety zycie,a szczegolnie takich
        "panienek",co wychodza za maz z "milosci".

        dziki,:)


        > m;>¸.
        > .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`
        > ·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
        • luiza-w-ogrodzie Re: mam smutny problem :((( 04.08.03, 07:01
          Gość portalu: dziki napisał(a):

          > A po jaka ze sie tak wyraze cholere robi ona (majac 40 lat) z tego
          > zasranego seksu taki problem?
          > To niezla musiala byc kiedys sztuka,i teraz zal jej tego zycia.
          > Niestety,juz nie wroci,takie jest niestety zycie,a szczegolnie takich
          > "panienek",co wychodza za maz z "milosci".

          Dziki, jezeli dla Ciebie seks jest zasrany, to wspolczuje, ale dla autorki
          watku chyba nie jest, skoro sie martwi utrata checi na niego?

          Co do wyciagania wniosku o autorce "jaka z niej sztuka" uwazam, ze jest to
          dedukcja za daleko posunieta... ;oD Byc moze trudno jest Tobie zrozumiec, ze
          jesli ktos cieszyl sie seksem a teraz przestal, to moze byc zmartwieniem.

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie

          ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
          .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
          • Gość: dziki Re: mam smutny problem :((( IP: *.dyn.optonline.net 04.08.03, 07:02
            luiza-w-ogrodzie napisała:

            > Gość portalu: dziki napisał(a):
            >
            > > A po jaka ze sie tak wyraze cholere robi ona (majac 40 lat) z tego
            > > zasranego seksu taki problem?
            > > To niezla musiala byc kiedys sztuka,i teraz zal jej tego zycia.
            > > Niestety,juz nie wroci,takie jest niestety zycie,a szczegolnie takich
            > > "panienek",co wychodza za maz z "milosci".
            >
            > Dziki, jezeli dla Ciebie seks jest zasrany, to wspolczuje, ale dla autorki
            > watku chyba nie jest, skoro sie martwi utrata checi na niego?
            >
            > Co do wyciagania wniosku o autorce "jaka z niej sztuka" uwazam, ze jest to
            > dedukcja za daleko posunieta... ;oD Byc moze trudno jest Tobie zrozumiec, ze
            > jesli ktos cieszyl sie seksem a teraz przestal, to moze byc zmartwieniem.
            >
            > Pozdrawiam
            > Luiza-w-Ogrodzie
            >
            > ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((&ord
            > m;>¸.
            > .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`
            > ·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
          • Gość: dziki Re: mam smutny problem :((( IP: *.dyn.optonline.net 04.08.03, 07:04
            luiza-w-ogrodzie napisała:

            > Gość portalu: dziki napisał(a):
            >>
            > Dziki, jezeli dla Ciebie seks jest zasrany, to wspolczuje, ale dla autorki
            > watku chyba nie jest, skoro sie martwi utrata checi na niego?
            >
            > Co do wyciagania wniosku o autorce "jaka z niej sztuka" uwazam, ze jest to
            > dedukcja za daleko posunieta... ;oD Byc moze trudno jest Tobie zrozumiec, ze
            > jesli ktos cieszyl sie seksem a teraz przestal, to moze byc zmartwieniem.
            >
            > Pozdrawiam
            > Luiza-w-Ogrodzie
            >
            Taka sama z Ciebie kurka jak ze wszystkich tutaj na tym forum.
            Jestescie zwyrodnialcami,i nawet nie wiecie o tym.
            to straszne.
            zegnam.

            dziki,\



            > ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((&ord
            > m;>¸.
            > .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`
            > ·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
            • Gość: Aisza dziki IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.08.03, 07:15
              a Ciebie ktoś pobił, skrzywdził,oszukał ostatnio?
              ...boś taki wredny dla innych
              lepiej ci jak komus nawrzucasz?
              nie znasz kobiety, nie rozumiesz jej uczuć, nie czujesz problemu, więc wysyłasz
              ja do psychiatry???
              przy okazji sam się tez zarejestruj - może dostaniesz recepte na przyrost
              empatii...
              bo swoimi postami wykazujesz jejbrak na miare ..psychopatii
              • luiza-w-ogrodzie Re: dziki 04.08.03, 07:23
                Dziki uciekl, bo zostal zdemaskowany jako aseksualny psychopata ;oD
    • Gość: dziki Re: mam smutny problem :((( IP: *.dyn.optonline.net 05.08.03, 08:08
      polllinka napisała:

      > Przede wszystkim witam, bo nie jestem tu częstym gościem i raczej czytam niz
      > piszę.
      > Mam smutne zycie. :(((((
      > To znaczy, nie jest źle ogólnie. Mąż jest bez zarzutu,a nawet wybija sie
      > ponad przeciętność, dzieci fajne, perspektywy optymistyczne itd.
      > Tylko brak mi seksu, a raczej ochoty na seks. Czytam sobie jak tu piszecie o
      > ty, że nie możecie zyc bez seksu, że tesknicie, cieszycie sie. A ja wam
      > zazdroszczę. Bardzo zazdroszczę
      > Kiedyś było lepiej - tzn. przed ślubem, dziećmi itp. Choć wtedy moje ciało
      > nie zawsze doznawało orgazmów. Teraz jest łatwiej, ale nie ma we
      > mnie ...ochoty na to.Nie byłam dziewicą zanim poznałam męża. Przeżyłam kilka
      > goracych miłości w życiu. Za mąż wychodziłam w wieku 26 lat (z miłości)
      > Czy któras z Was przezywała to podobnie? Chodzi mi o to, że jak juz ulegnę
      > (żal mi mojego męża, wiecie) i łaskawie zgodze się na zbliżenie, to sprawia
      > mi to przyjemność. Prawie zawsze kończy się to szczytowaniem. Problem w tym,
      > że zawsze czuję irytację przed. Nie cierpie zalotów, starań itd. Chyba seks
      > kojarzy mi sie z czyms złym.
      > Skończyłam juz 40 lat. Myślałam,że to się zmieni,naprawi ale nic z tego.
      > Coraz częściej żal mi, że coś mnie (nas) omija. Bardzo żal mi męża, mam
      > poczucie winy, ale nie umiemsie przemóc, choc on się tak wytrwale stara -
      > jest b. pomysłowy, bez zahamowań, cierpliwy, itd.
      > Czasem dopada mnie lęk, że mnie zostawi - jest przystojny, podoba sie
      > kobietom, czesto dużo młodszym.
      > Nie wiem, co mam robic. Czy któras z was korzystała juz z porad seksuologa?
      > Bo myslę, że w końcu udam się po pomoc do specjalisty

      Chcialbym Cie przeprosic,za moj ostatni post,jako odpowiedz na Twoj.
      Widzisz,ja tutaj juz na tym internecie jestem troche czasu i zawsze
      odnosze sie z dystansem do jakis wypowiedzi,a szczegolnie takich jak
      Twoja;ale jak mi sie teraz wydaje po ponownym jej przeczytaniu i
      zastanowieniu sie nad tym co piszesz stwierdzilem,ze popelnilem blad.
      No,coz, nikt nie jest doskonaly.
      A zatem,jezeli tylko jeszcze chesz mnie sluchac,i nie zywisz do mnie
      jakies urazy,to chcialbym sie teraz do tego Twojego pierwszego postu
      odniesc w sposob jak najbardziej zgodny z moim mysleniem,nie wiem,czy
      jest ono warte zastanowienia sie nad tym co dla mnie jest wazne;
      to juz Twoja sprawa,moja zas jest powiedziec to, co naprawde o nim mysle.
      A wiec,ten Twoj pierwszy post jest poprostu piekny,i tam odnajduje rowniez
      po czesci moja dawna rzeczywistosc.Wydaje mi sie,ze jestes czlowiekiem
      bardzo wrazliwym,tacy ludzie sprawiaja,ze my ludzie mali mamy ta szanse
      aby sie czaami podniesc z naszej "nedzy".
      Mowisz tam,ze seks wydaje Ci sie czyms zlym;otoz to,ja zawsze tak uwazalem
      seks nie jest zlem wsrod zwierzat,bo natura zwierzeca nie jest ani dobra
      ani zla,jest poprostu niwinna,i zwierzeta nie "uprawiaja" seksu dla
      przyjemnosci,czy jak niektorzy tzw."katolicy" twierdza (i nie tylko)
      po to,aby umocnic wzajemna "milosc".To kompletna bzdura, ktora niejaki
      np.KK wsprzagl w swoj woz,aby na tym dalej jechac z ludzmi niezbyt
      zorientowanymi w tym wszystkim.
      Tzn.sex nawet w malzenstwie jest zlem,bo czym jest malzenstwo?
      Wedlug takiego KK to sakrament,ale to kompletna bzdura,Chrystus
      nigdy nie mowil takich okropnosci;to wszystko jest po to,aby zachowac KK,
      i jego juz walaca sie dzis wielkosc;coz popelnil, juz zbyt duzo bledow.
      Pomijajac te wszystkie rozwazania,to wydaje mi sie,ze Twoje wyczucie sexu
      jako zla jest typowe dla prawdziwej egzystencji ludzkiej,i tu jestes
      poprostu czlowiekiem;czego nie za bardzo mozna powiedziec o tych wiernych
      KK ktorzy robia sobie z tego poprostu tania zabawe,kosztem tzw.przykazan
      koscielnych.
      Wracajac do Twojej rzeczywistosci,to radzilbym porozmawiac z mezem,
      poprostu powiedz mu to co czujesz,a sama wiesz czy to warto i jak on
      to wogole moze odebrac?Jezeli nie,to niestety bedziesz musiala znosic
      to cierpienie,ktore napewno nie bedzie zapomniane.
      I przestan myslec o jakis tam psychologach,czy psychiatrach,to ci co
      Ci ich polecaja potrzebuja ich.
      I pamietaj! Zycie bez seksu jest tak wspaniale,ze nic tego nie zastapi,
      bo spotyka sie ze spojrzeniem Boga,ktory odwraca sie na chwile,aby na
      Ciebie spojrzec.Nawet seks w celach prokreacji jest rowniez zlem,i nie
      potrafie zrozumiec KK w tej kwestii.Jest zlem,ale jak kazde zlo,a
      szczegolnie to jest przebaczane w pierwszej kolejnosci.
      Twoje widzenie swiata jest piekne,i badz taka dalej.

      pozdrawiam serdecznie,

      dziki,:)




      • matrek Re: mam smutny problem :((( 06.08.03, 04:57
        No comments
      • polllinka odp. do Dzikiego 06.08.03, 09:45
        nie mam pojęcia jak sie ustosunkowac do Twoich słów
        ja chyba Cie nie rozumiem, albo po tych pierwszych wypowiedziach ...nie ufam
        szczerze mówiąc, jakiś cień niepewności - jakbym miała przeczucie, że sobie ze
        mnie ...kpisz
        Przepraszam, jesli nie kpisz - ale moje odczucia nie podlegaja woli - po prosy

        Nie uważam się za kogos tak pozytywnego, jak Ty mnie charakteryzujesz.
        • Gość: dziki Re: odp. do Dzikiego IP: *.dyn.optonline.net 07.08.03, 02:29
          polllinka napisała:

          > nie mam pojęcia jak sie ustosunkowac do Twoich słów
          > ja chyba Cie nie rozumiem, albo po tych pierwszych wypowiedziach ...nie ufam
          > szczerze mówiąc, jakiś cień niepewności - jakbym miała przeczucie, że sobie
          ze
          > mnie ...kpisz
          > Przepraszam, jesli nie kpisz - ale moje odczucia nie podlegaja woli - po
          prosy
          > są
          > Nie uważam się za kogos tak pozytywnego, jak Ty mnie charakteryzujesz.


          Nie,nie kpie sobie z Ciebie.
          Zauwazylem,ze niektorzy tutaj porownuja seks z fizfjologia czlowieka;
          a niestety,ale seks nie jest fizjologia,jest nia natomiast biologiczny
          rytm seksualny,a to chyba troche co innego i nie musi on jak mi sie wydaje
          byc poprzez seks zaspakajany.
          Wracajac do tego,co pisalem o tym, ze nawet w malzenstwie w celu posiadania
          potomstwa seks jest zlem,to oczywiscie jest to bardzo juz skrajne podejscie
          do tego problemu z punktu milosci Boga;np.katolicyzm jest wyrazem tego,
          ale KK nie moze tak stawiac sprawy w stosunku do ludzi swieckich,gdyz wtedy
          wszyscy pewnie pouciekaliby z Kosciola;poprostu nie wszystko sie mowi malym
          dzieciom;ale znajduje to nieodlaczne i stanowcze potwierdzenie tej instytucji
          w sprawie celibatu.
          Zycze milego dnia,

          pozdrowienia,

          dziki,:)

      • ydorius tak, 06.08.03, 11:59

        seks jest zwierzęcy, neleży go odrzucić, prowadzi do zwyrodnień i w ogóle. Ale
        spójrzmy na to z szerszej perspektywy: włosy. Włosy są pozostałością po naszych
        zwierzęcych przodkach, won z nimi. Nie będę przecież nosił owłosienia, jak
        jakaś małpa. Ale tam włosy.

        Jedzenie. Widzieliście kiedyś, jak ludzie żrą? Czy to jest widok godny
        estetycznego człowieka? Czy to w ogóle da się wytrzymać? Jest forum o
        niejedzeniu, ludzie potrafią wyzwolić się od pokusy spożywania, żarcia jak
        zwierzęta. Można - w końcu jesteśmy ludźmi, istotami, na które Bóg zerka
        łaskawym okiem. Czy myślicie, że Bóg zniżyłby się do jedzenia? Nigdy w życiu.

        No i picie. Ohydne, zabryzgane kroplami wody (bo nie mówię o innych trunkach -
        zwierzę bimbru nie upędzi) koszule i bluzki - jest złem, jest brudne, jest
        zwierzęce, jest to podłe i niskie. Odstawmy to. Odrzućmy. Nie jesteśmy tego
        godni.

        Oddychanie. To już jest perwersja. Czy wiecie, że tym samym powietrzem mógł
        oddychac jakiś zawszony kundel, albo świnia w chlewie? Dokładnie tym samym.
        Trzeba spróbować wstrzymać oddech, by wytrzeszczonymi z braku tlenu oczami
        wypatrywać Boga patrzącego na nas z aprobatą...

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • babik Re: tak, 06.08.03, 13:27
          Rewelacja :))))
          Trafione w samo sedno.
          Ja bym dodał jeszcze o wypróżnianiu się itd.
    • takie_zycie Re: mam smutny problem :((( 07.08.03, 17:48
      Drogie polllinko, linkamocwiatru,chlebia mam dokładnie ten sam problem:

      27 lat, fajny facet od kilku lat ten sam, cudowny w łóżku, kilkuletnie dziecko,
      a po dziecku 0 radosci z seksu. Tzn. nie tak: zero ochoty by się zabrac za
      seks, potem juz jakos idzie (choc z oporami).Nie mam doswiadczen z innymi
      facetami, moj mi wystarczal (gdy mi się jeszcze chciało). Teraz to zupełna
      porazka: raz w miesiącu mam ochotę i jesli Jemu nie uda się wstrzelic w ten
      moment, to trudno- przepada. Smiejemy się jeszcze : w tym miesiącu juz było-
      niestety smiejemy sie z tego coraz rzadziej. Jak się zdarzy dwa razy to
      oczekujemy, ze moze coś idzie ku lepszemu. Niestety, to tylko zrywy. Zal mi go,
      widzę jak po tym "raz na miesiąc" wraca mu chęć do życia, a jak mu odmawiam
      przez pozostałe dni jest coraz bardziej zgnębiony.ostatnio zaczęło mie to nawet
      trochę wkurzac: co jest do cholery- szantaż?Nie ma seksu to będę smutny i nic
      mi się nie uda? ale i tak mam wyrzuty sumienia...Znacie to przeciez. Jesli
      mysle o tym, to nie dlatego, zeby brak seksu doswierał mnie (choc coś mnie
      przecież omija), ale mój związek cierpi na tym niepomiernie. To jest błędne
      koło. Potrzebuję czułości, zeby mi się chciało (broń Boże zadnej inicjatywy z
      mojej strony! nie i koniec, straszne) a jak nie ma seksu- nie ma czułości.
      zaczynam się przyzwyczajać.
      Rozmawialismy na ten temat wiele razy, czuję ze powinnam isc do seksuloga. I tu
      nowy problem: dziewczyny, mieszkam w b. duzym miescie a seksuologów, którzy są
      w stanie pomóc k o b i e c i e tyle co kot napłakał. Naprawdę, obdzwoniłam
      wszystkich szesciu ( :]i tylko co drugi zna się na babkach lub jest takze
      psychoterapeutą i ewentualnie mogłby pomóc. Drugi problem: czy zaden seksuolog
      nie przyjmuje bezpłatnie tj. na narodowy fundusz? Jeden mi powiedział, ze
      kuracja moze potrwac nie wiadomo ile, co tydzien-dwa spotkania, za kazde 100
      zł. Matko! ja w zyciu tyle na fryzjera nie wydałam!
      I co robic, babki poradzcie...

      pozdrawiam aseksualnie :)
      • Gość: Aisza czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.08.03, 20:25
        Seks to w dużej mierze kwestia instynktów, pierwotnych odruchów itp a my z
        wiekiem stajemy sie coraz bardziej ..cywilizowani, dorośli, powściągliwi,
        zahamowani itd.
        Otóż niektóre kobiety za bardzo wchodzą w rolę rodzica (jak już pojawią się
        dzieci), stają się obowiązkowe, odpowiedzialne, zawsze gotowe do pomocy i
        dawania dobrego przykładu, wschłuchują się w cudze potrzeby, a swoich
        zapominają (albo wydaje sie im, że to nie wypada.
        Taka jest nasz kulturowy odeał (Matka Polka - smutna, poważna, dźwigająca na
        swoich wątłych barkach odpowiedzialność za siebie, męża, dzieci i ..losy
        narodu).
        Tymczasem do seksu potrzeba spontaniczności, chęci zabawy i zdrowego egoizmu -
        żeby nie być takim "rodzicem na baczność" ale czasem obudzić w sobie tzw.
        wewnętrzne dziecko (marzenia, fantazje, głupawki, pragnienia, radość, żarty, i
        mnóstwo róznych emocji)
        Dlatego
        żeby ratowac własną seksualność, związek oraz radość swoją i radość męża trzeba
        czasem się ..zapominać
        To trudne, gdzy dzieci sa małe, bo one są wciąż razem z nami, ale to tez da się
        zorganizować - korzystać z pomocy babć, dziadków, przyjaciółek, cioć itp
        Trzeba chuchać i dmuchać na radość w związku, żeby nie zarosła goryczą. Nie
        uciekać w świat powinności i zrzędzenia o trudach codziennych, ale czasem
        zwiać od tych obowiązków - we dwoje, robić rzeczy, które kiedyś sprawiały nam
        radość - nawet jesli ktoś na nasz widok popuka się w czoło (to nie nasz ale
        jego problem - że taki sztywny)
        A
        • Gość: lola Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.03, 21:20
          Gość portalu: Aisza napisał(a):

          > Seks to w dużej mierze kwestia instynktów, pierwotnych odruchów itp a my z
          > wiekiem stajemy sie coraz bardziej ..cywilizowani, dorośli, powściągliwi,
          > zahamowani itd.
          > Otóż niektóre kobiety za bardzo wchodzą w rolę rodzica (jak już pojawią się
          > dzieci), stają się obowiązkowe, odpowiedzialne, zawsze gotowe do pomocy i
          > dawania dobrego przykładu, wschłuchują się w cudze potrzeby, a swoich
          > zapominają (albo wydaje sie im, że to nie wypada.
          Tak, panuje stereotyp ze po urodzeniu dziecka facet schodzi na plan dalszy,
          ale skoro jest to czeste zjawisko, to znaczy ze to naturalne.Ja zawsze byłam
          odpowiedzialna, obowiazkowa, itd, wiec nie przyszło ta wraz z
          macierzynstwem.Wcale nie brakuje we mnie tego dawnego "dziecka", potrafie sie
          wyluzowac, nie mam nic z matki polki, a jednak ochota na igraszki=zeru.
          Wcale z tego powodu nie cierpie, a w ogóle to robiono ostatnio badania z
          których wynika, ze tendencja do rezygnacji z sexu rosnie, po prostu tryb
          zycia , oferujacy nam róznorakie atrakcji zmniejsza diametralnie ochote na sex.
          w ogole dziwi mnie ze robi sie tyle szumu wobec takiego zjawiska jak
          zaspokajanie popedu, jest naprawde tyle innych mozliwosci spełnienia sie....

          > Taka jest nasz kulturowy odeał (Matka Polka - smutna, poważna, dźwigająca na
          > swoich wątłych barkach odpowiedzialność za siebie, męża, dzieci i ..losy
          > narodu).
          > Tymczasem do seksu potrzeba spontaniczności, chęci zabawy i zdrowego
          egoizmu -
          > żeby nie być takim "rodzicem na baczność" ale czasem obudzić w sobie tzw.
          > wewnętrzne dziecko (marzenia, fantazje, głupawki, pragnienia, radość, żarty,
          i
          > mnóstwo róznych emocji)
          > Dlatego
          > żeby ratowac własną seksualność, związek oraz radość swoją i radość męża
          trzeba
          >
          > czasem się ..zapominać
          > To trudne, gdzy dzieci sa małe, bo one są wciąż razem z nami, ale to tez da
          się
          >
          > zorganizować - korzystać z pomocy babć, dziadków, przyjaciółek, cioć itp
          > Trzeba chuchać i dmuchać na radość w związku, żeby nie zarosła goryczą. Nie
          > uciekać w świat powinności i zrzędzenia o trudach codziennych, ale czasem
          > zwiać od tych obowiązków - we dwoje, robić rzeczy, które kiedyś sprawiały
          nam
          > radość - nawet jesli ktoś na nasz widok popuka się w czoło (to nie nasz ale
          > jego problem - że taki sztywny)
          > A
          • Gość: Aisza Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.08.03, 21:38
            Gość portalu: lola napisał(a):

            > Tak, panuje stereotyp ze po urodzeniu dziecka facet schodzi na plan dalszy,
            > ale skoro jest to czeste zjawisko, to znaczy ze to naturalne.Ja zawsze byłam
            > odpowiedzialna, obowiazkowa, itd, wiec nie przyszło ta wraz z
            > macierzynstwem.Wcale nie brakuje we mnie tego dawnego "dziecka", potrafie sie
            > wyluzowac, nie mam nic z matki polki, a jednak ochota na igraszki=zeru.
            > Wcale z tego powodu nie cierpie, a w ogóle to robiono ostatnio badania z
            > których wynika, ze tendencja do rezygnacji z sexu rosnie, po prostu tryb
            > zycia , oferujacy nam róznorakie atrakcji zmniejsza diametralnie ochote na
            sex.
            > w ogole dziwi mnie ze robi sie tyle szumu wobec takiego zjawiska jak
            > zaspokajanie popedu, jest naprawde tyle innych mozliwosci spełnienia sie....


            Jesli dobrze pamiętam, to wnioski z tych badan były dość ponure - okazuje się,
            że zainteresowanie seksem zastępujemy (z wrodzonej wygody) czynnościami
            wymagającymi mniejszego wysiłku: TV, gry komputerowe, intenet lub życie
            pseudotowarzyskie w hipermarketach lub pubach przy piwie lub drinkach. A nie ma
            nic wspólnego z tzw. samorealizacją.
            PS. Nie zroumiałaś mnie prawidłowo - nie chodzi tylko o zwykłe wyluzowanie się,
            ale o radość z zycia (taka jaka ciesza się dzieci).
            Wyluzowanie u dorosłych czesto zalatuję ironia, złośliwością wobec innych,
            upozowaną ekspresją ...sztucznością. A to absolutnie nie o to chodzi.
            A
            • Gość: prosty-tutka Czy nie za duzo filozofowania? IP: *.telan.pl 07.08.03, 22:44
              Witaj,
              Byc moze rozwazysz moja sugestie. Nie chcesz sie pieprzyc to sie nie pieprz.
              Pozdrowionka.
              • aiszaa albo 07.08.03, 22:47
                Gość portalu: prosty-tutka napisał(a):

                > Witaj,
                > Byc moze rozwazysz moja sugestie. Nie chcesz sie pieprzyc to sie nie pieprz.
                > Pozdrowionka.

                Witaj
                a może byc tez tak:
                Nie chcesz rozmawiać, to nie rozmawiaj :-)
                P.
                A.
              • Gość: lola Re: Czy nie za duzo filozofowania? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.03, 22:58
                Gość portalu: prosty-tutka napisał(a):

                > Witaj,
                > Byc moze rozwazysz moja sugestie. Nie chcesz sie pieprzyc to sie nie pieprz.
                > Pozdrowionka.

                A ty- NIE PIEPRZ BEZ SENSU-jakby Mleczko powiedział, znasz ten rysuneczek?
                • aiszaa Re: Czy nie za duzo filozofowania? 07.08.03, 23:10

                  znam
                  "Obywatelu, nie pipeprz bez sensu"
            • Gość: lola Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.03, 22:56
              Gość portalu: Aisza napisał(a):

              > Gość portalu: lola napisał(a):
              >
              > > Tak, panuje stereotyp ze po urodzeniu dziecka facet schodzi na plan dalszy
              > ,
              > > ale skoro jest to czeste zjawisko, to znaczy ze to naturalne.Ja zawsze był
              > am
              > > odpowiedzialna, obowiazkowa, itd, wiec nie przyszło ta wraz z
              > > macierzynstwem.Wcale nie brakuje we mnie tego dawnego "dziecka", potrafie
              > sie
              > > wyluzowac, nie mam nic z matki polki, a jednak ochota na igraszki=zeru.
              > > Wcale z tego powodu nie cierpie, a w ogóle to robiono ostatnio badania z
              > > których wynika, ze tendencja do rezygnacji z sexu rosnie, po prostu tryb
              > > zycia , oferujacy nam róznorakie atrakcji zmniejsza diametralnie ochote na
              >
              > sex.
              > > w ogole dziwi mnie ze robi sie tyle szumu wobec takiego zjawiska jak
              > > zaspokajanie popedu, jest naprawde tyle innych mozliwosci spełnienia sie..
              > ..
              >
              >
              > Jesli dobrze pamiętam, to wnioski z tych badan były dość ponure - okazuje
              się,
              > że zainteresowanie seksem zastępujemy (z wrodzonej wygody) czynnościami
              > wymagającymi mniejszego wysiłku: TV, gry komputerowe, intenet lub życie
              > pseudotowarzyskie w hipermarketach lub pubach przy piwie lub drinkach. A nie
              ma
              >
              > nic wspólnego z tzw. samorealizacją.

              Rzeczywiscie, zamiast sexu wole: internet, fajna ksiazke, kino, ale takze
              połazic po sklepach. Jakkolwiek to ostatnie nie jest zbyt ambitne, to i
              uprawianie sexu z rozwojem ntelektualnym nie kojarzy mi sie.Moze i co
              niektórzy doznaja metafizycznych przezyc, ale to chyba tylko wybrani.
              Prawda jest taka, ze kiedys gdy nie było tylu rozrywek, ludzie z nudów szli do
              łóżka, no bo co tu robic, a taka rozrywka dla wiekszosci była dostepna, teraz
              gdy jest alternatywa, okazuje sie ze moze byc cos bardziej pociagającego od
              sexu. Oczywiscie sa róznice miedzy kochankami swiezymi a tymi z długoletnim
              stazem, to tez powód, ze o ile kiedys sie chciało na okragło, to potem juz
              niekoniecznie.Ja w kazdym razie nie uwazam tej tendencji(mniejszej
              czestotliwosci)za cos negatywnego.
              > PS. Nie zroumiałaś mnie prawidłowo - nie chodzi tylko o zwykłe wyluzowanie
              się,
              >
              > ale o radość z zycia (taka jaka ciesza się dzieci).
              > Wyluzowanie u dorosłych czesto zalatuję ironia, złośliwością wobec innych,
              > upozowaną ekspresją ...sztucznością. A to absolutnie nie o to chodzi.
              > A
              Rany, wyluzowanie to taki skrót, sorry moze powinnam bardziej
              adekwatnie.Chodziło mi własnie o spontanicznosc, radosc, ect.
              • Gość: dziki Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: *.dyn.optonline.net 08.08.03, 04:44
                Gość portalu: lola napisał(a):

                >>
                > Rzeczywiscie, zamiast sexu wole: internet, fajna ksiazke, kino, ale takze
                > połazic po sklepach. Jakkolwiek to ostatnie nie jest zbyt ambitne, to i
                > uprawianie sexu z rozwojem ntelektualnym nie kojarzy mi sie.Moze i co
                > niektórzy doznaja metafizycznych przezyc, ale to chyba tylko wybrani.
                > Prawda jest taka, ze kiedys gdy nie było tylu rozrywek, ludzie z nudów szli
                do
                > łóżka, no bo co tu robic, a taka rozrywka dla wiekszosci była dostepna, teraz
                > gdy jest alternatywa, okazuje sie ze moze byc cos bardziej pociagającego od
                > sexu. Oczywiscie sa róznice miedzy kochankami swiezymi a tymi z długoletnim
                > stazem, to tez powód, ze o ile kiedys sie chciało na okragło, to potem juz
                > niekoniecznie.Ja w kazdym razie nie uwazam tej tendencji(mniejszej
                > czestotliwosci)za cos negatywnego.
                > > PS. Nie zroumiałaś mnie prawidłowo - nie chodzi tylko o zwykłe wyluzowanie
                >
                > się,
                > >
                > > ale o radość z zycia (taka jaka ciesza się dzieci).
                > > Wyluzowanie u dorosłych czesto zalatuję ironia, złośliwością wobec innych,
                >
                > > upozowaną ekspresją ...sztucznością. A to absolutnie nie o to chodzi.
                > > A
                > Rany, wyluzowanie to taki skrót, sorry moze powinnam bardziej
                > adekwatnie.Chodziło mi własnie o spontanicznosc, radosc, ect.

                Moim skromnym zdaniem to Ty masz chyba racje Lola.
                Twoj dyskutant reprezentuje jak mi sie wydaje dosc staroswieckie
                metody na zatrzymanie mlodosci.
                Znalem kiedys taka pare,co majac juz okolo 60-tki zaczeli chodzic na
                dyskoteki,to wydaje mi sie troche sztuczne;poprostu w zyciu jest czas
                na wszystko,i tak jak nastolatek nie moze jeszcze wejsc do pubu,tak
                tego typu ludzie chociaz moga,ale nie powinni robic ze siebie blaznow.
                Owszem,mozna wyrazac chec i wigor swego zycia,ale chyba troche inaczej,
                juz w pewnym wieku pewnych rzeczy robic poprostu nie przystoi,bo ten
                czas minal poprostu.Mozna sie bawic inaczej,ale to juz inna sprawa.
                Zas ten watek dotyczy problemu wygasania seksualnych potrzeb czlowieka
                w miare zycia,i nabywania coraz to wiekszych doswiadczen.
                I tutaj,jak mi sie wydaje Twoje spojrzenie jest bardzo racjonalne.
                Byc moze,czytalas moje poprzednie posty i zauwazylas,ze moj punkt widzenia
                jest dosc ekstremalny,ale niemniej jednak ciagle jestem blizej zycia niz
                jak mi sie wydaje niejeden na tym forum.
                Dlatego moze spodobala mi sie Twoja wypowiedz,a moze to tylko zludzenie?
                Zycie jest dosc trudnym zjawiskiem i niezbyt duzo ludzi zdaje sobie z tego
                sprawe,z wyjatkiem tych co probuja przebic te powloke,ktora jest na tyle
                elastyczna,ze kazde w nia uderzenie prowadzi do conajmniej bolu glowy.
                Zycze dobrego samopoczucia.

                pozdrowienia,

                dziki,:)

                • Gość: Aisza do Pana Dzikiego IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 08:00
                  Jeśli uważasz, że wygaszanie popędu seksualnego w wieku 26 lat za rzecz całkiem
                  naturalną, to pozostaje mi po prostu ..uszanować Twoje zdanie i ...zmienić
                  temat rozmowy, albo zająć się odkurzaniem dywanów.

                  A jesli chodzi o 60-latków na dyskotece, to po pierwsze co nie jest zakazane to
                  jest dozwolone i ludzie moga robic to na co maja ochotę i korzystać z róznych
                  publicznych rozrywek bez wzglegu na wiek, kolor skóry i poglądy polityczne;
                  a po drugie
                  o stosowaniu w dyskusjach nieuczciwych technik manipulacyjnych tzw. czyli o
                  erystyce dokładnie pisał wiele lat temu Schopehauer. Sposród
                  kilkudziestu "sztuczek" wybrałam kilka - te które czasem występują w Twoich
                  wypowiedziach i sprawiaja, że ...trudno sie z Tobą rozmawia ponieaż zmieniasz
                  rozmowę w walkę, a to nikomu nie przynosi żadnych korzyści. Nieprzekonasz
                  nikogo - w takich sporach ludzie jeszcze bardziej utwardzaja swoje
                  stanowiska.Szokoda więc czasu...

                  1. Uogólnienie
                  Dyskutant rozszerza wypowiedź prze-ciwnika poza jej naturalne granice. Dokonuje
                  jej nadinterpretacji, co może ośmieszyć przeciwnika.

                  20. Wysnuwanie wniosku
                  Dyskutant po uzgodnieniu z przeciwni-kiem przesłanek, nie każe mu wysnu-wać
                  wniosku, lecz robi to sam. Nawet jeżeli brakuje przesłanek, to uważa je
                  wszystkie za przyjęte i wysnuwa swój wniosek.
                  fallacia non causae ut causae - potrak-towanie czegoś co nie jest przyczyną
                  jako przyczyny.

                  24. Fabrykowanie konsekwencji
                  Przez fałszywe wnioskowanie i przekrę-canie pojęć przeciwnika dyskutant
                  wyprowadza sztuczne twierdzenia których nie było w wypowiedzi przeciwnika, a
                  które są absurdalne albo niebezpiecz-ne. Pozornie wygląda jakby z wypowiedzi
                  przeciwnika wynikały absurdy, więc pośrednio dochodzi do obalenia twierdzenia,
                  apagogę. Jest to znów fallacia non causae ut causae - potraktowanie czegoś co
                  nie jest przyczyną jako przyczyny.

                  26. Retorsio argumenti
                  odwrócenie kierunku argumentu
                  Dyskutant wykorzystuje argument prze-ciwnika na swoją korzyść.

                  38. Ad personam
                  Jeżeli dyskutant spostrzega, że prze-ciwnik jest silniejszy i że w końcu nie
                  będzie miał argumentów, to atakuje go w sposób osobisty, obraźliwy i
                  grubiański. Porzuca przedmiot sporu i atakuje osobę przeciwnika w jakikolwiek
                  bądź sposób.
                  • Gość: dziki Re: do Pana Dzikiego IP: *.dyn.optonline.net 08.08.03, 09:06

                    Wlasciwie to nie powinien Ci na ten post odpowiedziec,
                    gdyz widoczna jest tam Twoja zaczepnosc i arogancja,
                    co nie sadze aby mnie mialo spotykac z Twojej akurat
                    strony;ale robie to,bo kocham wszystkich ludzi i bardzo
                    mi jest zal szczegolnie takich jak TY.
                    I prosze abys to potraktowal serio,gdyz ja poprostu jestem
                    takim czlowiekiem.

                    Gość portalu: Aisza napisał(a):

                    > Jeśli uważasz, że wygaszanie popędu seksualnego w wieku 26 lat za rzecz
                    całkiem
                    >
                    > naturalną, to pozostaje mi po prostu ..uszanować Twoje zdanie i ...zmienić
                    > temat rozmowy, albo zająć się odkurzaniem dywanów.
                    >

                    Ja odnosilem sie do autora tego watku,ktora mowi ze juz skonczyla 40 lat.


                    > A jesli chodzi o 60-latków na dyskotece, to po pierwsze co nie jest zakazane
                    to
                    >
                    > jest dozwolone i ludzie moga robic to na co maja ochotę i korzystać z róznych
                    > publicznych rozrywek bez wzglegu na wiek, kolor skóry i poglądy polityczne;
                    > a po drugie
                    > o stosowaniu w dyskusjach nieuczciwych technik manipulacyjnych tzw. czyli o
                    > erystyce dokładnie pisał wiele lat temu Schopehauer. Sposród
                    > kilkudziestu "sztuczek" wybrałam kilka - te które czasem występują w Twoich
                    > wypowiedziach i sprawiaja, że ...trudno sie z Tobą rozmawia ponieaż zmieniasz
                    > rozmowę w walkę, a to nikomu nie przynosi żadnych korzyści. Nieprzekonasz
                    > nikogo - w takich sporach ludzie jeszcze bardziej utwardzaja swoje
                    > stanowiska.Szokoda więc czasu...
                    >
                    Tak,wydaje mi sie ze masz racje,ze szkoda poprostu czasu.
                    Ja mam dosyc dobre wyczucie ludzi, i wiem,ze np.Ty jestes czlowiekiem
                    ktory duzo mowi a malo mysli;tacy ludzie mi sie czesto przytrafiali,
                    i zawsze traktowalem ich jak powietrze.
                    Idz zatem swoja droga i nie zaprzataj mysli innym,gdyz Twoja mysl jest
                    niczym;a kiedy zdobedziesz sie na chociaz pare slow swiadczacych o Twojej
                    wartosci to wroc tu i powiedz je.
                    Zal mi Ciebie i chcialbym Ci jakos pomoc,ale Twoj mozg jest przeciwko mnie,
                    a zatem nie moge nic uczynic.
                    Zycze dosc szybkiego powrotu do zdrowia, i co za tym idzie, normalnego
                    rozeznania wlasnego istnienia.

                    pozdrowienia,

                    dziki,:)
                    • Gość: Aisza Re: do Pana Dzikiego IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 09:21
                      zdecydowałam się
                      ...włączam odkurzacz :-)))
                      • Gość: dziki Re: do Pana Dzikiego IP: *.dyn.optonline.net 08.08.03, 09:26
                        Gość portalu: Aisza napisał(a):

                        > zdecydowałam się
                        > ...włączam odkurzacz :-)))

                        To dobrze,ja robie to samo,bo juz chyba od dawna
                        tutaj nikt nie odkurzal,a ja lubie czystosc i porzadek.

                        dziki,:)



          • Gość: dziubek Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: 157.25.31.* 08.08.03, 10:52
            Gość portalu: lola napisał(a):

            > Tak, panuje stereotyp ze po urodzeniu dziecka facet schodzi na plan dalszy,
            > ale skoro jest to czeste zjawisko, to znaczy ze to naturalne.
            Równie naturalne jest, że faceci gdzie indziej szukają tego, czego nie dostają
            w domu...
            • Gość: lola Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: korbank:* / 10.0.0.* 08.08.03, 12:02
              Gość portalu: dziubek napisał(a):

              > Gość portalu: lola napisał(a):
              >
              > > Tak, panuje stereotyp ze po urodzeniu dziecka facet schodzi na plan dalszy
              > ,
              > > ale skoro jest to czeste zjawisko, to znaczy ze to naturalne.
              > Równie naturalne jest, że faceci gdzie indziej szukają tego, czego nie
              dostają
              > w domu...

              A prosze bardzo, tylko niech kazdy ponosi konsekwencje swych działan.Skoro nie
              moze sie powstrzymac. Dlatego ja własnie jestem zadowolona ze tego nie
              potrzebuje, bo ominie mnie koniecznosc poszukiwan gdy zaswedzi, a meza akurat
              nie ma. a w ogóle to to dostawanie i dawanie jest upokarzajace. To znaczy ze ja
              musze "dac" zeby mi facet bokami nie latał, wbrew sobie, zacisnąc zeby i
              jeszcze udawac ze odlot, pełne ponizenie , takze dla faceta, bo jest
              okłamywany.Znam przypadek, gdzie facet(wg mnie sexoholik) potrzebował sexu
              codziennie i dziwił sie ze ona miała dosyc.Czuła sie jak dmuchana lalka z
              seksszopu, a on uwazał taką czestotliwosc za normalną, stresy odreagowywał, i
              do niej miał pretensje. Teraz juz nie sa razem, własnie przez to, a on testuje
              kolejna, moze znajdzie z odpowiednim libido.
              Gdyby mój facet z jakis powodów nie mógł spełniac "swych obowiązków" to na
              pewno nie leciałabym szukac innego członka, zeby sie zaspokajac, fuj.Niestety
              brak checi to problem i nalezy szukac rozwiazania, a to co proponujesz jest
              najprostsze. Ale wg mnie, tak, poligamia czy szukanie innych partnerek wynika z
              naszej natury, co nie znaczy ze nalezy jej sie poddac. Tak samo, mimo ze za
              naturalne uwazam mniejsze zainteresowanie sexem staram sie jednak z tym
              walczyc, dla dobra zwiazku.
              • Gość: dziubek Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: 157.25.31.* 08.08.03, 12:12
                Gość portalu: lola napisał(a):

                > Gość portalu: dziubek napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: lola napisał(a):
                > >
                > > > Tak, panuje stereotyp ze po urodzeniu dziecka facet schodzi na plan d
                > alszy
                > > ,
                > > > ale skoro jest to czeste zjawisko, to znaczy ze to naturalne.
                > > Równie naturalne jest, że faceci gdzie indziej szukają tego, czego nie
                > dostają
                > > w domu...
                >
                > A prosze bardzo, tylko niech kazdy ponosi konsekwencje swych działan.Skoro
                nie
                > moze sie powstrzymac. Dlatego ja własnie jestem zadowolona ze tego nie
                > potrzebuje, bo ominie mnie koniecznosc poszukiwan gdy zaswedzi, a meza akurat
                > nie ma. a w ogóle to to dostawanie i dawanie jest upokarzajace. To znaczy ze
                ja
                >
                > musze "dac" zeby mi facet bokami nie latał, wbrew sobie, zacisnąc zeby i
                > jeszcze udawac ze odlot, pełne ponizenie , takze dla faceta, bo jest
                > okłamywany.Znam przypadek, gdzie facet(wg mnie sexoholik) potrzebował sexu
                > codziennie i dziwił sie ze ona miała dosyc.Czuła sie jak dmuchana lalka z
                > seksszopu, a on uwazał taką czestotliwosc za normalną, stresy odreagowywał, i
                > do niej miał pretensje. Teraz juz nie sa razem, własnie przez to, a on
                testuje
                > kolejna, moze znajdzie z odpowiednim libido.
                > Gdyby mój facet z jakis powodów nie mógł spełniac "swych obowiązków" to na
                > pewno nie leciałabym szukac innego członka, zeby sie zaspokajac, fuj.Niestety
                > brak checi to problem i nalezy szukac rozwiazania, a to co proponujesz jest
                > najprostsze. Ale wg mnie, tak, poligamia czy szukanie innych partnerek wynika
                z
                >
                > naszej natury, co nie znaczy ze nalezy jej sie poddac. Tak samo, mimo ze za
                > naturalne uwazam mniejsze zainteresowanie sexem staram sie jednak z tym
                > walczyc, dla dobra zwiazku.
                Na Twoim miejscu nie czynilbym tak stanowczych deklaracji "na
                pewno nie leciałabym szukac innego członka, zeby sie zaspokajac, fuj."
                Obawiam się, że mie masz pojęcia czym jest potężne pożądanie. Nie mam zamiaru
                ślepemu tlumaczyć różnicy między niebieskim a czerwonym.
                Wierz mi - nie wiesz o czym mówisz.
                • Gość: lola Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 17:41
                  Gość portalu: dziubek napisał(a):

                  > Gość portalu: lola napisał(a):
                  >
                  > > Gość portalu: dziubek napisał(a):
                  > >
                  > > > Gość portalu: lola napisał(a):
                  > > >
                  > > > > Tak, panuje stereotyp ze po urodzeniu dziecka facet schodzi na p
                  > lan d
                  > > alszy
                  > > > ,
                  > > > > ale skoro jest to czeste zjawisko, to znaczy ze to naturalne.
                  > > > Równie naturalne jest, że faceci gdzie indziej szukają tego, czego ni
                  > e
                  > > dostają
                  > > > w domu...
                  > >
                  > > A prosze bardzo, tylko niech kazdy ponosi konsekwencje swych działan.Skoro
                  >
                  > nie
                  > > moze sie powstrzymac. Dlatego ja własnie jestem zadowolona ze tego nie
                  > > potrzebuje, bo ominie mnie koniecznosc poszukiwan gdy zaswedzi, a meza aku
                  > rat
                  > > nie ma. a w ogóle to to dostawanie i dawanie jest upokarzajace. To znaczy
                  > ze
                  > ja
                  > >
                  > > musze "dac" zeby mi facet bokami nie latał, wbrew sobie, zacisnąc zeby i
                  > > jeszcze udawac ze odlot, pełne ponizenie , takze dla faceta, bo jest
                  > > okłamywany.Znam przypadek, gdzie facet(wg mnie sexoholik) potrzebował sexu
                  >
                  > > codziennie i dziwił sie ze ona miała dosyc.Czuła sie jak dmuchana lalka z
                  > > seksszopu, a on uwazał taką czestotliwosc za normalną, stresy odreagowywał
                  > , i
                  > > do niej miał pretensje. Teraz juz nie sa razem, własnie przez to, a on
                  > testuje
                  > > kolejna, moze znajdzie z odpowiednim libido.
                  > > Gdyby mój facet z jakis powodów nie mógł spełniac "swych obowiązków" to na
                  >
                  > > pewno nie leciałabym szukac innego członka, zeby sie zaspokajac, fuj.Niest
                  > ety
                  > > brak checi to problem i nalezy szukac rozwiazania, a to co proponujesz jes
                  > t
                  > > najprostsze. Ale wg mnie, tak, poligamia czy szukanie innych partnerek wyn
                  > ika
                  > z
                  > >
                  > > naszej natury, co nie znaczy ze nalezy jej sie poddac. Tak samo, mimo ze z
                  > a
                  > > naturalne uwazam mniejsze zainteresowanie sexem staram sie jednak z tym
                  > > walczyc, dla dobra zwiazku.
                  > Na Twoim miejscu nie czynilbym tak stanowczych deklaracji "na
                  > pewno nie leciałabym szukac innego członka, zeby sie zaspokajac, fuj."
                  > Obawiam się, że mie masz pojęcia czym jest potężne pożądanie. Nie mam
                  zamiaru
                  > ślepemu tlumaczyć różnicy między niebieskim a czerwonym.
                  > Wierz mi - nie wiesz o czym mówisz.

                  I tu sie mylisz- doskonale wiem co to jest, bo sama to przezywałąm, ale teraz
                  sie zmieniło, ale oprócz tego wiem czym jest RODZINA która posiadam i dla
                  fizjologii nie poswiece dziecka , meża, zbyt odpowiedzialna jestem, ot co.
                  • Gość: dziubek Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: *.eranet.pl 09.08.03, 16:47
                    Gość portalu: lola napisał(a):

                    > I tu sie mylisz- doskonale wiem co to jest, bo sama to przezywałąm, ale teraz
                    > sie zmieniło, ale oprócz tego wiem czym jest RODZINA która posiadam i dla
                    > fizjologii nie poswiece dziecka , meża, zbyt odpowiedzialna jestem, ot co.
                    Kochanie, takie bajeczki o odpowiedzialnych i dojrzałych kobietach oraz
                    niedojrzałych i myślących "główkami" facetach, to opowiadaj dzieciom.
                    Zresztą, czymże jest Twoje postępowanie jak nie poświęcaniem męża dla sprawy?
                    On pewnie szalenie szczęśliwy jest z tego powodu, że Tobie "już przeszło"?
              • Gość: Aisza Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 12:42
                dlaczego pisząc o seksie używasz tylu wulgarności?

                próbowałas kiedyś wczuć się w rolę mężczyzny, który będąc w związku z kochaną
                kobietą, podporządkowuje się jej:
                - zdobywając forse na tysiące niezbędnych przedmiotów ("w każdym domu musi to
                być"),
                - jada to co ona ugotuje ("bo tak jest zdrowo i smacznie",
                - nie wspomina o swojej mamusi ("znowu cie buntuje przeciwko mnie!",
                - rzadko urywa się na piwo z kumplami ("ja tu haruję, a ty się szlajasz z
                niewiadomo kim i tylko chamiejesz od tego towarzystwa")
                - rezygnuje z ogladania meczu w TV na rzecz "babskiego" filmu ("chyba mam tez
                jakies prawa by przynajmniej w TV zobaczyć jak wygląda prawdziwa miłość!")
                - jest zmuszany do karania dzieci, choć nie czuje do nich żadnych pretensji
                ("może zajmiesz się wreszcie wychowywaniem dzieci, cały dzien nie dawały mi
                spokoju, obiecaała, że jak wrócisz, to sie z nimi policzysz; musisz coś teraz
                zrobić!")
                - na urlop jedzie wyładowanym samochodem do tesciowej, choc marzył cały rok o
                spływie kajakowym sam na sam z nią("zycie rodzinne to podstawa; wiesz jak moja
                mam się za nami stęskniła, a i dzieci będa tam miały dobrze w ogródku, a ja
                sobie wreszcie będa mogła z nią porozmawiać")
                itd itp itd itp
                ...
                a gdy przyjdzie noc (-dziesta, -siąta z kolei)i jej bliskośc obudzi w nim
                wspomnienia, pragnienia, czy chocby naturalne pożądanie i zacznie okazywać
                zainteresowanie, czułość i ciepło to słyszy: "ty egoistyczny, nieczuły
                bydlaku!, w głowie ci tylko seks, a ja mam na głowie caly dom i nie zycze sobie
                bys mnie traktował jak pierwszą lepszą na każde zawołanie"
                lub bardziej zawoalowane: "kotku, twoja kicia jest dzis bardzo zmeczona i marzy
                tylko o tym byc ją posmyrał po pleckach, nie gniewaj sie mój słodki tygrysku,
                śpij słodko"
                a potem ...z biegem dni z biegem lat coraz więcej jadowitości w codziennych
                rozmowach, nieczułośc, chłód ...po obu stronach

                Jesli po takich jak wyżej opisane sytuacje, mąż okazuje zonie i światu swoje
                frustracje, to ..ja jestem skłonna go rozgrzeszyć.

                Im dłużej żyję na świecie i im więcej wiem od ludzi co ich boli w tym zyciu
                (taki mam zawód) tym coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że atmosferę w
                domu rodzinnym tworzą przede wszystkim KOBIETY.
                Chamota i brutalnośc męska to mimo wszystko ...zjawiska marginalne (choć głośno
                trabią o nich kobiety)
                ...

                ...
                seks nie jest tylko fizjologią, ale AŻ - bo fizjologia jest motorem naszych
                emocji, więc lepiej jej nie lekceważyć
                i dlatego mysle, że trzeba robić wszystko, żeby malżeństwo nie zmieniło się
                związek "pozbawiony fizjologii" ... czyli w cos na kształt zmuszonych do bycia
                ze sobą wspólokatorów
                ...
                Dlatego uważam, że seks nie zasługuje aby traktowac go jak coś zbędnego,
                chorego, czy wulgarnego ...bo sie może obrazić ;-)))))
                A
                • Gość: tomek Re: czasem jestesmy zbyt ..dorośli na seks ;-) IP: 193.42.231.* 08.08.03, 12:49
                  dziekuje ci Aisza...

                  tomek
                • takie_zycie do Aiszy 08.08.03, 14:33
                  no teraz to przegięłas w drugą stronę...dotkneło mnie to osobiscie, choc nie
                  do mnie skierowałas swoje słowa. zastanawiam się, czy rzeczywiscie
                  jesteś "zawodowym słuchaczem" bo jakies dziwne wnioski wysnułaś z wypowiedzi
                  loli. rozumiem, ze moja przedmowczynię nieco poniosło, ale zdaje sie Ciebie
                  poniosło jeszcze dalej: obronczyni ucisnionych mężczyzn czy co?

                  nie czuję się wredną zoną, robiącą na kazdym kroku wymowki swojemu facetowi- ma
                  mnostwo wad, na wieeeele z nich przymykam oko, dla dobra "atmosfery". Kiedyś,
                  gdy juz nie moglam zniesc brudnych skarpetek po raz setny pozostawionych gdzies
                  pod stołem, zwrociałam mu uwagę, ze tak dalej nie moze byc: sprzatam, gotuję (a
                  jakze), staram sie by ten dom jakos wygladał (nie jest to łatwe przy jednym
                  malym dziecku i drugim, jakim niestety często jest facet). Nie ganiam go do
                  garow, do miotły, czasem proszę o wyniesienie smieci. No cóż, zajmowanie się
                  dzieckiem przez cały dzien jest równiez czystym relaksem, zatem jesli
                  mówię: "zajmij sie dzieckiem", to robie z troski o ich kontakt nie dlatego, by
                  mu dokopac po cięzkim dniu.Nie zmuszam go do wyjazdów do tesciowej, bo i tak
                  jest drętwo. Czasem namawiam go do wyjscia z kumplami (skoro ja z nim nie moge-
                  dziecko, niech się chociaz on rozerwie). Moj męzczyzna po takiej zachecie
                  jednak zwykle się rozochoci i potem regularnie wybywa z domu co tydzien na
                  spotkania "klubowe".Gdy ja chcę spotkac się z kolezanką, nie w domu, ale np. w
                  pubie, zwykle jest jakis problem organizacyjny.Zatem umawiam sie z nią dwa
                  tygodnie naprzod, a i tak nie wiem czy spotkanie dojdzie do skutku. Telewizja:
                  a proszę bardzo ogladaj sobie co tam chcesz, ja poczytam książkę. Jak zaczynam
                  czytac, on przychodzi "rozmawiac", więc ją odkładam...Przykłady mozna by
                  mnozyc...
                  Ale wracajac do skarpetek: otóz po mojej uwadze na temat ich pozostawiania byle
                  gdzie, pech chciał, przyszła pocztą zła, jednak spodziewana wiadomość-
                  oczywiście temat skarpetek rozszedł się po kosciach, a ja poczułam ogromny
                  cięzar bycia zona, która zwraca uwage na takie pierdoły, gdy on ma takie
                  problemy (tak jakby nie były wspólne). Problem ze skarpetkami na razie minął,
                  jednak obraza była straszna. Tak straszna, ze udobruchac go mógł
                  jedynie ...seks! taraaa!to się nazywa chyba szantaz emojonalny.
                  I jest jeszcze ta drobna róznica: on, zeby sie zrelaksowac potrzebuje seksu, ja
                  zeby chciec seksu musze sie zrelaksowac.

                  pozdrawiam, pozostając w oczekiwaniu na kolejne genialne diagnozy. W
                  przciwienstwie do Tomka, którego mimo wszystko staram się zrozumiec, nie
                  dziękuję Ci za powyższą.
                  • Gość: tomek Re: do Aiszy IP: 194.149.231.* 08.08.03, 14:50
                    Sadze ze Aisza napisala to co napisala swiadomie przesadzajac.
                    Mocno przesadzajac - przeciez zycie nie jest zwykle takie
                    czarnobiale, ze ten biedny maz musi ciagle znosic tyranie a potem
                    plecy swojej nieczulej zony. Ale problem polega na tym, ze nasza
                    meska psychika (dobra nie uogolniam - mowie tylko o sobie) jest
                    taka, ze po jednym, drugim, trzecim odrzuceniu "bo nie!" zaczyna
                    budowac wlasnie taki obraz rzeczywistosci. I choc ja rozumiem ze to
                    bzdura ale wlasnie tak zaczynam postrzegac swoja wlasna sytuacje.
                    Dlatego napisalem 'dziekuje' bo mam wrazenie ze Aisza rozumie cos
                    czego kobiety (dobra nie uogolniam - moja zona) nie moze zrozumiec...
                    • Gość: Aisza dokładnie tak :-) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 15:14
                      Żonom nie przychodzi do głowy, że uczą swoich mężów takiej wizji związku.
                      Męzczyzna kieruje się w zyciu logiką - tą klasyczną; wyciąga wnioski, szuka
                      reguł, buduje schematy - stara się uporządkować, upraszczać rzeczywistość i
                      przewidywac.
                      Kobieta jest bardziej intuicyjna - godzi sprzeczności (jak np. "czułość wobec
                      męża tak, ale bez seksu", jest elastyczna, zmienna i uzywa słów nie
                      zawsze ..konsekwentnie i zgodnie z ich ważna funkcją (czyli dla prawidłowej
                      komunikacji). Dla kobiety słowa to często wyrażanie emocji - więc
                      wrzeszczy "nienawidzę cię!!!" choc przeciez kocha.
                      Kobieta często nie przewiduje konsekwencji.Nie traktuje życia jako procesu, ale
                      jako jakąś stałą strukturę. Nie czuje tez jaki wpływ sama wywiera na zdarzenia.
                      To wszystko sprawia, że nieswiadomie czesto rujnuje atmosferę w swoim związku
                      Jeśli sobie tego nie uświadomi w porę, to będzie w koncu zaskoczona finałem
                      (typu zdrada, odejście, niechęć itp.).

                      PS. Bardzo prosze nie brac tych słów do siebie, ja pisze ogólnie o cechach
                      charakterystycznych dla kobiecości, nie mam na mysli nikogo konkretnego
                      • takie_zycie Re: dokładnie tak :-) 08.08.03, 16:59
                        Gość portalu: Aisza napisał(a):


                        >> Żonom nie przychodzi do głowy, że uczą swoich mężów takiej wizji związku.
                        > Męzczyzna kieruje się w zyciu logiką

                        przepraszam, ale o jakiej wizji Ty mówisz? wiem, piszesz "ogolnie o żonach", ja
                        jakos nie mogę odniesc tego do nikogo innego jak tylko do siebie, nie znam
                        innych sytuacji...
                        Nie zrzedze, staram sie tego nie robić. Czy jesli mówię: "kochanie, wiem, ze
                        byłeś zmęczony i datego nie doniosłeś wczoraj skarpetek (przysłowiowych jak
                        owe"zrzedliwe zony") do kosza z bielizną, ale moze mógłbys to zrobic teraz?
                        wiesz, bardzo mnie to denerwuje, postaraj sie tego nie robic, dobrze?" - to
                        zrzedze? No to nie pozostaje mi nic innego jak zostawic to w cholere, bo sił
                        brakuje, by chodzic i bez słowa robic co do mnie niewolnicy panskiej nalezy.
                        Normalnie poradnik dla gospodyn domowych z Anglii połowy XX wieku. Doskonale
                        rozumiem, ze chodzi o umiejetnosc, o próby komunikacji, ale jesli rozmowy nie
                        przynosza oczekiwanych rezultatów, to co mam robic?Czy rozmowa to zrzedzenie?
                        Jest dobrze dwa dni a potem od nowa PRL...
                        Nie mam ochoty marudzic tak samo jak on nie ma ochoty słuchac
                        marudzenia.Zrozumiałam dawno, ze nie warto. Ale dlaczego tylko ja mam się
                        dostosowac? Nie jestem maszynką do sprzatania, gotowania, seksu i rodzenia
                        dzieci.A gdzie tu praca zawodowa! Jego problemy są moimi problemami i tak samo
                        mnie dołują.
                        Nigdy nie miałam najmniejszej ochoty go wychowywac, myslałam, ze jak jest
                        starszy i nauczony czegos z domu, to nie będę musiała. Zreszta na początku tak
                        się wydawało. Tymczasem im starszy, tym gorszy. A moze ja juz nie umiem "nie
                        widziec i robic swoje"? Rozmawiac, rozmawiac- swietna rada...dla facetów zycie
                        codzienne jest czasem tak przyziemne, tak smiertelnie ich nudzi rozmowa na
                        takie tematy.Mnie tez.Wolałabym porozmawiac o ciekawym filmie, filozofii..i o
                        pierdołach .Tymczasem muszę się borykac z brudnymi skarpetkami, garami po
                        obiedzie, siatami zakupów...I ja mam byc spontaniczna i radosna? Równie dobrze
                        moge odpowiedziec: nie mam ochoty na seks i nic na to nie poradzę, juz tak mam
                        i koniec.Tak jak Ty mówisz: oni juz tacy są, nie próbuj ich zmieniac, bo
                        zmarnujesz życie. Bardziej logiczni? no przepraszam, ale ktos logiczny
                        nauczyłby się w koncu jakichś elementarnych zasad, zrozumiałby tez, ze ja,
                        nielogiczna kobieta nie moge zrozumiec jego fizjologicznych
                        potrzeb.Mówisz:"męzczyna szuka reguł" (domyslam sie-regul rzadzących umysłem
                        kobiety, w tym przypadku), to niech nie szuka, ja mu o nich powiem: odrobina
                        bezinteresownej(!!!) czułosci, ciepłych słów, minimum zaangazowania,
                        zainteresowania swoja kobieta...a moze byc lepiej.I to jest rada takze dla
                        Tomka, choc twierdzi, ze próbowal wszystkiego.

                        Wydaje mi się, ze nieco zeszlismy z tematu, choć niby wszystko na
                        temat...Przecież tak naprawdę chcę z nim byc, chcę przezywac z nim cudowwne
                        chwile takze i w łózku, a jednak blokady mam tak silne, ze juz nic nie skutkuje.
                        Problem porozumienia kobiet i mężczyzn jest pewnie stary jak sama cywilizacja.
                        I zapewne własnie codziennosc, niemoznosc porozumienia zabija w nas
                        miłość,spontanicznosc, ochotę na seks. Nie wystarczą tu rady: kobieto nie
                        zrzędź, bo mu sie znudzisz.A nie przyszło ci do głowy, ze to jego zachowanie
                        powoduje moją frustrację? Nie, nie jestem az taką egoistka by tak myslec, ale
                        tak jak ty stajesz w obronie tych biednych uciemięzonych facetów, tak ja staję
                        w obronie przytłamszonych codziennoscią kobiet, swojej także. Patetycznie to
                        zabrzmi, niech tam-chcę miec prawo do zycia tak samo jak on, godnego, radosnego
                        i pozbawionego goryczy przyziemnych rzeczy.I chcę to prawo egzekwowac.
                        Jesli mu sie znudzę? no trudno. Przezyję jakoś.
                        pozdrawiam
                        • Gość: Aisza Re: dokładnie tak :-) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 18:12
                          A ja Ci napiszę "olej te cholerne skarpety"...

                          Dawno temu terroryzowałam rodzinę np. nie połozyłam się spac, jesli w
                          zlewozmywaku były brudne naczynia. Musiał on lsnić, byc wytarty do sucha, wtedy
                          mogłam spokojnie iść spac.

                          Dziś mam zmywarkę i często jakies brudy w zlewie, kurz na meblach, buty w
                          różnych miejscach i brudne skarpetki u młodszej córki czesto ...pod poduszką
                          lub pod łózkiem i po kilka noszonych koszulmeza na wieszaku w łazience.
                          Niekiedy w domu jest taki nieład, że drżę gdy dzwoni domofon. Jest to
                          niewątpliwie stres. Ale to nic w porównaniu z tym stresem sprzed lat.
                          Niekiedy wszyscy przy stole patrzą na mnie z wyrzutem,że ogórkowa już trzeci
                          tydzień z rzędu (ja uwielbiam ogórkową, oni wszyscy wolą pomidorową i mogą ja
                          jeść nawet tydzień). Zakupy robi cześciej mąż, bo ja ...za dużo wydaję, ale jak
                          trzeba to dżwigam warzywa w plecaku z placu (2-3 km)
                          Ale...ale ja nigdy nie mam wątpliwości, czy mam myc okna, czy latac za
                          prezentami pod choinkę - wybieram prezenty; czy iść na spacer, czy szorować
                          wannę - wole spacer.
                          Dom to nie błyszczące podłogi i czyste zakamarki. To chęć spędzania czasu ze
                          sobą i pomysły na wszystkie różne "razem" albo czasem prawo do samotności w
                          kąciku.
                          Nie robie już z siebie męczennicy - a kiedys robiłam. Nauczyłam się, że to nie
                          ma zadnego sensu, a skutek wręcz odwrotny. Nauczyły mnie głownie inne kobiety -
                          te które nie uratowały swoich małżeństw przed gorycza, pretensjami i zanikiem
                          seksu.
                          PS. Nie jestem ideałem - tez czasem wrzeszczę, zrzędzę, ale jakby rzadziej -
                          coraz częściej się cieszę.
                          I zdarza mi się, że po -nastu latach małżeństwa calujemy sie pod drzewem w
                          parku o świcie - a inni pewnie myślą sobie, że jesteśmy "występnymi kochankami"
                          którzy ukradkiem spotykaja się o nienormalnych porach (np. 7.00 w parku lub
                          8.00 w Ogrodzie Botanicznym)
                          więc powtarzam ...olej te cholerne skarpety
                          A
                          • takie_zycie Re: dokładnie tak :-) 08.08.03, 22:55
                            Aisza, nie ptrafię przerwac błędnego koła. Skarpety sa tylko egzemplifikacją.
                            Nie twierdze, ze jestem idealna, ze dom lsni- nie, to walka z wiatrakami. ale
                            to tylko przykład codziennych zmagan z durna rzeczywistoscią...
                            Cała ta dyskusja toczy sie wokół seksu: jak sprawic by znów miec na niego
                            ochotę? Szukam tu byc moze odpowiedzi i wdzięczna jestem pollince ze
                            rozpoczeła ten wątek... bo moje sposoby nie działają ni w ząb. Dzisiaj
                            rozmawialismy z "moim" trochę o tym, i usłyszałam to, czego się spodziewam od
                            dawna: długo tak nie wytrzymam. I co mam mu odpowiedziec? Wiem ,i co mam z tym
                            zrobić? zmuszac sie? udawac? Nie mam ochoty na spontanicznosc Aisza, zrozum!
                            Nie umiem się zdobyc na spontanicznosc, chyba skapciałam. Ale inicjatywy
                            (pozaseksualnej) u niego tez nie widzę... Na razie to ja mam tylko chęć
                            chciec..ale to nie wystarczy...


                            pozdrawiam aseksualnie
                    • Gość: lola do Tomka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 17:59
                      Gość portalu: tomek napisał(a):

                      > Sadze ze Aisza napisala to co napisala swiadomie przesadzajac.
                      > Mocno przesadzajac - przeciez zycie nie jest zwykle takie
                      > czarnobiale, ze ten biedny maz musi ciagle znosic tyranie a potem
                      > plecy swojej nieczulej zony. Ale problem polega na tym, ze nasza
                      > meska psychika (dobra nie uogolniam - mowie tylko o sobie) jest
                      > taka, ze po jednym, drugim, trzecim odrzuceniu "bo nie!" zaczyna
                      > budowac wlasnie taki obraz rzeczywistosci. I choc ja rozumiem ze to
                      > bzdura ale wlasnie tak zaczynam postrzegac swoja wlasna sytuacje.
                      > Dlatego napisalem 'dziekuje' bo mam wrazenie ze Aisza rozumie cos
                      > czego kobiety (dobra nie uogolniam - moja zona) nie moze zrozumiec...



                      Temat jest szalenie skomplikowany, jak juz ktos zauwazył "bo w tym cały jest
                      ambaras...".
                      Ja doskonale meżczyzn rozumiem, taka ich natura ze tego sexu potrzebuja, i z
                      kolei nie rozumiem natury która co niektórym kobietom tej zadzy poskapiła.
                      Dzis jest tak, (nawiazując do Aiszy), ze teraz ja pracuje, maz ma problemy ze
                      znalezieniem pracy, wiec watek o przemeczeniu praca odpada, tesciową mam
                      kochana wiec tu napięć nie ma, dziecku to ja udzielam reprymendy, bo tatus
                      miekki jak wosk wobec córki, ponadto wszelkie czynnosci domowe wykonuje ja-
                      pranie, sprzatanie, gotowanie, etc.Zatem to ja powinnam domagac sie tej chwili
                      relaksu w formie sexu, a nie maz.Potrzebuje natomiast raczej czułosci na co
                      dzien, wyreki w codziennych obowiazkach i miłego słowa.
                      Ponadto to chyba co najbardziej mnie wkurza to to, ze on oczekuje moich
                      zabiegów o niego, to ja mam prowokowac, zachęcac. Rany, wieczorem to ja padam
                      na p..k(buźke), ale czasami zbieram sie w sobie i dawaj, ruszam ostro.
                      Niestety, nie jest to nic spontanicznego, tylko opracowuje plan- wcale nie
                      mając ochoty udaje ze mam ogromna,jak ja siebie wtedy nie lubie. A jak juz
                      wczesniej pisałam, sam sex mi sie podoba, najgorzej zaczac.
                      Ja naprawde nie neguje sexu, ale no co mam zrobic, no co?
                      No i jeszcze jedno- mojemu facetowi hormony sie odzywaja rano, a ja rano to
                      masz przemozną ochote kawy sie napic, a nie z zaspanymi oczami sex uprawiac,
                      potem on ma pretensje, ze odrzucam te jego zaloty.
                      • Gość: lola Re: do Tomka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 18:05
                        Gość portalu: lola napisał(a):

                        > Gość portalu: tomek napisał(a):
                        >
                        > > Sadze ze Aisza napisala to co napisala swiadomie przesadzajac.
                        > > Mocno przesadzajac - przeciez zycie nie jest zwykle takie
                        > > czarnobiale, ze ten biedny maz musi ciagle znosic tyranie a potem
                        > > plecy swojej nieczulej zony. Ale problem polega na tym, ze nasza
                        > > meska psychika (dobra nie uogolniam - mowie tylko o sobie) jest
                        > > taka, ze po jednym, drugim, trzecim odrzuceniu "bo nie!" zaczyna
                        > > budowac wlasnie taki obraz rzeczywistosci. I choc ja rozumiem ze to
                        > > bzdura ale wlasnie tak zaczynam postrzegac swoja wlasna sytuacje.
                        > > Dlatego napisalem 'dziekuje' bo mam wrazenie ze Aisza rozumie cos
                        > > czego kobiety (dobra nie uogolniam - moja zona) nie moze zrozumiec...
                        >
                        >
                        >
                        > Temat jest szalenie skomplikowany, jak juz ktos zauwazył "bo w tym cały
                        jest
                        > ambaras...".
                        > Ja doskonale meżczyzn rozumiem, taka ich natura ze tego sexu potrzebuja, i z
                        > kolei nie rozumiem natury która co niektórym kobietom tej zadzy poskapiła.
                        > Dzis jest tak, (nawiazując do Aiszy), ze teraz ja pracuje, maz ma problemy
                        ze
                        > znalezieniem pracy, wiec watek o przemeczeniu praca odpada, tesciową mam
                        > kochana wiec tu napięć nie ma, dziecku to ja udzielam reprymendy, bo tatus
                        > miekki jak wosk wobec córki, ponadto wszelkie czynnosci domowe wykonuje ja-
                        > pranie, sprzatanie, gotowanie, etc.Zatem to ja powinnam domagac sie tej
                        chwili
                        > relaksu w formie sexu, a nie maz.Potrzebuje natomiast raczej czułosci na co
                        > dzien, wyreki w codziennych obowiazkach i miłego słowa.
                        > Ponadto to chyba co najbardziej mnie wkurza to to, ze on oczekuje moich
                        > zabiegów o niego, to ja mam prowokowac, zachęcac. Rany, wieczorem to ja
                        padam
                        > na p..k(buźke), ale czasami zbieram sie w sobie i dawaj, ruszam ostro.
                        > Niestety, nie jest to nic spontanicznego, tylko opracowuje plan- wcale nie
                        > mając ochoty udaje ze mam ogromna,jak ja siebie wtedy nie lubie. A jak juz
                        > wczesniej pisałam, sam sex mi sie podoba, najgorzej zaczac.
                        > Ja naprawde nie neguje sexu, ale no co mam zrobic, no co?
                        > No i jeszcze jedno- mojemu facetowi hormony sie odzywaja rano, a ja rano to
                        > masz przemozną ochote kawy sie napic, a nie z zaspanymi oczami sex uprawiac,
                        > potem on ma pretensje, ze odrzucam te jego zaloty.


                        Zaraz ktos napisze: wieczorem zmeczona, rano kawy jej sie chce- no własnie, to
                        kiedy ten sex miałby byc?Z dawnych lat pamietam ze najwiekszą radosc sprawialo
                        mi uprawianie go w półsnie, tak ok. 2 giej nad ranem, ale teraz mój luby o tej
                        porze chrapie(w przenosni).
                      • Gość: Aisza seks poranny IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 18:16
                        :-)))
                        seks poranny bardziej rozkręca niz ...kawa
                        a i dla urody jest korzystny - bardziej niż kwadrans gimnastyki
                        zwróć uwagę na poranne twarze ludzi (w tramwajach, w parcy itp. - jedni ziewaja
                        skrzywieni, znudzeni codzienną harówką, ale inni ...promienieją jak nawiedzeni
                        ciekawe dlaczego?
                        • Gość: lola Re: seks poranny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 18:38
                          Gość portalu: Aisza napisał(a):

                          > :-)))
                          > seks poranny bardziej rozkręca niz ...kawa
                          > a i dla urody jest korzystny - bardziej niż kwadrans gimnastyki
                          > zwróć uwagę na poranne twarze ludzi (w tramwajach, w parcy itp. - jedni
                          ziewaja
                          >
                          > skrzywieni, znudzeni codzienną harówką, ale inni ...promienieją jak
                          nawiedzeni
                          > ciekawe dlaczego?

                          Bardzo mozliwe,ale ja najpierw musiałabym wypic kawe, wziac prysznic, a wtedy
                          jest juz 8 i ja do pracy musze, a w soboty które mam wolne ....nie chce mi
                          sie. auuuu....
                        • takie_zycie Re: seks poranny 08.08.03, 22:34


                          Ja nie zaznaję porannego seksu (bo juz nie lubie) a nie chodzę skrzywiona.
                          poprawia mi humor jak sie facet do mnie usmiechnie (moj albo obcy), piosenka,
                          kawka,albo np. dziecko mnie rozbawi, czasem nic mi go nie musi poprawiac, bo
                          staram sie miec pozytywne podejscie do zycia i ludzi (jedna depresja juz była i
                          wystarczy) i ...to skutkuje. Dzisiaj klient biura, w którym pracuję powiedział:
                          z pani to taka sympatyczna kobieta, ma pani jakiąś pozytywną energię, jak miło
                          zobaczyc, ze ktos sie jeszcze usmiecha ot tak sobie...I wiecie co? No juz teraz
                          usmiecham się ansolutnie do wszystkich...bez seksu.
                          Seks recepta na szczęscie? Nie dla mnie jak widac...Ale jak wróce do domu i
                          znów przyjdzie mi powiedziec: nie mam ochoty, to mi sie odechce wszystkiego.I
                          zal mi i nie zal...znacie to?

                          pozdrawiam aseksualnie
                  • Gość: Aisza Re: do Aiszy IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 14:59
                    Tak myslę, bo tak to widzę - chodzi o częstość zjawiska
                    Nie jestem obrończynią tylko ucisnionych mężczyzn, ale w ogóle zajmuje się
                    problemami ludzi
                    Nie pisałam o Tobie, ale o małżeństwach, z którymi miałam kontakt i trochę na
                    podstawie literatury
                    Mężczyźni nie użalają się tak na swoje żony, jak robią to kobiety (często nie
                    mając poważnych powodów do narzekania)
                    Mężczyni nie gderają - a zwróć uwagę, że jest to czynnośc, która chyba
                    najbardziej zraża męzczyzn do kobiet (nasze dzieci tez tego nienawidzą) -
                    bardzo niszczy atmosferę w domu.
                    Kobiety niepotrzebnie walczą ze swoimi mężczyznami - jeśli nawet zwyciężą bitwę
                    o remont łazienki, o pilota do TV, o brudne ciuchy itp. to na dłużsżą mete i
                    tak ...przegrywają. Przeciez my tak naprawde to nie lubimy ...pantoflarzy. Przy
                    tych grzecznych i potulnych facetach tracimy kobiecość i radość z życia.

                    PS. Zrozumiałam tez po latach jak niepotrzebne w życiu, a wręcz szkodliwe jest
                    ustawianie się w roli "pouczacza" partnera - czyli wychowywanie go zamiast
                    WSPÓLNE ustalanie zasad (nawet jesli mają one dotyczyć tak drobnej sprawy
                    jak "zarządzanie" brudna bielizną)
                    A
                    • Gość: lola Re: do Aiszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 18:27
                      Gość portalu: Aisza napisał(a):

                      > Tak myslę, bo tak to widzę - chodzi o częstość zjawiska
                      > Nie jestem obrończynią tylko ucisnionych mężczyzn, ale w ogóle zajmuje się
                      > problemami ludzi
                      > Nie pisałam o Tobie, ale o małżeństwach, z którymi miałam kontakt i trochę
                      na
                      > podstawie literatury
                      > Mężczyźni nie użalają się tak na swoje żony, jak robią to kobiety (często
                      nie
                      > mając poważnych powodów do narzekania)
                      Tak to prawda, mój zawsze wychwala mnie pod niebiosa, gdy mnie nie ma (o czym
                      mi donosza), ale w mojej obecnosci ZAWSZE mnie krytykuje- to po to zebys sie
                      nie zepsułą, mówi, a ja włąsnie dlatego ze jest taki sie psuje
                      > Mężczyni nie gderają - a zwróć uwagę, że jest to czynnośc, która chyba
                      > najbardziej zraża męzczyzn do kobiet (nasze dzieci tez tego nienawidzą) -
                      > bardzo niszczy atmosferę w domu.

                      u mnie w domu gderanie nalezy do faceta- sam nie robiąc w domu NIC potrafi mi
                      zarzucic ze cos nie zrobione, nie wyprasowane, a sasiadka to bardzo dba o dom,
                      tam zawsze tak czysto i obiad na stole- ale tego ze jej maz pomaga w
                      obowiazkach, to tego juz nie widzi; poza tym jak czasem nie gderac jesli non
                      stop rozrzuca łachy po domu, zalewa łazienke i nigdy nigdy jeszcze nie starł
                      tej wody, tylko robi ciemne smugi po całym mieszkaniu, a ja trace czas którego
                      mam mało na sprzatanie po nim,czy to naprawde przekracza jego mozliwosci?
                      > Kobiety niepotrzebnie walczą ze swoimi mężczyznami - jeśli nawet zwyciężą
                      bitwę
                      > o remont łazienki, o pilota do TV, o brudne ciuchy itp. to na dłużsżą mete i
                      > tak ...przegrywają. Przeciez my tak naprawde to nie lubimy ...pantoflarzy.

                      Jezu, ja zawsze starałam sie byc przeciwienstwem takiej zony- maz ma pełna
                      swobode, idzie gdzie chce, robi co chce, słowa nie powiem, TV ma tylko dla
                      siebie, itd., ale on juz takich praw mi nie przyznaje- spóźnienie o godzine to
                      awantura, kolezanki mu sie nie podobaja, musze spowiadac sie z godz. spedzonej
                      na kawie z kolezanka jakos tak raz do roku,do kina chodzic nie lubi, ale jak
                      ja ide to sie boczy, czy to jest normalne? itd, itd. Jemu wolno wszystko, ja
                      juz musze byc swemu panu podporzadkowana- takie to jest podejscie
                      Przy
                      >
                      > tych grzecznych i potulnych facetach tracimy kobiecość i radość z życia.
                      >
                      > PS. Zrozumiałam tez po latach jak niepotrzebne w życiu, a wręcz szkodliwe
                      jest
                      > ustawianie się w roli "pouczacza" partnera - czyli wychowywanie go zamiast
                      > WSPÓLNE ustalanie zasad (nawet jesli mają one dotyczyć tak drobnej sprawy
                      > jak "zarządzanie" brudna bielizną)
                      > A
                      Ja z tej racji ze jestem duzo młodsza od partnera zawsze byłam ta którą
                      pouczano, musiałam sie dostosowac- ok, no problem. Ale są granice- kiedy facet
                      nawet w kuchni mnie poucza, a sam umie co najwyzej jajecznice zrobic, to ja
                      juz mam prawo sie buntowac.Ostatnio otrzymałąm reprymende ze nie potrafie
                      zdiagnozowac czegos w samochodzie- przeciez od tego mam faceta zeby auto
                      zlustrował i zobaczył, co źle, no ale nie, to MOJA WINA JEST.Chwilami mam
                      ochote go udusic, ale to chyba wszyscy przechodzą, trudno tak sobie wybrałam
    • takie_zycie Aisza- test 08.08.03, 23:17


      czy to moze Ty ułożyłas?

      >> KOŃ
      > TYGRYS
      > OWCA
      > KROWA
      > ŚWINIA
      chociaż nie w twoim stylu są wielkie romantyczne porywy, to jesteś w stanie
      stworzyć wspaniały związek oparty na zaufaniu i przyjaźni. miłość to element
      konieczny i obecny, ale wychodzisz z założenia, że o wiele więcej wypracujesz
      za pomocą przyjaźni; seks może nie zajmuje najistotniejszego miejsca w
      relacjach z partnerem, ale jest sprawą udaną. ale - chociaż zdaje się, że
      pozornie nieskomplikowan z ciebie osoba, jednak w sypialni pokazujesz pazur..
      :-)

      >czy coś się zgadza?

      to zastanawiajace, ułozyłam dokładnie w tej samej kolejnosci :|
      • Gość: Aisza do takie jest zycie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 09.08.03, 10:24
        nie traktuj tego poważnie - to tylko psychozabawa, odpowiedzi sa ta
        sformułowanie, że pasują do większości ludzi (w całości lub choćby w czści)
        ;-)
        A
        • takie_zycie Re: do takie jest zycie 09.08.03, 12:50
          Gość portalu: Aisza napisał(a):

          > nie traktuj tego poważnie - to tylko psychozabawa, odpowiedzi sa ta
          > sformułowanie, że pasują do większości ludzi (w całości lub choćby w czści)
          > ;-)
          > A


          Bez obaw, nie traktuję powaznie:)
          zwłaszcz takich pseudo- psychoanaliz
          pozdrawaiam
          • Gość: she Re: do takie jest zycie IP: *.acn.pl 09.08.03, 16:54
            Dlaczego traktować życie z jednej strony z takim idealizmem (jedyny, ten
            właśnie..) a z drugiej z jego brakiem (przecież ma być cudownie... wspaniale...
            życie jest jedno... może szybko się skończyć...)
            Miałam ten sam problem, pojawił się w wieku 27 lat i nie ustawał aż do zeszłego
            roku, gdy nagle na horyzoncie pojawił się ktoś inny... Wszystko wybuchło i
            zaczęło się ze zdwojoną (ztrojoną??) siłą. I tak w wieku lat 32 odkryłam nowe
            aspekty bycia razem...
            Do dzieła, - tak, takie jest życie, dlaczego nie może być szczęśliwe, dlaczego
            trwać w czymś, co staje się problemem i postem na forum...
            pozdra
            • takie_zycie do she oraz aiszy 09.08.03, 18:00
              Gość portalu: she napisał(a):

              > Dlaczego traktować życie z jednej strony z takim idealizmem (jedyny, ten
              > właśnie..) a z drugiej z jego brakiem (przecież ma być cudownie...
              wspaniale...
              >
              > życie jest jedno... może szybko się skończyć...)
              > Miałam ten sam problem, pojawił się w wieku 27 lat i nie ustawał aż do
              zeszłego
              >
              > roku, gdy nagle na horyzoncie pojawił się ktoś inny... Wszystko wybuchło i
              > zaczęło się ze zdwojoną (ztrojoną??) siłą. I tak w wieku lat 32 odkryłam nowe
              > aspekty bycia razem...
              > Do dzieła, - tak, takie jest życie, dlaczego nie może być szczęśliwe,
              dlaczego
              > trwać w czymś, co staje się problemem i postem na forum...
              > pozdra


              Dziekuję. Za słowa otuchy, krytyki, w ogóle za te słowa :) sądziłam, ze nikt,
              kto sam to przechodził nie jest mi w stanie powiedziec czegos takiego. Aisza i
              Tobie tez dziękuję, mimo ze nie we wszystkim sie z Tobą zgadzam. To miłe, ze
              komus chce się udzielic rady, podzielic doswiadczeniem. Zwłaszcza, ze problem
              jest ciagle w naszym społeczenstwie tematem tabu.
              Zatem, jest dla mnie jeszcze jakas nadzieja..:)

              pozdrawiam (jeszcze) aseksualnie
              nie omieszkam Wam jak cos sie zmieni :)


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka