Gość: bonca
IP: *.chello.pl
18.03.04, 22:15
to pewnie nie jest oryginalny watek na tym forum
zapewne da sie mnie zaliczyc do ludzi sukcesu
koncze prawo, jestem pod wzgledem sredniej najlepsza na roku. dostaje dwa
stypendia, uczelnianie i rzadowe, oba starczaja co najwyzej na zakup kodesow,
na komentarze i podreczniki - juz nie
pracuje w kancelarii radcowskiej - duzej spolce partnerskiej, z renoma
najlepszej w miescie. byc moze jest to opinia chybiona, al na pewno ta
kancelaria ma najwiekszy obrot - i w sensie finansowym (nie liczac, tyh co
obsluguja rozne mafie i pseudomafie) i w sensie ilosci spraw. chodze tam trzy
razy w tygodniu, siedze od 9 do 12 godzin. z reguly dostaje robote na
weekend. duzo klientow jest zagranicznych, w pracy na biezaco uzywam
specjalistycznego angielskiego i niemieckiego, intensywnie sie douczam
wloskiego. cenia mnie tam, ale nie przeklada sie to na zadna gratyfikacje. za
to zapewne w duzym stopniu przelozy sie na wynik egzaminu na aplikacje -
histoia nie zna jeszcze przypadku, zeby asytsent z tej kancelarii sie nie
dostal. poza tym, jesli nie bede pracowac teraz, to potem nie bedzie juz
miejsca. placa mi grosze, a ze to daleko od mojego domu, to w zasadzie
starcza na dojazdy. ewentualna nadwyzka schodzi na ciuchy i kosmetyki - nie z
proznosci. dokonuje istnych cudow oszczednosci i pomyslowosci, bo wymagania
dotyczace stroju sa bardzo jasno okreslone, a garsonki po 1000 zl, ktore
mieszcza sie w kryteriach nie sa dla mnie
dlatego dla pieniedzy ucze angielskiego - mam proficiency i celte, ucze tylko
w firmach, z reguly personel najwyzszego lokalnie szczebla. uczenie
niektorych grup jest fraszka, jesli chca tylko general english i sa
wokolicach od elementary do FCE - olewam i nie przygotowuje sie do lekcji.
niestety indywidualni chca z reguly business albo legal english i to ze
scislym odchylem w strone ich waskiej specjalizacji - w takich wypadkach
lekcje 1,5 h przygotowuje co najmniej 3 h. to bardzo dobrze platne zajecie,
ale nie moge wziac tylu godzin ile bym chciala - po pierwsze nie wyrobie sie
z przygotowaniem, po drugie firmy rozrzucone sa po calym miescie i nie
wyrabiam sie z dojazdami, szczegolnie w korkach
noce uplywaja mi na nauce. padam na nos, mysle ze konczy sie moja
wytrzymalosc fizyczna, z psychiczna jest ciut lepiej bo mam duzo wrodzonego
samozaparcia. nie mam mozliwosci zeby odpuscic sobie troche - albo wszytsko
albo nic. rezygnacja z zarobkow oznaczalaby rezygnacje z kancelarii - bo z
czegos musze zyc. rezygnacja z kancelarii - nie stac mnie na takie ryzyko co
do "kariery" nie mam tu na mysli kariery od pucybuta, tylko znalezienie pracy
w zawodzie. wiekszosc moich znajomych mi zazdrosci. podliczaja mi dochody,
nie znajac niezbednych wydatkow. zazdroszcza sukcesow. za to spia po 8 godzin
na dobe jak normalni ludzie. nie wiem, kto ma lepiej. ale czasem mam depresje
z przemeczenia i musze sie wyzalic. jak ktos uwaza, ze zasmiecam forum to
sorry. a jak ktos ma ochote poprawic mi humor i cos napisac, to bedzie mi
bardzo milo