Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej ...

      • Gość: cool-matt Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.nyc.res.rr.com 31.07.07, 15:14
        nowa zelandia jest fajna ale australia jest duzo lepsza.wiecej mozliwosci
        wiekszy kraj (od tropikow po tasmanie ktora bardzo przypomina NZ ) a do tego
        troche blizej cywilizacji.co do cen to jak ktos chce mieszkac jak polak na
        dorobku (10 osob w dwusypialniowym mieszkaniu i zarcie typu Mc Donalds i
        puszki) to zaoszczedzi a jak sie zyje normalnie to duzo ciezej.Jedno jest pewne
        NZ i OZ sa sto razy lepsze niz USA gdzie mam obecnie watpliwa przyjemnosc
        mieszkac.
        • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 00:49
          Hej!

          Tu sie zgodz ;-).

          Osobisie uwazam ze najpiekniejszym krajem na swiecie jest Polska, po niej Nowa
          Zelandia. W USA to za nic w swiecie nie chcialbym mieszkac.

          Jeden moj ziom tam zyje, robi dla jakiejs dupnej korporacji po 10-12h dziennie i
          spedza 3 h w korkach i dojazdach. Ma 10 dni wolnego (urlop) na rok, ale ich nie
          bieze by szybciej splacic kredyt na domek ktory wzial na 30 lat. Wysyla duzo
          zdjec jak mu tam dobrze, jaki ma piekny samochod i domek.

          ;-)
      • Gość: fantango Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.sys.hokudai.ac.jp 31.07.07, 15:15
        "W jego polskiej firmie źle odbierało się pracowników, którzy byli zbyt ambitni i chcieli coś więcej osiągnąć lub byli lepsi od innych"
        jest takie przyslowie ktore mowi ze diabel nie musi pilnowac kotla z Polakami, bo jak ktorys sprobuje wyjsc to reszta sama go wciagnie.........
        • jarekp666 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 16:46
          A coz mozemy robic w Nowej Zelandii ? To nie Unia Europejska, trzeba dostac
          wize, poznac kulture... latwo nie bedzie.

          Artykul ewidentnie nakierowany na zachecenie do turystyki a nie na trwale
          osadnictwo.

          _________________
          Sukces w zyciu, Opiekunka do dziecka, Forum KIA, Strategie dla firm, Biznes porady, Forum Skarbowka, Muzyka country, Pępek Świata - Dziecko
          • Gość: matti Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 17:53
            Przyjezdzasz i wiesz ze zyjesz. Siedzis z w Pl na wakacjach i juz chcesz
            wracac. Inny kraj inna kultura inne podejscie do wszystiego i wszystkich do
            wszytskich. Powiem Wam tylko, ze w Nowej Zelandii panuje zasada ktora uwielbiam
            i proponuje Wam tu w Polsce ja zaczac stosowac a zobaczycie jak sie lepiej zyje
            i chce zyc i pracowac.
            W NZ uwazamy, ze jak nie masz nic milego do powiedzenia to lepiej sie nie
            odzywac.
            Naprawde warto, polecam a za trzy tygodnie z powrotem do Wellington
            • Gość: mi Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.in-addr.btopenworld.com 31.07.07, 18:02
              Nie rozumiem dlaczego uwazasz sie za lepszego? bo tak wlasnie wynika z twojego
              komentarza. to ze mieszkasz za granica nie czyni cie w niczym lepszym, ja od 5
              lat nie mieszkam w polsce a jedyne zle slowa jakie zdarzylo mi sie powiadziec
              na moj kraj dotyczyly polityki czy gospodarki. jeli tak nie mozesz sie doczekac
              tego wyjazdu z polski za 3 tygodnie to po co tu wlasciwie przyjezdzasz?
              rozumiem, ze odwiedzic tych wrednych i glupich krewnych, ktorzy jak juz sie
              odezwa to powiedzia, cos bardzo niemilego. no, na szczescie u was w NZ sa inne
              zasady. smieszne to.
              • Gość: zdeb Zawsze niezmiennie dziekuje Opatrznosci, gdy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 18:28
                potwierdza sie, ze ludzie rozumni i szanujacy innych wciaz istnieja. I teraz,
                po lekturze Twojej repliki, tez dziekuje! Tak trudno naszym rodakom
                wytlumaczyc, ze pogardzanie soba to droga donikad. Ze to niszczy samego
                pogardzajacego, ze staje sie on po prostu zlym czlowiekiem, ze to zle uczucie
                go zatruwa jak jad. Mam wlasna teorie, ze nauczylismy sie tego za komuny, gdy
                zwlaszcza najwiecej oberwalo sie wsi (wsiok, cham, cholota ze wsi, sloma z
                butow, etc.), bo przeciez wies to bylo wstecznictwo i kulactwo, a miasta to
                byla przyszlosc (nawet bandyterka z miasta czula sie elita). Ech, smutne to,
                ale ciesze sie, ze napisales ten swoj komentarz. Zawsze nadzieja, ze nie jestem
                sam, co tak mysli.
                • Gość: kora Re: Zawsze niezmiennie dziekuje Opatrznosci, gdy IP: *.dsl.bell.ca 31.07.07, 20:12
                  wszyscy jednak tesnic beda za tym co pozostawili ,chyba tylko jacys samotnicy
                  lub samoluby nie.Na najwyzszym eukaliptusie pisze tam koniec swiata.Bedziecie
                  sie tam czuli jak zeslancy.Nie mozna wiecznie podziwiac pieknych wzgorz i
                  baranow na zielonych pastwiskach.Wakacje owszem moga tam byc przyjemne dla
                  wyciszenia duszy.
      • Gość: roll Mieszkalem w NZ wiele lat i wyjechalem......... IP: *.range86-148.btcentralplus.com 31.07.07, 20:11
        mozna zwariowac z nudow i separacji od swiata czyli od Europy.
        Przez pierwsze kilka lat bylem zachlysniety jak w tym artykule
        potem przyszla nostalgia i opamietanie. Dzisiaj mam dom i w Polsce
        i w Irlandii. A do NZ czasem lece na urlop i mi wystarczy.
      • zpustynii Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 20:44
        Tam NIE MA pracy powtarzam NIE MA pracy. Wiekszosc Polakow przeniosla sie do
        Australii jak tylko zebrala pieniadze na bilet. Bardzo czesto Polki jedynie co
        robia, to sie prostytuuja bo nie maja z czego zyc. Wielu popelnia samobojstwa.

        Polska widze robi wszystko, zeby wypchnac swoich naiwnych obywateli nawet na NZ.
        Nie nabierajcie sie na to.
        • Gość: daro Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.07.12, 01:03
          dla jełopów i nieudaczników napewno nie mma
      • Gość: Bozenka Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.limes.com.pl 31.07.07, 21:58
        Uważam, że forsa to nie wszystko. Jedno, co mnie w tym artykule pociąga do NZ,
        to opisana atmosfera życia: spokój, brak wyścigu szczurów i świadomość tego,
        że "życie po to jest, żeby pożyć", a nie po to, by pracować.
        • Gość: Ranger Ogolnie o emigracji IP: 65.197.200.* 31.07.07, 22:10
          Nowa Zelandia..Australia...etc. ja mieszkam w Californii, raj na ziemi -
          pustynia, ocean, jeziora, gory wszystko w zasiegu 1.5 godz. jazdy.
          Wszystko sie nudzi, niestety, po paru latach. Chyba trzeba wyjechac jak sie ma
          maksymalnie kilka lat. Inaczej zawsze bedzie sie tesknic, za
          przyjaciolmi..ktorych mozna sobie wybrac. Luzdie piszacy emigracji, nie zdaja
          sobie sprawy, czym ona jest.
          Ja juz nie mam ochoty spedzac swiat poza Polska. Tym , ktorym sie podoba bardzo
          daleko pd Polski, zycze powodzenia. Mnie rowniez bedzie brakowalo pieknych
          autostrad. Trudno cos za cos. Dobrze jest znac dwie strony medalu.
          Nie rozumiem tylko Polonii, ktora awanturuje sie, jak oswiadacza sie, ze ma sie
          dosyc i czas do domu. To chyba prywatna sprawa, gdzie komu sie podoba. Smiesza
          mnie (sorry) tylko posty marzycieli, wiukszosc znich nigdzie sie ruszy , beda
          tylko gaaaaaaaaaadaaaaaaaaaac. Ruszcie sie. Zobaczcie, jak "wiele" Was laczy z
          obywatelami dalekiego Kraju...Bedziecie musieli polubic wszystko, lun udawac ,
          ze lubicie, ja niestety np nie polubie amerykanskiego pseudofoobolu...a za
          slowo "soccer" obrazam sie..:-)
          • Gość: HankRearden Re: Ogolnie o emigracji IP: 204.86.34.* 02.08.07, 19:43
            Ha, ciekawe, ja odwrotnie, jezdze do PL tylko dlatego, ze tam mam rodzicow.
            Tak, oczywiscie, bardzo fajnie spotkac sie z kumplami, obejrzec stara szkole,
            nawet poogladac TV czy poczytac gazety. Ale po tygodniu juz chce sie wracac do
            siebie.
      • Gość: Kuchnowska Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. IP: *.cable.ubr08.croy.blueyonder.co.uk 31.07.07, 23:52
        Ano to chcialabym dodac to, co sie w artykule nie zmiescilo, zeby taki bardziej
        obiektywny obraz sie ukazal :)

        Polecielismy tam w listopadzie 2006 na ponad miesiac. W tym czasie objechalismy
        prawie cala wyspe polnocna, odwiedzilismy rodzine i znajomych mojego chlopaka.
        Troche to bylo stresujace, bo nie byl to do konca wyjazd turystyczny –
        przygladalam sie wszystkiemu pod katem mozliwosci zamieszkania w tym kraju.

        Moze dlatego Nowa Zelandia wcale mnie nie zachwycila. Jako miejsce na wakacje,
        na egzotyczna wyprawe jest cudowna. Piekne plaze, blekitne morze, dzikie,
        wulkaniczne krajobrazy i lagodne, trawiaste wzgorza, czysto i spokojnie. Ja
        jednak patrzylam na to troche inaczej.

        Po zatloczonym Londynie i „starej” Europie Nowa Zelandia byla dla mnie
        przerazliwie pusta i wszystko bylo zupelnie inne niz w Europie – drewniane domy,
        niektore bardzo ladne, ale sporo wygladalo jak nasze altanki. Brak historii,
        zabytkow, tych paru tysiecy lat cywilizacji, ktore w Europie odczuwa sie na
        kazdym kroku. Male miasteczka zagubine nie wiadomo gdzie. Boze Narodzenie w
        postaci pikniku na plazy, z indykiem i szynka, bez zadnej swiatecznej atmosfery.
        Takze prawie 30 godzin lotu, zeby sie tam w ogole dostac. O czestym odwiedzaniu
        rodziny czy znajomych w Europie nie ma mowy.
        (...)
        Rzecz, ktora mnie najbardziej martwi, zostawilam na koniec. Ciagle bowiem nie
        mam odpowiedzi na pytanie „Co ja tam bede robic?”. Na stanowisko zony przy mezu
        absolutnie sie nie nadaje ;) Z wyksztalcenia jestem polonistka, co jest
        nieszczegolnie uzyteczne poza Polska. Jednak na to pytanie tak samo musialabym
        sobie odpowiedziec, gdybym chciala zostac na stale w Wielkiej Brytanii. Od ponad
        2 lat pracuje w turystyce i jest to bardzo przyjemne, interesujace zajecie.
        Prawodopodobnie bede musiala isc na kolejne kursy, ktore podniosa moje
        kwalifikacje i przystosuja je do nowozelandzkich warunkow. Chyba jednak najpierw
        sie przeprowadzimy i rozejrze sie na lokalnym rynku pracy, a pozniej bede
        podejmowala decyzje.
        • abere8 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 00:20
          Gość portalu: Kuchnowska napisał(a):

          Rzecz, ktora mnie najbardziej martwi, zostawilam na koniec. Ciagle bowiem nie
          > mam odpowiedzi na pytanie „Co ja tam bede robic?”. Na stanowisko zo
          > ny przy mezu
          > absolutnie sie nie nadaje ;) Z wyksztalcenia jestem polonistka, co jest
          > nieszczegolnie uzyteczne poza Polska.

          Akurat znam tu jedna polonistke, ktora uczy francuskiego w szkole sredniej :-) A
          turystyka to jeden z glownych "przemyslow" w NZ, wiec na pewno cos sobie
          znajdziesz, zwlaszcza jesli pracowalas juz z anglojezycznymi klientami. A w
          Polsce to co bys robila? Polskiego w szkole uczyla?
          • Gość: Kuchnowska Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.ubr08.croy.blueyonder.co.uk 01.08.07, 07:54
            Nie, pisala do Wyborczej ;) Dlatego mnie w Polsce nie ma.
      • juesej Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 01:13
        Wyjechać do Nowej Zelandii a Polskę zostawić dla Żydów ewakuujacych się z Palestyny.
        • mniklas5 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 02:44
          mysle ze lepiej zapytac Szwajcarow lub Francuzow dlaczego emigruja do
          USA,Kanady czy Australii mysle ze wowczs wiekszosc Polakow zastanowi sie dluzej
          nad celem wyjazdu. Ranger z Kaliforni teskni za przyjaciolmi w Polsce, moze za
          kotletem schabowym rowniez , nie wiem?, ja mieszkam w Kaliforni od 15 lat i tu
          jest moj dom bo tutaj jest moja dusza i serce, tu sa moi przyjaciele, tak
          Amerykanscy, ktorzy sa wyprobowani, tu mam blizszych mi ludzi niz moje kuzynki
          i ciotki w Polsce, tu jestem respektowany i lubiany, nie wyobrazam sobie innego
          miejsca na Ziemi, chetnie zwiedzam Nowa Zelandie czy Australie, to sa piekne
          kraje jak rowniez Polske , ale sa to kraje dla mnie obce, tak jak i Polacy
          chociaz urodzilem sie i wyroslem w Polsce i znam jezyk polski,i mimo ze mam
          zone Polke mamy bardzo maly kontakt z Polakami i Polonia. zawsze parcowalismy z
          Amerykanami, tu gdzie mieszkamy nie ma Polakow w ogole, i teraz prowadzimy
          biznes, gdzie naszymi klientami sa tylko Amerykanie
          • iza42 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 11:46
            Rozsmieszyl mnie troche ten artykul, bardzo naiwny i widac ,ze autorzy nie
            bardzo orientuja sie w realiach zycia w Nowej Zelandii.
            Wiele rzeczy tutaj juz powiedziano w tej dyskusji , wiec nie chce sie powtarzac
            wiec dodam ,ze te reklamowane bonusy dla specjalistow z Polski to sa jakies
            wymysly nie wiadomo skad. W mojej dziedzinie- medycyna nie ma wielkich szans dla
            Polakow bo dyplomy polskie nie sa tutaj uznawane, poza tym nawet jezeli juz uda
            sie tutaj zdobyc rejestracje lekarska to dodatkowe punkty maja tylko pewne
            specjalnosci deficytowe - rural GP , radiolog , anestezjolog . Ja nie mialam
            zadnych dodatkowych punktow za to ,ze jestem tutaj lekarzem.
            W innych dziedzinach moze byc znacznie gorzej . Znam grono imigrantow z Polski ,
            ktorzy tutaj w NZ albo nie mogli znalesc pracy w swojej dziedzinie albo jezeli
            juz prace znalezli to byla ona nisko platna i ponizej ich kwalifikacji. Z tym
            dobrym traktowaniem ludzi w pracy tez niech nie przesadzaja. Wytykanie ludziom
            niedociagniec w znajomosci angielskiego i obcego akcentu jest tutaj czeste w
            miejscach pracy.
            w obecnej sytuacji kiedy Anglia i Irlandia stoja otworem namawianie ludzi na
            wyjazd do NZ w celach zarobkowych nie ma sensu - place sa tutaj nizsze niz w
            wyzej wymienionych krajach , a tzw lifestyle typu dom nad morzem, jacht itd
            dostepne dla tych , ktorzy maja duzo pieniedzy i nie sa zmuszeni do zarobkowania
            w tym kraju.
      • Gość: rafal a po co na koniec swiata skoro raj jest w irlandii IP: *.dub-fng.metro.digiweb.ie 01.08.07, 03:36
        nie rozumiem ludzi ktorzy gnaja bog wie gdzie a 3 godziny lotu stad jest raj;)kasa jest praca jest, bez zezwolen, wiz, wszystko po polsku...no jaja
        • Gość: andrzejek Re: a po co na koniec swiata skoro raj jest w irl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.07, 07:59
          Bo w NZ jest inne podejscie ludzi do ludzi. Tam sie ceni czlowieka i nie patrzy
          tylko na prace jak to ma miejsce w Pl czy Irlandii, ale tam sie patrzy jak
          korzystac z zycia i to w pelni z cala rodzina po pracy
          w irlandii tego nie ma, bo Polacy tam zatrudnieni robia na godziny a po pracy
          pija piwo ze wspollokatorami i taka jest roznica
          • kotkanadachu przemyslenia 01.08.07, 11:21
            moze zaczne od kilku slow do czytacza, mowiac ze wszyscy sa tutaj na "Ty"
            mialam na mysli ze ludzie poprostu zwracaja sie do siebie po imieniu,
            niezaleznie od stanowiska czy wyksztalcenia. Nie ma tu tytulomani, nikt do
            nikogo nie mowi Panie inzynieze, mecenasie, dyrektorze, kierowniku, magistrze
            czy tez Panie Kowalski, uzywa sie poprostu imienia w kazdym przypadku nawet
            jezeli rozmawia sie z dyrektorem firmy w ktorej sie pracuje, prawnikiem, itd

            H.O. i franchise,, czy nie chcialo mi sie tlumaczyc - chyba nie to, po pierwsze
            skreslilam kilka zdan w duzym pospiechu, bo akurat w tym okresie bylam bardzo
            zajeta, po drugie H.O. i franchise to od lat dosyc powszechnie uzywane
            okreslenia w Polsce, a po trzecie poprostu myslalam ze autor artykulu tekst
            przerobi wybierajac podane fakty. Okazalo sie ze cytaty sa doslowne.

            Uwazam ze artykul jest lekko przesadzony, a szczegolnie niektore ceny i
            zarobki.
            Wydaje mi sie ze ludzie ktorzy wybieraja sie na emigracje, do jakiego by to nie
            bylo kraju, powinni dowiedziec sie troszke wiecej o tym kraju, co od lat jest
            sprawa dosyc prosta biorac pod uwage ogolny dostep do internetu. Planowanie
            swojego zycia na podstawie jednego artykulu moze okazac sie niewypalem.

            Nie tak dawno temu zdziwilo mnie pytanie pewnej studentki, ktora pytala czy to
            prawda ze w Nowej Zelandii daja za darmo dom, samochod i placa iles tam
            pieniedzy jak sie urodzi dziecko, zadala to pytanie bo takie sluchy chodzily na
            jej uczelni. Wiec pomimo wydawaloby sie latwego dostepu do informacji, okazuje
            sie ze ludzie i tak wola wybrac to co im pasuje a nie fakty.

            Emigracja to powazny krok, i nie kazdy sie do tego nadaje. Trzeba sobie zdawac
            sprawe ze Nowa Zelandia to prawie 30 godzin lotu i koszt ok $2500.00 za bilet,
            wiec czesto do Polski sie nie lata.
            Tyle ze jezeli ludzie przeczytaja ze ktos tam lata 3 razy do roku, niektorzy
            pomysla ze to tak jak z Warszawy do Tluszcza.

            Oczywiscie ze Nowa Zelandia to nie jest raj na ziemi, bo takowagoz nie ma.
            Jednym sie tu spodoba, innym nie.
            To ze Kiwisi wyjezdzaja do Australii- zawsze tak bylo, Au to duzo wiekszy kraj,
            wiec i wieksze mozliwosci, czesc wraca, czesc nie wraca.
            Do Nowej Zelandii australijczycy tez przyjezdzaja - choc oczywscie nie tyle ilu
            kiwisow wyjezdza.

            Przyjezdzaja tu ludzie z calego swiata, anglicy, amerykanie tez, jedni zostaja
            inni nie. To jest normalne, tak samo jak na calym swiecie.

            Przed mlodymi polakami obecnie swiat stoi otworem, Nowa Zelandia to tylko mala
            czastka wsrod innych mozliwosci.

            Oczywiscie ze jezeli ktos tu przyjedzie bez pieniedzy, to zajmie mu pare
            ladnych lat zeby stanol na nogi. Koszty kupna domu sa bardzo wysokie w stosunku
            do zarobkow, oprocentowanie na pozyczki tez jedno z najwyzszych - obecnie ok
            9.25%. Na ogol dostanie w miare przyzwoicie platnej pracy zajmuje czas, 2-
            3lata. Tyle mniej wiecej zajmuje zeby podszlifowac jezyk, poprawic akcent,
            zrozumiec i zaakceptowac tutejsze warunki pracy.
            Jak juz czlowiek sie jako tako oswoi i zaakceptuje warunki w jakich mu przyszlo
            zyc, wtedy mu latwiej znalezc lepsza i lepiej platna prace.
            Osoby typu "polskiego cwaniaka" ktoremu wydaje sie ze on pokaze co moze, na
            ogol niezbyt na tym cwaniakowaniu tu wychodza. Realia sa zupelnie inne niz w
            Polsce, i robienie takich interesow jak w Polsce poprostu nie zdaje egzaminu.

            Ktos pisze ze nie ma tu zabytkow czy takiej kultury jak w Europie, oczywiscie
            ze nie ma, Nowa Zealadnia to wyspa na Pacyfiku, ucywilizowana od 200 lat,
            ludzie to zbieranina z calego swiata, wiec niby skad ma byc taka kultura czy
            zabytki jak w Europie. Jezlei tego sie ktos spodziewa jadac tutaj, to znaczy ze
            nie odrobil lekcji, nie chcialo mu sie dowiedziec nic na temat N.Z.

            Czy tu sie cos dzieje czy nie - no coz zalezy co kto chce zeby sie dzialo.

            Ogolnie prawda jest taka, ze czesc Polakow decydujac sie na emigracje ma bardzo
            blache pojecie o kraju do ktorego jedzie. Wiekszosc np uwaza ze N.Z to cieply
            kraj.

            Ze emerytury sa male, to prawda, ale kazdy emeryture dostaje niezaleznie od
            tego czy pracowal czy nie. Jezeli ktos tu przyjedzie w wieku lat dwudziestu
            paru, to powinien byc w stanie w taki czy inny sposob troche na emeryture
            odlozyc. Najwazniejsze jest poczucie ze jakby nie bylo, cos czlowiek dostanie.
            Kiedy ja w Polsce stracilam prace w wieku lat 50ciu, nie mialam prawa do
            niczego, no moze do jednego, moglam poszperac w smietnikach jak juz bym nie
            miala za co zyc, tyle ze konkurencja wtedy byla spora.

            Pozyczki na 30 lat - owszem, a gdzie jest inaczej? jezeli ktos musi wziac 300
            tys lub wiecej pozyczki, i ma ograniczone mozliwosci splat,, no to zawsze sa
            dwa wyjscia, brac pozyczke albo nie brac, zawsze mozna wynajmowac miwszkanie,
            duzo kiwisow cale zycie wynajmuje.

            Nie wiem czemu ten artykul mial sluzyc, tak czy inaczej wywolal spora dyskusje,
            i mam nadzieje ze nikt w ciemno ani do N.Z. ani do innych krajow wybierac sie
            nie bedzie.

            pozdrawiam cieplutko :)
            • Gość: MP Re: przemyslenia IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 05:29
              zgadzam sie z Twoim punktem widzenia i podpisuje sie pod postem.

              dodam tylko, ze artykul mial wlasnie zwrocic uwage na to, ze jest taki
              kierunek. troche inny. kiedys mniej popularny, a dzis wiecej Polakow moze sobie
              pozwolic na rozwazanie wyjazdu do takiego kraju na dluzej i inaczej, niz z
              biurem podrozy - szczegolnie, ze z biurem podrozy moze sie okazac znacznie
              drozej i nawet nie liznie sie kilku procent Nowej Zelandii.

              migracja nie musi byc na cale zycie - nie widze nic zdroznego w odwiedzeniu NZ
              na kilka lat i sprawdzeniu, jak sie zyje. moim zdaniem zycie nie jest po to,
              zeby zbierac kurz na kolejnych kieliszkach w witrynce w duzym pokoju ani nie
              jest po to, zeby siedziec i marzyc o raju na ziemi, ktorego nie ma. Zycie jest
              po to, zeby sprawdzic, jak to jest zobaczyc delfina na zywo w Bay of Plenty i
              pogadac z Amerykaninem czy Irlandczykiem o tym, jak on widzi swiat. Trzeba byc
              otwartym, uczyc sie, wyciagac wnioski, zdobywac doswiadczenie zyciowe. to
              wszystko jest bezcenne i po to warto wyjechac z wlasnego kraju, szczegolnie,
              jesli jest to kraj monokulturowy, z homogenicznym spoleczenstwem, monojezykowy,
              bardzo konserwatywny i bardzo odizolowany przez wiele lat dla wielu Polakow,
              ktorzy tylko mogli pomarzyc o paszporcie i podrozach i mozliwosci porozmawiania
              z kims, kto ma inne tlo kulturowe i nauczenia sie czegos z tego zderzenia
              kultur.
      • emelem1 DZIWNE- jakoś nokogo 01.08.07, 22:32
        nie oburza że fizol mrarz zarobi praiwe tyle ile konsultant finansowy
        • szopen_cn Re: DZIWNE- jakoś nokogo 01.08.07, 23:15
          emelem1 napisał:

          > nie oburza że fizol mrarz zarobi praiwe tyle ile konsultant finansowy

          Ty tak na powaznie?

          Przeciez to raczej normalna sytuacja.
        • Gość: Asia Re: DZIWNE- jakoś nokogo IP: *.adsl.xtra.co.nz 01.08.07, 23:15
          a niby dlaczego ma oburzac, murarz to bardzo dobry zawod i do tego ciezka
          praca, konsultant finansowy - jak dobry to zarobi swoje pieniadze, jak marny to
          nie tylko nie zarobi ale jeszcze straci. N.Z to jeden z niewielu krajow gdzie
          licza sie Twoje umiejetnosci a nie papierek ukonczenia lub nieukonczenia czegos
          tam.
          • emelem1 Re: DZIWNE- jakoś nokogo 02.08.07, 23:15
            w Polsce oburza jeśli ktoś po studiach zarabia mniej niż zwykły robol, jeśli w
            NZ nikt nie robi z tego problemu-wniosek NZ to normalny kraj , lub Polacy to
            taki naród ze zawsze jest źle!
        • Gość: MP Re: DZIWNE- jakoś nokogo IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 05:10
          na szczescie ani ceny ani pensje nie sa regulowane (np. przez zwiazek zawodowy)
          i to, ile zarobisz, zalezy od Twoich umiejetnosci - rowniez negocjacyjnych :)

          zatem na nikim nie zrobi wiekszego wrazenia magister filologii bialoruskiej bez
          doswiadczenia gdziekolwiek, ale ktos, kto sie pochwali tym, ze pracowal przy
          budowie wielkich projektow jako murarz i bedzie umial przekonac pracodawce w
          jakikolwiek sposob, moze wiecej zarobic niz ten zdzwiony niepowodzeniem
          filolog :) zreszta nie ma co tlumaczyc. Polak wie lepiej, niech zatem Polak
          radzi sobie lepiej :)

          powiem Ci tylko, ze patrzac na samochody, jakimi malarze, murarze i inni
          robotnicy jezdza do pracy (Toyota, Dodge pick-up lub inne) i jakie
          maja 'zabawki', ktorych uzywaja do codziennej pracy (nie oszczedzaja pracujac
          tansza wyzynarka, srubokretem zamiast wkretarki itp.), marzy mi sie, ze w
          Polsce ciezko pracujacy od switu do nocy pracownik fizyczny bedzie mogl sobie
          pozwolic na taki samochod do pracy. to tez powinno cos mowic o cenach takich
          uslug. prawda? sa wyzsze, wiec i pensje osob, ktorzy korzystaja z tych uslug
          musza byc wyzsze.

          a konsultant finansowy.. jesli nie zarabia 6 cyfrowej pensji rocznej, jest
          tylko clerkiem, a nie konsultantem, co nie znaczy, ze z dwoch pensji po 100K w
          budzecie domowym dwoje konsultantow finansowych z Polski nie bedzie mialo
          spokojnego zycia na normalnym poziomie i no najwazniejsze w calkiem fajnym
          kraju, gdzie nie ma podatku spadkowego, wiec i emeryture mozna dziedziczyc.

          3.5% bezrobocia oznacza, ze po 9 rano ulice Wellington pustoszeja (by znowu
          zaludnic sie w porze lunchu - niesamowite zjawisko), bo kazdy jest w pracy.
      • Gość: jestem za Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 10:03
        tez bym chcial tam poleciec, ale...na bilet trzeba uzbierac ponad 5 patykow. To
        jedyny le najwazniejszy problem dla mnie
      • Gość: tak jest w NZ racja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 10:11
        na nikim nie zrobi wiekszego wrazenia magister filologii bialoruskiej bez
        doswiadczenia gdziekolwiek, ale ktos, kto sie pochwali tym, ze pracowal przy
        budowie wielkich projektow jako murarz i bedzie umial przekonac pracodawce w
        jakikolwiek sposob, moze wiecej zarobic niz ten zdzwiony niepowodzeniem
        filolog :) zreszta nie ma co tlumaczyc. Polak wie lepiej, niech zatem Polak
        radzi sobie lepiej :)

        powiem Ci tylko, ze patrzac na samochody, jakimi malarze, murarze i inni
        robotnicy jezdza do pracy (Toyota, Dodge pick-up lub inne) i jakie
        maja 'zabawki', ktorych uzywaja do codziennej pracy (nie oszczedzaja pracujac
        tansza wyzynarka, srubokretem zamiast wkretarki itp.), marzy mi sie, ze w
        Polsce ciezko pracujacy od switu do nocy pracownik fizyczny bedzie mogl sobie
        pozwolic na taki samochod do pracy. to tez powinno cos mowic o cenach takich
        uslug. prawda? sa wyzsze, wiec i pensje osob, ktorzy korzystaja z tych uslug
        musza byc wyzsze.

        a konsultant finansowy.. jesli nie zarabia 6 cyfrowej pensji rocznej, jest
        tylko clerkiem, a nie konsultantem, co nie znaczy, ze z dwoch pensji po 100K w
        budzecie domowym dwoje konsultantow finansowych z Polski nie bedzie mialo
        spokojnego zycia na normalnym poziomie i no najwazniejsze w calkiem fajnym
        kraju, gdzie nie ma podatku spadkowego, wiec i emeryture mozna dziedziczyc.

        3.5% bezrobocia oznacza, ze po 9 rano ulice Wellington pustoszeja (by znowu
        zaludnic sie w porze lunchu - niesamowite zjawisko), bo kazdy jest w pracy.
      • Gość: jasne ze nz Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 10:12
        powiem Ci tylko, ze patrzac na samochody, jakimi malarze, murarze i inni
        robotnicy jezdza do pracy (Toyota, Dodge pick-up lub inne) i jakie
        maja 'zabawki', ktorych uzywaja do codziennej pracy (nie oszczedzaja pracujac
        tansza wyzynarka, srubokretem zamiast wkretarki itp.), marzy mi sie, ze w
        Polsce ciezko pracujacy od switu do nocy pracownik fizyczny bedzie mogl sobie
        pozwolic na taki samochod do pracy. to tez powinno cos mowic o cenach takich
        uslug. prawda? sa wyzsze, wiec i pensje osob, ktorzy korzystaja z tych uslug
        musza byc wyzsze.

        a konsultant finansowy.. jesli nie zarabia 6 cyfrowej pensji rocznej, jest
        tylko clerkiem, a nie konsultantem, co nie znaczy, ze z dwoch pensji po 100K w
        budzecie domowym dwoje konsultantow finansowych z Polski nie bedzie mialo
        spokojnego zycia na normalnym poziomie i no najwazniejsze w calkiem fajnym
        kraju, gdzie nie ma podatku spadkowego, wiec i emeryture mozna dziedziczyc.

        3.5% bezrobocia oznacza, ze po 9 rano ulice Wellington pustoszeja (by znowu
        zaludnic sie w porze lunchu - niesamowite zjawisko), bo kazdy jest w pracy.
      • Gość: jacek_wis Re: Może by to wszystko rzucić i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 10:14
        co tu tlumaczyc. Polak wie lepiej, niech zatem Polak
        radzi sobie lepiej :)

        powiem Ci tylko, ze patrzac na samochody, jakimi malarze, murarze i inni
        robotnicy jezdza do pracy (Toyota, Dodge pick-up lub inne) i jakie
        maja 'zabawki', ktorych uzywaja do codziennej pracy (nie oszczedzaja pracujac
        tansza wyzynarka, srubokretem zamiast wkretarki itp.), marzy mi sie, ze w
        Polsce ciezko pracujacy od switu do nocy pracownik fizyczny bedzie mogl sobie
        pozwolic na taki samochod do pracy. to tez powinno cos mowic o cenach takich
        uslug. prawda? sa wyzsze, wiec i pensje osob, ktorzy korzystaja z tych uslug
        musza byc wyzsze.

        a konsultant finansowy.. jesli nie zarabia 6 cyfrowej pensji rocznej, jest
        tylko clerkiem, a nie konsultantem, co nie znaczy, ze z dwoch pensji po 100K w
        budzecie domowym dwoje konsultantow finansowych z Polski nie bedzie mialo
        spokojnego zycia na normalnym poziomie i no najwazniejsze w calkiem fajnym
        kraju, gdzie nie ma podatku spadkowego, wiec i emeryture mozna dziedziczyc.

        3.5% bezrobocia oznacza, ze po 9 rano ulice Wellington pustoszeja (by znowu
        zaludnic sie w porze lunchu - niesamowite zjawisko), bo kazdy jest w pracy.
      • adam_pietraszek Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 02.08.07, 10:18
        na forum wypowiada sie cashoob, to osoba ktora od szesciu lat nie robinic
        innego jak krytykuje fora. Nikt nie zna tego czlowieka, podaje sie za Blazna
        Cashooba a w NZ nie byl od dawna bo od lat jest w Pl i stad syfi wiekszosc
        forow.
        Adam Pietraszek
        p.s. znam wielu ludzi w NZ ale tego pajaca nie. Czy ktos w ogole go poznal?
      • adam_pietraszek Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 02.08.07, 10:19
        Gość portalu: Anna napisał(a):

        > Super ja tez sie wybieram do NZ nie zamierzam tu dłużej siedzieć w kraju bo
        > mam ambicje na lepsze życie a takiego oczekuje w NZ.

        A moze zbierzemy grupe osob i pojedziemy wszyscy razem ? Na forach gazety byly
        juz wyjazdy do Indii, Pakistanu, Afganistanu (przed wojna oczywiscie) i Sri
        Lanki. Moze czas na Nowa Zelandie?
        Adam Pietraszek
        • iza42 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 03.08.07, 11:36
          adam_pietraszek napisał:
          > A moze zbierzemy grupe osob i pojedziemy wszyscy razem ? Na forach gazety byly
          > juz wyjazdy do Indii, Pakistanu, Afganistanu (przed wojna oczywiscie) i Sri
          > Lanki. Moze czas na Nowa Zelandie?
          > Adam Pietraszek

          Zaraz Adamie , gdzie Ty wlasciwie mieszkasz ? W Polsce czy w NZ?
          Z emaila , ktory mi przyslales ganiac moje Twoim zdaniem nieetyczne wypowiedzi
          na temat NZ jednoznaczne wynikalo ,ze mieszkasz juz w NZ i juz odniosles tam
          sukces .
          CO wiec w tej sytuacji ma oznaczac to " jedziemy wszyscy razem "?
          Wyjasnij prosze , bo nic nie rozumiem.
          Teraz pare slow na temat na temat dlaczego ten artykul wydal mi sie stronniczy
          przeslodzony i prawde mowiac bzdurny.
          Mieszkam w NZ ponad cztery lata i podziele sie tutaj doswiadczeniami moimi i
          nnych immigrantow z Polski .
          - dobre traktowanie przez pracodawce nie jest bynajmniej zagrawantowane.
          Pracodawca tutaj , podobnie zreszta jak gdzie indziej na swiecie wykorzystuje
          brak wiedzy z dobrej znajomosci jezyka oraz inne ograniczenia nowoprzybylych z
          nieangielskojezycznych na swoja korzysc i traktuje ich gorzej niz innych.
          Paru moich przyjaciol padlo tutaj ofiara bardzo okrutnego mobbingu w pracy.
          - biurokracja jest tutaj rzeczywiscie mniej uciazliwa niz w Polsce choc istnieje
          , w pracy oznacza to duzo pracy papierkowej , ale klienta traktuje sie tutaj
          lepiej i z reguly sprawy zalatwiane sa szybciei bardziej kompetentnie.
          - niskie bezrobocie to mit. Prawda jest taka ,ze przecietnemu emigrantowi z
          Polski niezmiernie jest trudno znalesc prace w swoim zawodzie. Znam sporo
          wyksztalconych ludzi , ktorzy tutaj walczyli aby znalesc jakakolwiek prace (
          czesto fizyczna ) kiedy oszzednosci przywiezione z wlasnego kraju sie skonczyly
          i zaczela im zagladac bieda w oczy.
          - NZ poszukuje oczywiscie lekarzy i innych fachowcow ale nie z Polski !
          Polskie dyplomy nie sa tutaj uznawane. Kandydatow czekaja bardzo trudne ( i
          drogie ) egzaminy a w miedzyczasie trzeba jakos zyc. Niektorzy lekarze z krajow
          azjatyckich radza sobie pracujac tutaj jako kierowcy .
          Zarobki . Przytaczanie zarobkow w zlotowkach jest nieuczciwe, bowiem prawie
          wszystko jest tutaj dwa razy drozsze . Tak wiec realny przelicznik jest 1:1
          Poza tym nie bardzo rozumiem dlaczego autor cytuje zarobki w zlotowkach a ceny w
          dolarach? , ktore sa zanizone zreszta np obiadu nie da sie tutaj zjesc za $15
          ,lunch moze tak.
          Wszedzie trzeba gdzies mieszkac. W obecnej chwili domy z NZ , zwlascza w
          Auckland sa szalenczo drogie. Oprocentowanie pozyczki bankowej w chwili obenej
          jest ok 9% Dla wielu ludzi tzw middle class kupno domu oznacza to bardzo trudne
          warunki zycia, bo kazdy zarobiony grosz , trzeba oszczedzac na splate pozyczki.
          Przyroda jest fantastyczna i kraj jest przepiekny , z pewnoscia warty zobaczenia.
          Ale to mozna zrealizowac nie emigrujac.
          Ludzie sa na ogol kulturali i sympatyczni to fakt ale trzymaja sie na dystans.
          Jezeli nie masz tutaj grupy przyjaciol i rodziny to mozesz sie tutaj czuc sie
          bardzo osamotniony.
          Acha , jeszcze jedno. Liczba samobojstw wsrod mlodych ludzi w NZ jest jedna z
          najwyzszych na swiecie.
          Raj na ziemi ? jak dla kogo.
          Dla zamoznych z pewnoscia tak . Dla innych nie wiem.
          Jezeli macie pytanis to piszcie na priva.
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 14:46
            > - dobre traktowanie przez pracodawce nie jest bynajmniej zagrawantowane.

            czy to znaczy, ze go nie ma? jesli bohaterowie artykulu spotkali sie z nim, to
            nalezy powiedziec, ze cos jest przeslodzone, bo masz inne doswiadczenia?

            > - biurokracja jest tutaj rzeczywiscie mniej uciazliwa niz w Polsce

            mozna zalozyc konto bankowe przez internet nie wyjezdzajac z Polski, zrobic
            prawo jazdy bez pieczatek kilku lekarzy specjalistow, jak w Polsce, jesli
            odpowiednik formularza NIP-3 zawiera doslownie 10 pol (dane osobowe i adres),
            jesli nie ma dowodow osobistych, obowiazku meldunkowego, zmiany wlasciciela
            samochodu mozna dokonac w 3 minuty na stronie internetowej. wiem, ze nie kazdy
            o tym wie i bedzie mowil, ze to nieprawda, szczegolnie, ze w glowie mu sie nie
            miesci, ze mozna, a naprawde mozna. mozna o wiele wiecej, tylko trzeba chciec.

            > - niskie bezrobocie to mit. Prawda jest taka ,ze przecietnemu emigrantowi z
            > Polski niezmiernie jest trudno znalesc prace w swoim zawodzie.

            to znaczy w jakim zawodzie? nawet prawnik z Polski bedzie musial sie nauczyc
            prawa, bo w Polsce wie jedynie, jak omijac prawo ... polskie.
            ale znalezienie jakiejkolwiek (fizycznej, biurowej, w uslugach) pracy nie
            stanowi zadnego problemu, trzeba tylko chciec. to nie jest zaden mit. portale z
            ofertami pracy kipia od pracy. aktywnie szukajac bezposrednio, mozna uzyskac
            jeszcze lepsze wyniki. nic, tylko zakasac rekawy.

            > znam sporo
            > wyksztalconych ludzi , ktorzy tutaj walczyli aby znalesc jakakolwiek prace (
            > czesto fizyczna ) kiedy oszzednosci przywiezione z wlasnego kraju sie
            > skonczyly i zaczela im zagladac bieda w oczy.

            no taki jest na szczescie kapitalizm, ze jak sie nie pracuje, to sie nie ma.
            dlatego w przeciwienstwie do centrum Warszawy, centrum Wellington o 9 rano
            pustoszeje, gdyz wszyscy sa w pracy.

            > - NZ poszukuje oczywiscie lekarzy i innych fachowcow ale nie z Polski !
            > Polskie dyplomy nie sa tutaj uznawane. Kandydatow czekaja bardzo trudne ( i
            > drogie ) egzaminy a w miedzyczasie trzeba jakos zyc. Niektorzy lekarze z krajo
            > w
            > azjatyckich radza sobie pracujac tutaj jako kierowcy .

            i co w tym zdroznego? znam prawnika z RPA, ktory podjal sie pracy policjanta na
            czas szkolenia w prawie miejscowym. czy to jest cos zlego? dlatego 40latkowie
            tutaj ucza sie, podnosza kwalifikacje (sredni awieku w moim dziale jest powyzej
            40ki i wszyscy mysla, ze maja przed soba jeszcze wiele lat pracy. informatyk po
            40 musi sie uczyc, bo technologia, ktora zna z lat 70 czy 80tych jest juz nieco
            zakurzona :)) i tak. naprawde ludzie sie ucza. jeden Kiwi pojechal do Australii
            na egzamin, na ktorym musial zaliczyc 90% materialu, zeby dostac certyfikat.
            ruzyko niezdania jest wielkie, koszt wysoki, ale satysfakcja wielka, bo dostal
            promocje.

            > Zarobki . Przytaczanie zarobkow w zlotowkach jest nieuczciwe, bowiem prawie
            > wszystko jest tutaj dwa razy drozsze. Tak wiec realny przelicznik jest 1:1

            dwa razy? w stosunku do czego? jesli GST czyli VAT jest dwa razy nizszy, to jak
            wszystko moze byc dwa razy drozsze? jesli paliwo w zime kosztuje $1.6 (a latem
            $1.35), to jak to sie ma do 4.3 PLN przy przykladowych zarobkach 25PLN:25NZD
            (1:1)??

            > Poza tym nie bardzo rozumiem dlaczego autor cytuje zarobki w zlotowkach

            ja tez nie. widocznie uznal, ze Polak inaczej nie potrafi sobie wyobrazic
            stosunku zarobki:cena.

            > ktore sa zanizone zreszta np obiadu nie da sie tutaj zjesc za $15
            > ,lunch moze tak.

            nie chce mi sie znowu wymieniac miejsc, gdzie mozna zjesc obiad za $15..
            wyjdz czasem z domu i sie przekonaj.

            www.chow.co.nz/food.html
            www.masala.gen.nz/dinner.htm
            lunch w FoodCourt on Willis zjesz duza porcje za $6. do wyboru kilkanascie
            kuchni. tlumy kazdego dnia, ale obsluga zawsze mila, choc przez kilkadziesiat
            minut maja nawal pracy. polecam :)

            > Wszedzie trzeba gdzies mieszkac. W obecnej chwili domy z NZ , zwlascza w
            > Auckland sa szalenczo drogie. Oprocentowanie pozyczki bankowej w chwili obenej
            > jest ok 9%

            w national bank 9% jest, gdy wezmiesz kredyt na.. 4 lata. czyzby stac Cie bylo
            na taka szybka splate, czy moze nie wiesz, ze czym dluzej, tym oprocentowanie
            nizsze? tak jest wszedzie na swiecie, wiec Ameryki nie odkrywasz z kupnem
            mieszkania.. widze, ze niektorzy Polacy nie wyobrazaja sobie zycia bez
            splacania kredytu.. wielu Kiwis przeprowadza sie nawet kilka razy w roku.
            wynajmowanie nie jest drogie w stosunku do splacania kredytu. zawsze jest
            legalna umowa, wszystko na pismie, a kablowke, telefon, prad itp. zaklada sie
            na swoje nazwisko bez udzialu wlasciciela (wybierajac z roznych firm. np.
            genesis dostaraczajacy prad daje 10% znizki, jesli rachunki placi sie poprzez
            direct debit). aha.. polecam ogloszenia w prasie bez zdjec. te w internecie
            zazwyczaj maja jakis feler i nie schodza.. i co najwazniejsze te bez agencji sa
            tansze, bo nie placi sie prowizji.

            > Przyroda jest fantastyczna i kraj jest przepiekny , z pewnoscia warty zobaczen
            > ia. Ale to mozna zrealizowac nie emigrujac.

            ale emigrujac mozna zobaczyc znacznie wiecej, nawet jesli jest to emigracja
            czasowa na dwa-trzy lata. 3 miesiace to za malo, zeby zobaczyc caly kraj po
            lebkach, no chyba, ze ktos ma smiglowiec :)

            > Acha , jeszcze jedno. Liczba samobojstw wsrod mlodych ludzi w NZ jest jedna z
            > najwyzszych na swiecie.

            to zobacz jak wypadaja przy NZ: Polska, Litwa, Wegry itp.
            www.who.int/topics/suicide/en/
            powtarzasz stereotypy typu "NZ ma 70mln owiec"
            wchodzisz na strone ministerstwa rolnictwa NZ i co? raptem 30mln., a 70mln
            bylo... prawie 40 lat temu.. teraz ponoc wiecej jest oposow :)
            BTW w Polsce bylo ich 4mln jeszcze kilka lat temu, ale poglowie tych zwierzatek
            spadlo do 600tys.. co jest nieco dziwne, zwazywszy, ze maja smaczne mieso,
            uzyteczne futro i pewna amerykanska fundacja zapewnia 10 owiec i barana za
            darmo kazdemu, kto sie zglosi w Polsce do rozpoczecia hodowli. jest jeden
            haczyk. po 2 latach trzeba oddac dokladnie tyle samo kolejnemu chetnemu.
            oczywiscie trzeba sie troche napracowac, zeby zaczac liczyc zyski, ale widac
            wielu Polakow nie wierzy w swoje mozliwosci.
            czytac. czytac. czytac. a nie opowiadac o nieaktualnej i powtarzanej bez
            pokrycia w statystykach liczbie samobojstw.

            > Raj na ziemi ?

            nie. zwykly kraj. oferujacy ciekawe rzeczy dla ludzi z wyobraznia.

            > Dla zamoznych z pewnoscia tak . Dla innych nie wiem.

            dla kazdego z pomyslem na zycie. Do odwaznych i odpowiedzialnych swiat nalezy.

            > Jezeli macie pytanis to piszcie na priva.
            • iza42 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 04.08.07, 01:22
              MP , chyba niezyt dobrze zrozumiales co mialam na mysli.
              Ja nie twierdze , ze w NZ nie da sie mieszkac , sama tam mieszkam i wiedzie mi
              sie nie najgorzej, co wiecej lubie ten kraj i cieszy mnie ,ze tak duzo tutaj
              owiec ( naprawde !) .
              Jednak rozwazam tutaj problem emigracji do NZ z punku widzenia przecietnego
              polskiego kandydata, mlodego czlowieka z wyksztalceniem mieszkajacego i
              pracujacego w ojczyznie. Jezeli nie bedzie mu przeszkadzac to ,ze bedzie w NZ
              zmuszony do wykonywania pracy ponizej swoich kwalifikacji, nisko platnej , ze
              mozliwosci pracy w wyuczonym zawodzie posrod ludzi wyksztalconych sa niewielkie
              , jezeli nie bedzie mu przeszkadzac odleglosc i osamotnienie w kraju o
              odmiennej kuturze i jezyku to prosze bardzo, niech przyjezdza do NZ .
              jakas praca z pewnoscia sie znajdzie - na przyklad zbieranie jablek w sezonie w
              Hawkes Bay. Ci jednak , ktorzy mysla to tej sprawie powasnie i dlugoterminowo
              powinni zdawac sobie sprawe ,ze koszty emigracji sa ogromne , mam na mysli tutaj
              koszty finansowe i pomijam koszty psychologiczne , dziwne ,ze autor artykuku
              jakos zapomnial o tym napisac.
              Nie chodzi nawet o bilet lotniczy - wszystkie podania i biurokracja , prawnicy
              kosztuja grube pieniadze , w tej chwili nawet medical exam kosztuje jakies $500
              od osoby , do tego dochodza egzaminy i kursy jezykowe i inne kursy edukacyjne
              itp . NIewiele ludzi stac na to aby zaplacic to wszstko gotowka wiec zaciagaja
              duze pozyczki i w nowe zycie w NZ wchodza z dlugiem. Przecietne zarobki sa
              naprawde niewielkie i po splaceniu dlugu ledwie starcza na skromne utrzymanie (
              albo nie ). Immigracja do NZ jest bardzo droga!
              Oczywiscie przy ciezkiej pracy , wytrwalosci i odrobinie szsczecia tutaj
              rowniez mozna dojsc do stabilizacji finansowej .Problem w tym jednak czy warto
              tak sie poswiecac kiedy ma sie znacznie wiecej okazji do polepszenia bytu jezeli
              nie we wlasnym kraju do blizej domu , w krajach UE?
              Zamiast zagrzewac wszytkich do rzucenia wszystkiego i wyjazdu w nieznane
              przydalyby sie jakies rzetelne infromacje o tym pieknym skadinad kraju.
              Dlatego staram sie tutaj dopowiedziec to co zostalo przemilczane.
      • cashoob po co sie meczyc jak mozna zredagowac... 03.08.07, 01:38
        www.irciaq901.republika.pl/artikul.html
        • Gość: VP Re: po co sie meczyc jak mozna zredagowac... IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 03:36
          I WSZYSTKO JASNE ... dopiero teraz zrozumialam ...

          Kaszub napisal:
          1. "Dodatni przyrost bo wiekszosc przyjezdnych sie mnozy, samoanie, tonganie,
          indianie, araby, itd...jak kroliki...czemu? bo rzad placi kupe kasy jesli sie
          ma wiecej jak 5-cioro dzieci...w Auckland zyje ponad poltora miliona
          ludzi...moj ojciec na wakacjach okreslil to tak: "w Hong Kongu widzialem wiecej
          ludzi bialych jak w Auckland na ulicy"..."
          2. "...hmm, 11 osob...hmm to w najmniejszej firmie w jakiej robilem wcale nie
          miedzynarodowej bylo ze 30 jak pamietam...a moze ze pracuje tam czarny, zolty i
          zielony i dlatego miedzynarodowa...a obowiazki jakie...???... "
          3. itp itd

          Ja sie naprawde nie dziwie, ze Ty przez tyle czasu nie znalazles dobrej pracy,
          ze nie awansowales w NZ !!! Ty poprostu jestes RASISTA !!!
          Jesli traktujesz ludzi tak samo jak o nich piszesz, to ja sie juz niczemu nie
          dziwie.

          NZ jest krajem bardzo bogatym i kulturowo i etnicznie ... i to jest w niej
          wlasnie piekne ... ze kazdego traktuje sie tak samo. Nie wazne jakiego koloru
          skory jestes, skad pochodzisz ...

          Zycze powidzenia w Australii ... hmmm ... bo w Australii mieszkaja SAMI biali
          ludzie ... buuuuhahahaha !!!
        • Gość: MP Kaszuba kultura osobista IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 08:13
          Nawet nie chce mi sie komentowac wypowiedzi kogos, kto ucieka sie do stosowania
          wyzwisk, inwektywow, wymyslania alternatywnej rzeczywistosci, byle nie dopuscic
          do mysli, ze komus moglo sie udac i na dodatek sie podoba.. ile racji ma
          Kaszub, gdy powtarza wciaz, ze pensje sa niskie, trudno zdobyc wize i ze drogi
          jest bilet?

          "- Mobile IP Network design engineer (gsm/gprs)
          - Access and Transport IP engineer layer 2 (design/ops) must have good product
          experience
          - IP Network Design Engineers (fixed line)
          - Network Secuirty Design Engineer
          - OSS Solution Design Engineers (no operations people)

          Salaries range $90-95,000nzd base (gross + 17.6% performance bonus)
          flight to NZ
          work visa
          initial 4 weeks accomodation
          frieght relocation costs
          families also welcome

          Please only forward candidates with at least 5 years solid experience and good
          written and spoken english."

          Kaszub, jesli miales pod soba cale wojewodztwo w Polsce i znales AutoCADa, to
          czemu w NZ ciagnales kable?

          Skoro Twoja zona miala najwyzsza ocene w IELTS (czyli 9), wymagana do podjecia
          pracy w takich zawodach, jak chirurg, tlumacz przysiegly, prawnik czy
          nauczyciel akademicki (i udziela sie na portalu jezykowym www.ang.pl, czyli
          jezyk, jak twierdzisz zna), to jakim cudem przez 6 lat pracowala w hostelach
          zmieniajac posciel i pchly ja ciely? Zeby odbierac telefon w biurze za $35k
          rocznie, wystarczy IELTS 2 i takich ogloszen jest pelno. Jak inaczej dostac
          prace w biurze? Mozna np. pracujac w fundacji lub community nabierac
          doswiadczenia praca biurowa. Przyjmuja praktycznie z ulicy. Nie od razu Rzym
          zbudowano, ale 6 lat niepowodzen? Ja bym nawet sie nie przyznawal.

          Jesli ktos narzeka, ze 2 lata musi czekac na to, by w NZ dostac zasilek, albo
          ze emerytura panstwowa jest glodowa oznacza, ze pomylil kierunki emigracji.
          (BTW emerytura jest niska, ale placona z podatkow, a nie ze skladki ZUS - to
          taki uklon panstwa w kierunku dwuleworekich, a kazdy szanujacy sie pracodawca
          ma swoj fundusz, akcje lub inna forme. w ostatecznosci mozesz zapisac sie na
          KiviSave.. nie bede Ci podpowiadal, jak inwestowac w przyszlosc, bo i tak nie
          umiesz oceniac ryzyka).

          Ktos napisal gdzies, ze lekarz jest drogi.. tak, ale wystarczy $6.5 tygodniowo,
          zeby koszty lekarza zmniejszyc o 60% (np. w sevenaway
          www.sevenaway.co.nz/) itd. itp. naprawde ruszanie glowa nie boli.

          Ktos napisal jeszcze, ze papierosy sa drogie. Chyba sa, choc raz wpadly mi ceny
          w oko i nigdy wiecej sie tym nie interesowalem, bo nie pale (ok $10 za paczke).
          Znam bardzo malo osob palacych. Praktycznie mniejszosc. Pojedyncze przypadki.

          PS KASZUB. NIE ZYCZE SOBIE, ZEBY NAZWISKO MOJEJ RODZINY WIDNIALO NA TWOJEJ
          STRONIE WSROD WULGARYZMOW, KTORYMI SIEJESZ.
          • zaq28 Zasady na forum 03.08.07, 14:19
            Cashoob, MP i pozostałe osoby proszę o więcej kultury. Forum ma służyć do
            wymiany poglądów, ale z zachowaniem pewnych zasad. Nie chciałbym zbytnio
            ingerować w Wasze wypowiedzi dlatego raz jeszcze proszę o powściągliwość.

            Dziękuję

            Zaq
            • Gość: MP Re: Zasady na forum IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 14:55
              rozumiem, ze mam bez echa zostawic oszczerstwa rzucane przez Kaszuba np. na
              jego stronie, gdzie cytuje cala tresc artykulu (rozumiem, ze za zgoda autora i
              redakcji) ze swoimi wulgarnymi komentarzami?

              www.irciaq901.republika.pl/artikul.html

              przepraszam, jesli ktos odnosi wrazenie, ze przesadzam, ale opieram sie na
              publicznych wypowiedziach Kaszuba i jego zony, publikowanych przez nich od
              wielu lat, a szczegolnie na tych wypowiedziach, ktore bezposrednio dotykaja
              tego artykulu oraz moja rodzine.
              • zaq28 Re: Zasady na forum 03.08.07, 15:26
                MP nie dyskutujemy tutaj na temat tego co forumowicz Cashoob pisze na swojej
                stronie. Moja prośba dotyczy forum praca. Rozumiem Twoje wzburzenie, ale
                reagując na to powodujesz tylko eskalację całej tej sytuacji a samemu
                Cashoob'owi dajesz tylko satysfakcję. Dlatego proszę o powściągliwość.

                Zaq
            • Gość: Kiwigrest condemnant quod non intellegunt IP: *.broadband-telecom.global-gateway.net.nz 03.08.07, 15:00
              Kǒng fū zǐ (or K’ung fu-tse = 'master Kung', Latinised to Confucius) said:
              "Not teach ripe person: waste of person.
              Teach not ripe person: waste of words."
              Nic dodać; nic ująć.
              -Agrest


              zaq28 napisał:
              > Cashoob, MP i pozostałe osoby proszę o więcej kultury. Forum ma służyć do
              > wymiany poglądów, ale z zachowaniem pewnych zasad. Nie chciałbym zbytnio
              > ingerować w Wasze wypowiedzi dlatego raz jeszcze proszę o powściągliwość.
              >
              > Dziękuję
              >
              > Zaq

              • Gość: MP Re: condemnant quod non intellegunt IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 15:27
                Ten sam medrzec powiedzial tez: "komara z dziala nie ubijesz" oraz "wybierz
                sobie zawod, ktory lubisz, a cale zycie nie bedziesz musial pracowac" a
                takze "sprobuj zapalic malenka swieczke, zamiast przeklinac ciemnosc" :)

                wycofuje sie z dalszej 'obrony'. kazdy ma swoj rozum, dokona wlasnej analizy i
                jesli bedzie chcial, znajdzie wlasna droge do szczescia.

                i na koniec jeszcze jedno slowo od Konfucjusza :)

                "O sprawach dokonanych nie nalezy rozprawiac. Nie nalezy tez rad udzielac, gdy
                rzecz juz zbyt daleko zaszla, ani wyrzutow czynic, gdy cos juz minelo."
                • zaq28 Re: condemnant quod non intellegunt 03.08.07, 15:50
                  Maz rację MP przyznaję się do błędu. Zbyt późno zareagowałem, ale forum praca i
                  praca w Warszawie, które moderuję są całkiem spore i roboty trochę mam. W
                  przyszłości, jeżeli Twoim zdaniem, któreś posty łamią Regulamin bądź Netykietę
                  wciskaj kosz przy nich. Informacja trafia do Administracji, która podejmuje
                  decyzję co zrobić z takim postem.

                  Zaq
          • adamovski Re: Kaszuba kultura osobista 06.08.07, 02:51
            Hej M.P.,

            Jak widze Ty i Kaszub znajdujecie wspolny jezyk na tym forum, nawet stosujecie
            podobne niezbyt prawdziwe argumenty i metody dyskusji ;-)...

            Nie zgadzam sie z niektorymi informacjami zawartymi w twoim poscie:

            1. Mobile IP Network design engineer (gsm/gprs) 90-95.000 NZ$

            Za takie grosze to nie znajda specialistow o ktorych pisza.

            Gosc ktory ma 5 lat praktyki w projektowaniu Mobile IP Network design engineer
            (gsm/gprs) ma zarabiac 90-95,000 NZS ??????

            Podobne ogloszenie, bez wymogu 5 lat praktyki, Europa, Haga od 4k to 7k Euro
            (czyli 8 do 16 NZS na miesiac co daje rocznie min 96.000 max 192.000 NZS przy
            nizszych wymaganach.

            www.jobserve.com/W9A8CA545F1462F23.job
            W dodatku Kaszub nigdy nie pisal ze ma 5 lat praktyki w projektowaniu sieci
            GSM/GPRS i znal perfekt angielski. Na swojej stronie napisal ze nie znal dobrze
            angielskiego i mial doswiadczenie z firmy ktora jest zupelnie nieznana w NZ.
            Jaki ma send wiec twoj post ?

            Dalej w twoich postach jest masa niescislosci. W NZ na przyklad trzeba miec
            working visa na ponad 2 lata (lub od ponad 2 lat) by w ogole miec dostep do
            opieki medycznej. (powtarzam DOSTEP DO OPIEKI MEDYCZNEJ ZA KTORA I TAK PLACI SIE
            PODATKI NIE ZASILEK)

            Generalnie mi sie tu podoba z pewnych prywatnych wzgledow ale nie zamierzam tu
            zostac na cale zycie.

            Znaczna wiekszosc tego o czym pisze Kaszob to prawda. Niestety pisze on w sposob
            ktorym agresywna i czasem arogancka forma przekresla czesto celnosc jego argumentow.

            Z dyskusjami o emigracji zawsze wiaze sie ogromny ladunek emocjonalny, nie da
            sie tego uniknac. Emigracja jako rozstanie sie ze swoim krajem, rodzina,
            srodowiskiem, praca jest zwykle bolesna i trudna w przypadku Polakow. Dochodzi
            do tego poczucie wyobcowania (ile razy mozna sluchac tych pytan - z kad ty
            jestes?). Anglik ma latwiej z uwagi na bardzo zblizone kultury NZ i UK). Nie
            pisze tu o desperados ktorzy uciekaja z Polski bez wyksztalcenia i jezyka lapiac
            sie najgorzej platnych prac. Pisze o ludziach ktorzy decyduja sie swiadomie sie
            na emigracje.

            Z kosztem emigracji (psycholocicznym, rodzinnym, osobistym i finansowym) wiaze
            sie pewna zasada. Taka osoba chce wiezyc ze poniesione koszty jej sie oplacaja.
            Dlatego tez wielu ludzi opisuje jak im sie tutaj wspaniale zyje, mieszka,
            zarabia itd.

            Chca przekonac do tego wszystkich wokol (i przy okazji siebie) ze warto bylo
            zrobic taki krok, i ze warto bylo poniesc takie a nie inne koszty. Znam ludzi
            podajacych rozne usprawiedliwienia do swojej emigracji mimo ze ich standard
            zycia pogorszyl sie po pryjezdzie do NZ.

            Z tego Co widze na roznych forach dyskutujace osoby zatracily postawowy punkt
            widzenie. NZ bedzie sie jednym podobala, innym nie, zaleznie od tego co kto
            lubi. I kazdy ma do tego prawo.

            Ja glownie produkuje sie po to by urealnic obraz NZ istniejacy w PLu na bazie
            ktorego wielu ludzi chce tu emigrowac i pracowac. Bez analizy szans, kosztow,
            zarobkow, moze sie to skonczyc bardzo zle, w najgorszym przypadku strata dorobku
            calego zycia.

            Wolalbym w przyszlosci czytac to wiecej informacji, i faktow, niz to kogo
            malzonke pogryzly pchly w robocie. Obu panom udalo sie naprawde zanizyc poziom
            tej dyskusji.

            pozdrawiam,

            A.
            • Gość: MP Re: Kaszuba kultura osobista IP: *.static.ihug.net 07.08.07, 02:02
              > Jak widze Ty i Kaszub znajdujecie wspolny jezyk na tym forum,
              > nawet stosujecie podobne niezbyt prawdziwe argumenty i metody
              > dyskusji ;-)...

              Przyslowie mowi: gdy wchodzisz miedzy wrony, kracz jak one.

              > Nie zgadzam sie z niektorymi informacjami zawartymi w twoim poscie:
              > 1. Mobile IP Network design engineer (gsm/gprs) 90-95.000 NZ$

              Z czym sie nie zgadzasz w tym zdaniu? Zacytowalem przykladowe
              ogloszenie znajomego, z ktorym moge skontaktowac kazdego chetnego i
              gwarantuje, ze natychmiast bedzie odpowiedz. Sukces zalezy tylko od
              wiary w siebie, umiejetnosci negocjacyjnych i .. podjecia decyzji.
              Wiza moze byc w zasiegu reki za kilkanascie dni. Trzeba tylko chciec.

              > Za takie grosze to nie znajda specialistow o ktorych pisza.

              A czy ktos powiedzial, ze pensje w NZ sa wyzsze, niz w miejscach
              takich jak zachodnia Europa, Dolina Krzemowa, Dubai i kilku innych
              mniej lub bardziej popularnych miejscach? Jesli ktos goni za
              pieniedzmi, niech do NZ nie przyjezdza, bo tu ich nie dogoni.
              Lepiej? Zgodnie z prawda? Byle nikt nie wystawal powyzej zywoplotu?
              PKB na glowe mieszkanca w NZ jest dwa razy wyzsze, niz w Polsce.
              Wiec na pewno znajdzie sie kilku takich, ktorym sie powiedzie. Nie
              trzeba byc wysokiej klasy specjalista, by nauczyc sie czegos w NZ i
              budowac kariere - nawet od zera. Ile to kosztuje? Czasem duzo, ale
              satysfakcja z wynikow/poniesieonego wysilku jest bezcenna.

              > Gosc ktory ma 5 lat praktyki w projektowaniu Mobile IP Network
              > design engineer (gsm/gprs) ma zarabiac 90-95,000 NZS ??????

              Tak. Taka jest pensja u jednego z klientow mojego znajomego. U
              innego podniesli stawke do 105K. Dla kogos, komu placa wszystkie
              koszty zwiazane z relokacja rodziny, roczny bonus, daja opieke
              medyczna i fundusz emerytalny, to jest doskonaly kontrakt. Ale dla
              Ciebie jest to groszowa pensja..

              Znam takich, ktorzy rezygnowali po pierwszej rozmowie, bo zamiast 26
              dni platnego urlopu dostawali w NZ 20 (zawsze lepiej, niz 10 czy 15
              w Kanadzie hehe). Jesli jedziesz do NZ po socjal, nie przyjezdzaj.
              Tu sie pracuje 2080h w roku.

              > Podobne ogloszenie, bez wymogu 5 lat praktyki, Europa, Haga od 4k
              > to 7k Euro

              Jedz zatem do Europy. haga to piekne miasto. Tam czekaja na kazdego
              z otwartymi rekami, nie ma wysokiej konkurencji na rynku pracy, ceny
              mieszkan, VAT i inne oplaty sa na pewno korzystniejsze. Nie musisz
              jechac do NZ, gdzie placa takie grosze. Oczywiscie, ze polecam.
              Teraz powiesz, ze zachwalam Hage? Czyzby chwalenie w polskiej
              mentalnosci oznaczalo cos haniebnie chorego?

              > W dodatku Kaszub nigdy nie pisal ze ma 5 lat praktyki w
              > projektowaniu sieci GSM/GPRS i znal perfekt angielski. Na swojej
              > stronie napisal ze nie znal dobrze
              > angielskiego i mial doswiadczenie z firmy ktora jest zupelnie
              > nieznana w NZ.

              Pisal, ze nie znal angielskiego (to czemu sie pchal do
              anglojezycznego kraju??), ale pisal tez, ze znal AutoCAD i kilka
              innych technologii (watpie. jesli znal, to czemu nie uzywal? pelno
              jest ogloszen. zreszta dobrej pracy nie szuka sie przez
              ogloszenia), "mial pod soba cale wojewodztwo", twierdzi, ze pracowal
              w super firmach (rowniez w NZ.. tylko czemu zatem wzial kredyt na
              ten wyjazd, jesli tak mu sie swietnie wiodlo?). Co zatem poszlo nie
              tak? Czemu wciaz powtarza, ze zdobycie wizy, to jakis cud nad Wisla?
              Jesli jemu sie nie udalo znalezc odpowiedniej oferty, nie znaczy, ze
              nikt nie znajdzie nic ciekawego? Znam ludzi, ktorym w kontrakcie
              zapewniono transport wlasnego samochodu na kontenerowcu. Chwilami
              mam wrazenie, ze rozmawiam z nastolatkami, ktorzy nie wyobrazaja
              sobie, ze po kilku(czasem nastu) latach kariery mozna mowic o
              zupelnie innych warunkach emigracji. Niektorzy mysla, ze jako
              magister filologii bialoruskiej zrobia wielka swiatowa kariere. No
              co ja na to poradze.
              Kaszuba zona opowiadala na forum, ze jego tytul technika uznano za
              inzyniera.. tylko dlaczego ciagnal te kable? To kto tu "bajki dla
              rodziny i kolegow" opowiada? Ja nie mialem pod soba wojewodztwa i
              powodzi mi sie calkiem niezle.

              > Dalej w twoich postach jest masa niescislosci. W NZ na przyklad
              trzeba miec
              > working visa na ponad 2 lata (lub od ponad 2 lat) by w ogole miec
              dostep do
              > opieki medycznej. (powtarzam DOSTEP DO OPIEKI MEDYCZNEJ ZA KTORA I
              > TAK PLACI SIE PODATKI NIE ZASILEK)

              Gwoli niescislosci. Working Visa wydawana jest na max 2 lata. Potem
              mozna ja ewentualnie przedluzyc albo aplikowac o staly pobyt. jako
              rezydent masz znacznie wiecej korzysci, niz gosc z wiza pracownicza.
              Podatki. Jesli podasz pracodawcy numer podatkowy, zaplacisz 19.5%,
              jesli nie podasz, zaplacisz 46%.

              Ja place sobie za lekarza sam. Z "groszowej" pensji i nie mysle o
              tym, ze po dwoch latach bede mial dostep do opieki socjalnej. jesli
              skorzystasz z takiego funduszu, jak sevenaway ($6.5 tygodniowo,
              zwracaja 60% kosztow opieki medycznej, ale faktycznie.. trzeba umiec
              czytac). Zreszta po co chcesz chodzic do lekarza? Tu nie ma L4..
              Znam Polakow, ktorzy mieszkaja w Wellington, maja dzieci i nie
              narzekaja na to, ze musza az dwa lata czekac na PANSTWOWA opieke
              socjalna. Prywatna opieka socjalna na szczescie ma sie nie
              najgorzej :)

              > Generalnie mi sie tu podoba z pewnych prywatnych wzgledow ale nie
              > zamierzam tu zostac na cale zycie.

              Masz do tego prawo i nie odmawiaj go nikomu, kto jeszcze nie
              sprobowal.

              > Znaczna wiekszosc tego o czym pisze Kaszob to prawda. Niestety
              > pisze on w sposob
              > ktorym agresywna i czasem arogancka forma przekresla czesto
              > celnosc jego argumentow.

              celnosc? chcesz powiedziec, ze NIKT nie znajdzie nic dla siebie w NZ?
              jednemu zajmie to 5 lat, drugiemu dwa lata, trzeciemu 20 lat..
              Kaszubowi sie nie udalo i uciekl - jego strata, ale opowiadanie, ze
              nikomu sie nie uda? Mi sie udalo w Polsce i w NZ. On wciaz opowiada,
              ze zdobycie wizy to jakis problem, ktos napisal cos o prawnikach, ze
              trzeba ich oplacic.. ludzie. jesli sami nie potraficie wypelnic
              kilku stron wniosku wizowego, to ja przepraszam.. mi zdobycie wizy
              zajelo tydzien.

              > Emigracja jako rozstanie sie ze swoim krajem, rodzina,
              > srodowiskiem, praca jest zwykle bolesna i trudna w przypadku
              > Polakow.

              W moim przypadku nie byla ani bolesna, ani trudna. Moze tu jest pies
              pogrzebany. Jedni chca wyjechac, a inni robia wszystko, zeby szybko
              wrocic.

              > Dochodzi
              > do tego poczucie wyobcowania (ile razy mozna sluchac tych pytan -
              > z kad ty jestes?).

              Ile razy? Za kazdym razem, gdy Cie pytaja, bo tego wymaga kultura.
              Nie chesz odpowiadac, nie wychodz z domu, albo siedz w Polsce z
              Polakami i juz. Tam nikt nie zapyta. I po problemie.
              Wyobcowania? Ale o czym mowisz? Tysiace ludzi wokol, w pracy kazdy
              normalnie z Toba rozmawia, po roku wiem, ze kilka osob mnie lubi, bo
              okazuja to, a co bedzie za 10 lat? jesli sie izolujesz, to jestes
              wyobcowany, jesli sie nie wtapiasz. Nie wiesz, jak sie wtopic? Co
              mam zrobic? Co Ci doradzic? Alienowanie sie nie doprowadzi do
              integracji ze spolecznoscia.

              > Anglik ma latwiej z uwagi na bardzo zblizone kultury NZ i UK). Nie
              > pisze tu o desperados ktorzy uciekaja z Polski bez wyksztalcenia i
              > jezyka lapiac sie najgorzej platnych prac. Pisze o ludziach ktorzy
              > decyduja sie swiadomie sie na emigracje.

              "Desperados" nie przyjada do NZ, bo bilet wedlug ich skali kosztuje
              fortune. Nie martw sie.
              Jesli swiadomie, to czemu mialoby im byc ciezko, bolesnie i nie wiem
              jak jeszcze. jesli podejmujesz meska decyzje, ze zrywasz z jedna
              spolecznoscia i budujesz wszystko od nowa w innej, nie oczekuj
              szybkich i latwych sukcesow, szczegolnie, jesli mentalnie nie masz
              ochoty wtapiac sie w nowe spoleczenstwo. wlasnie dlatego cenie w NZ
              to, ze nie mam polskich sklepow, polskiej gazety i nie wiem czego
              jeszcze. wyjechalem, zeby
              • Gość: MP Re: Kaszuba kultura osobista IP: *.static.ihug.net 07.08.07, 02:04
                C.D.

                > Anglik ma latwiej z uwagi na bardzo zblizone kultury NZ i UK). Nie
                > pisze tu o desperados ktorzy uciekaja z Polski bez wyksztalcenia i
                > jezyka lapiac sie najgorzej platnych prac. Pisze o ludziach ktorzy
                > decyduja sie swiadomie sie na emigracje.

                "Desperados" nie przyjada do NZ, bo bilet wedlug ich skali kosztuje
                fortune. Nie martw sie.
                Jesli swiadomie, to czemu mialoby im byc ciezko, bolesnie i nie wiem
                jak jeszcze. jesli podejmujesz meska decyzje, ze zrywasz z jedna
                spolecznoscia i budujesz wszystko od nowa w innej, nie oczekuj
                szybkich i latwych sukcesow, szczegolnie, jesli mentalnie nie masz
                ochoty wtapiac sie w nowe spoleczenstwo. wlasnie dlatego cenie w NZ
                to, ze nie mam polskich sklepow, polskiej gazety i nie wiem czego
                jeszcze. wyjechalem, zeby tego nie miec, to czemu mialbym za tym
                tesknic?

                > Z kosztem emigracji (psycholocicznym, rodzinnym, osobistym i
                > finansowym) wiaze sie pewna zasada. Taka osoba chce wiezyc ze
                > poniesione koszty jej sie oplacaja.

                Oplacaja. Nie bede Ci tlumaczyl, jakie niematerialne korzysci daje
                emigracja - szczegolnie emigracja z homogenicznego, monojezykowego i
                monokulturowego spoleczenstwa. To sie zawsze oplaca, po podroze
                ksztalca.

                > Dlatego tez wielu ludzi opisuje jak im sie tutaj wspaniale zyje,
                > mieszka, zarabia itd.

                A maja narzekac? Jednemu sie nie podoba i narzeka, drugiemu sie
                podoba i sobie ten krok chwali. Czego oczekujesz? Co jest zlego w
                tym, ze podoba mi sie zycie w NZ i ze zarabiam na utrzymanie wlasnej
                rodziny? To jest jakis powod do wstydu? I powtarzam. Nie sprowadzaj
                NZ do porfela, bo juz ustalilismy, ze wiecej zarobisz w innych
                miejscach.

                > Chca przekonac do tego wszystkich wokol (i przy okazji siebie) ze
                > warto bylo zrobic taki krok, i ze warto bylo poniesc takie a nie
                > inne koszty.

                To chyba oczywiste, ze jesli mi sie udalo, to komus bardziej
                doswiadczonemu ode mnie, lepiej przygotowanemu, odwazniejszemu etc.
                pojdzie jeszcze latwiej i tego mu zycze.

                > Znam ludzi podajacych rozne usprawiedliwienia do swojej emigracji
                > mimo ze ich standard zycia pogorszyl sie po pryjezdzie do NZ.

                Czesto sie pogarsza - szczegolnie na poczatku. Powiedz mi. Ile razy
                w zyciu migrowales, ze jeszcze tego nie wiesz? jesli cos burzysz w
                jednym miejscu i zaczynasz budowac od nowa, ryzyko jest zawsze.

                > Z tego Co widze na roznych forach dyskutujace osoby zatracily
                > postawowy punkt widzenie.
                > NZ bedzie sie jednym podobala, innym nie, zaleznie od tego co kto
                > lubi. I kazdy ma do tego prawo.

                Oczywiscie! Dlatego apeluje o nie zarzucanie osobom, ktorym sie
                udalo i ktorym sie podoba, tego, ze opowiadaja bajki.
                Opowiedzielismy swoje historie. Twoja jest inna. Opowiedz ja gdzies,
                moze kogos zainteresuje. Czego oczekujesz po opowiesci, ze NZ
                to "zadupie", "syf", "strata czasu i pieniedzy".. ataku nuklearnego
                na to miejsce, zeby nikt aby nie wpadl w pulapke, w ktora wpadles?
                (pytanie raczej do ludzi pokroju Kaszuba).

                > Ja glownie produkuje sie po to by urealnic obraz NZ istniejacy w
                PLu na bazie
                > ktorego wielu ludzi chce tu emigrowac i pracowac. Bez analizy
                szans, kosztow,
                > zarobkow, moze sie to skonczyc bardzo zle, w najgorszym przypadku
                strata dorobk
                > u
                > calego zycia.

                Oczywiscie! Nie wiedzialem, ze doroslym i odpowiedzialnym ludziom
                trzeba tlumaczyc, ze nalezy szacowac koszty, szanse i ryzyko. To
                jest truizm. Kazdy indywidualnie powinien przeprowadzic taka analize.
                Kaszub tez od lat produkuje sie, zeby pokazac "prawdziwe oblicze NZ"
                realizuje to poprzez fotografowanie smieci w rynsztoku. Takiego
                urealnienia oczekiwales?

                > Wolalbym w przyszlosci czytac to wiecej informacji, i faktow, niz
                to kogo
                > malzonke pogryzly pchly w robocie. Obu panom udalo sie naprawde
                zanizyc poziom
                > tej dyskusji.

                Sluchaj. Jesli ktos, kto pisze, ze mial najwyzsza ocene w tescie
                IELTS czyli 9, ktos, kto udziela sie na portalu jezykowym, jedzie do
                NZ i nie potrafi znalezc najprostszej pracy biurowej i marudzi
                publicznie, ze pchly go gryza w pracy fizycznej, mi to daje do
                myslenia. Wiele osob zada to samo pytanie. Co poszlo nie tak?
                Brak planu, brak odpowiedzialnosci, brak checi i odrobiny wysilku.

                Przepraszam, ze zanizylem poziom, odpowiadajac w ten sposob na
                wymysly Kaszuba, choc on nie zna takich szczegolow o mnie i mojej
                zonie, jakie kazdy moze znalezc w 2 minuty o nich. To wszystko.
                gdyby o Twojej zonie napisal, ze sobie nie poradzila i dorzucilby
                jeszcze kilka rzeczy, ktorych spodziewalbym sie patrzac tylko na
                jego jezyk, jak bys zareagowal?

                Jesli jego zona z IELTS9 nie dala sobie rady przez 6 lat, to znaczy,
                ze ktos, kto nie probowal nawet swoich sil z IELTS, nie poradzi
                sobie w biurze? W takim razie trzeba napisac donos do szefow mojej
                zony, zeby natychmiast ja zwolnili, bo nie nadaje sie do tej pracy
                majac jezyk tylko na poziomie intermediate.

                > pozdrawiam,

                rowniez pozdrawiam i zycze wiecej wiary w ludzi, wiary w siebie,
                wkladania wiekszego wysilku w realizacje planow i mniej narzekania,
                ze sie nie wygrywa, gdy sie nawet nie kupilo losu na loterie. wloz
                wiecej wysilku w pozytywne rzeczy, a mniej w szukanie realizmu.
        • Gość: MP Re: po co sie meczyc jak mozna zredagowac... IP: *.static.ihug.net 16.08.07, 07:02
          www.irciaq901.republika.pl/artikul1.html

          rasista i nawet tego nie ukrywa..

          CHCH

          "W chch na samym poczatku zarabialem 12 dolcow na godzine a jak sie
          wyprowadzalismy to mialem okolo 17...przed podatkiem...zona w hotelu
          dostawala wtedy 8.65 na godzine a na koniec jakies 12..."

          $12/h
          $8.65/h

          to daje RAZEM ok $490 tygodniowo na reke... z tego wynajmowali flat
          za $150.. odwaznie

          $17/h
          $12/h

          to daje RAZEM ok $690 tygodniowo na reke.. w momenice wyprowadzki do
          AKL

          "zona nie miala zadnych specjalnych uzdolnien bo zrobila turystyke
          wiec nie mogla znalesc pracy a jak pewnego razu uslyszala od pani w
          biurze pracy ze "wy imigranci tu przyjezdzacie ze swoimi szkolami i
          zabieracie nam prace"... wtedy tez podarowala sobie agencje pracy i
          szukala roboty sama...jako ze ciezko jest generalnie dostac robote w
          nz wiec wylondowala w hotelu..."

          "zona zna niemiecki w srednim stopniu...ruski
          konwersacyjnie..angielski konwesacyjnie i ma porobione egzaminy z
          IELTS i z Cambridge na wysokie notowania...i do tego jeszcze pindoli
          po polsku i ma lepszejsze kwalifikacje w turystyce niz nie jeden
          lokalny..."

          no comments..

          AUCKLAND

          "...w Auckland zarabialem na poczatku 17 na godzine przed podatkiem
          a na koncu jak bylem zartudniony na etacie 26, kiedy robilem fuchy
          jako kontraktor zarabialem 120 na godzine...nalezy wiec odliczyc
          podatek i koszty dojazdu do pracy itd...
          zona za autobus placila 80 na miesiac za miesieczny
          bilet...komunikacja jest jednak fatalna i czesto musialem sie z wyra
          zrywac i ja wiesc bo autobus nie przyjechal...

          zona relatywnie mniej zarabiala i jako kierownik w hotelu
          najwiekszym w miescie 4.5 gwiazdki standardu dostawala 15 przed
          podatkiem a kiedy znalazla lepszejszom robote w mniejszym hotelu to
          zaproponowali jej cos kolo 17 na maxa...kiedy pracowala jako
          sprzataczka w hotelach to miala sredno 12-13 na godzine przed
          podatkiem..."

          kierownik? 15/h gdy sprzataczka ma $13/h...? nie wszystko manager co
          sie swieci...

          jak to sie ma do recepcjonistki w Welly bez IELTS na poziomie 9 (nie
          wiem, czy nawet na poziomie 4), ktora dostala prace bez problemu i
          zarabia $16.5/h ?

          "jedzenie...zesmy sobie nie zalowali ale i nie przesadzali...100 na
          tydzien bedzie adekwatne na nas dwoje...prosze pamietac ze w nz nie
          ma normalnego jedzenia jak w pl...wsio jest plastikowe a jedyne
          mieso jakie sie dostanie to steki pochlastane i kurczaki...wedliny i
          podroby nie istnieja a jesli to trzeba miec niezlego fuksa zeby cos
          wyszukac...alkohol jest tak sobie i za butelke wyborowej 0.7
          placilem 36 baksow...kiedy zesmi jarali faje to za paczke sie
          placilo 12 dolcow a za 150 gram tytoniu do rolowania 35 dolarow..."

          "za mieszkanie w miescie M4 odpowiednik z garazem placilem 3 lata
          temu 350 dolcow na tydzien a 5 miesiecy przed wyjazdem 410 za to
          samo mieszkanie...kolega w miescie placil 240 za kawalerke typu
          dziupla gdzie 3 osoby ledwo wlazily...za wynajem domu na dzielnicach
          srednio za sredni sobie standard placi sie 350/400 baksow na
          tydzien...wynajmowanie pokoju to koszt 150 na tydzien plus
          oplaty...koszt moze byc wiekszy jesli sie chce mieszkac w wypasnej
          chacie...za ostatni dom jaki posiadalem placilem 624 dolce na
          tydzien za kredyt, nalezy doliczyc do tego 3000 podatku rocznie plus
          oplaty za wode i prunt...nalezy dodac ze wtedy odsetki byly 7.4% a
          teraz sa ponad 10 o ile sie orientuje...www.asbbank.co.nz"

          jesli zarabial 26/h przed podatkiem w szczytowym momencie (zaczynal
          od $17/h w Auckland czyli tak, jak skonczyl w CHCH) czyli jakies
          $640 tygodniowo na reke.. jesli zona dorzucila jeszcze w szczytowym
          momencie $360.. razem maksymalnie mieli ok $1000 tygodniowo...
          ale mowi, ze przez wiekszosc czasu dostawala 12-15... a dopiero na
          koncu osiagnela max $17/h.. zatem trzeba liczyc, ze mieli mniej

          usredniajac w AKL zarabiali RAZEM ok $700-$1000 tygodniowo na reke

          zatem na poczatku w Auckland RAZEM mieli ok $700 tygodniowo na
          reke.. i wynajmowali mieszkanie za $350 tygodniowo... $100 na
          jedzenie (podobno sobie nie zalowali, choc nie odkryli wedlin i
          niczego dobrego, tylko plastik).. $150 na oplaty...zostaje $100... w
          ostatnim okresie mieli ok $1000 i placili $650 kredytu albo $410
          czynszu?? kto odpowiedzialny zrobi cos takiego?

          i ten komentarz o pensjach w IT... hehehe 45000 dostaja helpdeski
          itp. prace w administracji/supporcie... czyli cos, co potrafi kazdy,
          kto spedza przy komputerze wiekszosc czasu i wlozy odrobine wysilku
          w to, zeby to polubic i na tym zarabiac. do tego nie konczy sie
          studiow, a te certyfikaty MS sa banalnie proste ale drogie i trzeba
          znac angielski panie Kaszub. od 60 tysiecy zaczynaja sie prace dla
          informatykow, a nie dlubaczy z helpdesku.. od 90 tysiecy zaczynaja
          sie pozycje senior lub specjalistyczne. 120 zarobia architekci
          informatyczni... wystarczy poczytac ogloszenia (www.seek.co.nz).
          • Gość: Asia Re: po co sie meczyc jak mozna zredagowac... IP: *.adsl.xtra.co.nz 16.08.07, 23:41
            fajnie jest komus wytykac jego niedokladnosci, ale moze mnie
            objasnisz twoja matematyke bo nijak nie kumam


            $12/h
            $8.65/h

            to daje RAZEM ok $490 tygodniowo na reke... z tego wynajmowali flat
            za $150.. odwaznie


            moja matematyka tak wyglada :

            12x40=480, 8.65x40=346-20%=$660.00

            mieszkanie za $150 to odwaznie? to chyba bylo najtaniej jak mozna
            bylo wtedy.



            $17/h
            $12/h

            to daje RAZEM ok $690 tygodniowo na reke.. w momenice wyprowadzki do
            AKL



            ciekawe wyliczanki,,, podaj jakim sposobem udalo ci sie na taka sume
            wyjsc, bo ja zawsze mialam problemy z matematyka



            jak to sie ma do recepcjonistki w Welly bez IELTS na poziomie 9
            (nie
            > wiem, czy nawet na poziomie 4), ktora dostala prace bez problemu i
            > zarabia $16.5/h ?


            ano to sie ma tak, czesto recepcjonistka, kierownik, sprzataczka, to
            jedna i ta sama osoba, w niektorych miejscach wystarczy jak umie
            powiedziec "kali kochac, kali obciac 10cm", w innych miejscach to
            nie wystarczy.

            IELTS i poziomy 4,9 czy inne, to tylko wazne dla polakow i na ogol w
            Polsce, jezeli komus sie wydaje ze posiadanie papierka tutaj
            cokolwiek mu daje to sie grubo myli. To jest anglojezyczny kraj, i
            nikogo nie obchodza Twoje papierki, wystarczy ze znasz angielski.
            (oczywiscie pomijam kwestie immigracyjne, mowie tu o realiach juz na
            miejscu w N.Z.).
            To ze ktos ma poziom 4 czy 9 na papierku, ma sie na ogol nijak do
            tego jak sie potrafi porozumiewac.


            jesli zarabial 26/h przed podatkiem w szczytowym momencie (zaczynal
            > od $17/h w Auckland czyli tak, jak skonczyl w CHCH) czyli jakies
            > $640 tygodniowo na reke.. jesli zona dorzucila jeszcze w
            szczytowym
            > momencie $360.. razem maksymalnie mieli ok $1000 tygodniowo...
            > ale mowi, ze przez wiekszosc czasu dostawala 12-15... a dopiero na
            > koncu osiagnela max $17/h.. zatem trzeba liczyc, ze mieli mniej


            bardzo prosze podaj swoja wyliczanke bo sie zgubilam z tym $1000.00


            i ten komentarz o pensjach w IT... hehehe 45000 dostaja helpdeski
            > itp. prace w administracji/supporcie... czyli cos, co potrafi
            kazdy,
            > kto spedza przy komputerze wiekszosc czasu i wlozy odrobine
            wysilku
            > w to, zeby to polubic i na tym zarabiac. do tego nie konczy sie
            > studiow, a te certyfikaty MS sa banalnie proste ale drogie i
            trzeba
            > znac angielski panie Kaszub. od 60 tysiecy zaczynaja sie prace dla
            > informatykow, a nie dlubaczy z helpdesku.. od 90 tysiecy zaczynaja
            > sie pozycje senior lub specjalistyczne. 120 zarobia architekci
            > informatyczni... wystarczy poczytac ogloszenia (www.seek.co.nz).


            $45.000 helpdeski? co prawda nie jest to moja specjalnosc, ale lekka
            przesada, zreszta to zalezy od miejsca, inne sa pensje w AKL. WL.
            Chch itd, co innego znalezc ogloszenie za 120tys a co innego dostac
            taka prace, 40-70tys to srednia pensja dla sredniego informatyka.

            Troche obiektywizmu by sie przydalo i Tobie i Kaszubowi.
            • Gość: MP Re: po co sie meczyc jak mozna zredagowac... IP: *.static.ihug.net 17.08.07, 05:01
              > fajnie jest komus wytykac jego niedokladnosci, ale moze mnie
              > objasnisz twoja matematyke bo nijak nie kumam

              Liczylem kalkulatorem, ktory uwzglednia progi podatkowe w skali roku
              (2080h w roku na pelnym etacie) - wiec nie 20%, jak w Twojej niezbyt
              progresywnej matematyce.

              > mieszkanie za $150 to odwaznie? to chyba bylo najtaniej jak mozna
              > bylo wtedy.

              Biorac pod uwage realna sume w portfelu.. bardzo odwaznie.
              Zobacz, ile wynosila placa minimalna:
              www.acepay.co.nz/minwage.htm
              Jesli ktos ledwo przekracza place minimalna, powinien wiecej uwagi
              poswiecic na to, zeby nie sprzatac przez 5 lat, jesli zna wiecej niz
              jeden jezyk obcy i skonczyla kierunek, na ktorym zbudowana jest NZ.
              praca sama nie przyjdzie, doswiadczenia nie kupi sie na bazarze.

              > ciekawe wyliczanki,,, podaj jakim sposobem udalo ci sie na taka
              > sume wyjsc, bo ja zawsze mialam problemy z matematyka

              uzylem kalkulatora dostepnego w internecie - poszukaj w google.co.nz
              na stronach NZ

              > ano to sie ma tak, czesto recepcjonistka, kierownik, sprzataczka,
              > to jedna i ta sama osoba, w niektorych miejscach wystarczy jak
              > umie powiedziec "kali kochac, kali obciac 10cm", w innych
              > miejscach to nie wystarczy.

              ja mialem na mysli konkretny przypadek, osoby, ktora nie
              potrzebowala 6 lat narzekania na to, zeby znalezc prace w
              sekretariacie z wyzsza pensja, niz zona Kaszuba, ktora z IELTS na
              poziomie wymaganym do zaawansowanych zawodow, pracowala fizycznie.
              w tym przypadku mowimy o kims, kto nie mowi o sobie, ze ma swietna
              znajomosc jezyka i dostaje $16.5/h siedzac przy biurku i nie
              opowiada, ze pchly ja gryza w pracy. rozumiesz?

              > IELTS i poziomy 4,9 czy inne, to tylko wazne dla polakow i na ogol
              w
              > Polsce, jezeli komus sie wydaje ze posiadanie papierka tutaj
              > cokolwiek mu daje to sie grubo myli.

              Bzdura. Nie dostaniesz stalego pobytu bez udowodnienia, ze znasz
              angielski. Jedyny certyfikat rozpoznawany przez NZIS to IELTS (wazny
              przez dwa lata). Minimum wymagane, to 6.5 punktu. jesli znasz na 9,
              mozesz w ogole zaczac starac sie o prace w zawodach wymagajacych
              zaawansowanej znajomosci jezyka.

              > To jest anglojezyczny kraj, i
              > nikogo nie obchodza Twoje papierki, wystarczy ze znasz angielski.

              Tak, w zasadzie na wizie pracownieczej mozna pracowac kompletnie nie
              znajac jezyka, bo to nikogo nie obchodzi. Ale jesli ktos mowi, ze
              zna jezyk doskonale, niech nie narzeka, ze zasuwa fizycznie, gdy
              ktos, kto jezyk zna powiedzmy optymistycznie "srednio", BEZ PROBLEMU
              pracuje w biurze za wyzsza stawke. Nie po znajomosci, nie u Polakow.
              W zupelnie przypadkowym biurze.

              > To ze ktos ma poziom 4 czy 9 na papierku, ma sie na ogol nijak do
              > tego jak sie potrafi porozumiewac.

              Nie no prosze Cie.. To nie jest jakis tam papierek i jakas tam
              ocena. Nie dostaniesz 9, jesli dukasz, nie potrafisz w ciagu
              kwadransa napisac eseju i nie potrafisz przez 11 minut mowic bez
              przerwy na zadany losowy temat.

              > bardzo prosze podaj swoja wyliczanke bo sie zgubilam z tym $1000.00

              Uzyj kalkulatora do obliczenia stawki rocznej i odjecia
              progresywnego podatku dochodwego, to dowiesz sie, ile mieli SREDNIO
              w ROKU na TYDZIEN. budzet planuje sie w skali roku, a nie w skali
              stawki za godzine..

              > $45.000 helpdeski? co prawda nie jest to moja specjalnosc, ale
              > lekka przesada, zreszta to zalezy od miejsca, inne sa pensje w
              > AKL. WL. Chch itd,

              co masz konkretnie na mysli mowiac przesada? wejdz na www.seek.co.nz
              i zobacz, ile proponuja ludziom z technical support. IT jest moja
              specjalnoscia i mi te ogloszenia czyli wymagania i wynagrodzenia
              mowia duzo. Jesli Kaszub pisze, ze zna AutoCADa w stopniu
              eksperckim, to czemu ciaga kable? Jesli zna wysokie technologie, to
              czemu nie zatrudni sie w mojej firmie, gdzie tacy ludzie sa
              potrzebni? Prosze Cie..
              Niech Kaszub ze swoja domowa wiedza o Linuxie, ktora ma
              kazdy "szperacz", nie porownuje sie do certyfikowanych specjalistow
              z doswiadczeniem w ogromnych korporacjach, gdzie nikt sie nie bawi w
              domowa dlubanine, gdy chodzi o wspieranie tysiecy
              systemow/uzytkownikow, a budzet tylko jednego projektu przekracza
              budzet szczepien przeciwgrypowych w NZ szkolach na rok 2007..

              > co innego znalezc ogloszenie za 120tys a co innego dostac
              > taka prace, 40-70tys to srednia pensja dla sredniego informatyka.

              Jesli informatyk szuka pracy w ogloszeniach, to przepraszam, ale
              niech nie nazywa siebie ekspertem. Ekspertow lowia headhunterzy :)

              Po prostu chcialbym zobaczyc troche konsekwencji w tym, co pisze
              Kaszub. Albo zna sie na wysokich technologiach, albo ciagnie kable.
              Albo jego zona zna angielski i moze pracowac w biurze, albo nie zna
              i 5 lat pracuje fizycznie. Albo zarabia dobre pieniadze, albo ledwo
              starcza mu na rent. Co zrobic, gdy czasem zima przychodzi rachunek
              $400 za ogrzewanie? No przepraszam.. jesli rzucil sie na $650
              tygodniowej raty kredytu mieszkaniowego, gdy wczesniej narzekal, na
              $350 czynszu.. ja tego po prostu nie rozumiem.

              BTW ja mam troszke wyzsza pensje od Kaszuba, ale NIGDY nie rzucilbym
              sie z taka pensja na kredyt mieszkaniowy i kupowanie czy
              wynajmowanie nieruchomosci, na ktore mnie nie stac. Jesli on mowi,
              ze wynajmowal "rudere" za $410 tygodniowo, to tylko mu wspolczuc, bo
              nie znam nikogo, kto wynajmuje za wiecej, niz $350 - nawet przy
              pensji $150K rocznie. A to dlatego, ze taki dom, to jeszcze
              dodatkowe wydatki - jak Kaszub wylicza - podatek, rachunki... tylko
              jego to dziwi, a ja od lat prowadze budzet domowy i tylko wspolczuje
              mu tej gorzkiej lekcji na jego wlasnej skorze. Zrobili to wszystko
              bez glowy i bez kalkulatora. Nieodpowiedzialnie.

              > Troche obiektywizmu by sie przydalo i Tobie i Kaszubowi.

              Obiektywizmu? Jak? Mam wyjsc z siebie i stanac obok? Mowie za siebie
              i to jest moje subiektywne zdanie. Ty mozesz miec inne. Kaszub
              rowniez.
      • kuba.peerelski a Może by tak zabrać przynajmniej nocnik? 03.08.07, 09:27
        poddaje pod rozwage
        • paiha Za duzo pieczeni, za malo miesa 03.08.07, 12:22
          Na wyspy daleko, nie da sie ot tak na weekend wyskoczyc i zobaczyc jak tam
          jest, nic dziwnego, ze kiedy pojawila sie okazja, by o Nowej Zelandii napisac,
          autor skwapliwie z niej skorzystal. Bo daleko, bo ciekawie, bo pieknie. Gdzies
          po drodze tylko zgubil podstawowa informacje, ze pisze do dodatku
          specjalistycznego pod tytulem Praca. Dla mnie w tym artykule jest material na
          kilka tekstow (pozostajac na lamach GW).
          Jeden o pracy do dodatku Praca.
          Drugi o walorach turystycznych do dodatku Turystyka.
          Trzeci o emigracji, o polonii nowozelandzkiej do Duzego Formatu.
          Lapanie kilku srok za ogon spowodowalo, ze po lekturze tego tekstu nie bedzie
          usatysfakcjonowy ani ten, kto mysli powaznie o wyjezdzie i szuka kraju, na jaki
          moglby Polske zamienic. Ani ten, komu dobrze jest tutaj, nawet wiecej niz
          dobrze, ale chetnie wybralby sie w piekne miejsce, gdzie nie spotka juz
          pierwszego dnia na ulicy rodakow.
          Skoro tekst powstawal z mysla o dodatku Praca, moim zdaniem, powinien sie
          skupic wylacznie na informacjach dotyczacych tego tematu. Wartosc dodana to
          miejsce, ktore zyskaloby sie kosztem pominiecia urokow wysp i przygod
          emigranckich, na wieksza ilosc konkretnych informacji dot. pracy.
          Druga sprawa to kwestia doboru bohaterow i selekcja informacji, by uzyskac
          obraz spojny, ale jednostronny i subiektywny. Niewazne czy pozytywny czy
          negatywny, ale jednostronny, co z rzetelnoscia dziennikarska?? Ale moze, gdyby
          bylo mniej subiektywnie, nie byloby tej goracej dyskusji, moze o to chodzilo?
          Paiha
          • Gość: MP Re: Za duzo pieczeni, za malo miesa IP: *.static.ihug.net 07.08.07, 02:40
            > Gdzies po drodze tylko zgubil podstawowa informacje, ze pisze do >
            > dodatku specjalistycznego pod tytulem Praca.

            Raczej czytelnicy, ktorzy wtracaja np. teksty, ze to odludzie,
            zapominaja, ze nie rozmawiamy o walorach NZ, tylko o pracy i
            mozliwosciach przeniesienia centrum aktywnosci zyciowej na druga
            strone globusa.

            > Dla mnie w tym artykule jest material na
            > kilka tekstow (pozostajac na lamach GW).
            > Jeden o pracy do dodatku Praca.
            > Drugi o walorach turystycznych do dodatku Turystyka.
            > Trzeci o emigracji, o polonii nowozelandzkiej do Duzego Formatu.

            I bylo metarialu znacznie wiecej. Chocby tego, co ja opisalem z
            naszych doswiadczen w NZ. problem tylko w tym, ze malo kto
            wytrzymalby kilka stron czytania o tym, jak MI sie podoba w NZ i
            dlaczego. Jak widac, te kilka zdan, czasem wyjetych z kontekstu tez
            powoduje, ze dla niektorych to za duzo, choc to nawet nie jest
            czubek gory lodowej :)

            > po lekturze tego tekstu nie bedzie
            > usatysfakcjonowy ani ten, kto mysli powaznie o wyjezdzie i szuka
            > kraju, na jaki moglby Polske zamienic. Ani ten, komu dobrze jest
            > tutaj, nawet wiecej niz
            > dobrze, ale chetnie wybralby sie w piekne miejsce, gdzie nie
            > spotka juz pierwszego dnia na ulicy rodakow.

            Przeciez to tylko mysl. Zobacz tytul "A moze by...". Gdy rzucasz
            sobie taka mysl, do decyzji mijaja miesiace. W moim przypadku od
            takiej mysli do pierwszego kroku minelo kilka miesiecy (to te
            miesiace, o ktorych Kaszub mysli, ze cos robilem w celu szukania
            pracy w NZ, a ja tylko przyzwyczajalem sie do mysli, ze moglbym tam
            zamieszkac). Zanim zrobisz krok, zapoznaj sie chociaz z kierunkiem,
            gdzie chcesz sie udac i nie opieraj sie na takich zrodlach, jak
            artykul z gazety, ktory tylko podsunal pomysl.
            To jest tylko idea, zacheta, glos z drugiej strony globusa. Nikt nie
            powinien na podstawie artykulu podejmowac decyzji. Nikt
            odpowiedzialny.

            > Skoro tekst powstawal z mysla o dodatku Praca, moim zdaniem,
            powinien sie
            > skupic wylacznie na informacjach dotyczacych tego tematu.

            Jak sobie zatem wyobrazasz taki artykul? Masz kilka osob, ktore
            opowiadaja o swoich doswiadczeniach. Kazde jest inne. Jeden jezdzi
            samochodem za 60K NZD, a drugi za 3K NZD.. jaka cene samochodu
            podasz? jeden kupuje chleb za $2 za dwie sztuki na BP, a inny kupuje
            w niemieckiej piekarni bochenek za $7.. jeden kupuje wino za $7 a
            inny ponizej $35 nie zejdzie.. jakich szczegolow oczekujesz? Ceny i
            pensje i najwazniejsze informacje znajdziesz latwo w internecie.
            Naprawde latwo i jesli ktos mowi, ze nie mozna zjesc w Wellington
            obiadu w restauracji za $15, niech najpierw przyjedzie i sprawdzi,
            jesli nie umie znalezc takiej ceny w internecie. Trzeba chciec. Ja
            chcialem i przed wyjazdem wiedzialem wszystko, co mnie interesowalo.
            Wiem, ze kazdy, kto mysli powaznie, zrobi taki research.

            Oczekujesz szczegolow, jak wyglada praca w NZ? Moja inaczej, bo
            pracuje w firmie takiej, a kolezanki inaczej.. jak to usrednisz? Ano
            tak. Oboje powiedzieli, ze atmosfera w pracy im sie podoba. brzmi za
            pieknie? Co na to poradzimy? Tak czujemy. Subiektywnie.

            > Wartosc dodana to
            > miejsce, ktore zyskaloby sie kosztem pominiecia urokow wysp i
            przygod
            > emigranckich, na wieksza ilosc konkretnych informacji dot. pracy.

            jakich? czego nie znalazles w intenrecie po tym artykule i czujesz
            potrzebe poglebienia swojej szczegolowej wiedzy? :) pytam
            konkretnie. moja firma zatrudnia, znam rekruterow, ktorzy szukaja
            pracownikow. decyzja nalezy do Ciebie. wykaz sie tylko odrobina
            checi i wloz minimalny wysilek w proces migracji. nie oczekuj od
            gazety, ze napisze Ci "wieksza ilosc konkretnych informacji dot.
            pracy". jakich? pytam ponownie. oczekujesz, ze ktos napisze o Twojej
            przyszlej pracy w NZ? ze poda Ci gotowy przepis w punktach, jak krok
            po kroku sobie zbudowac przyszlosc? no nie rozumiem.

            > Druga sprawa to kwestia doboru bohaterow i selekcja informacji, by
            > uzyskac obraz spojny, ale jednostronny i subiektywny. Niewazne czy
            > pozytywny czy negatywny, ale jednostronny, co z rzetelnoscia
            > dziennikarska??

            chwila. obraz zawsze bedzie subiektywny, bo nalezy do autora
            wypowiedzi. jeszcze nie posiedlismy mozliwosci patrzenia cudzymi
            oczami, wiec musisz mi zaufac, ze ja to widze tak, jak widze.
            czego oczekujesz w kwestii rzetelnosci i doboru postaci?
            rozumiem, ze Kaszub powinien sie znalezc z jego sterta wulgaryzmow i
            narzekania na wszystko, na czym swiat stoi? Wtedy byloby
            obiektywniej? Kaszub napisal takst, ale nie zgodzil sie na
            publikacje swojego imienia i nazwiska. Mi to daje do myslenia.

            > Ale moze, gdyby bylo mniej subiektywnie, nie byloby tej goracej
            > dyskusji, moze o to chodzilo?
            > Paiha

            mniej subiektywnie? jak? mam opowiadac o nieswoich doswiadczeniach?
            rozumiem niechec, oczekiwanie "obiektywizmu" w artykule z
            doswiadczeniami konkretnych osob :), niedowierzanie i generalnie
            rownanie w dol, bo tez pochodze z Polski, dlatego mnie nie dziwi, ze
            ktos oczekuje, zeby do miodu dorzucac lyzke dziegciu, co by za
            slodko nie bylo. Na szczescie nie wszystkie kultury tak dzialaja. na
            szczescie.
      • Gość: R1a1 cywilizowana nowa zelandia IP: *.nsw.bigpond.net.au 04.08.07, 02:57
        zdaje sie ze brakuje tam nian
        www.smh.com.au/news/world/abused-toddler-dies/2007/08/04/1185648186408.html


        • Gość: MP Re: cywilizowana nowa zelandia IP: *.static.ihug.net 07.08.07, 02:55
          Zdarza sie. Przestepstwa zdarzaja sie wszedzie (wczoraj nastolatek
          postrzelil nastolatka w Poznaniu), ale roznica miedzy stolica
          Polski, a stolica NZ jest taka, ze w jednej z nich nie uzywa sie
          drzwi antywlamaniowych, zamkow Gerdy, nie zamyka sie skrzynki
          pocztowej na klucz i zostawia sie radio w samochodzie na parkingu,
          gdy idzie sie na zakupy do supermarketu. Zgadnij w ktorej.

          Chcesz napisac o swoich doswiadczeniach dot. migracji do Australii,
          ze tak sie powtarzasz z tymi informacjami "ku przestrodze"?
          tylko czemu kosztem NZ? czy ktos tu robi jakas kampanie
          antyaustralijska? czy ktos pisze o tym, co go moze spotkac w
          Australii? czy ktos napisal choc jedno slowo nt. nie wyjezdzania do
          Australii? Nie rozumiem Polakow, ktorym sie powodzi w Australii, ze
          robia takie kampanie..

          Pracujesz dla jakiegos biura, ktore wysyla Polakow do Australii na
          kursy jezykowe? oni zazwyczaj rozsiewaja taki obraz NZ wsrod
          Polakow, bo nie maja tu swoich biur.

          BTW kurs jezykowy jest duzo tanszy, niz na stronie internetowej, gdy
          wchodzisz z ulicy, bo dostajesz znizke za szybka decyzje na miejscu.
          cena moze tez byc znacznie nizsza (kilkanascie do kilkadziesiat
          pracent), bo zalezy od rodzaju wizy i czasu, na jaki zostala
          wystawiona.
      • cashmere.bay podczytuję sobie tę dyskusję i chyba dojrzałam do 22.08.07, 09:57
        tego aby wtrącić swoje 5 groszy
        po pierwsze widzę tu ludzi, którym się "udało" - cokolwiek to
        znaczy - i takich, którym się udało-NIE :)
        ale to pewnie zauważył każdy
        ja jednak chciała bym zwrócić uwagę na drobny niuans jakim jest
        podejście do emigracji w ogóle
        otóż co innego emigrancja zarobkowa, a więc nakierunkowana na
        zarobienie pieniędzy i powrót do kraju, co innego emigracja "za
        lepszym życiem" (i to wydaje mi się być przypadek cashooba), a
        jeszcze co innego emigrancja z potrzeby serca - tzn. obrazowo rzecz
        ujmując "szukanie własnego miejsca na ziemi" lub też wrażenie, że
        nie pasuje się do tego miejsca i tej rzeczywistości w której się
        tkwi.

        I
        Przypadek pierwszy, a więc emigracja stricte zarobkowa jest
        najprostszy ale wiadomo, że w takim przypadku nie wybiera się Nowej
        Zelandii tylko UK lub Irlandię, czasem Stany.

        II
        Emigracja "za lepszym życiem", którą ja czasem nazywam "za łatwym
        życiem" jest zjawiskiem a) chyba najczęściej występującym i b)
        generującym przeważnie frustratów. Przeważnie - podkreślam i
        naciskam na stwierdzenie "za łatwym życiem"
        Otóż nawiążę tu do książki Głowackiego "z głowy", który opisywał
        emigrantów z Polski w USA. Historii tam przez Niego opisanych mogę
        mnożyć ! Mam całą masę dobrych znajomych w USA, UK - głównie - i
        historie o takich właśnie rodakach którzy wyruszyli "za lepszym
        życiem" sypią się im z rękawa podobnie jak wspomnianemu już autorowi.
        Rzecz pierwsza - tak przynajmniej było kiedyś - człowiek lądował na
        lotnisku Kennedy'ego i myślał, że właśnie złapał Pana Boga za nogi
        bo właśnie JUŻ jest w Stanach czy tam innej Anglii i teraz wszystko
        się ułoży samo. A zasada jest prosta - jeśli ktoś nie radził sobie w
        Polsce bo jest po prostu niezaradny albo zwyczajnie pracować mu się
        nie chciało to w obcym kraju tym bardziej poniesie porażkę.
        Pamiętacie ilu bezrobotnych Polaków wyruszyło (w momencie wejścia
        Polski do Unii) do Anglii a potem koczowali tam na dworcach, bo
        nagle okazało się, że sam fakt postawienia tam nogi nie wystarczył
        aby mieć dostatnie życie ?
        Jedni w takiej sytuacji wracają do kraju ze zwieszoną głową inni aby
        nie przyznać się do porażki zaczynają wreszcie w życiu zapierniczać
        i są tym bardziej rozgoryczeni jak ich ten obcy kraj "potraktował".
        A prawda jest taka, że wszędzie aby coś mieć - trzeba z siebie coś
        dać. Wszędzie. I domniemam, że NZ nie jest tu wyjątkiem. Oczywiście -
        w Polsce można z siebie dawać full i g.. z tego mieć, ale to
        oczywiście też nie jest normą.
        Jak sobie czytam cashooba to nasuwa mi się kilka uwag:
        - po pierwsze wydaje mi się, że wyjeżdżając do NZ spodziewał się, że
        tam manna będzie kapać z nieba no i się chłop rozczarował
        - po drugie widać na pierwszy rzut oka, że jest człowiekiem bardzo
        konfliktowym a to oznacza, że w każdej pracy będzie miał złe relacje
        z ludźmi. Czy to w Polsce czy w NZ czy gdziekolwiek
        - po trzecie nie spodziewam się polotu i finezji w człowieku, który
        własnego języka nie potrafił się nauczyć, więc jak miał wykazać się
        na tyle silną wolą aby nauczyć się obcego na tyle, aby się z ludźmi
        dogadać (tu mała uwaga - może Kiwi patrzyli na Ciebie tępo
        przytakując bo wiedzieli, że i tak nie zrozumiesz co do Ciebie
        mówią ? - jest też taka opcja, prawda ?)
        Tacy sfrustrowani emigranci tęsknią za swoim życiem w Polsce, bo co
        prawda nie mieli kokosów, ale "życie ich tak po tyłkach nie kopało".
        Trochę mi to przypominach tych co to mówią, że w PRL-u to było
        dobrze, a teraz jest do d, ale to inny przypadek - wiadomo

        Jest jeszcze jedna grupa emigrantów "za lepszym życiem" -
        najśmieszniejsza ale chyba też jednak najmniej liczna (ale kiedyś
        było wręcz przeciwnie) czyli tacy, którzy ciężką harówkę
        rekompensują sobie tym, że przyjeżdżając do Polski rżną paniska, ale
        nie o nich miało być.

        III
        Trzecia grupa to ludzie, którzy urodzili się nie tam gdzie powinni
        czyli szukają swojego miejsca na ziemi, bądź szukają zupełnie innego
        stylu życia, bądź też są zdecydowani zmienić swoją rzeczywistość, bo
        nie odpowiada im
        - polska mentalność
        - wyścig szczurów etc. etc...

        Kiedy tacy ludzie znajdą wreszcie to swoje miejsce na ziemi - na
        przykład - w Nowej Zelandii - po prostu są zadowoleni. Nastawiają
        się: "o ! tu będzie moje życie. tu będę pracował/a, tu wychowam
        dzieci i tu chcę umrzeć". I tacy ludzie nie liczą na mannę z nieba,
        tylko po prostu organizują sobie życie w nowym miejscu. Praca -
        podobnie jak w każdym miejscu na ziemi - jest elementem tego życia,
        a nie celem samym w sobie.
        Wszystko kwestia mentalności. Ja np - i mój mąż - absolutnie nie
        przywiązujemy się do miejsca. Praktycznie mogła bym zamieszkać w
        dowolnym miejscu na ziemi i nie tęsknić. Wiem, bo pomieszkiwałam tu
        i tam. Ale np dla mnie - dom będzie zawsze tam gdzie moi bliscy, a
        więc mąż i córka. "tam dom Twój gdzie serce Twoje" - dla jednych to
        ojczyzna dla innych najblizsi mu ludzie. Wszystko na ten temat.

        Tak więc - moi drodzy - Ci, którzy odnaleźli w NZ swój dom -
        stanowią zadowoloną stronę tej dyskusji. Ci dla których była to kara
        za grzechy niepopełnione - wiadomo.

        Co zaś do autora artykułu: oczywiście ukazał on jedną stronę medalu.
        Taki miał pewnie zamysł. Niestety po tym artykule znajdzie się 100
        takich cashoob'ów, którzy zaryzykują, zapożyczą się na podróż i
        wyruszą w poszukiwaniu tego raju na ziemi, a potem powrócą
        rozgoryczeni i będziemy mieć kolejnych malkontentów na forum NZ :)

        Na zdrowy rozsądek - Raj na ziemi nie istnieje. Każdy kraj ma swoje
        zady i walety ;) tylko proporcja między nimi może być inna.
        Dla jednych miejscem niemal idealnym jest USA, ale dla przykładu ja
        nie chciała bym tam mieszkać. Mogła bym, ale nie była bym tym
        zachwycona - no może wyłączając NYC i LA :)

        To tyle..

        O Nowej Zelandii zawsze marzył mój mąż - głownie ze względu na
        piękną przyrodę. Mi - odpowiadał by tam na pewno klimat.
        Jednak decyzji o emigracji na bank nie podjęli byśmy na podstawie
        jednego artykułu - tym bardziej tak stronniczego.

        Pozdrawiam
        kaszmirowa
        • Gość: MP Re: podczytuję sobie tę dyskusję IP: *.static.ihug.net 23.08.07, 02:33
          Podpisuje sie pod kazdym slowem tego postu.

          Decyzja o emigracji nie moze byc decyzja nieprzemyslana, a NZ po
          prostu nie jest rajem na ziemi, choc ludziom z wyobraznia na pewno
          da wiele okazji do tego, by sie usmiechnac pod nosem i powiedziec
          sobie, ze bylo warto. Oczywiscie nie kazdy moze sobie pozwolic na
          sprawdzanie roznych miejsc, wiec szczegolniej powinien sie
          zastanowic na tym, czy tego chce.

          Slowo na temat Stanow, gdzie jest tak wielka roznorodnosc, mnostwo
          ciekawych, inspirujacych miejsc i ludzi do odkrycia, ze ja bym chyba
          zaryzykowal i to na dluzej. Kto wie? Moze nawet z ciekawosci w
          wolnym czasie wpadlbym na chwile do Jackowa i Grinpointu :D, zeby
          zrobic sobie zdjecie na tle tego cudu natury, gdzie Polacy od
          Polakow kupuja (sic!) prace :) Przepraszm, jesli kogos tym urazam,
          ale kazdy wybiera sobie taka jakosc zycia, jaka mu pasuje. Ja jestem
          otwarty, ciekawy swiata i ludzi, i w zderzeniach kultur znajduje
          pozytywy, bo ich szukam.
          Rowniez nie jestem fanatykiem NZ i mysle, ze znalazlbym szczescie w
          wielu miejscach swiata - w Stanach, Kanadzie, Australii, Ameryce
          Poludniowej czy Azji. Moze nawet gdzies w Europie.

          Stany sa olbrzymie, roznorodne i tez daja wiele mozliwosci, z
          ktorych wielu Polakow, ktorzy tam byli, nawet nie umialo skorzystac.
          Np. jedna osoba powie, ze tam sa tylko hamburgery, frytki i trudno
          znalezc prawdziwe (polskie) jedzenie, a inna odkryje, ze np. w
          kazdym stanie jest inna tradycja przyrzadzania sosu BBQ i ze
          wlasciwie jest roznica miedzy whiskey kukurydziana i zytnia..
          kwestia tylko, czy ktos chce widziec roznice i odkrywac cos nowego,
          czy szukac polskosci, ktorej wciaz mu brakuje.

          Jesli nie chcasz poznac wielu gatunkow wina (ze slynnym Pinot Noir
          na czele), tylko lecisz po Wyborowa czy Zywiec, to po pierwsze w
          takim miejscu jak NZ slono za to zaplacisz, a po drugie.. po co
          wyjezdzales? Przeciez w Polsce byloby taniej..

          Pozdrawiam ze slonecznego Wellington,
          gdzie nawet zima kosi sie trawe :)
        • poledownunder Re: podczytuję sobie tę dyskusję i chyba dojrzała 27.08.07, 02:03
          Dzieki Ci za ten post cahmere.bay. Niby to takie proste, ale w
          slowa nielatwo ujac. Tobie sie jak na moj gust udalo.

          Pozdrawiam z Christchurch, gdzie pogoda na dzisiejsze zacmienie
          ksiezyca idealna.
      • adamovski Pare faktow i kilka moich przemyslen o NZ 23.08.07, 05:55
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25053&w=67536621&a=67830183
        Tak sobie postanowilem ze zbiore pare faktow o zyciu w NZ i realiach wraz z
        moimi wlasnymi przemysleniami.

        W dyskusji pod tym "artykolem" nie brakowalo emocji a raczej brakowalo faktow.

        Nie zgadzam sie z przyszywaniem latki "przegranca" osoba ktorym nie podoba sie
        NZ, oraz to ze kazdy ktoremu podoba sie NZ jest "wygrancem" ;-)

        Ja jestem starasznie ale to strasznym przegrancem. Nie mam nawet wlasnego DVD
        (bylo to jedno z kryterow w/w dyskusji ;-) ) a raczej lubie NZ!

        Co do ludzi doroslych trafiajacych do NZ bez zielonego pojecia jak i co to nie
        nalezy sie dziwic dlaczego sie tak dzieje chocby czytajac takie artykoly bez
        jednej uzytecznej informacji jak ten.

        Generalnie na pewno warto zobaczyc NZ. Co do emigracji to z paru przyczyn
        (opisanych w materiale do ktorego link zamiescilem na poczatku) to chyba obecnie
        nie jest najlepszy moment.

        Schemat tej dyskusji przypominal do zludzenie technike propagandowa uzyta przez
        media w PL przy okazji wchodzenie Polski do EU. Cala dyskusja przed wejsciem
        Polski do UE odbywala sie na dzieleniu ludzie na Eurosceptykow i
        Euroentuzjastow. Dzieki temu nie wywiazala sie rzetelna dyskusje na temat
        aspektow ekonomicznych, miedzy innymi o limitach produkcji dla Polskiego przemyslu.

        Np czy wiecie jaki jest limit produkcji stali na glowe mieszkanca w Polsce w
        porownaniu z Niemcami? Nie wiecie?. Ale o Eurosceptykach i Euroentuzjastach to
        slyszeliscie prawda? ;-)




        • Gość: MP Re: Pare faktow i kilka moich przemyslen o NZ IP: *.cable.telstraclear.net 23.08.07, 12:23
          Nie bede sobie zakladal konta na gazeta.pl, zeby Ci odpisac jednym
          zdaniem w tamtym watku, wiec odpisze tu.

          Tak, NZ nie jest dla ludzi, dla ktorych wielkim osiagnieciem jest
          kupno DVD (ja jestem kinomaniakiem, wiec dla mnie to akurat wazny
          zakup, bo miesiecznie wydaje bardzo duzo na nowe filmy :)) oraz
          wyobrazenie sobie kontraktu 6cyfrowego z jakimkolwiek pracodawca bez
          ruszania sie ze starego kontynentu. Przykro mi sie czyta, ze dla tak
          wielu osob sa to rzeczy odleglejsze, niz dystans dzielacy NZ i PL.

          Dlatego napisalem, ze jedni kupuja sprzatanie apartamentow w
          Grinpincie, a inni martwia sie o to, czy we wtorek bedzie bezchmurne
          niebo, by w spokoju obejrzec calkowite zacmienie Ksiezyca, ktore
          bedzie widoczne nad Pacyfikiem.

          Pozdrawiam
          • cashmere.bay Re: Pare faktow i kilka moich przemyslen o NZ 26.08.07, 21:29
            Maćku, czy mógłbyś napisać do mnie na priv ?
            Była bym Ci bardzo wdzięczna

            pozdrawiam
            kaszmirowa
      • Gość: adamt Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.dyn.optonline.net 15.07.08, 05:58
        MP, prosze o kontakt na adres: adam@gowhatnot.com

        Dzieki z gory
      • sigurimix dlaczego Nowa Zelandia??? 22.10.08, 13:58
        Bo nie ma na ziemi miejsca bardziej odległego od tego SZAMBA między
        Bugiem a Odra,
      • Gość: stefan Szukam pracy za granica IP: 92.244.40.* 27.01.09, 13:23
        gdzie moge znalesc takich kontraktorow/supervisorow?? Prosze o odp
      • Gość: asddff Pfff IP: *.range86-178.btcentralplus.com 16.07.10, 00:08
        glupia pinda sie chwali. zal mi jej
      • Gość: mastafu Byłem tam 2 miesiące i się zakochałem IP: *.adsl.inetia.pl 16.07.10, 00:36
        2 lata temu podczas podróży po Azji zahaczyliśmy z żoną do NZ. Początkowo na 3
        tygodnie. Pobyt przedłużył się do 9 tygodni. To miejsce jest tak cudowne, że
        ciężko je opuścić.

        Jeśli nie chcesz tam mieszkać, tylko pozwiedzać to polecam opis naszej
        podróży. Może Ci się coś przyda.

        podroz.najbardziej.com/dziennik-z-podrozy/nowa-zelandia/

        Loty z Polski są drogie. Trzeba lecieć przez Bangkok albo Kuala Lumpur i potem
        do Australii i potem do NZ.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka