Gość: dina
IP: *.icpnet.pl
05.02.05, 22:36
Co bym chciała powiedzieć... Tyle razy rozpoczynano tutaj wątek studiów
zaocznych i porównywano do dziennych. Chciałabym zauważyć jedno. Co byście
powiedzieli na to, jeśli: Studiuję na dziennych filologię polską, a na
prywatnej -zaocznie- dziennikarstwo?
Pewnie dzienni mi powiedzą tak. Męczysz się na dziennych, masz sesje zajefane
itepe... a prywatną rzuć, szkoda papierka, czas zlatuje nie wiadomo po co.
Mam rację?
Otóż mylicie się. Dzienne to najgorsza ściema jaka może być, ludzie patrzą na
siebie wilkiem, każdy nogę podkłada by to akrat jemu nie przepadło styp.
naukowe. Dziekanaty mają taki bałagan, że indeksy fruwają po biurkach (wcale
nie przenośnia!). Wykładowcy uważają, że jestemy pasożytami i uznają nas za
drani którzy korzystają z książek... bibliotecznych, których brakuje dla
zaoczniaków. Sesje jak sesje, zdać... i nie myśleć o tym. Nikogo nie
interesuje czy wykłąd ci się podobał czy nie, naucz się... a jak nie (nie
ważne czy rozumiesz...) to spadówa i tak dostaną kasę.
Natomiast na prywatnej... Wspaniali ludzie, znani redaktorzy, sesje ustne to
miód i malina... taka rodzinna atmosfera. Co prawda duża liczba osób zostaje
oblana, ale wiedzą za co, rozumieją, że nie z widzimisie tylko z niewiedzy.
Przestańcie z tymi kontrastami, bo sie żygać chce. Można powiedzieć inaczej.
Są uczelnie państwowe o strukturze określanej jako "ściema" i istnieją takie
same prywatne, ale jest też odwrotnie. Wszystko zależy od tego gdzie się
trafi a nie od wyrażenia... zaoczny/państwowy-dzienny.