miss_housewife
08.09.09, 11:23
Czesc,
Mam pytanie do dziewczyn, ktore zostaly zdradzone przez
mezow/partnerow, ale postanowily pozostac w swoich zwiazkach. Jak
sobie radzicie ze zmiana w postrzeganiu partnera/meza? I czy wogole
taki problem macie?
U mnie calkowicie zmienil sie sposob postrezgania nie meza. W
dalszym ciagu go kocham, ale.... sama nie wiem. Stracil w moich
oczach tak wiele... dalej staram sie go wspierac, szczegolnie w
trudnych momentach (a takim byla utrata pracy i stres zwiazany z
poszukiwaniem nowej), akceptowac jego decyzje zawodowe, naukowe,
itp..., ale... to juz nie jest to samo, co bylo kiedys. Kiedys
popieralam go calym sercem, staralam sie dzielic z nim problemy,
poszukiwac rozwiazan, itp., a teraz robie to, ale tak jakby z
automatu, nie ma juz w tym serca.
Nie roztrzasam kazdego jego wyjazdu (a jest ich wiele, taki
charakter pracy), ale... nie mam juz do niego zaufania, nie mam
pewnosci, ze znowu mnie nie zdradzi. Nie jest w mojej naturze
sprawdzanie (przeszukiwanie kieszeni, telefonu, komputera, itp.),
szukanie dowodow, wiec tego nigdy nie robilam i nie robie, niemniej
zaufanie do niego calkowicie stracilam.
On niby stara sie „odbudowac” nasz zwiazek, ale tu z kolei ja nie
mam pewnosci na ile jest to szczere, a na ile wynika z obawy utraty
dotychczasowego zycia (czyli domu, dzieci, mnie w charakterze
przyjaciele i doradcy). Nie wiem jakie sa tak naprawde jego uczucia
wobec mnie. On w kazdej rozmowie, czy raczej probie rozmowy z mojej
strony zaslania sie koniecznoscia odnalezienia najpierw siebie
(zaczal chodzic do psychologa).
Sama nie wiem, jestem w jakims totalnym zawieszeniu i nie wiem co z
tym fantem zrobic.
Czy jest to tylko moj problem, czy dotyczy on wiekszosci dziewczyn w
podobnej sytuacji?
Przepraszam za chaotycznosc posta, ale to chyba najdokladniej
odzwierciedla stan moich mysli.