ralston
24.01.07, 08:53
"Express Ilustrowany": Andrzej Pęczak, były łódzki poseł i baron SLD,
wystąpił do marszałka Sejmu o zapomogę. Pęczak twierdzi, że nie może wyżyć z
1,9 tys. złotych renty, którą otrzymuje.
"Wypisany własnoręcznie wniosek wysłałem we wtorek listem poleconym. Nie
wymieniam w nim kwoty, którą chciałbym dostać. Liczę jednak, że marszałek
Marek Jurek uwzględni trudną sytuację, w jakiej się znalazłem po wyjściu z
więzienia" - mówi gazecie były prominent lewicy.
Pęczak wyszedł z aresztu na początku stycznia po wpłaceniu 400 tys. złotych
poręczenia majątkowego. Mieszka w swoim domu z córką i zięciem. "Gdy
wychodziłem z więzienia, otrzymałem 1200 złotych tzw. żelaznej kasy. Dostałem
także rentę, którą przyznano mi po wypadku samochodowym. Z tych pieniędzy nie
zostało już nic. Musiałem zapłacić 850 złotych kosztów sądowych mojego
rozwodu, zarejestrować i ubezpieczyć moje subaru, wysłać żonie 500 złotych
alimentów na syna Maciusia. Na lekarstwa i adwokatów nie mam już grosza" -
narzeka były baron SLD. Gazeta odnotowuje, że dom, w którym Pęczak mieszka z
córką i zięciem, jego wyposażenie, auto subaru oraz konto bankowe, na którym
były poseł ma zdeponowane jeszcze 350 tys. złotych, są zajęte przez komornika
na poczet przyszłej grzywny.
Przyjaciele nie zapomnieli jednak o Andrzeju Pęczaku. W hotelu "Axel" w Łodzi
dali mu do dyspozycji gustownie umeblowany pokój z telefonem, telewizorem i
komputerem, aby mógł załatwiać swoje sprawy i przyjmować gości -
pisze "Express Ilustrowany".