altu
28.10.04, 13:42
widziałam sie dzisiaj z członkiem Rady Nadzorczej pewnej Spółdzielni
Mieszkaniowej w Warszawie.
wie, że szukam mieszkania. i od czasu do czasu podrzuca mi "kukułki"
i dzisiaj się go zapytuję, czy u niego w Spółdzielni są robione przetargi na
wykupienie mieszkania?
i uslyszałam odpowiedz, że owszem, są takowe przetargi. ale rzecz jest w nich
o tyle dziwna, ze : do przetargu w tej SM moze przystąpić tylko czlonek tejże
społdzielni.
czyli dzieci członka SM nie, znajomi nie, ludzie "z ulicy" nie, inni i
pozostali nie.
i tutaj w mojej głowie zasiały sie watpliwosci tego typu:
1/ jezeli nie jestem czlonkiem spoldzielni, tylko chce kupic w tej
spoldzielni mieszkanie, to nie mam szans
2/ musze byc najpierw czlonkiem spoldzielni, zeby moc kupic drugie mieszkanie
w tejze spoldzielni - tylko po jakiego grzyba mi drugie mieszkanie, skoro
jedno juz mam?
czy ktos wie, na czym to polega?
czy chodzi o to, zeby wszystko "w rodzinie zostało"?
no bo przeciez (takie moje proste rozumowanie)
1 : jezeli nie mam mieszkania, to w taki sposob miec go nie bede
2 : jezeli mam mieszkanie, jestem czlonkiem spoldzielni, i wygram przetarg
(czyli kupie mieszkanie od spoldzielni), gdzie mieszkanie to kosztuje ok. 40
tys. taniej niz na rynku wtornym - to taką kasę moge zarobić..
a dlaczego spoldzielnia nie chce tych 40 tys. (ew. nawet połowy) zarobić?
wg mnie to jakas paranoja...