dicloduo
23.01.07, 13:34
Kuszona opowieściami koleżanek i nowymi eksperymentami ze swoją fryzurą jakiś
czas temu, udałam się do najsłynniejszej powiatowej fryzjerki.Po
kilkugodzinnej wizycie wyszłam siwa (wcale nie od pasemek), lżejsza o klika
(dosłownie) włosów i ładną sumkę (matko jedyna, toć to ceny paryskie, a na
pewno warszawskie).Powodem mojego błyskawicznego siwienia była osoba
włascicielki, a może nie tyle osoba, co jej gadulstwo, zaryzykowałbym nawet
stwierdzenie plotkarstwo.W ciągu tych kilku godzin dowiedziałam się
wiadomości z całego Radziejowa, ba nawet z całego powiatu.Razem z dwiema
innymi klientkami wymieniały i to dośc głośno wiadomości.Na tapecie znaleźli
się lekarze, urzędnicy, konkurencja fryzjerska, kwiaciarnie, jakies tam
poszczególne (mi akurat nieznane), dowiedziałam się, gdzie i za ile można
wyprawić wesele, bądź obskoczyć karnawał...Normalnie modliłam się, żeby mój
balejaż skończył się jak najszybciej, czułam się bardzo nieswojo, bo panie
łypały na mnie spod oka, nie wiem, czy żebym dorzyciła swoje trzy grosze, czy
sprawdzały czy słucham o czym rozmawiają...
O, kurde, na serio można osiwieć.Byłam tam pierwszy i ostatni raz.Za słaba
jestem na takie nasiadówki.Czy tam tak zawsze jest?