Gość: xxx
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.07.04, 13:40
Od jakiegoś czasu bardzo mnie drażni obecność mojego faceta. Choć jest to
człowiek o którego walczyłam, marzyłam żeby być z nim, coś się we mnie
wypaliło. Był czas kiedy się ode mnie odsunał, nasza córka była malutka i
pewnie głównie na niej była skupiona moja uwaga (to chyba normalne). I wtedy
on zauroczył się pewną kobietą, do niczego nie doszło, ale wiem że w jakiś
sposób działali na siebie. To się nadal dzieje, bo ona z nim pracuje w
stosunku zależnym ale w mniejszym stopniu, tzn. żar opadł, ale widują sie
codziennie. On zaś twierdzi że nigdy nic ich nie łączyło poza zwykłą biurową
znajomością, poza uprzejmościami związanymi ze współną pracą. Ponieważ trwa
to już kilka lat to i moja skóra "pogrubiała w miejscu ucisku". Pewne rzeczy
mnie "walą". Nie wiem czy go jeszcze kocham. Wiem na pewno że kocham córkę,
więc wiem co się czuje jak się kocha. Do niego mam duży sentyment i poczucie
swoistej "własności", ale chyba zbyt mało zwykłej sympatii. Czasem dostaję
szału jak coś ględzi i męczy swoimi problemami. Nie wiem co z tym fanem
zrobić. Dużo dobrego nas łączy, planujemy wpólną przyszłość. Budujemy dom, on
twierdzi że mało sie w jego budowę angazuję. Ma trochę racji, ja uciekam, w
pracę , w zakupy, byle dalej. I nie wiem co będzie. On to zacząl zauważać i
pyta chyba mnie już nie kochasz. A ja w miłości nie chcę kłamać. Nie chcę być
z kiimś z przywyczajenia, chcę kochać, czuć to co kiedyś, Nie wiem co robić.
Musiałam to napisać, zobaczyć, zracjonalizować...