lira_korbowa
23.03.08, 19:04
Idę sobie na obiad do cioci. W pobliżu dworca siedzi kocina, bura, w
obróżce. Jakoś tak wygląda, jakby się zagubiła. Na obróżce
przywieszka, wykaligrafowane: "Kotka - Kicia" oraz komóra, adres
(niedaleki), myślę sobie - dostarczę. Kocina sama wskakuje w
ramiona, przytula się i natychmiast włącza motorek :-)
Oczekuję wdzięcznej nobliwej emerytki. Dzwonię domofonem - długo
nic. Potem ryk - "czegooooo" - "no kotka przyniosłam". "Dobra, no to
zejdę". I schodzi młodzian nieświeży, z gruntu menelski, kota przez
szparę w drzwiach wyrywa (kot się jakoś dziwnie opiera) i
zatrzaskuje mi drzwi na twarzy...