mariannasz
04.03.03, 11:37
Mam czteroletnią coreczkę i od trzech lat nie pracuję. Przed urodzeniem
dziecka pracowłam w duzej międzynarodowej firmie, zajmowałam w firmie dość
ważne stanowisko i zarabialam bardzo dużo pieniędzy. Przez 8 lat pracy
zawodowej zdobyłam spore doświadczenie w swojej dziedzinie, nie mówiąc już o
bieglej znajomości języka angielskiego poprzez nieustanne kontakty z tym
językiem w pracy. Pomyślałam sobie, że to właściwy czas na dziecko.
Z politowaniem patrzyłam na koleżanki które urodziły dzieci wiele lat temu,
wtedy kiedy ja zaczynałam swoją karierę zawodową. Spotkałam jedną znich -
wtedy kiedy jeszcze pracowałam - zwierzała mi sie, że dzieci sa już na tyle
duże, że mogłaby pójść do pracy ... ale gdzie ? Przecież ona nic nie
potrafi ... zamiast uczyć się i zdobywać doswiadczenie - taki jest czas kiedy
ma się 20 lat - ona urodziła dziecko. Teraz kiedy ma koło trzydziestki - nikt
jej nie przyjmie do pracy. Myślałam wtedy, że ja się lepiej urządziłam. Mam
za sobą naukę i dość zaawansowaną karierę zawodową - po krotkiej przerwie na
dziecko - na pewno znajde pracę - przecież jestem specjalistką w jakiejś tam
dziedzinie - w której specjaliści są bardzo poszukiwani (wtedy byli
przynajmniej). Zanim urodziło się dziecko, pracowałam sobie dumnie w jakiejś
tam super firmie i nie mogłam się odgonić od nękających mnie headhunterów
prześcigających sie wzajemnie w atrakcyjności ofert pracy.
Kiedy urodziło się dziecko, pomyślałam sobie, że teraz czas poświęcić się
macierzyństwu. Zapracowałam sobie i mogłam pozwolić na ten komfort. Jeszcze
tydzień przed pójściem na urlop wychowawczy dostalam telefon od headhuntera z
jakaś rewelacyjną propozycją. Podziekowałam. Powiedziałam - za rok - bo na
tyle planowalam swoj urlop. Byłam przekonana, że moja pozycja zawodowa jest
tak silna, że żaden urlop wychowawczy nie będzie w stanie jej zachwiać. W
końcu zawsze bedę mogła wrócić do mojej starej firmy ... tak myślałam ...
wierzyłam także mocno w silną pozycję na rynku dużej firmy międzynarodowej w
której pracowałam.
Jakże wielkie było mojej rozczarowanie, kiedy dowiedziałam się, jeszcze w
trakcie urlopu wychowawczego, że firma zostaje zamknięta. Niektorzy
pracownicy dostali oferty do jakiejś nowej powstającej na jej miejsce. Byłam
przekonana, że JA na pewno wśród nich jestem. Niestety - osoba na urlopie
wychowawczym - nie tylko ja - nie była brana pod uwagę przez przedstawicieli
nowej firmy. Pomyślałam sobie ... ah żaden problem ! i tak chciałam zmienić
pracę. Znajdę w dwa tygodnie, w końcu mam tyle telefonów do znajomych
headhunterów, którzy swego czasu zabijali się o mnie.
I tu sie zaczyna proza życia początku 21 wieku. Nie będę dopisywać reszty,
bo wiadomo o co chodzi. Przerwa w pracy, dziecko, przerwa w pracy, dziecko,
przerwa w pracy dziecko - pierwsze i ostatnie pytanie na każdym interwiew.
Specjalnie nie pisałam o tym w CV. Telefony się rozdzwoniły od razu. Mimo
bezrobocia - miałam ustawione rozmowy w sprawie pracy - po kilka dziennie.
Jeżeli komuś telefonicznie odmawiałam - dzwonili potem kilka razy namawiając
mnie goroąco, żebym skusiła sie chociaż na rozmowę.
Pytanie dotyczące tego, co robię aktualnie - niezależnie od tego czy
rozpoczynało rozmowę czy było zadane w jej trakcie - zawsze również kończyło
rozmowę, niekedy drastycznie. Chociaż przerwa w pracy była krótsza niż rok, a
wcześniejsze doświadczenia - trwały ponad 8 lat.
W pewnym sensie rozumiem pracodawców i nie mogę mieć do nich pretensji.
Moje pytanie nie jest skierowane do eksperta - jest skierowane do Was. Bo z
tego co słyszę bezrobotne matki to bardzo powszechne zjawisko. Dobrze jak
mają męża - i to dodam - pracującego. Ale bezrobotne samotne matki to też
coraz bardziej powszechne zjawisko.
I co tu robić?!? Jak można wyjść z takiej sytuacji? Przecież musi być jakieś
wyjście - z czegoś trzeba zyć !
Macie jakieś pomysły ? Czy miałyście podobne doświadczenia i udało wam się z
tego wybrnąć ?
Ja tylko wciąż słyszę dookoła o matkach, które wracają z urlopu wychowawczego
do pracy - i pierwsze z czym są witane przez szefa to wypowiedzenie. Może
razem znajdziemy jakieś rewelacyjne rozwiązanie tego problemu - ci kilka głów
to nie jedna. A może trzeba założyć przedsiębiorstwo, które będzie
zatrudniało tylko matki ? Co o tym myślicie ?