Dodaj do ulubionych

czy kochasz siebie?

IP: *.abo.wanadoo.fr 28.04.03, 12:21
Spotkalam sie z pogladem, ze wiele naszych problemow wynika z niskiej
samooceny, z przeswiadczenia, ze nie jestesmy dosc dobrzy. Mamy tendencje do
obarczania za te problemy naszych rodzicow, ktorzy byli zbyt wymagajacy, nie
potrafili zaakceptowac, ze nie jestesmy dzieckiem - idealem, byli z nas
wiecznie niezadowoleni. Co o tym myslicie? Czy istnieje "recepta" na
nauczenie sie milosci do siebie w wieku doroslym? I przede wszystkim co
zrobic, zeby w ten sam sposob nie skrzywdzic swoich dzieci?
Serdecznie zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam Sonia.
Obserwuj wątek
    • qw5 Re: czy kochasz siebie? 28.04.03, 12:47
      Piękny temat, a przy tym rozległy jak Ocean Spokojny. Powiem wiec krótko :
      mozna w dorosłym wieku pokochać siebie, a nawet trzeba. Jest mnóstwo
      literatury na ten temat. Osobiście polecam A Dodziuk - pisze prosto jasno
      np. "Pokochać siebie" ale wiem że są juz inne i tej autorki i wielu wielu
      innych.
    • Gość: Sławek Re: czy kochasz siebie? IP: 212.106.159.* 28.04.03, 13:41
      Gość portalu: Sonia napisał(a):

      > Spotkalam sie z pogladem, ze wiele naszych problemow wynika z niskiej
      > samooceny, z przeswiadczenia, ze nie jestesmy dosc dobrzy. Mamy tendencje do
      > obarczania za te problemy naszych rodzicow, ktorzy byli zbyt wymagajacy, nie
      > potrafili zaakceptowac, ze nie jestesmy dzieckiem - idealem, byli z nas
      > wiecznie niezadowoleni. Co o tym myslicie? Czy istnieje "recepta" na
      > nauczenie sie milosci do siebie w wieku doroslym? I przede wszystkim co
      > zrobic, zeby w ten sam sposob nie skrzywdzic swoich dzieci?
      > Serdecznie zapraszam do dyskusji.
      > Pozdrawiam Sonia.

      Jedni mają tendencje a inni mają pewność że rodzice mają ogromny udział w
      niepowodzeniach dzieci wychowując je w fatalny sposób. Nigdy nie jest za późno
      na powrót do poczucia własnej wartości ale ale trzeba trzymać się z daleka od
      czynników, które to poczucie zniszczyły albo go nie stworzyły. Jeśli zdamy
      sobie sprawę z własnych problemów i zaczniemy je likwidować to szanse że
      przerzucimy je na nasze dzieci zmaleją.
    • Gość: link prosze przeczytaj IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 28.04.03, 16:23
      www.volny.com/book1/015.htm
      • Gość: Sonia Re: prosze przeczytaj IP: *.abo.wanadoo.fr 29.04.03, 17:31
        Dziekuje wszystkim za odpowiedz. Czytalam ksiazke "Mozesz uzdrowic swoje
        zycie", glowna metoda pracy nad soba tam polecana sa afirmacje? Czy ktos je z
        powodzeniem stosowal? Ja jakos nie moge sie przekonac. Prosze podzielcie sie
        swoim doswiadczeniem.
        Pozdr. Sonia
    • myslewiecjestem Re: czy kochasz siebie? 29.04.03, 17:55
      Gość portalu: Sonia napisał(a):

      > Spotkalam sie z pogladem, ze wiele naszych problemow wynika z niskiej
      > samooceny, z przeswiadczenia, ze nie jestesmy dosc dobrzy. Mamy tendencje do
      > obarczania za te problemy naszych rodzicow, ktorzy byli zbyt wymagajacy, nie
      > potrafili zaakceptowac, ze nie jestesmy dzieckiem - idealem, byli z nas
      > wiecznie niezadowoleni. Co o tym myslicie? Czy istnieje "recepta" na
      > nauczenie sie milosci do siebie w wieku doroslym? I przede wszystkim co
      > zrobic, zeby w ten sam sposob nie skrzywdzic swoich dzieci?
      > Serdecznie zapraszam do dyskusji.
      > Pozdrawiam Sonia.

      Trzeba jeszcze raz przezyc swoje dziecinstwo. Trzeba odnalezc to zapomniane
      dziecko w samym sobie, pokochac je, wypiescic, przytulic, "dac sobie prawo
      do bycia dzieckiem", czyli cos, czego nam najpewniej zabraniano.
      Jak to wszystko zrobic, to juz inna sprawa. Jedna z wizualnych medytacji moze
      byc np. wyobrazenie sobie siebie samego, zupelnie malego w pustym pokoju.
      Juz jako dorosly czlowiek wchodzimy do tego pokoju i zaczynamy rozmawiac cieplym
      glosem ze swym "dzieckiem". Bawimy sie z nim, przytulamy, bierzemy na kolana,
      spiewamy jakas slodka piosenke i mowimy wiele razy o naszej milosci do tego
      malca (nas samych, tylko dawno zapomnianych).
      Wierzcie lub nie, to moze wywolac lzy, ale bedzie to oznaka zdrowienia.
      Po jakims czasie, nasze inner child zacznie dorastac i wtedy zabieramy to
      dziecko z domu rodzicow i udajemy sie w samodzielna podroz w zycie. Odwracamy
      sie po jakims czasie, widzac jeszcze patrzacych na nasza niknaca sylwetke
      rodzicow. Dom rodzinny, ogrod, cala okolica zaczyna sie kurczyc i wtedy czujemy
      swa wewnetrzna radosc i wewnetrzne wypelnienie z powodu udanego dziecinstwa
      i startu w nowe, dorosle zycie.

      Myslewiecjestem.
    • Gość: Renka Re: czy milosc moze plakac IP: *.ADSL.mnsi.net 29.04.03, 20:52
      Ja mysle, ze kazdy kocha siebie jak umie, ale napewno kocha. Bo jak tlumaczyc
      to, ze wciaz zyjemy? Ze spimy, jemy, robimy rozne rzeczy po drodze i placzemy?
      Milosc wlasna jest NIEZNISZCZALNA, dopoki zyjemy.Dzielimy sie nia z innymi, im
      wiecej jej mamy, tym "cieplej" jest innym wokol nas :)))))
      Milosc zraniona przez krytyke, ponizanie, upokorzenie, slaba jest i potrzebuje
      wsparcia. Potrzebuje usmiechu, dobrych slow, dobrych "uczynkow", adoracji :)
      Ludzie nielatwo pokazuja swoja milosc.Czynia to ze strachu. Strach przed
      odrzuceniem paralizuje.Strach jest wyrazem slabosci,a chyba nikt nie chce byc
      widziany jako slaby.Dlatego zyja jak zyja, placzac ze swoja slaba miloscia i
      oplakujac ja i siebie tam, w srodku, zeby nikt nie widzial.Dla innych zakladaja
      maske nr 3 i z usmiechem, ktory nic nie wyraza, zadaja pytanie: how are you
      today? Fine? I am fine too, great !
    • re_ne Bardzo! :) 29.04.03, 21:28
      Przyznam ze bylem krnabrnym smykiem! Dosc predko zauwazylem, ze o wiele latwiej
      jest zyc poslugujac sie kretactwem. Zdawalem sobie sprawe z tego, ze robie zle,
      ale nie stac mnie bylo na dochodzenie na kazdym kroku swoich racji i praw.
      Z czasem jednak, stawalo sie to zbyt uciazliwe, gdyz przybieralo co raz to
      wiekszych rozmiarow, i jakze bylo to nieuczciwe. Nie bylem z tym szczesliwy.
      Czulem jak sam w sobie dlawie swoja indywidualnosc. Z dnia na dzien
      postanowilem z tym skonczyc, chocby za kazda cene.
      Nie bylo latwo, ale nie poddawalem sie. To bylo moje zycie, i chcialem je
      przezyc tak ja JA chce, czesto wbrew woli wszystkich, ktorym zdawalo sie ze
      maja cos do powiedzenia.
      Dzis jestem z siebie dumny! Wyzbylem sie klamstwa, ktore uwazam, za jedna z
      najgorszych cech ludzkiego charakteru. Brzydze sie nim! Jest ono oznaka
      slabosci, i tchorzostwa.

      Poza tym, mysle ze mam jeszcze sporo innych pozytywnych cech. Jestem mily,
      uczynny, szczery, wiec jak takiego faceta mozna nie kochac??? :)))
      ...powiedzcie sami...!? :)))
      • cossa Re: Bardzo! :) 29.04.03, 21:43
        i na dodatek skromnego:)

        troszke uszczypliwa aczkolwiek zyczliwa:)
        cossa

        re_ne napisał:

        > Poza tym, mysle ze mam jeszcze sporo innych pozytywnych
        cech. Jestem mily,
        > uczynny, szczery, wiec jak takiego faceta mozna nie
        kochac??? :)))
        > ...powiedzcie sami...!? :)))
    • cossa Re: czy kochasz siebie? 29.04.03, 22:38
      jak mozna dawac milosc gdy nie ma sie jej w sobie? to
      otrzymuje co daje i odwrotnie. wiec jak mam kochac swiat,
      gdy nie ma we mnie milosci do mnie samej? jak ma swiat
      mnie pokochac?
      jestem jak najbardziej za tym, ze to jest koniczne, by
      przezywac zycie. kochanie siebie. szacunek dla siebie.
      opiekowanie sie soba niczym najdrozszym skarbem:) gdy
      zapewnimi sobie rownowage, spokoj i zaufanie do siebie,
      gdy zaakceptujemy nasze slabosci, nie bedziemy dla siebie
      "rodzicami" w wyciagnietym palcem wskazujacym i
      zmarszczonymi brwiami.

      tak byc powinno, do teego powinnismy dazyc (ofkors kto
      chce:). i nigdy nie jest za pozno, by sprobowac wziac
      swoje zycie w swoje rece i tym sercem kochac "ile wlezie"
      jak to mawia iamgine:)

      c.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka