Dodaj do ulubionych

mieliście rację

30.05.10, 15:22
Rok temu zaglądałam tu codziennie. Zaglądałam przerażona, szukając odpowiedzi
na setki, a może nawet tysiące pytań. Ktoś z Was nawet napisał, że powinnam
odejść od osoby chorej na bpd, a ja wręcz krzyczałam: wytrzymam!
Odeszłam. 21 marca 2010 roku. Na zawsze. Czy żałuję? Nie, chyba nie. Wiele
dowiedziałam się o sobie, znalazłam granice mojej wytrzymałości i dziś wiem,
że ta granica była za daleko dla niego. On poszedł na terapie, zaczął brać
leki, uspokoił się, a mi zabrakło jego huśtawek i właśnie wtedy odkryłam, ze
go nie kocham, ze byłam uzależniona. Ja silna kobieta, ja byłam uzależniona.

Dziś walczę ze swoimi lękami, powoli poznaje siebie na nowo. A kiedy coś
dzieje się złego w moim otoczeniu lub daje tego symptom, że może być źle -
pakuję walizkę i uciekam.

Nie powiem Tobie, że masz uciekać przed osobą chorą bpd, a Tobie który masz
bpd nie powiem, że niszczysz. Tak nie jest, Ciebie można kochać, Ciebie można
zrozumieć, a nawet wyleczyć, ale to Ty sam musisz tego chcieć.

A Tobie, jeśli jesteś z osobą z bpd powiem tylko tyle to Ty decydujesz jak ma
wyglądać Twoje życie to Ty musisz być number one tak jak w każdym normalnym
związku, bo Ty sam tworzysz przepis na swoje życie - nikt inny.

Pewnie zaraz zapytasz: czemu to pisze? Piszę to dlatego, że może komuś z Was
to pomoże, że dzięki temu Ty sam sobie pomożesz.

Życzę powodzenia

e.

Obserwuj wątek
    • igor_stary Re: mieliście rację 30.05.10, 20:31
      Ja dopiero 2 miesiące. Wylizuję się powoli i staram się jak najszybciej pozbyć
      się jej z głowy. Na początku liczyłem dni, teraz tygodnie i za parę miesięcy
      będę jak nowy - mam nadzieję.
      Powodzenia w odzyskiwaniu siebie.
    • goswork Re: mieliście rację 02.06.10, 23:33
      ja mam BPD i powiem Ci ze nie da sie tego wyleczyc. mozna najwyzej
      zalagodzic. to tak jak ze schizofrenia. od 8 lat sie lecze -
      przysiegam ze chce sie zmienic. caly czas biore leki, a od 6 lat
      chodze na terapie. ale mam wrazenie ze robie krok na przod i 3
      wstecz. i tak bez konca. no czasami wiecej wprzod. zalezy jaki mam
      akurat okres ;P

      czytalam gdziesz ze w wieku ok. 40 lat BPD lagodnieje. to jeszcze 18
      lat przede mna. pewnie do tego czasu sie zabije albo ktos zabije sie
      przeze mnie. w kazdym razie zrobie duzo zlego, wiekszosc pewnie
      nieswiadomie...ehh ;/

      pomyslcie sami - nie da sie wyleczyc charakteru. kazdy sie rodzi z
      innym. ja mam taka osobowosc, ty inna. a ze to nazywaja "zaburzeniem
      osobowosci" wynika z faktu ze pewne cechy charakteru nie sa ogolnie
      akceptowane w spoleczenstwie. jestesmy odchyłami xD to taka moja
      wlasna teoria na temat borderline

      jedna lekarka powiedziala mi wprost - naucz nie to zaatkceptowac,
      moze nawet polubic, bo taka juz jestes, mozesz to nieco uksztaltowac
      (psychoterapia), ale nigdy do konca nie zmienisz.

      chyba miala racje
      • alektra_india Re: mieliście rację 03.06.10, 11:24
        Ja też uważam, że z tego nie da się wyleczyć.
        Osobowości nie da się wyciąć operacyjnie, zniszczyć, 'wyhodować' od
        nowa. To już na zawsze jest w Tobie zaklęte. Twoje.
        Czy chciałabym pozbyć się tego? Oczywiście. Czy chciałabym byc innym
        człowiekiem? Nie. Sama tego nie rozumiem.

        BDP można próbować oswoić, ukształtować, przyciąć je jedynie aby
        zminimalizować jego wpływ na nasze życie.

        Mi się nie udaje, życzę powodzenia innym.
      • xelestra Re: mieliście rację 30.06.10, 21:25
        Wtóruje przedmówczyni!!! Święta prawda, tacy jesteśmy, każdy ma jakiś swój charakter. BPD można ukształtować ale nie zmienić. Można się nauczyć nowych norm ale nigdy nie zapomnisz o starych i wilka zawsze będzie ciągnąć do lasu ;-) Ja jestem po terapii, niestety wuleciałam za łamanie regulaminu ;-) życie jest piękne i trzeba brać pełnymi garściami... Tylko miłości się boję... Swoją utraciłam 17 marca 2010... Potem szpital, terapia itd ale już znowu jestem poskładana i znowu zaczynam coś nowego... ;-) Peace&Love
    • dr1985 Re: mieliście rację 01.07.10, 20:46
      Dobrze napisałaś. Szkoda, że za późno to zrozumiałem bo moja dziewczyna z BPD
      odeszła ode mnie. Oddałem Jej serce a Ona moje serce rzuciła o ziemię i
      podeptała. Tydzień mija a ja czuje się duchowo struty. Nic nie czuję... jeszcze
      katowała mnie sms-ami jak Jej dobrze bo jakiś koleś Ją pieprzy. A to było już
      dwa dni po rozstaniu...
    • hanging_garden do epifaniak 08.07.10, 15:10
      mieli mieli rację... szkoda, że tak późno i boleśnie trzeba się do
      tego przyznać.
      Ja też zaglądałem tutaj dość często - chyba nawet mieliśmy okazję
      wymienić poglądy z epifaniak... ostatnio przycichłem.
      Moja partnerka z BPD wyrzuciła mnie w furii kolejny raz z mieszkania
      w grudniu 2009. Nie zaglądałem tu bo nie było sensu - nie byłem z
      nią więc nie było powodu, żebym zaglądał i czytał jak (próbować)
      sobie z nią poradzić... i co - i w marcu b.r. wróciliśmy do siebie.
      4 miesiące było nawet ok - nie dałem się sprowokować i nie
      wchodziłem z nią w dyskusję...
      Ostatnia niedziela i poniedziałek - kolejny koszmar: znowu
      zorganizowała mi awanturę bez powodu, znowu były wulgaryzmy,
      wyzwiska i ubliżanie, trzaskanie drzwiami i wrzaski na pół osiedla -
      przegięła na max... nie wytrzymałem - dostała w twarz... W
      poniedziałek wywiozła mi moje rzeczy i oznajmiła, że poinformowała
      policję o zajściu. Poniedziałek - jestem telefonicznie wzywany na
      komisariat i muszę się tłumaczyć ze "znęcania się psychicznego i
      fizycznego nad rodziną"... Kto czytał moje posty, zna całą hisorię -
      ofiara staje się katem (wiem wiem - nic mnie nie tłumaczy z tego
      policzka ale po 4,5 roku znęcania się przez nią psychicznie nade
      mną, jestem kłębkiem nerwów - mimo tego trwałem - jest dziecko i
      będąc z nią w jakiś sposób chciałem je chronić przed napadami
      agresji i wolałem wziąć tą agresję na siebie... BŁĄD!)
      Dzisiaj szantażuje mnie, że założy mi sprawę o znęcanie i wyrok mam
      jak w banku... Kamaera internetowa była (podobno) włączona i nagrała
      jak ją uderzyłem... Papiery przygotowane, czekają tylko na jej
      podpis - więc jak będę "fikał", złoży je gdzie trzeba.

      Do wszystkich partnerów osób z BPD: UCIEKAJCIE OD NICH JAK
      NAJSZYBCIEJ ZANIM WDEPNIECIE W JESZCZE WIĘKSZĘ GÓ**O JAK JA!!!
      • qbel2 Re: do epifaniak 08.07.10, 17:52
        Idź do adwokata i załóż jej sprawę za znęcanie psychiczne.
        • hanging_garden Re: do epifaniak 08.07.10, 18:37
          Miałem zamiar złożyć zawiadomienie o składanie gróźb karalnych (mam
          to w mailu, który napisała do mnie po jednej z awantur czarno na
          białym) ale... jest matką mojego dziecka i nie chciałem tego robić.

          P.S.
          Wyjaśniając jeszcze 2 rzeczy do mojego poprzedniego postu:
          przypuszczam, że ostatnią "akcję" zainicjowała celowo, żeby mnie
          nagrać i mieć dowód. Na szczęście dziecka nie było przy tym.
          • qbel2 Re: do epifaniak 09.07.10, 21:15
            Obawiam się, że nie masz innego wyjścia, chyba że chcesz robić za tego złego, a
            ona ma wyjść na biedną, pokrzywdzoną przez męża sadystę. Ja też to przerabiałem.
            Jak założysz jej sprawę za znęcanie, to przypuszczam, że będzie chciała dogadać
            się na zasadzie: oboje wycofujemy.
            • hanging_garden Re: do epifaniak 10.07.10, 11:59
              Obawiam się, że sąd może to potraktować jako "oko za oko" - dziś
              może trochę żałuję, że nie złożyłem wtedy zawiadomienia o składanie
              gróźb karalnych - jestem jednak tak skonstruowany, że nie
              potrafię "donieść" na najbliższą osobę.
      • obrazo-burca Re: do epifaniak 09.07.10, 12:33
        nim pójdziesz na policję, idź do adwokata i spytaj się jak się masz bronić. Ona
        nagranie może ma, a może wcale nie. A przy jej umiejętnościach aktorskich i
        manipulacycjnych, masz sprawę o znęty jedynie na podstawie jej zeznań.

        Nie zakładaj w odwecie swojej sprawy o znęty, jeśli nie masz śiwadków. Bez tego
        umorzą z miejsca, bo to przecież biedna kobieta jest.
        • hanging_garden Re: do epifaniak 09.07.10, 12:53
          Dzięki za oddzew.

          Na szczęście ja mam kilka nagrań jej "popisówek" i tego co
          wyprawiała i jak mo groziła ale nigdy nie zamierzałem tego
          wykorzystać - trzymam to tylko i wyłącznie jako wentyl
          bezpieczeństwa, bo jeśli by doszło co do czego (czyli np. sprawy w
          sądzie) nikt by mi nie uwierzył, że ta biedna, pokrzywdzona kobieta
          może się tak zachowywać - słowo przeciwko słowu bez świadków i
          dowodów jest guzik warte... Do tego mam bogatą korespondencję
          mailową z nią, w której również nie przebera w słowach - mimo, że w
          tej korespondencji kilkaktrotnie proszę ją o zastanowenie nad tym co
          pisze, bo sama "kręci na siebie bicz" - niestety: prośby nie pomogły
          i jedzie "po całości"...
        • qbel2 Re: do epifaniak 09.07.10, 21:16
          obrazo-burco
          Ale sąd ja może wysłać na obserwację i przesłuchać biegłych. Zachowania borderów
          się powtarzają, więc sam fakt, że ma BPD będzie wskazówką
          • obrazo-burca Re: do epifaniak 12.07.10, 09:56
            qbel2 napisał:

            > obrazo-burco
            > Ale sąd ja może wysłać na obserwację i przesłuchać biegłych. Zachowania borderó
            > w
            > się powtarzają, więc sam fakt, że ma BPD będzie wskazówką

            Tak sąd ją może wysłać na obserwację, pod warunkiem, że nie umorzą sprawy.
            Idziesz o zakład, że jak kolega nie ma świadków to umorzą?
      • dr1985 Re: do epifaniak 09.07.10, 17:59
        Moja ex partnerka z BPD właśnie też chce mnie podać na policję bo wg. Niej
        jestem psycholem, który może Jej krzywdę zrobić... to już parodia. Jej tylko
        powiedziałem, że nie odpuszczę za to, że się bawiła uczuciami. Mało tego jak dwa
        tygodnie temu ze mną zerwała zaraz po tym znalazła kogoś. Podobno po tygodniu
        się zaręczyli a teraz ma być ślub cywilny! Czy to wszystko normalne?
        • qbel2 Re: do epifaniak 09.07.10, 21:18
          Nie, jej zachowanie nie jest normalne. Ale nie obraź się - twoje też. Byłeś z
          nią zaledwie 4 miesiące, więc umów się z jakąś laską i w tydzień zapomnisz.
          Czytałem twojego bloga - po co ją nachodzisz, wydzwaniasz itp.
          • dr1985 Re: do epifaniak 10.07.10, 10:41
            "Po co nachodzisz, wydzwaniasz" to tak jakbym to robił non-stop. Byłem raz, raz
            sms-a puściłem a Ona mnie traktuje teraz jak bym zrobił najgorsze zło,
            terrorystę, skurwiela. Mam deficyt miłości a Ona dała na początku sporo a potem
            oszukiwała mimo, że zaprzecza i się głupio śmieje. Wie, że mam trudną sytuację
            rodzinną to Ona raczyła mnie jeszcze zaatakować od debili, kretynów, od
            najgorszych facetów, którzy spotkała w życiu. Jeszcze chciała zadzwonić podczas
            seksu z tamtym aby mnie dobić...
            • hanging_garden Re: do epifaniak 10.07.10, 11:56
              Prawda jest bardzo brutalna - trzeba jak najszybciej DEFINITYWNIE
              odciąć się od partnerek/-ów z BPD i poszukać sobie kogoś
              normalnego. "Związek" z borderem to nic innego jak toksyczne
              uzależnienie. Mnóstwo osób (na tym forum, którym udało się rozstać
              ze swoimi borderami) mi to radziło ale ich nie posłuchałem - stary a
              głupi jestem... Innego wyjścia nie ma - albo nam się uda albo za
              chwilę wylądujemy w psychiatryku.
              • dr1985 Re: do epifaniak 10.07.10, 14:14
                Mi to wszyscy znajomi mówili bo widzieli, że Ona ma mnie gdzieś i się bawiło to,
                że ja taki dobry i naiwny. Ale ja swoje mówiłem "Co Wy gadacie" no i mam za
                swoje. Tak na prawdę mnie nie kochała, była po to aby nie być samotna. Zdradzała
                a zaraz po zerwaniu już jest z kimś. A mnie wymazała z pamięci traktując mnie
                jak za najgorsze zło mimo, że nic nie zrobiłem.
                • qbel2 Re: do epifaniak 10.07.10, 15:01
                  Na twoim miejscu poszedł bym dać na mszę z wdzięczności, że to trwało tylko 4
                  miesiące. Chciałbyś żeby cale twoje życie tak wyglądało?
                  • qbel2 Re: do epifaniak 10.07.10, 15:02
                    ps.
                    jak cie to pocieszy: ty sobie życie ułożysz, a ona chora będzie zawsze
              • czita88 Re: do epifaniak 11.07.10, 21:27
                Smutno mi panowie jak czytam ten wątek.... Obraz waszych kobiet jest
                okropny ;(, myślę że wydaje mi się straszny przez to że nienawidzę
                obłudy i kłamstwa, oszustw - wciąż doszukuję się tego u Niego...
                Jestem daleka od idealnej partnerki, robiłam świnstwa, olewałam jego
                uczucia i raniłam mu serducho, które mimo pewnych zmian w moim
                podejściu do związku wciąż krwawi...
                Nie wyobrażam sobie kiedyś walczyć z nim na drodze sądowej, czy isć
                na policję. Po prostu wydaje mi się to nierealne żebym mogła tak
                postąpić. Ale niecałe 2 lata w porównaniu z waszymi długimi
                związkami i posiadaniem małego cudu- dziecka - to prawie nic... Mam
                jednak nadzieję że mimo wszystko każda borderka jest inna, i nie
                będę tak podłą zołzą :-(... Mój obecny partner już raz zastosowal
                wobec mnie rodzaj przemocy... Spędziliśmy wczesniej parę udanych
                godzin, a w markecie ja o coś spytałam, on zamiast normalnie
                odpowiedzieć odburczał, jakaś ostrzejsza wymiana słów i przy kasie
                już ledwo łzy powstrzymywalam, on na mnie nie patrzył, mial minę i
                zachowywał się jakby mnie nienawidził, więc czułam się okropnie, i w
                drodze do domu (pieszo) wystrzeliłam na przód nie oglądając się za
                siebie. Przed klatką gdzie chwilę czekałam kazałam mu jechać do
                domu, kłóciliśmy się i wtedy on nie wytrzymał. Był straszny.
                Pierwszy raz się Go BAŁAM. Niby odchodził a cofnął się, rzucił
                kupione na wieczór piwa tak że robiły się tuż obok mnie, ja
                płakałam, nie uderzył mnie ale wykorzystal swoją przewagę - jest
                raczej dużym i bardzo silnym facetem - przytrzymywał mnie gdy
                chciałam uciec do domu, czułam jego siłę i nic nie mogłam zreobić,
                płakałam, szarpaliśmy się, potem wepchnął mnie do klatki tak że
                uderzyłam w drzwi, trochę się mocowaliśmy, ja płakałam
                przerażona ;(... W końcu weszliśmy do mieszkania - gdzie był mój
                ojciec z którym mam od dziecka dobre relacje (ale nie zwierzam mu
                się) !!! - i nic nie zrobiłam tylko szybko do pokoju żeby się nie
                zorientował!!! I On u mnie spał, ja płakalam skulona przez 2-3
                godziny, nie mogłam się uspokoić mimo że przepraszał i głaskał... A
                jak w końcu położyliśmy się do łóżka to zauważyl że cała drżę, gdy
                mnie próbował objąć/ przytulić wręcz zaczynalam się trząść. Byłam
                jak mała skrzywdzona dziewczynka, następnego dnia jeszcze
                przerażona, bałam się wciąż że znów się uniesie, obiecywałam sobie
                że już nigdy go nie wkurzę, zapomnę o sobie... I nikomu o tym
                zdarzeniu nie powiedziałam, NIKOMU, nawet przyjaciółce... Z jednym z
                poprzednich partnerów miałam też taką chorą akcję ze po ostrej
                awanturze uciekałam przed nim przez pól miasta, nie chciał mi dać
                spokoju mimo że go zje**łam jak psa i nawet bzdury mu powiedzialam
                odnośnie moich motywów bycia z nim żeby się wkurzył i dał mi spokoj.
                I w jednym miejscu, doslownie 20-30 metrów od nas bylo dwóch ze
                straży miejskiej. A ja do nich nie poszłam nie zawowalam o pomoc ze
                psychol mnie napastuje itp (on byl pijany a ja nie, i na pewno by
                pomogli...). Nie wyobrażam sobie mieszać całej masy ludzi (jego
                znajomych/ policji/ urzędasów w sądzie) w nasze intymne brudy... Mam
                nadzieję że nigdy nie zacznę... Póki co ani moi ani jego znajomi nie
                wiedzą nawet jednej trzeciej prawdy o naszym związku... Ja się nie
                żalę ani on się nie żali, o zmyślaniu już nie ma mowy. Jedynie na
                trudnych początkach gdy co chwilę się rozstawalismy i zwierzalam się
                przyjaciólce to mowilam o wszystkich jego błedach (normalni
                partnerzy niestety też je popelniają) a nie wszystko o moich. Ale
                nie pomijałam np. w rozmowach z nią moich zdrad, nie pozowałam na
                wierną czulą partnerkę.
                Przez ten i inne takie wątki zawsze zastanawiam się czy i kiedy mój
                związek się rozpadnie ;(... Kiedy on straci cierpliwość i przestanie
                kochać..
                • hanging_garden Re: do epifaniak 12.07.10, 09:00
                  W mojej "krisznie" nigdy nie mieściło się, jak można uderzyć
                  kobietę... Moja borderka robiła jednak wszystko (wiem - pomyślicie:
                  tłumaczy się albo szuka uzasadnienia ale to nie tak), żeby mi nerwy
                  puśicły...
                  Długo udało mi się ignorować jej zachowania - pierwszy raz
                  spoliczkowałem ją po jakichś dwóch latach naszego "związku"...
                  Czasem było tak, że jeśli nie reagowałem, ona podchodziła do mnie i
                  waliła mnie "z liścia" w twarz pierwsza. Na szczęscie na
                  spoliczkowaniu się kończyło - nigdy (na szczęście) nie dochodziło do
                  większych "aktów agresji"... wiem: nic mnie nie tłumaczy. Czasem
                  zastanawiam się, jak zareagowaliby na moim miejscu inni faceci...
                  Ehh... nie chce mi się już dzisiaj nawet myśleć o tym...
                  • glorifia Re: do epifaniak 12.07.10, 21:15
                    Nie miej wyrzutów. To nie Twoja wina (zakładam, że sam z siebie nie jesteś damskim bokserem).
                    Moja matka wszystkich swoich mężów wyprowadzała z równowagi. Potrafiła to zrobić, jak nikt inny. Myślę z podziwem o każdym z nich, że w ogóle potrafili z nią wytrzymywać latami.
                    Przebywanie z borderline na co dzień i latami, to tak jak dać zamknąć się w klitce - tak zwanej "szkatułce z pozytywką"... Tortura polegała na tym , że zamykano człowieka w celi i nie robiono mu krzywdy fizycznej jako takiej, nie znęcano się fizycznie, za to puszczało mu się non stop "skrzypiącą" muzykę - taki styropian po szkle, tak długo, aż człowiek wariował.
                    Ja jestem dzieckiem typowej borderline. Znam tę "pozytywkę", wiem , jak gra. Tylko że ja wiem, kim jestem (stałam się dzieki niej), a ona nie wie, kim ona jest. Choć wcale nie jest mi z tą wiedzą lżej. Jestem jak jakiś twór, kompletnie wykastrowany ze swojego "ja". Jestem kaleką. Jestem dorosłym dzieckiem borderline.
                    • hanging_garden Re: do epifaniak 13.07.10, 09:07
                      Powiem Ci glorifia, że sam mam problemy ze zidentyfikowaniem siebie -
                      kim jestem a kim nie. Ktoś postawił tezę, że po jakimś czasie bycia
                      z borderem, przesiąkamy ich cechami. Obawiam się, że w moim
                      przypadku tak się stało - choć może jest to reakcja na wmawianie mi
                      niektórych cech przez nią przez te kilka lat.
                      Szacun dla Ciebie, że się "zidentyfikowałaś" i jesteś świadoma samej
                      siebie - to dla mnie wyższy poziom "egzystencji bordera" - mojej
                      partnerce niestety brakowało tej cechy (choć na początku naszego
                      związku przyznała się do BPD ale później się wycofała - pisałem o
                      tym zresztą wcześniej). Powiem Ci szczerze, że nie przeszkadzałyby
                      mi nawet te jej akcje, wyzwiska, ubliżanie itd. pod JEDNYM JEDYNYM
                      warunkiem: gdyby miała świadomość tego, co robi, potrafiła po
                      wszystkim przyjść do mnie, przeprosić i o tym pogadać, próbować
                      jakoś wyjaśnić... Ja zawsze byłem gotowy na taką rozmowę... ba! -
                      sam ją jak kretyn przepraszałem po wszystkim. Jak sam próbowałem
                      inicjować konwersację na temat "Houston mamy problem", to zawsze
                      kończyło się to awanturą albo twierdzeniem, że coś jej wmawiam,
                      robię z niej wariatkę a to ja jestem "beee" i to ja powinienem iść
                      się leczyć. Zupełny brak porozumienia. Totalne zakłócenia natury
                      semantycznej...

                      Zrobiłem jeden podstawowy błąd, choć wydawło mi się, że jesem mądry
                      bo dorosły a prawda jest taka, że stary a głupi jestem. Ktoś mi
                      kiedyś powiedział: "Otrzymujesz od ludzi to, co w nich
                      wzmacniasz"... Ja wzmocniłem w mojej partnerce poczucie bezkarności -
                      bez względu na to, co mi zrobiła, powiedziała, wyzwała - ja i tak
                      zawsze jej przebaczałem... Więc zaczęła wymyślaś coraz bardziej
                      wyrafinowane "tortury" (np. wykręcać mi korki i uciekać z domu...),
                      bo wiedziała, że i tak jej wybacze, doprowadzając swoją sztukę
                      znęcania się do mistrzowskiego poziomu.

                      Co do bycia damskim bokserem - mam prawie 40-tke na karku, byłem w
                      kulku długoletnich związkach i nidy nie zdarzyło mi się podnieść
                      ręki na kobietę... Czasem się zdenerwuję, zwrócę uwgagę, jestem
                      upierdliwy i drobiazgowy, pedantyczny (choć nie wymagam tego od
                      najbliższych), pewnie denerwujący dla otoczenia, zdarzy mi się
                      zakląć ale nigdy nie zdarzyło mi się, żeby do mojej borderki
                      wyjechać pierwszy z awanturą czy zaczął jej ubliżać. Musiała
                      naprawdę przegiąć na max, żeby mnie sprowokować i żebym w ramach
                      rewanżu po niej "pojechał" słownie - jakiś czas udawało mi się już
                      panować nad negatywnymi emocjami i unikałem konfliktu z nią. Jak
                      wpadała w szał, mówiłem, że pogadam z nią jak wróci ta osoba, którą
                      znam, bo tej co do mnie teraz mówi w szale - niestety nie znam i
                      znać nie chcę. I wychodziłem z domu. Na papierosa. Kiedyś nie
                      otwierała mi drzwi jak wracałem. Zdarzyło się nawet, że musiałem
                      przechodzić przez mieszkanie i balkon sąsiadów żeby się dostać do
                      mieszkania. Ostatnio coś się jednak zmieniło - wracałem, drzwi były
                      otwarte a ona spkojniejsza... Miałem nadzieję, że idzie ku lepszemu -
                      fakt: zmieniło się ale tylko na chwilę.
                      Na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń podpisuję się pod
                      tym, co ktoś napisał: nawet jak borderzy są jakiś czas spokojni
                      (choć to za dużo powiedziane), to później eksplodują z dużo większą
                      siła. Oni chyba "kumulują" w sobie złe emocje i muszą dać im w końcu
                      upust. Tak było właśnie w powyższym przypadku.

                      Co do matki - moja jest identyczna jak Twoja - podziwiam mojego ojca
                      (zresztą nie tylko ja ale wszyscy, którzy znają klimaty jakie
                      funduje mu moja matka), że tyle lat z nią wytrzymał. Czasem
                      zastanawiam się, czy w/w klimaty nie zniekształciły również w jakimś
                      tam stopniu i mojej psychy - choć moja matka nie zawsze taka była.
                      Była surowa, wymagająca ale może właśnie dzięki temu skończyłem
                      szkoły, studia, zawsze miałem bardzo dobrą pracę... Fakt - jak byłem
                      dzieckiem pamiętam, że była nerwowa, robiła jakieś tam akcje z
                      błahych powodów, porafiła dać w skórę - w sumie jednak mogę
                      powiedzieć, że miałem normalne i szczęśliwe dzieciństwo, normalny
                      dom a takie sytuacje jak opisałem wyżej, zdarzają się w każdym domu.
                      Dlatego częściowo tłumaczyłem sobie, że skoro mój ojciec wytrzymuje
                      takie klimaty (nigdy nie uderzył matki, choć jakiś czas temu
                      przyznał, że zrobiła mu taką awanturę, że prawie doszło do
                      rękoczynów), to w sumie czemu ja miałem nie wytrzymać. Mam też
                      znajomych, którzy są toksyczni dla siebie nazwajem a mimo to trwają
                      ze sobą na dobre i złe... To beznadziejne i głupie - człowiekowi nie
                      wolno dać sobą pomiatać. Mój ojciec nie ma za bardzo wyjścia - ja na
                      szczęście mam jeszcze szanse na ułożenie sobie życia...
                      • qbel2 Re: do epifaniak 13.07.10, 14:30
                        hanging_garden
                        Gdybym nie spojrzał na nicka, to chyba bym pomyślał, że ja to napisałem. Wiek
                        się zgadza, związki też, prawdopodobne przejęcie części cech bordera. To
                        ostatnie mnie wkurza, za długo tkwiłem w chorym związku i już nie potrafię być
                        taki jak wcześniej
                        • hanging_garden Re: do epifaniak 13.07.10, 14:36
                          qbel2 napisał:

                          > hanging_garden
                          > Gdybym nie spojrzał na nicka, to chyba bym pomyślał, że ja to
                          napisałem. Wiek
                          > się zgadza, związki też, prawdopodobne przejęcie części cech
                          bordera. To
                          > ostatnie mnie wkurza, za długo tkwiłem w chorym związku i już nie
                          potrafię być
                          > taki jak wcześniej

                          Podaj rękę, Brachu :-)

                          Chyba trzeba przyznać, że jednak zdecydowana większość zachowań
                          borderów to szblony - idealne xero - sam miałem conajmniej
                          kilkanaście razy "de ja vu" (czy jak to się tam pisze to deżawi)
                          czytając to forum...
                          • qbel2 Re: do epifaniak 13.07.10, 14:46
                            Masz dostęp na forum zamknięte:
                            forum.gazeta.pl/forum/f,98638,Moj_partner_ma_borderline.html
                            • hanging_garden Re: do epifaniak 14.07.10, 09:25
                              Dzięki za linka. Mam jednak pytanie (może głupie...): czym forum
                              zamknięte różni się od tego forum?
                              • qbel2 Re: do epifaniak 14.07.10, 13:12
                                Tym, że jest tylko dla rodzin osób mających BPD. A więcej wyjaśnię własnie tam
                      • glorifia Re: do epifaniak 13.07.10, 19:42
                        Hmmm, mnie też do czterdziestki niewiele brakuje, ale myślę, że to nie jest tak, że możemy o sobie powiedzieć "starzy i głupi". Nie wiem , jak Ty, ale do mnie dopiero parę lat temu dotarło, co się ze mną dzieje. Przedtem tez niby rozumiałam, ale nie widziałam żadnego związku z zachowaniem i postawą matki. I powiem Ci jedno, odkąd zaczęłam ją trzymać na dystans, stałam się spokojniejsza. Już nie obwiniam się tak za wszystko, nie oskarżam się, nie biczuję. Przestałam szukać potwierdzenia swojej wartości w jej oczach ,bo zrozumiałam, że cokolwiek bym nie zrobiła, nigdy jej nie zadowolę. Bo ja dla niej jestem tylko obiektem do znęcania się.
                        Za to bardziej zaczęłam się wsłuchiwać w opinie innych na swój temat.
                        Nawet jeśli to jest krytyka czasami, to krytyka konstruktywna, a nie ciągłe ujadanie i poniżanie "dla mojego dobra". Tak, a co do mistrzostwa we wbijaniu szpil, to nikt jej nie przeskoczy. Zrobi to z uśmieszkiem na twarzy i z żółcią na języku. Oczywiście - "dla dobra ogółu".
                        Na szczęście, choć powoli, ale jednak wracam do siebie, bo nie umiem żyć w takim fałszu i hipokryzji, z humorem co to "nie znasz dnia, ani godziny", w ciągłej niepewności i napięciu, że ona zaraz wybuchnie...
                        Uważam, jak Ty, że borderline świadomy swojego stanu - jest uleczalny, da się nad tym zapanować i wyzdrowieć, ale borderline nieświadomy, malo tego,upierający sie przy tym, że wszystko z nim w porządku - to już ciężki przypadek. Bo taki zawsze będzie twierdził, że dlatego się denerwuje i wybucha, jest złośliwy i nieprzyjemny, bo otaczający go ludzie specjalnie tak robią, bo to ich wina, ale nigdy nie samego borderline'a. Słowem, okropność :/

                        Życzę wam odnalezienia siebie i swojego "ja", dzieci i partnerzy wszystkich borderline'ów.
                        • czita88 Re: do epifaniak 14.07.10, 00:44
                          " > Uważam, jak Ty, że borderline świadomy swojego stanu - jest
                          uleczalny, da się nad tym zapanować i wyzdrowieć, ale borderline
                          nieświadomy, malo tego,upierający
                          > sie przy tym, że wszystko z nim w porządku - to już ciężki
                          przypadek. Bo taki
                          > zawsze będzie twierdził, że dlatego się denerwuje i wybucha, jest
                          złośliwy i nieprzyjemny, bo otaczający go ludzie specjalnie tak
                          robią, bo to ich wina, ale nigdy nie samego borderline'a. Słowem,
                          okropność :/ "

                          Zgadzam się również. W poprzednich związkach tylko cierpiałam,
                          cierpiałam, cierpiałam a oni byli
                          ignorantami/debilami/ćpunami/chamami/itp. ja biedna wrażliwa,
                          wyjątkowa istota, zraniona, niezrozumiana, niewinna... Szukająca
                          zrozumienia w ramionach innych, w seksie z nimi... Bo zawsze mialam
                          usprawiedliwienie.
                          Teraz wiem że On też cierpi. Też ma uczucia, ciężką przeszłość. Też,
                          a może TYLKO On, kocha. I ja też popełniam błedy, całe mnóóóóóóśtwo
                          błędów, a nie tylko on. Ja też Go ranię. I wiele - odnośnie tego jak
                          układa się nasz związek, czy nam się uda - zależy ode mnie, a nie
                          tylko od tego czy On spelni moje oczekiwania.... To ostatnie zdanie
                          jest najważniejsze ;(...
                          Nigdy nie zapomnę też jak ponad 3 lata temu czytalam artykuł o
                          borderline w Charakterach jadąc do domu z uczelni autobusem a łzy mi
                          leciały po policzkach i nie szło ich zatrztymać.... Po paru
                          miesiącach, próbie s., i innych żałowałam że wiem (tak jak z trichem
                          o którym wiem już od ok. 5 lat), bo wiedza ta zwalała całą
                          odpowiedzialność za moje (nie)szczęście na mnie... TO JA JESTEM
                          CHORA a nie inni są okrutni, podli, są gn*jami (faceci)... To ja
                          jestem nadwrażliwa... To ja mam chore oczekiwania... To moje
                          zachowanie jest chore... Te odkrycia mnie dobiły. Wcześniej wszystko
                          zależało od Boga/innych ludzi/od losu... A potem dowiedziałam się że
                          urodziłam się / wyroslam walnięta i te wszystkie cierpienia
                          minionych lat sama sobie zafundowałam ;(... To że się puszczałam, że
                          oddałam się po raz pierwszy pijana koledze któerego kochałam (tak mi
                          się 3 lata wydawało) i niemal się przez niego nie zabiłam, to tylko
                          MOJA wina i moja decyzja, a nie jego podły czyn... Moglam odmówić,
                          mogłam się wycofać, mogłam się szanować... A po paru latach wciąż mi
                          nie wychodzi...
                    • krowawkropki Re: do epifaniak 13.07.10, 11:12
                      glorifia napisała:

                      > Nie miej wyrzutów.

                      Bardzo dobra wypowiedz. Dziękuje
                      • hanging_garden Re: do epifaniak 13.07.10, 12:32
                        krowawkropki napisał:

                        > glorifia napisała:
                        >
                        > > Nie miej wyrzutów.
                        >
                        > Bardzo dobra wypowiedz. Dziękuje

                        Tylko nie zacznijmy - bardzo Was proszę - propagować przemocy wobec
                        partnerów BPD jako klucza do "zapanowania" nad nimi, bo TO NIE
                        DZIAŁA a wręcz odwrotnie: jest jeszcze gorzej...
                        Mam cholerne wyrzuty z powodu swojego zachowania i jednocześnie
                        zdaję sobie sprawę, że jeśli posunąłem się do "policzka" to i ze mną
                        jest coś nie tak, bo nie potrafiłem zapanować nad swoimi emocjami.
                        • krowawkropki Re: do epifaniak 13.07.10, 14:44
                          Wiesz ja nie popieram bicia kogo kol wiek ale czasami naprawdę chciało by się
                          wstać i wywalić za drzwi taką osobę.
                          • hanging_garden Re: do epifaniak 13.07.10, 14:55
                            Wiem wiem - czytam właśnie arcy-ciekawy wątek na tym forum z Tobą
                            obsadzonym w jednej z głównych ról ;-)
                            "Mój związek z dziewczyną mającą Borderline..."
                            Widać, że sporo przeszedłeś i wiesz o co kaman z borderkami -
                            niestety nie ma na nie żadnego sposobu: nie poradzisz sobie ani
                            dobrocią ani złością ani "oko za oko, ząb za ząb" - próbowałem wielu
                            strategii podjeścia, żeby tylko załagodzić sytuację. Każda próba
                            innego podejścia to (przynajmniej u mnie) automatyczny ERROR. Chemia
                            mózgu się zmienia, twardy dysk się zawiesza i tylko czasem rusza i
                            jest normalnie...
                            Raz spróbowałem też jej strategii - wyciągania w awanturze
                            największych syfów z jej przeszłości (ona permanentnie stosuje tą
                            strategię: uderzyć słownie w najczulszy punkt) - i co: i złamała
                            się, zapędziłem ją "do narożnkia", wyciągnąłem najgorsze rzeczy z
                            jej życia, wyolbrzymiłem, przekłamałem i powiązałem wątki tak jak
                            ona: bez ładu i składu, tylko po to, żeby jej "mentalnie dołożyć" -
                            złamałem ją do tego stopnia psychicznie, że nie wiedziała jak się
                            nazywa. Miałem jedną intencję: pokazać jej co ona ze mną robi i jak
                            się wtedy czuję... i co - i wyrzuciła mnie kolejny raz z domu.

                            ...jeśli chodzi o "policzek" - to niestety ozaka (mojej) słabości.
                            • czita88 Re: do epifaniak 14.07.10, 00:21
                              "wiesz o co kaman z borderkami -
                              > niestety nie ma na nie żadnego sposobu: nie poradzisz sobie ani
                              > dobrocią ani złością ani "oko za oko, ząb za ząb" - próbowałem
                              wielu
                              > strategii podjeścia, żeby tylko załagodzić sytuację. Każda próba
                              > innego podejścia to (przynajmniej u mnie) automatyczny ERROR."


                              A wg mnie to nie jest tak ze my BPD jesteśmy rypnięci i wy, (prawie)
                              normalni, nie macie na nas, nasze zachowanie, żadnego wpływu...
                              Przecież te wszystkie awantury/doliny/myśli samobójcze itp itd
                              wynikają z przebiegu relacji z partnerem, z jego (no często
                              wyimaginowanych) błędów, z jego słów, z niezrozumienia....
                              Przynajmniej u mnie tak jest.
                              Gdy ktoś obcy mnie skrytykuje, nakrzyczy, zignoruje to odpłacam się
                              tym samym, wk*rwiam się i po godzinie nie pamiętam. Gdy zrobi to On
                              to przez parę dni nie chcę żyć, moje życie traci sens, tnę się,
                              piję...

                              I nie jest tak że gdy on swoim gestem/ słowem/ decyzją/ zachowaniem/
                              brakiem zachowania wywoła u mnie dany stan, emocje, potok myśli to
                              już na "amen", laska (ja) ma schizę a On może tylko uciekać i kryć
                              się czekając aż jej minie !!! Jego zachowania ma w takich sytuacjach
                              kolosalny wpływ. Pomagają pytania, dużo pytań, zainteresowania,
                              drążenie tematu aby dojść do sedna problemu, do przyczyny mojej
                              złości - Mój np. często bierze mnie na logikę, ukazuje problem,
                              sytuację z obiektywnej strony lub zadaje pytania, pyta o moje
                              motywy, o podstawy moich - często tragicznych - osądów, daje
                              przykłady z przeszłości itd (trudno mi tak na sucho to opisywać a
                              nie na przykładzie konkretnej sytuacji), żebym zobaczyła jakie
                              głupoty znów wyprodukowała moja psychika, jak jestem niesprawiedliwa
                              i pochopna we wnioskach itd.
                              Pomaga uspokajanie, spokojne zaprzeczanie moim chorym oskarżeniom,
                              najlepiej wielokrotne :], nie unoszenie się (!!!) i nie
                              ironizowanie. Gdy w czasie awantur On ironizował i sprowadzał pewne
                              fakty, osądy do przesady (jak niestety często ja) to miałam ochotę
                              Go zabić, wewnętrzne cierpienie przeradzało się w OGROMNĄ furię i
                              niemal chęć mordu, czulam że traktuje mnie jak debila albo sam nim
                              jest. Od takiej postawy sto razy bardziej wolę pobłażliwość, gdy
                              traktuje mnie jak małą kochaną złośnicę ;), z humorem, wtedy moja
                              złość topniała (oczywiście w zależności od przyczyny nie zawsze to
                              skutkuje, ale w błachych sprawach zazwyczaj), zauważałam że
                              zachowuję się niedojrzale, jestem drobiazgowa, moja złośc
                              topniała...
                              No i wreszcie pomaga Miłość, Bliskość, Czułość... Nienawidzę, nie
                              mogę znieść ignorancji.... Kiedyś cięłam się zawsze gdy po kłotni
                              nie bylo Go obok, nie dzwonił, uciekał od problemu... Teraz panuję
                              nad sobą w większośći sytuacji (nie zawsze) ale chęć sięgnięcia po
                              nożyk i ból są przeogromne.... Czuję się wtedy niekochana,
                              zapomniana, niepotrzebna, beznadziejna, chcę zniszczyć swoje
                              zniekształcone i wstrętne ciało, jestem pewna (omg ile razy to już
                              było, mogę juz chyba takie dni w setkach liczyć) że już nigdy nie
                              będziemy razem... I że już nikogo nie pokocham...
                              • hanging_garden do czita88 14.07.10, 09:18
                                czita88 - tak jak napisałem - w moim przypadku ŻADNA strategia
                                porowumienia nie działała. Nie stawiam się na piedestał, że oto JA
                                wspaniałomyślnie chciałem porozmawiać o problemie (żeby była
                                jasność: WSPÓLNYM problemia) ale wierz mi: z nią nie było ŻADNEGO
                                porozumienia a jedynie wypierania się i zwalanie całej winy na mnie.
                                Kilka(set) razy próbowałem z nią o tym rozmawiać, mając nadzieję, że
                                akurat jest odpowiednia chwila, bo ona jest spokojna, zrelaksowana
                                więc wydawało mi się, że wszelkie okoliczności sprzyjają takiej
                                rozmowie... niestety: zawsze było tak samo, czyli zupełny BRAK chęci
                                porozmawiania o tym, co złego się między nami dzieje.
                                Myślisz, że jak wpadała w szał, nie próbowałem jej przytulać, mówić
                                spokojnym głosem, po tym jak trzasnęła któryś raz drzwiami tak, że
                                cały blok się trząsł, zostawiać samej ze sobą, żeby się uspokoiła,
                                obracać wszystko w żart, próbować rozbawić... Mógłbym napisać tomy w
                                tym temacie...

                                Napisałaś, że:
                                > Pomagają pytania, dużo pytań, zainteresowania,
                                > drążenie tematu aby dojść do sedna problemu, do przyczyny mojej
                                > złości - Mój np. często bierze mnie na logikę, ukazuje problem,
                                > sytuację z obiektywnej strony lub zadaje pytania, pyta o moje
                                > motywy, o podstawy moich - często tragicznych - osądów, daje
                                > przykłady z przeszłości itd (trudno mi tak na sucho to opisywać a
                                > nie na przykładzie konkretnej sytuacji), żebym zobaczyła jakie
                                > głupoty znów wyprodukowała moja psychika, jak jestem
                                niesprawiedliwa
                                > i pochopna we wnioskach itd.

                                ...i to jest to, o czym kilkakrotnie tutaj pisałem (wyższy poziom
                                świadomośći) - Ty MASZ ŚWIADOMOŚĆ swojego BPD i pozwalasz sobie
                                pewne sprawy wyjaśnić przez swojego partnera, rozmawiacie o tym i
                                (mam nadzieję) próbujecie coś z tym robić. Ale do tego jakby
                                NIEZBĘDNA jest dobra wola bordera i chęć porozmawiania o tym, co się
                                dzieje - jeśli tej woli NIE MA (tak jak u mojej partnerki) a
                                wszelkich problemów ona doszukuje się we wszytkim i wszystkich tylko
                                nie w sobie, to powiedz mi JAK porozumieć się z taką osobą? To tak
                                jak z alkoholikiem, który dzień w dzień się "zalewa" a twierdzi, że
                                problemu nie ma, że on w ogóle nie pije a na dodatek nie chce o tym
                                rozmawiać o pójściu na terapię nie wspomnę...
                      • glorifia Re: do epifaniak 13.07.10, 20:00
                        krowawkropki napisał:

                        > glorifia napisała:
                        >
                        > > Nie miej wyrzutów.
                        >
                        > Bardzo dobra wypowiedz. Dziękuje

                        Wiesz co, moja matka zawsze twierdziła, że dlatego się rozwiodła ze swoim pierwszym mężem, bo on ją bił. Nie znałam go, więc nie podważałam jej słów. Ale znałam mojego ojca. To ona całe życie do twarzy mu skakała. A on tylko raz chwycił ją za ręce mocniej by się uspokoiła. Po tym jednym razie rozpowiadała wszystkim naokoło: jak on śmiał!!! Ręce ją bolały przez tydzień! Co za drań!
                        Potem tata umarł, a matka całą swoją energię skierowała na mnie, wtedy już dorosłą. I wtedy dopiero zrozumiałam, że biedny mój ojciec był, oj biedny...3o lat. I dziwię się, że nie przywalił jej kiedyś, żeby się opamiętała. Zamykał się w sobie, wychodził z domu.
                        Ale dzięki temu, że się z nią nie rozwiódł, miałam choć cząstkę normalności w rodzinie, bo miałam ojca jako przeciwwagę dla niej. Jakiś wzór normalnych zachowań i reakcji. Choć oczywiście, sytuacja podobna, jak u kolegi z innego postu - matka wymagająca, dobre wychowanie, kindersztuba, studia i dobra praca. Ale na dobrą sprawę po cholerę mi to wszystko, skoro ja nie potrafię korzystać z tego, co osiągnęłam?! Nie potrafię, bo mam zrypaną psyche!

                        Nie pochwalam oczywiście rękoczynów, ale nie może być tak, że jak facet bije kobietę, to zaraz policja na progu, a jak kobieta bije - to facet ma cierpieć, bo wstyd. To samo dotyczy relacji rodzic-dziecko. Rodzic bije dziecko,a potem sam się dziwi, że jego dziecko, jak nie rodzicowi, to przynajmniej komuś innemu przywali z radością w ramach wyładowania agresji i wskutek niepanowania nad własnymi emocjami. Bo nie potrafi inaczej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka