Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      BABIŃCE

    IP: 213.77.27.* 04.10.02, 21:57
    Opowiem wam kawał:
    Dzwoni facet w sprawie ogłoszenia o pracę. Odbiera przemiły kobiecy głos.
    - Firma BARDEX. Słucham?
    - Dzień dobry. Moje nazwisko Kowalski, dzwonię w sprawie ogłoszenia o
    pracę.. - przedstawia się mężczyzna.
    - A jakie stanowisko? - przerywa mu rozmówczyni.
    - Tłumacz-koordynator - odpowiada Kowalski.
    - Niestety, to praca tylko dla kobiet...

    Śmieszne? Nie bardzo? Za to autentyczne. I po tym krotofilnym wprowadzeniu
    pragnę wszcząć dyskusję na temat feminizacji rynku pracy w Polsce. Czy to
    waszym zdaniem powszechny fakt, zjawisko marginalne, czy tylko urojenia
    głupiego Mizogina? Jeżeli jednak dostrzegacie symptomy narastającej
    babinizacji biur, firm i urzędów, to wyjaśnijcie mi proszę, dlaczego niby
    mężczyzna nie nadaje się na kasjera, pracownika BOK-u, asystenta szefa, czy
    tłumacza-koordynatora? Czy za parę lat pozostaną nieprzejawiającym ambicji
    kierowniczych facetom jedynie posady ochroniarzy, kierowców-sprzedawców,
    agentów ubezpieczeniowych, magazynierów i innych tym podobnych pracowników
    fizycznych? Albo piwko, telewizor, pogaduszki z kolesiami, rozróbki na
    stadionach i wieczne awantury w domu???
      • Gość: Zlotyrybek Re: BABIŃCE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.02, 22:46
        polecam forum Feminizm - tam się dowiesz dlaczego kobieta - tak a mężczyzna -
        nie. I tak kobiety mają przerąbane (według tamtych "działaczek"). Zapytaj -
        może dostaniesz wyczerpującą odpowiedź.

        PA
      • Gość: agulha Re: BABIŃCE IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 04.10.02, 22:48
        Zgadzam się z Tobą, co do podanych przez Ciebie przykładów, że to niemądre i
        dyskryminujące. Nawet jeżeli istnieje opinia, może uzasadniona, że - ja wiem? -
        kobiety są zwykle bardziej systematyczne, lepiej znoszą pracę pod
        kierownictwem, albo lepiej ogarniają wiele spraw na raz, nie musi to wszak
        świadczyć, że tak jest w każdym przypadku, i powinno się rozważać każdą
        kandydaturę indywidualnie.
        Z drugiej jednak strony, jeśli przemnożysz to zjawisko przez dziesięć albo i
        sto, dopiero będziesz miał obraz sytuacji kobiet na rynku pracy. Tych, które
        MAJĄ ambicje kierownicze (nie każdy je ma), albo zamarzyła im się praca w
        zawodzie "tradycyjnie" męskim (pomijam tu nawet zawody "męskie" z racji
        koniecznej siły fizycznej, jak ochroniarz) - na przykład, pilot samolotu
        pasażerskiego...
        • Gość: Złotyrybek Re: BABIŃCE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.02, 23:03
          Jak rozumiem przemnożenie przez 100 daje wynik - ileż to kobiet w Polsce marzy
          o pilotowaniu samolotów ... nie wiedziałam. Znam wiele, bardzo wiele kobiet na
          stanowiskach kierowniczych. Nie wiem czy nie więcej niż mężczyzn. Na moim
          piętrze na ok. 6 kierowników jest 5 kobiet :) Ale to tylko moja
          wyobraźnia....może. Na ok. 35 pracowników - 4 mężczyzn (i nie jest to szpital,
          ani fryzjer). Czyżbym żyła w innym kraju ?

          Pa
          • Gość: agulha Re: BABIŃCE IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 04.10.02, 23:15
            Gość portalu: Złotyrybek napisał(a):

            > Jak rozumiem przemnożenie przez 100 daje wynik - ileż to kobiet w Polsce
            marzy
            > o pilotowaniu samolotów ... nie wiedziałam.
            Dobrze wiesz, że pilotowanie samolotów to był akurat tylko przykład. Czy
            zaprzeczysz twierdzeniu, że kobieta ma nadal wielkie trudności, jeśli marzy o
            zawodzie tradycyjnie uznawanym za męski? A co powiesz na przykład o polityce -
            nie czytałaś o niedawnej aferze w SLD z usuwaniem kobiet z atrakcyjnych miejsc
            na listach wyborczych?

            Znam wiele, bardzo wiele kobiet na
            > stanowiskach kierowniczych. Nie wiem czy nie więcej niż mężczyzn. Na moim
            > piętrze na ok. 6 kierowników jest 5 kobiet :)
            Zapewne pracujesz w sfeminizowanej branży, to wszystko. W firmie Avon - jak
            mniemam - większość kierowników to kobiety (ale dyrektor generalny juz nie) -
            bo po prostu większość personelu to kobiety. Znowu Avon - to tylko PRZYKŁAD.
            Większość pielęgniarek oddziałowych to kobiety - bo przygniatająca większość
            pielęgniarek to kobiety, i tylko dlatego (ale na oddziale, na którym trafi się
            mężczyzna reprezentujący ten zawód, zostaje on zwykle z czasem szefem - czyli
            oddziałowym).
            Również to, że znasz więcej kobiet kierowników, niż mężczyzn kierowników,
            wzięty dosłownie także może być interpretowany różnie. Może wśród wszystkich
            Twoich znajomych przeważają kobiety?

            Ale to tylko moja
            > wyobraźnia....może. Na ok. 35 pracowników - 4 mężczyzn (i nie jest to
            szpital,
            > ani fryzjer).
            Ja też pracuję w branży, w której dominują kobiety, chociaż nie jest to szpital
            ani fryzjer, ale co z tego wynika?

            Czyżbym żyła w innym kraju ?
            Ja mówię o Polsce.
            >
            > Pa
            • Gość: Mizogin Re: BABIŃCE IP: 213.77.27.* 05.10.02, 08:20
              Gość portalu: agulha napisał(a):

              > Zapewne pracujesz w sfeminizowanej branży, to wszystko. W firmie Avon - jak
              > mniemam - większość kierowników to kobiety (ale dyrektor generalny juz nie) -
              > bo po prostu większość personelu to kobiety. Znowu Avon - to tylko PRZYKŁAD.

              A w Urzędzie Wojewódzkim w jednym z pięciu największych miast naszego kraju
              większość personelu stanowią kobiety. I Kowalski starający o posadę socjologa w
              tamtejszym urzędzie (pracy oczywiście nie dostał) usłyszał teksty w
              stylu: "Ojej, pan do nas przyszedł! Bo pan widzi, u nas mężczyzn jak na
              lekarstwo. Nie ma kto biurka przesunąć, firanek zawiesić...". Ale UW w prawie
              sześćsettysięcznym mieście - to tylko PRZYKŁAD.

              > Większość pielęgniarek oddziałowych to kobiety - bo przygniatająca większość
              > pielęgniarek to kobiety, i tylko dlatego (ale na oddziale, na którym trafi
              się
              > mężczyzna reprezentujący ten zawód, zostaje on zwykle z czasem szefem - czyli
              > oddziałowym).
              > Również to, że znasz więcej kobiet kierowników, niż mężczyzn kierowników,
              > wzięty dosłownie także może być interpretowany różnie. Może wśród wszystkich
              > Twoich znajomych przeważają kobiety?

              Byłem ostatnio w Urzędzie Skarbowym we wspomnianym już 580-tysięcznym
              miasteczku i oprócz siebie nie spotkałem tam ŻADNEGO faceta. Istna Seksmisja!
              Ale znowu US - to tylko i wyłącznie PRZYKŁAD.
              Parę lat temu odbywałem praktyki studenckie w dziale badań pewnego znanego
              ośrodku badań opinii i rynku. Muszę powiedzieć, że moja czterotygodniowa tam
              obecność podwoiła siłę pierwiastka męskiego, a obcowanie z tyloma Kasiami,
              Aniami i Ewciami naraz to, muszę wyznać, nie lada przeżycie. Na kolegów w
              większej liczbie natknąłem się tam dopiero, kiedy pewnego dnia znalazłem się w
              dziale telemarketingu (to było ładnych parę lat temu), no i kiedy przychodzili
              ankieterzy. No tak, ale znane w całym kraju biuro badań postaw konsumenckich i
              politycznych poglądów, to zaledwie PRZYKŁAD.

              > Ja też pracuję w branży, w której dominują kobiety, chociaż nie jest to
              szpital
              >
              > ani fryzjer, ale co z tego wynika?

              No właśnie, może warto zastanowić się nad przyczynami i skutkami tego
              niewątpliwie osobliwego zjawiska. Dlaczego kobiety są coraz bardziej
              faworyzowane przy selekcji na rynku pracy? Czy to kwestia wymagań Niewidzialnej
              Ręki, czy jak najbardziej widzialnych spoconych łap pracodawcy-erotomana? Jak
              wpływa taki stan rzeczy na kondycję współczesnego mężczyzny (szczególnie tego
              młodego, wykształconego i wciąż szukającego zatrudnienia)? Jaka jest jakość i
              wydajność pracy wykonywanej w zdecydowanie kobiecym środowisku? Dlaczego wciąż
              nazwy stanowisk pozostają rodzaju męskiego, kiedy w rzeczywistości sprawowane
              są przez kobiety, a pan dowiadując się w sprawie ogłoszenia o pracę dla
              pracownika, asystenta, tłumacza, koordynatora, itp. dowiaduje się, że z góry
              nie nadaje się na te posady bo są przecież tylko dla pań? Dlaczego wciąż
              mówimy "urzędnicy to i urzędnicy tamto", podczas gdy każdy zdrowomyślący Polak
              wie, iż trafiając do dowolnego urzędu w kraju spodziwać winien się spotkania z
              panią Krysią, Zuzią i Małgosią?

              Ja też mówię o Polsce.

              Buziaczki

              Mizogin
              • Gość: Złotyrybek Re: BABIŃCE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.02, 13:01
                Jest to przykład zwykłej dyskryminacji mężczyzn w naszym kraju. Tylko
                mężczyźni nie robia popisówek i nie krzyczą o tym. A feminiski - tak. Jak
                widzisz - na forum "feminizm" nie otrzymałeś żadnej mądrej odpowiedzi na swój
                post - czego się spodziewałam.
                Bo w Polsce tylko kobieta ma prawo być dyskryminowana. To przykre.

                Pozdrawiam i życze więcej szczęścia koledze.
                Hej.
            • Gość: Zlotyrybek Re: BABIŃCE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.02, 12:57
              Gość portalu: agulha napisał(a):

              > Gość portalu: Złotyrybek napisał(a):
              >
              > > Jak rozumiem przemnożenie przez 100 daje wynik - ileż to kobiet w Polsce
              > marzy
              > > o pilotowaniu samolotów ... nie wiedziałam.
              > Dobrze wiesz, że pilotowanie samolotów to był akurat tylko przykład. Czy
              > zaprzeczysz twierdzeniu, że kobieta ma nadal wielkie trudności, jeśli marzy
              o
              > zawodzie tradycyjnie uznawanym za męski? A co powiesz na przykład o
              polityce -
              > nie czytałaś o niedawnej aferze w SLD z usuwaniem kobiet z atrakcyjnych
              miejsc
              > na listach wyborczych?
              >
              > Znam wiele, bardzo wiele kobiet na
              > > stanowiskach kierowniczych. Nie wiem czy nie więcej niż mężczyzn. Na moim
              > > piętrze na ok. 6 kierowników jest 5 kobiet :)
              > Zapewne pracujesz w sfeminizowanej branży, to wszystko. W firmie Avon - jak
              > mniemam - większość kierowników to kobiety (ale dyrektor generalny juz nie) -

              > bo po prostu większość personelu to kobiety. Znowu Avon - to tylko PRZYKŁAD.
              > Większość pielęgniarek oddziałowych to kobiety - bo przygniatająca większość
              > pielęgniarek to kobiety, i tylko dlatego (ale na oddziale, na którym trafi
              się
              > mężczyzna reprezentujący ten zawód, zostaje on zwykle z czasem szefem -
              czyli
              > oddziałowym).
              > Również to, że znasz więcej kobiet kierowników, niż mężczyzn kierowników,
              > wzięty dosłownie także może być interpretowany różnie. Może wśród wszystkich
              > Twoich znajomych przeważają kobiety?
              >
              > Ale to tylko moja
              > > wyobraźnia....może. Na ok. 35 pracowników - 4 mężczyzn (i nie jest to
              > szpital,
              > > ani fryzjer).
              > Ja też pracuję w branży, w której dominują kobiety, chociaż nie jest to
              szpital
              >
              > ani fryzjer, ale co z tego wynika?
              >
              > Czyżbym żyła w innym kraju ?
              > Ja mówię o Polsce.
              > >
              > > Pa

              Droga/i Agulo

              Nie parcuję w branży sfeminizowanej i jestem absolutnie tego pewna :) Myśle,
              że tak szeroka branża jak badania rynku raczej nie jest sfeminizowana :)
              Narzędzia badawcze, analizy danych, prognozy rynku, konsulting - jakież to
              mało kobiece.
              I też piszę z Polski .

              Serdecznie pozdrawiam
              • Gość: agulha Re: BABIŃCE IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 06.10.02, 01:28
                > Droga/i Agulo

                Droga ;-)) i agulho (jestem przywiązana do swojego nicka, choć głupi -
                skojarzył mi się fonetycznie z moim imieniem; Agulhas to jakiś prąd morski u
                wybrzeży Afryki ;-))
                >
                > Nie parcuję w branży sfeminizowanej i jestem absolutnie tego pewna :) Myśle,
                > że tak szeroka branża jak badania rynku raczej nie jest sfeminizowana :)
                > Narzędzia badawcze, analizy danych, prognozy rynku, konsulting - jakież to
                > mało kobiece.
                > I też piszę z Polski .
                A ja pracuję w badaniach klinicznych. W tej branży kobiety są chyba w
                przewadze :-)). Chociaż czy to kobiece? Ja wiem? Trzeba mieć wysoki próg
                tolerancji na papierkową robotę, i to może decyduje o feminizacji.
                Nie neguję, że może istnieje dyskryminacja mężczyzn, ale przyznaję (zupełnie
                szczerze i bez ironii), że nie spotkałam się z nią w moim życiu zawodowym,
                także nikt ze znajomych niczego takiego mi nie opowiadał. Przeciwnie, dominuje
                ponure przekonanie, poparte przykładami, że np. mężczyzna dziwnym trafem zwykle
                dostaje większą pensję i szybciej awansuje.
                Właśnie zmieniam pracę (przyjmuję gratulacje ;-)), w nowym miejscu pracy jest
                około 50 osób i zdaje się też większość to kobiety, ale byłam tam tylko raz do
                tej pory i nie wiem dokładnie.
                Pozdrawiam
                A.

                >
                > Serdecznie pozdrawiam
                • Gość: ida Re: BABIŃCE IP: *.csk.pl / *.csk.pl 06.10.02, 18:22
                  Gość portalu: agulha napisał(a):

                  > Właśnie zmieniam pracę (przyjmuję gratulacje ;-))

                  Gratulacje! Widzę, że olałaś tych sknerusów ;-)))
                  No i tak trzymać!
      • Gość: Kaja Re: IP: 217.11.141.* 06.10.02, 01:11
        ale głupie cielaki jesteście
        • Gość: agulha Re: IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 06.10.02, 01:21
          Gość portalu: Kaja napisał(a):

          > ale głupie cielaki jesteście

          łatwo pisze się inwektywy, gorzej napisać coś sensownego, n'est-ce pas?
          • wikka Re: 06.10.02, 16:21
            Mężczyżni na tym wątku biadają nad sfeminizowaniem biur, urzędów i różnych tam
            potencjalnych miejsc pracy, w których czyha na nie damski legion żądny
            natychmiastowego wykorzystania męskiego osobnika do podwieszania firanek,
            przesuwania biurtek itp. czynności, wymagających prężenia muskułów i w ogóle
            siły, tężyzny i ach, ach... Otóż cos mi sie wydaje, że rosnąca feminizacja w
            różnych miejscach pracy wynika nie tylko z tego powodu, że statystycznie rzecz
            biorąc kobiety sa lepiej wykształcone, ale przede wszystkim z powodu ich
            elastyczności w dostosowywaniu sie do oczekiwań pracodawców i - uwaga!!!! -
            zgody na niskie pensje!!! Nie wiem, czy każdy mężczyzna po studiach, z
            kilkuletnim doświadczeniem, zgodziłby sie pracowac za 1200-1500 netto po
            kilkanascie godzin na dobe? A kobiety sie godzą, bo są bardziej elastyczne,
            skłonne do złapania nawet byle jakiej pracy, byle pracowac, zarabiać i po
            prostu normalnie w miare funkcjonowac. Znam mnóstwo kobiet, które pracuja
            własnie za śmieszne pieniadze, tyraja, biorą prace do domu, podczas gdy ich
            mężowie nie raczą sie podnieść z kanapy za mniej niż 2500 netto, w dodatku
            czekaja na prace, w których będą mogli realizowac swoje ambicje, i generalnie
            niewiele robią. Tak, kobiet jest coraz więcej, bo chcą i potrafia dostosowac
            sie do dynamicznego rynku pracy, bo idą tam, gdzie mężczyznom juz sie nie chce
            iść, bo bardziej im zależy na pracy niż facetom. Dopiero gdy zaczęłam zarabiac
            i utrzymywac cały dom, zobaczyłam, jak wiele moge, jak wiele potrafie, jak mogę
            sprzedac swoja wiedzę i umiejetności. Może mało dostaje za moja prace, ale
            jestem cholernie dumna z tego powodu, że o nia się postarałam, że ją mam.
            Kobiety sa po prostu lepsze, drodzy faceci;-)))
            • Gość: agulha Re: IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 06.10.02, 17:47
              Nie neguję myśli przewodniej zawartej w Twojej wypowiedzi, ale umieszczenie jej
              tutaj brzmi jak atak na Mizogina, a zwróć uwagę, że ten osobnik CHCE ruszyć się
              z kanapy i iść pracować, czyli ta argumentacja nie jest przeciwko niemu akurat.
            • Gość: ida Re: IP: *.csk.pl / *.csk.pl 06.10.02, 18:09
              No dobrze, kobiety są lepsze ;-)))), ale czy aby na pewno zgoda kobiet
              ("elastyczność" jak piszesz...) na niskie zarobki jest zjawiskiem pozywywnym?
              Moze się mylę, ale takie właśnie odnoszę wrażenie czytając Twoje słowa...
              Wybacz, ale co jest pozytywnego w pracy kilkanaście godzin na dobę za 1200-
              1500zł netto? Aby na pewno jest powód do dumy??? NIe sadze...
              I to pracy "byle jakiej", byle tylko pracowac i zarabiać..?





              • wikka Re: 06.10.02, 23:40
                Gość portalu: ida napisał(a):

                > No dobrze, kobiety są lepsze ;-)))), ale czy aby na pewno zgoda kobiet
                > ("elastyczność" jak piszesz...) na niskie zarobki jest zjawiskiem pozywywnym?
                > Moze się mylę, ale takie właśnie odnoszę wrażenie czytając Twoje słowa...
                > Wybacz, ale co jest pozytywnego w pracy kilkanaście godzin na dobę za 1200-
                > 1500zł netto? Aby na pewno jest powód do dumy??? NIe sadze...
                > I to pracy "byle jakiej", byle tylko pracowac i zarabiać..?
                >
                > Wiesz Ida, to nie ja tak urządzam świat, że kobiety sa gorzej opłacane. Żeby
                jakoś utrzymac sie na rynku i byc lepszymi np. od facetów, którzy w ciążę nie
                zachodżą i nie idą na urlopy macierzyńskie, kobiety muszą eleastycznie
                podchodzic do swojej pracy. Ja akurat lubie swoja prace, chociaż zawsze
                mogłabym robic coś ciekawszego (do czego dążę), ale uważam, że warto tyrać,
                jeśli daje to kase i zadowolenie. Jasne, kasa taka sobie (nie jestem z wawy,
                więc to nie jest takie dno), ale myślę że warto pracowac nawet za małą kasę
                byle pracować, nie wypaść z rynku, nie siedzieć z założonymi rękami, nie
                popadac w jakies prostracje. Jestem dumna, bo dzięki takiej ciężkiej pracy
                dostaje coraz lepsze warunki, coraz lepiej mi idzie. To tyle:-))
                >
                >
                >
            • Gość: piff Re: IP: *.master.pl / *.master.pl 06.10.02, 18:20
              hmm..w dodatku dziwne, ze wiekszosc kobiet stosuje cos w rodzaju obrony
              percepcyjnej i nie widzi, jak androcentrycznie poukladany jest polski swiat.
              alez to nie zadna obronnosc receptorow! podtapiani przez kulture budowana
              perlistym potem dziadka, taty i synka nie jestesmy w stanie obejrzec sobie jej
              z kosmosu. szkoda. jesli mezczyzne nadepnie but dyskryminacji, na dodatek na
              obcasie, podnosi raban. wiekszosc kobiet smieje sie razem z mezczyznami z
              dowcipow o blondynkach(jesli sie skrzywi znaczy to, ze zabraklo jej,haha,
              wiadomo czego, albo jest feministka, czyli mozna nie traktowac jej powaznie)i
              uwaza za normalne okreslanie siebie poprzez osobe swego meza ("jestem
              szczesliwa pania Ibisz, zona mojego meza Krzysztofa Ibisza", jak wypadlo
              ostatnio z telewizora). grunt, na ktorym stoi nasz kochany patriarchat zaczyna
              podmakac, na razie powolutku, zadnych gwaltownych zmian (wtedy wiadomo:ataki
              sercowe i rozne harakiri-lubudubu), zadnych seksmisji po drodze, boze bron,
              jejku, co bedzie dalej? pewnie i papiez wyskoczy na ksiezyc. no dobra, juz
              nogami przebieram, zeby poogladac sobie meskie tylki czy tez jadra na
              bilboardach, bo skaczace piersi rozesmianych panien drecza mnie w koszmarach
              mrocznych. na razie kupuje sobie pisemka gejowskie, zeby samcze ksztalty na
              zawsze nie zlaly mi sie androgynicznie z jakims szerszym biodrem. pozdrawiam
              madrych panow i wszystkie smutne kobiety-przedmioty.
            • Gość: MIZOGIN wikka, ty MGG!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.02, 19:08
              wikka napisała:

              > Statystycznie rzecz biorąc kobiety sa lepiej wykształcone

              Co ty mi tu wyjeżdżasz ze statystyką, mała? Statystycznie rzecz biorąc, mgr
              wychowania fizycznego, doktor prawa, profesor filozofii i mgr pedagogiki
              (specjalizacja: wychowanie przedszkolne) są tak samo wykształceni. Wybacz,
              myszko, to tendencyjne zestawienie, ale jestem przecież MIZOGINEM, do diabła!
              A wspomniany wyżej pan Kowalski posiada CPE, co statystycznie rzecz biorąc,
              plasuje go w elitarnym gronie biegłych użytkowników języka angielskiego. Od
              dwóch lat wykonuje różnorodne tłumaczenia z angielskiego i na angielski (a to
              informator turystyczny, a to instrukcję obsługi pieca piekarniczego, a to
              projekt przebudowy fabryki, a to umowę handlową, wypociny specjalistki od
              psychologii pracy i zarządzania zasobami ludzkimi czy streszczenie artykułu
              naukowego) i ze zleceń wywiązuje się w ekspresowym tempie, chociaż płacą mu
              tylko 20 zł za stronę (umowa o dzieło). I zapewniam cię, my little filly, że
              jego ogłada intelektualna pozwoliłaby mu bez trudu zawstydzić niejedną oddaną
              bez reszty Humanistyce bibliotekarkę, o ile stawałoby takowej wystarczająco
              kompetencji, aby do niej dotarło, że właśnie jej przymioty umysłowe stawia pod
              znakiem zapytania. A jakaś biurwa (może właśnie ty) bez ogródek oznajmia mu, że
              nie jest kobietą, więc posada-tłumacza konsultanta nie jest dla niego... Pewnie
              dlatego, że jej szefowa wyczytała ostatnio w "Twoim Stylu", że oratorskie
              możliwości płci nadobnej czynią z mężczyzn co najwyżej szczekających
              troglodytów.

              > [...] przede wszystkim z powodu ich
              > elastyczności w dostosowywaniu sie do oczekiwań pracodawców i - uwaga!!!! -
              > zgody na niskie pensje!!! Nie wiem, czy każdy mężczyzna po studiach, z
              > kilkuletnim doświadczeniem, zgodziłby sie pracowac za 1200-1500 netto po
              > kilkanascie godzin na dobe?

              A ja nie wiem, czy każda kobieta po studiach, zgodziłaby się przez pół roku
              przez 24h/dobę przebywać w miejscu stałego zakwaterowania, jebać dwukrotnie
              wartę i klikanaście razy służbę na pododdziale, odmrażać swój śliczniutki zadek
              i cycuszki-pączuszki na poligonie w przepięknej styczniowej aurze, szkoląc się
              w zawiłościach inżynierii pola walki i przestarzałych już dzisiaj technikach
              rażenia sprzętu oraz siły żywej przeciwnika w zamian za szałowy mundurek,
              zielony berecik, czarne glany, szykowny pas, sprężynowe kojo, zaspermioną
              poduchę, przekrochmalone prześcieradło, dwie szare dery, paszę, 200 zł żołdu (z
              kilkudniowym opóźnieniem) i utratę statusu absolwenta?

              > mężowie nie raczą sie podnieść z kanapy za mniej niż 2500 netto,

              Chyba, kiciu, pracujesz w firmie "IVORY TOWER" INC., bo te 2500 złociszów i
              wcześniejsze 1200-1500 chyba z księżyca wzięłaś. POBUDKA, KRÓLEWNO!!! Ludziska
              żyły sobie wypruwają za niecałe 800 zł i dobrze wiedzą, że ich pracodawcy
              wiedzą, że można za jeszcze mniej!

              > Kobiety sa po prostu lepsze, drodzy faceci;-)))

              Tak, tylko trzeba je dłużej dusić i koniecznie powyciągać ścięgna, bo mięsko na
              udkach stwardnieje, hłe hłe hłe...
              • Gość: piff Re: wikka, ty MGG!!! IP: *.master.pl / *.master.pl 06.10.02, 19:38
                czyli potwierdza sie: plywamy we mgle.
                VIVAT, zolnierze, cauje w pancerze!
                hihi
              • Gość: ida Re: wikka, ty MGG!!! IP: *.csk.pl / *.csk.pl 06.10.02, 19:50
                Wiesz co?
                Przeczytałam to co napisałeś i oświadczam, że jeśli Mizogin=Kowalski, to też
                wybrałabym na to stanowisko kobietę...

                Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zatrudniłby na stanowisko koordynatora
                zwykłego chama.
                A CPE to nie jest jeszcze poziom biegłości językowej, a dopiero wstęp do niej...
                • Gość: Złotyrybek Re: wikka, ty MGG!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.02, 22:12
                  Ostatnio szukaliśmy w firmie asystentki Dyrektora Administracyjnego. Ów
                  Dyrektor (kobieta) kulała się ze śmiechu 2 dni, bo na to ogłoszenie
                  odpowiedział również mężczyzna !! ALe numer !!! Facet Asystentką !!
                  Szczególnie , że w ogłoszeniu napisali Asystent/ka - bo tego wymaga polityka
                  firmy (żadnej dyskryminacji)!!! Pól biura wisiało pod drzwiami w czasie
                  rozmowy kwalifikacyjej.
                  PO prostu żenada.
                  • Gość: agulha sekretarz IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 06.10.02, 23:25
                    A to dziwna firma jakaś. No i co to za sensacja, mężczyzna-sekretarz? Wielcy
                    tego świata mają zdaje się często sekretarzy, a nie sekretarki.
                    Mój ojciec, osobnik zaciekle monogamiczny, przez wiele lat pełnił funkcje
                    kierownika (żaden tam wielki pan dyrektor, ale jednak) i jest przekonany, że
                    najlepsza współpraca to właśnie kobieta i mężczyzna, np. mężczyzna szefem
                    kobiety, kobieta szefem mężczyzny, tak mu jakoś z doświadczenia wychodzi.
                    Oczywiście, trzeba osobnika przepytać i poobserwować, czy ma predyspozycje do
                    takiej pracy, czy też ma znacznie wyższe ambicje, a takie miejsce jest wyrazem
                    jego desperacji albo strategią przetrwania (sfrustrowany pracownik to zły
                    pracownik), ale jesli nie, to w czym problem??
                  • wikka Re: wikka, ty MGG!!! 06.10.02, 23:33
                    Jezu, jak ja uwielbiam takich faciów,którzy - gdy podstawy ich bardzo mądrych
                    teorii zaczynaja sie chwiac z powodu krytyki kobiety - zaczynaja obrzucac
                    interlokutokę stekiem seksistowskich wyzwisk. Mizogin, ja z toba chcialam
                    polemizowac na poziomie, ale widac ze sposobu, w jaki sie zacietrzewiasz, ze
                    jak sobie po chamsku nie pouzywasz na kobietach, to ci żyłka peka. Ja też sie
                    nie dziwie, że w żadnym biurze cię nie chca. Od takich wściekłych zachowaj nas
                    Panie.
                    A co do woja: uważamm, że trzeba byc ostatnim głupkiem, żeby dac się zaciągnąć
                    w kamasze. Z mojego srodowiska nie znam nikogo, kto byłby w wojsku. Znam
                    rodziny, w których nieodbywanie służby wojskowej przenosi sie wrecz z pokolenia
                    na pokolenie. I jest to powód do dumy, jak najbardziej. Po prostu do woja idą
                    młotki albo faceci, którzy lubia totalitarny styl rzadzenia. A to zupełnie nie
                    w stylu moich znajomych.
                    • Gość: Mizogin wikka, ty rzeczywiście jesteś MGG!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.02, 07:01
                      wikka napisała:

                      > A co do woja: uważam, że trzeba byc ostatnim głupkiem, żeby dac się
                      > zaciągnąć w kamasze. Z mojego srodowiska nie znam nikogo, kto byłby w wojsku.
                      > Znam rodziny, w których nieodbywanie służby wojskowej przenosi sie wrecz z
                      > pokolenia na pokolenie. I jest to powód do dumy, jak najbardziej. Po prostu
                      > do woja idą młotki albo faceci, którzy lubia totalitarny styl rzadzenia. A to
                      > zupełnie nie w stylu moich znajomych.

                      No to, jest już zupełnie poniżej pewnego poziomu. W jakim ty środowisku
                      świętych krów żyjesz, że pozostający wciąż w mocy obowiązek powszechnej służby
                      wojskowej ich nie dotyczy? Same kobiety? Ułomni na zdrowiu i umyśle? Czy może
                      zdemoralizowana bananowa młodzież? I żebym ja oraz przez taką jak ty gówniarę
                      jeszcze hodował w sobie poczucie winy z tego powodu, że nie robiłem z siebie
                      debila na komisji lekarskiej, nie wręczałem kopert na WKU, nie spierdalałem za
                      granicę, tylko uczciwie zgłosiłem się kiedy wezwali. Ciekawe, czy starczyłoby
                      ci odwagi, aby stanąć twarz w twarz przed którymś młotkiem-faszystą z spr albo
                      zsw i bez ogródek oznajmić im, to co powyżej cytuję.
                • Gość: Mizogin Re: wikka, ty MGG!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.02, 07:08
                  Gość portalu: ida napisał(a):

                  > A CPE to nie jest jeszcze poziom biegłości językowej, a dopiero wstęp do
                  niej...

                  To powiedz mi, słoneczko proszę, co jeszcze należy zaliczyć oprócz Cambridge
                  Certificate of Proficiency in English, aby pracodawca uwierzył, że jako tako ci
                  idzie w mowie Szekspira.

                  PS. Radzę zapoznać się ze znaczeniem terminu "proficiency", bo mnie oprócz
                  polskiego ekwiwalentu "biegłość" nic sensownego na myśl nie przychodzi...
                • Gość: Mizogin Oświeć mnie iduniu! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.02, 07:19
                  Gość portalu: ida napisał(a):

                  > A CPE to nie jest jeszcze poziom biegłości językowej, a dopiero wstęp do
                  niej...

                  Powiedz mi, słoneczko proszę, jaki jeszcze krom Cambridge Certificate of
                  Proficiency in English egzamin należy zaliczyć, aby pracodawca
                  (najprawdopodobniej sam twórca wszystkich języków obcych, który po prostu nie
                  ma czasu na takie błahostki, jak tłumaczenia) uwierzył wreszcie, że jako tako
                  ci idzie (no pun intended) z tą mową Szekspira.

                  PS. Może także oświeciłabyś mnie i podała mi nowe znaczenie
                  terminu "proficiency", bo oprócz polskiego ekwiwalentu "biegłość" nic
                  sensownego po mojej chamskiej główce się nie kołacze.

                  Mizogin=Kowalski
                  • Gość: ida Re: Oświeć mnie iduniu! IP: *.novartis.com 07.10.02, 08:06
                    Gość portalu: Mizogin napisał(a):

                    > Gość portalu: ida napisał(a):
                    >
                    > > A CPE to nie jest jeszcze poziom biegłości językowej, a dopiero wstęp do
                    > niej...
                    >
                    > Powiedz mi, słoneczko proszę, jaki jeszcze krom Cambridge Certificate of
                    > Proficiency in English egzamin należy zaliczyć, aby pracodawca
                    > (najprawdopodobniej sam twórca wszystkich języków obcych, który po prostu nie
                    > ma czasu na takie błahostki, jak tłumaczenia) uwierzył wreszcie, że jako tako
                    > ci idzie (no pun intended) z tą mową Szekspira.
                    >
                    > PS. Może także oświeciłabyś mnie i podała mi nowe znaczenie
                    > terminu "proficiency", bo oprócz polskiego ekwiwalentu "biegłość" nic
                    > sensownego po mojej chamskiej główce się nie kołacze.
                    >
                    > Mizogin=Kowalski

                    O, widze ze mam do czynienia z wyznawca kultu egzaminow. Prawde mowiac trudno
                    jest mi uwierzyc, ze trafisz tylko na pracodawcow ktorzy sa tak ograniczeni
                    jezykowo, ze musza wierzyc w certyfikaty...

                    Owszem, "proficiency" znaczy "bieglosc", sama mam zdany CPE, pare lat temu
                    bylam z tego baaaardzo dumna... Dzis nawet nie wspominam tego faktu w CV.
                    Dlaczego? Dlatego, ze zdalam sobie sprawe, ze to co wtedy wiedzialam o
                    angielskim, a wlasciwie roznych rejestrach, plaszczyznach, czy jakby tego nie
                    nazwac, to bylo nic. No i jestem w stanie poradzic sobie bez wspominania o CPE.
                    Powiem wiecej, bardzo lubie jak mnie sprawdzaja... W koncu z tych rozmow
                    kwalifikacyjnych czlowiekowi tez jakas radocha sie nalezy.
                    A tlumaczenia to sa naprawde blahostki, mowie to, mimo ze sama sie
                    tlumaczeniami zajmuje.


                    • Gość: Mizogin Nirvana at last!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.02, 10:01
                      Gość portalu: ida napisał(a):

                      > O, widze ze mam do czynienia z wyznawca kultu egzaminow. Prawde mowiac trudno
                      > jest mi uwierzyc, ze trafisz tylko na pracodawcow ktorzy sa tak ograniczeni
                      > jezykowo, ze musza wierzyc w certyfikaty...

                      No tak, przecież wszyscy bez mała pracodawcy to poligloci. Zapomniałem.

                      > A tlumaczenia to sa naprawde blahostki, mowie to, mimo ze sama sie
                      > tlumaczeniami zajmuje.

                      Rzeczywiście, przecież pierwsza lepsza asystentka szefa bez trudu w try miga
                      przekłada jedną ręką na francuski a drugą na angielski wszystko, co jej się pod
                      nosek podsunie. A to, że "earth movement" i "earth moving" są dla niej tożsame
                      i w jej mniemaniu oznaczają roboty ziemne, to naprawdę błahostka...
                      I co ja, maluczki, zaledwie gaworzący zaśliniony kretyn bym chciał? Za głupi po
                      prostu jestem na jakąkolwiek uzasadnioną egzystencję na tym łez padole. Nie mam
                      wam nic wartościowego do zaoferowania, co najwyżej własne zniknięcie, aby wam
                      nie pałętać się jak karaluch pod nogami. Czym prędzej więc to uczynię!

                      Do widzenia Państwu,

                      Mizogin Plugawiec
                      • Gość: ida Re: Nirvana at last!!! IP: *.novartis.com 07.10.02, 10:45
                        No i na dodatek od razu sie obrazasz.
                        Myslalam, ze mowimy konkretnie o angielskim, a nie o wszystkich jezykach
                        swiata... Poziom CPE jest bardzo dobrym stopniem znajomosci angielskiego do
                        porozumiewania sie w zyciu prywatnym i zawodowym. Do profesjonalnego
                        tlumaczenia na angielski to troche za malo.

                        A tak wracajac do tematu,mi rowniez nie podoba sie dyskryminacja ze wzgledu na
                        plec, obojetnie ktorej plci dotyczy, bo powinny liczyc sie tylko i wylacznie
                        kwalifikacje. Myslisz, ze ja bylam rozzalona, kiedy pewien dupek rzucil mi
                        tekst "jak pani ma zamiar jutro zajsc w ciaze, to niech pani przyjdzie za
                        rok..." bo mam "pecha" byc kobieta i to w wieku rozrodczym? Na dyskrymiancje
                        jest wlasciwie tylko jedna rada-dac sobie spokoj z firma, ktora w taki sposob
                        prowadzi rekrutacje... Bo jesli na dane stanowisko beda chcieli kobiete to
                        mozesz stawac na glowie, a oni i tak zatrudnia kobiete, a jak beda chcieli
                        mezczyzne, to zatrudnia mezczyzne... A ogloszenie moze byc sformulowane bez
                        zadnego rozroznienia, tylko co z tego? Moim zdaniem nic.


      • Gość: Pri Re: BABIŃCE IP: mieszko.pl.u* 07.10.02, 08:29
        >Jezu, jak ja uwielbiam takich faciów,którzy - gdy podstawy ich bardzo mądrych
        >teorii zaczynaja sie chwiac z powodu krytyki kobiety - zaczynaja obrzucac
        >interlokutokę stekiem seksistowskich wyzwisk.
        Przyganial kociol garnkowi. Sama nie powiedzialas nic a nic, kompletnie
        sensownego a do innych masz pretensje.

        >A co do woja: uważamm, że trzeba byc ostatnim głupkiem, żeby dac się zaciągnąć
        >w kamasze. Z mojego srodowiska nie znam nikogo, kto byłby w wojsku. Znam
        >rodziny, w których nieodbywanie służby wojskowej przenosi sie wrecz z
        >pokolenia na pokolenie. I jest to powód do dumy, jak najbardziej.
        A ja znam rodziny ludzi wyksztalconych i cholernie inteligentnych w ktorych
        powodem do dumy jest odbycie sluzby wojskowej. Ja osobiscie jestem za 100%
        rownouprawnieniem, jak najbardziej popierem pomysl zeby kobiety mialy 50%
        miejsc w parlamencie i rzadzie. Ale z jednym malym ale...niech rowniez 50% z
        naszych 100-parudziesieciu tysiecy zolnierzy bedzie kobietami. Niech rowniez
        50% z pracownikow hut,kopalni i kopiacych doly bedzie kobietami. A 50%
        nauczycieli, urzedasow (UW, US, ZUS itp) bedzie mezczyznami. Dziwne jest
        jedynie to ze ilekroc o tym mowie okazuje sie byc szowinista i swinia....

        > Po prostu do woja idą młotki albo faceci, którzy lubia totalitarny styl
        > rzadzenia. A to zupełnie nie w stylu moich znajomych.
        Kto cos tu mowil o chamstwie, ale moze mi sie przeslyszalo... Coz, nie kazdy ma
        bogatych tatusiow i mamusiow zeby mogli zaplacic za lapoweczki, lewe papierki
        od lekarza za 4000zl, czy przez 9 lat pakowac po kilkaset zlotych miesiecznie
        na ktores tam z rzedu studia. Coz zapewne ciezka praca i myslenie tez nie jest
        w stylu twoich znajomych (upsss jestem chamem i swinia.)


        >Przeczytałam to co napisałeś i oświadczam, że jeśli Mizogin=Kowalski, to też
        >wybrałabym na to stanowisko kobietę...
        Mam nadzieje ze nie masz na nic wplywu.

        >Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zatrudniłby na stanowisko koordynatora
        >zwykłego chama.
        Wiesz jak to mowia, jak kuba lub kasia(ee niech bedzie ronouprawnienie) Bogu
        tak Bog kubie lub kasi

        >A CPE to nie jest jeszcze poziom biegłości językowej, a dopiero wstęp do
        >niej...
        eeee...hmmm Widocznie jestem na to zdanie za glupi (w koncu jestem tylko
        gorszym mezczyzna....)

        A teraz cos odemnie:

        Ludzie, (to sie tyczy wszystkich tutaj za wyjatkiem jedynej rozsadnej osoby
        Aghulli) czy wy jestescie pojeba.....i??? czy tak trudno zrozumiec ze kazdy
        chlop czy kazda kobita to tacy sami ludzie? Ze jedziemy na tym samym choelrnym
        wozku!!! Czy tak trudno jest otowrzyc te cholerne przepite meskie oczy i
        zobaczyc ze kobiety SA dyskryminowane? Ale czy tez tak trudnoe (pewnie z powodu
        nadmiaru kosmetykow) otowrzyc te wasze piekne oczka troche szerzej i spojerzec
        dalej niz czubek wlasnego nosa zeby zobaczyc ze mezczyznie w baaaardzo wielu
        sprawach sa dyskryminowanie? Wiecie co, przypomina mi to sytuacje czarnych (o
        przepraszam) znaczy afroamerykanow, ktorzy uwazaja sie za strasznie
        dyskryminowanych i na kazdym kroku krzycza jaki to rasizm, podczas gdy w
        dzielnicy w 100% opanowanej przez bialych rzadko dochodzi do morderstw a bialy
        w dzielnicy muzynskiej ma male szanse na przezycie.... To sie tyczy kobiet -
        same krzycza o dykryminacji na kazdym kroku ale same dyskryminuja ile wlezie.
        W tym watku wypowiedzialo sie kilka osob i tylko i wylacznie Aghulla potrafi
        sklecic cos rozsadnego,
        Mizogin - szybko sie zacietrzewia (nerwowy rocznik) zostaje nazwany chamem
        etc. W przypadku kobiety okazalo by sie ze jest poprostu choelrykiem
        (choleryczka i ma taki temperament) - ale to co mowi niestety ma sens. i to
        duzy.
        Wikka - posluguje sie jakas chora retoryka, dziwna statystyka i bzdurnymi
        tekstami o pracy za 1200-1500netto ze zaden mezczyzna by takiej nie przyjal
        (proponuje watek o zarobkach informatykow na poczatek) Ale pozniejszy tekst o
        jej znajomych moze swiadczyc o tym ze nie zna ludzi gorzej sytuowanych -ale czy
        jej rzeczywistosc to normum czy raczej margines...
        Pif - ot kilka glupawych feministycznych haselek nic od siebie.
        Zlotyrybek - swietnie mowi az do tekstu o asystentce. Wlasciwie to nie jej
        wina ze dziwni ludzie pracuja u niej w firmie
        Ida - bredzi i tyle
        Aghulla - naprawde godny podziwiu rozsadek i inteligencja. chyle czola.

        I tyle pozdrawiam wszystkich.


        • Gość: Pri Re: BABIŃCE - Update IP: mieszko.pl.u* 07.10.02, 11:04
          Ida - Zaczela pisac baaardzo rozsadnie :)
        • wikka Re: BABIŃCE 07.10.02, 19:58
          > A ja znam rodziny ludzi wyksztalconych i cholernie inteligentnych w ktorych
          > powodem do dumy jest odbycie sluzby wojskowej. >
          > > Po prostu do woja idą młotki albo faceci, którzy lubia totalitarny styl
          > > rzadzenia. A to zupełnie nie w stylu moich znajomych.
          > Kto cos tu mowil o chamstwie, ale moze mi sie przeslyszalo... Coz, nie kazdy
          ma
          >
          > bogatych tatusiow i mamusiow zeby mogli zaplacic za lapoweczki, lewe papierki
          > od lekarza za 4000zl, czy przez 9 lat pakowac po kilkaset zlotych miesiecznie
          > na ktores tam z rzedu studia. Coz zapewne ciezka praca i myslenie tez nie
          jest
          > w stylu twoich znajomych (upsss jestem chamem i swinia.)
          >
          >
          > Ja rozumiem, że niektórzy mają szlachetnie patriotyczne poglady i służba
          wojkowa jest dla nich jakimś tam wypełnieniem obowiązków wobec państwa. Tyle
          że ja po prostu mam diametralnie odmienne poglądy - państwo i jego organizacja
          jest zawsze narzędziem przymusu wobec obywateli. Oczywiście, gdyby nie było
          państwa i żadnej instytucji państwa kraj pogrążyłby sie zapewne w chaosie (o to
          mi akurat nie chodzi), więc toleruję te obecność państwa, zgadzam sie na
          koniecznośc podporządkowania pewnym regułom (podatki, obowiązek szkolny itp.),
          ale nie znaczy to, że przyjmuję totalitatne metody rządzenia, jakie panują m.
          in. w wojsku. Wszelkie mocno zhierarchizowane instytucje typu wojsko,
          harcerstwo itp., w których panuje określony porządek, podporządkowanie władzy,
          jest mi z gruntu obcy. Oczywiście , wojsko musi istnieć (jestem za wojskiem
          zawodowym), ale tak sie składa, że określone kręgi społeczeństwa unikaja go jak
          ognia. Od kilku lat nie trzeba wcale kombinowac, żeby uniknąć wojska, bo wojsko
          jest tak biedne, że ogranicza pobór ludzi po studiach. Ale pamiętam te czasy,
          gdy trzeba było kręcic i lawirować - dla mnie to było normalne. Bo jeśli
          przemocą ściągają do wojska , to istnieje naturalne prawo, by przed taka
          przemoca sie bronic. Tym bardziej, że jest przecież wypraktykowane w innych
          państwach rozwiązanie formowania wojska zawodowego. Cóż, może żyję w jakimś
          innym kręgu niż niektórzy z was, ale wokół mnie nie ma po prostu ludzi po woju.
          Taki styl. I tyle.
          • Gość: Plut. Młotek Fotelowy pacyfizm wikki IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.02, 09:24
            wikka napisała:

            > > Ja rozumiem, że niektórzy mają szlachetnie patriotyczne poglady i służba
            > wojkowa jest dla nich jakimś tam wypełnieniem obowiązków wobec państwa. Tyle
            > że ja po prostu mam diametralnie odmienne poglądy - państwo i jego
            organizacja
            > jest zawsze narzędziem przymusu wobec obywateli. Oczywiście, gdyby nie było
            > państwa i żadnej instytucji państwa kraj pogrążyłby sie zapewne w chaosie (o
            to
            >
            > mi akurat nie chodzi), więc toleruję te obecność państwa, zgadzam sie na
            > koniecznośc podporządkowania pewnym regułom (podatki, obowiązek szkolny
            itp.),
            > ale nie znaczy to, że przyjmuję totalitatne metody rządzenia, jakie panują m.
            > in. w wojsku. Wszelkie mocno zhierarchizowane instytucje typu wojsko,
            > harcerstwo itp., w których panuje określony porządek, podporządkowanie
            władzy,
            > jest mi z gruntu obcy. Oczywiście , wojsko musi istnieć (jestem za wojskiem
            > zawodowym), ale tak sie składa, że określone kręgi społeczeństwa unikaja go
            jak
            > ognia.

            Może lepiej byłoby aby na temat armii nie wypowiadała się osoba, dla której
            powodem do dumy jest kompletna ignorancja w tym zakresie. Te wyświechtane
            naiwno-pacyfistyczne slogany o totalitarnych metodach rządzenia, skrzywionej
            psychce żołnierzy są wprost pożałowania godne. Ciekawe czy znajomych dobierasz
            sobie sprawdzając im książeczki wojskowe.

            Od kilku lat nie trzeba wcale kombinowac, żeby uniknąć wojska, bo wojsko
            >
            > jest tak biedne, że ogranicza pobór ludzi po studiach. Ale pamiętam te czasy,
            > gdy trzeba było kręcic i lawirować - dla mnie to było normalne.

            Proszę proszę, jaka jestem mądra. Wyobraź sobie, że akurat na rok 2000 w
            przedziwny sposób znalazły się w budżecie MON pieniążki na zorganizowanie dla
            absolwentów studiów wyższych trzymiesięcznych szkoleń w Szkołach Podchorążych
            Rezerwy oraz późniejszych praktyk w jednostkach wojskowych, i to w dodatku na
            wszystkie cztery turnusy. Rok wcześniej mojemu szwagrowi najzwyczajniej wbito
            na WKU pieczątkę wypisującą go do rezerwy (sam był zdziwiony), a mnie zapytano
            tylko, gdzie chciałbym trafić. Rok później pieniążków na SPR zabrakło. Ciul ze
            mnie, że skończyłem studia w 2000, co nie? Może dla twoich kolesiów problemu
            nie stanowiło wymiganie się od woja, ale kogoś w końcu wcielono. I gardzę
            bezgranicznie osobą, która na publicznym, bądź co bądź, forum ośmiela się
            spotwarzyć całą rzeszę nieznanych jej osób, tylko dlatego, że mieli
            szczęście/nieszczęście trafić w kamasze. Absolutnie w niczym nie różni się to
            od jakichkolwiek postaw rasistowskich, seksistowskich, czy innych, z którymi
            panna ta, nadmuchana górnolotnymi ideałami wolności, równości,
            braterstwa/siostrzeństwa i szczęścia powszechnego, w mniemaniu swoim walczy.

            > Ale pamiętam te czasy, gdy trzeba było kręcic i lawirować - dla mnie to było
            > normalne

            Struganie wariata, zapijanie i zaćpywanie się, niszczenie własnego serca za
            pomocą leków na ciśnienie, wylewanie sobie wrzątku na stopy po to tylko, żeby
            orzekli upragnioną kategorię D, lub chociaż B12 - dla mnie to NIENORMALNE. A
            finansowo-znajomościowe metody uchylania się od służby wojskowej - to dla mnie
            NIEMORALNE.

            > istnieje naturalne prawo

            Proszę nie posiłkować się argumentacją zawierającą hipostatyczne pojęcia z
            pogranicza prawa, filozofii i religii.

            Tym bardziej, że jest przecież wypraktykowane w innych
            > państwach rozwiązanie formowania wojska zawodowego.

            A we wszystkich państwach afrykańskich rozwiązano problem ogrzewania mieszkań
            zimą.

            Cóż, może żyję w jakimś
            > innym kręgu niż niektórzy z was, ale wokół mnie nie ma po prostu ludzi po
            woju.
            >

            Bo człowiek tylko takie świata koło widzi, jakie tępymi zakreśla oczyma.

            I tym mickiewiczowskim akcentem odmeldowuję się,

            Plut. Młotek

            Przeraza miłującego pokój ludu tej Ziemi.
            • wikka Re: Fotelowy pacyfizm wikki 08.10.02, 20:09
              Gość portalu: Plut. Młotek napisał(a):

              > Może lepiej byłoby aby na temat armii nie wypowiadała się osoba, dla której
              > powodem do dumy jest kompletna ignorancja w tym zakresie. Te wyświechtane
              > naiwno-pacyfistyczne slogany o totalitarnych metodach rządzenia, skrzywionej
              > psychce żołnierzy są wprost pożałowania godne.

              Oj, nie czytało sie Poppera.

              Ciekawe czy znajomych dobierasz
              > sobie sprawdzając im książeczki wojskowe.

              Nie. Ale naprawde nie mam wśród znajomych ludzi po woju. No chyba ze takim
              troche kabaretowym, jakie odbywają ludzie po medycynie. Ale tobie, Młotku, i
              wszystkim innym szczerze współczuje kontaktu z armią.


              Ciul ze
              > mnie, że skończyłem studia w 2000, co nie? Może dla twoich kolesiów problemu
              > nie stanowiło wymiganie się od woja, ale kogoś w końcu wcielono. I gardzę
              > bezgranicznie osobą, która na publicznym, bądź co bądź, forum ośmiela się
              > spotwarzyć całą rzeszę nieznanych jej osób, tylko dlatego, że mieli
              > szczęście/nieszczęście trafić w kamasze. Absolutnie w niczym nie różni się to
              > od jakichkolwiek postaw rasistowskich, seksistowskich, czy innych, z którymi
              > panna ta, nadmuchana górnolotnymi ideałami wolności, równości,
              > braterstwa/siostrzeństwa i szczęścia powszechnego, w mniemaniu swoim walczy.

              Ano sam mówisz, żeś ciul.

              > > Ale pamiętam te czasy, gdy trzeba było kręcic i lawirować - dla mnie to by
              > ło
              > > normalne
              >
              > Struganie wariata, zapijanie i zaćpywanie się, niszczenie własnego serca za
              > pomocą leków na ciśnienie, wylewanie sobie wrzątku na stopy po to tylko, żeby
              > orzekli upragnioną kategorię D, lub chociaż B12 - dla mnie to NIENORMALNE. A
              > finansowo-znajomościowe metody uchylania się od służby wojskowej - to dla
              mnie
              > NIEMORALNE.

              Ja tam uważam, że jak państwo nadmiernie wpycha sie w życie prywatne obywateli,
              to trzeba sie bronić. Nie żeby niszczyc od razu sobie serce czy wątrobę, ale
              np. czasowe opuszczanie miejsca zameldowania a wręcz oddalanie sie z komisji
              wojskowej (tak, tak, mojego znajomego zawlekli na komisje i kazali czekac na
              korytarzu, no to poczekał i poszedł sobie, he, he, w sina dal) jest jak
              najbardziej na miejscu. Ja to bym chyba wzieła najnormalniejszy kredyt w banku
              z przeznaczeniem na łapówe, byle tylko nie byc w woju.

              Ale na szczeście polskie wojo dąży do przekształcenia w zawodowe. I nie jest to
              mój wymysł, tylko ponoć tak ma byc. >

              Btw, ten wątek jest o facetach, którzy nie mogą zanleźć pracy na sfeminizowanym
              rynku, więc może skończmy ten wątek militarystyczny?
              • Gość: Plut. Młotek Re: Fotelowy pacyfizm wikki IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.02, 09:25
                wikka napisała:

                > Oj, nie czytało sie Poppera.

                No i wyszło szydło z worka! Nasza wciąż urodziwa i pełna energii, mimo dość
                zaawansowanego wieku i wyczerpującego kilkunastoletniego stażu małżeńskiego z
                cherlawym psychicznie facetem trójmiejska koleżanka, zawzięta czytelniczka
                górskich wydawnictw psychologicznych, na poparcie swych społeczno-otwartych
                teorii przytacza nazwisko jednego z wybitniejszych przedstawicieli anglosaskiej
                fotelowej myśli humanistycznej, który z właściwą dla intelektualnych
                spadkobierców Spencera wszystkowiedzącą pewnością siebie dokonuje genialnych w
                swej prostocie dychotomii (otwarte-zamknięte) i beztrostko przykleja łatki
                wroga demokracji to temu to owemu z wielkich filozofów. No i dokonuje jeszcze
                plagiatu na tak wzgardzanym przez siebie Heglu, tworząc niewiele nowego
                wnoszące do nauk epistemologicznych pojęcie "Świata Trzy". Ma Pani rację,
                Madame, nie czytało się Poppera - tego się po prostu czytać nie da.

                > > finansowo-znajomościowe metody uchylania się od służby wojskowej - to dla
                > > mnie
                > > NIEMORALNE.
                >
                > Ja tam uważam, że jak państwo nadmiernie wpycha sie w życie prywatne
                obywateli,
                >
                > to trzeba sie bronić.

                Pisząc "NIEMORALNE" wcale nie odwołuję się do stosunków państwo-obywatel, tylko
                do sfery społecznej. Należy odróżniać normy moralne od prawnych, religijnych,
                obyczajowych i zwyczajowych. Oj, nie czytało się Ossowskich? I posługując się
                terminem "niemoralne" pragnąłem podkreślić, że koniec końców krzywda zostaje
                wyrządzona nie Lewiatanowi, ale zwykłym ludziom, którzy nieważne czy kierowani
                zewnętrznym przymusem czy zinternalizowanymi przekonaniami spełnili swój
                obywatelski wciąż obowiązek, a których dobiegająca czterdziestki smarkula
                wyzywa od młotków rozkochanych w pruskim drylu i ciulów pospolitych.

                > Ja to bym chyba wzieła najnormalniejszy kredyt w banku
                > z przeznaczeniem na łapówe, byle tylko nie byc w woju.

                Żaden normalny bank nie udzieliłby Pani kredytu na działalność przestępczą,
                Madame. A sprawy niektórych identycznie jak Pani przedsiębiorczych młodzieńców
                są już w toku.

                > Btw, ten wątek jest o facetach, którzy nie mogą zanleźć pracy na
                sfeminizowanym
                >
                > rynku, więc może skończmy ten wątek militarystyczny?

                Tak, skończmy zatem, bowiem dyskusja z tak orchiektomiczną damą jak Pani jest,
                z całym należnym jej szacunkiem, niebezpieczna.

                Plut. Młotek
    Pełna wersja