sheilla
07.12.04, 20:00
Witam! Myslalm, ze na to forum nie dotre... Owszem, czytalam Wasze wpisy, ale
temat byl mi dosc odlegly.
Cała swoja historie opisalam ok miesiaca temu na "samodzielnej mamie". Moge
jeszcze tylko dodac, ze ostatecznie nie zgodzilam sie na zabieg ( jak to
ladnie brzmi! ciekawe, dlaczego ex nie namawial mnie na skrobanke czy aborcje,
tylko wlasnie na zabieg..?). Wobec mojego stanowczego sprzeciwu
postanowil...wyjechac. Po osmiu latach bycia razem. po tym wszystkim, co razem
przeszlismy. Tydzien temu zapowiedzial mi, ze wyjezdza i nigdzie go juz nie
odnajde, ze moje dziecko od zycia dostanie tylko ochłapy itp.
Wiem, powinnam sobie powiedziec-palant. Sama sobie poradze.
Tylko ze coraz bardziej sie boje. Mam nieustanne wyrzuty sumienia (podsycane
niemalze pprzez całe otoczenie), ze to, co chce zrobic, to czysty egoizm z
mojej strony. Co ja temu dziecku moge dac? Co ja mu kiedys powiem, kiedy
zapyta o tatusia? Ze zostawil nas bo go nie chcial? Koncze teraz studia,
utrzymuje sie z renty po zmarlym ojcu ale we wrzesniu i to sie konczy. Zostane
sama, z malutkim dzieckiem, ktore procz mojej milosci bedzie potrzebowalo
takze i ojca, dziadkow no i nakladu finansowego.
Dzisiaj znowu rozmawialam z matką mojego ex. Ma do mnie zal, ze synek chce
wyjechac i JĄ opuscic. Prawie ze sie nie odzywala. Zakomunikowala mi tylko, ze
do wychowania dziecka potrzeba ogromnych pieniedzy a ona ich nie ma. I ze
synkowi swiat sie zawalil... Dodatkowo jestem bombardowana telefonami ze
strony mojej rodziny, ZE JESZCZE MAM CZAS I POWINNAM SIE ZASTANOWIC.
Wyc mi sie chce. Ale moze lepiej, zebym cierpiala tylko ja a nie moje dziecko
razem ze mna? Pozdrawiam