_venus
04.12.02, 10:52
Może to głupie czy śmieszne, ale zawsze wyobrażałam sobie, że mój przyszły
mąż będzie stanu wolnego i bez obciążeń z poprzednich związków czyli dzieci.
Ale... jest inaczej, niestety. Mój mężczyzna jest rozwodnikiem. Historia jego
małżeństwa jest dość banalna; licealna miłość, wpadka czyli ciąża, szybki
ślub, dziecko, jeszcze szybszy rozwód. Eks-żona wyjechała za granicę (chyba
na zawsze) i dziecko zostało z nim. Wiedziałam o tym, gdy go poznałam.
Myślałam, że dam radę, ale nie daję. Czasem wydaje mi się, że to ten, gdy
jestem z nim, jest mi dobrze, łapie się na myśli, ze chciałabym być z nim
przez resztę życia. Ale nie potrafię pokochać jego dziecka, dziecka, które ma
z inną kobietą. Jeśli będziemy razem, jego dziecko zawsze będzie z nami.
Kocham mojego mężczyznę, mogę zaakceptować to, że był kiedyś z kimś związany,
ale czy to oznacza, że muszę pokochać jego dziecko? Czy moja miłość jest
niedojrzała, egoistyczna? Chcę być z nim, kocham go, chce mieć z nim nasze
dziecko (może dzieci), ale.... no właśnie.... ale.
Krótko jesteśmy razem. Dziecka jeszcze nie widziałam, nie chcę, on to chyba
wyczuwa, sam mówi, że to może za wcześnie, ale jeśli im dłużej będziemy
razem, tym szybciej musi ten moment nastąpić – a ja się tego boję. Zaczynam
myśleć o wyjściu ostatecznym – zerwaniu, póki jeszcze jest wcześnie, póki
może mniej zaboli. Ale jeśli to jest ten mój mężczyzna? Inny niż sobie
wyobrażałam, zakładałam, ale jeśli to z nim byłabym szczęśliwa?
Venus