glossa
31.12.02, 00:06
Historia wygląda najczęściej tak: poznali się na jednym z czatów, potem były
długie maile, jeszcze dłuższe rozmowy, cudowna atmosfera, wspaniale się
rozumieli, postanowili się spotkać i.....koniec. :-( Później jest smutek,
rozczarowanie, że ten ktoś wcale nie był taki zabawny/uroczy/wesoły/rozmowny
etc. jak podczas tych wszystkich godzinek spędzonych w sieci. I najczęściej
rezygnuje się już z drugiego spotkania, czasami zrywa całkowicie kontakt.
Ale nie zawsze tak jest. Dlaczego więc niektórzy poznają przez sieć
wspaniałych ludzi, czasami odnajdują swoją drugą połówkę, a niektórzy
zmęczeni są już sieciowymi znajomościami, które po tylu rozczarowaniach
uważają za nic nie warte?
Już dużo napisano na temat tego, że właściwa wszystkim czatom anonimowość
prowokuje czasem do kreowania zarówno samego siebie jak i osoby, z którą
właśnie klikamy. O tym, że wrażliwy, kochający przyrodę 22-letni blondyn na
miejscu może okazać się niezupełnie blondynem nie do końca wrażliwym, że o
przyrodzie nie wspomnę – również. Ale co z takimi najnormalniejszymi w
świecie, sympatycznymi znajomościami, które po przeniesieniu w real
rozpadają się na cząsteczki?
Tak się składa, że ludzie poznają się (w bardzo różny sposób) i spotykają ze
sobą od początku istnienia ludzkości. W genezę i ewolucję kontaktów
międzyludzkich może teraz wnikać nie będę, dość powiedzieć, że od dawna ;-)
Natomiast sam Internet istnieje od zaledwie 20 lat, a tradycyjne,
internetowe pogawędki – o połowę krócej (pomijam fakt, że sam Internet
narodził się z czegoś co można nazwać ‘pogawędką’, ale to już inna
historia ;-) )
Więc jaki z tego wniosek? W sieci poznać można naprawdę cudownych ludzi,
tylko że większość z nich jeszcze nie pojęła, że sieć jest dość specyficznym
miejscem zawierania nowych znajomości i na wiele rzeczy trzeba brać dużą
poprawkę. I wszystko będzie OK. :-)
Jeżeli ktoś na/po pierwszym spotkaniu stwierdza, że to ‘zupełnie ktoś inny’
i mówi mu papa, to powinien się raczej zastanowić, czy ten sam ktoś nie jest
onieśmielony pierwszym spotkaniem i trudno mu tak od razu rozwinąć pełen
wachlarz umiejętności prezentowanych wcześniej podczas przeczatowanych
godzinek :-) Bo osóbka siedząca teraz kilka cm od niego jest dokładnie tą
samą, którą znał i tak bardzo polubił. I to wszystko, co polubił ma w
środeczku, ukryte niestety na razie pod płaszczykiem nieśmiałości, zagubiona
w nowej sytuacji.
Czasami zdarza się, że tego płaszczyka nie ma i od razu świetnie się
rozumieją. I prawdę mówiąc takim ludziom zazdroszczę – już nieraz spotykałam
się z osóbkami poznanymi w sieci i ten płaszczyk zawsze jest, trzeba tylko
umiejętnie odpinać kolejne guziczki :-)
Po prostu niektórzy nie potrafią odróżnić tych dwóch światów – wirtualnego i
rzeczywistego i zrozumieć, że trudno tak po prostu kontynuować znajomość. Te
światy bardzo trudno skonfrontować ze sobą, a pierwsza konfrontacja nieraz
wypada niekorzystnie. Nieraz trzeba zaczynać od samego początku. Pierwsza
rozmowa w realu wygląda najczęściej prawie tak samo jak pierwsza rozmowa w
sieci - o wszystkim i o niczym - tylko że tą pierwszą sieciową mało kto
pamięta i zaczyna się właśnie to smutne ‘nie jest taki sam jak w sieci’.
Jest dokładnie taki sam, tylko trzeba dać mu szansę :-) powodzenia!