Gość: I.
IP: 10.85.101.*
11.01.02, 15:02
Coraz czesciej zaczynam powaznie zastanawiac sie nad swoim malzenstwem.Kiedys bylam pelna optymizmu i
wierzylam ze dotrzemy sie i wszystko sie zmieni teraz zastanawiam sie jak wygladaloby moje zycie bez
Niego.Wkurza mnie jego zachowanie.Prawie nigdy za nic mnie nie przeprasza,bo twierdzi ze nawet jesli zrobi cos
zle ze to moja wina bo go sprowokowalam i to ja powinnam przepraszac za prowokacje.W klotni potrafi
powiedziec tak bolesne slowa ze az wlos jezy mi sie na glowie,poczym mowi ze wcale tak nie mysli ze mowi tak
pod wplywem chwili,kiedy jest na mnie zly, tylko po to aby mi zrobic przykrosc i zranic.Czy to normalne.Czasem
sie zastanawiam czy on mnie wogole kocha?Czy to nie jest toksyczne byc z czlowiekiem ktory jest dobry,czuly i
mily tylko wtedy kiedy ja jestem taka sama i mam dobry humor?A moze to normalne kiedy ludzie sie docieraja???