Dodaj do ulubionych

Nie udało się. :(

28.04.12, 12:23
Straszliwe mi łeb pęka... chyba się musiałem wczoraj o coś puknąć... I pić się chce niemiłosiernie.

Opowiem Wam, co się wczoraj stało. Postanowiłem wyjść do ludzi. Poszedłem więc ze swoim jedynym przyjacielem (chociaż dzisiaj już chyba nie mogę tak o nim powiedzieć) i paroma dziewczynami na piwko w plenerze. Miało być miło. Miałem być pewnym siebie, sympatycznym, dowcipnym i towarzyskim facetem. Miałem być wesoły i nie narzekać. Miałem być duszą towarzystwa.

Nie mówiłem Wam chyba o sobie czegoś, chciałem to teraz wyjaśnić... Pewnie myślicie, że to, co tutaj piszę, w jakiś sposób odzwierciedla moje codzienne postawy i zachowania. Może też wygląd czy sposób bycia. Nie jest tak do końca. Kiedy chcę, naprawdę potrafię mieć cholernie dużo wdzięku i wzbudzać sympatię u ludzi, zabawiać ich itd. Muszę przyznać, że mam całkiem niezłe poczucie humoru, co pozwala mi niekiedy stawać się duszą towarzystwa. Nie inaczej było wczoraj, trzeba powiedzieć, że zupełnie nieźle mi szło. Do czasu.

Nie mogę Wam niestety powiedzieć, co się dokładnie stało. Powiedzmy, że ktoś mi się z czegoś zwierzył... powiedzmy, że człowiek, z którym przyjaźnię się od wielu lat, człowiek, który wie o mnie omal nie wszystko i o którym, tak mi się wydawało, ja również wiem niemało - nie jest tym, za kogo się podaje. Jest kimś zupełnie innym.

Skończyło się w każdym razie tak, że odszedłem bez słowa, błąkałem się sam po ciemku po jakichś, kur.wa, łąkach, w kółko powtarzając do siebie: "Co to za taki świat? O co w tym wszystkim w ogóle chodzi?". Tak było.

Potem spotkałem jakichś ludzi, powiedziałem im, że mam dość tego całego świata i wszystkich na nim, a szczególnie mam dość tzw. przyjaciół. A oni mi powiedzieli, że to się niestety zdarza. Wygląda również na to, spójrzmy prawdzie w oczy, że zagadywałem potem do obcych ludzi w tramwaju, co właściwie oznacza, że jestem gotów do psychiatryka. :(

Wiecie co? Chyba jednak się zapiszę na kursy samorozwoju oraz programowania neurolingwistycznego, a także psychoterapię grupową. Możliwe też, że zacznę wyznawać religię, może nawet - kto wie - zajmę się marketingiem wielopoziomowym (MLM). Cóż innego mi pozostało?
Obserwuj wątek
    • rzeka.suf Re: Nie udało się. :( 28.04.12, 12:53
      na poczatek kup sobie cole na kaca, potem sie wyspij. a potem napisz jeszcze raz, bo duzo slow, a malo tresci.
      poki co, udalo ci sie uradowac pare osob z forum ta obietnica zmiany ;)
      • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 28.04.12, 19:13
        > na poczatek kup sobie cole na kaca, potem sie wyspij. a potem napisz jeszcze raz,
        > bo duzo slow, a malo tresci.

        Wiem, kretyński ten post. Bardzo wczoraj dużo się stało rzeczy i chyba po prostu moja wątła psychika tego nie wytrzymała. Ale dochodzę do siebie już. :)
    • jedr-ek28 Re: Nie udało się. :( 28.04.12, 15:52
      Może zajmij się też stolarstwem i genetyką jądrową. Nie omieszkaj też zająć się fizyką kwantową i zrównoważonym rozwojem obszarów wiejskich.
    • jedr-ek28 Re: Nie udało się. :( 28.04.12, 15:53
      A potem będą wybory więc nie omieszkaj kandydować na prezydenta.
    • maggpie Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 01:44
      Wiesz co?? ;]
      Tak cie czytam (troche) i powiem krótko, zmień trollu repertuar ;] ;]
      Na 99% w poprzednim 'bycie netowym' byłeś/jesteś 'jednrkiem28' i innymi podobnymi wynurzeniami.
      Wiem, że sobie to wymyślasz, może i masz pewien cel i rację, prawo etc. etc.
      Ale ja też mam prawo napisać, co o twoim pisaniu, drogi trollu myślę :):)
      A w ogóle, ale to w ogóle nie jesteś przekonywający psychologicznie. Zbyt otwarty, płynny, bystry, obeznany z terminologią, przebojowy itd. itp.
      Nikt z podobnym problemem nie pisałby o nim w taki sposób -nie ma mowy.

      Wymyśl sobie nowy temat do wałkowania go w kółko Maryśka :)
      Z przyjemnością poczytam.
      • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 02:20
        > Wiem, że sobie to wymyślasz

        Wiele bym oddał, żeby tak było. Niestety, piszę prawdę. :(

        > A w ogóle, ale to w ogóle nie jesteś przekonywający psychologicznie. Zbyt otwarty,
        > płynny, bystry, obeznany z terminologią, przebojowy itd. itp.
        > Nikt z podobnym problemem nie pisałby o nim w taki sposób -nie ma mowy

        Może jestem skomplikowany, albo nie wiem... nietypowy czy coś takiego. Akurat jestem dość otwarty, tylko po prostu mi nie wychodzi, zawsze jak się spotykam z jakimś człowiekiem albo z ludźmi to początkowo wszystko idzie jak po maśle, a prędzej czy później robię coś źle, i przekreślam wszystko. Tak było na "randce" z byłą dziewczyną, tak było wczoraj, i tak jest zawsze.

        Wczoraj naprawdę dobrze mi szło, wszyscy mnie lubili, byłem duszą towarzystwa, a skończyło się okropnie. Zrobiłem scenę, poszedłem, potem jeszcze zwymyślałem wszystkich przez telefon, bo miałem ich dosyć. :( Dzisiaj mi się udało to odkręcić trochę, ale czuję, że już nie jest jak dawniej. Taki mur, niby jest OK i nikt nie ma pretensji, ale wyczuwam jakiś chłód. Wygląda więc na to, że straciłem znajomych, jedynych, jakich miałem. I nie po raz pierwszy mi się to zdarza. Teraz już w ogóle będę zupełnie sam.
    • paco_lopez Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 09:43
      po pierwsze przestań świrować. jesteś neurotykiem do potęgi. może cię wreszcie jakas kobieta odczaruje, ale jak tak dalej pójdzie będzie ją tylko twoja własna prawica. uważaj na siebie. mnie tez głowa boli po przepiciu jeszcze we wtorek, ale żebym tak miał spieprzyc plenerowe spotkanie z przyjaciółmi, to chyba bym się do tworek odprowadził. po prostu wiesz doceń może że w ogóle cię ktoś zaprasza na te spotkania, bo przeleci pare latek i bedziesz mógł sobie tylko takie powyobrażać ewentualnie.
      • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 10:05
        > ale żebym tak miał spieprzyc plenerowe spotkanie z przyjaciółmi, to chyba bym
        > się do tworek odprowadził.

        Spotkanie spotkaniem, ale chyba straciłem jedynego przyjaciela. :( Tzn. wiesz, niby jest ok, niby sobie wszystko wyjaśniliśmy (początkowo chciał mnie pobić, uspokoiłem go), ale czuję, że już nie jest i chyba nigdy nie będzie jak wcześniej.

        Szukali mnie ponoć wszędzie, a jak w końcu zadzwonili, to ich zbluzgałem, człowieku. :(

        Potem jeszcze gadałem z jedną dziewczyną z tej imprezy przez telefon, to mi mówiła, że wszyscy mnie uwielbiają, a ona to już w ogóle (w to jestem skłonny uwierzyć, ona chyba naprawdę mnie lubi), i że było super i co mi strzeliło do głowy.

        A tak się cieszyłem, że może wszystko się naprawi, jak stanę się bardziej towarzyski. No, to tak się naprawiło, że teraz jest gorzej. :(
        • nextvivi Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 10:24
          Widzisz, ta dziewczyna Cię lubi tak Ci powiedziala, mozesz do niej zaswirowac. A mowiles ze zadna Cie nie zechce i ze jestes nieatrakcyjny. Nie jest z Toba tak źle.
          • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 10:33
            > Widzisz, ta dziewczyna Cię lubi tak Ci powiedziala, mozesz do niej zaswirowac.
            > A mowiles ze zadna Cie nie zechce i ze jestes nieatrakcyjny. Nie jest z Toba tak źle.

            Nie no, spokojnie. Miałem na myśli lubi w sensie dosłownym, kumplujemy się, nic więcej. Żadne z nas by nie było zainteresowane czymkolwiek więcej, już nie mówiąc o tym, że ona jest w stałym związku i nie widzi świata poza swoim facetem.

            Natomiast rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że ma ona dla mnie wiele sympatii, czy w każdym razie miała do ostatniego razu, teraz pewnie ma już nieco mniej. Często dopytywała, czy będę i tak dalej. Trochę mnie to zawsze dziwiło, bo nie sądziłem, że ktokolwiek mnie może polubić.
            • rzeka.suf Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 19:59
              mimo wszystko, i chocbys nie wiem jak sie bronil, oznacza to, ze jednak mozna cie lubic. musisz sie z tym jakos pogodzic, ewentualnie mozesz zrobic jeszcze wiekszy burdel, moze to pomoze ci plawic sie w ulubionej bezdennej rozpaczy ;)
            • paco_lopez Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 10:34
              jak powiedziała , że lubi , to juz bardzo duzo. one nie mówią , ze lubią nawet jak lubią. ja bym tam chetnie wskoczył w twoje buty. gdzies bym ci tam za uchem posiedział na tych spotkaniach. no ale pomarzyć można.... mam wysoka potrzebe kontaktów interpersonalnych, ale studentem juz dawno nie jestem. jestem w wieku strasznie niebezpiecznym. geby do nikogo otworzyc się nie da, bo kazdy mysli, że to w jakiejs sprawie. mnie tez mozna współczuć. może sie zamienimy co ?
              • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 11:00
                > jak powiedziała , że lubi , to juz bardzo duzo. one nie mówią , ze lubią nawet
                > jak lubią.

                Ona akurat jest dość sympatyczna i generalnie dobrze usposobiona do ludzi. Ale tak, wydaje mi się, że lubi moje towarzystwo, zresztą ja potrafię być bardzo fajnym gościem, jeśli tylko chcę. Trzeba to przyznać. :)

                > ja bym tam chetnie wskoczył w twoje buty. gdzies bym ci tam za uchem
                > posiedział na tych spotkaniach. no ale pomarzyć można....

                No ja właśnie marzyłem o życiu towarzyskim, więc zacząłem wychodzić. Skończyło się niestety smutno.

                > mam wysoka potrzebe kontaktów interpersonalnych

                Ja też, ale zrozumiałem, że się do tego nie nadaję, dlatego kończę na razie z życiem towarzyskim. Chcę coś osiągnąć, żeby móc startować do ludzi z odpowiedniej pozycji, żebym nie musiał już walczyć o szacunek, ale go dostawał. Wiele pracy przede mną, ale wierzę, że się opłaci. Rok, góra dwa, i ludzie sami będą zabiegać o mnie i o moje towarzystwo. :)
                • paco_lopez Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 11:19
                  nie przesadzaj . taki jesteś młody i butny, to nie potrzebne. nie nakrecaj sie tak człowieku, bo spaskudzisz sobie najlepsze lata w życiu. troche cię ten twój narcyzm gubi. wydaje ci sie pewnie, ze układ jest ty - kontra swiat. ale może to normalne w twoim wieku. sam nie wiem
                  • rzeka.suf Paco 30.04.12, 11:25
                    Paco, snilo mi sie, ze napisales do mnie okropnego posta w stylu o ' a moim sukcesie najlepiej swiadczy to, ze mieszkam w centrum warszawy'. post byl taki hmm niepokojacy, ze az sie obudzilam. a przede mna dzien - potwor, a ja niewyspana. i o brudnych skarpetach wcale nie chce mi sie myslec. i pada. i jest zimno.
                    ale sen interesujacy w zakresie formy - ekran laptopa, czarno na bialym, zdaje sie georgia.
                    • paco_lopez Re: Paco 30.04.12, 16:10
                      popatrz polska zamieniła się z hiszpanią na pogody :) ja ci lepiej powiem, że za to co ci napisałem tam na civasie od christi focha dostałem włącznie z poleceniem się spakowania :) ale już żeśmy to spieli spinaczem. gorąco na główkę różnie komu robi. a u nas dzieje się tak, że dostaję propozycję wyniesienia się. chyba własnie mi ten tygodniowy kac przeszedł. uffffff
                      • rzeka.suf Re: Paco 01.05.12, 13:10
                        'ja ci lepiej powiem, że za to co ci napisałem tam na civasie od christi focha dostałem włącznie z poleceniem się spakowania :)'

                        ach te forumowe kontakty duchowe ;)))
                  • rzeka.suf Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 11:30
                    ale niech sobie buduje ta pozycje, skoro w jej moc akurat wierzy. czego sie nauczy, to jego. chyba nie zawsze trzeba obsesyjnie angazowac sie w problemy, aby je rozwiazac. czasem, moze czesto, czas, dystans pozwalaja znalezc calkiem dobre rozwiazania. a osiagniecia dadza mu nowa perspektywe.
        • rzeka.suf Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 20:03
          czyli jednak sie udalo. i nawet przyjaciel trwa. a niech to szlag!

          o co ci chodzi?
          • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 20:23
            > czyli jednak sie udalo. i nawet przyjaciel trwa.

            Nie do końca. W pierwszej chwili przestraszyłem się samotności i chciałem łagodzić. Ze strachu. Ale przemyślałem wszystko i teraz to już ja nie chcę się z nim przyjaźnić. A o co chodzi, wyjaśniłem tutaj. Może nie powinienem pisać o tym publicznie na forum, ale mam już wszystko w dupie.
    • lifeisaparadox Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 09:57
      co_to_za_taki_swiat napisał:

      > Skończyło się w każdym razie tak, że odszedłem bez słowa, błąkałem się sam po c
      > iemku po jakichś, kur.wa, łąkach, w kółko powtarzając do siebie: "Co to za taki
      > świat? O co w tym wszystkim w ogóle chodzi?". Tak było.

      Derealizacja, depersonalizacja itd.

      > Wygląda również na to, spójrzmy prawdzie w oczy,
      > że zagadywałem potem do obcych ludzi w tramwaju, co właściwie oznacza, że jest
      > em gotów do psychiatryka. :(

      Spójrz prawdzie w oczy, przesiedzisz tam 3 dni i wyjdziesz jak Ci się tylko polepszy, albo nie będziesz mógł wytrzymać nowego środowiska. Strata czasu.

      > Wiecie co? Chyba jednak się zapiszę na kursy samorozwoju oraz programowania neu
      > rolingwistycznego, a także psychoterapię grupową. Możliwe też, że zacznę wyznaw
      > ać religię, może nawet - kto wie - zajmę się marketingiem wielopoziomowym (MLM)
      > . Cóż innego mi pozostało?

      Męska prostytucja :))

      co_to_za_taki_swiat napisał:

      > Wczoraj naprawdę dobrze mi szło, wszyscy mnie lubili, byłem duszą towarzystwa,
      > a skończyło się okropnie. Zrobiłem scenę, poszedłem, potem jeszcze zwymyślałem
      > wszystkich przez telefon, bo miałem ich dosyć. :( Dzisiaj mi się udało to odkrę
      > cić trochę, ale czuję, że już nie jest jak dawniej. Taki mur, niby jest OK i ni
      > kt nie ma pretensji, ale wyczuwam jakiś chłód. Wygląda więc na to, że straciłem
      > znajomych, jedynych, jakich miałem. I nie po raz pierwszy mi się to zdarza. Te
      > raz już w ogóle będę zupełnie sam.

      Pewnie czekają aż Ci przejdzie i wydobrzejesz.

      Sorry ale mam takie dziewczyny, tzn. koleżanki mojego kolegi :), siostry podobno, co imprezę jedna z nich odstawia to samo co Ty.
      Znam to na pamięć.
    • easyblue Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 19:38
      Masz szczęście, że wiesz, jaki jest Twój przyjaciel. Lepiej dowiedzieć sie tego teraz, niż za 10 lat.
      • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 20:20
        > Masz szczęście, że wiesz, jaki jest Twój przyjaciel. Lepiej dowiedzieć sie tego
        > teraz, niż za 10 lat.

        Dowcip polega na tym, że ja się tego dowiedziałem właśnie po 10 latach głębokiej przyjaźni. Nie chodzi tutaj o to, że on mnie coś zrobił; chodzi o to, że krzywdził swoją dziewczynę, która mi się z tego zwierzyła. Kłopot polega na tym, że jego poprzednia dziewczyna mówiła mi niemal to samo, ale jej nie uwierzyłem (była osobą raczej niezrównoważoną i przyłapywaną na kłamstwach i manipulacjach wielokrotnie). Ponieważ jednak usłyszałem to samo niezależnie od drugiej osoby, muszę przyjąć do wiadomości fakty.

        A fakty są niestety takie, że mój najlepszy przyjaciel jest przemocowcem, notorycznym kłamcą, oszustem i pasożytem żyjącym na koszt innych, słowem - drań. Zresztą widziałem go w akcji po tym wszystkim, chciał mnie pobić. W dodatku na co dzień jest tak miły, dobry i do rany przyłóż, że wszyscy się nabierają. Tylko jego kobiety cierpią, ale nie mogą się od niego uwolnić. Teraz ma nową i też jest dla niej okropny, a ona poza nim świata nie widzi.

        Tak więc skończyło się to wszystko dla mnie załamaniem nerwowym. Nie mogłem udźwignąć tej prawdy, to było dla mnie za dużo. I tak się niestety w przykry sposób skończyło, razem z wielką przyjaźnią. Teraz już jestem sam na dobre, podjąłem ostateczną decyzję o poświęceniu się całkowicie swoim aktywnościom intelektualnym, muszę uciec od świata, skoro ja dostaje na nim tylko po dupie, a taki drań jak on jest jego beneficjentem. Nie mogę i nie chcę brać już dłużej udziału w tej ponurej karuzeli - niech się bawią sami!
        • rzeka.suf Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 21:50
          aha, no to brzmi sensowniej juz. wspolczuje. chociaz czy naprawde mozna nazwac beneficjentem zycia psychopate/?/ otoczonego idiotkami?
          • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 22:19
            > aha, no to brzmi sensowniej juz.

            Miałem nie pisać, bardzo się obawiam, że mnie ktoś zidentyfikuje na podstawie tego. :( Ale chciałem wyjaśnić, o co naprawdę poszło.

            > chociaz czy naprawde mozna nazwac
            > beneficjentem zycia psychopate/?/

            Cóż, najgorzej nie ma. Wszyscy go lubią, ma wielu znajomych, bardzo ładne i miłe dziewczyny (obecnie dwie naraz!), wpatrzone w niego jak w obrazek. I wszystko mu uchodzi płazem.

            > otoczonego idiotkami?

            Nie nazwałbym ich tak. Sam byłem źle traktowany w związkach, pomiatany, i wiem, że nie zawsze są siły, by odejść. Uzależnienie emocjonalne nie czyni z nikogo idioty/idiotki. Czasami miłość to choroba, zaburza racjonalne postrzeganie rzeczywistości.

            A ten łajdak jeszcze wszystkich tak urobi, że ze mnie będą mieli za wariata, któremu odbija i nie wiedzieć czemu się obraża. :/

            Zawsze miałem go za nieszczęśliwego, słabego człowieka, który sobie nie radzi w życiu. Może i tak jest. Ale prócz tego jest szczwanym manipulantem, który z siebie robi ofiarę, a wszystkich wokół krzywdzi i owija sobie wokół palca, z własną matką włącznie. Sam się na to nabierałem wiele lat, ale dość tego!
            • rzeka.suf Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 23:12
              no, widzisz, ja po prostu uzaleznienia emocjonalnego nie nazwalabym miloscia. to znaczy na trzezwo tak tego nie nazywam, co innego w stanach wlasnego uzaleznienia emocjonalnego ;) moze dyplomatycznie okresle to 'brakiem badz utrata samoswiadomosci i/ lub zespolem ostrego zawezenia horyzontow'.

              co do przyjaciela twojego - zazdroscisz mu jakas taka bezsilna zazdroscia, obezwladniony swoimi normami moralnymi. chcialbys miec wszystko to, co ma on, bedac takim prawym jak jestes. oczywiscie, sadzisz, ze to niemozliwe, stad obrazasz sie na cyrk za jaki uwazasz swiat. moze masz racje. a moze tobie, mimo wszystko, uda sie zbudowac w koncu cos bardziej trwalego i ogolnie fajniejszego / dla siebie i dla swiata, innych/ niz jemu? tego nie wiesz, a na domiar zlego biuletyn naukowy nie opublikowal dotad wynikow badan na ten temat. ':('.
              mozesz sprobowac sie zmienic - nauczyc sie manipulowac albo polubic siebie takim, jaki jestes. albo wycofac sie z zycia gleboko nim zawiedziony. albo wycofac sie, aby zdobyc to, co liczy sie w tym cyrku. albo cos innego. rob jak uwazasz. czasem zdaj raport ;)
              • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 29.04.12, 23:41
                > no, widzisz, ja po prostu uzaleznienia emocjonalnego nie nazwalabym miloscia

                Czujesz miłość, będąc pod wpływem uzależnienia emocjonalnego; mówi się nawet o "kobietach, które kochają za bardzo" (ten problem częściej dotyczy kobiet). Zresztą, mniejsza o nazwy. Ważne, że może narobić tego rodzaju skłonność wiele syfu w życiu i w głowie.

                > co do przyjaciela twojego - zazdroscisz mu jakas taka bezsilna zazdroscia

                Może trochę... Chociaż nie do końca, mnie akurat nie zależy na tego rodzaju znajomościach, moim marzeniem jest stabilny związek oparty na wzajemnym zrozumieniu. Raczej nazwałbym to kompleksem, bardzo mnie zawsze uwierało, że kobiety lecą na drani, a takich jak ja mają za nic. Nie mogłem tego do końca zrozumieć, czemu to ja dostaję po dupie.

                > albo wycofac sie, aby zdobyc to, co liczy sie w tym cyrku

                Chyba na tym stanie. Z mojego życia towarzyskiego i tak nici, a trudno też się całe życie nad sobą użalać. Moim zadaniem jest teraz przełamać własne lenistwo oraz lęk i wziąć się za robotę oraz trochę się rozwinąć, poczytać coś sensownego, czegoś się pouczyć, podziałać gdzieś. Myślę, że w moim przypadku to jedyna droga, z której może coś sensownego wyniknąć.

                > . czasem zdaj raport ;)

                Zdam. Pewnie na tym forum jeszcze nieraz napiszę, chociaż nie powinienem, bo to głupie i żałosne.
                • rzeka.suf Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 00:36
                  dranie zdaja sie miec silne geny. poza tym gwarantuja adrenaline. sie dzieje.
                  chyba dlatego. albo syndrom omnipotentnej zbawczyni - ja bede ta, ktora go zmieni.
                  albo takie wzorce meskosci przyswoily w swoim dziecinstwie.
                  nic na to nie poradzisz. te jęki i uzalania sie sa czesto jedynie pro forma, choc
                  jednoczesnie bardzo szczere.

                  tacy jak ty tez maja szanse. na cos wiecej niz karuzele, o ile cos wiecej jest. albo na te, ktorym zalezy przede wszystkim na dobrym opiekunie dla dziecka. tu rowniez beda liczyc sie twoje zasoby materialne.

                  to tak streszczam, co wyczytalam dotad tu i tam. i co sobie wymyslilam. nie musi to byc wcale prawda ;)
                  pozdrawiam!
                  • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 07:56
                    > dranie zdaja sie miec silne geny. poza tym gwarantuja adrenaline. sie dzieje.
                    > chyba dlatego. albo syndrom omnipotentnej zbawczyni - ja bede ta, ktora go zmieni.
                    > albo takie wzorce meskosci przyswoily w swoim dziecinstwie.

                    Tak. :) Takie właśnie przyczyny się na ogół wymienia, czytałem trochę o tym.

                    > albo na te, ktorym zalezy przede wszystkim na dobrym opiekunie dla dziecka
                    > tu rowniez beda liczyc sie twoje zasoby materialne.

                    No, najlepiej dziecka spłodzonego z draniem. I jeszcze żebym ja harował, a ona w tym czasie się pukała z takim pod moją nieobecność. Nie, dziękuję, frajerem to ja akurat nie jestem. Żadnych kobiet, żadnych dzieci. Za duże ryzyko w moim przypadku.

                    • rzeka.suf Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 11:34
                      to czesty blad mezczyzn czy chlopcow - wyrzekac na kobiety, jakie to suki sa, ale leciec na suki tylko. w druga strone na pewno tez, tylko jakos mniej wyraznie to widze ;)
                      hormon nie sluga, mowia prosci ludzie.
                    • lifeisaparadox Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 13:35
                      co_to_za_taki_swiat napisał:

                      > No, najlepiej dziecka spłodzonego z draniem. I jeszcze żebym ja harował, a ona
                      > w tym czasie się pukała z takim pod moją nieobecność. Nie, dziękuję, frajerem t
                      > o ja akurat nie jestem. Żadnych kobiet, żadnych dzieci. Za duże ryzyko w moim p
                      > rzypadku.

                      No tak, tylko paranoik naiwnie wierzy swojej partnerce i przejawia zaufanie.
                      • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 13:50
                        > No tak, tylko paranoik naiwnie wierzy swojej partnerce i przejawia zaufanie

                        Zdrowa zasada ograniczonego zaufania. Zdradzić Cię może każdy: żona, dziewczyna, przyjaciel. Nie znasz dnia ani godziny. Ja też kiedyś ufałem ludziom, to tylko dostawałem po dupie. Dzisiaj wyznaję rozsądny pogląd, że pełne zaufanie jest dobre dla naiwnych. Bo ja niestety poznałem nieco ciemnej strony ludzkiej natury i wiem, że ufać nie warto. I to nie jest niczyja wina, nie ma się o co obrażać, tak po prostu jest - ludzie w większości zdradzają i nie są lojalni.
                        • lifeisaparadox Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 14:21
                          co_to_za_taki_swiat napisał:

                          > > No tak, tylko paranoik naiwnie wierzy swojej partnerce i przejawia zaufan
                          > ie
                          >
                          > Zdrowa zasada ograniczonego zaufania.

                          Racjonalizacja po fakcie, kolejny mechanizm obronny.

                          > Zdradzić Cię może każdy: żona, dziewczyna
                          > , przyjaciel. Nie znasz dnia ani godziny.

                          Natanek mówi to samo.
                          A Jezusa zdradzili żydzi.

                          > Ja też kiedyś ufałem ludziom, to tylk
                          > o dostawałem po dupie. Dzisiaj wyznaję rozsądny pogląd, że pełne zaufanie jest
                          > dobre dla naiwnych. Bo ja niestety poznałem nieco ciemnej strony ludzkiej natur
                          > y i wiem, że ufać nie warto. I to nie jest niczyja wina, nie ma się o co obraża
                          > ć, tak po prostu jest - ludzie w większości zdradzają i nie są lojalni.

                          Jak dzielisz ludzi na wrogów i przyjaciół to żyjesz w tej części społeczeństwa która ma ciągle problemy społeczne.

                          Poza tym obrażanie się na całą populację kobiet z powodu domniemanej zdrady, to tylko wyraz tego jak głęboko i mocno żyjesz pod presją paranoicznej sfery rozumowania.
                          Gdybym nie wiedział o czym piszę, ani jaką ulgę powoduje zajęcie się tym problemem, nie naciskał bym na tą sprawę.
                          • rob.salto.kiemon Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 14:39
                            > Racjonalizacja po fakcie, kolejny mechanizm obronny.
                            > Natanek mówi to samo.

                            Ty z kolei byłbyś chory, gdybyś nie napisał o mechanizmach obronnych i Natanku. To z kolei nazywamy, zdaje się, fiksacją.

                            > Poza tym obrażanie się na całą populację kobiet z powodu domniemanej zdrady

                            Tylko nie "domniemanej", laska mnie zdradzała z jakimś fagasem, a w końcu do niego odeszła. Nie mam o to do niej pretensji, też bym na jej miejscu wybrał tamtego, ale fakt jest faktem. Ponadto wielokrotnie zdradzali mnie tzw. przyjaciele, których i tak miałem bardzo niewielu. Mam powody do takiego widzenia sprawy, jakie tu zaprezentowałem. Po prostu wiem, że na zaufaniu można się nieźle przejechać.

                            Przy czym nie mówię tutaj o paranoicznym śledzeniu, węszeniu wszędzie zdrady itd., tylko o zdrowiej zasadzie ograniczonego zaufania. Żeby w obliczu faktów umieć je połączyć i przyjąć do wiadomości, a nie się oszukiwać. No i żeby liczyć się ze zdradą, mieć świadomość, że coś takiego istnieje i niekoniecznie zawsze dotyczy innych, ale że nas też może może spotkać. Warto mieć to zakodowane.
                            • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 14:40
                              > rob.salto.kiemon napisał:

                              Niech to szlag, po.jebały mi się nicki. :/
                              • eirene-the-best Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 15:40
                                Pięknie opisałeś jak się popisałeś,ale nic o tym dlaczego tak zareagowałeś? Co czułeś wtedy ?
                                Można było różnie w tej sytuacji zareagować.Niekoniecznie trzeba było obrażać wszystkich.
                                To przecież Ty kierujesz swoim zachowaniem i emocjami.Czy może u Ciebie jest tak,że to emocje Tobą kierują,a Ty nie masz na to wpływu ?
                                Gdybyś tak nie pogardzał nlp,to wiedziałbyś,że Twoje myślenie oparte jest o szereg generalizacji na podstawie ,których budujesz swoją mapę postrzegania świata.
                            • lifeisaparadox Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 16:39
                              rob.salto.kiemon napisał:

                              > Ty z kolei byłbyś chory, gdybyś nie napisał o mechanizmach obronnych i Natanku.
                              > To z kolei nazywamy, zdaje się, fiksacją.

                              Taaaa, ale ja to wiem tylko jeszcze nie wiem co z tym zrobić.

                              > > Poza tym obrażanie się na całą populację kobiet z powodu domniemanej zdra
                              > dy
                              >
                              > Tylko nie "domniemanej",

                              Domniemanej u całej populacji.

                              > laska mnie zdradzała z jakimś fagasem, a w końcu do ni
                              > ego odeszła. Nie mam o to do niej pretensji, też bym na jej miejscu wybrał tamt
                              > ego, ale fakt jest faktem.

                              Zakładam że nie grało między wami i się rozstaliście.

                              > Przy czym nie mówię tutaj o paranoicznym śledzeniu, węszeniu wszędzie zdrady it
                              > d., tylko o zdrowiej zasadzie ograniczonego zaufania.

                              To popiszmy o paranoicznym śledzeniu i węszeniu wszędzie zdrady.

                              Pomińmy zdrowe zasady. Popiszmy o czymś niezdrowym.

                              > Żeby w obliczu faktów umi
                              > eć je połączyć i przyjąć do wiadomości, a nie się oszukiwać.
                              > No i żeby liczyć s
                              > ię ze zdradą, mieć świadomość, że coś takiego istnieje i niekoniecznie zawsze d
                              > otyczy innych, ale że nas też może może spotkać. Warto mieć to zakodowane.

                              Znaczy generalnie robisz coś bardzo niedobrego tutaj, racjonalizujesz i przechodzisz do wersji light czegoś bardzo niebezpiecznego, czyli myślenia przepełnionego wątpliwościami i podejrzeniami względem motywów innych ludzi.
                              Łączenia jakiś faktów i odkrywania złych możliwości, zanim się o nich dowiesz w przykry sposób. To Już jest paranoja, a nie wersja którą mogę przyjąć jako akceptowalne funkcje poznawcze. To jest czysta destrukcja relacji społecznych zanim one nastąpią, albo uniemożliwiająca ich nawiązywanie. To nie jest coś co możesz tutaj przemycić swoją inteligencją i nadać temu pozytywne znaczenie.
                              To jest bardzo groźny dla Ciebie problem.

                              Przyczyną jest małostkowość, rozmienianie się na drobne. Przyjaciół można mieć wielu, dziewczyn można mieć wiele, a nie traktować jedną dziewczynę jako ostateczność, jednego przyjaciela jako ostateczność.
                              • co_to_za_taki_swiat Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 19:26
                                > Taaaa, ale ja to wiem tylko jeszcze nie wiem co z tym zrobić.

                                A powiedz no szczerze: czemu akurat Natanek? Wiesz, sam swego czasu przeżyłem niemałą fascynację tą postacią, ale żeby aż tak? Już to hit dość przebrzmiały chyba.

                                > Zakładam że nie grało między wami i się rozstaliście.

                                Te związek był z góry skazany na porażkę, dwa różne światy. Ale nie musiała tego tak rozgrywać.

                                > To Już jest paranoja
                                > To jest czysta destrukcja relacji społecznych
                                > To jest bardzo groźny dla Ciebie problem.

                                Chyba znów przesadzasz. Po prostu stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Wiem, że ludzie kierują się głównie swoim interesem i maksymalizują zyski, niekiedy cudzym kosztem. Tak po prostu jest, trzeba się z tym liczyć, że raz na jakiś czas ktoś cię wydyma.

                                > Przyjaciół można mieć wielu, dziewczyn można mieć wiele, a nie traktować jedną
                                > dziewczynę jako ostateczność, jednego przyjaciela jako ostateczność.

                                No mam trochę takie skłonności monogamiczne, to fakt.
                                • lifeisaparadox Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 21:11
                                  co_to_za_taki_swiat napisał:

                                  > A powiedz no szczerze: czemu akurat Natanek? Wiesz, sam swego czasu przeżyłem n
                                  > iemałą fascynację tą postacią, ale żeby aż tak? Już to hit dość przebrzmiały ch
                                  > yba.

                                  No taki przykład człowieka który zupełnie odleciał, ale wzbudza sympatię a nawet ma swoich wyznawców. Idealny do przyłożenia do niektórych przykładów.

                                  > Te związek był z góry skazany na porażkę, dwa różne światy. Ale nie musiała teg
                                  > o tak rozgrywać.

                                  Niby jak inaczej zerwać więź emocjonalną, tak, żeby nie wracać do siebie więcej?

                                  > > To jest bardzo groźny dla Ciebie problem.
                                  >
                                  > Chyba znów przesadzasz.

                                  Też racja.

                                  > Po prostu stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Wiem,
                                  > że ludzie kierują się głównie swoim interesem i maksymalizują zyski, niekiedy c
                                  > udzym kosztem. Tak po prostu jest, trzeba się z tym liczyć, że raz na jakiś cza
                                  > s ktoś cię wydyma.

                                  To albo się zgadzasz na ten koszt albo nie. Mnie w firmie zapytali się jak bym prowadził własny biznes to czy też byłbym taki przepisowy na swoją niekorzyść.

                                  Nadal wałkujemy problem podstępności i nikczemności czy już udało Ci się ochłonąć na tyle żeby zniknął całkiem?

                                  > No mam trochę takie skłonności monogamiczne, to fakt.

                                  Monogamia to też jest coś za coś ;)
        • easyblue Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 21:14
          Mój M o podobnym "przyjacielu" dowiedział się po 30 latach przyjaźni. Teraz siedzimy na tykającej bombie.
          Ciebie z owym "przyjacielem" nic nie łaczy. Możesz zająć się sobą a wierz mi, to fantastyczna sprawa. Rozwijaj się, bo to jedna z niewielu wartościowych rzeczy w życiu.
          • lifeisaparadox Re: Nie udało się. :( 30.04.12, 22:38
            Warto też nie brać kur.y za żonę
            • easyblue Re: Nie udało się. :( 01.05.12, 21:54
              Niekoniecznie. Znajomy ma za żonę panię takiej profesji i żyją zgodnie i szczęśliwie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka