witam.

18.05.05, 14:47
Przypadkowo znalazłam to forum. Zaczęłam w końcu domagać się w sobie jakiegoś
wyjscia, bo stan w którym trwam od dłużego czasu jest beznadziejny.
Musze się najadać. Reaguję tak na strach, na łzy, na nieudany dzień, na
nerwy, na problemy, na szczęscie, na wszystko...Sama z sobą nie daje sobie
rady. Jak Wy sobie z tym radzicie?
    • kasiolda Re: witam. 18.05.05, 16:19
      witaj!
      jak sobie radzimy??trudne pytanie,chyba sobie nie radzimy,dlatego jest to
      forum,zeby sie wesprzec,podniesc na duchu,wygadac,dobrze trafilas :)))
      czasem jest lepiej,czasem gorzej,mysle ze warto poszukac pomocy u specjalisty,u
      psychologa,to nie rozwiaze wszystkich problemow za Ciebie,ale mysle ze duzo
      pomoze,pomoze przede wszystkim spojrzec na wszystko z innej strony,dotrzec do
      siebie,nauczy bardziej wsluchiwac sie w siebie,w swoje
      potrzeby,uczucia,mysli,nauczy mowic co sie mysli,mowic ze cos sie nie podoba,ze
      cos boli,ze cos cieszy,zamiast jesc
      samemu jest ciezko
      mozna powiedziec komus o problemie,ale z wlasnego doswiadczenia widze ze to nie
      ma sensu zbytnio,ale coz mozna zaryzykowac a noz sie uda,a noz ktos sie
      zrozumie i pomoze uporac z problemem
      coz by tu dodac,wydaje mi sie tez ze duzo pomaga gdy ma sie jakies zajecie,gdy
      sie czyms zajmuje i czuje sie potrzebnym,wtedy jest lepiej,wtedy latwiej dobrze
      o sobie myslec,ale z drugiej strony kurcze nie mozna tez przegiac w druga strone
      hmm naprawde ciezka sprawa
      zycze powodzenia
      zachecam do pisania
      pozdrawiam

    • valilina Re: witam. 19.05.05, 09:04
      Wczoraj udało mi się wytrzymać go godz. 22.00 Potem szybciutko sie objadłam.
      Nie cierpię siebie;( Zawsze miałam wrażenie że jestem jakaś gorsza, inna, zła,
      niedobra, niechciana i niekochana. Wychowuję sama dziecko.Moje zwiazki z
      facetami to porażka.Właśnie rozpada się to co przez trzy lata tworzyłąm z
      drugim człoweikiem. Zobojetniałam. Kiedy jem, nic nie czuję. Zaczynam tyć i
      jeszce bardziej nienawidzieć siebie.
      zajecie...jestem zajęta...pracuję, sama utrzymuję dom, wychowuje dziecko, robię
      drugi fakultet na studiach, uczę sie języków, mam wielki ogród, który wymaga
      pracy. Codziennie zmuszam się do wszystkiego i nie umiem cieszyć tym co mam, a
      przeciez mam tak wiele...Liczy się tylko jedzenie. Koszmar!!!!!!!!!!!!
      • kasiolda Re: witam. 19.05.05, 09:12
        moze wiec pora to wszystko zmienic?
        to ze czulas sie gorsza,inna,zla,niedobra itd to nie znaczy ze musi byc tak
        zawsze,wydaje mi sie ze mozna to zmienic,sama jestem tego przykladem,nie
        wierzylam w to,ale stalo sie,mysle inaczej,lepiej,nieniewidze siebie tak
        bardzo,sklonna jestem stwierdzic ze nawet lubie siebie,chociaz czasem zdarzaja
        mi sie gorsze dni i powrot do uzalania sie nad soba,ale zawsze jednak pozostaje
        jakas nutka sympatii i szacunku do samej siebie
        a wszystko to zawdzieczam mojej kochanej psycholozce
        moze warto o tym pomyslec?
        i sprobowac mimo wszystko cieszyc sie z tego co masz,probowac dostrzegac dobre
        strony zycia,chociaz jedna dziennie
        pozdrawiam
        glowa do gory
        swieci slonce,zapowiada sie piekny dzien,moze tak spacer?
        • kasiolda Re: witam. 19.05.05, 09:12
          a i tak z ciekawosci jakich jezykow sie uczysz???
          • valilina Re: witam. 19.05.05, 15:57
            1. angielski metoda callana ( chodzę)
            2 hiszpański, normalne zajęcia
            3. niemiecki (sama w domu)

            pozatym, ok. gdzie sie udac w szczecionie do dobrego (czytaj darmowego)
            psychologa?
        • senzanome Re: witam. 19.05.05, 11:40
          ja tez. jedna z was. 20 lat. jak jestem na diecie to chudne i jest ok. pare dni.
          potem napad na lodowke. potem znow dieta. potem znow napad na lodowke. i w kolko.
          normalnie jesc nie umiem.
          trwam w szcesliwym zwiazku. nie pracuje. zyje bez strachu...wiec czemu?
          pytam..czemu?

          ps. naukowo to udowodnili ze zdrowy zwiazek dwojga ludzi trwa przecietnie ok. 3
          lat. ze niby to tkwi w naturze gdzies głeboko. rok poznawania sie. rok ciazy.
          rok dziecka- chodzi o wlasnych nogach, czyli juz odchowane...i para sie rozstaje...
          glupie ale chyba tak jakos jest. moj pierwszy zwiazek trwal wlasnie 3 lata.
          zostawil mnie. teraz mam 2 faceta od roku. od paru tygodni jestesmy zareczeni.
          ale mysle ze moze nie pchac sie w sluby na razie..? moze odczekac jeszcze 2
          lata? moze sie okaze ze i ten zwiazek sie rozpadnie "w zgodzie z natura przodkow?"
          smieszne ,co?
          • valilina Re: witam. 19.05.05, 16:00
            senzanome , wiesz to ma sens, to o tych trzech latach....
            nie wiem skad to sie bierze, wiem tylko że narasta we mnie złośc, że inni maja
            normlanie i żyją normlanie, tylko nei ja. Wiem ,że na wszystko trzeba pracować.
            I staram się , uwierzcie mi.
            Fajnie,że jest to forum. Ze nie jestem jakas napiętnowana, tylko że to jest
            problem wielu z nas, to daje siłę.

            pozdrawaim valilina
            > ja tez. jedna z was. 20 lat. jak jestem na diecie to chudne i jest ok. pare
            dni
            > .
            > potem napad na lodowke. potem znow dieta. potem znow napad na lodowke. i w
            kolk
            > o.
            > normalnie jesc nie umiem.
            > trwam w szcesliwym zwiazku. nie pracuje. zyje bez strachu...wiec czemu?
            > pytam..czemu?
            >
            > ps. naukowo to udowodnili ze zdrowy zwiazek dwojga ludzi trwa przecietnie ok.
            3
            > lat. ze niby to tkwi w naturze gdzies głeboko. rok poznawania sie. rok ciazy.
            > rok dziecka- chodzi o wlasnych nogach, czyli juz odchowane...i para sie
            rozstaj
            > e...
            > glupie ale chyba tak jakos jest. moj pierwszy zwiazek trwal wlasnie 3 lata.
            > zostawil mnie. teraz mam 2 faceta od roku. od paru tygodni jestesmy zareczeni.
            > ale mysle ze moze nie pchac sie w sluby na razie..? moze odczekac jeszcze 2
            > lata? moze sie okaze ze i ten zwiazek sie rozpadnie "w zgodzie z natura
            przodko
            > w?"
            > smieszne ,co?
            • senzanome Re: witam. 21.05.05, 13:28
              ach..dzis zaczynam pierwszy dzień walki o normalne jedzenie.
              walczyc musze z ta kompulsywnoscia...walczyć!
              pomozcie.
              a u was, co?
Pełna wersja