Gość: Karol Novak
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.08.05, 21:23
Kochani,
Poniżej prezentuję swoje przemyślenia dotyczące zjawiska BUNT'u przeciw
osobom, których PUNKT widzenia jest uzalezniony od 'wysokości' siedzenia.
Pracowałem m.in. w Medicover sp. z o.o. oraz Eniro Polska (Panorama Firm)
pozdrawiam
karol
Szanowni Państwo,
Miałem przyjemność w dniu dzisiejszym, zupełnie przypadkiem, gościć w Hotelu
Victoria w Warszawie. Tam do ręki dostałem plakietę 'Solidarność' oraz Wasze
pismo.
Pierwsza strona udekorowana wstrząsającym widokiem smutnych ludzi z opaskami
na ręku.
Skłonił mnie ten widok do pewnej refleksji
Zawsze wypowiadając swoje zdanie podpieram się przykładami, najchętniej
zaczerpniętymi z autopsji.
Przez ostatnie 30 miesięcy miałem przyjemność pracować w dwóch dużych firmach
prywatnych z kapitałem zachodnim.
W obu przypadkach z pozoru wszystko sprawiało wrażenie dobrze poukładanego
puzzle. Uśmiechy na twarzach, zwroty 'na Ty', szkolenia, imprezy integracyjne
etc.
Okazało się, że jest to nadwyraz sztuczne. W obu firmach na porządku dziennym
jest demonstrowanie władzy wraz z wywieraniem presji na szeregowego
pracownika. Co chwila pada stwierdzenie, że szefa należy traktować z
szacunkiem. Zupełnie zgadzam się z tym stwierdzeniem, jednak historia
utwierdziła mnie w przekonaniu, że szacunku nie można uzyskać z urzędu.
Jedna z firm, a pracowałem na stanowiskach sprzedażowych, gdzie głównym
elementem mojego wynagrodzenia stanowiła prowizja, zwolniła mnie z art. 52
KP. Dodam że uczyniła to w sposób daleki od systemu zarządzania wykreowanego
przez Henry Forda (musiała interweniować Policja gdyż próbowano uniemożliwić
mnie opuszczenie budynku firmy bez złożenia stosownych podpisów/dodam że
poprosiłem jedynie o czas do namysłu)
Nóż wisiał w powietrzu od pewnego czasu. Kierownictwo wspomnianej firmy wręcz
prześcigała się w kolejnych pomysłach mających pomóc Nam (czyli moim
współpracownikom) w wykonywaniu pracy.
Niestety dla nas, kierownictwo w postaci chociażby osób uprzednio mających
nikłe doświadczenie w wykonywanej pracy, pomimo stwarzania pozorów w postaci
ankiet i propozycji, obstawała przy swoich metodach doprowadzających do
atmosfery destrukcyjnej.
Postawiłem się. Miałem odwagę.
Począłem w listach e-mail zadawać pytania, w zasadzie będące wypadkową
problemów moich współpracowników.
Pozostały bez odpowiedzi.
W konsekwencji mnie zwolniono.
Czyżby zatem bunt w zakładach pracy czasów obecnych nie był możliwy?
Próbowałem nagłośnić problem w mediach komercyjnych. Te, jak widać, chyba
bardziej zainteresowane są rozdzielaniem szat kto sie bardziej 25 lat temu
przyczynił.
A co z dzisiejszymi??
Dodam, że w sierpniu'80 miałem trzy miesiące.
z wyrazami szacunku
pozdrawiam
Karol Wdowiak