Gość: 130rapid
IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl
08.11.02, 21:23
No i stało się! Pierwsza po wykulaniu ćwieć miliona kilometrów - wygięta
felga i rozp****ona opona.
15 cm w lewo i nie byłoby tej sprawy, ale byłby za to obity bok Passata,
który mnie wyprzedzał "na gazetę". O, jak pierdyknęło! ŁUP! ŁUP! To były
takie dwie fajne dziury: wyglądały tak jakby jakiś asfaltożer ugryzł jezdnię
przy krawędzi, jak kromkę chleba. Zatrzymałem się kilkaset metrów dalej (bo
wydawało się, że nic się nie stało) w lepiej oświetlonym miejscu, żeby
popatrzyć czy samochód jest OK.
Niestety, wygięty alus, piękny bąbel na oponie - nieboszczka zdążyła ledwie
10 tys. km zrobić z moim autkiem ;-(
Opanowała mnie żądza zemsty na zarządzie dróg.
Pofatygowałem policjantów, spisali protokół, wydmuchali (mnie), podjechaliśmy
obejrzeć dziury, zrobiliśmy im piękne fotki i wolniutko 40-50 km/h dokulałem
się do domu.
Całe szczęście, że mam zapasową parę felg z oponami, i że jestem dopiero
umówiony na zimówki. :-)
P.S. Michal! Jeszcze trochę potłukę się po tych naszych bezdrożach i dojrzeję
do decyzji emigracji do Szwecji ;-) Z przyczyn drogowych ;-)))
BO JA CHCĘ WRESZCIE POJEŹDZIĆ PO NORAMLNYCH DROGACH!