freya1
04.06.07, 22:15
jak łatwo niepostrzeżenie przejść od miłości do nienawiści;w takich dniach jak
dziś nienawidzę mojego partnera z każdym wypowiadanym przez niego słowem;kiedy
bezlitośnie krytykuje nasz dom, kiedy po 10 latach bycia razem niedługo
zamieszkamy wspólnie a wszystko co dotyczy mieszkania jest nie takie -
lokalizacja (bo w mojej nie jego dzielnicy,w której gromadzą sie - o zgrozo
grupki młodzieży - u niego takiej hołoty nie ma, no i on ma od siebie z 9
piętra taki piękny widok którego mu będzie brakowało), bo przy budowanym
niedaleko centrum handlowym (i te tiry z dostawami i ruch samochodowy i
hałas), bo wydawało mu się że ocieplenie budynku będzie grubsze a zrobili
takie ubożuchne, bo rozmieszczenie pomieszczeń jest nie takie jak mu się na
początku wydawało i coraz bardziej widzi jakie mieszkanie jest
nieustawne.......no i wreszcie najważniejsze mieszkanie jest w tbs więc (o
zgrozo) nie będziemy go mogli wykupić więc to żaden interes (obydwoje
odziedziczymy kiedyś mieszkania po naszych rodzicach, mają je wykupione na
własność, żeby kupić swoje musielibyśmy brać kredyt i to duży), no i
zapomniałam, o sprawie czynszu, facet który zarabia 3000 na rękę martwi się że
nie będzie nas stać na utrzymanie mieszkania (ja może nie zarabiam kokosów ale
mam dobrą pracę)
teraz wszystkie zarzuty skomasowałam w jednym rzucie, ja ich wysłuchiwałam
stopniowo ale boli tak samo.......i nie zmienia faktu że jestem już
zmęczona,że przestało mnie cieszyć to mieszkanie.......że chce mi się płakać,
że nie mam już serca do urządzania i zajmowania się naszym M