dendran
25.08.12, 14:36
wertuje to forum od jakiegoś czasu... szukam wskazówek, nadziei, rady jak przetrwać... nie znalazlam nic pokrzepiajacego...każdy głos rozsądku mówi tu wyraźnie.... uciekaj póki czas...
..no właśnie ale co jeśli oboje borykamy sie dokładnie z tym samym...choc na pierwszy rzut oka jesteśmy tak różni... to zmyliło nas samych.. takich niby przebiegłych, wszak nikt nie ma tej etykiety na czole "uwagabpd"... patrząc na to z dystansu to nawet zabawne, żyjemy w małej społecznosci, nasze rozstania 3 razy w tygodniu pełne dramatycznych gestów, głośne... bawią i męczą sąsiadów... najbardziej jednak wyniszczają nas samych... ja snuje sie jak cień, umęczony niby żywy jeszcze ale w środku trup, nie mam siły podnieść powieki rano..
pomogliscie mimimo wszystko - dziękuje wieksza świadomośc mechanizmów - jednak choć troche koi... z drugiej strony dlaczego skoro już niby jesteśmy mądrzejsi o tę wiedze ciągle wpadamy w tę samą koleinę? myślicie że warto walczyć? czy poddać sie? zastąpić i pozwolić sie zastąpić...