krylov
20.05.04, 16:25
PUŁAWY SKANDAL NA EGZAMINIE MATURALNYM Z ANGIELSKIEGO
Nauczycielka angielskiego z I LO im. ks. A. Czartoryskiego w Puławach wniosła
synowi ściągawkę na pisemny egzamin dojrzałości. Koledzy – nauczyciele dali
jej
czyste arkusze, które rozwiązała i położyła synowi na ławce. Matury jej syna
nie unieważniono. Rodzice są oburzeni. Tymczasem dyrekcja liceum dziwi się,
że
interesujemy się tym problemem.
Do zdarzenia doszło 12 maja podczas egzaminu z języka angielskiego.
Nauczycielka, która była członkiem komisji egzaminacyjnej w klasie
dwujęzycznej, weszła do sali, w której egzamin językowy pisali uczniowie
klasy
ogólnej, a wśród nich jej syn. Od przewodniczącego zespołu egzaminacyjnego
anglistka dostała wolny arkusz. Wypełniła go i wróciła na salę. Na koniec
podłożyła wypełniony arkusz synowi na ławkę.
– To skandal – irytuje się mężczyzna, którego córka pisała egzamin razem z
synem tej nauczycielki. – Wcale się nie kryła, że daje synowi ściągawkę.
Wszyscy maturzyści to widzieli, więc pewnie dlatego któryś z nauczycieli
zareagował i zabrał ją. To niemoralne i kolejny przykład na to, że
nauczycielskie dzieci cieszą się w szkołach specjalnymi względami.
Nagłośnijcie
to, bo szkoła chce wszystko zatuszować – prosi Czytelnik.
Urszula Giedyk, dyrektorka liceum zdecydowanie zaprzecza jednak podobnym
oskarżeniom. Zapewnia, że szkoła zareagowała szybko i właściwie na to
zdarzenie.
– Członkowie komisji zauważyli, że ściągawka została wniesiona na salę i nie
dopuścili do jej wykorzystania przez ucznia – wyjaśnia Urszula Giedyk. –
Sporządzono notatkę służbową z tego incydentu, do której dołączono kartkę z
odpowiedziami.
Dyrektorka nie widzi potrzeby unieważniania egzaminu. Zapewnia, że syn
anglistki samodzielnie napisał pracę i nie skorzystał z pomocy mamy. Na
pytanie, czy sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby trafiło na innego ucznia, a
nie
nauczycielskiego syna, nie odpowiada. Niechętnie mówi też na temat
konsekwencji, jakie zamierza wyciągnąć wobec anglistki oraz nauczycieli,
którzy
umożliwili jej dostarczenie ściągawki na salę. Nie kryje również zdziwienia,
że
chcemy o tym pisać.
– To wewnętrzna sprawa szkoły – przekonuje. – Po co robicie aferę?
Wyciągniemy
konsekwencje służbowe. Zamierzam złożyć wniosek o ukaranie dyscyplinarne
nauczycielki. Mam na to trzy miesiące – dodaje.
W kuratorium dowiedzieliśmy się, że przewodniczący komisji egzaminacyjnej,
który przekazał anglistce arkusze, dostanie karę porządkową, czyli upomnienie
lub naganę. Co grozi samej anglistce? Komisja dyscyplinarna może ją ukarać
naganą z ostrzeżeniem lub wydaleniem z zawodu nauczycielskiego (najwyższa
kara).
– Właśnie dowiedziałem się, że ta anglistka ma odpytywać na egzaminie ustnym
moje dziecko – mówi zbulwersowany rodzic.
Grażyna Fijołek, zastępca dyrektora Wydziału Kształcenia Ogólnego w
kuratorium
w Lublinie zapowiedziała wczoraj, że nauczycielka będzie uczestniczyła w
egzaminach maturalnych, ale wyłącznie swoich uczniów, których uczyła przez
cztery lata. – Od innych egzaminów została odsunięta. Na pewno nie będzie
członkiem komisji, w której ma zdawać jej syn – zapewnia dyrektor Fijołek.
Elwira Lickiewicz
TO BYŁ MÓJ BŁĄD
* Hanna Bednarzewska: Została Pani przyłapana na przekazywaniu ściągawki
swojemu synowi.
Liliana Bajger, nauczycielka angielskiego z Liceum im. Jerzego Adama
Czartoryskiego w Puławach: – Nie wypieram się tego. Przede wszystkim jestem
matką i jak każda matka chciałam pomóc. Syn był bardzo zestresowany, nie spał
dwie noce. To był impuls, moment. Wiem, że to mnie nie usprawiedliwia. Nigdy
wcześniej takich rzeczy nie robiłam. Popełniłam błąd. Tego się nie da
odwrócić.
Reszta jest w gestii dyrekcji.
* Jak zareagowała dyrektorka szkoły?
Rozmawiałam z nią o tym. Powiedziałam, że jest mi bardzo przykro.
ZDANIEM KURATORA
Jestem zaskoczony i oburzony, że nauczycielka dopuściła się takiego czynu i
wniosła ściągawkę na egzamin maturalny. To wysoko naganne i na pewno zostaną
wyciągnięte wobec niej konsek-wencje służbowe. Dobrze, że uczniowi pozwolono
dopisać egzamin do końca. Maturzysta nie powinien odpowiadać za zachowanie
matki, tym bardziej że nie skorzystał z jej pomocy.
Waldemar Godlewski, kurator lubelskiej oświaty