Dodaj do ulubionych

nie radze sobie...

25.01.06, 18:57
witam
nie wiem jak sobie poradzic z pewnym problemem. Nie wiem czy to ze mna cos
jest nie tak, czy...
jestem z chlopakiem od prawie roku, nie mieszkamy razem - dzieli nas jakies
100km, widujemy sie w kazdy weekend, codziennie rozmwiamy przez telefon.
Akurat w tym tygoniu on jest u mnie ma tu jakies sluzbowe sprawy do
zalatwienia.
Jest u mnie i wszystko powinno byc super, ale okazuje sie ze teraz to on ma
dla mnie mniej czasu niz jak nie jestesmy razem. Wraca z pracy, siada do
komputera, gada z kolegami przez telefon. Obiad je przed telewizorem. Po czym
bez slowa kladzie sie spac o 21, od wczoraj w oddzielnym lozku, bo mowi ze
nie moze spac w sypialni bo sie nie wysypia.
To moze takie banalay nic nie znaczace, ale jak gadamy przez telefon to
zawsze mowi, ze marzy mu sie zebysmy juz mieszkali razem, siadali sobie na
kanapie, pili winko, gadali, przytulali sie.
Teraz jednak jest inaczej.
Jak chcialam z nim o tym porozmaiwac to mowi, ze ja nie rozumiem jak to jest
normalnie zyc, ze przeciez przez cale zycie nie moze byc stan pernamentnego
zakochania....
Jutro mam wazny dzien, chcialam zeby mnie wsparl, ale on umowil sie na
wieczor do kolegi, bo przeciez caly tydzien u mnie siedzi wiec chyab moze
sobie wyjsc do kolegi, ktorego 2 miesiace nie widzial...
Jest mi zle, rozklejam sie....
Nie wiem czy to z moja psychika jest cos nie tak? o co chodzi?

Obserwuj wątek
    • kaaarolinkaa Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:09
      chyba z nim jednak cos nie tak. łatwo jest gadac przez tel, urabiac babeczke
      zeby na weekend byla mila, plecie sie czulostki, bo łatwo ale jak co do czego
      przyszlo to dalplame-ale ja na poczatku mieszkania razem czulam sie tak
      nieswojo ze zwiewalam z domu jak najczesciej, wiec moze on sie musi
      przyzwyczaic? powiedz mu co o tym myslisz i juz-ze co innego gadal a co innego
      robi.
      • aurelia77 Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:26
        wiesz my jeszcze na stale nie mieszkamy razem, chociaz takie sa plany. Na razie
        przyjechal na 5 dni ma szkolenie w moim miescie. Jak sie widujemy w weekendy to
        jest milo.
        wczoraj jak sie polozyl do lozka w drugim pokoju bez slowa wychodzac to sie
        wkurzylam powiedzialam ze mi przykro, ze chyba moze znalezc dla mnie godzine,
        tak tylko dla mnie. Odpowiedzial mi ze jezeli cos mi sie nie podoba to on moze
        reszte dni przenocowac u kolegi...
        cholera a takie byly plany na ten tydzien
        dobra wiem moze to dlatego ze jestem teraz chora i raczej malo pociagajaca,
        siedze w domu na zwolnieniu, moze przez to jestem taka marudna i bym sie
        chciala troche pokleic ;-) ale co zrobic jak tylko mi sie chce plakac...
    • moofka Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:21
      typowe
      syndrom "wyszły papcie z worka"
      ty byś chciała romantycznego księcia
      a on przyjśc do domu, założyć paputki, podjeść, obejrzec meczyk i dobrze się
      wyspać
      a nie od dziś wiadomo, że najwygodniej śpi się samemu :)
      może też za bardzo - jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - sama go rozpuściłaś
      czyli, jest żonka, ciepły dom, obiadek i seks na życzenie, a o nic nie trzeba
      się starać
      rada?
      nie mam pojęcia :)
      mosz nowy romantyczny ksiąze, ale uwaga, syndrom "papcoe z worka" nie ominie
      żadnego
      • aurelia77 Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:31
        romantycznego? moze troche tak, ale wydaje mi sie ze jak jestesmy ze soba
        dopiero nie caly rok, spedzajac razem tylko weekendy to chyba jeszcze za szybko
        na stare dobre malzenstwo...
        a poza tym wieczorami jak do mnie dzwoni to czesto uzala sie jaki to on samotny
        sam w 4 scianach ze mu zle sie samemu mieszka ze juz by chcial zalozyc rodzine
        i czuc prawdziwe cieplo rodzinne,chcialam mu to dac...
        co zorbic w takiej sytuacji? myslalam o tym zeby zachowywac sie tak samo
        poczytac sobie ksiazke, posiedziec w necie, wyjsc do solarium, ale kurcze
        szkoda mi tego czasu kiedy jestesmy razem,tak zadko sie widujemy...
        co najlepiej zrobic?
        • moofka Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:33
          szczerze, wydaje mi sie dziwne, ze po tygodniu niewidzenia on woli sam sie
          walnąć przed 9, moze mu tak z tobą wygodnie, ale jakos szczególnej pasji i
          namietnosci to chyba nie ma miedzy wami, co?
          • aurelia77 Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:36
            przez telefon - bajka ;-) w swieta tez bylo milo.
            mysle ze moze sobie kogos znalazl albo co ;-(
            tylko jak sie teraz zachowac zeby wyjsc z twarza, mi na nim barzo zalezy ale
            nie moge przeciez ciagle pochlipywac w poduszke...
            • kaaarolinkaa Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:39
              nie pochlipywac tylko wost dniu pow mu ze masz go dosc ze jest nudny i ze Ci
              sie nudno z nim spedzalo czas, ze Ty bylas chora a on Ci nie dodal otuchy-
              chocby przytulajac i ze jak widac to on tylko gadac potrafi.I tak w ogole to
              rzestan myslec ze to Twoja wina-widac ze gosciu sie jak kretyn zachowuje.
              Fajnie by bylo jakbys w tych dniach wtyg sobie kogos poderwala....
              • moofka Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:42
                to chyba najlepsze :)
                a moze gosc jest zwyczajnym nudziarzem?
                zastanów sie czy oglądanie jak on je przed telewizorem, to jest to o co ci
                chodzi w zyciu i pomysl, ze tak juz bedzie zawsze, tylko potem dodatkowo
                bedziesz sie nazywała tak jak on,
                koszmar jakis
                a na to, ze mu sie odmieni nie liczyłabym
                • eirinn Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:49
                  Jest mu z Tobą wygodnie, inaczej musiałby płacić za hotel, żarcie itp., a
                  tak... ciepło, wygodnie, baba trochę pomarudzi, ale co tam, da się wytrzymać.
                  Uciekaj od niego, dziewczyno, nie warto marnować życia dla kilku w miarę
                  przyjemnych chwil!
                • aurelia77 Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:53
                  no tak ale on tak pieknie mowil o tym czego chce w zyciu...
                  a ja przeciez nie mam 20 lat pwoinnam chyba byc mniej latwowierna...
                  • moofka Re: nie radze sobie... 25.01.06, 19:57
                    aurelia77 napisała:

                    > no tak ale on tak pieknie mowil o tym czego chce w zyciu...
                    > a ja przeciez nie mam 20 lat pwoinnam chyba byc mniej latwowierna...
                    ______________
                    sądząc po niku masz 29
                    to nie znaczy, ze masz sie godzic na byle co, byle tylko gatki miec w domu
                    spotkasz kogos, kto bedzie wart, zeby poswiecac mu czas i doceni to
                    i wtedy bedziesz wiedziała, ze to jest to, o co ci chodzi
                    nie założysz wtedy takiego wątku
                    a nudziarzowi spakuj paputki i kopa
                    no chyba, ze cie na jakąś fajną in\mpreze zaprosi, ewentualnie mozesz sie raz
                    na jakis czas pojawic, jak nie bedzie nic ciekawszego do roboty
                    29 lat, to naprawde nie koniec świata :)
                    • eirinn Re: nie radze sobie... 25.01.06, 20:27
                      Mówił, mówił... gadać każdy potrafi. Ja też kiedyś uwierzyłam w piękne słówka,
                      a teraz tkwię przy nudnym facecie i na zimno planuję zdradę z kimś, kto mi nic
                      nie obiecuje, tylko działa. Też tak chcesz?
                      • aurelia77 Re: nie radze sobie... 25.01.06, 20:35
                        tylko wiesz ja juz przezylam w zyciu malo ciekawa historie i chcialam byc w
                        koncu szczesliwa czuc sie bezpiecznie miec kogos kto bedzie przy mnie, pomoze...
                        chcialam moc usiasc obok przytulic sie pogadac pojsc razem na spacer takie w
                        sumie malo wymagajace marzenia
                        • kaaarolinkaa Re: nie radze sobie... 25.01.06, 20:47
                          no wlasnie- i co, masz cos takiego? czy raczej masz tylko piekne slowa i
                          buziaka abys nie zrazala sie?
                        • eirinn Re: nie radze sobie... 25.01.06, 20:55
                          Też wybrałam kiedyś taką opcję. Uwierz, nie opłaca się. Nie będziesz czuć się
                          bezpiecznie przy kimś, kto Ci tego bezpieczeństwa nie zapewnia, wręcz
                          przeciwnie, szuka u Ciebie tylko noclegu i wyżerki. W czym on Ci pomoże???
                          Przecież dla niego ważniejszy jest kumpel! On wcale nie jest przy Tobie!
                          Przytulić się... pójść na spacer... kiedy ostatni raz to zrobił? Z własnej
                          inicjatywy? I dla Twojej przyjemności, a nie dlatego, że to jemu się tak nagle
                          zachciało? Chcesz, napisz do mnie na pocztę gazetową, opowiem Ci jak to wygląda
                          po latach :/
    • iwanowna Re: nie radze sobie... 26.01.06, 10:15
      Mam za sobą podobne doświadczenie. 6 lat byłam weekendową dziewczyną,
      oczywiście były smaczne obiadki i wszystko, czego chciał. On nie robił nic z
      własnej inicjatywy. Strasznie to było "marne", naprawdę... Strata czasu, a
      przede wszystkim własnych starań. Ciężko się było rozstać mimo wszystko, bo to
      była pierwsza i wielka miłość. Ale tak poważnie; jeśli tylko sobie ktoś wmawia,
      że partner się zmieni, to jest sygnał, że trzeba się rozstać. Mnie jest jeszcze
      czasem przykro... Przejdzie i to! Powodzenia.
      • odoll Re: nie radze sobie... 26.01.06, 11:47
        Same kobiety się tu wypowiadają chyba... Nie będę Ci doradzał od razu
        radykalnego rozwiązania, czyli wygonienia faceta precz. Ale rzeczywiście - on
        się zachowuje bardzo dziwnie. Jeśli dotąd widywaliście się tylko w łykendy, a w
        tygodniu zostawał co najwyżej telefon - to jego postępowanie jest dla mnie
        całkiem niejasne. Spotykać się z dziewczyną raz w tygodniu, a gdy nadarza sie
        okazja, by pobyć z nią dłużej - tylko pofiglować i iść spać do drugiego pokoju?
        nigdy chyba tego nie zrozumiem, i nie jestem pewien, czy chcę to zrozumieć.
        Jeśli wraca z roboty i wybiera telewizor albo komputer, to sytuacja jest
        zupełnie nienormalna. Ja może nie jestem najlepszym przykładem, bo jestem z
        księżniczką od pięciu lat, a od pół roku jesteśmy małżeństwem. Ale nie
        wyobrażam sobie, żeby po powrocie do domu usiąść do obiadu przed telewizorem, a
        nie z żoną w kuchni. Chyba, że jakiś filmik razem. Albo iść spać do innego
        pokoju - to jakiś absurd. Prawda, czasem trzeba zobaczyć się z kolegą,
        zwłaszcza niewidzianym od dwóch miesięcy, ale mógł chyba wybrać jakiś inny
        termin... Facet najwyraźniej marzy o czymś, kiedy jest z dala od ciebie, a gdy
        to już ma - nie docenia tego i nie zależy mu na tym. I faktycznie - jeśli teraz
        jest jak jest, to nie wróżę raczej, że z biegiem czasu sytuacja zmieni się
        zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Chyba prędzej - w przeciwną stronę. Ale pogadaj
        z nim jeszcze - może on się trochę wstydzi okazywać uczucia, czy jak? Albo ktoś
        mu poradził, że mężczyźnie nie przystoi to czy tamto...
    • h.lii Re: nie radze sobie... 26.01.06, 18:33
      W żadnym wypadku nie wolno siebie obwiniać!
      Jeżeli w czasie kiedy Ty potrzebujesz opieki i pieszczot a Twój mężczyzna nie ma
      sił, czasu Ci tego zapewnić, to nie jest to w porządku. Nie jest jeśli w związku
      nie ma czułości na każdą chwilę bez względu na obowiązki. Czułość i troska na
      telefon i w weekendy nie da Ci prawdziwego obrazu tego jak wygladać może związek
      z tą osobą. Właśnie na tym polega to wspólne " mieszkanie", jak ktos nie potrafi
      tego od razu mimo , że przekonuje że jest gotowy i że tego pragnie, to nie
      będzie tego potrafił. Zwłaszcza, jeżeli nie widzi zadnych swwich niedociągnięć.
      Wychować, albo porzucić jeśli nie potrafi sie opiekować i woli umawiać z
      kolegami w momwncie gdy potrzebuje go jego kobieta.
      Powodzenia Aurelko ;)
    • anna11233 Re: nie radze sobie... 27.01.06, 17:54
      Aurellko,
      miałam podobna sytuację (mam 28 lat). Starałam się być dla niego idealna dziewczyną: zawsze ładna, pachnąca, ubrana, obiad zrobiony, kanapki na wyjazd, piwko rano po imprezie itd. Widywaliśmy sie w weekendy, czasami + pn i wt. I co się okazało? Że on i tak znalazł sobie inną kiedy to ja sie zamartwiałam ze moze on ma problem, ze moze w pracy coś nie tak.. Wszystko sobie potrafiłam wytłumaczyc, oprócz tego ze on mnie tylko potrzebował do zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych. Jak juz sobie to uświadomiłam to nawet źle mi tak bardzo nie było. Pomógł mi tez psycholog - przestalam byc na siłę panną idealną.
      Życzę Ci powodzenia. Uwierz mi, ze nie warto tracić czasu.. Ja dzis mam wspaniałego mezczyznę, który przytula mnie tak często jak tylko jestem w zasiegu jego rąk.

      A znalazłam go w necie (o2.pl). To było 1 spotkanie z netu jakie miałam w zyciu. Wymieniliśmy 2 emaile i się umówiliśmy. I tak juz 2 lata prawie..

      Powodzenia. Walcz o siebie. Nie o niego.
      Ann.
    • ana_em Re: nie radze sobie... 27.01.06, 19:36
      Byłam 2 lata z chłopakiem.Po pewnym czasie zauwazylam ze on bardziej szanuje
      swoich kolegow niz mnie,ze to oni sa na 1 miejscu,nie ja.Walentynki tez spedzil
      ze swoim przyjacielem(ale przyjaciel byl z dziewczyna,)To z nim czasem bywal w
      kinie(mowiac ze ja nie lubie tego typu tematyki),z nim chodzil na kregle(bo on
      był blizej,i mial auto)na pifku oczywiscie widzieli sie codziennie,jesli byly
      jakies wyjazdy-tylko z przyjacielem,sami nie,bo lepiej jak wiecej osob.czułam
      sie jak ta druga,ja nie mialam zdania,nigdy,zawsze przyjaciel..nawet jak
      lezelismy juz,byla pozna godz to przyjaciel przylazil jeszcze na papieroska,a
      konczylo sie na pifku,oczywiscie.Dalam sobie spokoj.
      • aurelia77 Re: nie radze sobie... 28.01.06, 19:55
        no wlasnie to wszystko jest takie jasne jak sie patrzy z zewnatrz, ja tez to
        niby widze. ALe jakos ciezko mi ulozyc sobie to w glowie.
        Kocham go, mieslismy wspolne plany na przyszlosc.
        chyba faktycznie potrzebuje pomocy psychologa...bo juz sobie nie radze, nie
        moge spac, wyobrazam sobie Bog wie co..
    • mezczyzna.prawdziwy Re: nie radze sobie... 28.01.06, 19:58
      Kolejna strona pamietnika niedopchnietej
      • iwanowna Re: nie radze sobie... 30.01.06, 10:39
        na której nie powinien się wypowiadać koleś z serii "prawdziwy mężczyzna"...
        Pewnie mający długi czerwony samochód...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka