Dodaj do ulubionych

Narzekania martyny

05.11.16, 09:11
Zmienilam lekarza, na tyle źle sie czułam ze przyjeto mnie pilno.Lekarka podpisala sie pod diagnoza chad ale tez dostalam skierowanie na testy diagnostyczne by potwierdzic czy to depresja nawracajaca czy raczej Chad. Czuje sie jak zdrajca zmieniajac lekarza, wiem ze to irracjonalne ale tak jest. Zmieniono mi lek z sertagenu na welafaksyne to juz 4 lek preciw depresyjny w mojej karierze. Co bedzie jak i ten z czasem przestanie dzialac?
Mam pytaniebdo Pani psycholog na czym polegaja takie testy? Czy na jednej wiz sie konczy?Na NFZ mam.
Obserwuj wątek
    • ekspert.grupa_synapsis Re: Narzekania martyny 05.11.16, 10:27
      Szanowna Pani,
      Trudno powiedzieć, jakie testy zostaną przeprowadzone. Została pewnie Pani skierowana na diagnozę psychologiczną i w związku z tym, to psycholog na spotkaniu zdecyduje jakich narzędzi diagnostycznych ewentualnie użyje i będzie to związane z tym, jakich informacji będzie potrzebował i o jakie informacje prosił lekarz w swoim skierowaniu. Przede wszystkim zostanie zebrany dokładny wywiad psychologiczny, który jest rozmową. Psycholog może pytać o historię życia, historię choroby, objawy, ważne relacje. Być może zostaną przeprowadzone testy osobowości (zazwyczaj jest to forma kwestionariusza, składającego się z różnych pytań). Jednak nie mogę odpowiedzieć jakie – bo o tym zdecyduje dopiero osoba przeprowadzająca wywiad, bo to ona będzie wiedziała jaka jest potrzeba. Myślę, że taka diagnoza może wymagać więcej niż jednego spotkania ( zazwyczaj jest to kilka spotkań). Jeśli będą przeprowadzone badania testowe, to potem powinno odbyć się spotkanie, na którym psycholog poinformuje Panią o jego wynikach i omówi z Panią diagnozę. Ważne natomiast żeby Pani się nie przygotowywała, ani nie stresowała, dopiero na spotkaniu będzie Pani zapytana o ważne informacje, nie trzeba wcześniej niczego przygotowywać.
      Oczywiście do diagnozy CHAD potrzebne jest również bardzo dokładne badanie lekarskie.
      Pozdrawiam,
      Joanna Jaroszek, psycholog
      • martyna2525 Re: Narzekania martyny 05.11.16, 12:03
        Dziekuje za odp. Lekarz stwierdził ChAd testy maja to potwierdzic. To różnicowanie miedzy depresja nawracajaca a chad.
    • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 05.11.16, 16:41
      Nie czuj się jak zdrajca, szukasz lekarz który Ci pomoże, masz do tego prawo, tamten najwyraźniej nie podołał zadaniu i jeżeli już to powinien mieć pretensje do siebie nie do Ciebie. I tak długo byłaś cierpliwa i dawałaś szanse temu leczeniu które zaproponował.
      • martyna2525 Re: Narzekania martyny 05.11.16, 17:07
        W duzej czesci za zmiana lekarza zadecydowało to co tutaj przeczytałam i słowa eksperta ze jesli lekarz nie widzi chad to nie bedzie go leczyl .Nie wiem czy mam chad 2na 3 lekarzy za tym sie opowiedzialo plus terapeutka. Ona tez nalegala na zmiane bo odkad biore stabilizator to sie inaczej ze mna pracuje.Niestety jest mi przykro bo mu ufalam i kilka lat mnie prowadzil .Pojawiają sie watpliwosci czy nie chce sobie na sile wcisnac Chad . Nie wiem jak to sprecyzowac bo sie rozjechalam intelektualnie.
        Na tyle bylo zle ostatnio ,ze skorzystalam z pomocy na Sorze.Gdyby nie przyjaciel zatrzymaliby by mnie w szpitalu.Wyciszyłam sie na benzo.
        Przerasta mnie to ze tak mną miota.
        • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 05.11.16, 20:15
          Myślę że to też może być tak że nawet dobry lekarz też może się pomylić, no bo w sumie on Cię widzi przez tą chwilę w gabinecie, przez pryzmat tego co o sobie mówisz, nie ma przecież żadnych badań, niczego tylko tzw nos i doświadczenie no i nie każdy ma takie wyraźne jednoznaczne objawy, często rożne zaburzenia jakoś tak zazębiają się o siebie, trochę ma się z tego troche z owego, psychika to przecież nie czarnobiały wyraźny schemat. Ja od lekarza zawszę wychodzę też z poczuciem że mimowolnie odegrałam jakąś optymistyczną scenkę, że to nie do końca byłam ja, nie wiem czy to jakiś odruch samoobronny który każe ukrywać słabości przed światem czy co, wiem że nie robię tego celowo, ale zawsze jakoś tak trochę mi wychodzi inaczej niż jest w rzeczywistości.
          Wiem, że ma się taki opór przed nową diagnozą, jeszcze Chad, no to już wiadomo, do konca życia itd, ale ja wyszłam kiedyś z założenia że nazwa to tylko nazwa, ważne jest żeby leczenie było skuteczne i żeby czuć się jak najlepiej się da, i nie myślę o tym co mam wpisane w karcie tylko czy na tych lekach jest ok, co mi pomaga a co mi szkodzi, i tego się trzymam, a nazwa choroby, jakoś na co dzień o tym nie myślę, na początku trochę to człowiekiem wstrząsa, potem się oswajasz. ja wogóle staram się nei myśleć o sobie przez pryzmat choroby, jestem mną a nie chorobą.
          • klaudia1508 Re: Narzekania martyny 05.11.16, 21:39
            Martyna dobrze że zmieniłaś lekarza. Spróbuj zaufać nowej lekarce i daj szanse jej leczeniu. Oprócz antydep coś Ci zapisała?
            • martyna2525 Re: Narzekania martyny 06.11.16, 05:24
              Mardaani masz racje tylko we mnie jest tyle watpliwosci.Tamten lekarz chciał mnie chronic przed wpisem takiej diagnozy w dokumenty.Doceniam to i dlayego czuje sie niepewnie czy dobrze postąpiłam.
              Klaudia biore lamotrix 100 i ketrel na noc
              • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 17:33
                Ponarzekam sobie. Miota mna, puscily i emocje na pogrzebie, wlasnie wrocilam. Ulotne to zycie, ktos chce zyc a umiera w ciagu 2 tyg na raka, ktos inny nie chce i nie ma sił nie mozna tak po prostu oddac komus zycie.Smutne to , dokad to wszysto zmierza?po co to wszystko?ciagle to samo,monotonnia szarpanina kazdego dnia?wrażenie piekła na ziemi.
                • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 17:47
                  To wszystko do niczego nie zmierza, życie jest sensem samo w sobie. Nie ma jakiegoś nadrzędnego sensu. Dlatego trzeba się nauczyć żyć tu i teraz, Ty żyjesz w jakiejś rozległej czasoprzestrzeni, której nie można ogarnąć, skontrolować,i pozostaje tylko lęk, uczucie zagubienia, bezsens. Skup się na tu i teraz, masz tylko chwilę obecną, przeszłość nie istnieje, przyszłości jeszcze nie ma, do dyspozycji jest chwila obecna. Możesz ją spędzić na rozkmince, możesz zwyczajnie sobie żyć, robić co tam akurat przyjdzie Ci do głowy, realizować jakiś plan dnia, lub nie realizować. Doceń zwykłe bycie, nadawanie prozie dnia codziennego jakiegoś nadrzędnego sensu to przesada, nie wiem skąd ludziom się to wzięło i dlaczego tak strasznie w siebie wmawiają że ich życie musi mieć głębszy sens, nie musi i nie ma. i bardzo dobrze. Konieczność spełnienia jakichś ambitnych celów, doskakiwania do wysokiej poprzeczki jest strasznie obciążająca i w ogóle bez sensu.
                  Dam Ci dobrzą radę
                  przestań chodzić na pogrzeby, to niech dla Ciebie, niech się tym zajmą mniej wrażliwi.
                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 18:13
                    Nie wiem czy jestem wrazliwa bardxiej od przecietnego Kowalskiego. Na pogrzebie takie refleksje to chyba norma czyz nie?
                    Jesli Ci sie udalo zyc tylko chwila to zazdroszcze. Chcialabym tak tylko nie wuem jak, potrafie byc tak odrealniona i tak daleko ze trace poczucie czasu
                    Mardaani czy Ty jestes w remisji?
                    • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 18:20
                      a bo ja wiem :)
                    • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 18:27
                      Myślisz że wszyscy podchodzą do pogrzebów refleksyjnie? Na pogrzebie normą jest rąbanie dupy uczestnikom, ocenianie wyglądu i kto się postarzał, a kto ma nową flamę, samochód, dom, gadanie co będzie do jedzenia na stypie i takie tam, że zimno, albo że upał, umawianie się na wizyty i rewizyty. W rozpaczy i zadumie jest zazwyczaj kilka osób z najbliższej rodziny które idą za trumną. Wystarczy iść w połowie konduktu, już klimat zupełnie inny, . Znam starsze panie co traktują to jako swoiste wydarzenie towarzyskie, a klu programu jest dla nich oglądanie czy nieboszczyk ładnie w trumnie leży, mają nawet albumy ze zdjęciami z pogrzebów, ciuchy do trumny uszykowane, kwaterę opłaconą i omawiają sobie przy kawie w jakiej trumnie i w jakim grobie chcą być pochowane.
                      Pogrzeby są nie dla takich ja Ty i ja, my za dużo myślimy.
                      • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 18:49
                        Zartujesz ze sa tacy pusci ludzie ktorzy z ostatniej drogi potrafia zrobic show.Dzis nie bylam wsrod najblizszej rodziny w zasadzie poznirj bylam na koncu konduktu i nic nie slyszalam zbyt nierealnie bylo w moim swiecie .
                        Tak sobie mysle ze jestem teraz w czysćcu bo nie moze byc tak bolesnie na swiecie.pieklo niebo niebo pieklo.nicosc.
                        • klaudia1508 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 19:36
                          Martyna jak leki, pomagają coś?
                          • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 19:56
                            jak widać... nie specjalnie.
                        • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 19:55
                          Ale zrozum, to nie jest szoł, oni nie są puści, po prostu podchodzą do tego jak do zwyczajnego wydarzenia, to nasze rozkminki są nienormalne i przesadzone.
                          Śmierć jest naturalną częścią życia i akceptacja tego faktu jest pierwszym krokiem do uzyskania spokoju i odzyskania swojego życia tu i teraz. Oni to akceptują w naturalny sposób.
                          Uważam że reagowanie na każdą śmierć załamaniem i myślami samobójczymi jest niezdrową reakcją, zdrową jest chwilowa zaduma... i przejście nad tym do porządku dziennego,
                          oczywiście piszę tutaj o sytuacji kiedy zmarły nie był naszym tzw najbliższym, bo śmierć osoby naprawdę bliskiej to zupełnie inna bajka.
                          • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 20:11
                            Ten pogrzeb nie załamał mnie pytania jakie zadaje sa moja zaduma .Nie pomagaja leki, nie wiemm o co chodzi. Nie moge sue pozbierac po tym odstawieniu lamotryginy na 6dni .Tylko 6 dni a zmienily tak wiele.
                            Mam wrazenie ze te kilka tyg gdzie czulam sie spokojnie byly snem .Choc pomazaly mi tez punkt odniesienia ze moze byc wporzadku bez gorek i dolow. Tylko jak dotrwac?ile mozna uniesc?wyplakac lez? To zwyczajnie nie fair.
                        • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 12.11.16, 20:01
                          Co do bycia w czyśćcu, piekle, niebie...
                          według mnie to wszystko są ludzkie wymysły
                          masz tu i teraz, potem zgaśnie światło i tyle.
                          • martyna2525 Re: Narzekania martyny 13.11.16, 20:20
                            Na nasze samopoczucie ma tez wplyw dieta. Od tyg jestem na diecie wykluczylam kilka produktow i moze dlatego gorzejsie czuje?
                            • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 13.11.16, 20:38
                              To oczywiście możliwe. Zmiana nawyków żywieniowych podobno jest całkiem wysoko w skali stresu. Mi kiedyś w depresji lekarka zakazała wszelkich diet, powiedziała że tym mogę się zająć jak się podleczę i też bardzo ostrożnie, nie zmieniać nawyków gwałtownie, tylko stopniowo, obserwując czy wszystko jest ok bo inaczej nie będzie wiadomo czy to leki, depresja, dieta, niedobory czy co. Jeżeli dieta to w rozumieniu zdrowego, normalnego, rożnorodnego odżywiania, żadne redukcyjne czy eksperymentalne, a już na pewno nie monodiety typu białkowa itp.
                              • martyna2525 Re: Narzekania martyny 13.11.16, 21:05
                                Tak sobie dumam. Nie jadam miesa od zawsze, teraz wylaczylam z diety weglowodany, slodycze, zolty ser,vjogurty owocowe, Owoce , ziemniaki itp
                                Moze przesadzilam ale nad czyms musze pannowac bo reszta sie rozsypala. Choc dzis sobie poplakalam i mi lepiej .
                                • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 13.11.16, 21:54
                                  chyba sobie żartujesz?
                                  przecież Ty wiesz że to nie żadna dieta, Ty wiesz jak to się nazywa, demon podniósł łeb, do lekarza w te pędy.
                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 13.11.16, 21:57
                                    Neonówkę sobie na polsacie obejrzyj, cudny skecz o niebie i piekle idzie:)
                                    • martyna2525 Re: Narzekania martyny 14.11.16, 02:12
                                      Obejrzalam bardzo lubie Neonówke .
                                      A demona trzymam w ryzacch i juz nigdy przenigdy nie wroce do tego co było nie ma mowy .jeszcze raz przeanalizuje co mam na talerzu .
                                      • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 14.11.16, 02:45
                                        Proponuję włączyć to co ostatnio wyłączyłaś i będzie bardzo dobrze :) Nie trać czujności, bo łatwo jest wrócić do starych nawyków w momentach kryzysu. Ja akurat w tym temacie niewiele wiem, ale podejrzewam że takie kombinowanie i wyłączanie całych grup pokarmów z diety nie jest dobrym objawem. W optymistycznym wariancie czeka Cię anemia i niedobory wszystkiego. Jedz proszę Cię przez rozum, bo ja chcę żebyś Ty wyzdrowiała, no musisz po prostu.
                                        • martyna2525 Re: Narzekania martyny 14.11.16, 05:09
                                          Moze faktycznie to nienajlepszy pomysł z ta dieta ale nad jedzeniem potrafie tylko zapanowac.Przemysle to dziekuje za wiare we mnie bo ja jej juz dawno nie mam.
                                          • martyna2525 Re: Narzekania martyny 15.11.16, 19:22
                                            Ale mną miota gora dół ,niby sie rozpedzam gornolotnie by spasc z hukiem .
                                            Nie mam pojecia do czego to prowadzi.Zmeczylo mnie to juz.
                                            • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 15.11.16, 21:55
                                              to do niczego nie prowadzi,bo nie o to w tym chodzi żeby do czegoś prowadzić, to jest taka próba złapania "równowagi" bo nasz organizm dąży we wszystkim do równowagi,
                                              im większa górka tym większy dołek, jak się wahadło wychyli w jedną stronę tak i musi odbić w drugą. Praw fizyki nie zmienisz :)
                                          • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 15.11.16, 21:50
                                            Wbrew pozorom robiąc w ten sposób to nie Ty panujesz nad jedzeniem tylko ono nad Tobą. To jakbyś sama nad sobą stała z batem i co chwila mówiła "tego ci nie wolno, tamtego też ci nie wolno, i tego też ci nie wolno, nie rusz a jak ruszysz to zostaniesz ukarana".
                                            Jakby tak do Ciebie mówił i zachowywał się ktoś inny raczej nie uznałabyś tego za dobre i właściwe traktowanie, a sama sobie chcesz to zafundować.
                                            To jest raczej autoagresja niż panowanie nad sytuacją.

                                            Zaopiekuj się sobą jakbyś się opiekowała kimś innym, wyobraź sobie co byś zrobiła gdybyś stała z boku i miała jak najlepiej zaopiekować się samą sobą. Przez jeden dzień bądź dla siebie dobra, troskliwa, do niczego się nie zmuszaj, staraj się robić tylko to co choć trochę sprawia Ci przyjemność. Jeden dzień bez nakazów, zakazów, bez tego sztywnego gorsetu powinności, mów sobie same pozytywne rzeczy i ani razu nie skrytykuj się w myślach bez względu na wszystko, jakby nigdy nic się zlego nie wydarzyło i już nigdy nie miało się nic złego wydarzyć, stwórz w myślach choć na chwilę taką bańkę "idealnego świata". Zaobserwuj czy to coś zmienia, czy będzie choć kilka chwil wewnętrznego spokoju, kiedy się pojawiły, o czym wtedy myślałaś, co robiłaś. Czasem taka obserwacja dostarcza cennych wniosków, pozwala zrozumieć jak działa twoja psychika, jak na to co myślisz reaguje organizm. Jeden dzień bez wewnętrznego krytyka, bez wewnętrznego dręczyciela, bez sztywnych reguł. Takie wyzwanie.
                                            • martyna2525 Re: Narzekania martyny 16.11.16, 12:35
                                              Próbuje siebie mentalnie nie niszczyć i nie obwiniać o to że gdyby nie to czy tamto to dziś byłabym kimś innym, nie było by choroby itp Strasznie ciężko tak po prostu sobie wybaczyć, kogoś z boku z moim życiorysem bym rozgrzeszyła bardzo szybko natomiast siebie nie bardzo.
                                              Terapeutka twierdzi, że za mała dawka stabilizatora 100mg, ja sama nie zamierzam nic zwiększać bo nie jestem kompetentną osobą w tej kwestii. Widzę natomiast jak mi się życie zmienia, jak bardzo dziki jest mój wew świat i nieprzystosowany do rzeczywistości.Przeraża mnie to.
                                              • klaudia1508 Re: Narzekania martyny 16.11.16, 13:29
                                                Martyna a rozmawiałaś z lekarką o dawce stabilizatora. Mnie też tak buja góra dół, każdy dzień inny. No ale ja nie biorę leków jak wiesz... narazie nie mogę. Trwam, byle do przodu, dla mnie każdy dzień bez leków to większa szansa na zdrowie dla dzidziusia. Ale po porodzie nie zamierzam karmić na siłę, zacznę się leczyć. Obiecałam sobie że jeżeli wytrzymam całą ciążę bez leków, to po porodzie zadbam też o siebie.
                                              • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 16.11.16, 14:59
                                                ale ja Ci Martynko nie każę sobie wybaczyć, tylko przeprowadzić doświadczenie, taką psychozabawę przy użyciu wyobraźni.
                                                Co to wogóle znaczy wybaczyć sobie? to znaczy przestać o czymś myśleć, uznać że wtedy było tak i już, tak się zdarzyło, nie było to dla mnie dobre, nie podoba mi się, a teraz już chcę i będę robić inaczej.
                                                Starałabym się przestać używać słowa "próbuję", "muszę", "powinnam", a o wiele częściej "chcę", "mam zamiar" "zrobię".
                                                Przejść z ulotnej sfery rozkminki wstecznej (ta jest dobra tylko po to żeby przypomnieć sobie od czego się problem zaczął, ale nie powinno się w niej nadmiernie babrać) do działania w chwili obecnej, żeby ci "tu i teraz" nie ukradło rozgrzebywanie prahistori a więc życie przeszłością.
                                                • martyna2525 Re: Narzekania martyny 17.11.16, 09:45
                                                  Wczoraj nie udało sie zadbac o siebie. Dzis sprobuje ponownie. Trzesie mna tak fiz jakbym wypila mocna kawe, trzesa mi sie rece, nie wiem czy to po velafaksynie
                                                  ?moze tak być czy to wew niepokoj?
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 17.11.16, 10:38
                                                    Na moj gust moze byc tak po venaflaksynie. Ja dostalam ja i biore od wtorku, damy jej szanse, moze zaskoczy. Dostalam tez zwolnienie do piatku z powodu mozliwych,poczatkowych objawow ubocznych. Dlaczego o tym pisze? Wczesniej nie wzielabym za nic zwolnienia i probowala udowodnic sobie i swiatu jak to swietnie daje rade, a poza tym nie moglabym wziac zwolnienia bo tyle rzeczy MUSZE zrobic.
                                                    Otoz nie musze i probuje wlasnie wykorzystac te dni tylko dla siebie. Chce spac -spie. Chce wstac -wstaje.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 17.11.16, 14:06
                                                    i to jest bardzo dobra koncepcja, jestem na tak.
                                                    sen to podstawa
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 17.11.16, 13:51
                                                    Nie wiem niestety jakie mogą być skutki uboczne po tym leku.
                                                    Czy jesteś w kontakcie z lekarzem? Bo to wszystko nie idzie w dobrą stronę.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 17.11.16, 22:03
                                                    Kolejna wiz u lekarza mam 1 grudnia ,do tego czasu musze poradzic sobie sama.Na szczescie minely ms bo zaczynalam przystawac na takie rozwiazanie w konkretniejszej wersji niz same mysli. Przyjelam sposob podobny do Klaudi1508 oszukiwanie siebie jeszcze jeden dzien , pozniej kolejny.Dalam sobie czas do okreslonego dnia miejsca i czasu.
                                                    Zwolnienie lekarskie nie wplywa na mnie dobrze rozczulam sie nad soba uzalam rozdrapuje rany i wspominam, a to nie pomaga i do niczego nie prowadzi .Musze pracowac ze wzgledow finansowych i chce pracowac ze wzgledu na stan psych.Mam zobowiazania, ktore musxe wymonac.
                                                    Obserwujac moje funkcjonowanie to jest coraz gorsze a powinno byc lepiej.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 17.11.16, 22:32
                                                    To dobra metoda, pomyśleć mam do przeżycia tylko najbliższą godzinę, potem następną, do wieczora, itd. To nie obciąża tak bardzo jak np myśl o konieczności wypracowania emerytury.
                                                    Do 1 grudnia tylko dwa tygodnie, to może się wydawać długo jak się człowiek źle czuje ale zobaczysz minie szybko, a do tego czasu może leki zaczną działać. Ja bardzo długo czekam na efekt leków, nawet do 3 miesięcy mi się zdarzyło, więc nie poddawaj się, bo na 100% ta depresja minie, i będzie ok, tylko jeszcze trochę czasu.
                                                    Na razie masz "ciężką grypę" i tego się trzymajmy.
                                                    ps
                                                    Staraj się jeść proszę,
                                                    może na razie zanim się jakoś poskładasz ratuj się nutridrinkami? do kupienia w aptece, w małej dawce dużo składników odżywczych. 1 drink dziennie za Mardaani? (Piłam to kiedy miałam jadłowstręt po lekach i dawałam szczurkom jak były osłabione po chorobie).
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 18.11.16, 20:32
                                                    Dziekuje za cieple słowa .
                                                    Nie jestem przekonana czy to depresja , wrocil mi naped, rozpedzam sie, za chwile bedzie "mnie nosic", zdecydowanie mniej spie i jem (mimo wszystko rozsadkowo jem).A w dalszym ciagu jest mi smutno , izoluje sie i wycofuje, w zasadzie nie oddzywam sie w pracy.
                                                    Czasem mam wrazenie ze przesadzam i nic mi nie jest.
                                                    Dzisiejszy dzien byl dla Mardaani:)
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 18.11.16, 20:42
                                                    Kurcze, miło mi się zrobiło, dzięki, naprawdę się cieszę i doceniam, bardzo.

                                                    Może te huśtawki to taka próba organizmu, taki rozruch?Takie dwa kroki do przodu jeden do tyłu?
                                                    Na poprawę tzw nastroju to jeszcze trzeba cierpliwości, najpierw poprawia się takie fizyczne funkcjonowanie: sen, apetyt, napęd, zmniejszają się stany lękowe, nastrój często dopiero w dalszej kolejności.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 19.11.16, 14:44
                                                    Moze ale nienawidze tego. Dzis probowalam ogarnac mieszkanie wstalam o 5 zawiesilam sie nad tym co za oknem zanim sie zorientowalam byla 8 a ja nie wiem o czym myslalam i co sie dzialo.Udalo mi sie ogarnac troche i poszlam spac wstalam teraz i musze sie ogarnac i skonczyc sprzatanie bo nie ma jak przejsc.
                                                    Szczerze nie jestem pewna juz niczego na ile to chemia , na ile trudny temat jaki poruszam na terapii.Wiem jedno tak sie nie da funkcjonowac.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 19.11.16, 16:57
                                                    Ale to sie tak nie udaje i nie funkcjonuje niestety, ze wszystko mija i nagle jest sie w 100% zwartym i gotowym do dzialan, tryskajacym energia i humorem. Udalo ci sie ogarnac troche no i dobrze i sukces i tego sie trzymamy, a z nie tego, ze nie zrobilismy czegos tak jak chcielismy, powinnismy, wyobrazilismy, ktos od nas oczkekuje - wybrac prosze odpowiednie.Poszlas spac no i dobrze, tez bym poszla jakbym o 5 rano wstala.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 19.11.16, 17:16
                                                    Tylko ja tesknie do tego jak sie czulam przez kilka tyg. Ja codziennie wstaje o 5do pracy, tesknie za energia , za pomtslami. Przez te kilka tyg zapisalam sie na 4 nowe projekty a dodatkowo robilam dwa na raz a teraz nie mam sil by zrobic to do czego sie deklarowalam.
                                                  • klaudia1508 Re: Narzekania martyny 19.11.16, 18:15
                                                    Martyna to pachnie hipomanią to co opisujesz. Wiem po sobie kilka dni lepszych, zbyt optymistycznych płacę depresją. A tu chodzi o to żeby się w środku wyrównać.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 19.11.16, 19:13
                                                    To był czas kiedy zaczęłam brać lamotryginę, dla mnie był to stan bardziej wyrównany, bliżej siebie, spokojniej i zarazem radośniej. Ja z natury jestem energiczna, aktywna i branie na siebie ciut więcej jest normą.Jakbym czuła się dobrze ogarnęłabym to bez problemów. Mam dwie prace i przyjaciół, z którymi się regularnie spotykam gdy czuje się ok. Na wszystko mam czas, tak mam ułożony świat, że wszystko ma swój czas.
                                                    Obecnie to raczej wegetuje i robię tylko minimum by przetrwać i tak z wielkim trudem. Ogólnie to chyba zgłupiałam bo przeglądam strony o śmierci, śni mi się śmierć wszystko w tym temacie się kręci. Wiem do czego to prowadzi ale już mi nie zależy. Ile można tak funkcjonować.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 19.11.16, 22:38
                                                    Cos w tym jest. Po tylu latach mam podobna teorie, ze to brak rownowagi. Rownowagi nie tylko poziomu neuroprzekaznikow, ale rownowagi w dzialaniu, w pracy, w snie... wiele sie na to sklada. Wiadomo, ze w zyciu nie zawsze ta idealna rownowage zachowac mozna, to nie laboratorium pod szklanym kloszem, jednakze jest to niezmiernie wazne, zeby nie dopuscic do zbyt duzych wahan. Ja sie wiele lat buntowalam, probowalam udowadniac sobie ze tak nie jest.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 20.11.16, 01:20
                                                    Nebelowa na co chorujesz?
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 20.11.16, 12:12
                                                    Choruje na depresje od lat 20. W miedzyczasie byl pomysl, ze moze to CHAD, ale jednak nie. U mnie pierwszy epizod pojawil sie po tym jak nabralam pracy ponad sily i probowalam to ogarnac. Cialo powiedzialo nie, a za cialem glowa. Cos jak przepalenie glownego bezpiecznika. Bylam na terapii, ktora pmogla mi nauczyc sie mowic nie i pozwolila dostrzec , ze ja nic nie musze. Pokazala, ze to jaka osoba chcialabym byc i probuje byc, a to jaka jestem to dwie rozne sprawy. Dodatkowo ukazala chory mechanizm ustawiania sobie wciaz wyzszych celow, ktorych spelnienie wymagalo pracy ponad sily a w momencie wykonania zamiast satysfakcji natychmiast wyrastala nowa gora do pokonania.
                                                    Od 20 lat biore leki, niestety slabo na mnie dzialaja, aktualnie od tygodnia znowu nowe. Nedzny to byl tydzien, pierwsze dni przelezalam, teraz ciut lepiej, strach odszedl, ale napedu nadal 0, bardzo powoli zbieram sie w sobie, w poniedzialek musze juz wrocic do pracy. Staram sie nie myslec o tym jak to bedzie jutro rano.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 20.11.16, 13:25
                                                    Mozna Ci jalos pomoc?
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 20.11.16, 14:23
                                                    Czasem mysle, ze mi po prostu nie mozna pomoc. Kolejne kombinacje lekow daja krotka poprawe, potem wszystko wraca na stare tory, tak jakbym sie na nie uodparniala. Po tylu latach wiem co dodatkowo zle na mnie wplywa, staram sie tego unikac, ale to nie zmienia faktu ze ogolnie jest slabo. Mieszkam za granica, od 3 lat w kolejnym kraju. Oprocz meza, ktory mnie wspiera i wie jak trzeba ze mna postepowac i syna nastolatka nie ma nikogo. Nie mam zadnych znajomych poza kontaktami pracowniczymi. Gdyby nie maz i syn nie byloby nikogo dla kogo jeszcze warto walczyc. Mam jeszcze zwierzeta , 2 psy i 3 koty one takze mi pomagaja.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 20.11.16, 15:46
                                                    Smutne to ale przynajmniej masz dla kogo zyc i walczyc. Moze jalbys znalazla kogos w realu badz nie to Cie wyslucha i wesprze?
                                                    Tak dla zwyklego wygadania sie jakas kolezanka? Ktos z kim bedzie Ciebie latwiej dzlapac kontakt.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 20.11.16, 18:32
                                                    Tylko jak znalezc? Do tego trzeba wyjsc do ludzi. Nie umiem.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 20.11.16, 18:48
                                                    kontakty w realu są przereklamowane :D
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 20.11.16, 19:41
                                                    Tez mam takie wrazenie. Probowalam i zawsze konczylo sie tym, ze siedzac wsrod ludzi zastanawialam sie co ja wlasciwie tam robie.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 20.11.16, 22:18
                                                    hehe, to tak jak ja,
                                                    szkoda że nie mieszkasz gdzieś blisko, tak mi brakuje sensownych ludzi na co dzień, bo z byle kim to mi się nie chce siedzieć i czasu tracić :)
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 21.11.16, 12:05
                                                    Wypisz wymaluj jak u mnie - virtualnie bardzo chetnie.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 20.11.16, 19:48
                                                    Czy ja wiem. Mam znajomych w realu i w necie. Czesc z neta przenioslam na real i dobrze mi z tym. Gorzej jak potrzebuje spokoju i izoluje sie a ta druga strona na sile chce mi poprawic nastroj i wyciaga z domu tak jak np dzis szantazem zostalam zmuszona do wyjscia nie majac na to ochote. W rezultacie tylko bardIej mnoe rozdraznil swiat a on byl zadowolony z dobrzen spelnionego celu.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 20.11.16, 19:59
                                                    Ja sie odwazylam napisac i ujawnic na forum
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 20.11.16, 22:21
                                                    oj kocham takich wyciągaczy w głębokiej depresji, mój wyciągacz (koleżanka) przestała jak dostałam w knajpie ataku paniki który wyglądał jak lekki atak padaczki, od tej pory już mnie nie namawia na siłę kiedy mówię że aktualnie to nie najlepszy pomysł.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 11:33
                                                    Nie wstalam dzis do pracy, nie spie od 3 ale nie bylam w stanie sie zwlec z lozka. Zalozylam dres na pizame i poszlam nad Wisle zlapac troche slonca. Napisalam smsa ze mnie nie bedzie i nie mam ochoty na rozmowy z kimkolwiek. Od 8 tu siedze i nie mam sil wracac.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 11:54
                                                    No to już wystarczy tego naświetlania, wracaj do chaty.
                                                    Jak Ty dziewczyno kombinujesz, jak koń pod górkę. Albo 2 etaty albo nic, czas zacząć lubić stany pośrednie, i przestać traktować hipomanię jako normę.
                                                    Ogólnie to chyba powinnaś wbić do psychiatry w trybie pilnym.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 11:56
                                                    Czy ktoś mógłby z Tobą pobyć dzisiaj? Jakaś siostra, koleżanka, ciotka, babka? Nie podoba mi się to wszystko, ktoś powinien nad Tobą czuwać i trochę dopilnować zanim to leczenie zacznie przynosić efekty.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 21.11.16, 12:13
                                                    O 8 ranow listopadzie slonce juz mialas??? Jak dlugo bierzesz ta Venaflaksyne i w jakiej dawce? Czy mozesz skontaktowac sie ze swoim lekarzem prowadzacym? Czy mieszkasz sama, czy ktos Cie w razie czego bedzie szukal?
                                                  • nova_33 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 12:30
                                                    W Warszawie słońce. Aż chce się wyjść na zewnątrz i lapać trochę ciepla.
                                                    Martyna napisz jak się czujesz.
                                                    Rozumiem. Też rzucałam się na kilka projektów. Siedzenie po godzinach a potem nagle bezsenność i sms do pracy rano, że biorę wolne.
                                                    Trzymaj się. Aha czasami jak rano łapał mnie taki dól to zapisywałam się na cito do psychiatry.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 13:58
                                                    Straz miejska sie mna zaintwresowala , wracam bo juz zlw sie czuje. Mieszkam sama nie chcw nikogo angazowac juz wczoraj On mnie wyciagnal i bylo do kitu.Pozbieram sie albo nie,wizyte mam 1grudnia. Biore 75 Velafaxyna.
                                                    Czy wew cieplo mozna rozpalic od swiec xzy kominka?
                                                  • nova_33 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 14:11
                                                    Wypij gorącą herbatę i okryj się kocem.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 14:48
                                                    Ktoś powinien stanowczo z Tobą być, żadne wyciąganie na miasto, ciepły koc, ciepła herbata, ciepła zupa i pogodny film albo coś w tym rodzaju. Opcja przetrwanie na najbliższych kilka dni, a nie żadne tam wojaże po mieście. No wyobraź sobie że to co Ci jest to taka meg grypa, że masz 40 stopni temperatury i dlatego jest tak dziwnie, może łatwiej zaakceptujesz tą słabość. To jest chwilowe, przysięgam Ci że to minie i będzie normalnie, wszystko wróci w normalne zwykłe ramy. To tylko kwestia czasu.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 21.11.16, 14:54
                                                    Pozbieram sie albo i nie , a na zlosc swiatu jeszcze przeziebie sie, nawet mi sie zrymowalo. 75 to moze zbyt malo, ja dostalam na poczatek 150 i dopiero po 1 tygodniu ciut lepiej mi sie zrobilo. Na pewno jest mozliwosc wczesniejszej konsultacji lekarskiej, a juz na pewno izba przyjec. Moze trzeba wlaczyc cos przeciwlekowego na poczatek zanim lek zacznie dzialac i juz na pewno trzeba wziac dzisiaj zwolnienie lekarskie, bo to kolejny stres, co mam zrobic, jutro musze byc w pracy, a przeciez nie jestem w stanie, co mam zrobic, zaraz mnie wyrzuca, jak mnie wyrzuca to juz koniec. Nie ma co zgrywac silaczki przed lekarzem i swiatem. Pojdziesz dzis do lekarza, dostaniesz moze dodatkowe leki, albo zwiekszenie dawki, dostaniesz zwolnienie, abys nie musiala sie martwic co jutro i wtedy zobaczysz. Spij, lez, do niczego sie nie zmuszaj. Przestan sie dodatkowo szarpac praca, czy sprzataniem domu. Chcesz porozmawiac - pisz na forum.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 17:46
                                                    Polozylam sie na podlodze przy kominku lubie patrzec na ogien.Powinnam sie ogarnac by pojsc jutro do pracy i na terapie.Boje sie zostajac w domu bedzie mi trudniej wrocic do zywych.raczej grypa tak dlugo nie trwa.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 21.11.16, 19:30
                                                    Niekoniecznie. Zalatw sprawe zwolnienia i przestan myslec co powinnas. Daj sobie kilka dni, nikt nie mowi o tygodniach, a co do grypy to prawdziwa moze trwac dlugo. Ja bym jeszcze telefonicznie zapytala lekarza o zwiekszenie dawki. Trzymaj sie cieplo
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 20:07
                                                    A jak sie poloze w lozku i nie wstane?juz nigdy?
                                                    Nie mam kontaktu tel z lekarzem idac do PZP nie daja swoich prywatnych nr tel co jest zrozumiale.
                                                    Ok nie meczę juz Was swoimi wywodami.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 20:33
                                                    Znam ten lęk, ale jak się ktoś tego boi to długo w tym wyrze nie posufituje, w tym się trzeba naprawdę lubować żeby długo wytrwać. Nie bój się odpuścić, czasem trzeba się poddać żeby się pozbierać. Jak w kaftaniku, im bardziej się będziesz szarpać tym bardziej będzie się zaciskać. Trzeba sobie powiedzieć "odpuszczam" "mam prawo do chorowania, do gorszych dni". Przecież nie jesteś robotem i jak mawia pani Cicha nie masz śmigiełka w tyłku żeby tak ciągle latać.
                                                    (Poczytaj sobie "Ostatnią arystokratkę", można kupić ebooka, Jak się przy tej książce nie uśmiechniesz to znaczy że musisz iść na oddział :D Bez obawy, to nie jest romans)
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 21.11.16, 20:28
                                                    Nie bedzie trudniej, teraz jest najtrudniej, może być tylko lepiej.
                                                    Nie bój się chorować, nie odpadniesz zaraz od życia. Zwlecz dupę tylko na terapię, jak mawia młodzież robota nie zając nie zrobisz z niej pasztetu.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 22.11.16, 05:48
                                                    Niestety nie jestem w stanie dzis znow isc do pracy.Powinnam cos z tym zobic dzisiaj i jednak musze skorzystac z czyjejs pomocy pewnie zadzwonie do Niego choc nie chce Go obarczac soba. Poza tym cos sie dzieje kardiologicznie jestem obrzeknieta jakbym miala w sobiebkilka litrow wody dodatkowej i serducho cosvinaczej chodzi .Prawda ze bedzie ok?jutro najdalej pojutrze?
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 22.11.16, 09:07
                                                    Bardzo Cie prosze o pojscie do internisty i zrobienie potrzebnych badan, wez zwolnienie i znajdz wreszcie czas dla siebie. Czy jutro juz ok bedzie trudno powiedziec, nie jestesmy lekarzami. Prosze do doktora i dac znac co z Toba.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 22.11.16, 11:50
                                                    chyba musisz pójść zwyczajnie do lekarza i zapytać co to się dzieje, czy ten obrzek z powodu leków, hormonów? serca? nerek?
                                                    Na takie nierówne chodzenie serducha czasem wystarczy magnez +potas + tran, ale lepiej sprawdzić.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 22.11.16, 12:41
                                                    Bylam u rodzinnego, dostalam zwolnienie do konca tyg. Ja choruje kardiologicznie obrzek jest spowodowany niewydolnoscia krazenia dostalam leki. Velafaksyna najrawdopodobnie spowodowala arytmie.Ma m lezec i odpoczywac. Lekarz jest tez zaniepokojony stanem psychicznym ale ja go ogarne jeszcze tylko troche.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 22.11.16, 12:46
                                                    No to teraz słuchaj lekarza, i leniuchuj na wszystkie 4 boki. Jak chcesz być mega aktywna poćwicz sobie jogę, polecam asanę krokodyl (leżysz na brzuchy z rękami wzdłuż ciała i oddychasz miarowo :)
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 22.11.16, 13:37
                                                    Juz mialam pytac jak stoja sprawy. Odpoczywaj, a stan psychiczny ogarniesz. Japrzed 10 dnamii lezalam jak zombie, a dzisiaj juz jestem w pracy i powolutku wdrazam sie w rytm. Bardzo sie ciesze, ze po tygodniu juz nadeszla zmiana, ale ja dostalam 150 velafaksyny i po 7 dniach zwiekszono na 225. Jeszcze nie chce sie cieszyc, aby nie zapeszyc. Dodam, ze poszlam do rodzinnego i powiedzialam, ze psychiatra chce mi dac lit i sie nieco obraza gdy odmawiam i i czy naprawde nie ma jeszcze jakiegos leku do wyprobowania , ktory by mogl mi pomoc. Pytalam na forum Doktora o to, to wowczas odwazylam sie ujawnic. Zobaczysz Martyna, wszystko sie uspokoi i ulozy.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 22.11.16, 14:59
                                                    Jakoś nie mam przekonania do litu
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 22.11.16, 15:16
                                                    Ja wlasnie tez nie i powiedzialam, ze nie bede brac i koniec. Zgodzilam sie na ten eksperyment z Anafranilem i zrobilo to ze mnie zywego trupa z 10 kilo na plus w 3 miesiace. Poszlam z placzem do rodzinnego, ze juz nie daje rady i wowczas ten napisal do psychiatry list, ze prosi o natychmiastowa zmiane leczenia, bo tak zyc nie mozna. Dostalam wowczas fluoksetyne i bupropion, ale nie dzialaly, te sie upieral nadal nad litem , wiec znowu do rodzinnego poszlam. Bede szukac innego psychiatry co tutaj trudne jest, bo nie chca brac nowych pacjentow, a ogolnie ich malo. Podobnie o psychoterapii moge pomarzyc, bo kasa chorych nie refunduje.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 22.11.16, 15:24
                                                    Skoro dla lekarza nie było problemy że na tym Anafranilu tak fatalnie funkcjonowałaś to faktycznie nie ma sensu do niego chodzić. Jakiś miłośnik starych leków.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 22.11.16, 20:09
                                                    Zmieniłam się. Stałam się agresywna, nigdy taka nie byłam wcześniej.Od kilku tyg reaguję złością i zdenerwowaniem na wszystko. Rozpędzam się i to widzę i pewnie pójdę do góry z całym dobrodziejstwem. Obym tylko postawiła się na nogi.
                                                  • nova_33 Re: Narzekania martyny 22.11.16, 20:38
                                                    Ja po alvencie robiłam się bardzo agresywna.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 22.11.16, 20:49
                                                    Ja wrecz przeciwnie, nic mnie nie rusza i nie jest w stanie wyprowadzic z rownowagi. O ile dobrze pamietam w przyszly czwartek masz wizyte, zapytaj lekarza. Skoro ostatnio duzo pracowalas i slabo sypiasz drazwliwosc moze byc tez skutkiem wyczerpania.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 23.11.16, 00:06
                                                    albo też powrotu napędu, humor jeszcze nei teges ale siły powoli wracają i skutkuje to takim dziwnym podminowaniem, ale może też i być z innego powodu, czort to wie. Lekarz musi zadecydować po wysłuchaniu delikwenta.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 22.11.16, 20:54
                                                    Milosnik starych lekow i w dodatku za nieziemskie pieniadze za wizyty. Tutaj lekarza, czy badania oplaca sie samemu, a potem wysyla rachunek do kasy chorych i czeka do 3 tygodni na zwrot okolo 80 %. Naprawde wiele objawow ubocznych znosilam dzielnie, ale to bylo jakims koszmarem i doktor caly czas mowil ze to minie, ze przejsciowe.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 23.11.16, 00:09
                                                    No się człowiek czasem tak natnie, takie życie, najgorzej jak wiedzą że w danym rejonie nie ma zbyt wielkiej konkurencji. profesorowie starej daty też często lubią tak despotycznie kierować leczeniem bez względu na komunikaty pacjenta, czasem lepiej trafić do niedoświadczonego ale z otwartym umysłem niż do zbyt zadufanego w sobie i to nie tylko w psychiatrii.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 23.11.16, 12:26
                                                    nie mam już żadnych wątpliwości co do diagnozy CHAD, niestety.
                                                  • klaudia1508 Re: Narzekania martyny 24.11.16, 09:15
                                                    Co skłoniło się jednak do tego że uważasz że to chad?
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 24.11.16, 11:05
                                                    Hipomania bylamu lekarza dostslam uspokajecze posprzatalm mieszkanie kupilam riznosci za 1000 zl w necie latam jakbymmialaskrzydla kolejnawizyta za tydz
                                                  • klaudia1508 Re: Narzekania martyny 24.11.16, 14:23
                                                    A kiedy to się stało? Ja mam takie szybkie zmiany góra dół. Jakie leki dostałaś teraz?
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 24.11.16, 17:55
                                                    to chyba był jakiś dziwny stan mieszany, bo nastrój to miałaś pod zdechłym azorkiem, tylko napęd niezdrowy.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 24.11.16, 20:43
                                                    Wczoraj wstalam tak pobudzona ze nie moglam sobie dac rady.Jakbym to nie byla ja , On tylko stwierdzil ze ja to mam powera.Posprzatalam mu mieszkanie i wrocilam do siebie by ogarnac to co zaniedbalam przez te tyg.Dzis jest cut lepiej spokojniej, jakbym wrocila ja taka fajna szybka i majaca sily na wszystko.Nie wiem na ile to tak ma wygladac a na ile nie .Jest jeszcze cos co nie wiem jak interpretowac. Kolezanka otworzyla okno balkonowe a ja widzialam juz jak wyskakuje przez nie. Patrzac na las widze siebie idaca przed siebie po prostu majac tylko to co na sobie etc to takie wyobrazenia ,na ktorych sie zawieszam ze nie do konca wiem czy to tylko sen czy wyobraznia.
                                                    Nie chce zapeszac w zaden sposob ale bedzie juz ok dzis w to wierze.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 25.11.16, 13:29
                                                    Wiem, że przy hipomanii może nastąpić nagłe buuum i spadasz w depresyjną ciemność a czy działa to odwrotnie? że przy depresji nagle możesz fruwać w przestworzach i masz hipomanie?
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 25.11.16, 14:41
                                                    tak, leki p. depresyjne mogą wywołać taki stan
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 25.11.16, 15:41
                                                    Z dnia na dzien?
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 25.11.16, 17:32
                                                    w sumie tak, to zdaje się też jest objaw który przemiawia za diagnozą CHAD że się reaguje na antydepresanty hipo albo manią
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 27.11.16, 13:29
                                                    Nie spie od czwartku ani minuty fizycznie mam wrazenie ze sie wywroce o dodatkowych objawach somatycznych. Ile mozna bez snu wytrwac?jutro powinnam pojsc do pracy bo konczy mi sie zwolnienie. Przez weekend chodze na szkolenie i czuje sie jak zombi. Kolega straszy ze szpitalem sie to skonczy.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 27.11.16, 15:40
                                                    "przez weekend chodze na szkolenie" wiesz ty sobie ze swojego stanu jawnie bimbasz i sama kusisz los. Wyladowalas z powodow kardiologicznych w szpitalu w ktprym nie chcialas zostac, choc tam tez mogliby skonsultowac sie z psychiatra. W piatek nikogo w PZP nie bylo, to tez swietna wymowka, zeby sie z lekarzem nie konsultowac. Dostalas zwolnienie, aby odpoczywac to siedzisz na szkoleniu. jezeli prowadzisz na sobie jakis eksperyment , aby zobaczyc ile jeszcze wytrzymasz to nam o tym powiedz. Ja mam wrazenie, ze Tobie to wrecz pasuje i dumna jestes z tego co sie z toba dzieje, bo jakiegokolwiek dzialan ukrocajacego ten stan unikasz jak ognia.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 27.11.16, 16:30
                                                    niestety odniosłam podobne wrażenie
                                                    dodam jeszcze że trzy dni bez snu to już mania a nie hipo.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 27.11.16, 18:02
                                                    Po pierwsze nie bimbam panuje nad wszystkim . Siedzenie w domu sie bylo siedzeniem tylko robienie kilky rzeczy na raz. Szkolenie obowiazkowe dot projektu a to bylo o tyle wazne ze sprobowalam wysiedziec. Dalsm sobie tez mozliwosc wyjscia wczesniej nic na sile. Dlatego dzis wysxlam wczesniej i podjechalam na IP bo fiz moj organizm nie pociagnie dlugo bez snu. Lekarz odstawil mi Velafaxyne zwielszyl Lamotrix i wlaczyl ketrel. W czw wiz u swojego lekarza. Jesli nie bede spac to szpital. Nie eksperymentuje bo nie zamierzan na sobie w zaden sposob ekserymowac ani ja ani nikt inny.Nigdy nie mialam manii jak juz to hipomanie. Man diag. Spectrum Chad wiec to tez nie samo chad choc dzis lekarz cos tam przebakiwal o tym.Jesli Was mecze to przepraszam.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 27.11.16, 23:22
                                                    Martyna, przeczytaj ten wątek, tu piszą dwie Martyny i obydwie przeczą sobie nawzajem. To nie chodzi o kwestię kto kogo męczy, to jest forum nikt czytać nie musi, tylko o to że z boku patrząc to wszystko wygląda naprawdę niepokojąco.
                                                    Fakty są jakie są, najpierw piszesz że cały czas jesteś śmiertelnie zmęczona, że nie masz siły podnieść ręki i boisz się że nigdy z łóżka nie wstaniesz za chwilę opisujesz że wylądowałaś w szpitalu z powodu poważnych zaburzeń kardiologicznych, a następnie opisujesz jakieś niezwykle zapracowane dni sprzątanie całego domu, szkolenia, że nie śpisz 3 doby!!! po to by na końcu napisać że właściwie nad wszystkim panujesz. Piszesz jak osoba w manii, (a kilka tu już takich było). Jakkolwiek skoro lekarz Cię widział to ok, i nic nam do Twojego leczenia.
                                                    Myślę że na forum Chad odnalazłabyś więcej cennych dla Ciebie informacji i relacji. Tutaj na depresji to tylko takie nerwicowe popierdółki i sralis mazgalis są a nie taki rzetelny dwufazowy Chad :)
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.11.16, 05:39
                                                    Trudno mi odniesc sie dovtego co napisalas ale sprobuje. Nie czuje sie w manii jakbym ja miala nie bylabym w stanienpisac tutaj takie mam wyobrazenie o niej.Co do pogotowia to juz tutaj pisalam wielokrotnie ze choruje somatycznie mam status osoby niepelnosprawnej i niestety wielokrotnie korzystam z pomocy pogotowia. Staram sie pilnowac by bylo ok niestaty wyszlo jak wyszlo nie przewidze wszystkiego czytaj dzialania velafaksyny.
                                                    Od zeszlej srody mnie trzasnelo u poszybowalam w gore , tak nagle i z takim impetem mialam mozliwosc poznac na sobie pierwszy raz.Pierwszy raz tez nie spalam tyle wogole, wczesniej mialam klopoty z e snem ale udawalo mi sie przespac choc godzine a tutaj nic, zero i chec zrobienia tego czy tamtego co zaniedbalam przez te kilka tyg w depresji.Dla mnie no nowe doswiadczenia poza tym dochodzi myslenie po co zmoenialam lekarza by czuc sie tak jak teraz?by zaordynowane leki mnie rozbujaly?
                                                    Nie wiem co zrobic dalej bo nie czuje sie bezpiecznie i komfortowo tak jak jest a zarazem boje sie ze jak sie przyznam do gory to lekarz mi ja zabierze i znow przyjdzie dol.
                                                    Dzus przespalam 6godz po podqojnej dawce przepisanego leku(lekarz poczyl by wnrazie gdy nie zadziala jedna dawkanwziasx dwie) i tyle moich wywodow.
                                                  • nebelowa Re: Narzekania martyny 28.11.16, 10:45
                                                    Nie chcialam cie urazic, ale Twoje posty skladaja sie dokladnie na taki obraz - Maardani to zgrabnie podsumowala. Slonce nad rzeka, straz miejska, zapasc, szpital, ciemnosc i mrok, sprzatanie, 4 etaty i nie spisz 3 doby. Wiesz, ja sie naprawde przejmuje tym co czytam i sie o ciebie naprawde martwie " boje sie ze jak sie przyznam do gory to lekarz mi ja zabierze" tez nie nastraja optymistycznie. Jeszcze raz przepraszam, jezeli poczulas sie dotknieta.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.11.16, 11:40
                                                    Spokojnie nie czuje sie urazona w zaden sposob, to jest Wasze zdanie i macie do niego prawo. Ja nie czujw sie az tak chora ,choc jestwm juz zmwczona tym wszystkim bo ilez mozna.
                                                  • klaudia1508 Re: Narzekania martyny 28.11.16, 12:55
                                                    Martyna ja Ci już to kiedyś pisałam. U mnie branie coraz to nowych antydep spowodowało szybką zmianę faz. Dla przykładu wczoraj od rana miałam silną depresję z myślami s, spalam, płakałam mówiłam mężowi o śmierci i o tym żeby zadbal o naszą córeczkę po czym nagle z minuty na minutę zaczęłam przeglądać Internet w poszukiwaniu najlepszego kremu na rozstępy w ciąży. Martyna ja prowadzę dzienniczek nastrojów dla lekarza na przyszłość. Ta choroba ma wiele obliczy i nie oczekuj od nowej lekarki cudów. Wiesz że stabilizowanie w tej chorobie czasem trwa latami. Na twoim miejscu mając współistniejące choroby zdecydowałabym się na specjalistyczny oddział w szpitalu w celu lepszego doboru leków. Przemyśl to dr S który pierwszy dal ci diagnozę jest kierownikiem takiego oddzialu na Kopernika. I już przestań negować chad. Szukaj pomocy a nie walcz z diagnozą.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.11.16, 19:57
                                                    Klaudia moze masz racje, moze faktycznie to chad, moze nie nadaje sie juz do niczego poza zamknieciem w szpitalu .Byc moze to tylko farsa glupia i nie dajaca sie ogarnac. Moze jestem a moze mnie nie ma. Nie wiem tego ja i Ty.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 16:50
                                                    Swoje narzekania będę pisać tutaj by Ci, dla których to szkodliwe by już sam tytuł odstraszył.

                                                    Chyba jednak nie jest tak różowo jak mi się wydawało. Nie do końca wiem co się dzieje,nastrój pojechał w dół, mniej więcej półtora tyg temu. Nie jest to niż głęboki z ms. Mam problem by się wyciszyć wieczorem i zasnąć, śpię zdecydowanie mniej- dziś 4 godz.
                                                    Próbowałam się wcześniej ratować, ruch rower, 2x w tyg basen, dawałam się wyciągnąć do kina, na spacer, mam na płycie muzykę relaksacyjną, o której pisała kiedyś Mardaani.
                                                    Niestety to nie pomaga.
                                                    Dużo płacze, oszukuję się, że leki przecież działały i było ok więc musiałam coś spieprzyć i się zepsuło.
                                                    Dygoczę cała, dziś zasłabłam w sklepie, źle się czuje, mam zaburzenia rytmu serca. Zjedzony posiłek nie pomógł.Jakbym mogła się wyciszyć i zasnąć to może by przeszło albo i nie wzięłam już elektrolity i czekam.
                                                    to już zdecydowanie nie jest śmieszne.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 17:31
                                                    Martyna, a rok temu o tej porze jak się czułaś? Może wydać Ci się głupie, ale jest grupa ludzi, w tym ja, na których wpływa zmiana pór roku, może nie aż tak drastycznie jak na Ciebie, ale jednak. Jeszcze jak to się zbiegnie z jakimiś zawirowaniami hormonalnymi to potrafię być jak trzcina na wietrze. Nie trwa to długo, nie jest mocno odczuwalne (no czasem ciut) ale ja to czuję.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 18:10
                                                    Rok temu ....nie pamiętam, na wiosnę łapałam powera i góry przenosiłam.
                                                    Do tej pory łudziłam się, że to mi się wydaje że jest gorzej.
                                                    Teraz przez pogodę ok może faktycznie to.
                                                    Ta piosenka chodzi za mną .....
                                                    www.youtube.com/watch?v=bR2tTmemPRM
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 17:55
                                                    Nie upadaj na duchu, to jeszcze za wcześnie na stabilizację. Postaraj się odpocząć, pospać choćby na lekach. Czasami jest takie tąpnięcie. To omdlenie pewnie też wyprowadziło Cię z równowagi, mam nadzieję że to nie było takie całkowite omdlenie, tylko takie uczucie wacianych nóg. Na wiosnę takie różne osłabienia kołatania zdarzają się nawet zdrowym, skoki cieśnienia, temperatury, na niektórych tak działa silny wiatr. Czasem banalny brak magnezu wystarczy, a depresja sama w sobie i stres też potrafi takie "cuś" wywołać.
                                                    Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję że powoli zaczniesz się czuć lepiej.
                                                    Nic mi nie wiadomo o muzyce relaksacyjnej, ja pisałam o relaksacjach, a to troszkę coś innego. Chodziło mi o:

                                                    "Trening autogenny Schultza jest również popularną metodą relaksacji. Łączy ona w sobie sugestie i ćwiczenia fizyczne, które mają regulować pracę organizmu. Trening polega na koncentrowaniu się na wybranych obszarach ciała i powtarzaniu w myślach sugestii. Te formuły dotyczą ciężaru i ciepła w poszczególnych częściach ciała. Dzięki regularnym ćwiczeniom można uzyskać efekty odprężenia i zniwelowania stresu. Trening pozwala również na kontrolowanie przez pacjenta rytmu oddechu i bicia serca. Panowanie nad odruchami fizjologicznymi pozwala zmniejszać odczuwalny lęk i napięcie emocjonalne. Ten rodzaj ćwiczeń należy wykonywać 2 razy dziennie po kilka minut. Nauczenie się całego zestawu ćwiczeń trwa ok. 3-4 miesięcy.

                                                    Kolejną metodą wspomagającą powrót do zdrowia chorego na nerwicę jest technika postępującej relaksacji Jacobsona. Metoda odrzuca stosowanie sugestii i hipnozy. Opiera się na nauczeniu chorego, w jaki sposób rozluźniać poszczególne partie ciała. Polega to na wykonywaniu ćwiczeń fizycznych, w trakcie których napina się i rozluźnia poszczególne części ciała. Aby trening przynosił pożądane efekty, wymagana jest systematyczna praca. Ćwiczenia należy powtarzać kilka razy dziennie. Do opanowania umiejętności rozluźniania poszczególnych mięśni potrzeba ok. kilku tygodni ćwiczeń."

                                                    Techniki oddechowe dobrze sobie radzą z kołataniami serca, wiem że Ty masz problemy kardiologiczne a nie tylko stres, ale w zdenerwowaniu bez względu na przyczynę kontrolowanie oddechu daje bardzo dobre rezultaty.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 18:25
                                                    Mardaani no własnie te ćwiczenia miałam na myśli , mam to na płytkach od znajomego psychologa jak dowiedział się że po nocach spaceruje zamiast spać.

                                                    3 mies na lekach i było dobrze.
                                                    I to dobrze przestało być ok.
                                                    Co do omdlenia to ja choruje na serce, nie lubię jak coś się dzieje, a czasem się dzieje.Bałam się, że znów na SOR będę musiała jeść, ale to telepanie i niepokój przeszedł po hydroxyzynie. Słabiej śpię, mniej jem, a co zjem to przelatuje przeze mnie, ćwiczę i pływam i znikam. Już ostatnio terapeutka zaczęła podpytywać czy anoreksja nie wróciła, drążyła temat i całą sesję na ten temat rozmawiałyśmy. Po ćwiczeniach endorfiny są górą, ale to chwilowe.
                                                    Mam wiz u lekarza w tym tyg i nie wiem co się dzieje i co mam mu tak naprawdę powiedzieć.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 19:04
                                                    Jeżeli przeszło po hydroxyzynie to znaczy że są to objawy związane ze stresem, a stresem dla organizmu jest tak wiele rzeczy, nawet banalna infekcja potrafi zachwiać w stronę depresji. Staraj się mimo trudności pinować diety, bo może zwyczajnie brakować Ci minerałów i elektrolitów i to też może dawać poczucie rozbicia, gorszego samopoczucia. Nie wiem czy lekarz nie zalecił Ci jakichś suplementów, bo jak kiepsko z jedzeniem to czasem trzeba to i owo łyknąć w tabletce. (Te objawy troche przypominają hashimoto, raz za szybko raz za wolno, ale to na bank badałaś.)
                                                    Z ćwiczeniami to ja bym ostrożnie, relaksacyjne, spokojne, powolne, raczej pilates zamiast intensywnych ćwiczeń, jak pływanie to nie na czas i nie na duże odległości. W momentach kiedy czujesz się zbyt nakręcona tonuj, nie idź za ciosem bo się przekipniesz przez barierkę chadu na stronę hipo:)
                                                    a ze spaniem coś jest (z tą pogodą może?), po raz pierwszy od dość dawna też tak średnio ze spaniem mam, z zasypianiem też, ale na razie traktuję to jako przejściową trudność.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 19:23
                                                    ok.
                                                    Spróbuje choć wątek reking mnie nakręcił, normalnie chyba zgłupiałam bo się popłakałam.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 19:55
                                                    Kogo nie nakręcił, ale trzeba się trzymać i dawać złym wspomnieniom, patrzymy do przodu, będzie dobrze.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 19:56
                                                    i NIE dawać złym wspomnieniom miało być, pani starsza już w klawisze nie trafia
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 20:01
                                                    Ja w takich syt tylko mogę płakać.
                                                    K. nie zdołałam pomóc, odeszła, to ja powinnam być na Jej miejscu. To Ona powinna żyć! a nie ja!.
                                                    Ok . amen.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 06.03.17, 20:18
                                                    To nie tak, każdy ma swoje życie, ona swoje Ty swoje, nie ma tak że ktoś nie powinien a ktoś powinien, nie ma sensu tworzenie takich kategorii, że komuś życie się należy a komuś mniej, to depresyjne myśli nic więcej, po prostu żyjemy, staramy się, nie kategoryzujemy, będzie dobrze, przeszłość trzeba zostawić za sobą.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 08.03.17, 17:34
                                                    Dzisiaj to jednak nie najlepszy dzień, niewiele brakowało by bym spowodowała kolizję na drodzę w pewnym momencie nie wiedziałam co się dzieje, inny kierowca, który w tym wszystkim uczestniczył porządnie się wystarczył bo ja nie byłam w stanie nic powiedzieć.
                                                    Od kilku dni źle śpie max 4 godz, funkcjonuje tylko na hydroxyzynie bo tak mną telepie, że nie mogę pracować.
                                                    Dziś usłyszłam od rodziny, że jak tak dalej pójdzie to mnie ubezwłasnowolią.
                                                    Tak bardzo czegoś się boje ale potrafię powiedzieć czego nie potrafię realnie ocenić o co chodzi
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 09.03.17, 10:35
                                                    może boisz się własnej niemocy? strach napędza strach, a tym samym osłabia Twoją koncentrację, czasem to czego się boimy łatwiej nas dopada kiedy tym strachem żyjemy
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 09.03.17, 17:40
                                                    Bardzo łatwo wchodzę w historię innych, biorąc na siebie odpowiedzialnosc za ich decyzje, stąd ten lęk. Wątek reking wzbudził we mnie lęk i niepokoj, nie mnie oceniać prawdomównosc i ocenianie tego. Podchodzę do mysli s i tendencji s swoją miarą i moja miara jest prawdziwa. Wracają wspomnienia i płacz, bezradność bo K. nie zdażyłam pomoc. Pisała o tym, w sposób jawny i nie zareagowałam. Do tej pory nie mogę sobie tego wybaczyć.
                                                    Dziś przyszedl do mnie przyjaciel i sytuacja sie powtarza, jego przyjaciel odebral sobie zycie. Jest wrakiem czlowieka, wyszedl od lekarza, cala rozmowa była ciezka. Staralam sie Go wysluchac i nie rozedrgac sie . Po Jego wyjsciu juz nie wytrzymalam, poplynelam w swoim lęku i płaczu. W pracy zrobilam z siebie idiotke bo nie moglam sie uspokoic.
                                                    Nieprzespane noce . Nie moge mieć bezsennych nocy bo nie radze sobie z pobudzeniem.
                                                    Stilnox na noc i duze dawki hydroxyzyne powinny mnie wyciszyć.
                                                    Wiem, ze nie jestem robotem, nie umiem sie tez odciac. O ile tutejszych wątkow nie musze czytac to od zycia realnego nie ucieknę.
                                                    Uciekam w sport ale wracajac z basenu o 22 bo zajecia zaczynaja sie o 20.30 mam przed sobą niespokojną noc.
                                                    Duzo spaceruję szukając spokoju.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 09.03.17, 19:47
                                                    Nadmiar empatii bywa szkodliwy. Nie wiem kim jest K, nie znam tej historii, jednak piszesz, że "pisała", a więc kontaktu osobistego chyba nie było. Czasem ciężko coś przeczytać, zauważyć, nawet jeśli mamy to pod nosem. Są sprawy które wracają mimo pracy nad nimi. Jenak musisz wiedzieć, że odpowiedzialna za tamto zdarzenie, tamtą śmierć nie jesteś.
                                                    Od życia nie uciekniesz, to prawda, ale sama próba ucieczki od niego jest pogłębieniem problemu.
                                                    Pękłaś w pracy, no zdarza się.
                                                    Fajnie, że masz odskocznie, ale ona nic nie da jeśli Ty nie pozwolisz sobie na "niedoskonałość". Jesteś wspaniała, ale nadal jesteś tylko człowiekiem, istotą obarczoną przez Stwórcę marginesem błędu, niedoskonałości. Owszem, dążenie wzwyż jest ok, ale nie obsesyjne, ale Ty przy swoich ograniczeniach psychicznych i fizycznych starasz się bardziej niż nie jeden zdrowy, w jakiś sposób to rozumiem. Jednak czasem trzeba dać sobie samemu na luz.
                                                    Nie mówię, że jeśli zobaczysz kogoś stojącego po drugiej stronie barierki mostu to masz go minąć czy pchnąć by mu ułatwić, nie, ale jeśli naprawdę chcesz komuś pomóc, jeśli chcesz pomóc sobie, to potrzeba odrobina dystansu. Ciężkie to, samej mi go czasem brak, ale trzeba próbować. To nie jest tak, że ja wchodzę na forum, poczytam coś odpiszę albo i nie i koniec. Nie. Bywa, że np. robiąc coś myślę o tym co tu przeczytałam, na spokojnie, bez przymusu, pozwalam myślom płynąć i czasem uda mi się przeczytać między wierszami jakiś przekaz. Czasem sama do siebie też tak podchodzę kiedy szukam rozwiązania. Ale z sobą samym jest ten problem, że jest się naładowanym emocjami.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 09.03.17, 21:36
                                                    Martini masz racje nie potrafie odpuscic.
                                                    Z K. znalysmy sie od dziecinstwa pozniej wspolne chore odchudzanie. Ja mialam wiecej szczescia albo bardzej przemocową rodzine gdzie silą zmuszano mnie do jedzenia. Pozniej zamieszkalysny razem Ona wytykala mi kazdy kes , stwierdzeniem "wiesz ile to ma kcal" anoreksja wrocila w pewien sposob rywalizowalysmy ze soba ja zwyciezylam 31 kg.Musialam sie wyprowadzic bo moje zycie bylo zagrozone, ona odmawiala leczenia nie pomagaly prosby. Zaczely sie smsy ze ja zostawilam, ze sie zawiodla itp tel po nocach ze ma wszystkiego dosc ze sobie cos zrobi. Bylam wykonczona terapeutka namawiala mnie by zerwac ta znajomosc . Nie potrafilam .po jednym takm tel pojechalam do niej i wezwalam pogotowie. Podjelam jedną z najtruniejszych dezyzji by wycofac sie zbtej znajomosci terapeutka powtarzala ze musze zadbac o siebie bo Jej nie jstem w stanie pomoc samq tonąc. Mialam nie reagowac na Jej smsy tel .Jednym z tych sms byl pozegnalny , nie zareagowalam .Nie ma jej juz a ja musze z tym zyc, choc ja powinnam byc na Jej miejscu .
                                                    Nie wybacze sobie tego nigdy.
                                                    Dlatego tak trudno mi odpuszczać
                                                    Wiem tylko ze cos sie wydarzy i nie bedzie juz wyjscia.
                                                    Tak nie mozna funkcjonować, powtarzam sobie codziennie odpusc.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 10.03.17, 08:54
                                                    Przepraszam, że choć przeczytałam Twój wpis wczoraj zwlekałam do dziś z odpisaniem. Musiałam sobie trochę pomyśleć.
                                                    Po pierwsze, nie powinnaś być na jej miejscu. Wiem, że wierzysz w Anioły, więc po prostu pomyśl, że Twój był szybszy od jej. Ty walczyłaś o nią. Wezwałaś to pogotowie. To powinno jej pokazać, że starasz się. Wasza znajomość była jak pływanie wpław po pełnym morzu dwóch osób z których żadna pływać nie umie. Obie ciągnęłyście się na dno. W tej szamotaninie Ty pierwsza załapałaś jak się utrzymywać na powierzchni, chciałaś jej pokazać, ale ona nie słuchała. Jakbyś brnęła w tą znajomość to albo dziś obie byście były martwe, albo Ty w szpitalu w pasach i na żywieniu mocno przymusowym. Ja doskonale rozumiem, że jej śmierć to dla Ciebie trauma. Masz poczucie, że ratując siebie, nie uratowałaś jej. Jednak Martyna, mnie się wydaje, że ona była tak mocno zaburzona, że Ty sama nic byś nie zdziałała. Ona była nieszczęśliwa i potrzebowała innej nieszczęśliwej osoby obok siebie, kogoś kto będzie jak ona umierał z głodu. Może to było dla niej budowanie normalności na jej własny sposób. Nie znałam jej. Nie wiem jaka była i jakie miała motywy. Na pewno jednak miała masę problemów i żal mi dziewczyny, że tak się to skończyło, wiem, że Ty będziesz nosić to w sobie do końca życia, ale możesz nosić to na różne sposoby, a Twój sposób ciągnie Cię w dół. Porozmawiaj o tym na terapii. Normą będzie kiedy co jakiś czas wspomnisz sobie o niej, podumasz, ok, ale jeśli to będzie głazem przy Twojej szyi to idziesz za nią. Ona już jest martwa, a Ty będziesz martwa za życia, będziesz funkcjonować jak jakieś zombie.
                                                    Nie do końca wiem jak rozumieć "Wiem tylko, że coś się wydarzy i nie będzie już wyjścia" mówisz o sobie?
                                                    Powtarzasz sobie "odpuść", ale to nic nie daje. Od słowa trzeba iść do czynu.
                                                    Martyna jestem całym sercem z Tobą. Bardzo bym chciała abyś odrzuciła ten mrok z serca.
                                                    I tak na wszelki wypadek, zasługujesz na życie.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 10.03.17, 10:29
                                                    Zwyczajnie sie popłakałam czytając to co mi tutaj napisalas. Trudno mi zaakceptować Jej śmierć. Czasem chodzę na cmentarz, ale to dobry pomysl.Dlatego boje sie jak ktos pisze/mowi o myslach s. To jakby byla pajenczyna, ktora mnie oplata. Ja o swoich ms nie rozmawiam w realnym swiecie, jak juz to pisze np tutaj. Chce chronic swiat bo gdy sie pojawiaja sama sobie nie ufam.
                                                    Sama czuje ze w pewien sposob tonę i tylko ja moge z tym coś zrobić i niezaleznie od tego jaką podejme decyzję poniose tego konsekwencje.
                                                    Dziekuje Ci za wsparcie i za to ze chcialo Ci sie odpisac na ten post.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 10.03.17, 13:05
                                                    Kuzyn mojej mamy popełnił samobójstwo. Część rodziny przeszła nad tym do porządku dziennego, a część jak ja, moja mama, siostra czy ojciec czujemy jego krew na własnych rękach. Dobija mnie, że pokłóciliśmy się na jakiś czas przed jego śmiercią. On strasznie potrzebował akceptacji, miłości i był strasznie samotny. Moja mama jak mogła tak starała się mu pomagać, ale w pewnym momencie on się odwrócił. Nikt z nas nie sądził, że posunie się tak daleko.
                                                    Jednak żyję z tym, czasem ściska mnie za serce żal, że nie zdążyliśmy pogadać, pogodzić się tak na sto procent, że nie złapałam go za rękę i nie ocaliłam. W sumie najlepszy kontakt przed tą kłótnią miał z moją mamą i ze mną. Jego bracia mieli go w poważaniu, na pogrzebie stali i plotkowali pod kościołem, a potem szybko sprzedali dom, mieli nawet problem by mu pomnik postawić, grobem opiekuje się moja mama i jej siostra. Przeraża mnie,że jak za życia mieli go gdzieś tak i po śmierci.
                                                    Jednak muszę z tym wszystkim żyć. Na cmentarz rzadko chodzę, trochę wynika z tego, że nie mieszkam w Polsce i jak już jestem to czas żywym poświęcam.
                                                    Też mnie rusza jak ktoś pisze, że chce sobie życie odebrać. W Tobie samej, w Twoich wpisach widzę kłębiące się myśli, może nie tyle o samobójstwie jako takim, ale o śmierci, trochę czasem mam wrażenie, że chciałabyś odejść z tego świata, ale tak żeby to ktoś zrobił za Ciebie. Czyli ot jakiś wypadek czy coś, żeby nie było na Ciebie. Jednak z drugiej strony widzę, że walczysz i to ostro o siebie, o życie. To dobrze, czarne chmury zbierają się nad każdym, nad jednym mniejsze nad innym większe, ale każdy musi z nimi walczyć. Kiedy jest to lekkie zachmurzenie nie trzeba robić nic, minie, ale jak takie burzowe to trzeba walczyć i Ty to robisz.
                                                    Przepraszam, że tak się rozpisuję, ale myśli ze mnie wylatują na klawiaturę ;)
                                                    Na koniec tego wywodu chcę byś uświadomiła sobie jedno. Świata nie ocalisz, jeśli nie ocalisz siebie. Każdą zmianę, każdy ratunek trzeba zacząć od siebie. Mówię to z doświadczenia, też kiedyś ratowałam innych olewając siebie, oni mieli być szczęśliwi, ja jakoś tam sobie radziłam, dostosowywałam się i takie tam. Wiesz, okazało się, że tym samym kopałam pod sobą dół.
                                                    Pisz kiedy tylko chcesz. Jeśli chciałabyś się bardziej uzewnętrznić, a nie chcesz publicznie, zawsze możesz do mnie maila machnąć, tylko daj mi znać na forum o tym bo, ja skrzynkę rzadko sprawdzam :)
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 10.03.17, 15:25
                                                    Dziekuje.
                                                    Mysle o smierci i to nie jest objaw depresji czy jakiejs innej choroby.To jest moj przemyslana decyzja.
                                                    Po roku przerwy zaczelam prace w X. Przerazona jestem jak bardzo postąpila moja niepelnosprawnosc. Jestem innym czlowiekiem niz ten rok temu. Moja fizycznosc mnie poraza, nie wiele pomagaja cw by poprawic ruchomosc stawów. Reumatolog uparcie chce wlaczyc do leczenia Metypred, i prosi bym zastanowila sie nad rentą. Wiem ze to bedzie wykluczenie poza nawias spoleczenstwa. Drobne sprawy na ktore jeszcze jakis czas temu nie zracalam uwagi dzie staly sie mont everestem. Ostrzegali mnie przed tym ale ja nie wierzylam ze tak moze byc, bo gory przenosilam.
                                                    Meczy mnie to, byle pie... i sor /szpital. Moja przyszlosc to wozek i dps.
                                                    Nie ma we mnie zgody na to i nie bedzie.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 10.03.17, 16:45
                                                    Każdy o śmierci myśli, element życia, ja z lękiem na nią patrzę. Jednak Twoje myślenie jak sama mówisz jest "przemyślaną decyzją"jednak umieranie na życzenie jest trochę egoizmem i choć każdemu go trochę potrzeba to ten wykracza poza zdrowy.
                                                    Nie w Tobie zgody na bycie chorą, więc może warto posłuchać reumatologa?
                                                    Uwierz mi renta nie wyklucza ze społeczeństwa, odbiera może możliwość bycia obrzydliwie bogatym, ale nie wyklucza z życia. Dla mnie osoby chore będące na rencie są normalnymi członkami społeczeństwa, inaczej się sprawa ma z kombinatorami. O jednego nawet tu w DE poznałam. Gość totalnie bez honoru, sam naciąga państwo, a mojemu mężowi zarzuca, że za dużo pracuje, a za mało kombinuje, że za uczciwy jest. Widzisz to jest ciężar dla świata, a nie osoba realnie chora i ambitna jak Ty. Nawet jeśli Twoje ciało odmówi w jakimś stopniu posłuszeństwa nadal masz sprawny umysł, kto wie co on zdziała?
                                                    Inna sprawa, że medycyna nie stoi w miejscu. Daj sobie i jej szansę.
                                                    Widzisz, we mnie nie ma zgody na to, że czas przemija, ja się starzeję, że zmarnowałam młode lata w pewnym stopniu, a teraz tego nie nadrobię. Na wiele rzeczy we mnie nie ma zgody, na wiele z nich nie mam wpływu, ale jakoś z tym muszę żyć. Wiem, że to na co ja się nie godzę to pikuś przy Twoich kłopotach, ale trzeba zawsze zostawić uchylone drzwi dla szczęścia które może przyjść.
                                                    Jesteś aktywna, a to dodatkowo pewnie Cię przeraża, że w przyszłości tego może nie być, ale odchodząc z tego świata na własne życzenie możesz już tego nie sprawdzić, możesz odejść jako osoba chora która straciła szansę na zdrowie. Pamiętaj, na umieranie jest zawsze czas. Jednak jest to proces nieodwracalny.
                                                    Ps. Metypred - aż musiałam sobie wygooglować bo, nie znam się aż tak na lekach. Wyszkolisz mnie przy okazji ;)
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 10.03.17, 18:46
                                                    Metypred to kortykosteroid przeciwzapalny z masą skutkow ubocznych. Bardzo sie zle czulam przy braniu tego leku =ciezka depresja mam nawet zaswiadczenie o przeciwskazaniu do brania tajich lekow z uwagi psyche.
                                                    Martini ja Ci dziekuje ale taka nie jestem jak piszesz tutaj, jakbys mnie widziala w rozowych okularach.Nie jestem taka dzielna jak myslisz, Ty jestes duzo bardziej dzielna.
                                                    Ja sie poddałam, nie ma we mnie nic z dzielnosci. Trwam do jakiegos momentu.
                                                    Martini to nie egoizm a realnosc,by nie byc dla nikogo ciezarem , ja sama z sobą sie meczę pilnowanie godz lekow, wizyt, rozwagi by nie przesadzic z przeciw bolowymi a wziasc na tyle by przytlymic bol i moc pracowac . Tego jest mnostwo .
                                                    Mam wrazenie ze cale moje zycie to choroba. Jedna kolejna leki pomagające na jedno uszkadzając drugie.
                                                    Swiat kreci sie wokol cierpienia mojego i moich pacjentow.Jest mi lepiej bo moge pracowac a oni juz nie to jest egoizm a nie to ze nie chce zyc.
                                                    Dzis odebralam dg psychologiczną. Na pyt lekarki depresja nawracająca a chad. Odp padla Chad /wysoki poziom lęku i niepokoju/ dyssymulacja/niepokojacy poziom obj około samobojczych-pacjentka odmawia rozmowy na ten temat. I z tego?
                                                    To ja wiem, ze zle sie czuje.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 11.03.17, 08:14
                                                    Nie, nie jestem dzielna. Jestem po prostu w lepszej sytuacji. Mam fart w życiu. Jak to mówią "głupi ma zawsze szczęście" ;)
                                                    Nie mam Chad, nie mam problemów ze zdrowiem takich jak Ty, mam jakieś swoje śmieszne na tle tego problemy. Jestem jedną z wielu.
                                                    Ja jednak podziwiam Cię. Jesteś dla mnie naprawdę waleczna. Bardzo Cię polubiłam, szkoda, że nie mam możliwości poznania Cię w realu bo, chętnie bym się z Tobą kawy napiła ;)
                                                    Ja wiem, że Ty ze swoim cierpieniem patrzysz na świat inaczej niż ja, zdrowa. Jednak są ludzie którzy chcą Cię na tym świecie, w tym ja.
                                                    Zobacz na niepełnosprawność takich ludzi jak np. Stephen Hawking. Pomyśl, że czasem ograniczenie ciała mocno rozwija umysł. Skąd wiesz, że nie drzemie w Tobie np. dusza artysty?
                                                    Chciałabym Ci pomóc, umieć podnieść na duchu, jednak chyba nie umiem.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 11.03.17, 10:05
                                                    Dla mnie nie są autorytetem osoby wybijające się w swej niepelnosprawnosci bo to znikoma liczba. Wiekszosc zostaje zamknieta w swoich czterech scianach. Martini ja nie mam przyszlosci, nie mam nic. Co z tego ze mam pasje jaką jest moja pracę skoro zostaje mi to odebrane?co mi z kwalifikacji, ktorych nie ma nikt z firmy skoro nie bedą przydatne?
                                                    Ranki są najgorsze, wypadające przedmioty z rąk bo nie mam jak ich utrzymyac, problem z ubraniem sie z podstawowymi czynnosciami. W pracy wcale nie jest lepiej zwlasza na poczatku. Probuje przygotowywac sobie rzeczy wieczorem by rano bylo latwiej .
                                                    Mam wrazenie, ze sytuacja z grudnia sie powtarza, moze nie w takiej skali jak wtedy ale jednak. Jest napęd, gdzie ciezko mi sie wyciszyc wieczorem by pojsc spac. Gdyby nie leki nie bylo by spania. A z drugiej strony mam dosc takiego życia i pistepującej degradacji fizycznej.
                                                  • ekspert.grupa_synapsis Re: Narzekania martyny 11.03.17, 14:17
                                                    Szanowna Pani,
                                                    Jestem poruszona, tym, co Pani pisze, to bardzo dużo bólu i cierpienia. Jednak trzeba mieć nadzieję, że chorobę uda się pokonać lub znacznie złagodzić. Tak, jak napisała Pani Martini, medycyna rozwija się szybko. Szkoda, żeby Pani zupełnie wycofywała się z aktywności, które Pani kocha – warto omawiać z lekarzami, czy to rzeczywiście konieczne na tym etapie. Myślę, że ostatnio było dużo poruszających wydarzeń, które mogły wpłynąć na to, jak Pani teraz się czuje. Napisała Pani, że jeden z wątków przywołał bardzo trudne wspomnienia. Samobójcza śmierć bliskiej osoby jest bardzo obciążającym doświadczeniem. Myślę, że w jakiś sposób została Pani przez nią skrzywdzona. Na pewno niedobrze, żeby została Pani w tym poczuciu winy. Proszę o siebie dbać i pamiętać, że są lepsze chwile, takie w których chce się żyć i Pani również może tego doświadczać.
                                                    Joanna Jaroszek, psycholog
                                                    Grupa Synapsis
                                                    www.synapsis.pl
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 11.03.17, 15:03
                                                    Nie widzę by mnie K. skrzywdziła to raczej ja Ją zawiodłam i nie zareagowałam na wołanie o pomoc.
                                                    Medycyna może i idzie do przodu,natomiast nie dla mnie bo do leczenia biologicznego mnie nie zakwalifikowali ponieważ mam choroby współistniejące. To nie fair, bo to tylko znaczy, że w pewien sposób nie zasługuję na to by mi pomóc i zostaję skreślona ponieważ jestem " za chora"i nie rokująca.
                                                    Skoro świat we mnie nie wierzy to jak ja mam w siebie uwierzyć, skoro mnie skreślono to jak ja mam walczyć> skoro słyszę od lekarza, że jeśli nie kortykosteroidy to nie mam Pani czym leczyć? to że nie chcę sterydów, to że sama je kiedyś odstawiłam bo było źle, to że mam zaświadczenie od lekarza psychiatry jest uważane, za upartość, za to że chcę decydować o moim leczeniu a nie jestem posłuszna i zgadzająca się na wszystko.
                                                    Śwat ma mnie gdzieś.
                                                  • ekspert.grupa_synapsis Re: Narzekania martyny 11.03.17, 16:04
                                                    A czy istnieje możliwość, że po leczeniu chorób współistniejących będzie Pani zakwalifikowana do leczenia biologicznego? Może można konsultować się z innymi lekarzami? Ja rozumiem że czuje się Pani winna, ale naprawdę uważam, że to nie była Pani wina.
                                                    Z tego jak Pani tu pisała o swoim zaangażowaniu w pracę, to myślę, że jest Pani ważna choćby dla swoich pacjentów. Pewnie dla wielu innych osób. Nie wiem, na ile to pomocne, że tu się odzywam - może niepotrzebnie Panią niepokoję. Jeśli tak jest, to nie było to moją intencją. Po prostu smutne jest, to co Pani pisze, ale pamiętam, że możliwe są też lepsze momenty....
                                                    Pozdrawiam,
                                                    Joanna Jaroszek, psycholog
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 11.03.17, 17:03
                                                    Nie niepokoi mnie Pani, ja sama jestem jednym niepokojem. Próbuje po przeczytaniu tego co tutaj piszecie zmienić swoje myślenie, póki co z marnym skutkiem.
                                                    Co do chorób współistniejących to są to takie, które nie da się wyleczyć, da się ustabilizować bym mogła funkcjonować ale nie wyleczyć. Planowany zabieg operacyjny, który miał być w lutym, został przesunięty między innymi dlatego, że anestezjolog nie zdecydowałby się na znieczulenie tylko " na ratunek". Właśnie zdałam sobie sprawę, że jestem pod kontrolą i w leczeniu u 10 specjalistów.
                                                    Wizyty średnio raz na 2 mies, do tego tonę leków i gdzie w tym znaleźć miejsce na siebie?
                                                    Nie ma.
                                                    W tym tyg dwie komisje lekarskie i będą próbowali mi udowodnić, że dla systemu jestem zdrowa bo pracuje, bez pytań dlaczego muszę się tak spinać by pracować, bez pytań jakim to jest kosztem.
                                                    Co do K. to nie jest Pani mnie w stanie przekonać, że to nie była moja wina, bo była.
                                                    Pamiętam, że było lepiej nie wiem co się stało, że prysło?
                                                    Co tym razem zrobiłam źle że się źle czuję?
                                                    Gdzie się podziało poczucie "bycia zdrową"?
                                                    Nie mam sił na takie życie, ja już zwyczajnie czuję się zmęczona codziennym trzymaniem się i pilnowaniem by wyglądało, że jest ok.
                                                  • ekspert.grupa_synapsis Re: Narzekania martyny 11.03.17, 20:02
                                                    Ja jak zawsze od lekarskiej strony. Ciągle występują u Pani znaczne wahania nastroju, co na początkowym etapie leczenia (zaledwie kilka miesięcy od rozpoznania CHAD) niestety się zdarza. Obecnie jest Pani w depresji, dość silnej i w dodatku wytrącona bieżącymi przeżyciami.
                                                    To co Pani ostatnio pisze na forum to jest obracanie się w kręgu depresyjnego myślenia. Myśl o braku sensu życia uważa Pani w tym momencie za racjonalną, ja natomiast nie mam wątpliwości, że jest to depresja, która w tej chwili jest, natomiast za jakiś czas może jej zupełnie nie być. Leczenie farmakologiczne u Pani jest absolutnie podstawowe. Sensowny kontakt z psychologiem – też może być pomocny. Czy Pani leczenie jest dostatecznie intensywne? Jest wiele możliwości takiego leczenia, leki stabilizujące łączy się na różne sposoby, niejednokrotnie do stabilizatorów dodaje się lek przeciwdepresyjny. U osób z takim przebiegiem choroby jak u Pani, w grę wchodzi także lit jako uzupełnienie innego stabilizatora (o ile nie ma przeciwskazań). Możliwości leczenia są naprawdę duże. Ma Pani CHAD z dotkliwymi depresjami, ale dość łagodnymi hipomaniami - to jest postać choroby, która powinna poddać się leczeniu.
                                                    Jeszce raz wracam do potrzeby intensywnej terapii. Poważnie zastanawiałbym się nad leczeniem w szpitalu, właśnie dlatego, żeby można było możliwie szybko ustalić dla Pani dobre leczenie i uchronić przed rezygnacją. Możliwe, że leczenie poza szpitalem też jest możliwe, ale wizyty powinny być naprawdę minimum co 2 tygodnie i powinno zachodzić, jeśli potrzeba, ciągłe korygowanie leczenia. W okresie naporu poczucia braku sensu - bardzo szybki kontakt z lekarzem. Wyjście z tej choroby i jej opanowanie absolutnie jest możliwe. Czy ma Pani wokół siebie osoby, które pomogłyby Pani w takim intensywnym leczeniu? To nie powinien być tylko Pani problem, ale teraz sprawa najważniejsza dla Pani rodziny i wszystkich życzliwych osób.
                                                    Stanisław Porczyk
                                                    Grupa Synapsis
                                                    www.synapsis.pl
                                                  • ekspert.grupa_synapsis Re: Narzekania martyny 11.03.17, 20:10
                                                    Te myśli, że zrobiła Pani coś źle, chyba nie pomagają w tym momencie. Choroby się zdarzają niestety i cierpienie też. Więc myślę, że mówienie sobie, że zrobiła Pani coś źle nie ma sensu. Jest Pani zmęczona i ma Pani dość i zamiast się dobijać, trzeba zadbać o siebie. Delikatnie. Nie zmuszać do niczego. Szukać osób, z którymi się Pani dobrze czuje, sytuacji, które dają wytchnienie. Może nie powinna być teraz Pani sama? A może właśnie potrzebuje Pani odpoczynku? Nie wiem. Jeśli było lepiej, to jest duża szansa, że ten stan wróci. To nie jest tak, że dobre samopoczucie "prysło", tylko być może się Pani zmęczyła, albo miała trudny czas teraz. Trzeba szukać ratunku: w psychoterapii, wśród życzliwych osób, ew. w leczeniu.
                                                    Mam nadzieję, że niedługo nie będzie tak źle.
                                                    Joanna Jaroszek, psycholog
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 11.03.17, 20:38
                                                    Dziękuję bardzo Państwu za wsparcie we wspierani :)
                                                    Martyna, myśli o koleżance będą wracać. Będą w depresji mocniej Cię uderzać, ale jednej sprawy nie bierzesz pod uwagę. Nie wiem na ile mam rację (tu proszę o opinię specjalisty czy się mylę czy nie) ale Twoja przyjaciółka miała depresję, stała na rozdrożu, była w momencie takim w którym była już tak nastawiona na śmierć, że sama byś raczej jej nie uratowała. Ona strasznie tego chciała. Ona chciała śmierci tak bardzo jak Ty zdrowia. Musisz zrozumieć. Odrzucała pomoc jaką jej oferowałaś, nie wiem czy była pod opieką psychiatry czy nie. Zaryzykuję stwierdzenie, że ona mogła pociągnąć Cię za sobą.
                                                    Pani Psycholog ma rację. Trzeba szukać Martyna ratunku, ja tu jestem, strasznie chcę Ci pomóc, nie mogę pobiec do Ciebie i złapać Cię za rękę, zwyczajnie jestem za daleko, ale ja widzę wartościową dziewczynę. Cierpiącą, ale strasznie potrzebną temu światu.
                                                    Pan Doktor napisał, że Chad jest do opanowania. Widzisz, opanujesz choć to, może z czasem i coś na resztę się znajdzie.
                                                    Nigdy nie jest się zbyt chorym by się leczyć, można być tylko zbyt martwym do leczenia, Ty żyjesz i żyć będziesz.
                                                    Nie wiem jak to się dobrze odbywa, ale czy nie ma jakiś prywatnych klinik które by się podjęły leczenia Ciebie? Wiem, że to pewnie spory koszt, ale dowiedzieć się warto, może wówczas przez jakieś fundacje by się kasę udało zorganizować.
                                                    Martyna trzeba szukać drogi.
                                                    A tym czasem mam tylko jedną radę. Daj sobie ten komfort mienia na jakiś czas problemów tego świata w poważaniu. Olej wszystko i wszystkich, skup się na sobie, na leniuchowaniu, miej (przepraszam za określenie) wywalone na wszystko. Czasem pomaga.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.03.17, 07:53
                                                    Panie Doktorze to nie depresja przeze mnie przemawia a realność to naprawdę przemyślana decyzja. Nie można nikogo zmusić by żył, by sprostał oczekiwaniom świata. Co do leczenia, wizytę miałam niedawno i padło z mojej strony" jest dobrze", nie chcę już ciągle narzekać bo ileż można i tak nikt nie zmieni mojej realności,nie pokoloruje świata, bezsensu lekarzowi zawracać głowę, kolejną wizyte mam za 6 tyg. a na wizyt co 2 tyg na nie mnie zwyczajnie nie stać.
                                                    Rodzina nie wie,że choruję, nie wspierają mnie w chorobach ciała, o których wie a co dopiero psychicznej. W realu o chad wiedzą tylko 2 osoby, które mają swoje życie i nie chcę ich obarczać moim.
                                                    Póki co wyautowałam się życia towarzyskiego, lepiej jest mi samej, już wystarczająco w pracy mam kontakt z ludźmi. A do pracy muszę chodzić -mimo, że jestem mniej wydajna niż normalnie, a nie mogę sobie pozwolić na zwolnienie.Już jak sobie pomyślę, że jutro zaczyna się kolejny tydzień to mi słabo bo znów będzie płacz.
                                                    Martini K. miała depresje i to " ona bardzo tego chciała.Ona chciała śmierci jak Ty zdrowia". Jeśli piszesz o tym, że wtedy chciałam zdrowia? nie nie chciałam to było dużo bardziej skomplikowane, było żywienie pozajelitowe, sonda żołądkowa i masę łez.Zdaje sobie sprawę, że mogłam pójść za nią. Zresztą chciałam ale mnie zreanimowano.
                                                    "Nigdy nie jest się zbyt chorym by się leczyć, można być tylko zbyt martwym do leczenia, Ty żyjesz i żyć będziesz."Tego nie wiesz, nikt tego nie wie.
                                                    Co do prywatnego leczenia to odpada bo ja mam leczenie zgodne ze najnowszymi standardami, problem leży po mojej stronę i mojego organizmu.

                                                    Dziękuję.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.03.17, 07:56
                                                    Dodatkowo nie mogę się wyciszy wieczorem by spać, ile mogę spać na benzo? gdyby nie lek to miałabym noce z głowy.I muszę coś zjeść bo nie jadłam od czw. Powinnam się ogarnąć i zrobię to.
                                                  • ekspert.grupa_synapsis Re: Narzekania martyny 12.03.17, 08:30
                                                    Myślenie w depresji jest bardzo zmienione i skoro Pan Doktor mówi, że intensywniejsze leczenie w tym momencie byłoby bardzo potrzebne, to warto zaufać jego wiedzy i doświadczeniu. Jest duże niebezpieczeństwo, w tym, że myśli Pani, że różne objawy "są normalną reakcją na rzeczywistość", bo wtedy może Pani nie podejmować działań, żeby pomóc sobie ogarnąć objawy choroby. Jeśli stara się Pani nie martwić swojego lekarza i mówi, Pani, że jest dobrze, jak nie jest, to też tworzy się błędne koło. Jeśli nie może Pani mieć częściej wizyt, to może rzeczywiście warto rozważyć leczenie szpitalne?
                                                    Joanna Jaroszek,
                                                    psycholog
                                                    Grupa Synapsis
                                                    www.synapsis.pl
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.03.17, 09:42
                                                    Ma Pani rację to że nie przyznałam się do tego jak się czuję lekarzowi, mimo iż pytał czy na pewno jest dobrze, nie było odpowiedzialne z mojej strony. Leczenie w szpitalu nie wchodzi w grę. A to co się dzieje naprawdę jest reakcją na rzeczywistość w jakiej przyszło mi żyć. Zdrowy człowiek by podobnie reagował.
                                                    Dziękuję za wsparcie.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 12.03.17, 13:38
                                                    Tańczysz na linie Martyna, a do tego sama wprowadzasz tę linę w drgania, chcesz spać, ale coś jest w Tobie co Cię jeszcze trzyma, chwyć się tego i złaź z tej liny.
                                                    Pisząc " ona bardzo tego chciała.Ona chciała śmierci jak Ty zdrowia" pisałam o niej wtedy, a Tobie teraz. Walczysz z rzeczywistością, nie godzisz się na nią, a to oznacza, że chcesz zdrowia, jakbyś nie chciała go to, po pierwsze miałabyś mocno nawalone w głowie, a nie masz, po drugie byś się tym nie martwiła, miała wywalone po całości.
                                                    Okłamując lekarza, wbijasz sobie nóż w plecy. Po co dokładasz sobie cierpień.
                                                    No proszę Cię, wyjaśnij mi jedną rzecz. Skąd w Tobie przekonanie o tym, że jeśli zejdziesz z tego świata to będzie lepiej i dla innych?
                                                    Pomyśl o nas. Przeanalizuj raz jeszcze co czujesz po śmierci samobójczej swojej przyjaciółki i pomyśl co my, co ja wówczas będę czuć jeśli się coś stanie z Tobą, jeśli targniesz się na siebie. Owszem, pewnie nie dowiem się o tym bezpośrednio, ale jednak jeśli nagle zalegnie cisza z Twojej strony i będzie ona trwała to nie przyjdzie mi do głowy, że nagle ozdrowiałaś i zaczęłaś się cieszyć życiem, bardziej pomyślę, że zostawiłaś nas i po prostu nie ma Cię już nigdzie... nie rób tego mi. Naprawdę polubiłam Cię i choć znamy się tylko na forum zależy mi na tym byś trwała na tym padole aż przyjdzie Twój naturalny czas...
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.03.17, 16:06
                                                    Martini nie mogę Ci odp na te pytania to jest moja odpowiedzialnosc za to co tutaj pisze i jak zostanie to odebrane przez innych, nie chce by ktokolwiek źle sie poczuł jak po wątku r.
                                                    Dzis sobie zdaję sprawę ze zatajanie przed lekarzem tego ze czuje sie zle nie bylo dobrym pomyslem.Co mną kierowalo?to ze nie fruwam, ze nie robie bezsensownych zakupow by mi pozniej zabraklo pieniedzy na leki, ze nie tego mojego"ADHD", wiec jest ok. Z tego pozostalo tylko pobudzenie i naped i bezsennosc. Wiec czego chciec wiecej?moze tak ma byc, przynajmniej tak myslalam.To ze mam podly nastroj to zdrowi ludzie tez tak mają jak zmagają sie z taką rzeczywistoscią.Wiem, ze to był błąd, tylko nie ma leku na wszystko, czasami trzeba sie pogodzic z tym ze po prostu nic nie pomoże.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 12.03.17, 17:28
                                                    Jest we mnie taki niepokój ze nie moge sobie z nim dać rady, myśli autoagresywne, by sobie coś zrobić , skąd to sie bierze,tak nagle.
                                                    Może już pójdę spać.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 12.03.17, 17:55
                                                    Zanim pójdziesz spać to się najedz. Wbrew pozorom to może podnieść Twój nastrój, dół plus głód, nawet u byłej anorektyczki do niczego dobrego nie prowadzi, głodny organizm jest nieszczęśliwy.
                                                    Cieszę się, że napisałaś o wątku R. Nie chciałam tego tematu poruszać, ale widzę co się z Tobą dzieje po jego przeczytaniu.
                                                    Ty przez jego pryzmat widzisz siebie. On chory, opuszczony, jak się okazało na wózku, a do tego jeszcze z depresją. Zaczęło pasować do Ciebie, prawda? Zobaczyłaś siebie za parę lat. Jednak Ty nie musisz tak skończyć. Póki życie, póty nadzieja. Ty na samotność w chorobie nie możesz liczyć, masz rodzinę jaką masz, nie umieją pokazać, że kochają, ale kochają i nie opuszczą Cię.
                                                    Wątek ten wypuścił Twoje prywatne demony.
                                                    Zjedz coś, wyśpij się, a potem najszybciej jak się da skontaktuj się z lekarzem i wyjaśnij to małe kłamstewko. On zrozumie, nie jedno widział, a więcej pewnie jeszcze słyszał.
                                                  • natalia-natka Re: Narzekania martyny 12.03.17, 20:23
                                                    Bardzo mi przykro Martyna, że tak się męczysz... Od dawna masz takie huśtawki? Czy teraz choroba się nasiliła?
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 13.03.17, 13:46
                                                    Martini nie moge jesc i cokolwiek probuje to wymiotuje. Wczoraj kwetaplex nie dal rady by mnie uspic,nasen rowniez dopiero do tego imovane dało rady. Tym razem nie szóste pietro mnie przesladuje a pociąg. To wykancza. W pracy zwolnienia, ponoc mnie nic nie grozi ale i tak płacze przy kazdej okazji żegnając kolejnych.
                                                    Boze jak ja pragne spokoju.
                                                    Natalia od paru lat, teraz ze 2 mies czulam sie zdrowa i cos spieprzylam jak tylko ja potrafię
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 13.03.17, 16:47
                                                    Musisz coś jeść, choćby małymi kęsami, jedz tak jak jadłaś wychodząc z anoreksji, zapewne było to mało i powoli by nie zaszkodzić malusiemu żołądkowi. Próbuj bo, inaczej padniesz na twarz w pracy albo gdzieś na ulicy, a wtedy pewnie nie puszczą Cię do domu ot tak, a rodzina spełni swoje groźby i złoży wniosek w sądzie o ubezwłasnowolnienie.
                                                    Możesz powiedzieć coś więcej o tym pociągu? Nie załapałam.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 13.03.17, 18:27
                                                    Martini chcialabym moc jesc ale nie da rady dzis wcisnelam w siebie jogurt naturalny i kawę. Nie czuje sie osłabiona o dziwo fiz czuje sie dobrze.
                                                    Niech składają wniosek ja mówię pat. Nie uda im sie wygrać.
                                                    Co do pociagu, w grudniu jak mialam ms to ""szukałam " szostego pietra by skoczyć, teraz jest pociąg .Wtedy "liznelam " sie o szpital, teraz poradze sobie sama.
                                                    Byłam dziś do spowiedzi, spotkałam się ze zrozmieniem i prośbą by pilnie skorzystac z pomocy profesjonalisty.
                                                  • natalia-natka Re: Narzekania martyny 13.03.17, 19:59
                                                    Martyna, samobójstwo to nie rozwiązanie.
                                                    Rozumiem Ciebie BARDZO, bo sama ostatnio przechodziłam przez ciemny koszmar mojego życia i myślałam o śmierci. Jeszcze nie jest mi łatwo...

                                                    Skoro byłaś u spowiedzi, to rozumiem, że jesteś wierząca. A Pan Bóg zawsze daje nam jakieś, choćby małe, światełko w tunelu, daje nadzieję wbrew nadziei.
                                                    Dla Ciebie też jest nadzieja!
                                                    Zobacz, tu na forum są ludzie, którzy Cię wspierają i którym zależy na Tobie! W realu na pewno też masz bliskich, którzy Ciebie kochają! Ufam, że tak jest.

                                                    Masz trudny czas, ale on minie!!! To nie będzie trwało wiecznie! Musi być kiedyś dobrze!
                                                    Skontaktuj się szybko z lekarzem, nie czekaj, nie ma na co.
                                                    Nie ma co udawać, że jest dobrze, jak nie jest. Potrzebujesz pomocy, także farmakologicznej i sama o tym wiesz, że bez tego ani rusz. Jest nadzieja, że w końcu jakiś lek zadziała. Piszę to także do siebie, bo u mnie tez jest z tym problem...

                                                    Martyna, nie dajmy się chorobie! Musimy walczyć, jeśli nie same, to z pomocą innych, nawet, jeśli miałoby się to skończyć w szpitalu.
                                                    Jestem z Tobą! I wierzę, że Ci się uda!

                                                    Ps. Moja ciocia dwukrotnie rzucała się pod pociąg - przeżyła. Za pierwszym razem się połamała i straciła wszystkie zęby. Za drugim straciła obie nogi, dziś jeździ na wózku... Uwierz mi, nie chciałabyś być na jej miejscu.
                                                  • ekspert.grupa_synapsis Re: Narzekania martyny 14.03.17, 11:10
                                                    Szanowni Państwo,
                                                    forum nie zastąpi leczenia. Jeśli nie ma odpowiedniego intensywnej terapii, to nie będzie i dobrych jej efektów. Do Pani martyna2525, jeszcze raz: powinna Pani podjąć niezwłocznie intensywną terapię depresji. Jeśli ma Pani silne myśli samobójcze to leczenie powinno mieć miejsce w szpitalu.
                                                    Stanisław Porczyk, psychiatra, Grupa Synapsis
                                                    Grupa Synapsis
                                                    www.synapsis.pl
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 14.03.17, 12:29
                                                    Spokojnie Panie Doktorze, my leczyć nie zamierzamy ;) jestem mocno za tym, żeby Martyną się zaopiekował porządnie jakiś lekarz, my jedynie to taka grupka wsparcia dla niej jesteśmy by nie czuła się osamotniona. Polubiliśmy ja, jest naszą koleżanką więc próbujemy dodać jej sił w walce.

                                                    Martyna, jak skoczysz pod pociąg to może się okazać, że wpędzisz w depresję przynajmniej jedną osobę, tj. maszynistę który do końca życia będzie to wspominał i widział w nocnych koszmarach. Będzie sobie wyrzucał, że zdążył zahamować.

                                                    Kolejna sprawa, zabijając się uciekniesz od tego świata. Jako osoba wierząca wiesz, że masz duszę, wylądujesz w kolejnym świecie i co jeśli tam dusza Twoja zabierze swoje problemy i do tego kara za samobójstwo? Myślałaś o tym? Tam o samobójstwo znacznie trudniej.
                                                    Przepraszam, że tak lajtowo piszę, ale czasem problem trzeba potraktować z innej strony.
                                                    Może faktycznie warto spakować walizę i lecieć do szpitala? Nic nie tracisz, a możesz zyskać wiele.
                                                    Dziś w dobie człowieka zagubionego problemy emocjonalno - psychiczne wizyta na oddziale takiego szpitalu robi się tak zwyczajna jak wycinanie wyrostka. Ludzie też więcej już rozumieją, wyleźli wreszcie z ciemnogrodu i nie piętnują już osób które się leczą.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 14.03.17, 13:07
                                                    Oj Martynka, Martynka, Ciebie to nie m ożna dosłownie na 3 dni z oka spuścić. Nie chcę tam głupio wypominaż że " a nie mówiłam", ale im bardziej zapewniałaś że masz pod kontrolą tym mniej było to prawdopodobne. Twoje reakcje wciąż nie są adekwatne do tego co się dzieje, bo Ty bardzo sterujesz w kierunku "niebezpiecznych" tematów, Twoje myśli, a więc i działania, rozmowy w realu wciąż krążą wokół śmierci, samobójstwa, samookaleczania. Stąd to przekonanie że otacza Cię tylko ciemna strona mocy. Chwilową poprawę przyjmujesz tak jak dzieci adopcyjne rodziców, cały czas testujesz na ile jeszcze możesz sobie pozwolić, jak daleko się posunąć. Przypomina mi to trochę wspomnienia Poświatowskiej, poetki chorej na serce, która po operacji tak długo czuła się niepewnie w swoim podleczonym ciele, że uspokoiła się dopiero jak wsiadła na rower i pedałowała tak szybko jak tylko mogła, serce "szarpnęło" bólem w znany sposób i dopiero wtedy poczuła że "wszystko jest porządku".
                                                    Tak długo jak nie zmienisz sposobu myślenia, nie przestawisz priorytetów tak długo będziesz się szarpać. Jeżeli chcesz dać Bogu w którego wierzysz szansę to po prostu wsiądź wreszcie do tej łodzi z ratownikami których Ci przysyła a nie siedż na dachu i czekaj na boski ratunek. Jak Ci wszyscy łącznie z lekarzem i terapeutą sugerują że coś jest nie tak, to nie dyskutuj z tym, nie obwiniaj się, nie szukaj jakichś dziwnych dróg na skróty tylko poddaj się i pozwól żeby inni Cię poprowadzili, bo póki co jesteś jak małe dziecko, wciąż tupiesz nóżką że "a właśnie nie pójdziesz tam gdzie Ci mówią, a właśnie że pójdziesz dokładnie w drugą stronę". Im bardziej się szarpiesz tym bardziej kaftan się zaciska.
                                                    Chcialabyś skontrolować CHad i uzyskać równowagę a wręcz szczęście i spokój, oraz doskonałą energię życiową w 2 miesiące. Nie gniewaj się ale to kompeltny absurd, zwłaszcza że masz jeszcze do tego Chadu inne problemy, powalcz uczciwie o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne i tak za rok, dwa już będziesz umiała ale na razie jesteś pacjentką w stanie niestabilnym i Twoje myśli i decyzje są podyktowane zaburzeniami a nie realiami.
                                                    Bądź mądra i podejmuj decyzje mądrze, a nie jak pensjonarka. Poradzisz sobie i ten zły czas przeminie ale trzymaj się kurczowo lekarza i terapeutki i słuchaj ich choćbyś nie była przekonana że mają słuszność, skończ z wypieraniem i udawaniem kozaka, a jeśli czujesz że nie panujesz to pakuj się do szpitala, choćby na dzienny.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 14.03.17, 16:04
                                                    Ok . Przyjme to co piszecie i dziękuje.Od wczoraj probuje sie wcisnac do lekarza , poki co termin kwietniowy. Obiecano mi tel jak tylko cos sie zwolni. Boje sie bo jest źle, albo mi sie wydaje. Stabilizacji nie ma.Poddaje sie i juz przestaje sie szarpać. 8 kw jade do sanatorium na mies. Moje cialo tego potrzebuje nie wiem bo sie boje ze zmiana otoczenia mi nie posluzy.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 14.03.17, 20:31
                                                    Przeczytałam to co mi tutaj pisaliście jeszcze raz sprobuje zmienić myslenie . Szczerze, Wam bardzo dziękuje ze tu jesteście i mnie wspieracie. Teraz pora na mnie, mam nadzieje ze starczy mi sił by dotrzec do lekarza(jakaś obojetnosc mnie ogarnela) ale wiem, ze nikt za mnie tego nie zrobi. W moich rekach moje zycie i nikt za mnie nie zrobi tego kroku.Jak nadal bedzie w mojej glowie "zrob to" to pojade na izbe przyjec. Jak bedzie to natarczywe to poprosze Kogos by mnie tam zawiozl chodzby dzis.Bardzo sie boje bo nie wiem co sie ze mną dzieje i wiem ze nie bedzie łatwo z tą chorobą .
                                                  • natalia-natka Re: Narzekania martyny 14.03.17, 20:45
                                                    Martyna, całym sercem jestem z Tobą! Walcz!
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 14.03.17, 21:39
                                                    Nie będzie łatwo na razie, jesteś na początku właściwego leczenia i jeszcze jesteś ślimakiem bez skorupki, z czasem zbudujesz domek i nie będzie wcale tak trudno. Byle przetrwać te pierwsze miesiące, złapać rytm i załapać co Cię ściąga w dół, nauczyć się dokonywać nowych dobrych dla siebie wyborów.
                                                    Nie poddawaj się depresyjnym myślom, to momentami wydaje się taką furtką, coś jak zawór bezpieczeństwa, ale nie warto przechodzić do realizacji, z dołka można tylko odbić się do góry, żaden dół nie jest bez dna, wszystko przemija nawet najdłuższa żmija itd :)
                                                    Obiecuję Ci że będzie dobrze, wiem, że teraz tego nie czujesz, ale to tak jest w depresji.
                                                  • megan.k Re: Narzekania martyny 16.03.17, 06:31
                                                    śledzę ten wątek i niepokoi mnie Twoje milczenie. Odezwij się proszę.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 16.03.17, 11:44
                                                    Oddzywam sie. Dzis mann wizbu lekarza .Nie chodze do pracy bo nie mam sil zyc.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 16.03.17, 11:50
                                                    Dzięki za odzew, trzymam kciuki za poprawę sytuacji.
                                                    Bardzo chciałabym móc Ci jakoś pomóc, natchnąć nadzieją, wiem że w depresji kompletnie do człowieka nie dociera że to to choroba a nie prawda, że będzie lepiej, normalnie, ale będzie.
                                                    Trzymaj się dzielnie, wiem że jest trudno, ale to minie.
                                                  • megan.k Re: Narzekania martyny 16.03.17, 12:46
                                                    Dzięki za odzew. To dobrze, że dzisiaj porozmawia z Tobą lekarz. Nie myśl o pracy, na pewno dostaniesz zwolnienie lekarskie. Lekarz psychiatra może wystawić zwolnienie wstecz na dowolną liczbę dni. Jeśli lekarz zasugeruje szpital, chyba powinnaś się na to zdecydować. Dla swojego dobra. Trzymam kciuki, żebyś szybko poczuła się lepiej.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 16.03.17, 13:14
                                                    Cieszę się, że Cię "widzę". Super, że do lekarza udało się dostać. Trzymam kciuki za Ciebie, wszyscy tu mocno Cię wspieramy jak sama pewnie zauważyłaś. Odpoczywaj, dbaj o siebie i pamiętaj o jedzeniu, nawet jeśli nie odczuwasz głodu.
                                                  • megan.k Re: Narzekania martyny 18.03.17, 07:42
                                                    I co powiedział lekarz, jakie zalecenia? Jak się czujesz?
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 18.03.17, 22:07
                                                    Zyje i to juz cos jak dla mnie.
                                                    Glownie leze caly dzien, nawet nie spie bo nie moge, na niczym sie nie moge skupic wiec mam swoj kosmos. W zasadzie nie jem. Staje sie aktywniejsza wieczorem i dzis juz zmusilam sie by wejsc pod prysznic bo kolejny dzień dziecka bez mycia sprawilby ze bym sie poddala.
                                                    Mam skier do szpitala na interne bo mam duzą anemie i muszą mi przetoczyć krew. Od środy sie zbieram. Nie pojade o 22 bo nie zrozumieją ze w ciagu dnia mam niemoc a wieczorem moge wiecej.Moze poczekam az poczuje sie lepiej bo nie mam sil na te biurokracje wywiady zgody , chce schowac sie przed swiatem.
                                                  • megan.k Re: Narzekania martyny 18.03.17, 23:15
                                                    Myślę, że zrozumieją, jeśli powiesz, że poza anemią masz ciężką depresję. Nie czekaj, aż poczujesz się lepiej psychicznie, skoro powinnaś mieć transfuzję. To ważne, a poza tym anemia też odbiera Ci siły. Może właśnie po przetoczeniu krwi poczujesz się lepiej. Czy do szpitala zabierzesz laptop i będziesz się odzywać? Jeśli nie, to daj znać, że idziesz do szpitala, żebyśmy się nie martwili Twoim milczeniem.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 20.03.17, 21:26
                                                    Megan czuje sie bez zmian.Przetoczyli mi krew byc moze pozwola mi jutro wyjsc.
                                                    Nie wiem co napisac mam wrazenie ze to koniec.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 21.03.17, 09:55
                                                    No nie no, Martyna, nie ma mnie parę dni, a u Ciebie szpital? Cieszę się, że do niego dotarłaś, oby anemia poszła w czorty bo, słabo się przez depresję masz, a do tego anemia też siły odbiera.
                                                    Może warto pomyśleć jednak i hospitalizacji ze względu na stan psychiczny. Fajnie, że widzisz tę granicę, że jak nie podniesiesz się i nie pójdziesz pod prysznic to wpadniesz w to jeszcze głębiej, ale nie chce byś tak cierpiała i walczyła w samotności, może tam Cię na nogi postawią? Wiesz, że Ci nic nie narzucam, chcę tylko byś pomyślała o tym.
                                                  • megan.k Re: Narzekania martyny 21.03.17, 21:45
                                                    Koniec czego? Nie rozumiem, Czy jesteś już w domu? Czy w szpitalu mówiłaś, że masz depresję? Czy rozmawiał z Tobą psychiatra?
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 22.03.17, 17:59
                                                    Martyna, daj znać jeśli jesteś na siłach co i jak.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 23.03.17, 11:42
                                                    W zasadzie nie wiem co mam Wam napisać, jestem jeszcze w szpitalu jutro wychodzę. Napęd mam większy, reszta bez zmian. Głównie leżę i nie wiadomo o czym myślę.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 23.03.17, 12:31
                                                    Ale mam nadzieję, że jesz, a nie ściemniasz, że to robisz. Może to banalnie zabrzmi, ale w zdrowym ciele zdrowy duch, może jeśli Twoje ciało stwarza ograniczenia dla pełnego zdrowia, a i duch idzie za nim, to postaraj się by to ciało było najzdrowsze jak to tylko możliwe, a i duch za nim podąży. Na walkę z głową trzeba dużo siły mieć.
                                                    trzymaj się ciepło, jesteśmy z Tobą :*
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 23.03.17, 13:46
                                                    Jem. Przesypiam noce. Próbowałam nawet pójść na spacer wieczorem ale nie byłam w stanie.
                                                    Boję się wyjazdu, bo nie wierzę, że się w pełni pozbieram do dn wyjazdu.
                                                    Jak to możliwe, że mimo brania leków nastąpiło nagle buuum i przyszła depresja? Leki nie chronią ? to po co są ? dlaczego tak? dlaczego ja? i co źle zrobiłam, że tak się stało?
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 23.03.17, 13:51
                                                    Martyna nawet przy lekach są lepsze i gorsze chwile. Zobacz. Masz anginę, bierzesz antybiotyk, a i tak w czasie kuracji przychodzą dni, że czujesz się jakby to nic nie dawało, odpadasz. Leki pomogą Ci wrócić na prostą, ale nie mogą żyć za Ciebie. Depresja i cała ta reszta cholerstwa jest zupełnie inna niż ból zęba. Tu trzeba jeszcze powalczyć.
                                                    Zobaczysz wyjedziesz na prostą. Jeśli boisz się wyjścia ze szpitala, nie czujesz się na siłach to może pogadaj z kimś z kim jesteś blisko by był przy Tobie przy i po wyjściu przez jakiś czas? Ja niestety mogę wspierać Cię tylko online :(
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 24.03.17, 07:00
                                                    tracę wiarę w to, że bedzie dobrze, że leki ustabilizują chorobę. A może to nie Chad skoro leki nie zadziałały?
                                                    Mam decyzję po komisji na moja korzyść mimo wszystko pozostał niesmak bo trzeba podeptać swoją godność przed " bogiem lekarzem", od którego zależy wszystko.
                                                    O ironio dostałam propozycje bycia dr med, śmieszne prawda? nie jestem w stanie ogarnąć swoich podstawowych funkcji jak jedzenie, mycie itp a co dopiero kierowanie firmą.
                                                    paranoja jakaś
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 24.03.17, 13:05
                                                    Niestety niektórzy lekarze mają się za bogów, choć z boskością w żadnym względzie wspólnego nic nie mają...
                                                    To nie paranoja, to paradoks, widać jesteś lepsza niż sama siebie oceniasz i paradoksalnie to ma sens. Umysł Twój jest po prostu mocno produktywny, zdolny.
                                                    Daj sobie czas, ogarniesz się, ledwo z anemii wychodzisz, może ona też ma wpływ na działanie leków, podpytaj o to.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 24.03.17, 16:17
                                                    Nie mam sil pytać.Bedzie co ma być, nie mam sil oddychać.nie mam mocy by zrobic sobie kolacje.
                                                    Wracając ze szpitala, pojechalam do szpitala dzieciecego, tam leży na Oiomie jedna czastka mojego serducha. Blekitny wieloryb.
                                                    Leze w kurtce pod koldra bo juz braklo sil na wiecej. Mam nadzieje ze to nie bedzie trwalo dlugo ze to sie skonczy za zawsze, nie mozna tak funkcjonować.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 24.03.17, 17:36
                                                    Nie bardzo zrozumiałam kwestię szpitala dziecięcego, ale ja dziś ogólnie mało kumata.
                                                    Również mam nadzieję, że dźwigniesz się z tego stanu bo, masz rację nie można tak funkcjonować, ale jednak funkcjonować trzeba, trzeba żyć.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 24.03.17, 18:10
                                                    Trwam w tym g juz za dlugo, dlatego stracilam nadzieje.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 24.03.17, 21:50
                                                    rozumiem, staram się jak mogę i rozumiem, ostatnio coś mi siadło w kręgosłupie, dwa dni paraliżującego bólu, teraz pogryzły mnie jakieś pająki, ramię i przed ramię zapuchło stawy bolą, w tym wszystkim pomyślałam o Tobie, że ja się chwilę pomęczę i minie, a Ty walczysz z tym na co dzień, choć moje dolegliwości są chwilowe i tylko namiastką, ale jakoś tak próbowałam się wczuć...
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 25.03.17, 13:35
                                                    Dzis jeszcze nie ruszylam sie z lozka, nawet po wode mineralna nie chce mi sie isc .
                                                    Powinnam sie ruszyć i pojechac do szpitala do G..Mam taką niemoc.
                                                    Martini jest mi tak wsxystko jedno ze niehamuje sie z srodkami p bolowymi.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 25.03.17, 20:48
                                                    Hamuj, sama dobrze wiesz w którą stronę idziesz, obie dobrze wiemy, że to nie jest dobra strona. Martyna chcesz powtórki z rozrywki? Możesz być pewna, że jak przedawkujesz oni nie zrozumieją niemocy, wezmą to za koleją próbę, zamkną Cię. Proszę Cię bądź, bądź jeśli nie dla siebie to dla mnie. Dla mnie jesteś dzielna. Wierzę w Ciebie. Daj sobie przyzwolenie na niemoc, ale nie poddawaj się jej.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 26.03.17, 07:06
                                                    Martini nie probuje przedawkować lekow przeciw bolowych w jakichkolwiek celach, poprostu jak boli to biore nie probuje niczego innego. Nie walcze, tabletki zrobia swoje.Nie prz
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 26.03.17, 13:28
                                                    Rozumiem, ale możesz to przypadkiem zrobić biorąc je w za dużych ilościach. Rozumiem, że ból się powala. Martyna, a nie ma możliwości jakiś zastrzyków blokujących ból?
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 26.03.17, 17:23
                                                    Martini nie przedawkuje , nie przekraczam dobowych dawek lekow.
                                                    Chciałabym juz poczuć sie lepiej bo strasznie dlugo to trwa.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 26.03.17, 20:30
                                                    Jak dlugo moze byc ciemno?boje sie ms .swoją probe s mialam 3 tyg po wlaczeniu LPD . Niech juz cos sie dzieje.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 26.03.17, 20:43
                                                    Sam fakt, że racjonalizujesz jakoś te myśli już jest dzianiem się czegoś. Kontrolujesz te wszystkie złe myśli, choć dręczą Cię Ty jesteś górą.
                                                  • megan.k Re: Narzekania martyny 27.03.17, 17:18
                                                    Nic się nie zacznie dziać w dobrym kierunku, jeśli nie zgłosisz się do szpitala psychiatrycznego. Zastanawiam się, dlaczego Twój lekarz psychiatra jeszcze Cię tam nie skierował, skoro masz myśli samobójcze. Przecież istnieje zagrożenie życia, więc w takiej sytuacji szpital to podstawa. A może jednak skierował, tylko Ty tam nie chcesz iść? Samo pisanie na forum Ci nie pomoże bez względu na okazywane Ci wsparcie.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 05:38
                                                    Dziekuje Wam za wsparcie duzo mi daje. Wycofam sie na kilka dni z pisania by nie siać niepokoju, nowe leki kiedyś w końcu zaczną działać.
                                                    Co do szpitala, nie mam skierowania, mam umowe z lekarzem gdy mysli beda bardziej natarczyw
                                                  • megan.k Re: Narzekania martyny 28.03.17, 08:50
                                                    Nie musisz wycofywać się z pisania, nie to miałam na myśli. Myślę, że inni też chcą wiedzieć, jak się czujesz. Mam nadzieję, że już niedługo nastąpi poprawa.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 10:48
                                                    Myślę Martyna, że bardziej mnie milczenie z Twojej strony zaniepokoi niż pisanie, że się kiepsko masz.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 11:47
                                                    Nie chcę milczeć by Was niepokoić, po prostu nie mam nic do napisania.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 12:33
                                                    No i spoko, taka opcja wchodzi w grę ;) nie masz co napisać, nie piszesz, nie ma przymusu przecież, chodzi jedynie o opcję pt. "nie piszę bo, nie chcę ludzi niepokoić". Jakby każdy tak podchodził forum by zdechło ;)
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 13:48
                                                    Potrzebuje czasu by się pozbierać otrząsnąć albo rozsypać na dobre, bo wiszę między myślami a czynem. Próba sam G. pod wpływem gry internetowej tąpnęło mnie na tyle, że z szoku nie mogę wyjść. Zaniedbałam Ją ostatnio skupiając się na sobie, na akceptacji dg, siedząc przy Niej na intensywnej terapii zrozumiałam, że w pewien sposób też w tym jest moja wina.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 13:55
                                                    Błękitny wieloryb to urban legend.
                                                    www.spidersweb.pl/2017/03/niebieski-wieloryb-men.html
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 13:57
                                                    Dobrze, że napisałaś o tej grze, poskładało mi to trochę co pisałaś wcześniej, teraz więcej rozumiem, czytałam o tym w necie, nie umiem zrozumieć, jak można coś takiego stworzyć
                                                    Przepraszam, że zapytam, ale kim ona dla Ciebie jest? Nic nie jest Twoja winą Martyna, nie wszystko możemy przewidzieć.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 14:05
                                                    Gdyby jakieś dzieciak trafił na oiom z powodu błękitnego wieloryba trąbiłyby o tym media. Moim zdaniem to fake. Resztę wniosków zostawiam dla siebie.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 17:23
                                                    Było coś w necie o tym wielorybie, wcześniej się nie wyczytywałam w to, już pierwsze zdania, że jakiś poryp stworzył coś co wpędza dzieciaki w samobójcze próby mi wystarczyło.
                                                    Tu jest napisane, że jakieś dzieciaki w zachodniopomorskim się cięły www.se.pl/wiadomosci/polska/niebieski-wieloryb-sa-pierwsze-ofiary-w-polsce-przerazajace_967281.html
                                                    A tu coś o ofiarach w Rosji
                                                    www.se.pl/wiadomosci/polska/niebieski-wieloryb-sa-pierwsze-ofiary-w-polsce-przerazajace_967281.html
                                                    A tu newsweek podaje o dzieciaku w szpitalu
                                                    www.newsweek.pl/polska/-niebieski-wieloryb-dotarl-do-polski-,artykuly,407315,1.html

                                                    Nie mam wniosków, zadałam pytanie, może Martyna coś mi rozświetli.
                                                    A i nie daje ani ręki ani głowy ani żadnej innej części ciała za prawdomówność podanych przeze mnie źródeł. Podaję co udało mi się znaleźć.
                                                    Fajnie Mardaani Cię widzieć poza tym, już myślałam, że na jakieś Malediwy popędziłaś ;)
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 20:43
                                                    G. Traktuje jak corke kiedys bylam jej kuratorem ..nie csuje sie winnavtego co sie stalo bardzie to ze ja zaniedbalam myslac o sobie i chorowniu.
                                                  • ekspert.grupa_synapsis Re: Narzekania martyny 28.03.17, 20:02
                                                    Do Pani mardaani. Nie do końca rozumiem, co to znaczy fake, jestem trochę starej daty. Nie wiem, czy to znaczy fałszywa informacja rozprowadzana na forum, czy więcej, w ogóle użytkownik podszywający się pod jakąś osobowość, kreujący jakąś osobowość i sytuację... Zareagowałem na Pani wpis, gdyż przypomniał mi, że niektóre moje forumowe doświadczenia w ostatnich miesiącach nie były komfortowe. Co innego czytać o jakiś nadużyciach, a co innego doświadczyć tego samemu. Jeden z poprzednich wątków, gdy wielu z nas niepokoiło się o życie autora postów, był takim właśnie wątkiem, w których, mam podstawy sadzić, pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji. Rzecz jasna, niezależnie od tego, co dokładnie rozumie Pani przez fake (nie musi Pani mi dokładnie tłumaczyć), to ja nie chciałbym spotykać się z fake. Wiem oczywiście, że nie da się tego uniknąć i wyplenić.
                                                    Trochę takiego primaaprylisa mogę wytrzymać, a nawet zrozumieć, ale tylko ciut. Igranie za pomocą m.in. informacji o chorobie, niebezpieczeństwie, czyimś zagrożeniu, jest tym, czego nie powinno fundować się innym ludziom. Powstrzymam się w tym miejscu od mocniejszych słów. Forum jest forum, nie wiadomo kto jest po drugiej stronie. Startuję z zaufaniem, że to, co ktoś do mnie piszę jest prawdą i długo to zaufanie mam, ale nie w nieskończoność. Co i raz przychodzi mi, niestety do głowy, pytanie, czy to co czytam jest rzeczywiście prawdą. Na szczęście większość z tego, co dzieje się na forum, nie budzi we mnie takich wątpliwości i dlatego chcę i mogę tu nadal być. Z pozdrowieniami
                                                    Stanisław Porczyk, psychiatra
                                                    Grupa Synapsis
                                                    www.synapsis.pl
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 21:11
                                                    Skoro już tak sobie szczerze piszemy, no nie będę ukrywać zalęgły mi się wątpliwości co do całokształtu. Mam pewne swoje przemyślenia na temat Martyny i jej chorowania i myślę że jest jednak trochę inne to wszystko niż obraz przedstawiony tu na forum. Moje uczucia są takie że to jest jednak jakaś kreacja nie tyle jako forumowicza jako takiego co jako pewnej wizji siebie, nie wiem czy świadoma, mam wrażenie że nie do końca.
                                                    Powody? Dużo jednak za dużo tych dziwnych zwrotów akcji, dramatycznych kontapunktów, śmierci osób dookoła, nagromadzenia nieszczęść w życiorysie, info o odwiedzinach u dziecka co na oiom z powodu blue whale trafiło, leczenie anemii transfuzjami, niby teoretycznie możliwe, ale tak bardzo nieprawdopodobne, te gwałtowne zwroty od krawężnika do krawężnika. Pisały tutaj nie raz osoby w manii i stanach mieszanych i te relacje jednak niby trochę podobne jeśli chodzi o falty ale były inne, bardziej spójne. Nie umiem tego uzasadnić ale niewiele mi w tej układance pasuje, ale to tylko net, ja jestem tylko szarym jego użytkownikiem, mogę się całkowicie mylić, a bywają w życiu różne dziwne zbiegi okoliczności.

                                                    Co do Pana udziału w forum proszę nie upadać na duchu i pamiętać że forumowicze piszący to tylko czubek góry lodowej, czytających jest o wiele wiele więcej, a Ci mogli tu od Pana uzyskać ogrom bardzo cennych porad i informacji i te informacje tu zostaną i będą służyły. Z pewnością mnóstwo ludzi z tego skorzystało i wsparło to albo ich decyzję co do podjęcia leczenia albo wzmocniło w czasie samego leczenia, rozwiało wiele wątpliwości, dodało tzw ducha. Ja sama jestem jedną z nich, bo choć może o sobie mało piszę jednak przeżywam też swoje lepsze i gorsze chwile i nie raz podniósł mnie Pan na duchu i uspokoił wyważonymi wpisami i radami.

                                                    Takie historie jak z sharken czy jak mu tam było jednak pojawiają się dość sporadycznie. Choć ostatnio rzeczywiście jest tego więcej bo Karla też chyba była trollem, może obecność eksperta działa na takich ludzi?

                                                    No i inna sprawa że to forum niby jest o depresji ale tutaj praktycznie pojawiają się ludzie z wszystkimi możliwymi zaburzeniami, no bo czy tworzenie forumowej kreacji tak sugestywnej i długotrwałej jak Karla czy tak autentycznie brzmiącej jak Sharken jest normalne?

                                                    Jedno mogę powiedzieć na 100% ja jestem prawdziwa, niczego nie wymyślam:) Kilka osób z forum poznałam też w realu i wiem że to były osoby prawdziwe, z prawdziwymi problemami, rzeczywiście zmagające się z depresją czy innymi zaburzeniami psychicznymi i bardzo te spotkania były dla mnie inspirujące (mam nadzieję że nie wspominają źle spotkania z ze mną). Dlatego myślę że skoro jest tu trochę takich ludzi, a wierzę że tak to warto, choć oczywiście bardzo zrozumiałe jest zniechęcenie i rozgoryczenie i wcale mnie to nie dziwi. Ja tu już tyle lat sobie czytam i piszę że już chyba się trochę zaimpregnowałam na pewne sytuacje i chwilowo oczywiście nieco mną szarpnie ale ogólnie mam duży dystans. Trochę też przyjęłam taką filozofię że ludzie ostatecznie mają wolną wolę i ja moge się starać ale wszystkiego i wszystkich nie ogarnę i nie wszystkie problemy "uniosę". Zostawiam więc ludziom odpowiedzialność za ich życie w ich rękach, wierząc w nich i starając się jednocześnie podawać pomocną dłoń, ale nie spalam się już w ogniu walki o każdą duszę forumową, bo to nierealne. Świat się toczy, życie się toczy, nie wszyscy zdrowieją, nie wszystkim uda się napisać coś co ich pocieszy i pchnie w dobrym kierunku, i z tym też w jakiś sposób się pogodziłam. Takie życie, nie wszystkim da się pomóc, czasem trzeba odpuścić dla własnego dobra.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 21:26
                                                    Mardaani moge sie odniesc do tego co piszesz przetoczenie krwi bo hemoglobine mialam 8 , biore mnostwo lekow w tym cytostatyki.
                                                    Nie mam manii i nigdy nie mialam. W moim zciu nie ma spokoju ciagle cos sie dzieje wiele znajoomosci netowych forumowych przenioslm do realu. Byli to forum psychiatrychne z calym bagazk doswiadczen . Typu smsy o 2 w nocybpt "zabije sie ". Nie chcebsie tlumaczyc bo to glupie i takie moje.
                                                    To wszystko bexsennsu
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 21:33
                                                    No i sievporyczałam
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 29.03.17, 12:25
                                                    Moja wiara czy niewiara jest tutaj naprawdę najmniej istotna. Zacytuję samą siebie. "to tylko net, ja jestem tylko szarym jego użytkownikiem, mogę się całkowicie mylić, a bywają w życiu różne dziwne zbiegi okoliczności."

                                                    Istotne jest to dlaczego tak a nie inaczej w życiu się obracasz, dlaczego zapędziłaś się w kozi róg i ciągniesz do ludzi z problemami samobójców itd, przeżywasz problemy ludzi z netu, przenosisz to do reala i brniesz w tematy samobójcze, głębokie depresje. Bagno Cię wciągnęło. Żeby pomagać samobójcom trzeba mieć samemu w głowie nieźle poukładane i granitowo stabilną psychikę. Ty dążysz do autodestrukcji, bujasz moim statkiem głupców, więc sory ale ja Cię musze przesadzić "w mojej głowie" do szalupy ratunkowej, a tam sobie możesz kiwać łódką do woli.

                                                    Jeden jest tylko w tym wszystkim zonk, Ty faktycznie możesz nie mieć Chad, tylko z nieznanego mi powodu robisz wszystko żeby zdestabilizować sobie nastrój, ciążysz w kierunku autodestrukcji fizycznej i psychicznej, szukasz towarzystwa ludzi z dużymi problemami robisz z nich swoich przyjaciół, przeżywasz ich problemy jak swoje własne i to jest chyba główna przyczyna Twoich huśtawek nastroju. Wybory jakie do tej pory dokonywałaś doprowadziły Cię do tego punktu, jeśli ich nie zrewidujesz, nie wyciągniesz wniosków nic się nie zmieni, bo nie może, Ty sama jesteś dla siebie największym wrogiem.
                                                  • zadz.iora Re: Narzekania martyny 29.03.17, 12:57
                                                    mardaani.74 napisała:

                                                    > (...) bujasz moim statkiem głupców, więc sory ale ja Cię musze przesadzić
                                                    > "w mojej głowie" do szalupy ratunkowej, a tam sobie możesz kiwać łódką do woli.

                                                    Tylko ten wątek podczytuję, więc sorry, że się wetnę, ale bardzo ładna złota myśl Ci wyszła :).
                                                    Ja do dziś, w niektórych kwestiach, uczę się takiego przesadzania do tej szalupy ratunkowej i naszła mnie właśnie refleksja, że o wiele prościej w życiu mają jednak Ci, którzy nie bawią się w zbytnie sentymenty/widzą wyraźnie granicę, w której nadszedł na to czas...oraz oczywiście potrafią wprowadzić to w czyn. Ja dopiero w wieku ~30 lat zdałam sobie sprawę, że ta decyzja należy do mnie i że wybranie siebie i "spokojności własnej" to nic złego, a nie mam nawet 1/10 problemów autorki tego wątku (ja akurat piszę tutaj o rodzinie, konwenansach i innych takich
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 29.03.17, 13:03
                                                    a mi z kolei bardzo się podoba to zdanie
                                                    "ta decyzja należy do mnie (...) wybranie siebie i "spokojności własnej" to nic złego"

                                                    mi zajęło to jeszcze więcej niż 30 lat, ale lepiej późno niż później
                                                  • zadz.iora Re: Narzekania martyny 29.03.17, 13:14
                                                    Ja jestem jeszcze raczej na etapie 100% teorii i 40% praktyki. Pracuję nad tym, żeby jednak osiągnąć trochę lepszy pułap ;)
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 29.03.17, 13:22
                                                    No to i moje 5 groszy. Martyna jest typem człowieka którego spotyka się w przyrodzie rzadko, ale jednak się spotyka. Nie wiem czy to CHAD czy inna poziomka, ale coś ma dziewczyna, coś ją ciągnie w dół. Coś sprawia, że źle się czuje kiedy czuje się za dobrze, coś tam nie hula ok. Tu już trzeba lekarza by to nazwał. Jest wrażliwa, nawet za wrażliwa, mocno przejmuje się wszystkimi, taka postawa mesjanizmu wręcz, nieść pomoc i ukojenie każdemu, nawet własnym kosztem.
                                                    Ja to chyba za głupia jestem by to wszystko połapać bo, momentami sama się gubiłam stąd czasem moje pytania do niej.
                                                    Jednak do sedna, myślę, że potrzeba jej intensywnej pracy nad sobą, nad własną odrobiną zdrowego egoizmu. Człowiek rozsypany nie pomoże drugiemu człowiekowi, to jakby dwójka ludzi z rakiem nerki się nimi wymieniła. No chęć pomocy owszem była, ale wymiana nie wniosła nic poza dodatkowym bólem.
                                                    A teraz do Martyny. Moja sugestia to hospitalizacja. Tańczysz na bardzo cieniutkiej linie i w każdym momencie możesz spać, a szkoda by było bo, bardzo fajna z Ciebie osoba.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 29.03.17, 17:49
                                                    Martini masz trochę racji nie potrafię stawiac granic, lgną do mnie ludzie z problemami bo nie potrafię przejść obok bez reakcji. Pracuje nad tym na terapii, próbuje się zdystansować i o ile potrafię jak znam kogoś od lat i nie raz mi wywinął nie jeden numer, potrafię powiedzieć stop, jeśli o 3 w nocy źle sie czujesz to dzwoń na pogotowie a nie do mnie. To z osobami, ktore nie znam mam już inaczej zwyczajnie biorę na siebie odpowiedzialnośc zo ich decyzje. Choć wiem, że to nie ma sensu, że nie mam wpływu na decyzję innych.
                                                    Tak terapeutka ( zresztą nie tylko Ona) określa to jako " chcę zbawić swiat/ pomóc wszystkim wymagającym pomocy" , co znaczy że też daję się wciązgac w toksyczne związki. Właśnie ostatnio na terapi doszłam do wniosku, że to częśc mnie masohistyczna i duży lęk przed odpowiedzialnością za decyzje innych, choć realnie tak nie jest.Zbyt się boje i od razu nasila się lęk i przychodzi czas obniżonego nastroju.
                                                    Wiem, że może się wydac to niemożliwe, ale już przeżedziłam swoich znajomych pod względem toksyczności, postawiłam na siebie mimo że tego nie widać tutaj.
                                                    Co do Chad.
                                                    We mnie gdzieś tam jest promyk nadziei, że jednak to nie trafiona diagnoza, mimo że dwoje lekarzy na ten temat się wypowiedziało pozytywnie, terapeutka i wyszło w testach psychologicz
                                                    Odkąd się leczę nie miałam hipomanii, przez 3 miesiące gdzie czułam się dobrze nie wydałam ani złotówki na niepotrzebne rzeczy, przestałam mieć problemy finansowe i mam niewielkie oszczędności.
                                                    Depresja jest, nie wiem co zrobiłam źle, że po 3 mies stabilności wróciła. Być może kwestia przewlekłego stresu związanym ze zwolnieniami w pracy itp. Wpadam w panikę jak nie moge spać bo ciężko się mi wyciszyc na kolejna noc.
                                                    Na 5 mies leczenia miałam : epizod depresji- stan mieszany indukowany velafaxyną - 3 mies stabilizacji i teraz epizod depresyjny.
                                                    LPD, który otrzymałam zaczął działać bo widzę po napedzie, jest jako taki ale jest.
                                                    Odniosę się do szpitala, ponieważ co jakiś czas się pojawia tutaj, ze powinnam byc leczona szpitalnie. Jak otrzymam takowe skierowanie to pojdę, choć nie jest to moje marzenie. Póki co nie mam.
                                                    Boję się strasznie wyjazdu w obecnym stanie psychicznym.
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 29.03.17, 22:06
                                                    Martyna na siłę nikt do szpitala Cię nie wysyła, ale po prostu miotasz się, jesteś sama, możesz nawet zasłabnąć i znikąd pomocy. To tylko troska, nie uparte wysyłanie Cię na oddział zamknięty.
                                                  • zadz.iora Re: Narzekania martyny 29.03.17, 22:26
                                                    martyna2525 napisała:

                                                    > Tak terapeutka ( zresztą nie tylko Ona) określa to jako " chcę zbawić swiat/ po
                                                    > móc wszystkim wymagającym pomocy" , co znaczy że też daję się wciązgac w toksyc
                                                    > zne związki. Właśnie ostatnio na terapi doszłam do wniosku, że to częśc mnie ma
                                                    > sohistyczna i duży lęk przed odpowiedzialnością za decyzje innych***


                                                    ***powinno być, chyba, "za własne decyzje"
                                                    To co opisujesz, to niemal klasyka osobowości, która sama ze sobą nie daje rady, szuka pocieszenia w problemach, lub raczej rozwiązywaniu problemów, u innych ludzi. Więcej nie powiem, powinien wypowiedzieć się terapeuta, ja się na tym oczywiście nie znam. Ale widać po Tobie, Martyna, z tego opisu nawet, jak bardzo ciągnie Cię do tego "zła" i wszystkiego, co "nada się na zbawienie". Zadbaj plz najpierw o siebie, dziewczyno, zanim siebie, kosztem innych, wykończysz. Duszno się robi w Twoim wątku
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 30.03.17, 09:16
                                                    Zadz.iora napisała coś z czym się wypada zgodzić. Martyna uciekasz w problemy innych by nie walczyć aż tak ze swoimi, żeby czuć się potrzebną światu. Myślę, że Twoje poczucie własnej wartości, wiary w to, że światu jesteś potrzebna jest tak niska, że walczysz ze złem świata tego aby sobie udowodnić, że masz wartość, że jesteś światu potrzebna. Uwierz w siebie. Proszę. No i walcz o siebie.
                                                  • martyna2525 Re: Narzekania martyny 28.03.17, 20:49
                                                    Mardaani mozesz mi oczywiscie nie wierzyc to tylko slowo pisane. Trudno mi sobie wyobrazic powod by wymyslac historie zwazajac na to ze zle sie czuje i pionizuje sie tyljo i opuszczam lozko tylko by pojechac do szpitala .
                                                    Przykro mi ze mi nie wierzysz ale nie potrafie Ci udozodnic prawdomownosci nie ujawniajac szczegol.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 14.03.17, 21:34
                                                    Dobrze Marynko że odpisałaś, ulżyło mi bardzo że zobaczyłam wpis.
                                                    Nie bój się zmiany miejsca, wiem że w chorobie człowiek ciągnie do tej swojej bezpiecznej jaskini, ale moje doświadczenia mówią że zmiana w takiej sytuacji jest dobra, pozwala "wyskoczyć" z sytuacji patowej. Grunt żeby nie zapomnieć własnego jaśka i kocyka przecwiwdepresyjnego i nie przestraszyć wrażenia obcości przez pierwsze dwa dni, potem czuje się ulgę. Jakby zostawiając za sobą otoczenie fizyczne łatwiej jest trochę zostawić problemy, złapać dystans. Sanatorium to bardzo dobry pomysł, myślę że potrzebujesz tego jak nikt tutaj.
                                                  • mardaani.74 Re: Narzekania martyny 14.03.17, 21:40
                                                    i ochrzciłam Cię Marynką :)
                                                  • martini-7 Re: Narzekania martyny 15.03.17, 16:43
                                                    Widzisz, zaczynasz nowe myślenie, nowe życie, a Mardaani nadała CI już nowe imię, czy może być lepiej?
                                                    Jesteśmy tu i zawsze ktoś z nas będzie, czasem odnoszę wrażenie, że zawsze ktoś tu dyżur pełni gotów do wsparcia ;)
                                                    Bardzo się cieszę, że racjonalne myślenie przebiło się przez ten mrok złych myśli. Krok za krokiem, a jak nie to nawet kroczek za kroczkiem, ale do przodu, Kurcze jestem teraz tak szczęśliwa, że aż mi pisać ciężko. Oby się termin zwolnił jakiś. Całam w skowronkach, że obudziła się w Tobie wola walki, szczera jesteś dziewczyna więc w prawdziwość wpisów wierzę. Całym sercem jestem z Tobą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka