nicram79
30.10.06, 18:39
Pracuję "na państwowym". Wyższe studia magisterskie skończone. Praca na umowę na czas nieokreślony. Niby super. Ale ta pensja: 1000zł w tzw. placówce badawczej. Odwiedził mnie kolega, który opowiada o swoich kumplach: jeden pracuje w nowej fabryce jako robotnik na taśmie - 1700zł na rękę plus darmowa opieka medyczna w prywatnej przychodni). Drugi jako robotnik na budowach dró - 2500zł (ale praca bardzo ciężka). Trzeci to operator walca drogowego - 4500zł (praca też ciężka i trudna). A ja mam swoje 1000zł i mam qrde dość. Po cholerę było uczyć się 4 lata w liceum a potem 5 lat na ciężkim, ścisłym kierunku? Trzeba było iść do zawodówki i zostać robotnikiem niewykwalifikowanym. Można by było w miarę normalnie żyć. Wiem, wiem. Są tysiące ludzi którzy mają 700zł i żyją. Wiem też, że można wyjechać z kraju. Ale to wcale nie jest takie proste z różnych względów, o których tutaj nie będę pisał. No po prostu nie chce mi się iść jutro do roboty. Po prostu mam dość...