audiosystem
31.08.09, 10:13
ostatni raz widzieliśmy się w Kwietniu (miało być krótka rozłąka spowodowana końcem innych spraw)
Pod koniec czerwca dałami "wolną rękę". Tydzień poźniej roztanie.
Powalczyłem 1,5 mies. nic to nie dało
Jej nowa milość to dawny kolega... wszystko rozwinęło się u nich w tydzień. (jak dlamnie to też nieco dziwny i zagadkowy przypadek, całkowite przeciwieństwo mojego podejścia do szybkości ważnych decyzji tu to opisywałem:
forum.gazeta.pl/forum/w,16,99462492,99462492,kiedy_powinno_zamieszkac_sie_razem_.html
W ubiegłym tygodniu poprosiłem o telefon... wg jej teoretycznie ma ułożone życie do óźnych lat starości
Mineły dwa miesiące od okrutnej wiadomości która mnie dopadła.
I trwa mi w umyśle? Jak długo to może potrwać?? Wiem, wiem, że jest "zła" ze znalazla nowego w tydzień... wiem że wybrala latwiejsze życie w "strefie euro", próbuję zapomnieć i nic... kilka razy spotkałem się z koleżanką na pocieszanie... podczas seksu oczami wyobrazni widzę tamtą.
Wychodzę do ludzi, spotykam sie z nimi, imprezuję... inne kobiety pociągają mnie ale tylko tak na "odleglosc" ... pozniej wraca mysl... a gdybyto byla ona....
Tak jak pisałem... od kwietnia nie widzielismy sie (tylko kontakt telef), pod koniec czerwca, odeszla, powalczylem do polowy sierpnia, teraz juz przestalem..
ale to w umysle jest jak sinusoida: tydzien ok.. optymizm radosc z kolejnego dnia i otwarcie sie na zycie i wraca pozniej dół...
I tak wkółko...
Boję się, że jak nawet kogoś poznam blizej... to tę kobietę w jakiś tam sposób będę oszukiwał, tak jak znajomą koleżankę do pocieszenia i wspólnego piwkowania i ogladania filmow.
Jak długo to jeszcze potrwa? Czy ja jestem hmm normalny??
Pozdrawiam wszystkich