matalijka
20.11.05, 11:03
Żona wyjechała w delegację. Mąż rankiem bierze dzieciaka i wiezie do
Przedszkola. To nie nasze dziecko - mówi przedszkolanka.
Jadą do drugiego.
Nie znamy pana synka - słyszy w drugim. Jadą do trzeciego, czwartego...
wszędzie tak samo. Nie znają
dzieciaka.
W końcu młody nie wytrzymał:
- Tato, zaliczamy jeszcze tylko jedno przedszkole i jedziemy do szkoły,
bo się w końcu na lekcję spóźnię!