to mój facet, ale nie moje dziecko

04.12.02, 10:52
Może to głupie czy śmieszne, ale zawsze wyobrażałam sobie, że mój przyszły
mąż będzie stanu wolnego i bez obciążeń z poprzednich związków czyli dzieci.
Ale... jest inaczej, niestety. Mój mężczyzna jest rozwodnikiem. Historia jego
małżeństwa jest dość banalna; licealna miłość, wpadka czyli ciąża, szybki
ślub, dziecko, jeszcze szybszy rozwód. Eks-żona wyjechała za granicę (chyba
na zawsze) i dziecko zostało z nim. Wiedziałam o tym, gdy go poznałam.
Myślałam, że dam radę, ale nie daję. Czasem wydaje mi się, że to ten, gdy
jestem z nim, jest mi dobrze, łapie się na myśli, ze chciałabym być z nim
przez resztę życia. Ale nie potrafię pokochać jego dziecka, dziecka, które ma
z inną kobietą. Jeśli będziemy razem, jego dziecko zawsze będzie z nami.
Kocham mojego mężczyznę, mogę zaakceptować to, że był kiedyś z kimś związany,
ale czy to oznacza, że muszę pokochać jego dziecko? Czy moja miłość jest
niedojrzała, egoistyczna? Chcę być z nim, kocham go, chce mieć z nim nasze
dziecko (może dzieci), ale.... no właśnie.... ale.
Krótko jesteśmy razem. Dziecka jeszcze nie widziałam, nie chcę, on to chyba
wyczuwa, sam mówi, że to może za wcześnie, ale jeśli im dłużej będziemy
razem, tym szybciej musi ten moment nastąpić – a ja się tego boję. Zaczynam
myśleć o wyjściu ostatecznym – zerwaniu, póki jeszcze jest wcześnie, póki
może mniej zaboli. Ale jeśli to jest ten mój mężczyzna? Inny niż sobie
wyobrażałam, zakładałam, ale jeśli to z nim byłabym szczęśliwa?
Venus
    • Gość: tintin Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.itpp.pl 04.12.02, 10:59
      Eeeee, no nie. Skoro nie widziałas dziecka to jak możesz cokolwiek zakładać.
      Poza tym: skoro nie widziałas a on sie nim na codzien opiekuje, to razej nowa
      znajomość, bo chyba jakbyście byli parę miesięcy to byś zobaczyła, przecież nie
      chowa go w komórce. A skoro nowa, to chyba za wcześnie na plany na resztę
      życia. Poza tym: inaczej z dzieckiem dwu czy pięcioletnim, a inaczej jeśli
      dziecko ma lat powiedzmy 16 i może też się nie godzić na nową mamusię i być
      zbuntowanym nastolatkiem. Jednym słowem za wcześnie na deklarację to raz. A
      dwa, że niedobrze od razu nastawiać się na nie, a trzy że równie dobrze można
      powiedzieć, że nie podoba mi się teściowa, nie polubię jej więc z małżeństwa
      nici. A teściowa nielubiana, nawet jak nie mieszka w jednym domu to potrafi
      dopiero namieszać (chyba że jest z tych uroczych teściowych :).
      No jednym słowem masz chyba problem na wyrost (co to będzie jak wygram milion w
      Totka, wszyscy będą chcieli ode mjnie pożyczyć kasę i co wtedy? Oddadzą, a jak
      nie oddadzą to co robić?
      • Gość: Malwina Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.abo.wanadoo.fr 04.12.02, 11:03
        a serce masz ? a milosc wiesz co to jest ?
        plakac sie chce
        • Gość: carduus Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: proxy / 10.30.1.* 04.12.02, 11:07
          No własnie. Gdzie takich ludzi sieją, ja nie wiem...

          carduus
          zdumiona
    • capa_negra Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 04.12.02, 11:09
      Wybacz, ale chyba naprawde jesteś troche niedojrzała i bardzo młoda .
      Skoro myslisz o rozstaniu zanim "będzie za późno" to chyba nie zalezy ci na tym
      związku i na tym facecie. Jesli zakładasz, że nie zdołasz pokochać, a nawet
      zaakceptować dziecka, którego nie znasz i nie próbujesz poznać to twoje
      gdybanie jest mocno na wyrost.
      Przestań marzyć o "idealnym związku" i zejdź na ziemie - jeśli sie kogos
      naprawdę kocha to sie go bierze z całym dobrodziejstwem inwentarza.
      Wiem o tym napewno - był czas, że sama chciałam sie związać z człowiekiem po
      przejściach z dwójka małych dzieci w tym jedno niepełnosprawne.
      Niestety przyczyny zewnetrzne spowodowały, że nie było mi dane.
      Jestem teraz w innym związku, ale gdybym mogła cofnąc czas...
      Nie chciałam na ciebie naskoczyć, ani sie nad soba rozczulać - chcę jedyni abys
      sie dobrze zastanowiła co jest naprawde dla ciebie w zyciu wazne i dała szanse
      sobie, facetowi, a przede wszystkim dziecku.
      Pozdrawiam
      Powodzenia i mądrych decyzji zyczę
    • lalka74 Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 04.12.02, 11:34
      Ile lat ma to dziecko?
      A miłość chyba powinna polegać na tym, że jesli kochasz faceta to też i jego
      dziecko. jakie to ma znaczenie, że urodziła je inna kobieta - Twój mężczyzna
      jest ojcem tego dziecka i co więcej wychowuje je. Doceń to i jak najszybciej
      postaraj się dziecko poznać. MOże zdarzyć się tak, że zwariujesz na jego
      punkcie i wszystko ułoży się dobrze. A jeśli myślisz poważnie o rozstaniu z
      mężczyzną, którego kochasz tylko dlatego, że on ma dziecko to chyba brakuje Ci
      trochę refleksji, porozmawiaj sama ze sobą i przewartościuj różne sprawy.
      Powodzenia.
    • Gość: pom Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: 1ProxyWebServer:* / 10.14.44.* 04.12.02, 11:45
      Oj... dziewczyno... bo na pewno nie dojrzała i świadoma kobieto!
      Kochasz ale kogo? Wyobrażenie czy prawdziwego człowieka? Ten prawdziwy człowiek
      ma dziecko, które sam wychowuje. I nie myśl, że nie będzie oczekiwał, że mu w
      tym będziesz pomagać. Boi się tego, też mu jest trudno... To, że do tej pory
      nie spotkałaś jego dziecka świadczy o tym, że on sam widzi, że nie może małego
      (małej) narażać na stres "jest ciocia - nie ma cioci". Boi się, że dziecko
      tęskniąc za matczyną opieką za bardzo przywiąże sie do Ciebie i będzie cierpieć
      jeśli uciekniesz od nich.
      Nie ma w życiu tak, że mamy w 100% to czego chcemy. Chcesz kochającego męża bez
      zobowiązań, domek z ogródkiem i oazę wiecznej szcześliwości? Zapomnij. Tu już
      nawet nie chodzi o to, że Twój partner ma dziecko ale o to, że żaden, ale to
      żaden partenr nie da Ci gwarancji, że będzie łatwo.

      I nadal nie rozumiem... kochasz meżczyznę a nie jesteś w stanie pokochać jego
      dziecka, które sam wychowuje?? Zamierzasz udawać, że go nie ma??
      Jeżeli to jest człowiek wartościowy i wart miłości to masz naprawdę baaardzo
      duzo szcześcia. Są wolni mezczyźni, bez dzieci, zobowiązań i innych obciążeń a
      nie warto nawet na nich spojrzeć. A Ty jeszcze narzekasz...!
      • Gość: Malwina Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.abo.wanadoo.fr 04.12.02, 11:49
        cale szczescie ze instnieja ludzie ktorzy sa zdolni pokochac dzieci nie ich z
        przytulkow ! i to nawet chore !
        • capa_negra Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 04.12.02, 11:53
          Masz racje - na szczęście sa tacy ludzie!!!!!!
          Moi znajomi w sierpniu zaadoptowali rodzeństwo 3i5 lat.
          Jestem dla nich pełna podziwu, a dzieci sa poprostu super.
          Pozdrawiam



          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > cale szczescie ze instnieja ludzie ktorzy sa zdolni pokochac dzieci nie ich z
          > przytulkow ! i to nawet chore !
    • eremka Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 04.12.02, 11:54
      Nie powiedzialabym, ze Twoj problem jest glupi, ale ze wymyslony. Powody sa
      takie jak cierpliwie i wyczerpujaco napisal tintin. Jestescie krotko razem,
      chyba za wczesnie na plany matrymonialne! Jednakowoz... jest jedna rzecz w
      Twoim opisie, ktora mnie nie pokoi. Bo juz zakladasz, ze nie chcesz tego
      dziecka znac, ze go nie polubisz (teraz bedzie dygresja: dla mnie nie jest
      jednoznaczne, ze jak kocham faceta, to i jego obce dziecko musze za wszelka
      cena pokochac, musze si natomiast baaaardzo starac, aby je polubic i aby ono
      mnie zaakceptowalo, dlatego ze kocham jego ojca - bo sprawi mu to radosc, a jak
      on bedzie szczesliwy, to i ja tez). Walac prosto z mostu, brak Ci na starcie
      dobrej woli, a to niedobrze rokuje dla Waswzego zwiaqzku, jesli sie taki
      rozwinie, a najgorzej juz dla biednego dziecka.
      pozdrawiam i nie martw sie na zapas
    • matrek Jeśli go kochasz, to go kochaj 04.12.02, 13:02
      Jego dziecka nie musisz - wystarczy, że je naprawdę zaakceptujesz.
    • Gość: filut Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.elmont.com.pl / 10.40.36.* 04.12.02, 13:22
      _venus napisał(a):
      ..... Kocham mojego mężczyznę, mogę zaakceptować to, że był kiedyś z kimś
      związany .........
      Ty oczywiście jesteś dziewicą lub cnotę straciłaś dopiero z tym nowym!?

      .......Czy moja miłość jest niedojrzała, egoistyczna? ........
      JEST, przynajmniej na razie.

      ..............Zaczynam myśleć o wyjściu ostatecznym – zerwaniu, póki jeszcze
      jest wcześnie .......

      ... Ale jeśli to jest ten mój mężczyzna? Inny niż sobie wyobrażałam,
      zakładałam, ale jeśli to z nim byłabym szczęśliwa?......
      Zawsze możesz znaleźć człowieka, z którym MASZ SZANSĘ (jak w TOTO) być jeszcze
      szczęśliwszą.

      W związku z *dzieciatym* partnerem, ZAWSZE w Twojej podświadomości będzie
      istnieć brak akceptacji tego dziecka. Taką masz psychikę (to nie zarzut).
      Będzie to dla Ciebie i dziecka (cudzego!) przyczyną wielu konfliktów. Skutki
      MOGĄ być opłakane dla Ciebie i partnera, ale dla dziecka BĘDĄ FATALNE i
      nieodwracalne. Ty będziesz typową złą MACOCHĄ, z wszystkimi cechami
      opisywanymi w bajkach. Ja takie związki miałem okazję obserwować z bliska!

      Zerwij ten związek. Niekoniecznie natychmiast. W tej chwili nie dojrzałaś do
      niego. Pożyjesz, zmieni Ci się pogląd na życie i jego problemy. Być może
      nadejdzie moment, że SAMA podejmiesz decyzję o związaniu się z *dzieciatym*
      mężczyzną (być może innym) bez pytania innych o radę. To bedzie Twoja decyzja
      o Twoim życiu i tylko Ty będziesz przed sobą odpowiedzialna.

      Taki jest mój pogląd, człowieka, który sporo widział i przeżył przez ....
      (wiele) lat.

      Życzę Ci optymalnej decyzji WŁASNEJ
      Pozdrawiam
      Fil
    • saana Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 04.12.02, 13:23
      no to moja droga, bez tego dziecka nie bedziesz z nim. Idz do jakies poradni
      rodzinnej pogadaj z kims. Oczywiscie jak Ci na facecie zalezy
    • Gość: Magdalenka Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 04.12.02, 14:23
      Hej,
      To co piszesz na temat uczuc i obaw jakie czujesz do
      tego dziecka, jest calkiem zrozumiale. Bo przeciez nie masz
      wlasnych dzieci. Nie jest latwo byc w takiej sytuacji mama
      albo ojcem dla cudzego dziecka dla wlasnych czlowiek czasem nie daje rady
      byc kochajacym rodzicem przez 24 godziny na dobe! A co dopiero dla cudzych
      dzieci, kazda odpowiedzialna osoba czuje moment zwrotny w tej sytuacji, to
      prawda. Ale moze nie starajcie sie wiazac az zbyt szybko, daj czs tej relacji.
      Bo w sumie nie znasz jeszcze dziecka, a moze to byc bardzo mile i dobre dziecko.
      Trudno jednoznacznie cokolwiek ci radzic jak jedynie troche wiecej czasu i
      poznania dziecka z wielu stron. Jak by nie bylo jest to dziecko juz skrzywdzone
      przez jemu najblizsza kobiete - wlasna matke , ktora je porzucila i zapewne
      nikt nie chce tego dziecka skrzywdzic jeszcze raz. Dzieci to duza
      odpowiedzialnosc i dltego lepiej nie spieszyc sie z decyzja.
      M
      • harda_lola Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 04.12.02, 14:29
        Magadlenko, to bardzo mądre, co napisałaś. ale... no właśnie. Jak ktoś wyżej
        zauważył, autorka wątku z góry zakłada - mój mezczyzna - nie moje dziecko. A w
        podtekście - wolałabym, by go nie miał. Każdy ma prawo do własnej decyzji i ma
        prawo mieć wątpliwości. Tylko, że trzeba choć troche dobrej woli.... ciezko sie
        jej doszukać.
    • carmella tez 04.12.02, 14:38
      tez mialam marzenia o wspanialej milosci zakonczonej jeszcze wspanialszym
      slubiem- kosciol, biala suknia, welon itd
      i tez "skonczylam" tak jak ty;-)) Z facetem po przejsciach ;-)))Z byla zona i
      dzieckiem.
      Moze ma to "szczescie", ze dziecko mieszka z mama, ja mimo,ze spotykamy sie juz
      ponad rok, nie poznalam malego :( Chcialabym, ale sie boje. Chcialabym glownie
      dlatego, ze moj facet spedzajac ze mna weekendy nie ma czasu na spotkanie sie z
      dzieckiem. Z drugiej strony jestem wielka i beznadziejna egoistka, bo nie umiem
      zrezygnowac z tych naszych spotkan - w tygodniu duzo pracy
      Ale ja mimo, ze nie znam jeszcze tego dzieciaka juz czuje, ze je kocham. Kocham
      bo to dzicko mojego ukochanego. Mam nadzieje, ze zostane zaakceptowana jako
      nowa towarzyszka zycia jego taty i ze sie wszystko ulozy ;-)))))

      Tobie zycze, zebys pokochala malego i zebyscie stworzyli kochajaca sie
      rodzine!!!!
      • Gość: J.S. Venus IP: proxy / *.hemocleanse.com 04.12.02, 16:21
        Czytam wszystkie odpowiedzi i chcialbym znalezc cos na twoje usprawiedliwienie.
        I wierz mi nie moge. Chyba jestes emocjonalnie niedojrzala (jeszcze)i nie
        kochasz tego czlowieka. Pomylilas swoja milosc z wlasnym egoizmem. Jesli to
        zrozumiesz to rowniez zakceptujesz jego dziecko. Nie potrzebne jest od poczatku
        wielkie uczucie, moze przyjdzie a moze nie, ale twoj mezczyzna na pewno
        oczekuje, tak mysle, na przychylnosc w tej sprawie, pomoc w wychowaniu i co tu
        ukrywac bys byla mama jego i waszych dzieci.
        Mam kolege ktory z zona adoptuja teraz dziecko pomimo posiadania dwoch milych
        uzdolnionych synow. Tyle jest dzieci ktore potrzebuja jesli nie milosci to
        troche uczucia. One nie pochodza tylko z domow dziecka.
        Pozdrawiam,
        J.S.
        • Gość: dodo Re: Venus IP: 209.226.65.* 04.12.02, 16:37
          no i wyglada na to, ze bajki o zlych macochach nie wziely sie tak z niczego...
          a ja znam tyle wspanialych macoch i ojczymow, coz - zawsze sie trafi ktos, kto
          moze leciutko zachwiac wiare w czlowieka.
          • Gość: Magdalenka Re: Venus IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 04.12.02, 17:41
            Gość portalu: dodo napisał(a):

            > no i wyglada na to, ze bajki o zlych macochach nie wziely sie tak z niczego...
            > a ja znam tyle wspanialych macoch i ojczymow, coz - zawsze sie trafi ktos,
            kto
            > moze leciutko zachwiac wiare w czlowieka.
            _----------
            bez przesady dodo, Venus nie jest chodzaca maszyna, ktora da sie zaprogramowac
            na bycie "dobra macocha". Bycie matka dla obcego dziecka to wielka
            odpowiedzialnosc do ktorej, dojrzewa sie powoli! Schowaj swoj idealizm z basni
            Andersena do kieszeni i zastap go trzezwym realizmem. Kazdy normalny i
            odpowiedzialny czlowiek ma wachania przed nieznanym a zwlaszcza taka sytuacja
            jak ta!

            M
          • proo kiedy się serce tłucze .. 04.12.02, 18:16
            Przeczytałam post venus i nie znalazłam w sobie dość siły żeby przeczytać
            następne wpisy a tym bardziej cokolwiek napisać. Wyłączyłam komputer.

            Potem pomyślałam że nie powinnam się bzdyczyć z powodu venus na posty ludzi
            którzy wpisali się w wątku , zresztą prawie każdy nick kojarzył mi się
            z wyższym niż ogólnie posiadany , stopniem wrażliwości. Kliknęłam na
            "pokaż wszystkie " .. Począwszy od drugiego wpisu byłam wzruszona ..
            potem już się popłakałam.

            Komu dziękować że na tym obrzydliwym świecie są Malwiny , carduusy ,
            filuty , J.S-y i Ty dodo kochane. Ech ....

            proo
    • kora3 Czemu tak łatwo być idealnym na forum ??? 04.12.02, 19:34
      Qrczę !!! Ludzie powiedzcie mi, czemu na forum na ogół jest tak,że jak ktoś ma
      jakikolwiek problem to reszta stara się zaraz doszukać co jest w tym czlowieku
      najgorsze i najglupsze (kto nie wierzy odsyłam do wątku Atlantis o byłej
      dziewczynie Jej chłopaka :)

      Dobra, moze na tym forum piszą same takie babki, którec z radością
      zaadoptowałyby 5 -tkę dzieciaków ...Nie wątpię ;) Ale do jasnej anielki
      przestańcie robić z Venus potwora !!! jakiegoś ucieleśnienia złej macochy z
      bajki o Kopciuszku :)))
      Jasne, jest z pewnością niedojrzała do macierzństwa ! Ale w końcu przecież się
      na nie nie decyduje:) Owszem, z tego co napisala zna faceta za krótko, zeby
      mowić o planach matrymonialnych, ale moze zaangażowała się emocjonalnie na
      tyle, ze wybiega myślami bardzo daleko w przyszłość i ZASTANAWIA się nad swoim
      stosunkiem do Jego dziecka...Związek z osobą, która ma dzieci z poprzedniego
      związku nie jest wcale taki prosty. Dzieci też różnie reagują na nową partnerkę
      Ojca , czy parntera Matki, nie jest to tak nieskomplikowane, jak włąsne
      rodzicielstwo, do którego w końcu para "dojrzewa" przez okres ciązy !!!
      Pomyślcie - Venus nie ma swoich dzieci, może jeszcze nie myślała o
      macierzyństwie, a tu możliwe, ze nagle zostanie opiekunką i macochą (nie w
      znaczeniu pejoratywnym:) załóżmy kilkulatka, w dodatku dziecka, które zostało
      praktycznie porzucone przez matkę i z pewnością ten fakt odbił się na Jego
      psychce. Czy w tej sytuacji wszystkie panie, które tu w3ypowiedziały się
      negatywnie o Venus są na 100% pewne, ze z góry WIEDZIAŁYBY, ze podołają
      emocjonalnie takiemu wyzwaniu??? Sorry, ale wątpię ...
      Każdemu łątwo mówić, kiedy sytuacja go nie dotyczy, a nawet jeśli któraś z pań
      ma identyczne doświadczenia, to też o niczym nie przesądza , bo każdy jest inny.
      Venus "przyszła" tu chyba po radę, a nie ocenę swojej postawy moralnej....

      Venusko !!! Moja rada jest taka: nie oczekuj od siebie za wiele na początek.
      Nie staraj się "na siłę" pokochać obrazu niewidzianego jeszcze nawet dziecka
      Twojego faceta, bo inaczej będziesz "złą machochą" z Kopciuszka:) Raczej zachęć
      Twojego parntera, by doprowadził do Waszego wzajemnego poznania się z
      dzieckiem. Najlepiej na neutralnym gruncie. Nie staraj sie zdobyć względów
      dziecka na siłę, przekupując je, czy pozwalając na rzeczy, których zabrania Mu
      ojciec. Nie wchodź na początek w rolę ani "super - cioci", ani surowego
      nadzorcy. Przypatruj się i przysłuchuj , nie staraj sie kierować
      postępowowaniem dziecka, od tego ma pókii co tylko ojca. Bądź natomiast
      życzliwa, nie doszukauj się w Nim wad, a raczej zalet, nie okazuj
      zniecierpliwienia...Jeśli to TEN facet, to sprawa z dzieckiem ułoży się takze
      OK, o ile wykażesz dobrą wolę. I pamiętaj, nie wyrzucaj sobie, ze nie kochasz
      tego dziecka (np. jeszcze) - miłość nie musi wybuchnąć jak płomień zaraz po
      pierwszych spotkaniach. I nie znaczy to,że jesteś zła !!! Z pewnościa
      potzebujesz czasu na oswojenie się z sytuacją i UWAGA !!!! Dziecko też go
      potzrebuje ....
      Pozdrawiam
      Korcia
      • Gość: Magdalenka Re: Czemu tak łatwo być idealnym na forum ??? IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 04.12.02, 19:41
        Brawo, Kora - twoj post swiadczy o tym ,ze jest jeszcze
        ktos na tym forum kto mysli.
        M
        • procesor Czemu tak łatwo być idealnym na forum? OJ NIEŁATWO 04.12.02, 22:23
          Magdalenko - myslący na tym forum to tylko myslący TAK JAK MAGDALENKA?

          NIE myslący jak Magdalenka są głupi be idioci kretyni i co tam jeszcze dobrze
          wychowana Magdalenka wymysli.
          W normalnym świecie tez tak ludziom walisz prosto w oczy po chamsku czy sie
          powstrzymujesz bo liczysz sie z ich opinia?
          • Gość: Magdalenka Re: Jak to przyjemnie miec kilku wrogow;)) IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 04.12.02, 22:37
            procesor napisała:

            > Magdalenko - myslący na tym forum to tylko myslący TAK JAK MAGDALENKA?
            >
            > NIE myslący jak Magdalenka są głupi be idioci kretyni i co tam jeszcze dobrze
            > wychowana Magdalenka wymysli.
            > W normalnym świecie tez tak ludziom walisz prosto w oczy po chamsku czy sie
            > powstrzymujesz bo liczysz sie z ich opinia?
            --------------
            Przynajmniej dalam poznac o sobie i nie mam ochoty podpisywac sie pod cala
            reszta , ktorzy mysla inaczej a ze mnie nie lubicie? To trudno chamy nie lubia
            sie na wzajem!!!
            • procesor Re: Jak to przyjemnie miec kilku wrogow;)) 04.12.02, 23:04
              Ja ci raczej współczuje.
              • Gość: Magdalenka Re: Jak to przyjemnie miec kilku wrogow;)) IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 04.12.02, 23:18
                procesor napisała:

                > Ja ci raczej współczuje.
                ___________
                Alez dziecko to ja tobie wspolczuje!
                Bo przyjaciol miedzy tymi ludzmi to ja NIGDY bym nie chciala szukac:
                "Nienawisc" teo malego internetowego spoleczenstwa ogromnie mnie bawi!;)))
                M
                • procesor Re: Jak to przyjemnie miec kilku wrogow;)) 04.12.02, 23:26
                  Twoja osobowość rysuje się dość wyraziście.
                  Ale osoby wśród których nie chcesz szukać przyjaciół NA PEWNO nie będą ci miały
                  tego za złe.
                  Nienawiść?
                  Szkoda na ciebie takich uczuć.
                  Ale stanowisz miły przypadek do obserwacji.
                  • witch-witch Re: Jak to przyjemnie miec kilku wrogow;)) 04.12.02, 23:30
                    Obserwuj sama siebie bo widac ze siebie do konca jeszcze nie znasz.
                    • procesor Witch - do kogo ten tekst? n/txt 04.12.02, 23:33
                      • witch-witch Re:Do ciebie kretynie! 04.12.02, 23:35
                        • calusna Re:Do ciebie kretynie! 04.12.02, 23:37
                          Procesor? Nie widzisz że nicki się pomyliły???!
                          Nie zdąża się przelogowywać!
                          cha, cha , cha , cha , cha !
                        • procesor Re:Do ciebie kretynie! 04.12.02, 23:40
                          Jesli już to kretynko.
                          Czymże zasłużyłam, sobie na takie uprzejme traktowanie , łaskawa pani?
                          Brak rzeczowych argumentów powoduje przejście do bluzgania i obrażania
                          rozmówców?
                          usmiechnieta złośliwie p.
                          • witch-witch Re:Do ciebie kretynie! 04.12.02, 23:42
                            procesor napisała:

                            > Jesli już to kretynko.
                            > Czymże zasłużyłam, sobie na takie uprzejme traktowanie , łaskawa pani?
                            > Brak rzeczowych argumentów powoduje przejście do bluzgania i obrażania
                            > rozmówców?
                            > usmiechnieta złośliwie p.
                            *********
                            Ty rzeczywiscie masz nie tylko skleroze ale tez schizofrenie.
                            • procesor do witch 04.12.02, 23:44
                              Kapituluję!
                              Rece mi opadaja a wtedy trudno się pisze na klawiaturze - nie trafiam w
                              literki....
                              Schizofrenia? Brzmi obiecująco.
                              Długo się leczysz?
                              • witch-witch Re: do witch 04.12.02, 23:48
                                procesor napisała:

                                > Kapituluję!
                                > Rece mi opadaja a wtedy trudno się pisze na klawiaturze - nie trafiam w
                                > literki....
                                > Schizofrenia? Brzmi obiecująco.
                                > Długo się leczysz?
                                Ha, ha, A widzialas jakas czarownice, ktora lecza ? Czarownice sa zawsze
                                zdrowe...)))
                                • procesor Re: do witch 04.12.02, 23:53
                                  To że ktos UWAŻA się za czarownicę - nie znaczy ż enia jest .
                                  A jesli nie-czarownica uważa sie za czarownicę? To już może byc objaw choroby...
                                  • witch-witch Re: do witch 04.12.02, 23:55
                                    procesor napisała:

                                    > To że ktos UWAŻA się za czarownicę - nie znaczy ż enia jest .
                                    > A jesli nie-czarownica uważa sie za czarownicę? To już może byc objaw
                                    choroby..
                                    > .
                                    -------------
                                    Jak sie tu zaraz wkurwie i cie przeklne to odczujesz to solidnie,cipo!
                                    • calusna Re: do witch 04.12.02, 23:58
                                      Procesor spójrz , z nią jest coraz gorzej. O rany!
                                      Jeszcze będziemy mieć ją na sumieniu!
                                      • witch-witch Re: do witch 05.12.02, 00:00
                                        calusna napisała:

                                        > Procesor spójrz , z nią jest coraz gorzej. O rany!
                                        > Jeszcze będziemy mieć ją na sumieniu!
                                        -----------
                                        calusna ciebie, na sumieniu bedzie mial ten kto cie choroba
                                        weneryczna zarazi przez te calusy..Nie caluj sie tyle.
                                        • procesor Re: do witch 05.12.02, 00:03
                                          Inwencja ci witch siada.
                                          Odkąd to martwisz o innych?!
                                      • procesor Re: do witch 05.12.02, 00:00
                                        Moje sumienie jakos spokojne nie wiem czemu?
                                        A na twarzy mam radosny uśmiech - tego mi było potrzeba!
                                        Czekam na rozwój sytuacji.
                                    • procesor Re: do witch 04.12.02, 23:58
                                      Może jeszcze parę wyznań?
                                      Znakomicie się ciebie czyta.
                                      Dawno nie było tu na forum tak zawziętej osoby.
                                      Czekam z niecierpliwościa.
                                      • witch-witch Re: do witch 05.12.02, 00:03
                                        procesor napisała:

                                        > Może jeszcze parę wyznań?
                                        > Znakomicie się ciebie czyta.
                                        > Dawno nie było tu na forum tak zawziętej osoby.
                                        > Czekam z niecierpliwościa.
                                        *************
                                        A teraz na dobranoc SPIERDALAJ w kraine snow!
                                        Bawilam sie dobrze- widze teraz z jaka cholota mam do czynienia i jak
                                        latwo "widzisz klosek w oku drugiego a klody nie zauwazasz w swoim"
                                        Kultury to zadne z was nie ma.
                                        • procesor Re: do witch 05.12.02, 00:07
                                          witch-witch napisała:
                                          > A teraz na dobranoc SPIERDALAJ w kraine snow!
                                          > Kultury to zadne z was nie ma.

                                          Ładny zestaw w jednej wypowiedzi...
                                          Mnie nie sprowokujesz do wymiany inwektyw - nie używam ich ani w sieci, ani w
                                          realu.
                                          A uśmiech mój coraz szerszy - żeby nie te uszy!...
                                          • carduus Re: do procesor i całusnej 05.12.02, 08:22
                                            To ja znowu (Patrz wątek o przyjaźni damsko damskiej) i znowu o tym samym.
                                            Droga procesor i całuśna: Ja bardzo pięknie proszę, olejcie ją, bo to chore
                                            przecież. W tamtym wątku wyraziłam się dosadniej, ale tu już nie będę zniżać
                                            się do poziomu Witch. Naprawdę wydaje mi się, że najlepszym wyjściem jest
                                            ignorowanie tego biedactwa. Odpowiadanie jej na nic się zdaje. Powtarza tylko w
                                            kółko te inwektywy, które najlepiej określają to co sama sobą reprezentuje.
                                            Szkoda palców i klawiatury.

                                            carduus
      • Gość: Wenus Re: Czemu tak łatwo być idealnym na forum ??? IP: *.lodz.dialog.net.pl 05.12.02, 00:55
        I ja się podpisuję pod tym co napisala Kora i Magdalenka! Mam identyczne zdanie!
        Każdy jest inny i reaguje na pewne sytuacje życiowe inaczej! Niestety, jak ktoś
        odstaje od "reszty" w swoich reakcjach, staje sie tu na forum dla wiekszosci od
        razu odszczepiencem! Co za bzdura! Emocje i uczucia to bardzo delikatna sprawa,
        ktos kto decyduje sie nimi z nami podzielic, obdarza nas jakims rodzajem
        zaufania. Od kiedy pojawilam sie tu na forum zadziwia mnie z jaka latowscia
        przychodzi tutaj ludziom wyczynianie "samosądów" nad kims, kogo w ogole nie
        znaja!!!! Wystarczy, ze jedna "psiapsiólka" sie z czyms nie zgodzi a juz reszta
        kolka wzajemnej adoracji sie wlacza by dokopac rowno komus tylko dlatego, ze
        osmieli sie napisac cos z czym sie ktos nie zgadza. A co ciekawe zauwazam coraz
        czesciej, ze te "persony" oceniajace innych zaczynaja sobie jakby uzurpowac
        prawo do tego, ze sa jakims cholernym guru tutaj czy cos w tym stylu. Czasami
        mi sie chce wymiotowac jak czytam wzajemne kadzenia podczas gdy serca i
        wyrozumialosci dla czyichs zachowan - szczegolnie takich ktore nas draznia -
        ani ciut ciut! I my tu mowimy o tolerancji? Smiechu warte!



        P.S. Magdalenka, zgadzam sie w 100%! Ludzie tutaj zyja chyba jakimis
        romantycznymi ideami, iluzjami, czy Bog wie jeszcze czym a nie realiami.
        Romantyzm jest wskazany, ale nie tam, gdzie trzeba trzezwo oceniac sytuacje.
        Wtedy bowiem iluzje zamulaja rozum i sprowadzaja na manowce.

        pozdrawiam
        • procesor do wenus 05.12.02, 01:05
          Wybacz - forma JEST ważna, nie tylko treść.
          Nie bluzgam na tych co inaczej sądzą.
          Niech wychwalaja swoje wzorce.
          Tylko niech nie obrzucaja innych obelgami.
          Bo wtedy ludzie moga przegapic treść - gdy forma poczuja się dotknięci.

          Malwina tez tu stara stażem a rzuci ciężkim słowem czasem - ale na litość! nie
          CAŁY czas!
          • Gość: Wenus Re: do procesora IP: *.lodz.dialog.net.pl 05.12.02, 01:24
            procesor napisała:

            > Wybacz - forma JEST ważna, nie tylko treść.
            > Nie bluzgam na tych co inaczej sądzą.
            > Niech wychwalaja swoje wzorce.
            > Tylko niech nie obrzucaja innych obelgami.
            > Bo wtedy ludzie moga przegapic treść - gdy forma poczuja się dotknięci.
            >
            > Malwina tez tu stara stażem a rzuci ciężkim słowem czasem - ale na litość!
            nie
            > CAŁY czas!

            Procesorze, Ty mi tez wybacz, ale nie Ciebie i twoja polemike z witch mialam na
            mysli. To byla moja ogolna refleksja dotyczaca tutejszego forum, a raczej co
            poniektorych jego uczestnikow, a jesli dotyczyla tego watku, to raczej do
            momentu kiedy zaczeliscie z witch oboje dyskusje. Moja wypowiedz i odczucia
            dotyczyly wypowiedzi osob, ktore w sposob kulturalny (a jakze!) sie tu
            wypowiedzialy na temat zalozycielki watku Venus, tyle ze totalnie BEZDUSZNIE!
            Nie po raz pierwszy widze, ze nie ocenia sie sytuacji, a ocenia moralnie osobe,
            ktora zaklada watek! A kto komu dal do tego prawo????? Wiekszosc oceniajacych
            sama nadaje sie na porzadna terapie, a stawia sie w roli moralizatorow,
            przewodnikow duchowych jakby pozjadali wszystkie rozumy! Drazni mnie to
            strasznie!

            A co do jakosci polemiki - zgadzam sie z Toba, ja tez nie jestem zwolennikiem
            niecenzuralnych slow. Dawno jednak zauwazylam tez, ze slowa wypowiedziane
            kulturalnie, a bez cienia wyrozumialosci, tolerancji, rania czestokroc bardziej
            niz te tak zwane "dosadne", ktorych czesto po prostu nie bierzemy na serio pod
            uwage.

            pozdrawiam
            • procesor Re: do procesora 05.12.02, 01:35
              Sytuację ocenia się pod kątem włąsnych poglądów.
              Nikt nie jest do końca obiektywny.
              I czy naprawde o obiektywizm tu chodzi?
              Ja tam wole słyszeć subiektywne - ciekawe i każda moze byc inna . czy
              obiektywne nie powinny byc takie same?
              Ale i tak bez obelg.
              • Gość: Wenus Re: do procesora IP: *.lodz.dialog.net.pl 05.12.02, 02:01
                procesor napisała:

                > Sytuację ocenia się pod kątem włąsnych poglądów.
                Nikt nie jest do końca obiektywny.
                > I czy naprawde o obiektywizm tu chodzi?
                > Ja tam wole słyszeć subiektywne - ciekawe i każda moze byc inna . czy
                > obiektywne nie powinny byc takie same?
                > Ale i tak bez obelg.


                Obiektywizm - bezstronnosc, rzeczowosc, postawa badawcza wolna od uprzedzen.

                Subiektywizm - kierowanie sie w dzialaniu oraz ocenie faktow i zjawisk
                wylacznie osobistymi wzgledami, upodobaniami i uprzedzeniami, stronniczosc.

                Dalej jestes zwolennikiem subiektywizmu? Chcialabys byc oceniana wg.
                subiektywnych pobudek?

                Co do obelg - wypowiedzialam sie juz.

                pozdrawiam
        • Gość: Magdalenka Re: Czemu tak łatwo być idealnym na forum ??? IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 05.12.02, 23:30
          Pozdrawiam Cie Venus,
          I wierze ze podejmiesz dobra decyzje..
          w ktorej wszyscy sie znajdziecie "okej".
          M
    • kora3 A'propos powyższej wymiany "poglądów".... 05.12.02, 00:09
      Ludzie !!!! Załamaliście mnie teraz doszczętnie :( To ma być polemika??? Dajcie
      sobie na wstrzymanie, bo zwyczajnie "zaśmiecacie" Venus wątek !!! I opanujcie
      trochę emocje i słownictwo ! Załóżcie wątek "Jak obrzucamy się błotem na
      forum?" i tam piszcie ... A tak nawiasem mówiąc, jeśli ten kto ma inne zdanie
      na jakiś temat to zaraz "wróg" to chyba dobrze,że nie zalegalizowano posiadania
      broni przez wszystkich, bo moglaby się trafić np. Wam :)

      Pozro (mimo wszystko)
      Korcia
      • procesor Re: A'propos powyższej wymiany 'poglądów'.... 05.12.02, 00:12
        Koro - przepraszam !
        Nie mogę sie powstrzymac. Witch i Magdalenka od paru dni szaleją na forum
        obrzucając innych błotem. Ale - wybacz w moich postach nigdzie nie uświadczysz
        wulgaryzmów.
        Ale przyjmuje uwagę i przestaję zaśmiecac wątek.
        pozdr.
        • deissy Re: A'propos powyższej wymiany 'poglądów'.... 05.12.02, 00:14
          Alez usprawiedliwienia;)))jak male dziecko! Ilez ty lat masz P?
          I czy juz skonczyles szkole.
          • procesor Re: A'propos powyższej wymiany 'poglądów'.... 05.12.02, 00:20
            Jesce nie.
            Mama pewnie da mi w pupę jak zaśpię do skoły.

            A tak poważnie to dziecko mnie na pewno obudzi.
            Znikam by nie śmiecić tu nie na temat.
        • kora3 Re: A'propos powyższej wymiany 'poglądów'.... 05.12.02, 00:45
          procesor napisała:

          > Koro - przepraszam !
          > Nie mogę sie powstrzymac. Witch i Magdalenka od paru dni szaleją na forum
          > obrzucając innych błotem. Ale - wybacz w moich postach nigdzie nie
          uświadczysz
          > wulgaryzmów.
          > Ale przyjmuje uwagę i przestaję zaśmiecac wątek.
          > pozdr.

          Nie mowiłam tego do nikogo personalnie Procesorze lub Procesor(ko) !!!!
          Rozumiem emocje, ale....
          Dzięki za wżięcie pod uwagę mojej opinii ...
          Jeden "rozmowca" założył już swój wątek (zgodnie z mą sugestią
          zresztą :) ...nie wiem, czy kieruje swe słowa do mnie, czy nie, ale o ile tak,
          to nawet nie zauwazył (a??), ze w tej "wymianie zdań" nie brałam udziału :)))
          Pozdro
          Korcia
      • Gość: filut Re: A'propos powyższej wymiany 'poglądów'.... IP: *.elmont.com.pl / 10.40.36.* 05.12.02, 11:55
        kora3 napisała:

        > Ludzie !!!! Załamaliście mnie teraz doszczętnie :( To ma być
        polemika??? .....
        > ....... Załóżcie wątek "Jak obrzucamy się błotem na
        > forum?" i tam piszcie ...

        Cześć Korciu,
        Mam identyczny, z Tobą, pogląd na talenty niektórych forumowiczek(ów),
        potrafiących bardzo poważny wątek "zwulgaryzować" niewybrednymi kłótniami,
        nijak łączącymi się z tytułem wątku. Jest tyle przyjemnych sposobów wyżycia
        się, a one wybrały ten najbardziej niesympatyczny. Całe szczęście, że z ekranu
        nie może wychylić się ręka z nożem ew. widelcem. Dopiero by krew się lała.
        PTW stwierdzam, że pierwsze posty nie zawierały żadnych potępień *venuski*.
        Trzeba mieć dużo złej woli aby twierdzić inaczej.
        Pozdrawiam
        Fil
    • Gość: lefkara Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: proxy / 213.25.97.* 05.12.02, 12:19
      Cześć,
      Przeczytałam ten wątek z ogromnym zainteresowaniem, gdyż mie ten temat też
      dotyczy. Wydje mi się, że w tym przypadku komentować powinny tylko osoby będące
      w takich związkach, które znają codzienne odczucia i dylematy z tym związane...
      Oczywiście w najgorszym układzie jest zawsze dziecko - które dorasta w rozbitej
      rodzinie, brak ciepła i prawdziwego domu rodzinnego, ale chciałabym zwrcić
      uwagę także na życie tej bezdzietnej dziewczyny.
      Pierwsza sprawa - takie związki są naprawde bardzo trudne. Wymagają ogromnego
      poświęcenia, zrozumienia i tolerancji od osoby bezdzietnej. Podobnie jak Venus,
      jestem osobą młodą, pełną życia, energii, w weekend, po całym tygodniu ciężkiej
      pracy, mam ochotę gdzieś wyjśc, pobawić się... ale nie można bo dziecko jest w
      domu (?!) Czy to ma oznaczać, że do końca życia skazana jestem na brak życia
      towarzystkiego??? Druga sprawa - choćbyś sie bardzo starała, tak naprawdę
      dziecko będzie uznawało tylko swojego ojca - bo przecież kim ja dla niego
      jestem? Kolejną "ciocioą"? A przecież jak gotuję - to gotuję dla wszystkich,
      sprzątam i piorę dla wszytstkich, rezygnuję z wielu rzeczy - tylko ze względu
      na to dziecko!? Dlaczego???
      Kolejna rzecz, utraciłam poczucie własnej prywatności w domu podczas obecności
      dziecka. Mam ochotę posiedzieć w ciszy - a tutaj włączony TV na maxa, mam
      ochotę poleżeć, popieścić się z ukochanym - a tutaj dziecko. Drażni mnie to,
      gdyż nie mam swoich dzieci i nie przywykłam do hałasu i dziecięcych zachowań.
      Naprawdę, mimo, że sie staram, nie wiem jak mam się zachowywać w niektórych
      sytuacjach i jak się odnależć w tym układzie. Coraz częściej zadaję sobie
      pytanie - kim jestem w tym związku, powiedziec głośno, że mi ię coś nie podoba?
      Jak powinnam zachowywać się w stosunku do tego dziecka? Przecież od
      wychowywania, ma ono matkę i ojca. Oni nadal żyją życiem tego dziecka i ja nic
      w tej kwestii nie zrobię, ale jest mi cholernie przykro... Inna sprawa to ta,
      że ilekroć patrzę na to dziecko - czuję obecność jego matki...
      Bardzo często rozmaiwam z ukochanym na ten temat - i nie wiem dlaczego, ale nie
      uzyskuję Jego zrozumienia. On wychodzi z założenia, że to wszystko jest takie
      normalne i oczywiste! Później słyszę coś na temat, że jestem przewrażliwiona i
      wrogo nastawiona do dziecka... i kłótnia gotowa.
      Z perspektywy czasu, nie sądzę, bym drugi raz zdecydowała się na taki związek.
      Każdy ma jednak swoje życie i sam dokonuje wyboru. Jedyne co mogę poradzić, to
      rozmawiajcie o tym dużo i od samego początku zaznaczaj swoje miejsce w tym
      związku. Trzymaj się!
      I jeszcze jedno - nie mówcie proszę "wiedziałaś co robisz" - życie nie jest
      proste...
      Pozdr
      • Gość: Malwina Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: proxy / *.w.club-internet.fr 05.12.02, 12:33
        :-)))
        i znow umieram ze smiechu
        • proo Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 05.12.02, 13:21
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > :-)))
          > i znow umieram ze smiechu


          Myślę że masz rację , Malwino! Qrczę - gapa ze mnie. :-))
          proo
      • proo Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 05.12.02, 13:03
        Niestety , w Twoim wypadku należy powiedzieć wiedziałaś co robisz!
        Musisz ponieść konsekwencje swojego wyboru bowiem faktu że on jest mężczyzną
        z przeszłością nie da się zmienić. Zawsze już będzie TO dziecko miał.
        Ty natomiast alternatywę masz ciągle. Możesz zaakceptować i pokochać dziecko ,
        traktować je jak własne ( a nie robisz tego) lub odejść.
        Innego wyboru nie masz , nie da się żyć w Waszym układzie przyjmując tylko
        połowę prawdy. On i dziecko to dla Ciebie nierozerwalna całość i albo takiego
        go "weźmiesz" albo zrezygnujesz ze związku. W przeciwnym wypadku stworzysz
        koszmar sobie i IM. Twoje niezadowolenie z obecności dziecka świadczy właśnie
        o braku akceptacji istniejącego stanu. Gdyby to dziecko było Twoje i jego ,
        czy miałabyś dylemat typu "mam ochotę poleżeć , popieścić się z ukochanym
        a tutaj dziecko.." ??? albo " mam ochotę gdzieś wyjść , pobawić się .. ale
        nie można bo dziecko jest w domu"! Pachnie cynizmem i egoizmem.
        A gdyby było Twoim dzieckiem i jego , napisałabyś te słowa?
        Jak sobie radzą pary mające wspólne dzieci?

        Mówisz że życie nie jest proste? Nie jest.
        Dziecka także a przecież ono wyboru nie miało.
        Ty natomiast miałaś i masz nadal.

        pozdrawiam serdecznie życząc głębokiej refleksji
        proo
      • _venus Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 05.12.02, 14:44
        Zakładając ten wątek liczyłam, że wypowiedzą się na nim osoby będące w podobnej
        sytuacji. Dlatego bardzo się cieszę z posta Lefkary. Co do większości
        pozostałych osób (są oczywiście wyjątki np. Kora3), to mam wrażenie, że
        niestety nigdy nie znaleźli się w podobnej sytuacji, a łatwo wydają teoretyczne
        opinie. Łatwo postawić komuś (czyli w tym przypadku: mnie) zarzut, że jak się
        kocha, to z całym "dobrodziejstwem inwentarza". Ale dziecko partnera, które
        zawsze będzie mieszkało/żyło z wami to nie to samo, co rodzice partnera, jego
        znajomi itp. Przykładowo relacje z teściową też mogą być trudne, ale w końcu
        nie trzeba mieszkać z teściową, można ograniczyć z nią kontakty, można
        porozmawiać z nią jak z dorosłą ososbą. W przypadku dziecka sprawa wygląda
        zupełnie inaczej! Plus dochodzi jeszcze odpowiedzialność za jego wychowanie,
        troska by je nie skrzywdzić, ale przy tym nie skrzywdzić psychicznie siebie.
        Łatwo powiedzieć: dobro dziecka dobrem najwyższym - ale co ze mną? Z
        moim "komfortem psychicznym"? Nie zgadzam się, że skoro kocham mojego męzczyżnę
        to automatycznie mam pokochać jego dziecko, bo w przeciwnym razie będzie
        oznaczało to, że wyrodna kobieta ze mnie! Wbrew większościom głosów uważam, że
        moje obawy i rozterki nie świadczą o niedojrzałości, ale o dojrzałości właśnie.
        Decyzja, którą podejmę będzie wiążąca dla mnie, mojego partnera, jego dziecka,
        naszego przyszłego dziecka/dzieci. Tak jak napisała Lefkara, boję się, że
        patrząc na dziecko mojego mężczyzny będę zawsze widziała w nim eks-żonę. Tak,
        ja zanim spotkałam mojego obecnego partnera nie żyłam na pustyni, ale moja
        przeszłość nie jest tak obecna w naszym związku. A jeśli zdecydujemy się z
        partnerem na wspólne dziecko, to czy będę umiała nie wyróżniać żadnego z dzieci?
        Wiele trudnych pytań, wiele rozterek serca....
        Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie posty.
        Venus
      • procesor Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 05.12.02, 14:46
        lefkara napisała:
        Bardzo często rozmaiwam z ukochanym na ten temat - i nie wiem dlaczego, ale nie
        uzyskuję Jego zrozumienia. On wychodzi z założenia, że to wszystko jest takie
        normalne i oczywiste! Później słyszę coś na temat, że jestem przewrażliwiona i
        wrogo nastawiona do dziecka... i kłótnia gotowa.
        Z perspektywy czasu, nie sądzę, bym drugi raz zdecydowała się na taki związek.


        Ciekawe że u mnie tez nie znajdujesz zrozumienia?
        Z tego fragmentu może wyniakać ze już myślisz o zakończeniu tego związku? "nie
        sądzę, bym drugi raz zdecydowała się na taki związek"
        Powiedz mu tylko kiedyś ze chciałabys by jego dziecko umarło - wtedy by wam nie
        przeszkadzało. Jka facet jest normalny to przestaniesz mieć dylemat z
        dzieckiem - wywali cię za drzwi.
        Tylko strach pomysleć co będzie jak on tez z tych skrzywionych !
        Nie, lepiej nie mów.
        Duch Michałka jeszcze krazy.
        On tez przeszkadzał mamusi w życiu z jej kochasiem...
        • Gość: monia76 Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.u.mcnet.pl 05.12.02, 14:55
          no teraz to juz chyba przesadzilas!
          • procesor Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 05.12.02, 15:05
            celowo
            • kora3 Przesadziłaś... 05.12.02, 15:49
              Moze i celowo, ale za to bardzo NIECELNIE !!!!!
              Kora
              • procesor Re: Przesadziłaś... 05.12.02, 19:37
                Po prostu siadła mi na chwilę cierpliwość.
                Nie można tu ostatnio powiedzieć nic "staromodnego" bo zarz ci zarzucą
                kołtuństwo bez mała.

                Ale co można zrobic w takiej sytuacji?
                Albo uda się jej pokochac faceta RAZEM z jego dzieckiem - albo unieszczęśliwi
                kogoś.
                Teraz jest moda by WŁASNE szczęście stawiac na pierwszym miejscu.
                Więc co?
                Tu się nie da nic zrobić poza daniem upustu emocjom autorki postu. Jelsi ma być
                ten facet - to on MA dziecko i już.
                Jeśli nie jest w stanie sie z tym pogodzić - nie ma wyjścia. Musi zrezygnować
                ze swego szcęścia z TYM facetem.
                Albo? Przestać myśleć "nie mogę pokochac tego dziecka". I spróbowac je polubić
                chociaz.
                No właśnie - WŁASNE tez by wam tak samo "przeszkadzało".

                A jakie widzicie inne rozwiązania w tej sytuacji?
              • procesor Re: Przesadziłaś... 05.12.02, 19:47
                Chyba wiem co na moją opinę wpłynęło.
                Tytuł watku.

                MÓJ facet.
                Dziecko nie moje.
                Ten zawłaszczeniowy stosunek. Na pewno nieświadomy ale jakoś źle brzmi.
                Czy autorka po prostu nie jest zazdrosna o to dziecko?

                Ale przepraszam za tamta wypowiedz. Naprawdę przesadziłam.
                Ta sytuacja jest dla mnie dowodem że lepiej od razu poznawac dziecko partnera.
                Od razu zanim bardzo sie zaangażuja sprawdzić jak znosi się taka sytuacje. Na
                zasadzie wspólnej wyprawy gdzieś - ze ZNAJOMĄ tatusia. Nie partnerką jeszcze.
                Może nie miałaby teraz autorka rozterek bo albo dalej by nie poszła w ten
                układ, albo - polubiła dziecko od razu (przeciez może je polubi jak pozna? po
                co się dręczyć na zapas?).
                • kora3 Do Procesorki !!!!:) 06.12.02, 02:22
                  Oj Procesorku !!!! Sorki za zdrobnienie nie bierz tego tak, ze mam Cię za
                  dziecko, broń Boże :) Tak mi się po prostu napisało ...

                  Wcale Cię nie mam za "kołtuna" ani mi to w głowie !!!
                  Po prostu było za ostro, jak dla mnie, za mocne słowa....

                  Masz rację - ja takze uważam, ze decydując się na związek z kimś kto ma już
                  dzieci trzeba tę decyzję głęboko przemyśleć!!! Inna rzecz, ze tu mamy do
                  czynienia z dwoma wątkami w jednym:) Popatrz, Venus bardzo wcześnie, jeśli
                  idzie o staż znajomości zaczęła się zastanawiać (dopiero się zastanawia !!!!)
                  nad swoim ewentualnym stosunkiem, do dziecka partnera. Ale i za to
                  zastanawianie się jej oberwało od "złych macoch" (na razie tylko jak sądzę
                  potencjalnych :)) Lefkara ma tę mniej lub barzdiej przemyślaną decyzję za
                  sobą ...I napisała, zę chyba po raz drugi nie zdecydowałaby się na związek w
                  takim układzie. Cokolwiek o Niej myślisz nie mozesz porównywać Jej do
                  morderców !!! To za mocne po prostu...
                  Poza tym Ona ma prawo czuć się tak jak się czuje !! To Jej doświadczenie i
                  odczucia, jeśli mówi, zę chyba by drugi raz tej decyzji nie podjęła to widać
                  tak to widzi. Ale nic nie pisała o chęci zamordowania pasierba !!!!
                  Czasem wydaje nam się wszystkim,ze miłość załatwi za nas wszystko:) Że
                  problemów nie będzie zadnych, bo kochamy przecieź partnera:)) O tym jak to ma
                  się do codziennego życia może powiedzieć pierwsze lepsze młode małżeństwo z
                  wielkiej miłosci:)))) Problemy są !!! I to w o wiele mniej skomplikowanych
                  związkach niż te o których tu piszemy :)
                  Wszyscy się zfgadzamy, ze w kontaktach z dzieckiem partnera trzeba być
                  delikatnym, życzliwym uważnym ...JASNE !!! Tylko, ze taka Lefkara też tylko
                  człowiekiem jest...A dziecko...też potrafi macosze, czy ojczymowi dać odczuć,
                  że pojawił(a) sie niepotrzebnie w Jego zyciu, ze jest zazdrosne o Ojczyma, też
                  potrafi dokuczyć, jak każdy człowiek zresztą. Ojciec dziecka moze ma
                  podświadome poczucie winy,że nie poświecił życia li tylko wychowywaniu dziecka
                  i ma syndrom "złej macochy" ..W takiej sytuacji nie można dziecku nawet uwagi
                  słusznie zwrócić , bo to już wręcz znecanie się ! I nie mów mi,ze tak nie jest -
                  widziałam to !!! Dzieciak to czasem wykorzystuje i w rezultacie macocha , czy
                  ojczym są zawsze źli, a córeczka czy synek kochani i ideały :) Bywa i tak ...
                  Moze Lefkara czuje się zdegradowana tylko do roli "służącej" - ma uprac,
                  ugotować, posprzątać, ale "wychowywać" już nie, bo przecie obca jest dla
                  dziecka...
                  Wiesz, sama mam WSPANIAŁEGO OJCA (niebiologicznego)w życiu nie powiedziałabym o
                  Nim Ojczym...bo dla mnie tp po prostu Tatuś. Poza tym,ze to niewątpliwie
                  wyjątkowy Człowiek, to byc moze dlatego nie maiałm z Nim nigdy żadnych
                  konfliktów, ze pojawił się w moim życiu, gdy byłam w zasadzie już dorosła...Nie
                  wychowywał mnie, tylko akceptował, ale zważ na to,że miałam już 19 lat i nie
                  czułąm nic pozytywnego do biologicnego ojca, bo go nigdy nie obchodziłam. A
                  więc nie miałam dylematów typowo dziecięcych (bo już był inny wiek :)), a
                  także innych, bo innego Ojca nie miałam. Proste.
                  Ale nie zawsze tak jest i nie zawsze konfliktowa sytuacja to wina "zazdrosnej"
                  machochy, czy ojczyma...

                  A tak całkiem nie na temat, ale a'propos Twojego porównania do zabójców
                  Michałka (niech Ich piekło pochłonie !!!!)
                  Kiedyś słyszałam w jakimś programie, jak o swoim żciu opowiadała samotna Matka
                  dwóch bardzo upośledzonych synków. Matka, nie Macocha...Urodziła dzieci
                  upośledzone, mąż sobie poszedł, a Ona opiekował się Nimi już ponad 15 lat, bo
                  nie chciała oddać Ich do zakładu opiekuńczego. Było to ogrombne poświecenie, bo
                  dzieci te były głeboko upośledzone, nie mówily, nie reagowały prawie.
                  Pod koniec wywiadu ta kobieta powiedziała, zę kocha swe dzieci ponad życie, ale
                  gdyby te 15 lat wcześniej robiono badania prenatalne i gdyby wiedziała wtedy
                  jak bardzo upośledzone bedą Jej dzieci, chybaby sie nie zdecydowała ich
                  urodzić...Sądzisz, zę nie kocha tych dzieciaków i pragnie Ich śmierci ???
                  Ja sądzę, ze nie !!! Ale ...Czasem wydaje nam się, zę nasz decyzja jest słuszna
                  i że podołamy wszystkim trudnościom, ale w życiu przekonujemy się czasem,że
                  sytuacja nas przerasta...Moze tak jest z Lefkarą ???...
                  Ale nie sądzę by kogokolwiek chciała mordować...więc plizzz nie mów tego więcej
                  i nie wspominaj tej strasznej zbrodni w sytuacji nieprzystającej do tamtej ...
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Korcia
    • lustrzanka Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 05.12.02, 16:18
      Venus,
      Trudno mi oceniać Twoją miłość i radzić co kolwiek, ale pamiętaj, że
      dziecko, o którym piszesz jest częścią Pana, którego kochasz.

      Pozdr.
      lu
    • anty Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 05.12.02, 20:10
      powiedz mu szczerze o swoich watpliwosciach i obawach.
      on szuka matki dla swojego dziecka. zone latwiej znalezc.
      nie zaczynaj od klamstwa bo skrzywdzisz was troje.
    • Gość: Kinga Re: to mój facet, ale i ojciec...... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.02, 00:07
      A co bedzie jesli kiedys odkryjesz ze twoj facet ma wady? No wlasnie ma wady
      czy ich na razie nie znasz? A co bedzie jesli kiedys ...... Dlaczego tak
      bardzo tragizujesz z powodu niewinnego dzieciaka? Ze bedziesz musiala sie z
      nim dzielic swoim facetem, czy tez ze masz krotszy stan znajomosci z nim niz
      dziecko? A moze ten dzieciak czeka wlasnie na ciebie abys pojawila sie w jego
      zyciu, a moze brak mu kogos kto bylby dla niego matka? No wlasnie ty nie
      chcesz byc matka dla obcego dziecka, ale zaraz to chyba nie takie obce
      dziecko , to jest czastka twojego faceta... A gdybys ty miala dzieciaka a twoj
      facet nie to tez bys chciala aby zachowywal sie tak jak ty dzisiaj w stosunku
      do tego dzieciaka. Dziecko to obowiazek i jesli nie czujesz sie na silach aby
      przejac wiele obowiazkow wynikajacych z faktu ze bedziesz dla niego matka to
      odejdz juz dzis. Bedziesz go traktowac gorzej niz swoje dziecko???? Wychodzac
      za maz za faceta wyjdziesz rowniez za maz za jego dzieciaka. Bierzerz calosc a
      nie fragment...
      • Gość: lefkara Re: to mój facet, ale i ojciec...... IP: proxy / 213.25.97.* 06.12.02, 08:30
        Bardzo dziekuję za post Kory3 i Venus. Co do reszty, więcej na tym forum się
        nie wypowiem. Myślałam, że forum "Psychologia" służy temu, by sobie wspólnie
        doradzać i pomagać - a nie mieszac kogoś z błotem! Z tego co widzę, najbardziej
        krzyczą osoby, które wypowiadają się w kwestiach, w których kompletnie nie mają
        doświadczenia i co gorsza ich wypowiedziach są pełne nienawiści (a mówią o
        miłości???)!!!? Więc po co to wszystko??? Procesor - to porównanie do mordercy
        to naprawdę było niecelne i to bardzo... szkoda gadać, ręce opadają...
        Pozdrawiam

        PS. Kiedyś był wątek "macocha to ja" - i też po wielu burzach, ktoś stwierdził,
        że absolutnie ten temat nie nadaje się na forum (lepiej kontaktować się na
        priva). Takie odpowiedniki jak Venus, KOra3, czy ja - były zaszczute na amen i
        to przez tych samych "krzykaczy - teoretyków".
        • procesor do lefkary 06.12.02, 12:04
          Już pisałam wyżej - poniosło mnie.

          I jeszcze raz przepraszam!
          W świetle wątku o przyznawania sie do błedów chyba potwierdzam ze da sie to
          robić.

          Wypowiedzi - wszytkie nawet te napastliwe - przedstawiaja czyjś punkt widzenia.
          Ni emusi byc zgodny z naszymi oczekiwaniami.
          Czaem pojawia sie watek - potrzebuję "głasków" - i wtedy ci co ich nie chcą dac
          nie muszą.
          Trzymaj sie lefkaro.
          Kazdy ma swojego mola co go żre.

          I nie myśl o mnie źle.
          Zgoda? :)
          • Gość: lefkara Re: do procesor IP: proxy / 213.25.97.* 06.12.02, 12:19
            Niech bęzie - ale uważaj na przyszłość. Bardzo szybko można się do Ciebie
            zrazić. Nigdy nie wiadomo co człowieka może spotkac w życiu i tak jak napisała
            Koa3 - na wstęie wydaje nam się, że jakoś sobie damy radę, ale później sprawy
            nas przerastają, a my nie już po prostu nie mamy siły... czujesz się jak
            rzucona na głęboką wodę. I nie można mówić, że "wiedziałaś co robisz" - bo
            zarówno Venus jak i ja - nie miałam o tym pojęcia??? Nigdy wcześniej nie byłam
            w talkiej sytuacji - też potrzebujemy czasu, by to zaakceptować, uczyć się żyć
            innym etapem życia. To naprawdę nie jest takie proste, niestety...
            Pozdrawiam
        • Gość: Magadalenka Re:Pyskata Magdalenka... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 06.12.02, 19:23
          Dolacza sie do grupy jest nasz juz troche wiecej :))))
    • zlakobieta Wtroce swoje trzy grosze 06.12.02, 10:32
      Przeczytalam caly watek i chociaz na poczatku nie zamierzalam sie wypowiadac,
      to jednak...

      Nie wiem o co chodzi?!

      Sprawa jest dla mnie prosta:
      Venus poznala faceta. Jest zauroczona, a wiec jak typowa kobieta zastanawia sie
      nad scenariuszem ulozenia sobie z nim zycia (nadmieniam, ze to tylko taka
      wizualizacja oczarowanej kobiety).
      Niezaleznie jak Venus nazywa swoje uczucie do tego mezczyzny, nie jest to
      jeszcze gleboka milosc. Sadze, ze to dopiero poczatkowa faza (byc moze bardzo
      intensywna). Jej slowa o "zerwaniu zanim bedzie za pozno" swiadcza wlasnie o
      takim stadium - o tym, ze cos sie dopiero wykluwa i ona wie, ze musi podjac
      decyzje co dalej. Dlatego w tym miejscu i na tym etapie zarzuty w jej kierunku
      na temat braku uczucia do partnera nie powinny miec miejsca. Uczucie jest ale
      jeszcze w powijakach i moze (jesli uda sie jej odpowiednio poukladac wszystko w
      sercu i glowie) pieknie sie rozwinie z pozytkiem dla niej, dla dziecka i dla
      tego mezczyzny.
      Moim zdaniem jest na tyle dojrzala, ze zdaje sobie sprawe z powagi tej decyzji
      i dlatego szuka pomocy na przyklad na tym forum. Wie, ze zwiazek obciazony
      (przepraszam za slowo) dzieckiem z poprzedniego malzenstwa jest narazony na
      wiele trudnosci. Sa to trudnosci inne - zwiazane z wychowaniem i
      odpowiedzialnoscia za malego czlowieczka. Ktos slusznie wspomnial, ze wiele
      trudnosci maja z takim zadaniem nawet biologiczni rodzice, a co dopiero osoba,
      ktora z zadnym dzieckiem nigdy nie miala do czynienia. Skad ma wiedziec czy
      podola, skoro nie wie dokladnie na czym te trudnosci moga polegac. Szuka
      informacji - danych, ktore pomoga jej podjac wlasciwa decyzje.

      Jak slusznie zauwazyli dodo, J.S., czy Malwina niezwykle latwo jest to dziecko
      unieszczesliwic jezeli nie stanie sie na wysokosci zadania.
      Niestety umowmy sie, ze nie kazdy jest stworzony do roli macochy i jesli ja na
      przyklad wiem albo z duzym prawdopodobienstwem spodziewam sie, ze nie podolam,
      to wole nie ryzykowac, bo stawka jest zbyt duza. Stawka jest dobro i szczescie
      dziecka.
      Chyba nikt nie oczekuje, ze zauroczywszy sie wspanialym facetem, po kilku nawet
      miesiacach zwiazku, kobieta powinna rzucic sie bez zastanowienia w malzenstwo z
      nim i wychowywanie dziecka, bo TAK_POWINNO BYC. Wlasnie stad biora sie "zle
      macochy". To kobiety, ktore za wszelka cene chca miec faceta, a dziecko biora
      jako "dobrodziejstwo inwentarza" i guzik je obchodzi co bedzie i jak podolaja
      zadaniu. Dla nich jedynym zadaniem jest zdobycie faceta, a potem "jakos to
      bedzie" dziecko bedzie tłem i popychadlem, ktorego nie mozna sie pozbyc chociaz
      przeszkadza.
      Jesli nie potrafie zaakceptowac potomstwa, nie pcham sie w zwiazek.
      Oczywiscie sa wspaniale kobiety, ktore od samego poczatku czuja, ze sa do tego
      stworzone i podolaja kazdej trudnosci ale na milosc Boska, nie wszystkie tak
      maja! Jesli nie jestem pewna, to sie zastanawiam i decyzje podejmuje swiadomie
      i odpowiedzialnie!
      Moze sie myle ale przeczytawszy post Venus zobaczylam ja wlasnie taką -
      zagubiona i niezdecydowana, przestraszoną koniecznością podjęcia powaznej
      zyciowej decyzji, ktora wplywa nie tylko na jej wlasne zycie ale kilku innych
      osob. Pewnie, ze jej obawy sa troche na wyrost, bo przeciez jeszcze nawet nie
      widziala pociechy ale niektorzy tak maja, ze boja sie na zapas.
      Moze Venus faktycznie jest za mloda, moze nie dojrzala do takiego zwiazku ale z
      pewnoscia jej post nie swiadczy o jej nieodpowiedzialnosci.

      To tyle, co chcialam napisac.
      Pozdrawiam wszystkich, a Venus zycze podjecia WLASCIWEJ decyzji.
      • naturella DO WSZYSTKICH 06.12.02, 12:33
        Zanim się wypowiem, chciałabym zapytać was, drogie Panie (i Panowie), które się
        tutaj tak prężnie wypowiadałyście, jaką to Venus jest bezduszną babą,
        pozbawioną serca i rozumu... która z was jest z mężczyzną, który ma dziecko?
        Bardzo proszę odpowiedzcie mi (i Venus pewnie też). Czekam na wasze odpowiedzi.
        • Gość: Malwina Re: DO WSZYSTKICH IP: proxy / *.w.club-internet.fr 06.12.02, 12:46
          do tablicy !
          -obecna !
          blizniaczki :-)))

          a po co pytanie to nie wiem
          ???
          zeby udowodnic ze jak sie nie bylo psem to nie mozna go zrozumiec ?
          ze trzeba byc chorym na aides zeby moc buzie otworzyc ?
          ze trzeba byc paralitykiem zeby zrozumiec jego cierpienie ?
          czy to aby ma sens ?

          • calusna Re: DO WSZYSTKICH 06.12.02, 12:55
            Nie czuję się jak na spowiedzi czy przesłuchaniu.
            Muszę zeznawać?
            To nie ja proszę o opinie więc po co Ci taka informacja?
            Nie piszę książek ale je czytam , wolno mi wymieniać spostrzeżenia
            na temat ich treści?
      • joanna_1 Do Dobrej-Złejkobiety 06.12.02, 14:11
        Eh, jak to dobrze, że zawsze można liczyć na ludzi, którzy posiadaja tą
        unikatową wartość analitycznego myślenia. Szkoda, ze tak rzadko pojawiasz sie
        na forum, miałoby ono wymiar prawdziwie psychologicznych rozważań, a tak mamy
        ring emocji i wyimaginowanych wyroków. Eh...
      • Gość: Magdalenka Re:Do zlej kobiety... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 06.12.02, 19:34
        Pani nie jest zla.))) I ja tez chcialam nadmienic....zwiazku z textem:

        "Niestety umowmy sie, ze nie kazdy jest stworzony do roli macochy i jesli ja na
        przyklad wiem albo z duzym prawdopodobienstwem spodziewam sie, ze nie podolam,
        to wole nie ryzykowac, bo stawka jest zbyt duza. Stawka jest dobro i szczescie
        dziecka."
        Zgadzam sie, ale sama Venus tez stawia w ryzyko swoje szczescie, a przeciez ma
        prawo byc szczesliwa. Jej osobiste szczescie tez jest wazne.

        Pzdr.
        M

        • zlakobieta Re:Do Magdalenki i Joanny_1 07.12.02, 21:50
          Gość portalu: Magdalenka napisał(a):

          "...ale sama Venus tez stawia w ryzyko swoje szczescie, a przeciez ma
          > prawo byc szczesliwa. Jej osobiste szczescie tez jest wazne.
          >
          > Pzdr.
          > M

          Jasne, ze tak.
          Jej szczescie tez jest wazne ale jezeli jest na wczesnym etapie zwiazku (sama
          napisala, ze zerwanie teraz bedzie mniej bolesne) i w tym momencie dojdzie do
          wniosku, ze nie potrafi zaakceptowac jego dziecka, to o ile jest wystarczajaco
          silna i odpowiedzialna, zrezygnuje i poczeka na taki, ktory bedzie mogla
          rozwijac bez wewnetrznych rozterek. Nawiasem mowiac watpie czy znalazlaby
          prawdziwe szczescie w ukladzie, w ktorym nie potrafilaby uwolnic sie od
          poczucia winy, ze ktos (dziecko) cierpi z powodu jej egoistycznej decyzji.
          Reasumujac: po pierwsze decyzje musi podjac sama venus, bo tylko ona wie na
          ile wyolbrzymila swoje obawy dla celow uzyskania pomocy w tym watku. Byc moze
          nie sa to mysli, ktore ja przesladuja nieustannie, a tylko cien watpliwosci,
          ktory przyszedl jej do glowy i postanowila go rozwiac fundujac sobie rodzaj
          katharsis na forum.
          Po drugie: dylemat dotyczacy nazwijmy to "konfliktow tragicznych", w ktorych
          stajemy przed wyborem wlasne szczescie i unieszczesliwienie kogo innego oraz
          na odwrot jest problemem odwiecznym i generalnie nauczeni jestesmy, ze wlasne
          szczescie powinnismy stawiac na koncu kolejki. Od dziecka wpajano we mnie
          takie wlasnie zasady. Ostanio modne zrobily sie treningi asertywnosci i
          inne "zdrowe egoizmy", co niewatpliwie wprowadza zamet w glowach ludzi
          wychowanych tak, jak ja.
          Mnie zycie nauczylo, ze niezaleznie od wyznawanych publicznie pogladow, ludzie
          postepuja roznie. Mozna glosic wiele "jedynie poprawnych" zasad, a w momencie,
          kiedy osobiscie stanie sie przed wyborem okazuje sie, ze mocni jestesmy tylko
          w slowach, a rezygnacja z wlasnego szczescia, czy nawet korzysci okazuje sie
          ponad nasze sily.

          To tyle.
          Pozdrawiam i dziekuje za mile slowa :)
    • Gość: lefkara Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: proxy / 213.25.97.* 06.12.02, 13:01
      Skończmy ten wątek, bo dyskusja idzie w złym kierunku. Powiedziałyśmy sobie to
      co miałyśmy do powiedzenia, z mniejszym lub większym efektem.
      Radzę wszystkim dziewczynom chcącym ponownie poruszyc tę sprawę na forum, aby
      sie dobrze nad tym zastanowiły, gdyż z tego co widzę - nie ma to najmniejszego
      sensu :-(
      I tak na marginesie, w tym przypadku nazwa forum "Psychologia" - to jakieś
      nieporozumienie.
      Pozdrawiam
      • Gość: Malwina Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.abo.wanadoo.fr 06.12.02, 13:05
        yes general !
        • naturella Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 06.12.02, 13:19
          Czyli odwrót? No... nie dziwię się. Tyle, że wątek powinna zakończyć autorka.
          Malwino, akurat w tym przypadku trzeba być psem, żeby zrozumieć psa. I trzeba
          czytać książki, żeby wypowiadać się na temat ich treści. Trzeba być w sytuacji,
          gdy się akceptuje cudze dziecko, żeby móc mówić, czy to trudne czy łatwe. I
          zanim się kogoś oceni, oskarży o bezduszność, niedojrzałość i egoizm, tzreba
          wiedzieć, jakie problemy przysparza bycie z kimś, kto ma dziecko. Z czym to się
          wiąże. Jakie są plusy, a jakie minusy. Ile trudu wymaga zaakceptowanie
          sytaucji, że on kocha kogoś tak samo jak nas. Że wymaga od nas próby pokochania
          również. Że nie ma się go na wyłączność. Jak trudno jest trafić do dziecka,
          nierzadko po przejściach i z zakodowanymi w główce pewnikami. Ech... nie będę
          więcej pisać, bo na pewno jest tak, jak myślałam. Większość dziewczyn nie ma
          pojęcia, umawiając się na romantyczne randki, czy też patrząc na swoje
          rozkoszne dzieciaczki, co znaczy uśmiechać się, gdy dziecko twojego faceta
          niemożliwie rozrabia, sprawdzając twoją wytrzymałość... Ja to wiem, więc
          wstrzymuję się przed ocenianiem ludzi, którzy mają takie dylematy jak Venus.
          No nic, pozdrawiam. Miłego dnia.
          • Gość: filut Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.elmont.com.pl / 10.40.36.* 06.12.02, 13:36
            naturella napisała:
            ........ niedojrzałość .........
            To słowo nie musi mieć pejoratywnego zabarwienia. Ja np. użyłem je w
            znaczeniu: osoba niedojrzała to taka, która JESZCZE zbyt mało przeżyła aby
            mieć zdecydowany pogląd na konkretny temat. Pożyje - dojrzeje.
            Pozdrawiam
            Fil
            • naturella Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 06.12.02, 13:44
              Ok, rozumiem. Ale do Venus przekonuje mnie to, że w ogóle ma takie dylematy.
              Mogłaby równie dobrze stwierdzić "co mi tam, wchodzę w to" - nie bacząc, że
              może kogoś zranić.
              • Gość: filut Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.elmont.com.pl / 10.40.36.* 06.12.02, 14:00
                naturella napisała:

                > Ok, rozumiem. Ale do Venus przekonuje mnie to, że w ogóle ma takie dylematy.
                > Mogłaby równie dobrze stwierdzić "co mi tam, wchodzę w to" - nie bacząc, że
                > może kogoś zranić.

                Wg mnie Venus jest ODPOWIEDZIALNĄ osobą, ale JESZCZE niedojrzałą do
                podejmowania wszytkich decyzji determinujących jej przyszłe życie. Lepiej
                jednak, że się waha niż żeby ładowała się na oślep w sytuację, która mogła by
                ją przerosnąć.
                Pozdrawiam i spadam z wątku
                Fil
              • Gość: lefkara Re: do naturelli IP: proxy / 213.25.97.* 06.12.02, 14:13
                Naturello,
                Rozumiem Ciebie doskonale, gdyż jak zaznaczyłam w pierwszym moim poście - żyję
                w takim związku i przeżywam dokładnie to co opisałaś. To jest bardzo łatwo
                powiedzieć "zaakceptować faceta z całym jego inwentarzem" - osobie, która
                patrzy na to z boku i nigdy nie była w takiej sytuacji. Doskonale znasz te
                codzienne dylematy, uczucie bycia spychaną na dalszy front - to nie jest
                miłe... Jestem ciekawa, czy któraś z osób krytykujących Venus, czy mnie,
                podołałaby temu wyzwaniu? Z ich bojowym nastawieniem - wątpię.
                Wątek chciałam zakończyc dlatego, że na tak zadany temat - i tyle odpowiedzi -
                wypowiedziało sie może z 5 osób (?!), które żyją tak jak my.
                Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, życzę wytwałości :-)
                Trzymaj się!
                • Gość: carduus Re: do naturelli IP: proxy / 10.30.1.* 06.12.02, 14:36
                  Poczułam się wywołana do tablicy tymi oskarżeniami, że rzucamy wyroki, nie
                  będąc w podobnej sytuacji. I spieszę wytłumaczyć, że nie dziwią mnie obawy
                  venus, jak ułożą się relacje pomiędzy nią i dzieckiem. Wiem, że to trudne i
                  skomplikowane, że wymaga wiele delikatności, wrażliwości i wiem, że venus może
                  nie czuć się na siłach być dla tego dziecka drugą mamą, czy macochą. I nie to
                  mnie dziwi. Bo sama pewnie miałabym podobne obawy.
                  Dziwi mnie jednak niepomiernie zdecydowane twierdzenie, że ona nie pokocha tego
                  dziecka. No ludzie! Dorosła kobieta (no chyba nastolatki nie maja takich
                  problemów?) nie widząc dziecka na oczy wygaduje takie bzdury?! Gdyby miała 14
                  można by to złożyć na karb niedojrzałości i egzaltacji, ale jeśli takie
                  deklaracje wygłasza kobieta, którą można podejrzewać przyanjmniej o
                  pełnoletność, to chyba oznaka braku zdrowego rozsądku? Przynajmniej dla mnie. I
                  tylko i wyłącznie tego dotyczył mój wpis. Fakt, że wyraziłam się niezbyt jasno,
                  ale do głowy by mi nie przyszło, że ktokolwiek, kto mózgu od czasu do czasu
                  używa, może to odebrać jako potępianie venus za to, że ma obawy!!!
                  I jeszcze jedno pozwolę sobie zauważyć: nikt, kto w opinii niektórych
                  "potępiał" venus nie napisał, że to sytuacja łatwa i naturalna, więc takie
                  obawy są idiotyczne. Zarzucanie nam takiego podejścia jest niesprawiedliwe, ale
                  przede wszystkim zupełnie chybione.

                  carduus
      • Gość: Wenus Tak to juz jest......... IP: *.lodz.dialog.net.pl 06.12.02, 14:53
        Gość portalu: lefkara napisał(a):


        > Radzę wszystkim dziewczynom chcącym ponownie poruszyc tę sprawę na forum, aby
        > sie dobrze nad tym zastanowiły, gdyż z tego co widzę - nie ma to
        najmniejszego sensu :-(
        > I tak na marginesie, w tym przypadku nazwa forum "Psychologia" - to jakieś
        > nieporozumienie.
        > Pozdrawiam

        Forum jest nazwane calkiem dobrze, droga lefkaro, bo i sprawy tu poruszane
        dotycza spraw, ktorymi z natury psychologia sie zajmuje. Problem tylko w tym,
        ze nie ma tu (tak jak na innych forach) specjalisty (jednego lub kilku) ktorzy
        nadzoruja w jakis sposob dyskusje i sa w stanie odpowiedziec na szczegolnie
        trudne i zawile przypadki. Totez funkcje ta niestety przejeli inni forumowicze.
        Czesto jednak sami maja nieprzepracowane problemy, a probuja innym dytkowac co
        dobre, a co zle, co wlasciwe, a co nie. I tu tak naprawde jest pies pogrzebany.
        Osoba nowa wchodzaca na forum psychologia i zakladajaca watek oczekuje, ze
        spotka sie ze zrozumieniem i wsparciem, ale czesto czuje sie rozgoryczona
        odpowiedzia na swoj watek i bezdusznym potraktowaniem przez innych i.......
        niestety chyba inaczej tu juz nie bedzie. Ludzie sa tylko ludzmi. Kazdy ma w
        sumie prawo do wypowiedzenia sie. Tu nie ma psychologa ani psychoterapeuty,
        ktory ze zrozumieniem podejdzie do tematu, wesprze i w delikatny sposob stworzy
        nam warunki do podjecia decyzji. Wiekszosc osob ma tutaj wieksze badz mniejsze
        problemy ze soba samym, wiec ocenia to ze swego punktu widzenia - czesto bardzo
        subiektywnego, wiec i krzywdzacego czesto, bo nie potrafia spojrzec na sprawe
        obiektywnie (wlasnie dlatego, ze ma wieksze badz mniejesze problemy ze soba i
        je projektuje na glownego bohatera w danym watku). Regula sie juz tutaj stalo,
        ze tylko nieliczne osoby potrafia podejsc do problemu ze zrozumieniem i czesto
        osoba zakladajaca watek swietnie wyczuwa jakie to osoby (w tym watku kora3).
        Niestety tak to wyglada - trudno oczekiwac tu od ludzi zrozumienia i
        wyrozumialosci godnej psychoterapeuty, bo sie jej tu nie znajdzie i czesto
        faktycznie lepiej udac sie do dobrego przyjaciela w realu lub dobrego terapeuty
        chocby na jednorazowa wizyte zamiast sie stresowac wchodzeniem na forum by sie
        jeszcze bardziej wydolowac. Forum jak to forum - istnieje po to, zeby kazdy sie
        mogl wypowiedziec. Tylko od stopnia swiadomosci (doswiadczenie) komentujacych
        zalezy, jak podejda do czyjejs sytuacji i w jaki sposob wyraza swoje
        przekonania. I tylko nieliczne osoby tutaj wg. moich obserwacji, wykazuja sie
        na tyle duza wrazliwoscia na sprawy drugiego czlowieka, zeby opinie jakie
        wydaja, innego nie ranily. A jest to szalenie wazne, bo emocje i uczucia to
        bodaj najbardziej krucha i deliktatna materia, z czego czesto osoby
        wypowiadajace sie tutaj kompletnie nie zdaja sobie sprawy...... no, ale tak jak
        powiedzialam - nad forum nie czuwa zaden psycholog, wiec nalezy sie spodziewac
        wchodzac tutaj, ze z takimi postawami jakie przezntuje wiekszosc komentujacych -
        sie zetkniemy.

        pozdrawiam
        • Gość: Magdalemka Re: Tak to juz jest......... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 06.12.02, 19:51
          Przeczytalam twoj list i zgadzam sie z taba w calkowicie,
          to forum nie jest miejscem do poruszania wrazliwych prywatnych spraw,
          niestety... wchadzactu trzeba byc ubranym " skore niedzwiedzia"
          co sie mija kompletnie z celem forum Psychologia , jak i na innych forach
          jest duzo "kulturalnego cynizmu" i pogardy dla ludzi myslacych troche inaczej
          niz cala inna spolecznosc malomiasteczkowa.

          Mam nadzieje, ze jednak wszystko Ci sie w zyciu jak najlepiej ulozy.
          Trzymam kciuki.;))))
          I pozdrawiam Przedswiatecznie;))
          M
    • Gość: moi Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: 213.25.85.* 06.12.02, 13:49
      Ciekawe czy w druga stronę problem jest podobny. Mój facet jest ze mną i moim
      dzieckiem...Przed nim było ilus tam, ale wiem jedno - nigdy nie związłabym się
      z kimś kto nie akceptowałby mojego dziecka
    • melanie Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 07.12.02, 19:39
      Nie powinnas sie wiazac z tym czlowiekiem, jezeli nie jestes w stanie
      zaakceptowac jego dziecka. Nie mowie tego z troski o ciebie, lecz wlasnie o
      dziecko.
      Swoja droga, nie moge pojac tego, ze kocha sie czlowieka, a nie akceptuje sie
      jego dziecka, ktore jest przeciez pokrzywdzone przez los juz na poczatku zycia,
      bo matki brak,rodzina rozbita itd. Pomysl, co przezywa to biedne dziecko, a
      jeszcze ma sie nim zaopiekowac ktos, kto go nie akceptuje. Lepiej rozejrzyj sie
      za facetami bez zobowiazan.
    • Gość: magba Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: webcacheP* / 62.29.219.* 07.12.02, 20:14
      Drogie Panie, Drodzy Panowie.
      Nie bede oryginalna, piszac, ze zabrelisci troche w kozi rog. Przede wszystkim
      nie powinny sie tu autorytatywnie wypowiadac osoby, ktore nie sa w podobnej
      sytuacji. To nic, ze macie swoje dzieci, to nic, ze zycie Was ciezko
      doswiadczylo. Nie bedac w takiej sytuacji, nie jestescie tego w stanie
      zrozumiec. I juz!!! W calej swojej zacieklosci i nie bierzecie pod uwage
      jednej, baaaardzo waznej rzeczy. Jesli macie dzieci (bo chyba, jak sie
      domyslam, najbardziej zacietrzewione sa wlasnie te osoby), to oswajaliscie sie
      zmysla o ich posiadaniu co najmniej przez 9 miesiecy ciazy, potem dorastaliscie
      razem z nimi i razem z nimi uczyliscie sie wszystkiego od poczatku. Kobiety w
      takiej sytuacji jak autorka watku, lefkara, czy naturella (oraz moja skromna
      osoba) "wpadaja" w te sytuacje nagle. Dziecko juz "swoj rozum ma", jest
      czesciowo uksztaltowane, ma swoje przyzwyczajenia i nawyki. I my tez nie mamy
      po 10 lat, cos sobie wyobrazamy, czujemy, przezywamy, a nie wszystko jestesmy
      sobie w stanie wyobrazic i przewidziec.
      Od 1,5 roku mieszkam z tatusiem 9-cioletniej dziewczynki. Znalam ja, zanim
      cokolwiek zaczelo mnie laczyc z jej ojcem. Bylo milutko. Pozniej
      przeprowadzilam sie do niego. Nadal bylo milutko (Mala jest u nas 3-4 dni w
      tygodniu, pozostale dni spedza u swojej mamy). A pozniej (po 7 miesiacach od
      przeprowadzki) pojechalismy na ferie zimowe, na narty. I to byl koszmar! Mala
      ciagle grymasila, wszystko bylo nie tak (nie bede Was zanudzac szczegolami) Po
      tym wyjezdzie sielanka zmienila sie w horrorek, ktory trwal nastepne pare
      miesiecy, i w trakcie ktorego dowiedzialam sie, (od tatusia), ze mnie jego
      dziecko przeszkadza, ze ja sie niepotzrebnie wtracam, ze jestem zbyt wymagajaca
      itd. itp. Duzo czasu zajelo mi, zeby odbudowac wiez miedzy mala a mna (bo z
      tatusiem sobie jakos poradzilam ;)) ale nasze stosunki wrocily juz do normy, a
      moze nawet sa teraz lepsze. Ale caly czas mam dylematy, watpliwosci, co jakis
      czas slysze komentarze na temat tego, ze cos robie nie tak.

      Dlatego wszystkie Panie, ktore zamierzaja wpakowac sie w taki zwiazek powinny
      baaaardzo dobrze zastanowic sie, czy podolaja i czy kochaja faceta na tyle
      mocno, zeby to wytrzymac. A wszyscy Ci, ktorzy pisza, ze przeciez ludzie
      adoptuja dzieci, powinni przypomniec sobie, ze Ci, ktorzy adoptuja, to bardzo
      chca miec dzieci, a autorka tego watku niekoniecznie w tym momencie.
      Oczywiscie, ze mozna pokochac nie swoje dziecko. Tylko wymaga to bardzo duzo
      samozaparcia, dobrej woli, powstrzymywania swoich emocji, wyrzeczen i kosztuje
      duzo lez.

      Wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiam. Dziwczynom w podobnej sytuacji zycze
      wytrawlosci i powodzenia a wszystkim innym - wyrozumialosci i szerszego
      spojrzenia
      M
      • Gość: Malwina Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: proxy / *.w.club-internet.fr 07.12.02, 20:49
        etam
        horrorek i kaprysy to na codzien widze i u klasycznych rodzin...I co ? i nic.

        M.
        (ja chyba nie moge zrozumiec jednego : jak mozna nie kochac WSZYSTKICH dzieci -
        a juz nie mowie o skrzywdzonych :-( Byc skapym w uczucia ...?
        gdyby mi dali to bym te wszystkie nieszczescia zaadoptowala - no, nic kazdy ma
        swojego fizia )
      • melanie Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 07.12.02, 21:44
        Dlaczego uwazasz, ze powinni wypowiadac sie tylko osoby po waszej stronie
        problemu. Pozwolcie wypowiedziec sie rowniez dzieciom, skrzywdzonym przez
        macochy oraz ojczymow, albo komus, kto zna wlasnie ich cierpienia. Znam to, bo
        moja corka jest tego przykladem. Rozwiodlam sie z mezem, kiedy mala miala 9
        lat, ale zawsze zalezalo mi na tym, aby dziecko mialo kontakt z ojcem. Ozenil
        sie z kobieta, ktora tez nie miala dzieci, kiedy corka skonczyla siodma klase
        podstawowki, i nagle bardzo zapragneli, zeby dziecko przeprowadzilo sie do
        nich. Mnie o tym nie powiadomiono.Dziecko stesknione pojechalo do nich na
        wakacje. Pod koniec sierpnia dostalam od corki list, ze ona zostaje u tatusia,
        i tam skonczy szkole. Bylam zalamana, kiedy przyjechala z ojcem po rzeczy,
        ublagalam ja, zeby zostala ze mna jeszcze rok, bo uczyla sie bardzo dobrze, i
        nie chcialam , zeby zmieniala szkoly w ostatniej klasie podstawowki. Posluchala
        mnie, pod warunkiem, ze do szkoly sredniej pojedzie do ojca. Wiedzialam
        odrazu, ze chodzi im glownie o alimenty, ale nie chcialam tego mowic.
        Po skonczeniu szkoly ze swiadectwem z czeronym paskiem i wygraniu kilku
        wojewodzkich olimpiad, miala prawo isc do wybranej szkoly na terenie calego
        kraju, wiec pojechala do ojca, dostala sie do renomowanej szkoly, i zaczela sie
        gehenna. Wszystkie bajki o zlych macochach to prawda niestety. Nie wiem,
        dlaczego tak nienawidzila mojej corki, wyzywala ja od kurew itd, rowniez mnie,
        mimo, ze nie znam jej, widzialam raz w zyciu, dodam, ze to ja odeszlam od meza,
        wiec nie bylo tu jakichs zaszlosci, ona poznala go wtedy, kiedy juz byl wolny.
        Nie moge zrozumiec, jak kobieta moze miec tak zle serce, robila jej duzo
        krzywdy. Dziecko uciekalo z domu, tygodniami mieszkala u kolezanek swoich, lub
        moich (dodam, ze to ja wyjechalam po rozwodzie daleko do innego miasta, wiec
        maz zostal w naszym mieszkaniu, tak ze dziecko mialo duzo znajomych, ktorzy
        znali jej sytuacje). Tatus wina obarczal corke, mowiac, ze zona jest nerwowa,
        wiec musi byc we wszystkim posluszna. Corka miala 15 lat, wiadomo, jak trudny
        jest to wiek. Ja o niczym nie wiedzialam, bo corka nie chciala mi wszystkiego
        mowic przez telefon. Dowiedzialam sie pozniej, pewnego grudniowego poranku o 4
        nad ranem, kiedy ktos pukal do drzwi. Pod drzwiami stalo dziecko w samym
        sweterku, zmarzniete i zaplakane,okazalo sie, ze jak ojciec poszedl do pracy na
        nocna zmiane, ona ja wypchala za drzwi. O polnocy, bez grosza, w samym swetrze,
        w mroz ona szla przez duze miasto na dworzec, wsiadla do pociagu, caly czas
        plakala, konduktor sie zlitowal, powiedziala mu,ze nie ma pieniedzy, potem
        miala przesiadke, na dworcu jakis litosciwy czlowiek kupil jej bulke i kakao.
        Ona pamieta te bulke i kakao i bedzie to pamietala cale zycie. Powiem tylko, ze
        juz tam nie wrocila. Bardzo trudne bylo przeniesienie w polowie roku do innej
        szkoly sredniej, ale udalo sie tylko dlatego, ze miala super swiadectwo z
        podstawowki. Jest juz dorosla. Skonczyla studia magisterskie i podyplomowe,
        caly czas majac kontakt z ojcem telefoniczny (bo macocha nie pozwala jej go
        odwiedzac). We wrzesniu brala slub. Bardzo pragnela, zeby tata byl na weselu.
        Wyslala zaproszenie, ale wylacznie dla ojca. Zadzwonila, zeby potwierdzic jego
        przyjazd. macocha odebrala telefon, i coz? Kiedy poprosila o ojca, to
        uslyszala: chodz, twoja dziwka dzwoni! Domyslam sie, jakie pieklo przezyl, ale
        przyjechal. Byl bardzo dumny, ze ma tak piekna i madra corke, ze wszyscy tak
        milo go przyjeli. I wiecie co? Podziekowal mojemu mezowi: "dziekuje ci, ze
        byles dobry dla mojej corki". To trwalo tylko 4 miesiace, ta jej przygoda z
        macocha. Moje dziecko mialo swiadomosc, ze to byla jej decyzja, ze nikt jej z
        domu nie wygonil, ze ma gdzie wrocic, a mimo to, do dzisiaj ma ten problem w
        sobie, nie moze sie wyzwolic z tego poczucia krzywdy. Coz mozna powiedziec o
        dzieciach, ktorzy nie maja matki lub ojca, sa zdani wylacznie na macoche lub
        ojczyma, kiedy to trwa lata, kiedy nie ma oparcia w ojcu lub matce, ktorzy
        pozwalaja swoim nowym partnerom krzywdzic dzieci. Dlatego uwazam, ze ktos, kto
        chce zwiazac sie z czlowiekiem, ktory ma dzieci, powinien przede wszystkim miec
        swiadomosc, ze jest to bardzo trudne. W przypadku venus jeszcze raz radze
        rozejrzec sie za wolnym bez zobowiazan. Pozdrawiam
      • procesor Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 07.12.02, 22:26
        magba napisała:
        Drogie Panie, Drodzy Panowie.
        Nie bede oryginalna, piszac, ze zabrelisci troche w kozi rog. Przede wszystkim
        nie powinny sie tu autorytatywnie wypowiadac osoby, ktore nie sa w podobnej
        sytuacji. To nic, ze macie swoje dzieci, to nic, ze zycie Was ciezko
        doswiadczylo. Nie bedac w takiej sytuacji, nie jestescie tego w stanie
        zrozumiec. I juz!!! W calej swojej zacieklosci i nie bierzecie pod uwage
        jednej, baaaardzo waznej rzeczy. Jesli macie dzieci (bo chyba, jak sie
        domyslam, najbardziej zacietrzewione sa wlasnie te osoby), to oswajaliscie sie
        zmysla o ich posiadaniu co najmniej przez 9 miesiecy ciazy, potem dorastaliscie
        razem z nimi i razem z nimi uczyliscie sie wszystkiego od poczatku. Kobiety w
        takiej sytuacji jak autorka watku, lefkara, czy naturella (oraz moja skromna
        osoba) "wpadaja" w te sytuacje nagle. Dziecko juz "swoj rozum ma", jest
        czesciowo uksztaltowane, ma swoje przyzwyczajenia i nawyki. I my tez nie mamy
        po 10 lat, cos sobie wyobrazamy, czujemy, przezywamy, a nie wszystko jestesmy
        sobie w stanie wyobrazic i przewidziec.
        *******************

        Przeczytałam całość.
        I jedna myśl cały czas dzwoni w mojej głowie - co byś pisała gdybyś była mama 9-
        letniej córki, rozwiedziona, poznała nowego partnera - i?
        No właśnie.
        I co?
        Miałabyś pewnie do niego pretensje że nie jest taki albo inny że za dużo wymaga
        od TWOJEGO dziecka. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
        Poczytaj na forum dziecko ż ete 9 miesięcy ciąży niektórym nic nie daje. Że
        rodzą dziecko - i jest dla nich jak istota z innej planety.
        To raczej zalezy od psychiki danej osoby. Nie od tego czy dziecko jest z jej
        brzucha czy nie.

        A co do możliwości wypowiadania sie przez tych co tego nie przeżyli.
        Tak to juz jest ż ejedni musza przeżyć - inni maja dar wyobraźni. I potrafia
        się wczuć w sytuację.
        Czy myślisz ze psycholog czy psychoterapeta MUSI PRZEŻYĆ wszystkei sytuacje by
        pomóc pacjentowi? Ćpac, chlac, prostytuować się, bic żone, dawać sie bić???
        Przeciez wiesz że nie.

        I jeszcze jedno.
        Własne dziecko tez potrafi dac w kość. Potrafi się buntowac, nie słuchac,
        uciekać, pyskować marudzić na wyjeździe. To ostatnie zwłaszcza :))
        Nie miej złudzeń ze gdybys ją urodziłą życie byłoby sielanką.
        Pewnie stad wypowiedzi tych co maja własne dzieci.
        Samo życie.
        • Gość: magba Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: webcacheP* / 62.29.218.* 07.12.02, 23:42
          OK, oddaje honor mamusiu ;). Masz racje, oczywiscie. (szczegolnie przemowil do
          mnie argument o dziecku w druga strone) ale... to nie jest latwe. Wlasne
          dziecko mozesz wychowywac, jesli cos jest nie tak, mozesz miec pretensje do
          samej siebie. Z dzieckiem partnera juz tak dobrze nie ma. Musisz uwazac na
          kazde slowo, kazdy gest, zeby go do siebie nie zrazic, zeby nie zepsuc tego, co
          udalo Ci sie mozolna praca zdobyc.
          Poza tym draznia mnie wypowiedzi typu, "wszystkie dzieci sa nasze, wszystkie
          dzieci kochamy". W przypadkach tu opisywanych to jest starsznie skomplikowana
          sytuacja, i kazdy, kto ma odrobine wyobrazni, jest w stanie to zrozumiec.
          I jeszcze jedno. Moznaby powiedziec, ze przeciez wiemy na co sie decydujemy,
          wiemy co robimy wiazac sie z facetem, ktory ma dziecko. Jasne, teoretycznie
          wiemy, ale praktyka troche inna jest. Nie sposob przewidziec i wyobrazic sobie
          sytuacji, ktorych nigdy wczesniej sie nie doswiadczylo, prawda?
          • procesor Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 07.12.02, 23:54
            Pewnie że to niełatwe.
            Zycie w ogóle nie jest proste jak się chce przez nie iść bez robienia świństw.
            Co do tego zrażania partnera - rodzice tez mają często różne zdania na teamt
            wychowania dzieci. I tez sa wtedy kłotnie.
            To jeszcze kwestia wzorców wychowania z własnego domu.

            Ale masz rację - tu w grę wchodzi więcej osób więc sytuacja sie komplikuje wraz
            ze wzrostem liczby wzajemnych relacji.
            A w Stanach to maja ubaw - tam liczba rozwodów duża, dzieci tez trochę...
            Pociesz sie - trzecia żona mojego ojca mieszka z nami ze swoimi dziećmi z
            pierwszego i czwartego małżeństwa, oprócz tego mieszkaja z nami dzieci mojego
            ojca z jego drugiego małżeństwa , ja jestem z pierwszego, ma nam sie urodzić
            braciszek.
            Oczywiście żartuje ale wyobraź sobie ten kocioł!!!!!
            :))))))
          • malwinamalwina Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 08.12.02, 00:14
            drazni nie drazni - nie moja sprawa. Kazdy jest jaki jest i to rezultat calego
            zycia : w pewnym momencie (doswiadczenie ?)nie sposob napisac ze "dziecko
            bedzie przeszkadzac gdy bede miala ochote na pieszczoty" - odebralam to jak
            monumentalny kop egoizmu ! i tak mi w glowie zostalo.
            Problemy staja sie problemami jak sie w nie dmucha jak w balon.
            Czasem lepiej byc prostym, nieskomplikowanym - jakim cudem moglabym wybrac
            mezczyzne ktory nie pozwolilby mi wejsc w role osoby doroslej (tutora jego
            dziecka ) i nie mialby do mnie zaufania ?
            jakim cudem wybralabym mezczyzne ktory trzaskalby moje dziecko. Z milosci ?????
            niemozliwe !
            gdzies jest problem...
            a z miloscia to tak jak z darem krwi - im wiecej dajesz tym wiecej przybywa ;-)

            landrynkowo, nawet jesli was przekreca :-)
            pozdrawiam
            Malwina

            w materii landrynkowych pierdol nigdy nie zakasuje sredniej tego forum !


    • Gość: fumka Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.02, 11:43
      Doskonale cię rozumiem, bo sama przez to przechodziłam. Wiem jedno - wbrew
      temu, co piszą tu różne mądrale. Nie da się wyuczyć miłości do cudzego dziecka.
      To kwestia konstrukcji. Albo ktoś jest w stanie tę miłość dać, albo nie. Nie
      bardzo rozumiem, skąd to zdziwienie. Niektórym się wydaje, że dziecko w takim
      układzie jest cudownym dopełnieniem ukochanego faceta. Trzeba sobie jasno
      powiedzieć, że jest raczej zbędnym balastem! Nie sposób walczyć z własną
      naturą. Venus - Nie jesteś odosobniona w swoich odczuciach! Masa kobiet nie
      jest w stanie pokochać cudzych dzieci. Można je zaakceptować, wyrobić sobie
      jakieś poprawne układy, polubić - ale prawie zawsze to nie będzie to samo
      uczucie, co do własnego dziecka. Do tego dochodzi szczególny charakter takiego
      układu - większość takich dzieci jest rozpieszczana na zasadzie "trzeba mu
      wynagrodzić brak matki" i osobie, która ma obiektywne spojrzenie ciężko to
      zaakceptować. Poza tym całkowicie mylna jest opinia, że takie dziecko lgnie do
      nowej partnerki ojca, bo potrzebuje matki. Tzn. owszem, potrzebuje ale własnej
      MATKI, a nie obcej baby i trzeba zdać sobie sprawę, że dla tego dziecka
      będziesz przynajmniej na początku po prostu wrogiem! Ciężko się pogodzić z
      faktem, że już na początku związku musisz ustąpić miejsca w hierarchii ważnosci
      rozkapryszonemu dzieciakowi, który potrafi bardzo sprytnie manipilować
      otoczeniem. Jeśli zdecydujesz się na bycie z tym facetem, czeka cię bardzo
      długa i zmudna praca. I niestety - powiedzmy sobie szczerze - jeśli nie czujesz
      się na siłach by przyjąć go z dobrodziejstwem inwentarza - szkoda twojego czasu
      i zaangażowania. Choćby był najcudowniejszy, jeśli nie pokochasz róznież
      dzieciaka, nic z tego nie wyjdzie.
      • melanie Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 08.12.02, 16:21
        Nikt nie wymaga od was milosci do dzieci partnerow (partnerek). Wystarczy byc
        czlowiekiem, miec dobre serce i odrobine empatii. Wystarczy nie krzywdzic tych
        dzieci, i one beda wdzieczne i same was pokochaja.
        • Gość: fumka Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.02, 17:31
          Guzik prawda, kochanie. Akurat zazwyczaj facet spodziewa się, że pokochasz jego
          dziecko bardziej niż rodzona matka (która je porzuciła). Włączywszy to nie
          tylko opiekę, ale przy okazji niezwracanie uwagi na fakt, że dziecku
          niekoniecznie trzeba wszystko podporządkować i we wszystkim ustępować, bo nie
          ma mamusi. Tzn. pięknie się mówi o tym, żeby pomóc mu wychowywać dziecko, ale
          jak się już do tego zabierasz, to się okazuje, że chodzi o czytanie bajek i
          hołubienie aniołka, ale nie masz prawa zwrócić mu uwagi, żeby posprzątało po
          sobie zabawki. Dziecko wcale nie łaknie kogoś nowego. Partnerka ojca jest
          przede wszystkim RYWALKĄ. A trudno budować związek z facetem koncentrując się
          wyłącznie na relacji dzieko-macocha. A dziecko każdy przejaw zainteresowania
          dorosłych sobą, rozmowę itd, przerywa, żądając koncentracji uwagi wyłącznie na
          sobie. Przeszłam przez to więc wiem (oczywiście skończyło się fiaskiem).
          Oczywiście ja mam bardziej obiektywny stosunek do relacji moje dziecko - mój
          facet. Nie oczekuję, że zaakceptuje je bezkrytycznie. Ale większość samotnych
          rodziców chciałoby idylli a przede wszystkim nie akceptują jakiegokolwiek
          krytyki.
          • melanie Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 08.12.02, 17:40
            Bylam i jestem po obu stronach barykady. Wiem co mowie. Jak pisalam wyzej,nie
            musisz kochac tego dziecka, wystarczy, ze nie bedziesz go krzywdzic. Nie musisz
            mu czytac bajki, ale pozwol, aby ojciec mial na to czas i nie badz o to
            zazdrosna. Wyszlam zamaz po rozwodzie, jak juz pisalam z corka 9 letnia.
            Warunkiem bylo, ze ma sobie zdac sprawe z tego, ze mam dziecko. Powiedzialam
            tez mezowi, jezeli nie bedziesz mial jej nic dobrego do powiedzenia, to lepiej
            nie mow nic. Tak tez sie stalo. Nie wtracal sie w ogole w sprawe wychowania
            mojej corki, byl dla niej jedynie grzeczny. Od poczatku mowila do niego po
            imieniu, zadnych tam wojkow itd. Do dzisiaj jest mu wdzieczna wlasnie za to, ze
            nie probowal na sile byc tatusiem. Bardzo sie szanuja, i to wystarczy.
            Natomiast post z macocha i jej z nia przezycia sa opisane wyzej.
            • Gość: fumka Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.02, 20:32
              Mylisz się, skoro myślisz, że nie wymaga się miłości do dziecka. Ode mnie
              wymagał (czy może raczej spodziewał się) bezkrytycznej akceptacji swojego
              dziecka sposobu wychowania, tzn. jak poczytałam bajeczkę, to było cacy, jak
              kazałam posprzątać to byłam be. Skończyło się boleśnie.
          • Gość: magba Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.pai.net.pl 09.12.02, 11:14
            Fumka, przeczytalam Twoj post, jak swoj wlasny. Skad ja to znam...
            Tyle, ze mnie jakos udalo sie zachowac rownowage w tym wszystkim.
            Melenie, wyciagasz sprawe skrajna, a nie o skrajnosci tu chodzi. Przezycia
            Twojej corki sa okropne i nie do pozazdroszczenia, ale dyskusja zaczela sie od
            tego, ze venus chce sprobowac sobie z sytuacja poradzic, a nie maltretowac
            cudze dziecko! Poza tym naprawde wydaje mi sie, ze trudniej jest zrozumiec taka
            sytuacje kobiecie, ktora ma swoje dziecko. Kobieta bezdzietna (bez wzgledu na
            to ile ma lat i jak wysoki stopien empatii) pewnych rzeczy nie przezyla, pewne
            rzeczy sie w niej jeszcze nie obudzily, wiec nie rozumie. Kazda z nasz chce byc
            kochana, przytulana, chce byc na pierwszym miejscu dla swojego partnera. A to
            pierwsze miejsce jest zajete!
            Pamietajcie o tym, ze w "normalnym układzie" najpierw jestescie we dwoje, macie
            czas na to, zeby sie soba nacieszyc, pozniej dopiero pojawia sie maly czlowiek,
            z ktorym dorastacie razem. W ukladach tu rozpatrywanych nie ma etapow
            przejsciowych. Jest dopiero ten ostatni. I to jest najtrudniejsze. Pojawila sie
            w ktoryms poscie mowa o zazdrosci o dziecko. Oczywiscie, ze taka zazdrosc sie
            pojawia i to jest chyba naturalne. Twoim facetem , ktorego chcialabys miec
            tylko dla siebie musisz sie dzielic z kims zupelnie dla Ciebie obcym! I co z
            tego, ze to dziecko, wlasnie dziecko jest bardziej absorbujace, bo wymaga
            stalej "atencji" i nie mozesz mu powiedzie "teraz nam nie przeszkadzaj". Musisz
            sie temu podporzadkowac. I to jest bardzo, ale to bardzo trudne (przyklad:
            nocne wycieczki dziecka do waszego wspolnego lozka).
            Jesli do tego tatus kocha swoje dziecko glupia, slepa miloscia, i jak napisala
            fumka, probuje mu wynagrodzic wszystkie krzywdy i "nadrobic", to ze dziecko nie
            ma normalnej, pelnej rodziny, to staje sie to mocno zawiklane. Wg mojego "Pana"
            wszyscy dookola chca zle dla jego dziecka i niego (jego siostra, matka, ja tez
            dolaczylam do tego grona) i nikt nie jest w stanie przemowic mu do rozsadku, ze
            tak nie jest i, ze krytyka wynika jedynie z troski o zachowanie zdrowego
            rozsadku.
            Tak jak fumka napisala, stoje z boku i widze to, czego tatus nie widzi nijak,
            ze pozwala na rzeczy, na ktore nie powinien, ze dzieciak wykorzystuje te
            sytuacje (ale przeciez ona jest jescze taka mala i nie jest w stanie tego
            wykorzystac). Zastanowcie sie, prosze nad tym, zanim kolejny raz wyskoczycie "z
            pazurami" na ktoras z nas, opisujaca swoje doswiadczenia w takich sytuacjach.
            Pozdrawiam
            • calusna Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 09.12.02, 11:58
              Słuchaj magba , drażni mnie Twój z lekka mentorski ton. Przyjmij priorytet
              we wszelkich swoich wypowiedziach DZIECKO JEST NA STAŁE ZWIĄZANE Z FACETEM
              którego wybrałyście i nie można żadnej kwestii z nim związanej rozpatrywać
              w oddzieleniu od ojca. Tego się już nie da NIGDY zmienić. Miałaś pecha ,
              wybrałaś człowieka z przeszłością ale to jest Twój pech i dziecko tego odczuć
              nie może na sobie. Ono Ciebie nie zaprasza do swojego życia , Ty tam wchodzisz
              na zaproszenie jego ojca ( lub czasami bez zaproszenia) i musisz zaakceptować
              sytuację którą zastałaś. Dziecko w Twoim układzie jest elementem NIEZATAPIALNYM!

              Możesz rozważasz swoje położenie w kategoriach pozostać w tym związku czy nie
              (bo nie umiem zaakceptować faktu że mój facet na pierwszym miejscu stawia swoje
              dziecko) ale na pewno nie wolno Ci nawet wahać nad tym czy uda się je zepchac
              do niższej pozycji , czy mozesz stać się ważniejsza w hierarchii ważności
              dla jego ojca. Decydując się na wejście w opisywany układ bierzesz sobie melanż
              dwóch dokładnie splecionych , zrośniętych egzystencji i jeśli nie potrafisz
              z miłości do swojego mężczyzny zaakceptować jego ambiwalentnej postaci ..
              kapituluj już dziś i znikaj z jego życia. Szalenie trudno zaakceptować
              istnienie kogoś znaczacego więcej od nas w związku wzajemnie kochających się
              partnerów ale może odrobina empatii pozwoli Ci zrozumieć stan ducha dziecka
              i Twojego faceta. To że nie byłaś jeszcze matką i nie rozumujesz w taki sposób
              jak matka (tak piszesz w swoim poście) wcale Cię nie tłumaczy i nie
              działa na Twoją korzyść. Jeśli rzeczywiscie nie rozumiesz wagi sytuacji
              w którą wchodzisz, nie wchodź w nią lub odejdż jeśli już jesteś.
              • Gość: magba Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.pai.net.pl 09.12.02, 12:28
                Widze, ze "mamuski" postanowily zakrakac wszystkich, bez wzgledu na wszystko...
                Pomyslalam sobie, ze to moze byc miejsce, gdzie moznaby podzielic sie swoimi
                doswiadczeniami i uzyskac jakas madra rade, ale sie chyba przeliczylam. Szkoda.
                • calusna Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 09.12.02, 12:40
                  Gość portalu: magba napisał(a):

                  > Widze, ze "mamuski" postanowily zakrakac wszystkich, bez wzgledu na
                  wszystko...
                  > Pomyslalam sobie, ze to moze byc miejsce, gdzie moznaby podzielic sie swoimi
                  > doswiadczeniami i uzyskac jakas madra rade, ale sie chyba przeliczylam.
                  Szkoda.


                  Mylisz się! Mamuśki w moim poście nie ma , jest człowiek i dogłębna
                  wiedza o psychice dziecka. Podzieliłaś się swoimi doświadczeniami
                  i otrzymałaś rady , ocenę ich wyraziłaś w sposób dobitny.
                  Przykro mi że zabrakło Ci zrozumienia ale nie zawiodłaś mnie czego
                  dowodem jest Twoje życie i Twój problem.

                  • Gość: magba Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.pai.net.pl 09.12.02, 12:50
                    Trudno mi jakos znalezc "rady" w Twoim poscie. Piszesz o rzeczach dla mnie
                    oczywistych (napisalam wczesniej, ze jestem w tej sytuacji od 1,5 roku). I nie
                    wiem, gdzie doszukalas sie u mnie proby zepchniecia dziecka na dalszy plan?
                    Atak dla samego ataku???
                    Byc moze jest we mnie troche rozgoryczenia, nie tak sobie to wszytsko
                    wyobrazalam, ale nie zamierzam latwo sie poddac, tym bardziej, ze najgorsze
                    chyba juz za mna (taka mam przynajmniej nadzieje).
                    • procesor Re: to mój facet, ale nie moje dziecko 09.12.02, 22:14
                      E, wy sie nam chyba po trochu mylicie drogie panie z dziećmi partnerów!

                      A co do atakowania - tak zwykle jest że jak na forum nie słyszymy tego co
                      byśmy chciali - to myślimy że nas atakuja. Tez tak przez chwilę zcasem myślę. A
                      potem zaczynam na ogół myśleć logicznie i zastanawiać sie czemu mi tak pisza.

                      A co byś CHCIAŁĄ przeczytać o swojej sytuacji?
                      " Masz prawo być dla niego najwazniejsza. Masz prawo do swego szczęścia. Dąż do
                      celu wytrwale. Uczucia innych ludzi - w tym tego dziecka - nie sa
                      najważniejsze." No przeceiż sama widzisz jak to głupio brzmi. A recepty na
                      pokochanie dziecka nikt nie daje. nawet rodzonym matkom - a i takim czasem by
                      sie przydało.
            • Gość: Malwina Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: *.abo.wanadoo.fr 09.12.02, 12:00
              zastanowilam sie :
              nie potrafie zadnej "zazdrosci o dziecko" odczuc
              kazde dziecko zachowuje sie mniej wiecej tak samo - twoje gdy ma koszmary nocne
              tez przychodzi do lozka rodzicow !
    • Gość: Bluevelvet Re: to mój facet, ale nie moje dziecko IP: 63.99.105.* 09.12.02, 14:05
      Droga Venus,
      Chyba wolałabym sama cierpieć niż mieć na sumieniu dziecko - weź pod uwagę, że
      ono zawsze będzie dla Niego ważniejsze niż Ty. A swoim wrogim nastawieniem
      możesz dziecko bardzo skrzywdzić. I jeśli jesteś na tyle dojrzała, by to
      zaakcetować (i samo dziecko w końcu też) to próbuj zycia z Nim...Ja chyba nie
      sprostałabym temu zadaniu...zazdrość by mnie zżarła...jestesmy tylko ludźmi i
      to ogromnie ułomnymi...Powodzenia!
      BV
Inne wątki na temat:
Pełna wersja