szpilkaaa
23.02.08, 10:47
problem jest taki:
jestem na II roku studiów(nie są ani ciężkie ani lekkie,filologia)
od 4 lat choruje na schizofrenię.
przez długi czas byłam w szpitalu(jeszcze w liceum).
potem były 2 próby samobójcze.niestety nieudane.
na studiach czuję się bardzo kiepsko.
raz,że większość ludzi ma 2 kierunki i pracuje(tacy półbogowie) i jestem po prostu dla nich typem nieudacznika,który nie jest w stanie nauczyć się na egzaminy.
jestem introwertyczką co powoduje,że zamykam się w sobie i nie przepadam za ludźmi.
sama się wykluczam z grona bo np.nie chodzę na popijawy z nimi.
bardzo mocno przeżywam fakt,że kiedyś miałam wysokie aspiracje i potrafiłam sporo rzeczy dobrze zrobić.
od momentu gdy zaczęłam brać leki jestem kretynką,która nie potrafi zapamiętać podstawowych słów.
istnieją jeszcze moje paranoje typu:nie mogę pójść na zajęcia bo ludzie chcą mnie otruć i na pewno to zrobią jak tylko pojawię się na uczelni.
jeszcze przed sesją myślałam o tym,aby wsiąść urlop zdrowotny albo dziekański.
niestety odmówiono mi prawa do tego.
w tym tygodniu mam do zaliczenia praktycznie całą sesję.
jestem załamana.
niestety na rodziców nie mogę liczyć bo matka uważa,że symuluję chorobę(nie zgodziła się na terapię rodzinną).
a ojciec tylko załamuje ręce nade mną.
reszta rodziny jest równie stuknięta i patologiczna(ciotka alkoholiczka,kuzyni w domu dziecka,babcia mieszkająca w mieszkaniu socjalnym itp...)
czy ktoś mógłby poradzić jak podnieść się??
cała prawda o tych cudownych lekach,które powodują,że żyję się tak jak przed chorobą to jedna wielka bujda.
ja albo jestem pobudzona i nie mogę w ogóle niczego robić.
albo jestem otępiała i nawet bym nie protestowała gdybym ktoś mnie miał zarżnąć.