Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Uczelnia da Ci pracę?

    IP: *.pwrnet.pwr.wroc.pl 19.11.09, 10:34
    Uczelnia nic Ci nie da, taka jest prawda. Jedyne co
    otrzymasz to wykształcenie, które najczęściej odbiega od realiów
    rynku pracy. Jestem studentem renomowanej uczelni technicznej w
    Polsce. Wiele robiłem dla studentów i jednocześnie dla samego siebie
    biorąc udział w różnego rodzaju inicjatywach. Wszystkie moje
    zdolności jakie posiadam zdobyłem sam jak i swoją pozycję wśród
    pracowników wydziału i poza nim. Każda akcja dawała mi nowe
    doświadczenie, które procentuje w przyszłości. Wychodzę z załorzenia
    lepiej zdobywać doświadczenie własnymi siłami, nawet kwestią ocen i
    zaliczeń niż poźniej stanąć przed pracodawcą i na pytanie "Jakie ma
    Pan doświadczenie?", odpowiedźieć "... Jestem po studiach więc nie
    posiadam doświadczenia...". Totalna porażka i dla mnie jak byłbym
    pracodawcą, oznaka że taka osoba nie odczuwa potrzeby wprowadzenia
    czegoś swieżego do Firmy. Jest jak taki koń z klapkami o oczy, robi
    to co mu Pan każe idąc tylko po jednym torze.
    Drugą stroną medalu jest to iż uczelnie nie inwestują w organizacje
    typowo branżowych spotkań z pracodawcami jak i branżowych targów
    pracy dla przyszłych absolwentów. To jest ogromny błąd i ból braci
    studenckiej. Fakt, że organizowane są dni kariery ale te stoiska
    oblegane są większości przez firmy z branży IT, call center i
    bankowej. A Politechnika, w tym temacie to nie tylko informatycy i
    analitycy finansowi. To budowlańcy, instalatorzy, elektrycy,
    biotechnolodzy itd. Co do Biura Karier to jeśli chcą być poważną
    instytucją na uczelni to niech ustalą z władzami uczelni aby raz w
    semestrze na początku każdego z nich, robić w godzinach zajęć jedno
    spotkanie ze studentami 3 roku (st. inżynierskich, licencjackich) i
    2 roku (st. magisterskich). A prawda jest jak samemu nie wypracujesz
    sobie scieżki do swojego sukcesu to nawet dyplom renomowanej uczelni
    nie zrobi z ciebie przykładnego pracownika i płatnika podatków...

    Dlatego weź się do roboty, bo wiedza i wykształcenie książkowe to
    nie wszystko...
    Obserwuj wątek
      • Gość: pracownik Uczelnia da Ci pracę? IP: *.biznesdsl.etel.pl 19.11.09, 10:44
        Problem jest w zupełnie innej przestrzeni. Otóż studia , z samej
        nazwy, ogólnie przygotowują do przyszłej pracy. Natomiast
        pracodawca, słusznie, oczekuje wykwalifikowanego pracownika. Jak
        więc pogodzić te dwie pozorne sprzeczności? Należy wprowadzić
        obowiązkowe praktyki studenckie organizowane przez Uczelnie. Niech
        student studiuje pół roku dłużej , ale ma pewność , że po tych
        studiach coś będzie wiedział o przyszłej pracy. I tu kolejny
        problem. Gdyby przyjąć moją koncepcję, to okazałoby się, że połowy
        studiów w Polsce nie powinno być. Bo są dla praktyki całkowicie
        nieprzydatne, np........... /wpiszcie sobie sami/. I jeszcze jedno,
        te wielkie armie urzędników uczelnianych gdyby zaprząc do
        poszukiwania praktyk, to może by wreszcie coś się działo.
        • markus.kembi Re: Uczelnia da Ci pracę? 19.11.09, 10:56
          Gość portalu: pracownik napisał(a):

          > Problem jest w zupełnie innej przestrzeni. Otóż studia , z samej
          > nazwy, ogólnie przygotowują do przyszłej pracy. Natomiast
          > pracodawca, słusznie, oczekuje wykwalifikowanego pracownika. Jak
          > więc pogodzić te dwie pozorne sprzeczności? Należy wprowadzić
          > obowiązkowe praktyki studenckie organizowane przez Uczelnie. Niech
          > student studiuje pół roku dłużej , ale ma pewność , że po tych
          > studiach coś będzie wiedział o przyszłej pracy.
          ________________________________________________

          Praktyki jak długo trwają? Miesiąc? A tzw. "pracodawcy" oczekują co najmniej 2 lat doświadczenia (najczęściej 3 i to z udokumentowanymi sukcesami) - jak to pogodzić?
          • Gość: szymon1984 Re: Uczelnia da Ci pracę? IP: *.sikornik.net 20.11.09, 10:17
            5letnie studia to pruski przezytek. Studia nie powinny trwac dluzej niz 3-4lata
            (w tym pol roku obowiazkowej praktyki zawodowej oraz polroczny pobyt za granica
            na uczelni partnerskiej, ewentualnie tzw. sandwich year czyli przedluzenie
            studiow o rok zwiazane z odbyciem kilkumiesiecznego platnego stazu) - taki model
            studiowania stosuja min. uczelnie holenderskie, dunskie oraz brytyjskie.
            Studiujac na pewnej akademii ekonomicznej mialem na semestr srednio 10
            przedmiotow, z ktorych gora 1 mial jakikolwiek sens. Na zachodzie ma sie gora
            4-6 modulow oraz duzo czasu wolnego, ktory sie poswieca na pisanie esejow badz
            prowadzenie badan. Po drugie praca magisterska nie powinna byc warunkiem
            uzyskania dyplomu, to tylko przepustka na studia doktoranckie badz zaprawa przed
            badaniami naukowymi. Nie kazdy ma ochote robic kariere naukowa. Kolejnym
            problemem jest sztuczny podzial na studia 1 i 2 stopnia. Material jest ten sam
            co pare lat temu, a student w przypadku studiow inzynierskich traci dodatkowy
            rok na wkuwanie bzdur badz pisanie odtworczej pracy licencjakiej...Juz nie bede
            wspominal o planowaniu programu studiow przez ministerstwo....(tzw. minimum
            programowe, tego nigdzie na swiecie nie ma). KaZda uczelnia powinna miec swoj
            unikatowy program. wtedy rynek zostalby wyczyszczony z socjologii, pedagogiki
            oraz filologii tureckich, a podatnicy zaoszczedzilby troche forsy na
            darmozjadach (system kredytow studenckich rozwiazalby problem pt.'studiuje bo
            wszyscy studiuja i musze miec ukonczone studia'). TBC ;)
            • dystansownik Re: Uczelnia da Ci pracę? 27.11.09, 16:44
              > 5letnie studia to pruski przezytek. Studia nie powinny trwac dluzej niz 3-4lata

              Racja. Sam za niewiele ponad pół roku będę musiał się bronić, jestem już na 5
              roku studiów technicznych i szczerze mówiąc czuję się już wypalony nauką
              wyłącznie teorii przez te 5 lat. Widzę, że na dobrą sprawę dałoby się przekazać
              konieczną wiedzę w 3 lata, a później powinno zaczynać się łączyć ją wprost z
              wiedzą praktyczną.
              Co gorsze, nawet na 5 roku wypełniają nam czas przedmiotami, które wymagają
              poświęcenia dość sporych nakładów pracy, jednocześnie nie wnosząc praktycznie
              nic do zwiększenia naszych umiejętności i atrakcyjności na rynku pracy.

              W tej chwili żałuję, że od przynajmniej roku nie zacząłem olewać studiów, żeby
              podjąć jakąś pracę zawodową (gdybym jakąś znalazł, bo o to też nie łatwo).
              Skończę pewnie jako kolejny absolwent z wyróżnieniem za wyniki w nauce i zerem
              doświadczenia zawodowego w CV.

              Praca magisterska obecnie w ogóle traci na wartości w sensie intelektualnym.
              Przy taśmowej produkcji absolwentów sprowadza się do tego, że większość tematów
              powtarza się co roku, w mniej lub bardziej zmienionej formie. Przynajmniej tak
              to wygląda na uczelniach technicznych. W skrajnych przypadkach nawet nie zmienia
              się tematu, tylko promotor daje inne dane wyjściowe i traktuje magisterkę jako
              trochę większy projekt.


              Co do tematu poruszonego w artykule, to tzw. biura karier wiele nie robią i nie
              ma się co łudzić, że komuś załatwią pracę. Na mojej polibudzie liczba ofert jest
              niewielka, a większość z nich dotyczy prac w ogóle nie związanych z kierunkami
              studiów na uczelni.
              Nie widzę też problemu w fakcie, że z biur karier korzysta ledwie 10% studentów,
              bo tak czy inaczej oznacza to parę tysięcy osób. Wystarczy porównać liczbę ofert
              do liczby kandydatów. Tych drugich jest przynajmniej kilkakrotnie więcej, więc
              pracodawcy mają w czym przebierać.

              Kolejnym bezsensownym pomysłem są różnego rodzaju targi pracy. Szczególnie
              uczelnie techniczne lubią się podniecać Inżynierskimi Targami Pracy jako
              miejscami na których studenci mogą porozmawiać z pracodawcami, poszukać ofert
              pracy i praktyk.
              W założeniu brzmi cudownie, ale w praktyce, na takich targach np. z branży
              budowlanej pojawia się max 1-2 firmy. Często z ich udziału i tak nic nie wynika,
              a na znalezienie np. praktyki nie ma się szans, w przypadku gdy na uczelni dany
              kierunek studiuje 1-2 tysiące osób (ze wszystkich lat) i choćby ledwie procent z
              nich na takie targi się wybierze.
              • bubocz Tak. targi pracy... 28.11.09, 09:52
                Byłem na inżynierskich targach pracy zorganizowanych przez politechnikę
                krakowską, rozmawiałem z przedstawicielami pewnej dużej zachodniej firmy z
                branży automatyki/mechaniki, zadałem pytanie czy jest szansa na prace w tej
                firmie bezpośrednio po studiach. Odpowiedź: jak nas pan czymś zaszokuje to być
                może, szukamy ludzi z doświadczeniem 3+ . Zrobiłem oczy jak pięciozłotówki, i
                poszedłem sobie dalej... :).
                • dystansownik Re: Tak. targi pracy... 28.11.09, 13:03
                  To jest tylko taki dobry PR, a nie realna szansa na znalezienie czegokolwiek.
                  Ja też byłem na inżynierskich targach pracy organizowanych przez PK, ale 2 lata
                  temu. Rozmawiałem z przedstawicielem firmy Dragados, który oczywiście zachwalał
                  jacy są wspaniali, ale w rzeczywistości zbierali sobie tylko masę wypełnionych
                  przez studentów formularzy.

                  Na rynku pracy (nie wiem jak w innych branżach, ja orientowałem się wyłącznie w
                  budowlance) wiele dużych firm postępuje podobnie. Robią huczne akcje skierowane
                  do studentów, budując sobie wśród nich renomę, a w rzeczywistości nie ma co
                  liczyć na cokolwiek z ich strony.
      • Gość: edwardo morales Re: Uczelnia da Ci pracę? IP: *.xdsl.centertel.pl 19.11.09, 11:02
        To nie do końca jest tak. Uwierz mi, że nawet po najlepszych uczelniach świata absolwenci nie są przygotowani do samodzielnej pracy. Ale też nikt tego od nich nie oczekuje. Znam osobę po filozofii w Cambridge, która pracuje w bankowości (w Londynie, nie w Polsce). To jej pierwsza praca i nikt od niej nie oczekiwał fachowej wiedzy. Wszystkiego nauczyła się w trakcie pracy. W Polsce pracodawcy nie mają ochoty inwestować w pracownika, chcą dostać gotowy "produkt" prosto z uczelni.
      • Gość: anonymous Polska post-RWPG narazona na kolonializm wizowy US IP: *.dip.t-dialin.net 19.11.09, 15:04
        Postsowiecka Polska o dochodzie per capita 50% RFN i zdewastowana przez ZSRR
        do braku mikrotechnologii krzemu narazona na wyzysk taniej, wyksztalconej sily
        roboczej, kolonializm wizowy USA. Polskie uczelnie duzo ponizej poziomu USA i
        starej Unii Europejskiej. Wiele osob nie zdaje sobie sprawy ze same w sobie
        studia w Polsce wykluczaja w zasadzie w ogole szanse na znalezienie pracy w
        zawodzie w krajach starej Unii Europejskiej i w USA. Chca skonczyc studia na
        jakiejkolwiek uczelni i za kazda cena chcac opoznic czas niemoznosci
        znalezienia pracy najczesciej zmuszani przez bezdomnosc i rodzicow. Tylko dwie
        niekiedy 3 Polskie uczelnie wchodza do 1 szej 500-setki w rankingach
        swiatowych i zaczynaja te rankingi od pierwszej 400-setki. Akredytowany
        ranking wyzszych uczelni z Chin: www.arwu.org/. Tylko uniwersytet jagielonski
        i warszawski znajduje sie w pierszej 500-tce a uniwersytet Warszawski rownal
        sie w 2007 Uniwersytetowi Stanowemu Utah, rolniczo-przemyslowego rzadko
        zaludnionego stanu w zachodnio-centralnych stanach z okolo 2 mln mieszkancow i
        o jednym z najwyzszych komforcie zycia w USA. Glowna przyczyna jest zapasc
        Polski w tzw. dziedzinach high-tech tzn. wyzszych techologii jak np. brak
        powszechnego bezprzewodowego internetu w miejscach publicznych, brak
        najnowszych komputerow domowych na biurku kazdego, brak superszybkich kolei a
        przede wszystkim brak samowystarczalnosci w elektronice a wielkiej skali
        integracji a wiec brak umiejetnosci produkcji wlasnych mikroprocesow jak np.
        Pentium IV ktory wyklucza konkurencyjnosc uczelni technicznych. Kiedy na
        poczatku lat 80-tych na witrynach szweckich sklepow pojawila sie Amiga ze
        screen-saverem zanglujacym trojwymiarowymi w czerwono-bialo szachownice
        pileczkami, a internet przez telefon Micronet800 byl juz dostepny w wielkiej
        brytanii dla komputerow domowych jak Atari czy ZX Spektrum przez modem
        VTX5000, komputer osobisty byl marzeniem szkol w Polsce i byl dostepny tylko w
        kilku i to tylko w wojewodzctwie warszawskiem. Jedyna szansa na znalezienie
        pracy zwiazanej ze studiami po Polskiej uczelni technicznej lub po naukach
        scislych jest zauwazenie w USA tzw. zjawiska kolonializmu wizowego tzn.
        wykorzystywania przez USA taniej sily roboczej (podobnie jak w azbescie na
        budowach lub w kesonach wodnych) z krajow w ktorych najlepsze uczelnie sa w
        resonansie poziomu naukowego z niedoplacanymi i z niskim czesnym amerykanskimi
        uczelniami stanowymi rekrutowanej z absolwentow i nizszej kadry naukowej
        pragnacej wyemigrowac za wszelka cene z powodu nedzy. Sa to atomowo-rakietowe
        kraje z nedza i glodem, tzn. kraje o umiejetnosci budowy rakiet balistycznych
        dalekigo zasiegu przenoszacych glowice atomowe w ktorych naukowcy pracuja za
        od kilku do kilkudziesieciu dolarow miesiecznie a Ministerstwa Nauki sa scisle
        podlegle atomowych ministerstwom obrony. Sa to glownie Rosja Chiy i Indie.
        Polska PRL bedaca czescia kompatybilnego z ZSSR ukladu RWPG i Ukladu
        Warszawskiego byla takim krajem narazonym na kolonializm wizowy USA mimo
        zimnej wojny. Kolonializm wizowy jest jak sama nazwa wskazuje zjawiskiem
        chorym. Ludzie pracujacy w USA z tych krajow sa czesto chorzy, wyglodzeni i
        wyniszczeni. Pracuja oni pod grozba natychmiastowej deportacji w razie
        zwolnienia z pracy. USA uzywa ich jako asystentow uczacych (tzw. teaching
        assistants) lub wykonujacych proste badania naukowe na rozkaz Profesorow (tzw.
        research assistants) poniewaz pracuja na stanowisku akademickim za 10 ta czesc
        pensji w amerykanskiej szkole podstawowej dla Amerykaninina a nawet za setna
        Profesora z uczelni prywatnej. Praca po studiach w Polsce w USA podobnie jak
        obywatela Chin, nie rozni sie w zasadzie jednak od pracy w azbescie, na
        budowie lub w kesonach tzn. prac wykonywanych przez niewykwalifikowanych
        nielegalnych imigrantow mimo ze jest legalna i sprawia normalne wrazenie.
        Glowna przyczyna sa niskie z pogranicza stanowego minimum socjalnego pensje
        ktore naprawde sa niebezpieczne dla zycia np. wobec mozliwosci znalezienia sie
        w zawsze platnym szpitalu bez ubezpieczenia zdrowotnego lub w areszcie z
        niebezpiecznymi przestepcami wobec niemoznosci zaplacenie przekraczajacej
        roczna pensje kaucji. Stawia to wiec Polskie uczelnie wyrosle z PRL w
        globalnych systemie kapitalizmu USA na rowni z fabrykami azbestu lub
        nielegalnymi pakowniami miesa lub rezniami i stad trudnosc znalezienia
        prawdziwej pracy z Polskim dyplomem w USA lub starej EU.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka