esthera5
04.11.06, 10:00
moja sytuacja rysuje sie nastepujaco...mam 27 lat, jestem kobieta nie do
konca szczesliwa, mam wyuczony zawod (rehabilitacja) - skonczylam studium w
tym kierunku, od 7 lat mam faceta, z ktorym wciaz zyje na kocia lape, w domu
mojej mamy. Od kiedy jestesmy razem nie mielismy mozliwosci zamieszkac osobno
ze wzgledu na ciagla niepewnosc finansowa, Adam wciaz zmienia prace, w jednej
sie nie sprawdzil, w innej zakonczono roboty budowlane, w kolejnej byly
poslizgi z kasa, w jeszcze innej znow cos innego, ciagle nie moze zaczepic
sie na w miare twardy i stabilny grunt. To oddala podjecie decyzji o
zamieszkaniu osobno (wynajecie chocby kawalerki), poniewaz nie czujemy sie
ciagle na stale niezalezni. Moja praca tez nie jest wymarzona - zamiast stala
praca w stalym miejscu, to pracuje na zlecenie, wykonujac rehabilitacje w
domu pacjenta, to wiaze sie z koniecznoscia codziennego dojazdu do roznych
miejsc w miescie, bez wlasnego srodka transportu. W tym roku obawiam sie zimy
jak nigdy!!!! Przeraza mnie to! A teraz kwestia prywatna. Nie jestem zbyt
atrakcyjna (otylosc), ponad to mam problemy z zajsciem w ciaze (problemy
zdrowotne) a nawet w tej sytuacji obawialabym sie planowac posiadanie
dziecka: raz-kwestia niestabilizacji finansowej, dwa kwestia zdrowotna, trzy -
juz chyba zniechecenie. A moj problem najbardziej dotyka mnie, gdy widze,
jak kolezanka ulozyla sobie zycie (mąz pracujacy od 10 lat w stalym miejscu,
zarabiajacy tyle, ze ona nie musi pracowac), mieszkanie dwupokojowe, 3letni
synek, dostala prace w zawodzie w stalym miejscu, dobija mnie nawet fakt, ze
moga sobie myslec o kredytach, ze maja normalne warunki domowe, ze maja to i
owo, auto, po prostu sa niezalezni i brna do przodu na swoim, bez obawy ze ta
straca. No i jeszcze ten dzieciak :(. A w zasadzie powinnam sie cieszyc - w
koncu to moja bliska kolezanka. Dziwne jest to, ze mam poza nia jeszcze dwie
bliskie kolezanki, ktore prawie podobnie ulozyly sobie zycie, ale jakos
nie "rusza" mnie to, chodzi tylko o nia. Inne opowiadaja o swoim zyciu, nie
czuje zazdrosci, gdy tylko ona zaczyna o czyms mowic, rozwala mnie od
wewnatrz.Bo chcialabym w koncu miec: meza, domek, dziecko, autko, stala
prace, stabilizacje finansowa, normalne warunki mieszkalne, plany na
przyszlosc i moc cieszyc sie rowniez i czyims szczesciem. Chce zyc normalnie
i zyczyc innym tego samego! Tak jak bylo zawsze!