brak-chmur
23.01.07, 08:25
Widząc cierpienie drugiego człowieka czujemy się powaleni na kolana własną
bezsilnością, zwłaszcza wtedy, gdy znamy lekarstwo, wiemy co może go uratować,
ale mur braku zaufania skutecznie wiąże nam ręce.
Znają ten smak kompletnej bezsilności rodziny alkoholików i narkomanów , znają
bliscy depresantów i innych , cierpiacych na nieuleczalne choroby, ale
bezsilnosć wynikająca z bezradności wobec błędnych decyzji drugiego,
cierpiącego człowieka jest chyba najbardziej deprymująca.
Może to cierpi nasza miłość własna? Jak to możliwe , że my , tacy mądrzy ,
zaradni życiowo i silni musimy się jedynie przyglądać degradacji bliskiego
człowieka? Dlaczego nie możemy mu pomóc , skoro wiemy dobrze , że trzeba tak
niewiele, aby wyrwać się z tego piekła , jakie sam wokół siebie zbudował?
A może on po prostu MUSI wycierpieć swoje?
Nie chcę wierzyć w imeratyw cierpienia (!)
Wciaż wierzę w moc dobrej woli i miłości, która czyni cuda.....
"W co ból można zmienić? W gniew, tupanie nogą?....w tę samą znowu miłość ,
ciągnącą się długo..."
Ks Twardowski