zallamana
04.08.08, 14:05
...wsparcia, rady:(
Tak strasznie mi ciężko... Nie mam się nawet komy wygadać...
Może zacznę ogólnie. Ojciec alkoholik, cham, nienawidzę go za wszystkie
krzywdy jakie nam zrobił i robi, oraz za to jaki jest...
Brak pieniędzy, mama wciąż za granicą, aby utrzymać dom, mnie na dziennych
studiach, które prawdopodobnie będę zmuszona przerwać z powodu braku
pieniędzy, co strasznie mnie pogrąża (mieszkam 180 km od uczelni). Ale
przechodząc do sedna sprawy, potrzebuję rady...
Chodzi o mojego chłopaka. Jestem z nim 1,5 roku, studiując dziennie mieszkałam
razem z nim... poznałam go w/g mnie dobrze przez ten czas.
Jest dobrym chłopakiem, ale całkiem innym niż ja, a bynajmniej innym w wielu
kwestiach dla mnie ważnych. Nie podniósł na mnie ręki, ani nie obraził,
lecz... nie odpowiada mi w nim to, że np. jest opryskliwy dla innych ludzi,
natomiast ja z reguły jestem miła, odstawił wszystkich swoich znajomych dla
mnie, z nikim nie chce się spotykać, najlepiej siedziałby tylko ze mną 24h/
dobę. Uważa że znajomi nie są nam potrzebni do szczęścia i tylko ja mu
wystarczam. Kontroluje wszystko co robię, nawet na głupim internecie- chociaż
to mogę jeszcze zaakceptować, nie mam nic do ukrycia a on jest zazdrosny,
rozumiem. Jest również troszkę leniwy, rozrzutny, lubi sobie wypić piwko z
wieczorka- co strasznie mnie nie pokoi ze względu na mojego ojca... on też tak
"zaczął". Rozmawialiśmy o tym setki razy, przyznaje mi rację, czasem nie pił
alkoholu w ogóle np. tydzień, ale ja nie zmienię tego co on lubi... I gdyby
mógł, wg mnie piwkowałby codziennie- co zresztą często się zdarzało.
Wczoraj powiedziałam mu, że chyba nie pasujemy do siebie i powinniśmy się
rozstać mimo iż na początku było jak w pięknej bajce, czego on nie jest w
stanie zaakceptować. Codziennie słyszę od niego jak bardzo mnie kocha, że
jestem jego życiem, światem... na wczorajszą wiadomość zaczął płakać (rano) i
trwało to do ok 20... Krzyczał płacząc że nie wyobraża sobie życia beze mnie,
że kocha niesamowicie, żebym go nie krzywdziła tak, że sobie życie odbierze bo
beze mnie i tak go nie ma itd...
Bardzo mnie serduszko bolało na to wszystko, po prostu żal mi go niesamowicie,
powiedziałam mu, że jeszcze poważnie to wszystko przemyśle i czas pokarze,
pozwoliłam mu zostać u siebie na noc (codziennie nocujemy razem) i dopiero
wtedy się uspokoił i przestał płakać. Ja nie chcę go ranić, strasznie boli
mnie jak on cierpi, a kiedy widzę jego łzy, moje od razu nasuwają mi się do
oczu... tak mi jest ciężko z powodu tej całej sytuacji, w domu i jeszcze z
nim... Nie wiem czy jest sens ciągnąć coś, co prawdopodobnie nie ma sensu...
Rano pojechał do domu, odwiózł mnie do pracy... jego matka dzwoniła zapytać co
się stało, że cały dzień wymiotuje, jest smutny i nie chce o niczym
rozmawiać... A wymiotuje z nerwów, bo u mnie też wymiotował po kilku godzinach
płaczu... Boże ja naprawdę nie wiem co robić...