ackerman1
05.07.05, 12:51
Po krótce...stoję na drodze podporządkowanej, próbuję włączyć się do ruchu,
za mną pusto, rozmyśliłem się więc wsteczny, rozpocząłem cofanie a tu nagle
niespodzianka, lekko coś mnie przytrzymało...patrzę a tu f... straż miejska,
za kółkiem strażnik, a pasażer policjant- i od razu z ryjem na mnie, że co
robię i takie tam, że mam przygotować dokumenty. Ja grzecznie przeprosiłem,
widzę że nic sie nie stało, strażnik kierowca spokojnie siedzi. A ten
policjant rozkręca się- że stwarzam zagrożenie itd. aż w końcu padło
pytanie "po co są lusterka w samochodzie?"-no to mnie wkurzyło, dałem mu
dokumenty z odpowiednim komentarzem. Opisuję skrótowo akcję bo mam pytanie
- czy ja wogóle musiałem rozmawiać z policjantem-był pasażerem, kierowca
strażnik siedział spokojnie i chyba czekał tylko, aż skończy sie ta farsa, z
normalnym "cywilnym" kierowcą sprawa trwałaby może z 5 minut?