Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Ucieczka z miasta - nie żałujecie?

      • Gość: aferka Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.08, 10:50
        Już 10 lat mieszkam poza miastem. Wyprowadziliśmy się z W-wy, kiedy dzieci były
        małe, teraz starszy syn jest już w gimnazjum. Uwielbiam naszą małą miejscowość w
        Puszczy Kampinoskiej, ale coraz częściej dostrzegam minusy tej sytuacji. Korki,
        oczywiście, coraz gorsze z każdym rokiem, ale to pryszcz. Najgorzej szkoda mi
        dzieci - wszędzie trzeba je wozić, spotkania z kolegami muszą być zaplanowane
        dokładnie. Właściwie nie mam się co dziwić, że wiecznie siedzą przed
        komputerami, bo nie ma nigdzie w okolicy miejsca, gdzie lokalne dzieci mogłyby
        się spotkać, tak jak my żyliśmy na podwórkach, graliśmy w piłę i wygłupialiśmy
        się do nocy. Są też dość mało samodzielni - wszędzie się ich wozi, bo tak jest
        łatwiej, niż autobusem, który kursuje co 40 minut.Czy chciałabym wrócić do
        miasta? Wydaje mi się, że nie umiałabym już żyć z hałasem samochodów i sąsiadami
        za ścianą, a co do podwórek - nie wiem, czy obecnie w Warszawie tak chętnie bym
        na nie dzieci puszczała. Na pewno dopóki dzieci nie staną się samodzielne miasto
        jest o wiele wygodniejsze, także dla nich.
        • anukla Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? 07.05.08, 11:04
          Dobra wiadomość, jak dobrze pójdzie może nie będzie tak źle z
          dojazdami od strony Krakowa/Katowic.
          Ma być nowa droga, więc korki może się zmniejszą i nie będzie tak
          tragicznie :)
          dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73498,5186558.htmlPozdrawiam
          • anukla Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? 07.05.08, 11:04
            Ups oczywiście wykasujcie z linku pozdrawiam :)

            dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73498,5186558.html
      • Gość: Marek Nie żałuję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.08, 10:59
        Ja nie żałuję ale ty możesz żałować to jest bardzo indywidualne. Mam troje
        dzieci każde z nich ma wiele zajęć pozalekcyjnych. Wszystkie uczą się w
        Warszawie, trenują też w Warszawie, uczą się muzyki,chodzą do kina. My
        prowadzimy bardzo intensywne życie towarzyskie, chodzimy do kina i filharmonii
        dużo częściej niż wtedy gdy mieszkaliśmy w Warszawie. Poza tym mogłem spełnić
        marzenie moich dzieci i w garażu zrobić im salę prób muzycznych w którym mogą
        grać o każdej porze dnia i nocy. Nie mam wolnego zawodu, muszę wstawać o 6.00
        rano żeby zawieść dzieci do szkoły ale nie jest to dla mnie problem- dla Ciebie
        może być. Ale dzięki temu, że mam duży dom mogłem
        spełnić swoje marzenia mieć miejsce dla siebie i nikt nie robi balang
        nademną i podemną. Czytam więcej ponieważ telewizor jest na górze i jeżeli ktoś
        bardzo chce to sobie tam go ogląda. Czy Ty to znajdziesz i czy to Ci
        zrekompensuje dojazdy tego nie wiem. Ja nie wyobrażam sobie powrotu do miasta.
        • Gość: karbat Re: Nie żałuję IP: *.dip.t-dialin.net 09.05.08, 16:10
          mieszkam w ladnym miescie ( 250 000 mieszkancow ) pracuje w
          zakladzie pracy w ktorym jest b .wielu wspolpracownikow ,
          dojezdzaja oni codziennie po 40 a nawet 70 km do pracy .
          Fakt ,jada po autostradzie ( niemcy ) 25 , 35 min . ,
          moje pytanie czemu sie nie przeprowadza ze swych wiosek do
          miasta .... potraktowali by za glupie .
      • Gość: gość Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.adsl.inetia.pl 07.05.08, 11:27
        Z punktu widzenia edukacji dzieci - żałujemy. Nawet bardzo. Nie wiem
        na ile zmniejszy to im szanse w przyszłości. Ale śmiem twierdzić, że
        znacznie.
        Z każdego innego punktu widzenia - mamy raj na ziemi w porównaniu z
        blokowiskiem (wyjątkowo zresztą ponurym i kryminogennym w naszym
        przypadku). Dziś raczej wybrałabym spokojniejszą, nowszą dzielnicę w
        mieście. A po odchowaniu dzieci, pomyślała o domku za miastem na
        wcześniej kupionej działce.
      • zen16 Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? 07.05.08, 12:19
        Przeprowadziłem się z centrum Krakowa, do wsi Zabierzów (ok 14 km od
        Rynku Gł) Plusy: zielono latem zimą biało, spokój, nie muszę nosić
        zakupów na 3 p., dojazd do pracy więcej o 10 km, lecz krócej o 10-20
        min. Minusy: zadymienie gorsze niz w centrum, powszechne palenie
        śmieci i trawy świeżo wykoszonej w ogrodach, z kominów dymy gorsze
        niż w Hucie Lenina za Gomółki, do sklepu 700 m, do piwka na Rynku
        trzeba doliczyć 60 zł na taksówkę. Mam nadzieję że kiedyś palacze
        śmieci i trawy się ucywilizuję, lub Gmina zaliczona do 10
        najlepszych w Polsce się nimi zajmie i da sie żyć.
      • Gość: jerry Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.08, 12:54
        Ja od 6 miesięcy mieszkam 32 km od Wrocławia gdzie pracuję. Gdy wybierałem
        miejsce na dom szukałem tylko tych wsi, w których jest stacja kolejowa. Tym
        samym do dworca mam teraz 3 km - w sam raz na rower, lub dłuższy spacer a w
        zimie autem, stamtąd 32 min do stacji Wrocław Mikołajów z której to mam do biura
        11 minut piechotą! Coś wspaniałego. Z okien pociągu, przy dobrej książce widzę
        jak ludzie tracą życie dosypiając jeszcze nad kierownicą swoich samochodów.
        Żałosne. Dlatego bardzo dobra rada - SZUKAJ WSI Z DWORCEM!!!! Taki styl
        amerykański nieco, świetnie się sprawdza. POLECAM.
        • lellapolella Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? 07.05.08, 20:26
          ja się wyniosłam z miasta 20 lat temu ale wiedziałam, że DOKONUJĘ
          WYBORU. Nie obraźcie się, ale mam wrażenie, że chcecie mieć WSZYSTKO
          a to po prostu niemożliwe albo wymaga tyle wypruwawania sobie
          flaków, że nigdy nie osiągniecie ideału. Mieszkamy na skrajnym
          zadupiu, ale za to niezwykłej urody o każdej porze roku, od
          wielkiego dzwonu bywamy w kinie lub teatrze, ale mamy masę czasu na
          czytanie, dzieci skończyły zwykłe szkoły co nie przeszkodziło im
          dostać się na dobre studia. Kiedy czytam Wasze posty, widzę, że
          faktycznie zrezygnowałam ze zdobyczy cywilizacji, ale tak, było
          warto. Co nie znaczy, że komuś drugiemu też się zbilansuje.Trzeba
          się zastanowić, czego się chce albo, jeśli to zbyt zawiłe- czego się
          nie chce(ja, przyznam się, myślałam według tej drugiej opcji...)
      • malini Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? 07.05.08, 12:58
        Czego żałuję

        1. 25-35 km do pracy daje Ci ok.1,5 godziny jazdy samochodem w jedną
        stronę, czyli 3 dziennie z życia wyjęte+ ok.600 zł miesięcznie na
        paliwo (i to jak masz gaz i to jak jedziecie razem).Do tego dochodzi
        większe ryzyko wypadku.

        2. Urzędy, które Cię dotyczą działają w godzinach Twojej pracy i nie
        dojedziesz do 17.00,kiedy łaskawie jest ten jeden dzień niby
        dłuższego funkcjonowania -musisz brać wolne.

        3. Jeżeli masz psa/dzieci i poruszacie się jednym samochodem, żadne
        z Was nie może zostać dłużej w pracy czy realizować się w jakiś
        Warszawskich aktywnościach społeczno-kulturalnych po godz.16

        4. Wszystkie produkty rolne, które uda ci się spotkać 20-30 km.pod
        Wawą, o dziwo, droższe niż w Wawie np. na bazarkach (np. sałata w
        wawie ok.2,50 zł, pod Wawą 4 zł)
        w dodatku na wsi nie masz prawie sklepów z warzywami/owocami, musisz
        sobie chodzić po poszczególnych rolnikach,ale nie zawsze mają coś na
        sprzedaż lub kupować u tych, co stoją na trasie (najczęściej tylko
        ziemniaki i jajka ew. sezonowe owoce).

        5. Niektóre lokalne społeczności działają niczym mafia np. sołtys ma
        produkcję szamb i wykonuje do tego dotego zlecenia urzędu gminy (z
        procesowej ostrożności nie rozwinę tematu), ludzie u niego pracujący
        (najczęściej inni mieszkańcy) są od niego zależni. Jak nie kupisz od
        niego szamba, to cała wieś ma obowiązek cię niecierpieć. W efekcie
        panowie z kółka rolniczego nie odśnieżą drogi koło twojego domu.

        6. Ludzie z urzędów lokalnych mają trudności z załatwianiem spraw,
        które wychodzą ponad standardowe przyklejenie znaczka do koperty
        (nie mają zbyt dużo wiedzy ani umiejętności sięgnięcia do jej
        źródła). Masz też dwie role do wyboru: albo jesteś PETENTEM, który
        ma się z nimi kontaktować niczym chłop pańszczyźniany z dworem pana,
        albo znajomym załatwiającym wszystko na zasadzie wchodzenia w
        osobiste relacje z panami Zenonami i paniami Józiami z urzędu. Nie
        masz możliwości załatwienia sprawy szybko i konkretnie, bez choćby
        konieczności dzielenia się informacją z obcą babą "co u mnie
        słychać". I to nie jest tak, że oni są np.super sympatyczni.
        Zwyczajnie wyciągają informacje typu-czy moja sąsiadka, pani X nie
        ma działek do sprzedania i za ile. Są też wyjątkowo złośliwi - jak
        się pokłócisz z Panią Zofią (i nie chodzi o awanturę, tylko zwykłe
        wykazanie, że nie ma racji, bo przepisy stanowią inaczej), to nie
        tylko nie załatwisz u niej sprawy (choćby chodziło o wydanie dowodu
        osobistego), ale i wszystkich pozostałych spraw, u innych
        urzędników,przez resztę swojego życia (bo zazwyczaj ci urzędnicy
        pracują tam pokoleniami)+zaczniesz odstawać różne
        zaskakujące "decyzje" typu konieczność sprawdzenia stanu urządzeń
        melioracyjnych w twojej działce (i tylko u ciebie, sąsiad już nie
        musi).Są też takie niuanse, jak to, że urzędnicy lokalni są wyraźnie
        bardziej osobiście zależni od lolalnych działaczy np.jakiś pan
        kandydujący do Sejmu wbił we wszystkie drzewa w okolicy gwoździami
        swoje ogłoszenia, a urzędnik, do którego w tej sprawie się
        zwracóciłam powiedział mi wprost, że on chce na chleb jeszcze
        zarobić....

        7. Nie wszystkie miejscowości pod Wawą są skanalizowane
        i "zgazowane". Prąd leci po drutach na słupach (a nie w ziemi),
        zatem nie tylko zależysz od prądu bardziej niż W-wie, ale spotykasz
        się z bardzo częstymi wyłączeniami awaryjnymi.Od prądu zależne są
        też dostawy wody (zakłady), a zatem jak na danym terenie nie działa
        prąd, to nie masz też wody.

        8. Masz mało sklepów poza ogrodniczymi i budowlanymi

        9. Nie ma szkół,nieprywatnych przedszkoli, ośrodków kultury
        (galerii,kin,teatrów)

        10. Kontakty ze znajomymi ograniczasz do weeckendów. Nie możesz iść
        na piwo na Pola Mokotowskie i wrócić do domu taksówką czy nocną
        komunikacją.

        11. Jak siada ci samochód, pozostaje rower...

        Pozytywy:
        1. Nie płacisz czynszu,funduszu remontowego, możesz być niezależny
        od spółdzielni mieszkaniowej, która do tej pory cię okradała.Czyli
        biorąc pod uwagę podane w poprzednim punkcie koszty paliwa,
        wychodzisz na czysto.

        2. Masz więcej przestrzeni,nie musisz zasłaniać okien,bo sąsiadka z
        przeciwka patrzy co robisz. Możesz ładnie, dowolnie urządzić dom i
        ogródek.Ludzie są dalej i nie musisz wchodzić z nimi w żadne
        relacje, do których zmuszały cię różne sytuacje związane z życiem w
        bloku czy na spółdzielczym osiedlu domków w W-we

        3. Po przyjeździe do domu masz zawsze wakacyjną atmosferę:
        zieleń,cisza,świeże powietrze. Nawet jak wracasz późno i nie chce ci
        się wyłazić na spacer - otwierasz okno i delektujesz się zachodem
        słońca, a rano nie budzą cię maszyny budowlane z placu budowy
        wieżowca obok, ale śpiew ptaków.

        4. Możesz dowolnie długo i głośno słuchać muzyki w swoim domu, czy
        tupać po podłodze, nikomu to nie przeszkadza, ani nikt Tobie nie
        przeszkadza. W grę wchodzą jedynie hałasy typu kosiarka do trawy.
        4a) zachowanie sąsiadów też ci nie przeszkadza np. panKazio nie
        nasika mi już więcej na wycieraczkę, a pan Zenek nie wrzuci mi peta
        na balkon, a Państwo Y nie zakłócą niedzielnej ciszy wzajemnymi
        wyzwiskami.

        5. Jak inni lecą na majówkę na mazury do jakiś rozwalających się
        domków z dykty, które wynajmują za 100 zł. dziennie w dwie osoby, to
        Ty, w swoim domowym luksusie, grillujesz i opalasz ciało, czy co tam
        lubisz robić, bez wysiłku i stania w wielogodzinnych korkach, a
        kaskę odkładasz na naprawdę atrakcyjny wyjazd wakacyjny.

        6. Możesz się uniezależnić od mediów, dodatkowo oszczędzajac
        (oczyszczalnia przydomowa, studnia z wodą, baterie słoneczne)

        7. Niektóre lokalne społeczności są dobrze zorganizowane, działają
        wspólnie w różnych sprawach (w spółdzielniach jest mniejsze poczucie
        bycia "na swoim" i dalej - potrzeby dbania o interesy swoje i innych
        przy okazji) np. naprawa drogi, chodniki, oświetlenie, ale też
        wspólne wycieczki rowerowe, ogniska, działalność społeczna,
        warsztaty artystyczne.

        8. Nie boisz się wypuścić dziecka na dwór (u mnie we wsi 2 samochody
        dziennie może przejadą i muszą najpierw pokonać slalomem trasę
        między krowami,psami,kotami i kaczkami, które uznały,że najfajniej
        stoi się na jezdni), ew. masz gdzie - masz przecież ogródek.
        8a) pies oszaleje z radości mogąc latać bez smyczy, tarzać się w
        wysokiej trawie na pobliskich łąkach i spać na tarasie+ widzieć
        wszystko wokół przez różne okna w domu, a Ty nie musisz biegać z
        torebką na kupy i płaszczyć się przed strażnikami miejskimi

        9. Możesz wreszcie mieć własną jabłoń, piec do ceramiki czy co tam
        chcesz, a na grzyby wychodzisz "w kapciach" do pobliskiego
        zagajnika, żeby zaskoczyć żonę w sobotni poranek pyszną jajecznicą
        na grzybach.

        10. Masz bliżej do hipermarketów na obrzeżach Warszawy

        11. Jak ktoś w pobliżu ma krowę, kury i pole truskawek, to masz
        super dostawcę tych produktów.

        Ufff. jest pewnie tego więcej. Odpowiedź na pytanie "czy żałuję
        przeprowadzki pod miasto" jest rozważeniem tych "za" i "przeciw".
        Nie chodzi jednak o ilość "za" w stosunku do "przeciw", ale o to,
        czy np. stać mnie będzie na mieszkanie na wsi (czy koszty utrzymania
        nie przerosną moich możliwości) lub czy moją podstawową potrzebą
        jest świeże, wiejskie powietrze i zwiększenie przestrzeni
        interpersonalnej i zatem jestem w stanie znieść codzienne, długie
        dojazdy do pracy. Jeżeli ktoś najbardziej na świecie nie znosi
        długich dojazdów do pracy, to wszystkie "za" padają na pysk.
        • konradbryw Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? 07.05.08, 14:27
          malini napisała:

          > Czego żałuję
          >

          > 4. Wszystkie produkty rolne, które uda ci się spotkać 20-30 km.pod
          > Wawą, o dziwo, droższe niż w Wawie np. na bazarkach (np. sałata w
          > wawie ok.2,50 zł, pod Wawą 4 zł)
          > w dodatku na wsi nie masz prawie sklepów z warzywami/owocami, musisz
          > sobie chodzić po poszczególnych rolnikach,ale nie zawsze mają coś na
          > sprzedaż lub kupować u tych, co stoją na trasie (najczęściej tylko
          > ziemniaki i jajka ew. sezonowe owoce).

          Do tego trzeba brać pod uwagę, że także mniej popularne produkty (np. importowana spożywka w rodzaju pesto albo lepsze makarony) moga nie być dostępne w najbliższych sklepach. Do woli za to będzie piwa (oczywiście też tylko popularne gatunki sików, a nie coś bardziej wyszukanego).


          > 7. Nie wszystkie miejscowości pod Wawą są skanalizowane
          > i "zgazowane". Prąd leci po drutach na słupach (a nie w ziemi),
          > zatem nie tylko zależysz od prądu bardziej niż W-wie, ale spotykasz
          > się z bardzo częstymi wyłączeniami awaryjnymi.

          + atrakcje typu spalony lub szybciej zużywający się sprzęt AGD/RTV/komputerowy. W życiu mi się tyle rzeczy nie popsuło (telewizor, wieża, lodówka), jak wtedy, kiedy mieszkałem w Sulejówku. Do tego w czasie burzy coś p...ło nim zdążyłem poodłączać sprzęt, w związku z czym padło mi pół komputera (zasilacz, płyta główna, elektronika w twardym dysku - to ostatnie na szczęście w ramach gwarancji wymieniło Fujitsu, a dane nie przepadły).

          > Od prądu zależne są też dostawy wody (zakłady)

          Jak nie ma wodociągu, to także nie masz wody, bo pompy są elektryczne. Chyba że ma się jeszcze kręconą studnię z wiadrem. ;)

          > 9. Nie ma szkół,nieprywatnych przedszkoli, ośrodków kultury
          > (galerii,kin,teatrów)

          Przedszkola gminne w miasteczkach są.

          > Pozytywy:
          > 1. Nie płacisz czynszu,funduszu remontowego, możesz być niezależny
          > od spółdzielni mieszkaniowej, która do tej pory cię okradała.Czyli
          > biorąc pod uwagę podane w poprzednim punkcie koszty paliwa,
          > wychodzisz na czysto.

          Utrzymanie domu też kosztuje.

          > 4a) zachowanie sąsiadów też ci nie przeszkadza np. panKazio nie
          > nasika mi już więcej na wycieraczkę, a pan Zenek nie wrzuci mi peta
          > na balkon, a Państwo Y nie zakłócą niedzielnej ciszy wzajemnymi
          > wyzwiskami.

          Zależy, jak daleko mieszkasz od ludzi. Jak koło Twojej posesji np. przebiega droga w do stacji kolejowej, możesz liczyć na systematycznie wrzucanie petów, paczek po papierosach, puszek po piwie...
        • Gość: Alejowitz Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.chello.pl 07.05.08, 15:09





          Przepraszam za swoje trzy grosze, ale będąc człekiem po 40-ce, od zawsze
          mieszkającym na Śródmieściu zauważam jedno. Coraz bardziej miasto nasze się
          zmienia i zanikają sąsiedzkie przyjaźnie czy więzi. Na 4 lokale na piętrze w
          trzech mieszkają młodzi ludzie spoza Warszawy. A w jednym 70 letnia
          Warszawianka. To jest Śródmieście i podobno będzie gorzej. Czytam tutaj jak
          bardzo miasto jest "cacy". Ale ja widzę diabelną różnicę między Śródmieściem czy
          Ochotą, Wolą a takim Ursynowem, Tarchominem i czymś tam dalszym. To są dwa różne
          "miasta". Warszawa sie dziko rozrasta zapominając o komunikacji. Dla przykładu
          "miasteczko Wilanów" - takie cudo i tak blisko!!!. I co słyszymy? ciężko
          wyjechać z osiedla, długo jadę samochodem bo są korki. Okno wychodzi na okno
          sąsiadki (jeżeli jest atrakcyjna to małe piwo).
          A mnie ciągnie poza miasto. I wiem, ze jechać trzeba 60 minut. Ale z Tarchomina
          na Mokotów trzeba jechać 97 min w korku. Że firma jest bliżej? - Jutro ta sama
          firma może ciebie wywalić lub przenieść sie na drugą stronę Wisły - bo tak jest
          ekonomicznie uzasadnione przez Księgową. Teraz wracasz do domu i krążysz
          samochodem wokół swojego podwórka w Centrum po raz n-ty i klniesz wszystkich
          "przyjezdnych" jako sprawców tego nieszczęścia.

          A teraz problemy życia na prowincji (przepraszam za zwrot ale tak jest
          poprawnie). Jaka jest różnica w wypowiedzi nas Polaków tu mieszkających od tych
          z USA, Kanady, Danii czy Anglii. Oni mają dalej do pracy, oni są szczęśliwi,
          nigdy nie zamieszkaliby w mieście (bo to koszty i same straty). A u nas jak
          zawsze: "nie da sie żyć!!".
          A CO STOI NA PRZESZKODZIE ABY W TEJ NOWEJ OKOLICY STARAć SIę ZAAKLIMATYZOWAć,
          ZEBRAć W GRUPę I ZMIENIć CO SIE TYLKO DA - ABY BYłO LEPIEJ? Nie ma na to czasu -
          tak? Więc znaczy to, że nie potraficie zadbać o swoje szczęście tylko potraficie
          zadbać o szczęście swego pracodawcy. Aby się nie spóźnić, może wypić piwko po
          pracy, czy też aby dzieciaki miały opiekę jak zachorują? Chodzi o Was nie dzieci
          (to jest dla was ważne aby choroba dziecka nie przeszkadzała w karierze). I
          piszę to z pełną odpowiedzialnością. Albowiem sens krytycznych wypowiedzi jest
          właściwie jeden - dom poza miastem uniemożliwia mi czerpanie z atrakcji miasta.
          Nie widzimy okolicy, nie słyszymy ptaków, nie pijemy porannej kawy ubrani w
          gacie na swoim ogródku w weekend. Ech narodzie kochany zmień się - nie gderaj,
          nie zazdrość innym. Budujesz wszak dom nie tylko dla siebie. Dzieci za kilka lat
          będą może studiowały w Kopenhadze i Paryżu. A może też napiszą kiedyś w podobnym
          forum "kocham moich rodzicó, ze kilkanaście lat temu wyrwali sie z metropolii.

          Temat mieszkania poza miastem jest więc jak rzeka. Ale warto spełniać swoje
          marzenia....


          czego i Państwu życzę
          • Gość: Patmic Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.eranet.pl 07.05.08, 18:57
            Absolutnie nie żałuję!!! Mieszkam na wsi od 4 lat i teraz już za nic nie
            przeprowadzę się od miasta. Na wsi życie jest zupełnie inne i moim zdaniem
            lepsze. Moje argumenty na to będą na pewno banalne ale wychodzę z założenia że w
            banale jest najwięcej prawdy. Wyjdzie tu też mój niepoprawny optymizm... Na wsi
            człowiek naprawdę czuje że jest częścią tego świata... Można poobcować z
            przyrodą (tak naprawdę i na co dzień). Tutaj dostrzega się że świat jest
            naprawdę piękny!!! Szczególnie teraz - wiosną. Ludzie moim zdaniem są o wiele
            życzliwsi i więzy międzyludzkie, sąsiedzkie są mocne. Nie trzeba się prosić o
            pomoc... Ja mam to szczęście że u mnie autobusy do miasta odchodzą praktycznie
            co 15 min. a więc połączenie drogowe jest super. Poza tym dzisiaj chyba jest
            raczej moda na mieszkanie na wsi. Wszyscy praktycznie uciekają z miasta. Dla
            mnie po prostu argument jest jeden: na wsi życie jest piękniejsze!!!
      • Gość: mala_lela Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.08, 08:27
        :-) Też się przeprowadziłam z miasta na wieś. Cóż po przeprowadzce przeżyłam SZOK. Wieś ucywilizowana, ale dla mieszczucha to przepaść.
        Minusy
        1. W zimie śmierdzi, cała wieś jest zakopcona od palenia w domach.
        2. Urząd gminy, poczta, ośrodek zdrowia pracują do 15-16 (nawet kiosk ruchu jest zamykany o 15!).
        3. Panie w urzędach sa niemile i wiecznie nie potrafią nic załatwić. Przepuszczają znajomych w kolejkach.
        4. Listonosz nie znalazł jeszcze dzwonka i skrzynki na listy przy furtce i awizo zostawia sąsiadom.
        5. Sąsiedzi o wszystko się pytają, czepiają.
        6. Menelstwo straszne, nie da się wejść do sklepu!
        7. Wiecznie trzeba sprzątać, w mieszkaniu jakoś mniej się brudziło ;-)
        8. TIRY, ciągle jeżdzą.
        9. Ogrzewanie wody na prąd lub z CO, brak gazu- butla wrr
        10. Częste zaniki prądu.
        11. Wieczne remonty w domu, cały czas coś trzeba zrobić.
        12. Wracanie busem po piwko grozi dziwnym spojrzeniem całej wioski.
        13. Pety, śmiecie wyrzucane na podwórko bo czekający na przystanku nie mają gdzie tego schować czy wyrzucić!
        14. Dużo droższe towary w sklepie i brak wielu produktów, chociaż czasem są produkty, których nie ma w sklepach w mieście. Różnica w cenie wynosi nawet 100% :-)


        Plusy
        1. Tani, dobry fryzjer.
        2. Psa nie musze wyprowadzać o 5 rano, otwieram drzwi i już go nie ma :-)
        3. Sasiad pilnuje twojego podworka.
        4. Komunikacja super, 3 miejskie autobusy i busy, które lecą co 15-20 minut, zatrzymują się gdzie machniesz :-), przystanek mam koło domu. Podróż trwa 15 minut.
        5. Blisko sklep, w którym jest świeże pieczywo.
        6. W kilku sklepach jestem już panią Agnieszką :-)
      • Gość: aneczka Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.08, 10:37
        Ja większość życi spędziłam w mieście, ale4 wychodząc za mąż
        musiałam się zdecydować między miastęm a wsią .Na początku Było
        trudno Sklepów mało, wszędzie daleko do pracyt dojeżdżaj itd. Ale
        teraz nie zamieniłabym się na mieszkanie w Mieście.
        • Gość: Weronika Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: 213.17.183.* 08.05.08, 13:59
          A ja po 2 latach mieszkania na wsi a w każdym razie poza miastem -
          30 km od W-wy wracam do cywilizacji
          Uważam, że trzeba czegoś spróbować i wtedy wiadomo co nam odpowiada
          a co nie
          Plusy tam gdzie mieszkam - cisza, spokój, nikt nie wierci, własny
          ogród, koszty utrzymania domu porównywalne do mieszkania lub niedużo
          więcej, targ z warzywami latem, miejsce do spacerów, można kupić na
          zeszyt choć wybór w sklepiku wiejskim mały, świeże powietrze ...

          Minusy - brak kanalizacji, wysokie koszty ogrzewania domu zimą,
          wyższe ceny w małych sklepikach niż w markecie, sąsiedzi to klika
          rodzin, daleko do komunikacji, mało przedszkoli, że o żłobku nie
          wspomnę (mam malutkie dziecko), zimą rzadko odśnieżają, daleko od
          cywilizacji i kultury, 1 kawiarnia i restauracja na krzyż ....

          te minusy plus brak żłobka i przedszkola na przyszłość powodują że
          wracam

          będzie nam łatwiej z dzieckiem
          a w każdym razie mi na pewno bo mąż ma pracę wyjazdową


          • Gość: skara Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.121.50.178.dyn.user.ono.com 08.05.08, 14:26
            Rok temu przeprowadziłam się z 300 tysięcznego miasta gdzie
            wynajmowałam mieszkanie w bloku do miasteczka - sypialni, oddalonego
            o 8 km. Jest nieporównywalnie ze względu przede wszystkim na to, że
            mieszkam teraz w domu, ponad dwukrotnie większym niż mieszkanie i
            mam kawałek własnego ogródka. W pobliżu są 2 podstawówki (nie mamy
            jeszcze dzieci, ale z czasem pewnie się pojawią), liceum (ale dość
            słabe) oddalone jest o 5 km, mam kilka banków, 2 supermarkety, bary,
            zakłady fryzjerskie, itp. Czyli najważniejsze mam w zasięgu ręki.
            Wyjazd do miasta (8 km!) jest niemalże odyseją. Autobus jeździ co
            pół godziny i wlecze się 40 minut (hehe, zachód Europy). Więc jeżdżę
            samochodem. Niby ok, ale nigdy nie ma miejsca do parkowania - więc
            albo zostawiam przed jakimś centrum handlowym i drałuję 30 minut do
            centrum, albo na płatnym parkingu. Nie żałuję wyprowadzki, w końcu
            mam DOM, ale swoje minusy sytuacja ma. Z czasem chciłabym kupić
            działkę na totalnym zadupiu, bez sąsiadów żeby spędzac tam kilka
            dni / tygodni / miesięcy w roku.

            A co do przypadku Grodziska to mam tam działkę. Administracyjnie to
            już Grodzisk, choć leży tuż za rzeczką. Na stację chodzi się więc do
            Milanówka, jakieś 10 - 15 minut dobrym marszem, bo samochodu nie ma
            gdzie zaparkować a rower mogą ukraść. Latem ok, ale zimą to mniejsza
            przyjemność. Pociągi są często brudne, wolne, niedogrzane bądź
            przegrzane i jadą długo. Jeśli w dodatku ktoś pracuje dalej od
            węzłów kolejowych przez które jedzie pociąg to trzeba doliczyć
            kolejne dojazdy. Kosztowne to i męczące. Więc jeśli ktoś chce się
            przeprowadzić do Grodziska to ja postawiłabym na lokalne szkoły /
            przedszkola itp. i starała się znaleźć pracę na miejscu (zdaję sobie
            sprawę, że nie zawsze jest taka możliwość).
            Ale wariant praca - życie w Warszawie a nocleg w Grodzisku wydaje mi
            się męczarnią na dłuższą metę.
        • Gość: kasia Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.05.08, 21:45
          Ja też większość życia spędziłam w mieście (Warszawa). Mieszkałam jednak od
          urodzenia na Bródnie czyli na obrzeżach Warszawy więc wszędzie i tak miałam
          daleko. Do pracy na Mokotów komunikacją miejską jeździłam 1 h w jedną stronę i z
          2-3 przesiadkami. Gdy kupiłam samochód zajmowało mi to 40-50 minut.
          Od ponad 2 lat mieszkam we własnym domu ok. 25 km od Warszawy (okolice
          Błonia)... i jestem bardzo zadowolona.
          Fakt - nie muszę być w pracy zawsze na 9.00 i zazwyczaj dojazd (pracuję w
          centrum) zabiera mi od 45 do 70 minut, więc w porównaniu do poprzednich podróży
          niewiele dłużej (moja koleżanka z Ursynowa do pracy dociera w 30-40 minut).
          Warto jednak zaznaczyć, że do granic Warszawy dojeżdżam ZAWSZE w 20-25 minut,
          cała reszta to stanie w korkach w Warszawie!!! Ale zdaję sobie sprawę, że dojazd
          do granic Warszawy np. z okolic Nadarzyna jest bardziej kłopotliwy.

          Jeżdżę samochodem, bo lubię :-). Ale dwa samochody w rodzinie to podstawa! Gdy
          jeden jest w warsztacie zaczyna być problem, to prawda. Z mojego miasteczka do
          Warszawy można dostać się autobusem podmiejskim lub prywatnym busem, ale jest to
          jednak kłopotliwe i czasochłonne - trzeba dojść 1,5 km do przystanku i jechać
          ok. 40 minut do granic Warszawy.

          Syn chodzi do gimnazjum w miasteczku i jesteśmy zadowoleni. Nie zgodzę się, że
          dzieci w mieście stanowią lepsze środowisko! Jestem absolutnie przekonana, że tu
          gdzie teraz mieszkam jest bardziej bezpieczny i mniej narażony na "atrakcje"
          typu narkotyki a brak anonimowości stanowi dodatkowy "hamulec bezpieczeństwa" i
          powstrzymuje przed głupimi wybrykami :-). Ma dodatkowe zajęcia w szkole i nie
          narzekamy. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że gdy pójdzie do szkoły średniej
          to trzeba go będzie wozić i będzie to pewien kłopot.

          Dostrzegam minusy mieszkania poza miastem, ale dla mnie ma to zdecydowanie
          więcej plusów i nie wróciłabym do miasta za żadne skarby!
      • Gość: kajaba Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.05.08, 23:14
        Absolutnie nie żałujemy, mieszkamy 30 km od centrum W-wy. Grunt to
        ogranizacja, ja zawożę dziecko do szkoły a mąż odbiera (szkołę mamy
        koło firmy), oczywiście zostaliśmy kierowcami dziecka, ale z pełną
        świadomością. Za to nie musimy się martwić, że jakiś ograniczony
        umysłowo sąsiad będzie nam stukał w ścianę, że dziecko biega po
        domu, nie mamy problemu z parkowaniem samochodów, kwitnie życie
        towarzyskie z sąsiadami. Nigdy więcej bloków !!!
      • Gość: Kajka Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.eranet.pl 08.05.08, 23:54
        Niewiele tutaj naprawdę fajnych wypowiedzi.... Szkoda.
        Większość to albo mocno zdziwieni i wkurzeni miastowicze, że
        podmiejski domek to jednak nie raj na ziemi i jakieś wady są, albo
        miejscy prześmiewcy, uważający się za jedynie słusznych i
        cywilizowanych, albo entuzjaści prowincji co to dojeżdżają do pracy
        w mieście 25 minut (jak bum cyk cyk) - może dlatego, że pracują od
        10.00, albo praca też jest na obrzeżach, albo koniecznie chcą, aby
        ktoś uwierzył w tę bajkę.
        Na szczęście są też rozsądne wypowiedzi osób, które pisza o
        dokonaniu wyboru, o czymś za coś.

        Ja też wybrałam. Żoliborzanka z urodzenia, blokowy mieszczuch,
        wybrałam ponad 3 lata temu dom 30km od centrum Warszawy. Nie wrócę
        do miasta za żadne skarby. Mało tego, nie chciałabym nawet DOMU w
        mieście.
        Ale tak: jestem miłośnikiem przyrody, uwielbiam grzebać w ziemi,
        prace ogródkowe - nawet te ciężkie jak machanie łopatą - to dla mnie
        przyjemność i relaks. Czerpię autentyczną przyjemność ze słuchania
        śpiewu ptaków i delektowania się zieloną trawą. Jedzenie na świeżym
        powietrzu zupełnie inaczej smakuje. Zimą godzinami potrafię patrzeć
        za okno na zaśnieżoną okolicę. Mój miejski pies jest przeszczęśliwy,
        bo spacery po lesie ma co 2 dzień, a nie dwa razy w miesiącu po
        uciążliwej (dla niego, bo nie znosi) jeździe autem. A że uwielbiam
        też mojego psa, więc ma to dla mnie znaczenie.

        Póki co za płotem nie mam sąsiadów, choć to pewnie kwestia czasu.
        Niemniej z innymi w pobliżu mam zdecydowanie lepsze relacje niż
        kiedykolwiek z sąsiadami zza ściany. Lepiej się organizujemy we
        wszystkim, choćby w tym, że gmina postawiła latarnie, za które nic a
        nic nie płacimy i dojazdy do posesji są oświetlone. Ponadto pewna
        mała firemka zorganizowała się i dla kilkudziesięciu domów
        podłączyła bieżącą wodę z własnej pompy i oczyszczalnię ścieków.
        Dzieki temu mamy kanalizację i wodę "miejską ze studni", za którą i
        tak płacę dużo mniej niż kiedykolwiek w Warszawie. Oprócz tego
        oczywiście każdy ma własną studnię do podlewania ogródka...
        Niezaprzeczalnym plusem jest to, że mamy dociągniety gaz, więc jest
        tanio. Z sąsiadami spotykamy się wieczorami przy grillu lub przy
        kominku. Nawzajem zwracamy uwagę na swoje domy i otoczenie (np. gdy
        mój pies uciekł nam z podwórka, nikt nie zadzwonił po hycla, tylko
        go przechował do naszego powrotu z pracy).
        Się rozpisałam, przepraszam.
        A teraz to: dojazd do pracy w W-wie: rano godzina najmarniej, nie ma
        co oszukiwać. Czasem i półtorej. Żadnej komunikacji prócz pks-u nie
        ma. To mnie zmobilizowało i latem przesiadam się na motocykl - w
        pracy jestem po pół godzinie najdalej. Powroty - o dziwo dużo
        krócej, bo z reguły max 40 minut samochodem. Mam nienormowany czas
        pracy, ale zwykle oznacza to, że pracuję od rana do późnego
        popołudnia, niemniej jak już bardzo mi się nie chce, to po prostu
        zostaję w domu lub wychodzę z pracy o 13.00
        I jak DLA MNIE to koniec wad. Jakiśtam sklepik wiejski jest, więc
        najwazniejsze rzeczy mam 10 minut spacerkiem. A większe zakupy i tak
        robię wracając z pracy, w mieście. CIESZĘ się, że nie ma tu
        rozbudowanej infrastruktury i hipermarketów - od tego właśnie
        uciekłam!
        Znajomi - są u nas częściej niż kiedykolwiek przedtem w naszym
        mieszkaniu na Bielanach.
        Cała reszta - nie oszukujmy się, to kwestia zasobności portfela i
        myślę, że część frustracji bierze się stąd własnie. Ja nie jestem
        imprezowiczem, powiedzmy, że "wyjścia" miałam raz na miesiąc, dwa. I
        w tej kwestii nic dalej się nie zmieniło, ponieważ powrót taxi do
        domu nie stanowi dla mnie jakiegoś problemu.
        I smiesznie wyszło, bo akurat w mojej wsi otworzono prywatne
        przedszkole, 10 minut spacerkiem. Gimnazjum jest w pobliżu i gimbus
        rozwozi i przywozi. Co dalej? Pomyslimy. I choć dzieci są WAŻNE
        niezmierne, to jednak to też moje życie i moje marzenia. Chcę, żeby
        cała moja rodzina była szczęśliwa, łącznie ze mną i myślę, że jest.
        A jak przestanie być - pomyślimy. Na razie dzieciaki moje i sąsiadów
        są szczęśliwe. Trzymają sie razem i do nocy łażą po drzewach.

        Trzeba chcieć i kochac to, co się ma. Jak mogę narzekac, że nie mam
        obok apteki, solarium i nocnego, skoro wcale nie chcę mieć! Jak mogę
        narzekac, ze nie mam komunikacji miejskiej, skoro jej nie chcę, bo
        za tym idzie to, że nie mam tłumów za płotem. A jak raz zimą nie
        wyjechałam ze swojej ulicy (bo nikt nie odśnieża :)), to zamieniłam
        auto na terenowe i moje problemy się skończyły. Wszystko to kwestia
        podejścia.
        Warszawa to moje ukochane miasto, ale cieszę się, że mieszkam POD, a
        nie W. I niech tak zostanie.
        Jeżeli kogoś zanudziłam, niech wybaczy. Ale chciałam podzielić się
        tym, co naprawdę myślę.
        • dwapsyikot Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? 09.05.08, 13:01
          od 8 lat mieszkam na wsi w okolicach łodzi, więc wiem co mówie :)
          zalety: świeże powietrze, spacer po lesiemoże być decyzją
          spontaniczną, ponieważ mieszkam w pobliżu małego miasteczka sprawy
          urzędowe, bank zakupy nie są utrapieniem, a miłojest mieć
          świadomość, że wszyscy Cię znają w banku np. lub w lokalnym sklepie.
          mniejsze koszty utrzymania mimo wszystko, w końcu mieszkanie 250 m w
          łodzi na pewno kosztuje więcej niż dom na wsi.
          a do tego jeszcze duża działka, i las dookoła.
          dużo lepsze samopoczucie całej rodziny, również psa.
          kiedy wychodze przed dom w nocy mam nad sobą kawałek własnego nieba
          na który czasem widać całą drogę mleczną.
          w moim przypadku skrócony dojazd do pracy, szybciej jest objechać
          miasto niż pokonać je w poprzek ( nie zawsze jest to możliwe)
          banalny kominek i czapa śniegu za oknem , śpiew ptaków za oknem
          czasem tak głośny , że nie da się rozmawić.

          wady: dostęp do opieki medycznej typu pogotowie jest utrudniony, bo
          ta podstawowa jest w naszym przypadku lepiej zorganoizowana niż w
          \\Łodzi
          brak możliwosci podłączenia internetu z kabla, jestem skazana na
          siec komórkową, podobno rzecz do rozwiązania.
          w tej chwili nie przypominam sobie więcej wad, pojawili się nowi
          osiedleńcy, na szcęście mamy duuuużą działkę więc nie jestem skazana
          na bliskie sąsiedztwo
          wnioski :w moim przypadku absolutnie NIE, NIE ŻAŁUJĘ
        • Gość: kajaba Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: 78.133.159.* 09.05.08, 13:57
          Dodam jeszcze, ze dojazd do pracy (Mokotow) zajmuje nam 35-40 minut,
          ale to dlatego, ze jedziemy skrotami przez "dziwne " drogi dlatego
          tez w tym celu mamy dwa samochody terenowe, zeby w razie zimy moc
          wyjechac ze sniegu i nie musiec jezdzic tylko glownymi drogami
          jezeli sa korki. Nie mamy problemu z lekarzem (prywatna opieka
          medyczna oplacana przez firme dojezdza bez problemu), kino mamy 10
          minut samochodem (CH Janki). Koszty utrzymania domu sa porownywalne
          z kosztami jakie mielismy przy utrzymaniu 90 m2 mieszkania w bloku.
          Oczywiscie mamy wieksze koszty benzyny, ale bralismy takowe pod
          uwage wczesniej. Oczywiscie zima wokol domu musimy sami odsniezac,
          ale zaopatrzylismy sie w odsniezarke spalinowa i jezeli gmina nie
          odsniezy drogi to mamy sie czym ratowac. Nasze 2 koty moga sobie
          swobodnie biegac na zewnatrz (w bloku to oczywiscie niemozliwe),
          koszenie trawy w ogrodzie2 razy w tygodniu nie stanowi az takiego
          wielkiego problemu.Generalnie osobiscie uwazam, ze wiecej przemawia
          za niz przeciw posiadaniu domu, ale kazdy powienien samodzielnie
          wykonac rachunek zyskow i strat przy podejmowaniu decyzji o
          wyprowadzce z miasta :)
          • Gość: ol Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 09.05.08, 14:52
            kajaba- w jakich dokładnie okolicach mieszkasz? interesuje mnie
            dojazd na mokotów z okolic grodziska w godzinach porannych, tzn do
            pracy na 9.
            • Gość: kajaba Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.05.08, 11:08
              Przed Tarczynem (trasa na Kraków i Radom), jadę krakowską do
              Magdalenki, w Magdalence w prawo na Piaseczno, potem za taką nową
              chatą weselną w lewo (tam gdzie Eveline),do końca potem w lewo,
              potem na rozstaju dróg w prawo (wioski Łady i Podolszyn), na
              skrzyżowaniu w Dawidach (tam gdzie stoi sygnalizacja świetlna)
              prosto na pole, po przejechaniu torów koleowych albo drogą asfaltową
              wtedy wyjedziesz na Poleczki 9za Statoilem) albo wzdłuż torów i
              wyjedziesz na Kłobuckiej.
              • Gość: OL Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 12.05.08, 09:13
                A w jakich godzinach jeździsz?
                • Gość: kajaba Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: 78.133.159.* 12.05.08, 13:27
                  Z domy wyjeżdżam 7:20 - 7:25, dzisiaj wyjechałam o 7:25 a w szkole
                  (ulica Bokserskiej) byłam o 08:05. Korek jest w lasku przed
                  Dawidami, ale posuwa się sprawnie, czasami przejazd jest zamknięty
                  to się czeka, ale generalnie 35-45 minut to realny czas.
                  • Gość: ol Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 12.05.08, 14:29
                    wielkie dzięki za odpowiedź, zastanawiam się czy jadąc do pracy na 9
                    jest tak samo, bo obawiam się, że im później tym gorzej.
                    • Gość: kajaba Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: 78.133.159.* 12.05.08, 14:43
                      Ja wiozę dziecko do szkoły na 8:30, potem ze szkoły jeszcze muszę
                      przejechać w okolice CH Panorama (Witosa) i na 8:30 jestem w pracy
                      (jadąć Dolinką Służewiecką, gdzie zawsze stoi korek, ale się
                      porusza :) Sąsiadka jeżdzi na 9:00 (tez okolice Bokserskiej) i
                      jedzie później, z reguły wtedy korek w lasku przed Dawidami jest
                      mniejszy (przynajmniej ona tak twierdzi).
                      • Gość: ol Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 13.05.08, 08:32
                        trochę mnie tym pocieszyłaś:)
          • Gość: Rancher Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.subscribers.sferia.net 09.05.08, 14:53
            Do mnie kiedyś jeden gostek zawistował: - co ty, na wsi mieszkasz?

            to był ten z tych mieszczuchów, którzy - jak nie pokażą się
            codziennie w kilku kawiarniach i nie oblukają, co robią inni - to
            chodzą chorzy i są bliscy depresji... :)
      • kotnaplotek tak zaczynali nasi rodzice. 16.06.08, 18:36
        na własnym poza miastem. Teraz mieszkamy w ich domu w miescie.
        Powodzenia i do przodu.
        www.rp.pl/artykul/148850.html
        • Gość: gucio Re: tak zaczynali nasi rodzice. IP: *.gprs.plus.pl 28.06.08, 21:33
          Zastanawiam się właśnie czy popełniliśmy błąd przeprowadzając się na
          wieś, 20 km od miasta.Oboje z mężem pochodzimy z miasta, mamy dzieci
          w wieku 4 i 1 lat. Kupując dom w sumie na uboczu wsi zrealizowaliśmy
          SWOJE marzenia. A co z dziećmi? ICH marzeniami? W miejskim
          przedszkolu nasze dziecko ma swoich ukochanych kolegów-dlatego tam
          chodzi. Czasem chodzimy potem na plac zabaw, gdzie też czasem
          spotyka tę swoją paczkę i nie chce się z nimi rozstać. Tak się
          zastanawiam co będzie później, kiedy dzieci pójdą do szkoły /chcemy,
          zeby poszły do szkoły w mieście/ - koledzy z klasy będą sie ze sobą
          umawiać na jakieś popołudniowe spotkania, zabawy, a nasze dziecko
          będzie zabierane właśnie o najciekawszej dla niego porze!Boję się,
          że dzieciaki nie będą miały kolegów - nie z powodu
          bycia "wieśniakami":)/choć jakieś "inteligentne" dziecko też może je
          tak nazwać/, ale z dlatego, że poprostu nie można będzie się z nimi
          spotkać popołudniami-kiedy towarzyskie kontakty dzieci na
          podwórkach, przed blokami kwitną. To paradoks, bo właśnie uciekliśmy
          na wieś od zdziczałej młodzieży, agresywnych dzieci z wzorcami
          swoich miejskich rodziców. Naprawdę jesteśmy w rozterce - spokojne
          podwórko przed własnym domem, huśtawki, ogród, zwierzaki
          i...samotnotna zabawa, czy ekstra zabawa + wszelkie
          niebezpieczeństwa na osiedlowym trzepaku i...duża ilość kolegów,
          akceptacja w grupie /swój, nie spoza naszego terenu/ciągły kontakt z
          grupą, możliwość uczestniczenia w późniejszych spotkaniach. Jak to u
          was wygląda w praktyce? To dla nas tak duży problem, to, ze nie
          przemyśleliśmy sytuacji dzieci, że rozważamy powrót do mista. Tylko
          nie piszcie o wyższości wiejskich szkół nad miejskimi - nie
          słyszałam, zeby np. mieszczuch, który zachwyca się szkołą na wsi sam
          specjalnie posyłał tam swoje dziecko. Nie wiem, czy dobrze
          naświetliłam nasz problem, ale liczę na to, ze ktoś podzieli się ze
          mną swoimi doświadczeniami w tej mierze.Acha - w sąsiedztwie nie ma
          małych dzieci-potencjalnych towarzyszy zabaw. A jedna z mam
          przedszkolnych zapytała mnie z przekąsem - słyszałam od pani dziecka
          coś o świnkach, czy państwo mają świnie??? /nie mamy świń, tylko
          rozmawiamy z dzieckiem o zwierzętach:)/Mamy kury:):):) Boję się też,
          że dzieci wyrosną nam na jakieś zachukańce, odludków, nie
          otrzaskując się ciągle z innymi dzieciakami z miasta. Naprawdę nie
          wiem co robić.
          • Gość: Martika Re: tak zaczynali nasi rodzice. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.08, 17:58
            Myślę, że to są twoje uprzedzenia i obawy, a nie dzieci. Są zbyt
            małe i dla nich to będzie normalne, że mieszkają na wsi. Może lepiej
            posyłać je jednak gdzieś bliżej do szkół? Ja wiem poziom nauczania,
            zajęcia pozalekcyjne itp. ale moja córka chodzi na studia i kiedyś
            się zapytałam skąd ma kolegów i okazało się, że jest jednyna w
            grupie z miasta (teraz się wyprowadziliśmy, więc nie ma nikogo).
            Myślę więc, że z tym poziomem to trochę przesada. Na wsi też
            mieszkają ludzie i jeżeli nawet boisz się tzw wieśniaków (nawiasem
            mówiąc bardzo porządni ludzie) to jest wiele rodzin takich jak wy i
            na pewno mają dzieci w podobnym wieku. Zawiesiliście się trochę tu,
            trochę tam. Ja bardziej obawiałam się przy przeprowadzce o
            nastoletnią córkę. Kontakt ze znajomymi ma przez gg i na uczelni.
            Czasami jakaś impreza ale w przyzwoitej częstotliwości (co nie jest
            takie złe). Teraz jest coś takiego, że młodzi wstydzą się nie tego,
            że są ze wsi, ale że są z bloków. A przyjaciół nie koniecznie trzeba
            mieć ze szkoły. Mogą to być dzieci naszych znajomych lub z
            sąsiedztwa.
          • Gość: jiouy Re: tak zaczynali nasi rodzice. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.08, 18:56
            bez obaw, żadne dzieci nie bawią się teraz na podwórku tak, jak to bywało za
            naszych czasów. My mamy syna starszego 12 lat, i wcale nie ma ochoty na
            wychodzenie na podwórko, gdzie dominuje raczej nieciekawe towarzystwo
            młodzieżowe. Chodzi na język, treningi, i poza tym ma czas tylko na lekcje.
            Uwierz, że wiekszosć tzw. normalsów zapewnia teraz dzieciom czas na zajęcia
            pozalekcyjne, a nie posyła je na żywioł podwórkowy. Może to smutne, ale czasy
            się zmieniły... Takie podwórka już nie wrócą.
            • al9 to se ne vrat??? 07.07.08, 15:42
              wiekszosć tzw. normalsów zapewnia teraz dzieciom czas na zajęcia
              pozalekcyjne, a nie posyła je na żywioł podwórkowy. Może to smutne,
              ale czasy
              się zmieniły... Takie podwórka już nie wrócą
              --------
              no właśnie
              takie podwórka już nie wrócą?
              Czemu? Pozapominaliscie już, jak to było.. Zmieniło się , ale NIE na
              gorsze... Bezpieczniej było kiedys na podwórkach? Izolujemy dzieci
              od rówieśników z innych środowisk. Angielski, treningi, komputer..
              Robimy krzywde własnym dzieciom. Wyrosną biegle mówiące po angielsku
              oderwane od życia sobki...
              Ale to emat na inną dyskusję..
              al
      • inguszetia_2006 Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? 03.07.08, 00:24
        Witam,
        Najbardziej zadowoleni sa właściciele domów za Piasecznem i w
        okolicach Piaseczna pod Warszawą;-)Gdy patrzę na kilometrowy korek
        na Puławskie to tak myślę sobie; na kiego grzyba im to było?
        Ale jak zapytam;jak długo jadą do pracy na Żoliborz, to zawsze
        odpowiedź jest jedna; pół godziny;P
        Pzdr.
        Inguszetia
        • Gość: Ola Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.08, 16:13
          A ja dziś jechałam 0,5h właśnie z tamtej okolicy do centrum (okolice
          Deutsche Bank). Nikt nie powiedział, że trzeba jechać Puławską -
          jest jeszcze Krakowska. No i po kiego grzyba pracować na Żoliborzu
          jak się mieszka pod Piasecznem?
      • Gość: ToJa Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.08, 14:29
        Wszystko zależy od tego skąd się przeprowadzamy i gdzie. Jakie mamy obecnie
        warunki mieszkaniowe a jakie będą po przeprowadzce, ile kosztuje utrzymanie
        mieszkania w centrum a ile będzie nas kosztowało utrzymanie domu. Wszystko
        należy rozważyć, podliczyć plusy i minusy i wtedy podjąć racjonalną decyzję.

        Dziwię się osobą, którzy teraz wypisują, że jest okropnie, bo muszą dojeżdżać po
        30-50 km do pracy, stojąc w korkach i etc. Przecież trzeba było o tym pomyśleć
        wcześniej! Nikt wam nie kazał wyprowadzać się na taką wieś. Równie dobrze można
        przecież zamieszkać na przedmieściach miasta i dojazd samochodem, to wówczas
        kwestia kilku minut, a nawet często i krócej niż stanie przykładowo w korku w
        tramwaju. Trzeba po prostu myśleć.
      • Gość: Ewa Re: Ucieczka z miasta - nie żałujecie? IP: 62.87.130.* 04.08.08, 16:17
        Co prawda nie przeprowadziłam się z miasta na wieś ale z
        podwarszawskiej "wsi" na Ursynów. Mam metro pod nosem, teoretycznie
        wszędzie blisko, a już planuje budowę domu poza miastem. Fakt,
        wychowałam się w stosunkowo dużym domu na stosunkowo dużej działce
        więc może stąd ta trudnośc w przystosowaniu i jak sobie pomyśle, że
        miałabym teraz mieszkać do końca życia w klatce - bo trzeba nazwać
        rzeczy po imieniu to aż mnie ciarki przechodzą. Oczywiście korki są
        i wierzcie mi za każdym razem jak jadę na weekend do rodziców to w
        piatek klne pod nosem...ale mam wybór zostać w Wawa i nie zostaje.
        Bo wystarczy, że tam dojadę, ze poczuje ten zapach, którego nie ma
        szansy uświadczyć w mieście....wystarczy kilka minut i wściekłość
        mija. I nie sądze jak to niektórzy internauci tu piszą, że trzeba
        rezygnować z kina i życia towarzyskiego....przeciwnie. W dużej
        mierze zależy to od tego w jakiej miejscowości kupi się działkę i
        gdzie się w Wawa pracuje. Dodam, że dojazd z pod Warszawy do pracy
        zajmuje mi tylko 15 - 20min. dłużej niż z Ursynowa!!! A co do
        dzieci, że trzeba je do szkoły dowozić - no cóż nikt nie każe
        posyłać dzieci do szkół w Wawa - niestety znam wiele takich ... co
        to ciągnął ze sobą biedne dzieci o 6:30 żeby dojechać do szkoły w
        Warszawie, a szkołe mają pod nosem - tyle, że wiejską - no i chyba w
        ich mniemaniu gorszą. Nic bardziej mylnego!!!

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka