Dodaj do ulubionych

chyba sięgam dna...:(

08.01.05, 15:05
Czesc dziewczyny!!
Juz dawno nie pisalam, nawet nie wiem, czy mnie pamietacie jeszcze...
Milczalam, bo wstydzilam sie przyznac, ze ze mna jest coraz gorzej...
Juz nie daje rady, placze calymi dniami, odcielam sie od ludzi, wstydze sie
gdziekolwiek wychodzic, bo mam wrazenie,ze wszystcy tylko patrza ile
przytylam... Juz nie wspomne jak czuje sie upokorzona, kiedy mam napad przy
rodzinie... Kiedys przynajmniej potrafilam sie kontrolowac przy nich, a
teraz... Czasami mam wrazenie, ze zachowuje sie jak narkoman... Jedzenie
rzadzi moim zyciem... Na nic nie mam ochoty, czasami to chcialabym zasnac...
zeby nic nie czuc, nie myslec...
Juz wszyscy wiedza w domu o moich napadach, ojciec patrzy z politowaniem (dla
niego zawsze wazny byl wyglad, czasem wydaje mi sie, ze sie mnie wstydzi, bo
jestem taka gruba)... Brat probuje mi pomoc, wiecie do czego doszlo... on
chowa przede mna slodycze,zeby mnie nie kusily, a mama... czasem wydaje mi
sie, ze ona jedna mnie rozumie, ale niekiedy wypowie takie slowa (wiem ze
pewnie nieswiadomie), ze czuje sie jak kompletne dno, jej sie wydaje ze moje
problemy z jedzeniem to kwestia silnej woli, ze jestem lakoma, dlatego tyle
jem. Dzis np powiedziala, ze przesadzam, ze nie jestem gruba, mam tylko lekka
nadwage (te slowa wciaz mi hucza w glowie). Ona chciala mnie pocieszyc, ale
skutek byl inny... Boze przy niej czuje sie jak monstrum, ona taka
chudziutka, a ja... Ach przepraszam, ze tak narzekam, ale musialam to z
siebie wyrzucic.
Pozdrawiam Was wszystkie!!
Obserwuj wątek
    • szczesliwawa czas się odbić od dna... 08.01.05, 22:17
      Cześć, Chmurko,
      jasne, że Cię pamiętam.
      W kiepskim stanie jesteś. Widocznie tak ma być. Widzisz, chmurko, to co
      piszesz, to nie są słowa zrównoważonej osoby. Coś mi się zdaje, że wizyta u
      psychologa i długa terapia Cię nie miną. Z tego co piszesz wygląda, że czas
      najwyższy. Nie radzisz sobie sama, rodzina nie jest w stanie Ci pomóc. Bo
      schowanie cukierków nie jest żadna pomocą, wiesz o tym, prawda?
      Wirtualni ludzi w sieci też Ci nie pomogą. To nie jest zwyczajowe "idź do
      psychologa", to jest: IDŹ DO PSYCHOLOGA, bo się wykończysz. Przyznaj sama przed
      sobą, że nie radzisz sobie a potem poszukaj pomocy, jak najszybciej... w
      poniedziałek?
      I ja Cię pozdrawiam. Daj znać, co postanowiłaś...
      Sz
      • horlaa Re: czas się odbić od dna... 09.01.05, 10:01
        zgadzam się z przedmówcą :)
        tak, Chmurko, potrzebujesz PROFESJONALNEJ pomocy - powiem Ci dlaczego - w tej
        chwili nasze słowa pociechy, czy słowa kogokolwiek innego, nic u Ciebie nie
        zmienią. ty na to nie pozwalasz, tak nieświadomie. najważniejsze jest to, co Ty
        przeżywasz - w tej chwili inni nie mają racji.
        Jeśli pójdziesz do terapeuty, wygadasz się, uświadomisz sobie, że jest to
        pewien konkretny problem, a nie sprawa tego, czy jesteś gruba/chuda/masz
        nadwagę.

        Idź do lekarza, napisz nam, jak ci poszło... postaw na szczerość, nie bój się
        niczego. Warto.

        Trzymam kciuki, ściskam mocno!!!
        • trycka Re: czas się odbić od dna... 09.01.05, 11:48
          Kochana chmurko!
          ja przezywałam to samo co ty,jakies dziwne doły,jedzenie,wyrzuty
          sumienia,kolejne jedzenie w samotnosci,p cichu,zeby nikt nie widział...Znasz to
          pewnie...Duzo nad soba myslałam,ze cos tu chyba jest nie tak,skoro zle sie
          czuje sama ze soba i jeszcze ta obsesyjna mysl o jedzeniu.Nie jest to sytacja
          bez wyjscia.Powiedziałam sobie,ze nie chce juz sie tak czuc.Poszukałam w necie
          psychologow.Byłam na dwoch wizytach,ale czułam ,ze to nie to.Poszukałam
          dalej,umowiłam sie z jedna pania i chodze do tej pory...
          Nawet tak bardzo sie nie denerwowałam...Było miło,pani sympatyczna i taka jak
          bym znała ja od kilku lat.ona rozumie co sie do niej mowi.Rodzina,ktos bliski
          moze nie rozumiec,a ona rozumie,tłumaczy,stara sie pomoc.Twoja głowe zmusi do
          wysiłku,do myslenia,do zrozumienia swojej sytacji i czego ona jest
          nastepstwem...
          Trzeba byc tylko szczerym,mowic otwarcie o uczuciach...
          Ja widze u siebie duza poprawe,choc nie powiem nie zawsze jest rozowo.tyle lat
          tkwiłam w tym jedzeniu,ze tego nie da sie tak szybko przezwyciezyc.Ale uda sie!
          Powtarzam,zrob to dla siebie,zadbaj o siebie.Kto moze to zrobic dla Ciebie ,jak
          nie Ty.
          Psycholog tez człowiek...:)
          Pozdrawiam Cie serdecznie.Agnieszka.
          • kasiolda Re: czas się odbić od dna... 09.01.05, 18:12
            chmurka!ciesze sie ze w koncu sie odezwalas,zgadzam sie z reszta,najlepszym
            wyjsciem jest pojscie do psychologa,powiem Ci ze tez tak mialam,napady przy
            rodzicach,bolesne uwagi na temat wygladu,wagi itd,proba pomocy przez
            chowanie,niekupowanie duzych ilosci jedzenia,cale dnie w domu,przed komputerem
            i kursowanie non stop do kuchni,totalne dno,ale w koncu poszlam do psychologa i
            ruszylam z miejsca,wyplynelam na powierzchnie wody,teraz tez zdarzaja mi sie
            takie dna,ale po kazdym z nich w koncu sie podnosze,i jest coraz lepiej,dzieki
            wlasnie psycholozce,ona mi wpaja albo stara sie naprowadzic na inny sposob
            myslenia,na popatrzenie na niektore rzeczy z innej perspektywy i po pewnym
            czasie oswajam sie z tym i wprowadzam to w zycie i naprawde zadziwiam sama
            siebie..optymistyczniej patrze na swiat,nie zrazam sie drobnostkami,godze sie z
            tym ze nie wszyscy musza mnie lubic,ze nie musze zabawiac innych,czesciej sie
            usmiecham i nie marszcze czola..naprawde nie boj sie,idz,sprobuj,poczujesz sie
            lepiej
            3mam kciuki.odezwij sie!
    • chmurka813 Re: chyba sięgam dna...:( 15.01.05, 10:58
      Dziekuje Wam dziewczyny, jestescie kochane, jak zawsze sluzycie dobra rada:)
      Przepraszam, ze tak dlugo sie nie odzywalam, ale to z powodow technicznych
      (strajk urzadzen komputerowych). Wiem, ze powinnam isc do psychologa, co wiecej
      chce to zrobic i czuje, ze jestem na to gotowa, juz mnie to tak nie przeraza
      jak kiedys... Tylko jest pewien problem... pieniadze... Niestety musze poczekac
      gdzies do czerwca, az bede samodzielna finansowo i wowczas dopiero bede mogla
      pojsc do lekarza. Tylko ze boje sie, ze do czerwca juz calkiem moze rozsypac
      sie moja psychika... Staram sie jak moge to przezwyciezyc, analizuje kazdy
      napad, probuje odnalezc przyczyny... Czasem to mi pomaga... Ostatnio nawet
      odnioslam malutki sukces... Mialam klopot na uczelni, pierwsza mysl byla
      taka "ide do domu sie najesc", ale w koncu nie zrobilam tego. Zaczelam sie
      zastanawiac, tlumaczyc sobie, ze teraz jestem smutna, a po obzarstwie bede
      czula sie jeszcze gorzej. Wiec zamiast tego poszlam odreagowac na zakupach i
      kupilam sobie sliczne kolczyki:) Moze to niewiele, ale ja czulam sie dumna, ze
      nie objadlam sie... Szkoda tylko, ze na drugi dzien nie mialam juz w sobie tyle
      sily... Ale wciaz walcze, upadam ale probuje sie podniesc... Byle wytrwac do
      czerwca, moze jak zaczne chodzic regularnie do psychologa to w koncu wyjde na
      prosta...
      Jeszcze raz dziekuje Wam bardzo i pozdrawiam. Trzymam kciuki zeby u Was dzialo
      sie lepiej i lepiej!!!!
      • horlaa Re: chyba sięgam dna...:( 15.01.05, 15:37
        słońce!
        (a raczej Chmurko) :)

        to z kolczykami to fajnie ci się udalo, tak własnie można robic, byle nie za
        często. czasami jak już metoda zakupowa zawiedzie, albo po prostu nie będzie
        blisko sklepu czy forsy :) trzeba będzie inaczej zadziałać...
        dobrze robi tak jak piszesz, rozmawianie ze sobą. byle nie za dużo, i nie za
        bardzo, bo to też wciąga. nie można nadmiernie siebie analizować.

        warto polubić siebie - po prostu. jeśli masz kłopoty, problemy, to myśl o tym
        dlaczego - co się stało? czy Ty zawiniłaś, a jesli tak, to dlaczego, czy ktoś
        inny, a może była to tak zwana złośliwość losu, i nie miałaś wpływu na to co
        się stało? wtedy człowiek "otrzeźwia siebie", kiedy zdejmie z siebie trochę tej
        winy którą się przyzwyczaił na siebie brać.

        ja zauważyłam że czasami po prostu dobrze działa machnięcie ręką, wzięcie
        wszystkiego trochę żartem, trochę dystansem - wtedy łatwiej jest się uśmiechnąć
        i nie dać się napadom. i destrukcyjnym myślom.
        "o, widocznie tak miało być"
        "co robić - trzeba żyć dalej"

        takie tam pierdoły :)

        trzymaj się Chmurko, i spokojnie czekaj na czas, kiedy będziesz mogła iść na
        terapię... choć wiesz co, skoro finanse są problemem, to może spróbujesz iść do
        bezpłatnego? nic nie stracisz, a może przypadkiem trafisz na kogoś super.
        pamiętaj tylko żeby się nie zrażać, jesli terapeuta nie bedzie ci odpowiadal -
        musi być jakieś extra porozumienie z pacjentem, to kwestia gustu,
        charakterów... trzeba sie troche naszukac zanim sie trafi :)

        polecam - poszukaj w rejonie, a jak nie to pogrzeb w internecie, popytaj - może
        trafi się cos! warto szukać!!!!


        buziaki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka