Pytanie na dobranoc...

02.04.08, 23:27
Kto jest większym popaprańcem emocjonalnym?

Mężatka pozostająca w udanym małżeństwie, zauroczona w koledze z pracy, który
jest zakręcony na punkcie innej koleżanki, ale zachowującym się i mówiącym
takie rzeczy, że mężatka czuje się wyjątkowo?

Czy owy mężczyzna zakręcony w koleżance z pracy, a spędzający czas ze
wspomnianą mężatką sprawiając, że ta czuje się wyjątkowo?
    • mahadeva Re: Pytanie na dobranoc... 02.04.08, 23:32
      nie rozumiem troche, ale powiem, ze w zyciu kazdy powinien robic, co
      lubi
      • aasb Re: Pytanie na dobranoc... 02.04.08, 23:35
        mahadeva napisała:

        > nie rozumiem troche, ale powiem, ze w zyciu kazdy powinien robic, co
        > lubi

        ja też nie rozumiem :)
        i to niesamowicie skomplikowane, a pytanie zostało postawione na podstawie
        kilkumiesięcznej sytuacji ( w której owa koleżanka pojawiła się całkiem
        niedawno)...ech życie...
        • n_nadia Re: Pytanie na dobranoc... 03.04.08, 08:42
          nie no, chyba z tym facetem coś nie teges...:P
          po co mówi mężatce miłe słówka, które przez nią odbierane są emocjonalnie, skoro
          nic od niej nie chce?
          no chyba, że chce...:D
          a jak chce, to niech bierze. ta mężatka wcale nie musi być zakochana,
          wystarczy jej może odrobina szaleństwa:)
          poza tym zgadzam się z przedmówcą. niech każdy robi, to co lubi!
          hihi
          • aasb Re: Pytanie na dobranoc... 03.04.08, 10:49
            n_nadia napisała:

            > nie no, chyba z tym facetem coś nie teges...:P
            > po co mówi mężatce miłe słówka, które przez nią odbierane są emocjonalnie, skor
            > o
            > nic od niej nie chce?
            > no chyba, że chce...:D
            > a jak chce, to niech bierze. ta mężatka wcale nie musi być zakochana,
            > wystarczy jej może odrobina szaleństwa:)
            > poza tym zgadzam się z przedmówcą. niech każdy robi, to co lubi!
            > hihi
            >

            Na pewno słusznym jest robić to co się lubi :)
            czy facet chce coś od mężatki? hmmm połączył ich rodzaj specyficznej
            relacji...oboje chyba chcą wierzyć w przyjaźń damsko-męską, taką "magiczną"
            (tylko się nie śmiejcie :) są ze sobą dość blisko, ale mają zasady. On szanuje
            jej małżeństwo i to, że naprawdę jej dobrze z mężem, Ona jego wolność...i
            wszystko byłoby super, naprawdę pięknie, gdyby nie fakt pojawienia się koleżanki
            (zupełnie nie zrozumiałe zjawisko nie tylko dla mężatki). Bo owy facet nadal
            "nosi mężatkę na rękach", mówi i robi wspaniałe rzeczy, ale przeplata je
            westchnieniami do tamtej kobiety. I żeby było jasne mężatka wspiera go, mówi, że
            jeśli to prawdziwa fascynacja, to że jest z nim i życzy mu jak
            najlepiej...tylko...tylko On chyba sam nie wie...bo powiedźcie sami, jeśli ktoś
            nas fascynuje to świecą nam się oczy na widok tej osoby, chcemy z nią spędzać
            czas, szukamy kontaktu, szukać momentu kiedy można by było okazać swoje uczucia,
            prawda? A On tak się nie zachowuje, co dziwniejsze zachowuje się tak wobec
            mężatki, robi jej kawę, podaje płaszcz, jest bardzo ujmujący, chodzą razem na
            lunch, spacery, spotykają się po pracy, a na wspólnych imprezach firmowych bawią
            się wyłącznie ze sobą...znajomi z pracy podejrzewają, że jest między nimi
            romans...ale to nieistotne...po tych wszystkich zachowaniach On kiedy jest sam
            na sam z mężatką mówi, że lubi ją przytulić, czuje się bezpiecznie kiedy z nią
            jest, jak jest gdzieś sam pisz morze sms-ów, że źle mu bo jej tam nie ma, że
            gdyby była przy nim... a za chwile wtrąca "och i ach" związane ze wspomnianą
            koleżanką...

            sorry za zamieszanie, ale nie rozumiem jak można komuś wyznawać platoniczne
            uczucia, mówić wiele wspaniałych słów i za chwilę przechodzić na temat tamtej
            kobiety i zachwycać się (ale tylko słowami, żadne inne oznaki nie potwierdzają
            tej fascynacji)<dodam tylko, że to nie są jedynie spostrzeżenia mężatki, ale
            także kilku osób, które znają ich oboje i całą sytuację>

            uffffffff może głupie ale się w końcu wygadałam, dzięki jak dotarliście do
            końca... :D
            • n_nadia Re: Pytanie na dobranoc... 03.04.08, 12:54
              a mi to wygląda tak:
              facet boi się zaangażować w związek z mężatką. ma pewnie cała masę obaw. sam
              może się broni przed jakimś uczuciem i chyba sam siebie przekonuje do koleżanki
              z pracy. bardzo chce uwierzyć, że tamta koleżanka jest tym, kogo on szuka. tak
              bardzo chce w to wierzyć, że nawet mężatce o tym mówi.
              tylko, że to jest takie mydlenie oczu...
              wcześniej, czy później sprawa sama się wyjaśni:)
    • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Pytanie na dobranoc... 03.04.08, 09:23
      Ludzie są po.pieprzeni i potrzebują różnych rzeczy.
      Kluczem jest znajomość swoich WŁASNYCH potrzeb w relacjach z innymi.
      Czasem nawet spotkanie z takimi popaprańcami może być owocne, choć
      faktycznie osobom postronnym trudno by było w to uwierzyć.
    • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Pytanie na dobranoc... 03.04.08, 09:31
      Poza tym jakie znaczenie ma to, czy fascynacja jest jednostronna czy
      dwustronna? Przecież osoba zafascynowana ma z fascynacji większą
      frajdę, niż taka, w którą się wpatruje osoba, która jej zupełnie nie
      kręci i nie interesuje.
    • groszek_w_puszce Re: Pytanie na dobranoc... 03.04.08, 13:50
      aasb napisała:

      > Kto jest większym popaprańcem emocjonalnym?

      I jedno i drugie.
      No chyba że ktoś potrafi to zważyć na wadze.
Pełna wersja