Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    jak szukałam pracy w PL zza granicy

    08.06.11, 14:15
    Postanowiłam podzielić się swoimi doświadczeniami tutaj - podczytywałam to forum w trakcie poszukiwań pracy w ostatnich miesiącach. Może doda to komuś otuchy, może posłuży do wymiany doświadczeń dla tych planujących powrót do kraju. W każdym bądź razie uprzedzę finał - znalazłam pracę :) Moja historia jest krótka - w PL pracowałam 2 lata na niskich stanowiskach w dużej, znanej firmie - płaca mała ale cóż chcieć na początek. Potem dostałam ofertę zza granicy (ta sama firma) i wyjechałam. Potem trwał kryzys i przeczekałam go poza Polską jednak na początku 2011 postanowiłam wrócić do kraju. Może bez sensu bo wiadomo, małe zarobki, węzszy rynek. Jednak miałam powody osobiste by wracać.
    W styczniu zabrałam się za szukanie pracy, zza granicy. Oczywiście przez portale, agencje typu G czy H, przyznam, że mało znam osób, które mogłyby mnie polecić. Pracy szukałam nie w Warszawie a w innym sporym mieście. W innym kraju awansowałam, miałam czym pochwalić się w CV, spore doświadczenie w ogólnie pojętych finansach. Pamiętałam o szczegółach, wklejałam odpowiednie formułki o danych osobowych. Powiem tak: miałam spory odzew bezpośrednio od pracodawców (aplikując na ogłoszenie konkretnej firmy), odzew od agencji - zerowy. Nic to, ucieszyłam się, że i tak mam jakieś zainteresowanie od strony potencjalnych pracodawców.
    Na początku miałam rozmowy przez telefon, zawsze podkreślałam, że jestem gotowa przyjechać na kolejny etap na miejsce. Rozmowy były przyjemne, jak to takie rozmowy z działem HR, aplikowałam na oferty zgodne z moim doświadczeniem więc nie było tu niespodzianek. Popłoch następował przy pytaniu o finanse. Zawsze pytałam na koniec rozmowy, ile firma może mi zaoferować, w końcu zaoszczędzi nam to niepotrzebnej kolejnej rozmowy jeśli nasze oczekiwania się rozmijają. Zawsze, ale to zawsze mówiono, że nie, na tym etapie to nikt mi nie może powiedzieć. Zaryzykowałam i poleciałam do PL na pierwszy interview. Wszystko było ok, zapytano mnie o oczekiwania finansowe, skontaktujemy się. Oczywiście po miesiącu nikt się nie odezwał. Zadzwoniłam tam bo naprawdę podobała mi się ta praca. Chyba ich zaskoczyłam bo najpierw zapanowała cisza a potem, że z rekrutacji zrezygnowano. Hmm, ok. Ale dlaczego Państwo mnie o tym nie powiadomili? No, dostała Pani maila. Nie dostałam, możecie przesłać jeszcze raz? Och, zawieruszył się. Taaa.
    W tym samym czasie dalej przeglądałam ogłoszenia, zadzwoniła - uwaga - pani z agencji. Fajna oferta, dobra firma, jestem zainteresowana. No więc pytam panią rekruterkę, ile ta firma jest w stanie zaoferować. Nie, takie rzeczy to na trzecim etapie. Hmm, trudno. Umówiłam się na drugą rozmowę. Poszła gładko, zapytano mnie o oczekiwania finansowe. Powiedziałam, hmmm, no wie Pani, to dość sporo (akurat znałam byłego pracownika i nie strzeliłam kwoty z nieba). Ok, w takim razie rezygnuję bo nie szukam pracy na gwałt. Ach, proszę poczekać, skonsultuję się z firmą. Następny dzień - telefon, pani rekruterka świergocze - tak klient, zdecydował się na kontynuowanie rekrutacji nawet z wymienioną przez Panią kwotą xxxx. Hmm, ale ja mówiłam o innej kwocie, tysiąc zł wyższej. Naprawdę (udawane zaskoczenie miłej pani)? W takim razie dam znać, kiedy będzie termin rozmowy. Do dziś się nie odezwała.
    W tym czasie zadzwoniła pani z innej agencji po dwóch miesiącach od wysłania jej CV. Właśnie Panią znalazłam w naszej bazie (łał). Oferta wydawała się ok, znowu rozmowa, znowu tajemnica zarobków, umówiłam się na telekonferencję z pracodawcą. I znowu spięcie o zarobki, nooo, to naprawdę dużo, wie Pani. No nic, to dziękuję, oni również. Dzwoni pani rekruterka. Bo słyszałam, że Pani zrezygnowała. No tak, i wyjaśniam, że poszło o finanse. No ale wie Pani, to świetna firma, ma Pani sznasę na awans i podwyżkę. Tak, ale zarobki zaproponowane przez firmę są naprawdę śmieszne nawet biorąc pod uwagę krajowe realia i sam zakres obowiązków. I tu najlepsze - że też się Pani tak targuje, przecież to dobra pensja. Super, może dobra dla kogoś ale dla mnie nie i już.
    Było kilkadziesiąt innych rozmów. Dwa razy pofatygowałam się do kraju. Pomijam maile bez odpowiedzi, brak oddzwaniania (mówię o kolejnym etapie rekrutacji), dzwonienie innego dnia niż umówiony, pomyłki w moim imieniu i nazwisku, umawianie mnie z szefem innego działu...Raz osoba z HR umówiła się ze mną w kraju a gdy przyszłam na rozmowę okazało się, że jest na urlopie - dwutygodniowym. Nigdy się do mnie nie odezwała.
    Tak, był odzew na moje CV, fakt, aplikowałam na stanowiska zgodne z moim doświadczeniem. Tak, główny powód niekontynuowania rekrutacji lub odrzucenie to wymagania finansowe lub poruszanie z mojej strony tej kwestii zbyt wcześnie. Pewnie wiele osób uzna mnie za materialistkę, dla której tylko kasa się liczy, pracę trzeba brać bo czasy ciężkie. I że pewnie żądałam kwot niebotycznych. Otóż nie.
    Pewnie sporo osób wraca lub chce wrócić zza granicy, w kraju mówi się tylko o pracujących na zmywaku. A mnóstwo Polaków znalazło świetne prace, podniosło swoje kwalifikacje. I wiedzą, ile są warci. Po co wracać, skoro "tam" jest tak dobrze? Cóż, życie to nie bajka, czasem musisz wrócić. Wiedziałam, że w PL płace są niższe, nie urwałam się z choinki. Wiedziałam, ile żądać - zrobiłam wywiad środowiskowy, zasięgnęłam informacji, szukałam pracy w firmach, które stać na godne opłacenie dobrego pracownika. Tak, bylam wybredna, nie miałam noża na gardle, czasem się załamywałam, że dlaczego tutaj jestem tyle warta a w kraju już nie, nawet żałośnie mało.
    Ale jest happy end :) Odpowiedziałam na ogłoszenie ze strony firmy, jeden telefon, krótka rozmowa z HR, pani znała moje CV na wyrywki. Pytanie o oczekiwania finansowe, zero westchnień a natychmiastowe zaproszenie na rozmowę do kraju, pokryjemy koszty. Przyjeżdżam, jest szef, osoba z HR, rzeczowa rozmowa, szef mówi otwarcie - oferuję xxxx zł, czy ta kwota Pani odpowiada? Możemy negocjować. To więcej, niż sama zaproponowałam przez telefon. Kwota ustalona, umowa wydrukowana, uścisk dloni. Tak, jeden etap. Tak, mój szef nie jest Polakiem. Da się? Da, cieszę się, że się nie poddałam. Było trudno, był czas, że nie chciałam wracać bo po co, po tylu latach dostać pensję niewiele wyższą od tej z pierwszej pracy? Ale jednak, są chlubne wyjątki. Może miałam szczęście - ale i Wam tego życzę, bądźcie wytrwali i znajcie swoją wartość jeśli macie się czym pochwalić!
    Pozdrawiam
    Obserwuj wątek
      • Gość: najmądrzejszy Re: jak szukałam pracy w PL zza granicy IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 14:54
        Można tylko pogratulować uporu i determinacji.

        Co do pań z agencji HR to miałem podobne negatywne doświadczenia.
      • Gość: cougar Udało ci się IP: 95.108.99.* 08.06.11, 15:26
        w końcu jesteś specjalistką. Szkoda, że ja nie mam takiego szczęścia
      • Gość: nadia Re: jak szukałam pracy w PL zza granicy IP: *.play-internet.pl 08.06.11, 16:09
        Myślę że kluczowe dla happy endu Twojej historii jest "Tak mój szef nie jest Polakiem".
        Ciężko mi to przyznać, ale klika razy radykalnie zmieniały mi się i warunki i atmosfera w pracy gdy szef "zagraniczny" ( a różne nacje to były: Francuzi, Amerykanie, Niemcy, Austriacy)zmieniał się na polskiego.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka