Gość: gość
IP: *.ists.pl
25.05.11, 11:43
"Baśnie nim zaśniesz... "
Niestety, ta rozmowa to zupełna fikcja literacka. Szanowna Pani sędzia raczy żartować i wyraźnie wzniosła się ponad poziom science-fiction Stanisława Lema.
W Polsce pracodawca może sobie wynająć na pełnomocnika sędziego sądu pracy i ten sędzia razem z innymi sędziami mogą zupełnie bezkarnie w każdej przedmiotowej sprawie podjąć takie działania, które z góry skazują ofiarę mobbingu i dyskryminacji na porażkę.
Byłem niedawno świadkiem zdarzenia, że kilku sędziów bezkarnie sfabrykowało nieistniejący dokument, ujawniony dopiero w czasie czytania wyroku w I instancji i na jego podstawie sprawnie zniszczyli człowieka.
Takie rzeczy, to chyba jeszcze może robiły takie instytucje, jak sowieckie NKWD czy niemieckie Gestapo, a i to chyłkiem przed przełożonymi.
Jedynym efektem dla ofiary tego zdarzenia były bezpośrednie poważne kilkudziesięciotysięczne koszty poniesione na dzień dobry przez ofiarę, bo sprawy toczyły się przez rok czasu i były tak artystycznie prowadzone przez sądy, że nawet uniemożliwiono ofierze zarówno z przyczyn finansowych jak i czasowych skargę do SN.
To nie jedyne koszty, to zaledwie ułamek kosztów, niszczona osoba poważnie zachorowała, kłopoty zdrowotne bardzo poważne trwały ponad rok, straciła ubezpieczenie i wszelkie prawa człowieka, złamano karierę zatem utracone niebagatelne pożytki, straciła kilka lat czasu na bezsensowną jak się okazało walkę z oszustami, sprawa ciągnie się bez końca nadal w ten sposób, że były pracodawca nadal niszcząco oddziaływuje za pomocą znajomości z innymi pracodawcami. itd.
Ofiara straciła nawet członkostwo w związku zawodowym odebrane jej przez pracodawcę.
Na jej miejsce przyjęto inną osobę a potem jeszcze kilka innych osób zatrudnionych w tym miejscu zmieniło stanowiska pracy na swoją prośbę.
Te nowe zaś osoby zostały przyjęte bez wymaganego tam ustawowo konkursu, ofiara została zatem pozbawiona walki i tą drogą, co więcej nowo zatrudnieni posiadają znacznie niższe kwalifikacje - łatwa rzecz do udowodnienia, ale "sędziów" to nie interesowało...
Zadecydowały koneksje.
Byli w sprawie świadkowie świadczący za ofiarą, ale w tej komedii "sędziowie" w ogóle nie zwrócili na nich uwagi...
Powodem zaś oficjalnym zwolnienia z pracy, był rzekomy "brak rozwoju" połączony jednakże z jednoczesnym ustawowym wypłaceniem nagrody państwowej za "wybitny rozwój". Nie chcę bliżej ujawniać szczegółów.
Tyle, że patrząc na to co się działo, w SN prawdopodobnie ten marny teatrzyk były kontynuowany...
Patrząc na to wszystko i czytając wywiad z Panią Sędzią można by powiedzieć:
SZANOWNA PANI A PROSZĘ NAM TUTAJ NIE OPOWIADAĆ BAJECZEK DLA DZIECI.
To są jakieś kpiny, ordynarne łajdactwo czynione przez wielu skorumpowanych i kompletnie niemoralnych ludzi.
Proszę nie opowiadać bajek.
Bo to są : BAŚNIE NIM ZAŚNIESZ.