Dodaj do ulubionych

Srebrny dzwoneczek

17.06.10, 14:04
www.gandalf.com.pl/b/srebrny-dzwoneczek/
to jest chyba odpowiedź na nurtujące nas (chyba) pytanie, gdzie jest McDusia.

Czytał ktoś? Widział? Może się spóźniam z tym postem, ale trafiłam na to dzieło tłumaczki i redaktorki Emilii Kiereś dopiero wczoraj w księgarni, ale że Ida się darła i chciała wracać, to nie bardzo mogłam poczytać. W każdym razie książka jest dla dzieci.

Ilustracje - Małgorzata Musierowicz.
Obserwuj wątek
    • lezbobimbo Szczerze odradzam ten lukrowany pierd :( 30.08.10, 01:01
      Dzieki uprzejmosci zacnych forumek Poli Lawendowej i Szpro dostalam Dzwoneczek
      na chwile w me racice i przeczytalam szybko.
      Podeszlam tomik z niejaka nadzieja, ze moze Emilia po tej polonistyce jest
      profesjonalna, wyrodzila sie, przemówila wlasnym glosem i moze bardziej
      przypomina wuja Baranczaka albo moze wróci nam sama mloda, wesolosci ochocza
      Musierowicz z okresu debiutu!
      Niestety. To nie debiut-bis MM z lat 70ych, to debiut zaczynajacy sie po póznej
      Neojezycjadzie i to czuc :( To dzielko niegodne jest lizac butów Malomównemu.
      Mialkie, dretwe, nudne, zgrzytajace, doprowadzajace do przewracania oczami,
      polukrowane, az zeby bola. Nie moglam sie doczekac, az sie skonczy. Na okrase -
      z tylu na okladce widnieje fotka autorki, pod spodem opisana jako tlumaczka i
      REDAKTORKA. Do tego nocia pochwalna od dumnej MM.

      Teraz bede to rozszarpywac na strzepy Wam ku uciesze.
      Dzielko jest pisane nie wiem dla kogo. Jezyk bezbarwny, monotonny, i dla
      doroslych wlasciwie, z mala bohaterka niemalze Marysójka. Wszystko opisane
      ekstremalnie banalnie i zwyczajnie, jak instrukcje dojechania do parkingu, nawet
      mimo paru egzotycznych i "magicznych" rekwizytów, które ekstremalnie malo
      wnosza. Nie czulam, aby Emilia umiala stworzyc atmosfere, w która chce sie
      wejsc. ZERO HUMORU. Za to mamy nawet nieco zdziadzialego narzekania. To
      ksiazeczka o smutnawej dziewczynce i tak nudnie opisanej, ze wcale nie da sie
      jej wspólczuc ani sie przejac jej gigantycznym problemem, gwozdziem programu
      ksiazki (przedziwna niesmialoscia, która ignoruja jej rodzice). Poza tym mimo
      opisów dzialan jednoczesne zero akcji. Nic ciekawego dla mlodszego czytelnika,
      ani dla starszego. Zakonczenia mozna sie domyslic od początku, zreszta
      zakonczenie wyglada tak, jakby Emilia pisala, pisala, sama sie znudzila i
      dopisala na koncu byle co: strasznie szybko i bez zadnego wytlumaczenia
      problem-osnowa ksiazeczki znika i nagle wszystko jest dobrze.
      Dzieci sie zanudza albo dostana mdlosci z nadmiaru sacharyny albo jedno i drugie.

      Dopisze tu wiecej pózniej :)
      • pola_lawendowe Re: Szczerze odradzam ten lukrowany pierd :( 30.08.10, 09:34
        HA!
        ( tu wyrywa się rechocik satysfakcji i ukontentowania)
        Czytałaś, bimbo, a?:))
        To jest nas, póki co, trzy. Tych mających wątpliwą przyjemność i
        niewątpliwe zjeżenie:))

        Słusznie zauważyłaś, pisała, pisała, aż nagle, wtem! postawiła
        kropkę w dowolnym momencie i pognała do wydawnictwa:)

        Musi, Emilia Kiereś pisząc 'Srebrny dzwoneczek' głęboko wzięła
        sobie do serca wyimek z LM Montgomery ' naśladownictwo jest
        najszczerszym pochlebstwem'. Gil z 'Tajemniczego ogrodu' został
        przemianowany na kota i niespodzianka (!) pokazał drogę do równie
        tajemniczego ( w zamyśle) ogrodu. Pollyanna została przemianowana na
        Marysię i wiesza pryzmaty.
        Złodziejstwo za złodziejstwem, panie tego.
        Biljana, nie kupuj!:) Srebrną Emilię w niewoli pochlebstwa mam i
        bez żalu mogę wysłać w okolicach grudnia, powiększysz grono
        nieszczęśliwych czytelniczek, chcesz? :)

        I jeszcze: miłosniczki kotów, nie czytajcie, zaklinam:)
        To nie dzwoneczek, to dzwon alarmowy, nie srebrny bynajmniej.

        Uch.

        Jak będziecie niegrzeczne, szpro zacznie wam przepisywać!:))
        • anutek115 Re: Szczerze odradzam ten lukrowany pierd :( 30.08.10, 12:12
          pola_lawendowe napisała:

          > I jeszcze: miłosniczki kotów, nie czytajcie, zaklinam:)
          > To nie dzwoneczek, to dzwon alarmowy, nie srebrny bynajmniej.
          >
          > Uch.
          >
          > Jak będziecie niegrzeczne, szpro zacznie wam przepisywać!:))

          Chyba będę niegrzeczna ;P. Nie masz jak zła recenzja, bardziej zachęca niż dobra.

          Prywata: Polu_lawendowa, mam dla Ciebie od dawna zaległy mail (o! jestem
          niegrzeczna! grzeczny człowiek odpisuje szybciej!) spodziewaj się go na dniach i
          przepraszam za niewybaczalną zwłokę.
        • the_dzidka Re: Szczerze odradzam ten lukrowany pierd :( 30.08.10, 12:35
          Cztery.
          Długo obcierałam sie z tego nudnego lukru, długo...
        • lezbobimbo Re: Szczerze odradzam ten lukrowany pierd :( 30.08.10, 13:24
          pola_lawendowe napisała:
          > Czytałaś, bimbo, a?:))
          > To jest nas, póki co, trzy. Tych mających wątpliwą przyjemność i
          > niewątpliwe zjeżenie:))

          Zjezenie, bo jak z Neojezycjady :D
          Kto mi teraz odda te zmarnowana godzine mego zycia, he? (rozpraszalam sie
          wszystkim innym, aby jakos lukier scierpiec).

          > Słusznie zauważyłaś, pisała, pisała, aż nagle, wtem! postawiła
          > kropkę w dowolnym momencie i pognała do wydawnictwa:)

          Jak wydawnictwo bedzie produkowalo takie drogo wydane gnioty w twardych
          okladkach, to pójdzie w koncu z torbami. Ciekawe, kto byl redaktorem tego
          dzielka, ze takie zakonczenie splukane w kiblu przeszlo? Moze Emilia sama sobie
          robila korekte przecinków, albo w rewanzu teraz matka jej sie odwdzieczyla?

          > I jeszcze: miłosniczki kotów, nie czytajcie, zaklinam:)
          > To nie dzwoneczek, to dzwon alarmowy, nie srebrny bynajmniej.

          Póldziki kotek jest dreczony (przywiazana ma puszke do ogona i poniewiera sie w
          krzakach) ale na szczescie wydobrzeje.
          Wyjmowanie go z glebi krzaków przez mala bohaterke i jej znajoma robi za
          najbardziej dramatyczny zwrot akcji. Na szczescie Emilia pisze tak mdlo i
          bezbarwnie, ze nie cierpimy razem z kotkiem.

          Sprawcy dreczenia nigdy nie zostana poznani, w tym opku nie ma ludzi oprócz
          bardzo malego, najblizszego otoczenia dziewczynki. Dreczenie zwierzaka jest wiec
          nieukarane i nie wiadomo, po co w ogóle zostalo opisane. A kotek dobrzeje i
          znika nagle bez sladu jak i zakonczenie tej szmiry.
        • lezbobimbo Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 13:40
          pola_lawendowe napisała:
          > Musi, Emilia Kiereś pisząc 'Srebrny dzwoneczek' głęboko wzięła
          > sobie do serca wyimek z LM Montgomery ' naśladownictwo jest
          > najszczerszym pochlebstwem'. Gil z 'Tajemniczego ogrodu' został
          > przemianowany na kota i niespodzianka (!) pokazał drogę do równie
          > tajemniczego ( w zamyśle) ogrodu. Pollyanna została przemianowana na
          > Marysię i wiesza pryzmaty.
          > Złodziejstwo za złodziejstwem, panie tego.

          Oprócz powyzszych, Emilia kradnie tez motywy z wlasnej matki:
          glówna bohaterka, mala Marysia, nie ma ani jednej przyjaciólki ani kolegów we
          wlasnym wieku (jak Cesia z 6K)
          Na jej patologiczna i niezrozumiala niesmialosc pomoca jest znalezienie jeszcze
          bardziej niesmialej dziewczynki (motyw pouczajacy z Idusi Sierpniowej). Ale mala
          nie zostaje calkiem uleczona, tylko we dwie narzekaja sobie, ze niesmialym to
          zawsze trudniej.

          A najbezwstydniej Emilia zerznela z matki jedno zdanie.
          - Lubie szufladki, sa takie tajemnicze - powiedziala starsza pani.

          Tozto prosto z Bernarda w Imieninach na dworcu!
          - Lubie pociagi, sa takie nieobliczalne.

          To jest zreszta jedyne kwasihumorystyczne zdanie w calej ksiazeczce. Bardzo
          nudne to opko poza tym. Nie musi sie caly czas cos dziac, ale zeby chociaz
          ksiazka bawila i smieszyla dzieciecego czytelnika? Niee, za to mamy pouczanie
          bez puenty, conieco starczego narzekania i urwane zakonczenie.

          [/i]A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa[/i] (c) Zy Only
          Bimbosiostra
          • verdana Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 15:39
            Nienawidzę Was.
            Przez Was zapewne bedę teraz musiała wydać kasę na gniota, ew.
            zmarnować cenny czas w Empiku. Inaczej czytanie tego dzieła do głowy
            by mi nie wpadło, ale perfidnie zachęciłyście.
            Czy ja dobrze zrozumiałam, czy MM napisała o dziele cos pochwalnego
            na okladce? Bo uwierzyć mi trudno w cos takiego?
            • the_dzidka Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 15:56
              > Czy ja dobrze zrozumiałam, czy MM napisała o dziele cos
              pochwalnego na okladce? Bo uwierzyć mi trudno w cos takiego?

              W rzeczy samej, Verdano, w rzeczy samej!

              Cytuję:
              "Oto ciepła, ponadczasowa, ujmująca opowieść , która nauczy małych
              czytelników mierzyć się z wielkimi problemami. Cieszę się, że mogłam
              zilustrować tę książkę - i dumna jestem z tego, że napisała ją moja
              własna córka!"
              • verdana Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 16:07
                OK.
                Na okładce mojego nastepnego dziela zamieszczę zatem list pochwalny
                mego ojca, profesora zblizonej dziedziny - skoro jest to przyjęte.
                Mogę też zamieszczać podobne wstepy przed artykulami córki:)
                • soova Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 16:39
                  No właśnie aż chciałam zapytać, czy planujesz podobną akcję. Bo aż się przecież
                  samo prosi. :)
                • iwoniaw :-D 30.08.10, 17:19
                  Cytat> Mogę też zamieszczać podobne wstepy przed artykulami córki:)


                  Twój Ojciec też powinien tam umieszczać wstępy, uważam iż pochwała
                  wielopokoleniowa będzie wyglądać znacznie okazalej :-D
                  • verdana Re: :-D 30.08.10, 17:53
                    Może dodać wyjątki ze zmarłego pradziadunia? Uznając, ze wizjoner
                    był?
                    • iwoniaw Re: :-D 30.08.10, 18:07
                      Wyjątki z pradziadunia to doprawdy świetny pomysł, byle nie zapomnieć
                      należycie podkreślić, iż to pradziadunio autorki, a nie jakiś obcy
                      facet - jeszcze by kto mógł nie załapać od razu, iż nie musicie po
                      obcych ludziach recenzji wypraszać ;-)
              • filifionka-listopadowa Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 16:20
                Po tych fragmentach z którymi zdołam się zapoznać byłabym gotowa twierdzić, że
                MM dyktowała Emilii Kieraś tą książkę (tą czy tę? Łusia na pomoc!), albo
                przynajmniej pisały ją wspólnie. Znam jednak osoby, na które nazwisko MM działa
                jak lep na muchy i pewnie na to liczy wydawnictwo.
                • lezbobimbo Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 16:26
                  filifionka-listopadowa napisała:
                  > Po tych fragmentach z którymi zdołam się zapoznać byłabym gotowa twierdzić,
                  że> MM dyktowała Emilii Kieraś tą książkę (tą czy tę? Łusia na pomoc!),
                  albo> przynajmniej pisały ją wspólnie.

                  Chyba raczej pisaly ja wspolnie, bo nawet MM pisze ciekawszym jezykiem i
                  bardziej liryczne ma opisy przyrody, a Emilia pisze absolutnie bezplciowo i
                  mdlo, bez zakonczenia ani tym podobnych szczególów.
                • the_dzidka Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 18:10
                  > Po tych fragmentach z którymi zdołam się zapoznać byłabym gotowa
                  twierdzić, że
                  > MM dyktowała Emilii Kieraś tą książkę (tą czy tę? Łusia na
                  pomoc!
                  )

                  Tę. Tę książkę pisały, tą książką rzucały w siebie.
                  • filifionka-listopadowa Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 22:01
                    the_dzidka napisała:
                    > Tę. Tę książkę pisały, tą książką rzucały w siebie.

                    O! Teraz już powinnam zapamiętać.
            • lezbobimbo Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 16:16
              Verdano, nie czyn tego, nieszczesna! Szkoda forsy i Twego czasu, naprawde! Nie
              nagradzaj tej grafomanki bezecnej!
              O ile pamietam, to Szpro ma ten egzemplarz, moze pozyczy Tobie jakos?
              Zróbmy z tego opka rozrywke przechodnia, ale bron Bohunie wydawac kase! Niech
              najlepiej ktos toto zeskanuje, to e-booka zrobimy.

              P.S. wlasnie pisze dlugiego posta, pastwiac sie nad patriarchalnoscia i inszymi
              dziwactwami tego lukru :D
              • soova Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 30.08.10, 16:41
                Zróbmy z tego opka rozrywke przechodnia, ale bron Bohunie wydawac kase! Niech
                najlepiej ktos toto zeskanuje, to e-booka zrobimy.


                I teraz jak pani MM czy EK pozwie kogoś o naruszenie praw autorskich, to już będziemy wiedzieć, że któraś z nich nas naprawdę czyta. :)
                • lezbobimbo Re: podkradanie przez wyludzaczki 30.08.10, 17:52
                  soova napisała:

                  > Zróbmy z tego opka rozrywke przechodnia, ale bron Bohunie wydawac kase!
                  Niech> najlepiej ktos toto zeskanuje, to e-booka zrobimy.


                  > I teraz jak pani MM czy EK pozwie kogoś o naruszenie praw autorskich, to <już
                  będziemy wiedzieć, że któraś z nich nas naprawdę czyta. :)

                  Niech tylko spróbuja.. ]:->
                  To zaraz je pozwiemy o wyludzanie pieniedzy za takie gnioty. I zazadamy
                  odszkodowania za mdlosci po lukrze i stracony czas.
                  Na miejscu Emilii wstydzilabym sie zadac pieniedzy od ludzi za te szmire. Tozto
                  bezbarwny, niechlujny szkic literacki jak polonistki pierwszego roku, z
                  minimalna galeria postaci, bez zakonczenia ni puenty, a nie ksiazka dla dzieci.
                  Nawet w liceum za cos takiego dostalaby dwóje z plusem (za poprawny szyk zdan).

                  Opko jest lamane podstepnie tak, zeby wydawalo sie, ze tekst taki dlugi.
                  Wychodzi ponad 100 stroniczek wysokosci A6, z ogromnymi marginesami z kazdej
                  strony i wieksza niz 14-punktowa czcionka.
                  Wiecej tam papieru niz tekstu, no i oczywiscie okraszone ilustracjami tez gdzie
                  sie da. Jakby sciesnic tekst i wywalic marginesy, wyszloby moze 30 kartek
                  formatu A5 czyli zwyklej ksiazki BARDZO cienkiej.

                  Bezwstyd i wyludzanie, ot co, i to od kogo, pewnie od matek dzieciom, bo kto
                  inny by cos takiego kupil?
          • ssssen Re: Podkradziony lukrowany pierd :( 31.08.10, 09:08
            > glówna bohaterka, mala Marysia, nie ma ani jednej przyjaciólki ani > kolegów
            we wlasnym wieku (jak Cesia z 6K)

            Twoje zarzuty co to plagiatowania można tylko podsumować zdaniem "Ty masz
            dżinsy, ja mam dżinsy - to nie może być zbieg okoliczności!"

            A zarzut, że użyła sformułowania w stylu "lubię <rzeczownik>, bo jest takie
            <przymiotnik>" wzbudziło we mnie radosny rechocik, cały twój post to czysta
            tetrapiloktomia :)
      • ananke666 A po co fizjologia... 30.08.10, 19:25
        Że lukrowany, przesłodzony i mdły, to rozumiem. Ale czemu zaraz pierd...
        • lezbobimbo Re: A po co fizjologia... 30.08.10, 19:39
          ananke666 napisała:
          > Że lukrowany, przesłodzony i mdły, to rozumiem. Ale czemu zaraz pierd...

          Przepraszam za nadmiar fizjologii, nie wyczulam, ze bedzie az tak razil. Jaki by
          tu synonim uzywac, podumam.
      • black-apple Re: Szczerze odradzam ten lukrowany pierd :( 30.08.10, 19:42
        Czy Emilia Kieraś przypadkiem nie pracuje jako korektorka czy tam redaktorka
        najnowszych książek Jeżycjady?
        • lezbobimbo Re: Szczerze odradzam ten lukier nepotyzmu 30.08.10, 19:51
          black-apple napisała:
          > Czy Emilia Kieraś przypadkiem nie pracuje jako korektorka czy tam redaktorka
          > najnowszych książek Jeżycjady?

          W rzeczy samej, byla korektorka Czarnej Polewki i Sprezyny :) To jest wlasnie
          powodem i przyczyna nazywania sie redaktorka na swej wlasnej ksiazce.
          • black-apple Re: Szczerze odradzam ten lukier nepotyzmu 30.08.10, 20:13
            O, dzięki za cynk, zatem to będę omijać szerokim łukiem.
      • lezbobimbo Patriarchat i inne powiastki 30.08.10, 20:03
        Na okladce MM chwali córeczne dzielo takim oto lukrem "ujmujaca, ciepla i
        ponadczasowa opowiesc". Mozna sie pokulac ze smiechu, naprawde.

        1. Ujmujaca opowiastka czyli patriarchalne prukniecie zza wegla daje prosto w czolo.
        Oto niesmiala bohaterka Marysia na "wakacjach" poznaje jeszcze bardziej
        niesmiala dziewczynke z sasiedniego ogrodu. Dziewczynka ta jest z poczatku
        wredota bez serca, bo smieje sie szyderczo (on Cie nie lubi!), kiedy Marysie
        drapie póldziki kot w raczke. Potem sie jednakowoz zaznajamiaja i Marysia
        dowiaduje sie, ze Dorota jest jeszcze bardziej niesmiala niz ona, oraz mieszka
        sama z dosc surowa, przykra i opierniczajaca publicznie mamunia.
        Na to Marysia z ulga mysli wyrozumiale, ze "ona tez by byla zla i
        niedobra, jakby nie miala TATUSIA."
        Kurtyna.

        2. Ciepla powiastka a zly swiat czyli niesmialosc samotnej Marysi. Marysia jest
        patologicznie wrecz niesmiala i aspoleczna - ma 7 lat, a nie ma jeszcze ani
        jednej kolezanki. Nie chodzila nigdy do przedszkola ani do zerówki, dopiero od
        jesieni ma pojsc do pierwszej klasy. Caly jej swiatek to rodzice (w ksiazce
        braciszek ma sie zaraz urodzic, przez co Marysia wyjezdza do cioci na lato). Nie
        ma kolezanek, bo jest zbyt niesmiala aby sama wyjsc komus naprzeciw na swoim
        podwórku, a w druga strone dzieci z podwórka nie wiedziec czemu nie chca sie w
        ogóle zapoznac z nia. Jedynie jakis chlopak ja popchnal kiedys i przezwal. Przez
        co Marysia ma caly czas traume, ale jednoczesnie doroslym jezykiem opisuje,
        dlaczego jest jej smutno i ze jest tak niesmiala, i narzeka, ze niesmialych to
        nikt nie lubi. Az dziw bierze, ze tak dojrzala emocjonalnie dziewczynka,
        rozpoznajaca i werbalizujaca doroslym jezykiem swoje uczucia, nie jest w stanie
        zrobic czegos z tymi uczuciami i próbowac az do skutku nawiazac kontakt z
        rówiesnikami. Jest jej tylko bezustannie przykro i placze, kiedy kotek ja
        drapie, bo "nawet kot nie chce sie z nia zaprzyjaznic". No sorry, póldzikie
        zwierze z krzaka z jego naturalnymi reakcjami to nie jest jednak kolezanka ludzka..
        I co na to jej rodzice i dorosle otoczenie? Ignoruja calkowicie jej problem!
        Kiedy Marysia skarzy sie, ze nie ma kolezanek i nikt jej nie lubi, to rodzice,
        ciotka i dobra wrózka-starsza pani z tajemniczego ogrodu z dzwoneczkami mówia
        jej tylko "przeciez Ciebie nie da sie nie lubic!". Dziecko zostaje wiec samo ze
        soba i swoja aspolecznoscia, nikt nie wyjasnia czemu jej nikt nie lubi, skoro
        jest taka sympatyczna, a glupi rodzice nie posylaja jej ani do przedszkola ani
        do zerówki. Najwidoczniej chowaja córke tez w beczce, bo nie ma ona zadnych
        kuzynów z rodziny ani nie zna dzieci znajomych swoich rodziców.
        Rodzice ani ciotka nie wyjasniaja, jak mozna zainteresowac potencjalnych
        kolegów. Tylko raz starsza pani poucza, ze trzeba oswajac kota, i tak samo
        wszystkich w ogóle oswajac trzeba po kawaleczku, dzien po dniu.
        Lekka pomoca jest znalezienie tej jeszcze bardziej niesmialej i wrecz zahukanej
        dziewczynki Doroty, tej samej co cierpi bez tatusia. Razem narzekaja, ze
        niesmialym to trudno w zyciu. No i oczywiscie jaki final tej smutnej historii?
        Urwane zakonczenie, czyli nagle pach, w jednym zdaniu jest opisane, ze Marysia
        jesienia wrocila do rodziców, poszla do szkoly i zaraz sie zaprzyjaznila z
        niesmiala kolezanka z lawki, która w ogóle mieszka bardzo blisko na ulicy obok.
        Magia, problem aspolecznosci mija sam. Czemu wiec przedtem zero zerówki,
        przedszkola ani poznawania innych miss czy misterów niesmialosci przy trzepaku?
        Bezsens. Brak opisów u Emilii sprawia, ze rodzina dziewczynki to nieczule zbóje
        mieszkajace na bezludnej wyspie.

        3. Ponadczasowa opowiesc czyli starcze biadolenie.
        Emilia ponadczasowosc tworzy przez wyjalowienie swego szkicu z marek
        dzisiejszych produktów. Ciotka na wsi nie ma telewizora (ale jest radio chyba,
        tylko nie pamietam, czy cos gra), jest samochód a nie wóz drabiniasty dowozacy
        Marysie na wywczasy, ciotka umie czytac gazete, do ogona kot ma przywiazana
        puszke a nie amfore, sa rowery a nie welocypedy. Ciotka-krawcowa szyje tez na
        maszynie a nie w dloni. Moznaby wiec uznac, ze opko dzieje sie prawdopodobnie po
        przelomie, bo Sowietów cos nie ma na horyzoncie. Kiedy Marysia poznaje starsza
        pania z zaczarowanego dzwoneczkami domu, opowiesc zostaje jednak umiejscowiona
        wyraznie w czasie. Starsza pani oto jojczy, ze w naszych czasach juz nikt listów
        nie pisze. Czyli jestesmy po roku 2000, w epoce furkoczacych maili. Co jest jak
        wiadomo zlem, bo mejl to zadne pisanie. Potem starsza pani pokazuje Marysi
        "furkoczacy" kolowrotek i narzeka jeszcze bardziej - ze w naszych czasach juz
        nie ma miejsca dla kolowrotków!!! Tutaj Emilia spadla prosto z gigantycznego
        byka luddyzmu. Nie, na pewno nie chcialaby zyc w czasach, kiedy trzeba bylo
        welne strzyc ze swych owiec, welne foluszowac, len drzec, recznie farbowac, snuc
        nici kolowrotkami, a potem jeszcze tkac i recznie szyc, aby cala rodzina miala
        co na grzbiet wlozyc. Tak, bardzo dobrze, ze w 19 wieku powstaly maszyny
        przadnicze i automaty tkackie oraz maszyny do szycia.
        Dodatkowo w czasie umieszczaja nas listy nawleczonego absztyfikanta ciotki,
        który sle jej pocztówki z nader egzotycznych stron globu, zdjecia i takie
        pamiatki jak maczeta czy bumerang. Marysi rodzice napomykaja, ze tak, to ten
        wariat, co chcial, zeby ciotka z nim jechala na Himalaje. Moznaby wiec
        przypuszczac dodatkowo, ze to jest czas, gdy nie ma trudnosci z czekaniem na
        paszport i wyjazdami poza zelazna kurtyne.
        • ssssen Re: Patriarchat i inne powiastki 31.08.10, 09:43
          > Starsza pani oto jojczy, ze w naszych czasach juz nikt listów
          > nie pisze. Czyli jestesmy po roku 2000, w epoce furkoczacych maili.

          Niekoniecznie. Pamiętam biadolenie "dziś juz nikt listów nie pisze" jeszcze z
          czasów wczesno-e-mailowych (połowa lat 90-tych), a nawet wcześniejszych. E-mail
          to był tylko gwóźdź do trumny tradycyjnego listu.

          Sam zresztą jestem przykładem tego zdziczenia obyczajów, bo w życiu żadnego
          listu nie dostałem ani nie wysłałem...
          • truscaveczka Re: Patriarchat i inne powiastki 31.08.10, 10:25
            Kołowrotki zaś mają się nieźle, eksport z Polski na cały świat.
            polskiewrzeciona.blogspot.com/
            forum.gazeta.pl/forum/f,99203,Kolowrotek.html
            W ogóle przędzenie jest obecnie modne i sporo osób to robi.
    • ateh7 Ja wiem, czepiam się :( 30.08.10, 20:57
      Gdyby Emilia nie była Musierowiczówną z domu, to ten "Dzwoneczek" prawdopodobnie
      nigdy nie zostałby wydany, tak myślę. Emi na swej oficjalnej stronie, w rubryce
      "Kim jestem" powinna przede wszystkim napisać "Córką Małgorzaty Musierowicz". Co
      wiele wyjaśnia.
      • p.aulinka Re: Ja wiem, czepiam się :( 30.08.10, 21:56
        Ja się o Kieresiowego gniota otarłam na ostatnim naszym spotkaniu ;)

        Dostałam ksiązeczke do łapy, zostałam ostrzeżona czym to grozi, przekartkowałam,
        znalazłam rysunek na którym był kotek, ucieszyłam sie ze widzę kotka (i ogólnie
        wyraziłam zachwyt że tym razem rysuneczki są kolorowe :)) , po czym książkę
        delikatnie wyjęto mi z dłoni - mówiąc zebym się nie cieszyła bo kotek 4 kartki
        później ucieknie i na pociechę w pustą dłoń włożono mi kieliszek z czerwownym
        winem :)
        • lezbobimbo Re: Ja wiem, czepiam się :( 30.08.10, 22:04
          p.aulinka napisała: po czym książkę
          > delikatnie wyjęto mi z dłoni - mówiąc zebym się nie cieszyła bo kotek 4
          >kartki> później ucieknie i na pociechę w pustą dłoń włożono mi kieliszek z
          >czerwonym winem :)

          Bo tylko tak mozna toto przecierpiec :D
          Kazdemu dziecku i czytelnikowi zamiast tego gniota polecam szczerze kieliszek z
          winem (czy cos równie dekadenckiego).
          • ateh7 Re: Ja wiem, czepiam się :( 31.08.10, 05:53
            Znaczy, na trzeźwo się nie da :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka