hermina25
30.08.09, 03:24
Nie ufam nikomu...I nie jest mi z tym źle,wręcz przeciwnie :)
Mam w życiu paru przyjaciół,faceta z którym się spotykam...Ale nie umiem ,nie
jestem w stanie zwierzyć im się,kiedy mam poważny problem,sama wolę go
rozwiązać,uporać się z nim.Jak nauczę się o nim mówić przyjaciołom,oznacza
to,że sama już go przeanalizowałam,uporałam się z nim.W większości jednak
przypadków,wolę nie opowiadać o swoich rozterkach,czułabym się
upokorzona-zwierzając się komuś z niepowodzeń...
Poza tym ludzie są tylko ludźmi-nigdy nie wiadomo,kiedy najlepszy przyjaciel
stanie się zaciekłym wrogiem...Lepiej trzymać dystans.
Na zakończeniu,zaznaczę,że nie czuję się z tego powodu nieszczęśliwa,jak do
tej pory dobrze na tym wychodzę...Nikt nie jest w stanie mnie zranić :)
Przyjaciele,partnerzy często zarzucają mi brak zaufania...?!A ja nie potrafię
zrozumieć ich pretensji...
Czy są tu osoby,które przejawiają podobne tendencje?I nie traktują braku
zaufania jako problemu?
P.S
a tak w ogóle jestem po flaszce Smuglera ;)